O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Ewangelia o czułości Boga. Lectio divina do Ewangelii św. Łuk ...


Ewangelia o czułości Boga.
Lectio divina do Ewangelii św. Łukasza
SZKOŁA BIBLIJNA
31 stycznia - 2 lutego 2014

 

W dniach 31 stycznia - 2 lutego 2014 roku odbyło się spotkanie w ramach Szkoły Biblijnej pt. „Ewangelia o czułości Boga. Lectio divina do Ewangelii św. Łukasza”. W sesji uczestniczyło 230 osób. 

Spotkanie prowadził: Innocenzo Gargano OSBCam. - włoski kameduła, wykładowca patrystyki na papieskich uczelniach rzymskich, współczesny mistrz duchowy lectio divina, autor wielu publikacji na temat lectio divina.
 

 

T E K S T Y   H O M I L I I
wygłoszonych w czasie sesji
przez o. Innocenzo Gargano OSBCam.

---------------------------------------------------------------------

Zaufaj, że zasiane ziarno Słowa wyda owoc!
homilia - piątek III tygodnia zwykłego (rok II), 31 stycznia 2014 r.
2 Sm 11, 1-4a.5-10a.13-17.27c; Ps 51, 3-7.10-11; Mk 4, 26-34

Miło mi odnaleźć wśród was, tu obecnych, osoby, które już mnie znają. Za każdym razem bardzo chętnie przyjeżdżam do waszego domu. Jesteśmy u początku dwóch dni, w czasie których chcemy zgłębiać Słowo Boże. Myślę, że dla nas wszystkich naprawdę zaskoczeniem jest to, że Pan wychodzi nam dziś naprzeciw dając nam w liturgii do odczytania tę kartę drugiej księgi Samuela. Jest to jedna z najbardziej tragicznych kart całego Starego Testamentu. Może nawet wydać się dziwnym to, że u końca takiej strony słyszymy słowa: „oto Słowo Boże”. Oczywiście, Słowo Boże nie identyfikuje się z wszystkimi gestami i decyzjami podjętymi przez Dawida! Trzeba jednak wspomnieć, że po tej stronicy drugiej księgi Samuela i psalmie „Miserere”, którego obszernymi fragmentami przed chwilą się modliliśmy, następuje inna stronica, gdzie czytamy, że prorok zjawia się w domu Dawida i opowiada mu przypowieść z jednej strony bardzo tajemniczą, a z drugiej - bardzo jasną. Słowo prorockie wyrażone w przypowieści jest przenikliwe, jest tak drążące, że Dawid przyjmuje je jak miecz trafiający prosto w jego serce, bo nie może zaprzeczyć temu, co oznajmia prorok Natan: „Ty jesteś tym człowiekiem!” (2 Sm 12, 7). W przypowieści chodziło o pewnego bogatego człowieka, który chciał przygotować ucztę dla swojego gościa i zamiast wziąć owcę ze swojego stada zabrał owieczkę należącą do pewnej ubogiej rodziny, która miała tylko ją, aby przeżyć. Może się zdarzyć, że ta historia ma coś wspólnego z naszą historią osobistą, z tyloma naszymi osobistymi historiami. I może właśnie dlatego, że chodzi w tej biblijnej historii odbija się tyle naszych osobistych historii, Pan wychodzi nam wszystkim na spotkanie poprzez słowo prorockie zapisane w Piśmie. To zaś oznacza, że w tym Słowie, które Pan nam przekazuje, znajduje się pewna moc, która popycha nas w sposób nieunikniony do uznania tego, co stanowi prawdę naszego życia. W gruncie rzeczy bowiem, czym jest lectio divina, jeśli nie drogą, którą Słowo Boże prowadzi nas do skruchy serca. Dzięki posłudze proroka także Dawid przeprowadził swoje osobiste lectio divina. Słowo Boże przeszyło jego serce i to tak głęboko, że wyśpiewał pieśń „Miserere”, którą my do dziś śpiewamy, a która posiada moc sakramentalną. Nie wiem, jak jest w waszym przypadku, ale mnie się tak zdarzyło, mnie tak wychowano, że traktowałem wspomniany psalm - Ps 51 (50) - jak prawdziwy sakrament skruchy.

Teraz możemy przejść do odczytanej przed chwilą stronicy z Nowego Testamentu, z Ewangelii wg św. Marka, która zwraca naszą uwagę na coś bardzo ważnego dla nas wszystkich. Słyszymy, że Królestwo Boże jest jak ziarno, które rolnik rzuca w ziemię, a potem… potem nie robi już nic! Rolnik wraca do swojego domu i kładzie się spać, bo… co innego może zrobić. Często słyszymy, że w kontakcie z konkretną kartą Ewangelii, w spotkaniu ze Słowem Bożym, trzeba podjąć jakieś dobre postanowienia, a następnie pełnić czyny wynikające z naszej dobrej woli… Nie zauważamy, że w ten sposób okazujemy nasz brak zaufania w moc i siłę, która zawarta jest w samym Słowie Bożym. Jeszcze gorzej jest wówczas, gdy zwracamy się ku innym prawdom niż Słowo Boże sądząc, że są one skuteczniejsze od Słowa Bożego. Czasem bywamy przekonani, że skoro pewne praktyki są owocem naszej dobrej woli i samodyscypliny, to są ważniejsze od konfrontowania się ze Słowem Bożym. Jednak nie tego uczy nas ewangelista, św. Marek. Ewangelista uczy nas, byśmy zostawili całą tę naszą dobrą wolę i wszystkie te nasze dobre postanowienia, a całą naszą ufność złożyli w mocy wewnętrznej Słowa Bożego. Ziarno, o którym słyszymy w przypowieści, zostało wrzucone w ziemię i samo zrobi wszystko; wrzucone w ziemię, nie potrzebuje już rolnika, czyli nas. Jemu wystarczy to, że zostało przyjęte przez glebę. Później ono samo pomyśli, w jaki sposób wykorzystać wszystko, co zawiera ziemia, jak wykorzystać wszystkie minerały i środki odżywcze zawarte w glebie, by mogło z niego wyrosnąć źdźbło, a potem kłos. A rolnik będzie się mógł jedynie dziwić, jak to się dzieje: „przecież ja po prostu wrzuciłem ziarno w ziemię!”. Rolnik będzie patrzył, jak ziarno rozwija się i rośnie, że z ziarna wykształca się coraz bujniejsza roślina. „Ja nic już nie mogę i nie potrafię zrobić! Przecież to ziarno robi wszystko samo!” - może mówić. W Ewangelii św. Marka czytamy również, że ziarno wrzucone w ziemię, kiedy przyjdzie moment jego owocowania, samo niejako skłoni rolnika do tego, by wziął sierp i zebrał plon dokonanego przez siebie zasiewu. Zauważcie, jaka wolność wewnętrzna wypływa z tej karty Ewangelii wg św. Marka. Pan prosi nas jedynie o ufność i o nic więcej. Wszystko dzieje się „automate”, mówi tekst grecki, czyli spontanicznie, naturalnie, automatycznie w sercu tego, kto przyjął ziarno Słowa Bożego. Jezus w innym kontekście zachęci, by nie martwić się zbytnio i by ufać Słowu Bożemu: „Kiedy was ciągać będą do synagog, urzędów i władz, nie martwcie się, w jaki sposób albo czym macie się bronić lub co mówić, bo Duch Święty nauczy was w tej właśnie godzinie, co należy powiedzieć” (Łk 12, 11-12; por. Mk 13, 11). Jezus zachęca, by ufać Słowu, bo Duch Święty włoży w nasze usta odpowiednie słowa w odpowiednim momencie. Trybunały, o których mowa, to też nasza codzienność. Pan zachęca nas, żebyśmy byli spontaniczni przez 24 godziny naszego dnia, byśmy przeżywali z radością nasze życie chrześcijańskie; byśmy nie łamali sobie głowy o to, co mamy robić, a czego robić nie powinniśmy, czym się zająć, a czego unikać. Zostawmy to! Zaufajmy Słowu Bożemu! Jeśli Słowo stało się rzeczywiście życiem waszego życia, to z pewnością w każdym momencie życia znajdziemy odpowiedź słuszną i adekwatną do nadarzającej się okoliczności, jakąkolwiek by ta okoliczność była. Lectio divina winna nas prowadzić do tej spontaniczności.

Innym podkreśleniem czy akcentem postawionym przez ewangelistę Marka jest zdumienie, którego wszyscy możemy doświadczać, kiedy zauważamy, że jakieś jedno słowo (rzeczownik, przymiotnik czy przysłówek) czy nawet słóweczko, spotkane w tekście biblijnym, całkowicie „zakwasiło” nasz dzień i całkowicie go zmieniło; że z tego malutkiego słowa wyrosła roślina, która z kolei stała się przestrzenią poszukiwaną przez wszystkich, żeby w niej wreszcie doświadczyć pokoju; że ta roślina stała się tak wielka, iż w jej gałęziach zatrzymują się nawet ptaki niebieskie, aby budować sobie gniazda. Wszystko to staje się doświadczeniem kogoś, kto żyje lectio divina. W słowie z Ewangelii św. Marka Pan zwraca nam jeszcze uwagę na jeden szczegół, a mianowicie na to, że zrozumienie słów Pana może się stać doświadczeniem tylko kogoś, kto dzieli Jego życie, kto żyje w stałej zażyłości z Nim. Bardzo wielu ludzi słuchało przecież przypowieści opowiadanych przez Jezusa, ale zrozumienie tego, co chciał On w nich powiedzieć, zostało przez Jezusa zarezerwowane tylko dla tych, którzy Go naśladowali i żyli z Nim w zażyłości. Są takie sprawy w tekście biblijnym, których wielcy i wykształceni nie są w stanie zrozumieć, a maluczcy i pokorni je rozumieją. Ludzie prości rozumieją je, bo żyjąc w zażyłości z Nim - Słowem, które stało się ciałem - w sposób naturalny, spontaniczny, samorzutnie, dzięki jakiemuś wewnętrznemu zrozumieniu, rozumieją to, czego inni nie potrafią zrozumieć. Także to należy do doświadczenia lectio divina. Dlatego życzę wam, byście weszli na drogę tej coraz głębszej zażyłości z Panem, byście umieli się zadziwić cudami, które On potrafi zdziałać przez naszą małość, a przede wszystkim byście umieli wybuchnąć dziękczynieniem wobec Pana, który przez swoje słowo przeszywa nasze serce, czyni je skruszonym i dokonuje radykalnej przemiany naszego życia.

---------------------------------------------------------------------

„Kropla miodu”: dno Dawida i dno Apostołów
homilia - sobota III tygodnia zwykłego (rok II), 1 lutego 2014 r.
2 Sm 12, 1-7a.10-17; Ps 51, 12-17; Mk 4, 35-41

Dzisiaj już dużo powiedziałem, naprawdę dużo. Po południu poszedłem, by mówić również do mniszek - karmelitanek, a wieczorem będzie jeszcze jedna konferencja i po raz kolejny będę przemawiał. Podjąłem więc taką decyzję, dokonałem takiego wyboru: dam wam teraz „kroplę miodu”. Biskupi włoscy poprosili mnie jakiś czas temu, bym w telewizji włoskiej każdego wieczoru dawał „kroplę miodu”, która nie powinna przekraczać trzech lub czterech, a maksymalnie pięciu minut czasu antenowego [codzienny program „Gocce di miele” w Tv2000 - przyp. red]. Zanim tu wyjechałem, musiałem nagrać te kilka „kropli miodu”, a teraz chcę wam dać tę tylko jedną „kroplę miodu”, przewidzianą na dzisiaj, zaczerpniętą z pogłębienia odczytanej karty Ewangelii w powiązaniu z doświadczeniem Dawida.

Już wczoraj mówiliśmy sobie, jak dramatyczne było to, co uczynił Dawid. Wskazaliśmy również na głos proroka, który „przekłuwa” Dawidowi serce, uświadamia mu wielkość grzechu, jaki popełnił, sprawiając też, że z serca Dawida wypłynęła ta przepiękna pieśń „Miserere”, której również dziś w liturgii słuchaliśmy. Dawid popełniając grzech dotknął dna. Apostołowie natomiast, którzy razem z Jezusem zapuścili się w morze, pozwolili, by ogarnął ich lęk wobec wiatru i burzy na morzu. Nie uwzględnili tego, że jest z nimi Jezus i dlatego nie powinni się o nic martwić. Byli przecież świadkami wielu innych gestów Jezusa, który okazywał swoją moc i panowanie nad wszystkimi żywiołami świata. To im jednak nie wystarczyło i dlatego podczas burzy ogarnięci strachem widząc, że Jezus śpi spokojnie na wezgłowiu w łodzi, w desperacji zaczęli Go obudzić: „Panie, czy nic Cię to nie obchodzi? Czy nie widzisz, że otchłań już teraz nas wciąga?”. Jezus obudziwszy się wstał, nakazał wiatrowi i morzu, by się uciszyły, a potem zwrócił się do apostołów: „Tonęliście, zapadaliście się w otchłań z powodu waszej małej wiary! Czemu wątpiliście?”. A więc również apostołowie dotknęli dna tak, jak dotknął go Dawid, choć być może ich dno było jeszcze głębsze od tego Dawidowego. Groziło im dno niedowiarstwa! Być może doświadczenie niedowierzania było naszym doświadczeniem, gdy dotknęła nas jakaś choroba, jakaś rodzinna tragedia, jakaś porażka w relacjach. Być może i my kiedyś nie wierzyliśmy, że mając ze sobą Jezusa, nie powinniśmy odczuwać żadnego lęku.

---------------------------------------------------------------------

Ból, gdy Słowo nie znajduje przestrzeni, jaką chciałoby znaleźć
homilia – święto Ofiarowania Pańskiego – 2 lutego 2014 r.
Ml 3, 1-4; Ps 24, 7-10; Hbr 2, 14-18; Łk 2, 22-40

„A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim” - tak zakończył się fragment Ewangelii, której wysłuchaliśmy dziś, w święto Matki Bożej Gromnicznej (Ofiarowania Pańskiego). Teraz spróbujmy dokonać aktualizacji tej prawdy w małym doświadczeniu wspólnoty, które przeżywaliśmy i przeżywamy tutaj razem. Możemy i my odnaleźć się w rodzinie Maryi, Józefa i Jezusa, którzy wstępują do świątyni. Oni wstępują do świątyni, by móc wypełnić praktycznie to, co przepisywało Prawo Boże. Wy również wstąpiliście do świątyni, zostaliście wprowadzeni do świątyni. Jest to świątynia już oczyszczona, zgodnie ze słowami proroka Malachiasza. Ta przestrzeń, to Centrum, w którym się spotykamy, w rzeczywistości jest przestrzenią przygotowaną dla was, właśnie dla was! Jest przestrzenią uwolnioną od wszelkiego hałasu i od wszystkiego, co mogłoby was rozpraszać, abyście w niej mogli przeżyć głębokie doświadczenie spotkania ze Słowem Bożym, które według pierwszego czytania - z księgi proroka Malachiasza oraz drugiego - z listu do Hebrajczyków uczyło was widzieć Jezusa jako Syna Bożego, który chciał dzielić całe, ale to naprawdę całe nasze doświadczenie ludzkie. Do tego właśnie staraliśmy się doprowadzić was wszystkich korzystając z tekstu Ewangelii wg św. Łukasza.

Ewangelia św. Łukasza otwarła nam oczy na tę nadzwyczajną rzeczywistość, że niebo przyszło na ziemię, a więc na ziemi nie ma już niczego, co należałoby wyłącznie do sfery profanum, ale wszystko zostało przeniknięte obecnością Boga. Tego mogliście doświadczyć również w czasie tych dni: przemieniliście przestrzeń swojego życia w przestrzeń zdolną przyjąć Słowo Boże i zdolną do głębokiego dialogu z Nim. A Bóg napełnił was bogactwem i mocą zawartą w Jego Słowie. I wy także możecie powiedzieć o sobie, że wypełniliście wszystko zgodnie z przepisami Prawa, ponieważ zostawiliście wasze domy, aby przybyć tutaj i spotkać się w tej Bożej przestrzeni ze Słowem Bożym. Teraz natomiast nadszedł moment, by opuścić tę świętą przestrzeń i powrócić znowu do waszej codzienności. Wracacie tam, ale wracacie już z nowymi oczami, bo nauczyliście się, że nie istnieje już przestrzeń wyłącznie profanum, ale że wszystko należy do zbawczego planu Boga. Kiedy wrócicie do domu, będziecie widzieć rzeczy, które widzieliście wcześniej. Ci, którzy pozostali w waszych wioskach czy miastach będą nadal widzieć rzeczy, które wcześniej widzieli takimi, jakimi je wcześniej widzieli. W waszym przypadku tak już być nie może! Bo Pan was uprzywilejował. Pan zechciał poświęcić się całkowicie wam w czasie tych trzech dni, zasiał swoje Słowo w waszych sercach. Teraz On może się już wycofać, ale równocześnie pozostanie obecny w waszym życiu właśnie poprzez swoje Słowo, które zasiał w was. Teraz ziarno tego Słowa będzie rosło - będzie rosło, bo to nieuniknione! - właśnie tak, jak wzrastał Jezus, dziecko, w rodzinnym Nazarecie, obok Maryi i Józefa.

Jezus, gdy wzrastał w latach wg rachuby ludzkiej - stawał się z dziecka chłopcem, młodzieńcem, a potem dorosłym mężczyzną - wzrastał również, jak mówi ewangelista Łukasz, w mądrości: „Dziecię zaś rosło… napełniając się mądrością”. Mamy więc tu do czynienia z pewnym rodzajem paralelizmu między fizycznym wzrastaniem Jezusa i tym, co nazwalibyśmy Jego rozwojem kulturalnym. I znowu tutaj mamy możliwość przywołania myśli Ojców Kościoła, ponieważ oni byli zawsze uważni na całą osobę. Uczymy się również od nich, że jesteśmy całością, która obejmuje nie tylko fizyczność ciała, ale również uczucia-zmysły, które ożywiają nas od wewnątrz oraz inteligencję. To wszystko, ta całość, może wzrastać dzięki łasce Bożej. Skoro słyszymy, że „łaska Boża spoczywała na Nim”, więc nie ma już żadnej chwili, w której bylibyśmy oddzieleni od łaski. Jakże często usiłujemy oddzielać naturę od łaski! Nie, tak nie można! Teraz ziarno Słowa już zostało w was posiane. Wy możecie ulec rozproszeniu, możecie zasypiać czy nawet zapominać o tych dniach, tymczasem Słowo Boże na pewno będzie wzrastać w was wszystkich. Po cichu się zakorzeni. Po cichu wykorzysta wszystkie minerały i składniki wewnętrzne waszego życia osobistego, ale również słońce, deszcz, powietrze, czyli czynniki zewnętrzne, które spotka na waszej drodze. Wykorzysta wszystkie te rzeczy i je przekształci tak, by prawda Słowa Bożego rozwikła w was. Bądźcie spokojni, bo to wszystko z pewnością się wydarzy! Mówiłem już o tym w pierwszej homilii podczas naszego spotkania. Najważniejsze jest to, by ziarno Słowa zostało zasiane i dotarło do naszego serca. Teraz ziarno Słowa dotarło, dosięgło gleby. Odtąd nie możecie już mówić, że Go nie znacie, bo doświadczenie poznania już nastąpiło.

Jednej jednak rzeczy nie możecie zapomnieć, a mianowicie tej, że ziarno Słowa jest jak miecz, który czyni widocznym wszystko to, co nosiliśmy czy nosimy w tajemnicy naszej tożsamości osobistej. Jezus bowiem przyszedł, „aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”, jak mówił starzec Symeon do Maryi i Józefa. Chrystus przyszedł jako światło, przyszedł jako ogień, przyszedł jako miecz. Teraz już nikt i nic nie może się ukryć. Oczywiście, często ten miecz będzie pociągał za sobą cierpienie. Słyszeliśmy słowa Symeona skierowane do Maryi: „…a Twoją duszę miecz przeniknie”. Ów miecz może polegać na przykrości wynikającej z dostrzeżenia, że Słowo Boże nie znajduje w nas czy wokół nas całej tej przestrzeni, jaką chciałoby znaleźć. To doświadczenie przykrości może stać się waszym udziałem, kiedy osobiście zorientujecie się, że jesteście leniwi, kiedy zorientujecie się, że nie byliście czy nie jesteście w stanie oddać Słowu całego tego terenu, który chciałoby ono mieć w was do dyspozycji. To doświadczenie przykrości może być również związane z kontekstem zewnętrznym, w którym przyjdzie wam działać. Przykro jest bowiem stwierdzić, że ludzie wokół was - którzy być może nie byli tutaj i nie otrzymali w darze Słowa Pana - z trudem poddają się kierownictwu Słowa Bożego, a może nawet przeszkadzają we wzrastaniu tego Słowa albo próbują zdusić Słowo, o którym świadczycie swoim życiem. To jest coś, co było udziałem Maryi, która przecież wyczuwała nadzwyczajną godność swego Syna. Kiedy jednak widziała, jak Go traktowano, nie mogła nie odczuwać przykrości. Nawet więc doświadczając przykrości, będziecie w dobrym towarzystwie, bo będziecie w towarzystwie Maryi. Starajcie się nie zapomnieć, że taka przykrość jest przykrością zbawienną dla każdego z was. To przykrość, która przyniesie zdrowie i zbawienie, zarówno wtedy, gdy będzie wynikała z waszego życia, jak i wtedy, gdy będzie wynikała z niezrozumienia ze strony innych. Nie pozwólcie, by ogarnęła was nieufność! Przede wszystkim unikajcie depresji i pamiętajcie, że Słowo jest mocą, która przemienia życie i w każdym razie otwiera na pełnię szczęścia, która napełni wasze życie i życie tych, którzy was otaczają.

Jesteście zapalonym światłem, które już nie może pozostać w ukryciu! Odkryliście Słowo Boże i teraz bądźcie spokojni! Wystarczy, że będziecie je trzymać jak świecę, a światło samo dokona tego, co ma dokonać. To światło będzie działać w milczeniu nie czyniąc hałasu, a ponieważ jest światłem będzie promieniowało we wszystkich kierunkach. To jest coś, czego wam życzę. Życzę tego wam samym w odniesieniu do waszego osobistego rozwoju, byście pozwolili zasianemu w was ziarnu Słowa, aby ono przemieniało wasze życie. Życzę tego również środowiskom, w których będziecie żyć i działać, aby ludzie „widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5, 16).

---------------------------------------------------------------------
w tekstach spisanych z nagrania na żywo,
 zachowano styl języka mówionego
korzystamy z tłumaczenia na żywo D. Piekarz (red.)
---------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------

Zachęcamy do skorzystania z nagrań i publikacji:

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl