O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Błogosławieni prześladowani. Księga Estery 8-11 XI 2013 - hom ...


X DNI DUCHOWOŚCI BIBLIJNEJ
Błogosławieni prześladowani
Księga Estery
8-11 listopada 2013

 T E K S T Y   H O M I L I I
które w czasie sesji wygłosili
Innocenzo Gargano OSB Cam. i Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

Sytuacje nowe czy trudne szansą wzrostu wiary
homilia – piątek 31. tygodnia zwykłego – 8 listopada 2013
Rz 15, 4-21; Ps 98, 1-4; Łk 16, 1-8

Odczytany fragment z listu do Rzymian oraz przypowieść o obrotnym rządcy wydaje się, że nie mają nic wspólnego. Osobiście jednak odnajduję pewien wspólny im punkt, a naprowadza mnie na niego tytuł konferencji, której dziś jeszcze wysłuchamy: „Kryzys wygnania szansą rozwoju wiary”. Sytuacja nowa (mowa o niej w pierwszym czytaniu) i sytuacja trudna (słyszymy o niej w Ewangelii) są szansą rozwoju wiary. Okoliczności, które są udziałem św. Pawła jako głosiciela Ewangelii na pogańskich, „dziewiczych” terenach Azji, jest najpierw dla niego samego szansą rozwoju wiary. Sytuacja, w której znalazł się rządca postawiony w stan oskarżenia niewątpliwie jest kryzysowa, ale właśnie dlatego jest szansą; z każdego bowiem kryzysu są dwa wyjścia: jedno z nich jest dobre (dlatego kryzys jest szansą), a drugie - złe.

Św. Paweł mówi: „poczytywałem sobie za punkt honoru głosić Ewangelię jedynie tam, gdzie imię Chrystusa było jeszcze nie znane, by nie budować na fundamencie położonym przez kogo innegoˮ. Apostoł działa na terenie nowym, nieznanym. Jego posługa na burzliwym terenie Azji Mniejszej, a potem Europy, jest trochę jak chodzenie człowieka po wodzie. Pamiętamy z Ewangelii tę sytuację, zwłaszcza w redakcji św. Mateusza, gdy uczniowie na polecenie Jezusa płyną nocą przez jezioro w łodzi miotanej falami. Gdzieś między trzecią a szóstą nad ranem widzą Jezusa idącego po wodzie i są wystraszeni. Piotr woła: „«Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!». A On rzekł: «Przyjdź!». Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: «Panie, ratuj mnie!»ˮ (Mt 14, 28-31). Póki Piotr adorował swojego Pana, szedł po wzburzonych falach. Gdy stracił wzrok z Jezusa, zaczął tonąć.

Paweł Apostoł podejmując posługę pamięta o zasadzie, że trzeba adorować Jezusa. Wspominając swoją działalność mówi: „Jeśli więc mogę się chlubić, to tylko w Chrystusie Jezusie z powodu spraw odnoszących się do Boga. Nie odważę się jednak wspominać niczego poza tym, czego dokonał przeze mnie Chrystus w doprowadzeniu pogan do posłuszeństwa wierze (…) mocą Ducha Świętegoˮ. Zachwyca mnie i zawstydza to wyznanie. Czy w taki sposób wspominam swoją posługę? To wyznanie apostoła konfrontuje, bo on chce opowiadać tylko to, co czynił Chrystus. Akcent pada nie na to, co czynił Paweł, choć czynił wiele, ale akcent pada na to, jak wiele sprawiał w słuchaczach Chrystus mocą Ducha Świętego. Powtórzmy jeszcze raz za Pawłem: „Nie odważę się mówić o czym, czego nie sprawił Pomazaniecˮ. Wzrok wiary utkwiony w Panu. Oto przesłanie dla nas u końca Roku Wiary: utkwić wzrok w Jezusie i słuchać Jezusa, gdy robimy coś nowego, gdy On zaprasza nas na nowe, nieznane nam dotąd ścieżki czy płaszczyzny zaangażowania.

Paweł przedstawia się w charakterystyczny sposób. Mówi o sobie: „[dzięki łasce Bożej] jestem z urzędu sługą Chrystusa Jezusa wobec pogan, sprawującym świętą czynność głoszenia Ewangelii Bożej, by poganie stali się ofiarą Bogu przyjemną, uświęconą Duchem Świętymˮ. Paweł - głosiciel Słowa przedstawia się tak, jakby był szafarzem Liturgii Słowa odprawianej w świątyni, jaką jest pogański świat. Jego posługa ma na celu to, by nawróceni poganie stali się ofiarą miłą Bogu. Paweł mówi o sobie, że jest „sługą z urzędu, sługą publicznym Chrystusa Jezusa… spełniającym święte obrzędy Dobrej Nowiny Bogaˮ. W oryginale pojawia się to greckie słowo: „leiturgosˮ, które początkowo oznaczało sługę z urzędu, sługę dobra wspólnego, a potem nabrało również znaczenia kultycznego. Paweł przedstawia się więc jako sprawującego w świecie liturgię, liturgię Słowa, ale pamięta, że głównym szafarzem tej Liturgii jest sam Chrystus. Gdy Paweł jako sługa, jako liturg, wiernie głosi to, co mu powierzono, wtedy Jezus, jedyny Pan, jedyny Liturg, działa z mocą.

To bardzo ważny akcent dla nas, bo każda liturgia - przypomniał nam to we wrześniu 2012 r. papież Benedykt XVI - jest przede wszystkim dziełem Boga. Sięgnijmy do Katechizmu: „Pojęcie «liturgia» oznaczało pierwotnie «dzieło publiczne», «służbę pełnioną przez lud lub na rzecz ludu». W tradycji chrześcijańskiej pojęcie to oznacza, że Lud Boży uczestniczy w «dziele Bożym». Przez liturgię Chrystus, nasz Odkupiciel i Arcykapłan, kontynuuje w swoim Kościele, z Kościołem i przez Kościół dzieło naszego odkupieniaˮ (KKK 1069). Katechizm przypomina również, że: „Pojęcie «liturgia» w Nowym Testamencie jest używane nie tylko na oznaczenie celebracji kultu Bożego, lecz także głoszenia Ewangelii i pełnienia czynów miłości. We wszystkich tych przypadkach chodzi o służbę Bogu i ludziom. W celebracji liturgicznej Kościół jest sługą na obraz swojego Pana, jedynego «Liturga», uczestnicząc w Jego kapłaństwie (kult), które ma charakter prorocki (głoszenie słowa) i królewski (służba miłości)ˮ (KKK 1070).

W czasie wrześniowej audiencji w 2012 r. Benedykt XVI wyjaśniał dlaczego pierwszym dokumentem Soboru Watykańskiego II była konstytucja o liturgii świętej: „Rozpoczynając bowiem od kwestii «liturgii» Sobór w bardzo jasny sposób ukazał prymat Boga, Jego absolutne pierwszeństwo. Bóg przede wszystkim: właśnie o tym mówi nam soborowa decyzja, by wychodzić od liturgii. Tam, gdzie spojrzenie na Boga nie jest rozstrzygające, wszystko inne traci swą orientację. Podstawowym kryterium liturgii jest jej ukierunkowanie na Boga, aby można było uczestniczyć w dziele Jego samego”. Postawmy więc razem ze św. Pawłem ten akcent, tu i teraz, na Boga. Teraz, gdy uczestniczymy w liturgii, Bóg działa w nas mocą Ducha Świętego, ale również w naszej codzienności, w codziennej liturgii, Bóg działa w nas mocą Ducha Świętego.

Po liturgii sprawowanej w kościele rozpoczyna się liturgia sprawowana w codzienności. „Zaczynam być Mszą świętą po Mszy świętej. - mówił abp Konrad Krajewski w swojej biskupiej homilii prymicyjnej w Łodzi, 19 października 2013 r. - Bardzo łatwo jest uczestniczyć tutaj w Eucharystii, ale kiedy wyjdziemy musimy ją zacząć celebrować w swoich domach, tam gdzie pracujemy (…) Kiedy rozłożę ręce jak Mojżesz, przestaję reprezentować tylko siebie, przestaję robić ze swojej wiary akademię na swoją cześć. Zaczynam żyć dla Boga i dla człowieka; w tej kolejności: najpierw Bóg, potem drugi człowiek, a na końcu ja. Jeśli w jakiś sposób naruszę tę hierarchię, jestem niebezpieczny dla siebie i dla innych” (zob. >>>).

Spojrzenie skierowane na Chrystusa, na Boga, jest ważne w sytuacji nowej, gdy się chodzi po wodzie, jak Szymon Piotr, gdy się głosi Ewangelię w miejscach, gdzie Jezus nie jest jeszcze znany, jak apostoł Paweł. Jak ważne jest to spojrzenie wiary na Chrystusa działającego! Tego spojrzenia potrzeba też rządcy z Ewangelii. Paweł działał na terenie dla siebie nowym, nieznanym, a ów rządca z Ewangelii przebywa na terenie starym, przegranym. Działalność Pawła rodzi skojarzenie chodzenia po wodzie, a sytuacja owego rządcy - wrażenie chodzenia po żarzących się węglach. Ta przypowieść jest dość trudna do zrozumienia, ale skoncentrujmy się na tym, że ów rządca, który roztrwonił majątek, a w sytuacji kryzysu podjął opisane konkretne kroki, zasłużył na pochwałę pana. Jezus mówi: „Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił”. Trzeba nam w każdej sytuacji pytać, czy decyzje, które chcę podjąć, zasłużą na pochwałę Boga. Ta opowieść może być dla nas zachętą, by w każdej sytuacji, zwłaszcza w sytuacji trudnej czy kryzysowej, skierować wzrok ku Panu, skierować swe myślenie ku Panu. A wszystko z troską o to, by otrzymać pochwałę Jezusa, naszego Pana. Pali mi się grunt pod nogami? Zwrócę wzrok ku Panu Jezusowi!

Rządca z przypowieści, rodem z tego świata, postąpił według mentalności świata. A Jezusowi chodzi o to, by synowie światłości, a tymi od chrztu św. jesteśmy, żyjący w świecie, ale nie będący z tego świata, postępowali jak synowie światłości, w każdej sytuacji postępując według mentalności Boga. Synowi świata postępując według mentalności świata i są przez świat chwaleni. Synowie światłości mają postępować według mentalności Światłości i w ten sposób mogą zasłużyć na pochwałę ze strony Boga. Synowie świata w swoich interesach, często w interesie zła, działają aktywnie. Synowie światłości w swoich interesach, czyli w sprawach Boga, w interesie dobra, mają działać aktywniej! Opowieść o obrotnym rządcy można odczytać jako zachętę do większej gorliwości, do większej aktywności w sprawach Boga. Ta opowieść może pobudzać do zaangażowania, do konkretnego aktywnego działania na niwie Bożej, jak to Pawłowe głoszenie Słowa pośród pogańskiego świata. Ale może trzeba nam zwrócić uwagę na to, by zawsze mieć wzrok zwrócony na Jezusa, naszego Pana, byśmy zaczęli również naszą codzienność przeżywać, jak liturgię, i byśmy aktywnie działając wierzyli, że Bóg jest głównym działającym w naszej codzienności. Chodzi o to, by oddać się Bogu do dyspozycji, by z naszą pomocą mógł On dokonywać swych dzieł wśród coraz bardziej pogańskiego świata współczesnego.

A na koniec perełka. Czasem dziwimy się temu, jak pan mógł pochwalić rządcę nieuczciwego, złodzieja. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus z 31 lipca 1897 r. na kilka dni przed śmiercią powiedziała: „Będę kradła… Dużo rzeczy w Niebie zniknie, bo je wam przyniosę… Będę małą złodziejką, będę brała wszystko. co mi się będzie podobałoˮ (słowa św. Teresy od Dzieciątka Jezus z 31 lipca 1897 r.). Dzisiejsze czytania to niejako instruktaż, jak wykradać łaski z nieba: zwrócić wzroku ku Bogu i działając pozwolić Mu działać.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

Źródło chrzcielne wypłynęło z prawej strony Świątyni
homilia – święto poświęcenia Bazyliki Laterańskiej – 9 listopada 2013
Ez 47, 1-2.8-9.12; Ps 46, 2-3.5-6.8-9; J 2, 13-22

Przyjechać do Polski, żeby obchodzić święto poświęcenia rzymskiej katedry, Bazyliki Laterańskiej, to bardzo mocny znak. Przypuszczam, że przygotowujecie się do kanonizacji bł. Jana Pawła II, więc to [święto] może być pięknym wprowadzeniem. Przygotowanie winno objąć, oczywiście, cały Kościół. Trzeba, aby Kościół przygotował się do tego wielkiego wydarzenia, wielkiego również dlatego, że papież Franciszek zechciał połączyć kanonizację bł. Jana Pawła II z kanonizacją innego papieża, bardzo kochanego przez Włochów, bł. Jana XXIII. Jak widać, bliźniacza więź między Polakami i Włochami jest bezdyskusyjna. A teraz zatrzymajmy się na odczytanej karcie Ewangelii.

Wydarzenie, o którym przed chwilą słyszeliśmy, w Ewangelii Janowej następuje zaraz po cudzie, który jest pierwszym znakiem i archetypem wszystkich znaków Jezusa. Z pewnością pamiętacie cud w Kanie Galilejskiej i to, że na weselu tam się odbywającym w stągwiach, które były przeznaczone do oczyszczeń żydowskich, nie było już wody. To wszystko posłużyło Janowi Ewangeliście, by odnotować nakaz Jezusa, by napełniono te stągwie aż po brzegi. Później, dzięki wstawiennictwu Maryi, wszyscy są świadkami czegoś nadzwyczajnego: woda staje się winem. Ewangelista podkreśla, że był to archetyp wszystkich znaków, których miał dokonać Jezus. Pierwszy wniosek, jaki możemy z tego wyciągnąć, jest następujący: oczyszczenie świątyni, o którym była mowa w odczytanej przed chwilą Ewangelii, nie zostanie dokonane wodą, ale tym tajemniczym winem, które w Osobie Jezusa stanie się Jego własną krwią. To jest proroctwo, którego jego świadkowie nie potrafią zrozumieć, a nawet uczniowie Jezusa zrozumieją dopiero później, po Zmartwychwstaniu - proroctwo o świątyni, która zostanie odbudowana w ciągu trzech dni. Ewangelista podkreśla, że myślano, że Jezusowi chodzi o świątynię z kamienia, a On mówił o świątynię swojego ciała.

Jesteśmy zaproszeni, by pójść dalej w zgłębianiu tajemnicy, która kryje się na tej karcie Ewangelii. Krwią bowiem, która oczyszcza nie tylko świątynię, ale cały świat, będzie Krew Chrystusa ukrzyżowanego. Symbolem tego będzie uderzenie i przebicie włócznią prawego boku Jezusa. Pamiętacie, że w pierwszym dzisiejszym czytaniu była mowa o prawej ścianie świątyni, spod której wypływała rzeka nadzwyczaj bogata w wodę. Zauważcie, że na skutek uderzenia włócznią z ciała Jezusa, które jest prawdziwą świątynią, o której mówił Ezechiel, wypłynęła wszystka Krew, jaką Jezus miał w swoim ciele. A jeden z wymogów ofiar rytualnych u Żydów był taki, że trzeba było usunąć jakikolwiek ślad krwi z ofiary, którą składano na ołtarzu. Aby ofiara mogła być czysta, musiała być wolna od choćby najmniejszej obecności krwi. Ewangelista, jak widzicie, chce nas wprowadzić o wiele dalej w zrozumienie tajemnicy dokonującej się na Golgocie. W rzeczywistości Jezus, który ma przebity bok, zostaje nam przedstawiony jako ofiara czysta, święta i niepokalana; z jeszcze jedną konsekwencją bardzo ważną: po tym, jak z boku Jezusa wypłynęła wszystka Krew, z tego boku wypłynęła też i woda. A woda, która wypłynęła z boku Jezusa, w konsekwencji ofiary złożonej przez Niego aż do ostatniej kropli krwi, przez Ojców Kościoła została zinterpretowana jako źródło chrzcielne dla Chrystusowego Kościoła. To znaczy, że Jezus, który umiłował nas aż do ostatniej kropli krwi, stał się źródłem życia dla tych wszystkich, których ogarnie bardzo obfita woda wypływająca z tej świątyni. To jesteśmy my! To my, którzy zostaliśmy w Nim ochrzczeni, możemy przyjąć te wody i cieszyć się, że dzięki tej rzece nadzwyczaj bogatej w ryby, owoce rodzą się przez dwanaście miesięcy w roku.

Była mowa o świątyni, tak oczywiście, ale ta świątynia oznaczała ciało Jezusa. Oczyszczenie, jakiego Jezus chce dokonać, jest takie, że Jego ofiara stanie się źródłem życia dla świata. To działanie Jezusa jest bardzo ważne, a Ewangelista Jan ponownie wraca do tego na końcu swojej Ewangelii, w rozdziale dwudziestym pierwszym, gdzie stawia nas wobec siedmiu uczniów Jezusa, którzy przez całą noc usiłowali coś złowić, a nic nie złowili. Wystarczyło natomiast słowo Jezusa: „Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi…ˮ (J 21, 6), by doświadczyć nadzwyczajnego połowu. Ewangelista podkreśla, że wyciągnięta przez nich sieć była pełna „wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzechˮ (J 21, 11). Ta zaś liczba oznacza narody; więc tam jesteśmy my wszyscy. Możemy kontemplować Chrystusa ukrzyżowanego i rozpoznawać w Nim świątynię, ołtarz i ofiarę. Niech wypełnia nas wielka wdzięczność i radość, ponieważ dzięki Jego Krwi wszyscy mamy pełnię życia.

Innocenzo Gargano OSB Cam.

---------------------------------------------------------------------

Radykalna różnica perspektywy patrzenia:
„Dzieci tego świata żenią się… w świecie przyszłym żenić się nie będą…ˮ
homilia – 32. niedziela zwykła (rok C) – 10 listopada 2013
2 Mch 7, 1-2.9-14; Ps 17, 1.5-6.8.15; 2 Tes 2, 16 - 3,5; Łk 20, 27-38

Jezus jest całkowicie włączony w kontekst swojego narodu, Izraela. W ramach Izraela w czasach Jezusa nie wszyscy jeszcze doszli do przekonania co do możliwości zmartwychwstania umarłych; co więcej, niektórzy przeczyli temu zdecydowanie. Do tych, którzy przeczyli zmartwychwstaniu, należeli saduceusze, stanowiący grono kapłańskie w świątyni jerozolimskiej. Było wiele dyskusji na ten temat także w ramach grup należących do samego ludu Izraela. Pytania dotyczące zmartwychwstania były pytaniami, powiedzmy sobie, codziennymi, i często doprowadzającymi do gwałtownych starć. Wystarczy przypomnieć, że św. Paweł zdołał uniknąć aresztowania w Jerozolimie, bo w obecności saduceuszy stwierdził jasno, że należy do tych, którzy, jak faryzeusze, opowiadają się za zmartwychwstaniem umarłych. Ta deklaracja wystarczyła, by doprowadzić do starcia między wymienionymi grupami, które chciały go aresztować, a Paweł wykorzystał ten drażliwy temat, by uniknąć przemocy z ich strony. Tak więc zmartwychwstanie było problemem bardzo odczuwalnym. Musimy jednak przyznać, że także w społeczeństwie nam współczesnym, nawet wśród ochrzczonych, jest wiele sceptycyzmu, jeśli chodzi o możliwość zmartwychwstania. Ten sceptycyzm często przyjmuje postawę ironii wobec tych, którzy wierzą w zmartwychwstanie, a ironia ta ma często duże szanse powodzenia również dlatego, że wciąż wiele osób myśli o niebie, a więc o zmartwychwstaniu umarłych, pozostając przywiązanymi do ludzkiego patrzenia, do własnych wizji. Wyobrażają one sobie niebo jako miejsce pełne wszystkich tych pięknych rzeczy, które można spotkać w świecie, w obecnym życiu; myśląc o zmartwychwstaniu korzystają również z analogii do tych wyobrażeń.

Ta mentalność jest dość rozpowszechniona i do niej odwołują się saduceusze, starając się przedstawić Jezusowi pewną trudność. Opowiedziana przez nich historia o siedmiu mężach jednej kobiety, wydawała się ściśle związana z przykazaniem Mojżesza polecającym, by mąż, który umierał, został zastąpiony przez jego brata w relacji z żoną. W ramach tego przykazania rodziło się pytanie, czyją żoną będzie ta kobieta po zmartwychwstaniu. Jest to bardzo dobry przykład tego, co się dzieje, gdy myśląc o transcendencji posługujemy się spojrzeniem, które mamy tutaj, w immanencji. Odpowiadając Jezus wskazuje na wielką różnicę między tym, jak postrzegają dzieci tego świata i tym, jak postrzegają dzieci Boże. Dzieci tego świata potrafią wchodzić w relację z Bogiem i innymi ludźmi jedynie w oparciu o własne kryteria i obrazy pochodzące z tego świata. Łudzą się, że to, czego są uczestnikami tutaj, na tym świecie, może się powtórzyć tam, w przyszłym życiu. Odpowiedź Jezusa, która w szczególny sposób podkreślona jest przez Ewangelistę Łukasza, wyraża tę radykalną, bardzo radykalną różnicę perspektywy patrzenia. Stwierdzenie Jezusa dotyczy nie tylko tego życia, które następuje po śmierci, ale dotyczy również perspektywy naszego życia tutaj, na ziemi. Ponieważ to, co nastąpi po obecnym życiu, będzie oczywiście kontynuacją wyborów dokonanych przez nas w obecnym życiu. Jeśli w tym życiu byliśmy przywiązani do źródła życia, jakim jest Bóg, także wówczas, gdy przekroczymy próg tego życia, będziemy związani z tym samym źródłem, jakim jest Bóg. Skoro Bóg jest Życiem, a z Życia, którym jest Bóg, wypływa źródło, a my pijemy ze źródła Życia, pozostaniemy przy życiu; żyjemy i pozostajemy przy życiu dzięki temu źródłu, które wciąż bije w nas.

To doprowadziło św. Tomasza z Akwinu do nadzwyczajnego stwierdzenia, w którym zdefiniował życie wieczne jako coś, co zaczyna się już w obecnym życiu poprzez doświadczenie łaski: „gratia est inchoatio vitae aeternae in nobisˮ, czyli „łaska jest początkiem życia wiecznego w nasˮ. Ten wniosek, do którego dochodzi św. Tomasz z Akwinu, wskazuje właściwą perspektywę, aby łączyć nasze obecne życie z życiem wiecznym, także po przejściu tego wąskiego przesmyku śmierci. Nasza tożsamość, tożsamość osoby, pozostanie nienaruszona, chociaż znikną wszystkie „typowo światoweˮ przejawy naszego życia. Możemy powiedzieć, że pozostanie tożsamość osoby mimo tego, że ta osoba zostanie ogołocona z tego wszystkiego, co w życiu ziemskim jest przemijające. Wszystko będzie miało swoje wypełnienie u kresu czasów, kiedy dzięki łaskawej Wszechmocy Boga nastąpią nowe niebiosa i nowa ziemia. Do tych nowych niebios i nowej ziemi będą należeć również nasze ciała. Ale jak będą należeć? Nowy Testament jest bardzo ostrożny w tej kwestii. Św. Paweł posługuje się obrazem ziarna, które pada w ziemię i musi zniknąć w ziemi, aby potem mogło wykiełkować. Jest to zachęta, by odrzucić wszystkie nasze fantazje i wyobraźnię, powierzając się całkowicie Bożej Wszechmocy. Bóg, który stworzył z niczego wszystkie rzeczy, potrafi sprawić, że zmartwychwstaniemy z naszym ciałem, ale z ciałem przemienionym. To, czego będziemy doświadczać tam, nie jest takie, jak to, czego doświadczamy w tym świecie. Jezus, używając języka przenośnego, mówi o życiu anielskim („są równi aniołomˮ), a pomiędzy aniołami nie ma małżeństw: („ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzićˮ). To ma podkreślić, że doświadczenie życia wiecznego, które z pewnością przeżyjemy w zmartwychwstaniu, nie może być opisane na nasz ludzki sposób, z odwołaniem do naszych pojęć.

Jest jeszcze coś, co chciałbym podkreślić. W ramach Nowego Testamentu, począwszy od Jezusa i Jego zmartwychwstania, są pewne szczególne powołania wybranych osób, które zostały wezwane przez Pana, by dać świadectwo nowego życia. To ci, którzy, jak powie św. Paweł, żyją sprawami tego świata nie absolutyzując ich. Korzystają z rzeczy tego świata przekraczając je: „używają tego świata, tak jakby z niego nie korzystaliˮ. Jeśli nawet żyją w małżeństwie, żyją tak, jakby nie żyli w małżeństwie (zob. 1 Kor 7, 29-31). Ta zasada dotyczy wszystkiego, co należy do naszego ludzkiego doświadczenia. Co to oznacza? To oznacza, że istnieje pewne napięcie wynikające z miłości i przeżywane przez ludzi wierzących, którzy dochodzą do tego radykalizmu życia ewangelicznego i którzy w jakiś sposób antycypują już w tym świecie to, co stanie się w przyszłości. Dlatego są tu, na ziemi, świadkami tego, co będzie ich i naszym udziałem w niebie. Stąd zrodził się później wybór dziewictwa konsekrowanego. Stąd zrodziło się przekonanie, że mnisi są jakby aniołami na ziemi; nie dlatego, jakoby pogardzali ciałem i nie dlatego, jakoby pogardzali małżeństwem, bo jest wręcz przeciwnie, ale dlatego, że pośród rzeczywistości ziemskiej wskazują drogę do rzeczywistości niebieskiej nie tracąc nigdy celu, jakim jest zażyłość z Bogiem.

Kontynuując refleksję zauważmy, że św. Łukasz, podobnie jak dwaj pozostali synoptycy, wkłada w usta Jezusa bardzo szczególną interpretację tekstu z księgi Wyjścia. Chodzi o wydarzenie, kiedy na górze Synaj, w krzewie gorejącym, który płonął nie spalając się i który sam w sobie był symbolem transcendencji w immanencji, Bóg objawił się jako Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba. Jest ważnym, by wziąć pod uwagę kontekst, w jakim tam dokonuje się objawienie się Boga. Kontekstem jest ów krzew gorejący, ale trzeba mieć na uwadze i to, że miejsce, w którym się to dokonało, to miejsce święte. Mojżesz musiał zdjąć sandały, ponieważ miejsce, na którym stał, było miejscem całkowicie należącym do Boga. W tym kontekście, bardzo precyzyjnym - krzew, który płonie i nie spala się, jest symbolem miłości - dokonuje się samoobjawienie się Boga, który mówi: „Jestem przyjacielem Abrahama, Izaaka i Jakubaˮ. Bóg nie mówi: „Ja byłem przyjacielem Abrahama…ˮ, ale mówi: „Jestem przyjacielem Abrahama…ˮ. Bóg mówi o sobie: „Jestem, Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba…ˮ (zob. Wj 3, 15-16). Jezus korzysta z tego stwierdzenia w czasie teraźniejszym, aby z niego wyciągnąć wniosek, że skoro Bóg jest Bogiem żywych, a nie martwych, to oznacza, że Abraham, Izaak i Jakub, choć przeszli przez śmierć, żyją nowym życiem. Z tego później rozwinęła się teologia Nowego Testamentu, która podkreślała bardzo ważne stwierdzenie, że być pamiętanym przez Boga oznacza trwać w życiu, żyć: pamięć Boga wobec każdego z nas pozwala każdemu z nas przejść przez rzekę śmierci, nie tracąc naszej tożsamości, tożsamości osobowej. Oto wielka Dobra Nowina dla człowieka wierzącego, którą wyrażamy w prefacji o zmarłych: „choć nas zasmuca nieunikniona konieczność śmierci, znajdujemy pociechę w obietnicy przyszłej nieśmiertelności. Albowiem życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy…ˮ. W ten sposób otrzymujemy klucz do interpretacji, co myśleć, kiedy mówimy o zmartwychwstaniu: trzeba nam myśleć o prawdziwym przemienieniu, o przemienieniu, którego świadkami byli trzej wybrani uczniowie: Piotr, Jakub i Jan, którzy otrzymali wówczas oczy zdolne dostrzec w Jezusie Syna umiłowanego przez Ojca. Do tej pory ich oczy cielesne widziały jedynie Jezusa cielesnego, ale przemiana ich oczu umożliwiła im zobaczenie w Jezusie Syna Bożego. Ta przemiana dokonuje się zawsze w człowieku wierzącym, który staje oczywiście wobec rzeczywistości śmierci, bo śmierć to konkretna rzeczywistość, a jednak oczyma wiary potrafi w jakiejś mierze wyjść poza ciało, potrafi przejść poza granicę śmierci i cieszyć się pewnością zmartwychwstania.

Konkluzja dzisiejszego fragmentu Ewangelii św. Łukasza jest właśnie taka: „Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją [dzięki Niemu żyją]ˮ. To zdanie jest charakterystyczne dla św. Łukasza, bo pozostali dwaj synoptycy nie dodają: „wszyscy dla Niego żyjąˮ. Łukasz to podkreśla, ponieważ przygotowuje słowa o Jezusie Zmartwychwstałym, wypowiedziane przez aniołów do kobiet, które przyjdą do grobu Jezusa z wonnościami myśląc o tym, by ocalić od zepsucia Jego ciało (tak działo się w przypadku mumifikowania ciał u Egipcjan). Tymczasem kobiety stają wobec pustego grobu, a wchodząc do niego słyszą od dwóch mężczyzn w lśniących szatach: „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych?ˮ (Łk 24, 5). To zdanie winno być zawsze słowem, które człowiek wierzący wypowiada pomimo żałoby, bólu i cierpienia, spowodowanych rozstaniem: „Dlaczego wśród umarłych szukasz tego, który żyje?ˮ. A żyje dlatego, że przez chrzest został włączony w Krzyż Jezusa, a będąc upodobnionym do Chrystusa w śmierci, w sposób nieunikniony został też upodobniony do Jego zmartwychwstania. „Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarliˮ (1 Kor 15, 20); zmartwychwstanie uczyniło Chrystusa pierworodnym wśród wielu braci, a my należymy do tych wielu braci, którzy upodobnieni do Niego w Krzyżu, z Nim zaczęliśmy już zmartwychwstawać, dzięki darowi, jakiego nam udzielił; zaczynamy być uczestnikami Jego Boskiej natury, która musi przejść przez ciasną bramę śmierci, aby objawić się w całej swojej pełni.

Innocenzo Gargano OSB Cam.

---------------------------------------------------------------------

Słabość brata okazją do nawrócenia rygorysty
homilia – wspomnienie św. Marcina z Tours – 11 listopada 2013
Mdr 1, 1-7; Ps 139, 1-3.4-5.7-8.9-10, Łk 17, 1-6

Ewangelista Łukasz stawia nas dziś wobec sytuacji bardzo powszechnej we wszystkich wspólnotach ludzkich, ale również we wspólnocie kościelnej. To jest to, że nieuniknione są zgorszenia we wspólnotach, w rodzinach czy w Kościele. Można rzec, że „nie można się bez tego obejść”. Pamiętacie tę przywieść Jezusa zanotowaną przez Mateusza o polu, na którym za dnia zasiano zboże, a później w nocy nieprzyjaciel nasiał chwastu. Świat jest taki, Kościół jest taki, wspólnoty są takie, i również rodziny mogą być takie. A jednak zgorszenia pozostają czymś skrajnie negatywnym, ponieważ zgorszenia nie pozwalają ziarnu wzrastać, dzielą wspólnotę, przede wszystkim zaś zgorszenia nie pozwalają najmniejszym, maluczkim, by mogli chodzić pomimo swojej małości.

Kiedy staramy się podać przykład, na czym może polegać zgorszenie, opisuje się dziecko, które uczy się chodzić, które jest jeszcze bardzo małe, a jego większy braciszek, będący o nie zazdrosny, wkłada mu kij między nogi, żeby ono upadło. Nadto czyni to właśnie wtedy, gdy małe dziecko nabrało zaufania do siebie samego i zaczyna biec w kierunku mamy. To jest zgorszenie! Według Ewangelii Mateusza ten rodzaj zgorszenia powodują zwłaszcza ci, którzy są „wyżej” od innych, mają władzę czy autorytet w stosunku do innych, którzy uważani są za mądrzejszych. Jeżeli ci właśnie ludzie, tak mądrzy i mający autorytet, nie używają swej mądrości czy autorytetu po to, by ułatwić bieg dziecka ku wyciągniętym ramionom mamy czy taty, są sprawcami bardzo poważnego zgorszenia, bo utrudniają drogę dziecka ku Ojcu swoją surowością, prawami, przepisami. Przeszkadzają temu, kto jest słaby, by został przygarnięty w miłosiernych ramionach Ojca.

Jezus jest bardzo surowy wobec takich ludzi. To są moraliści czy legaliści wszystkich czasów. To ci, którzy uważają siebie za kogoś bez zarzutu, dlatego czują się w obowiązku, by pokazywać surowość prawa. „Cicho, cicho! Jest napisane, że trzeba być cicho!”. A może akurat ta osoba, która teraz mówiła, zwierzała się komuś z bólu, jaki nosi w swoim sercu. Zdarzyło się w wielkim klasztorze na tym świecie, że pewien zakonnik poczuł się źle, kiedy przebywał w swojej celi. W klasztorze jednak jest absolutnie zabronione przeszkadzać po odmówieniu komplety, czyli modlitwy na zakończenie dnia. Ten biedny mnich, który poczuł się źle, usiłował stukać bardzo mocno w drzwi swojej celi, by inni usłyszeli i żeby wreszcie ktoś przyszedł mu z pomocą. Pukał, pukał, pukał… Wreszcie pojawił się pewien starszy mnich, wielki intelektualista i profesor, uchylił nieco drzwi jego celi, powiedział: „Post Completorium! Bądź cicho, jest po komplecie!” i zamknął znów drzwi. Ów mnich umarł; to był zawał. Oto, do czego mogą doprowadzić osoby zatroskane o przestrzeganie prawa za wszelką cenę! Jezus wypowiada te słowa przeciw takim właśnie osobom: „Tak postępując, wywołujecie zgorszenie!”.

Oczywiście, niestety zgorszenia występują, ale „biada temu, przez którego przychodzą” - mówi Jezus. Stają one na drodze tych, którzy są słabi, moralnie słabi, i nie potrafią „stać na własnych nogach”, ale bardzo ufają miłosiernym ramionom Ojca. Taki moralista czy legalista staje przez Panem i mówi: „Panie, ale jestem w porządku!”. W osiemnastym rozdziale Ewangelii św. Mateusza Szymon Piotr wychodzi naprzeciw Jezusowi i zadaje mu pytanie: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?”. Wszyscy znacie odpowiedź Jezusa: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy” (Mt 18, 21-22). Również ta sytuacja pokazuje, że w temacie zgorszenia ma się na względzie tych, którzy mają jakąś odpowiedzialność we wspólnocie. Wg św. Łukasza Jezus, kontynuując temat zgorszenia, mówi tak: „Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu. I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do ciebie, mówiąc: «Żałuję tego», przebacz mu”. Jeśli nawet siedmiokrotnie prosi cię o przebaczenie, nie masz prawa nie przebaczyć mu! Czy nie wydaje ci się, że Jezus wymaga zbyt wiele?! Może myślisz, że twój brat w odróżnieniu od ciebie nie jest w stanie się poprawić! Jezus pyta: „Kto cię upoważnił do myślenia, że Twój brat jest nie do poprawienia! Jeśli siedem razy prosił cię o przebaczenie, siedem razy przebacz mu!”.

Słuchając tego uczniowie są osłupiali, jakby chcieli powiedzieć: „Panie, ale jak to zrobić? Nie mamy takiego zaufania do brata albo nawet nie mamy takiej ufności wobec Boga, kiedy stajemy wobec brata, który siedmiokrotnie popełnia ten sam błąd czy grzech”. To jest swoista perełka w Ewangelii wg św. Łukasza, ponieważ przedstawia grupę uczniów, którzy rozumieją to pouczenie Jezusa. Jeśli ktoś bowiem zdaje sobie sprawę, że nie potrafi zrezygnować ze swojego rygoryzmu albo że pokłada skrajną ufność w prawie, wtedy musi się powierzyć po prostu Panu. Jeśli ktoś nie jest do tego zdolny, może prosić, jak uczniowie: „Panie, przymnóż nam wiary! Zwiększ moją ufność w przebaczenie Boże wobec tego mego brata, który nie przestaje grzeszyć!”. Jaka jest odpowiedź Jezusa? „Może myślisz, że stajesz tu wobec wymagania, które jest niemożliwe do realizacji, ale pamiętaj o jednej rzeczy: jeśli potrafisz zaufać Bogu i bratu, jeśli twoja wiara będzie «jak ziarnko gorczycy», staniesz się wszechmocny jak Bóg i będziesz mógł powiedzieć jakiemuś drzewu: «wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze», a ono będzie ci posłuszne”. To wskazówka bardzo precyzyjna i wstrząsająca, bo ukazuje wszechmoc wiary. Bo kto wierzy, zostanie nagrodzony całą wszechmocą Bożą i nie tylko otrzyma zdolność zrozumienia brata, ale przede wszystkim zauważy, że to on sam został uleczony przez brata; grzech brata stanie się dla niego raną serca, która pozwoli jemu samemu się nawrócić.

Innocenzo Gargano OSB Cam.

---------------------------------------------------------------------
w tekstach spisanych z nagrania na żywo homilii,
 zachowano styl języka mówionego;
 korzystamy z tłumaczenia na żywo Danuty Piekarz
(red.)
---------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------

 

Zachęcamy do skorzystania z nagrań i publikacji:

  

Nagrania poprzednich Dni Duchowości Biblijnej (2004-2012):

Okładka etui na płyty

 Okładka etui na kasety

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl