O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Homilia - Wielki Piątek - 18 kwietnia 2014 ...


Wszyscy jesteśmy Barabaszami


Homilia wygłoszona przez ks. Krzysztofa Wonsa SDS w Wielki Piątek, 18 kwietnia 2014 r., w kościele salwatorianów pw. Boskiego Zbawiciela w Krakowie, ul. św. Jacka 16.



Drodzy Bracia i Siostry,

przenieśmy się w wyobraźni na plac przed pretorium Piłata. Na placu żołnierskim przed siedzibą rzymskiego władcy gromadzą się tłumy. Na zewnątrz wyprowadzono dwóch: Jezusa i Barabasza. Wiemy kim jest Jezus i wiemy kim jest Barabasz. Tuż obok siebie stają Święty świętych i zbrodniarz. Jeden z nich ma być skazany na śmierci. Zbrodniarz zostaje uwolniony, a Najświętszy skazany. Męka Pańska wg św. Jana nie zostawia wątpliwości: zanim ludzie zdradzą Jezusa i wybiorą w Jego miejsce Barabasza, Jezus pierwszy wydaje siebie. „Nikt mi nie odbiera życia, ale ja oddaję je z własnej woli…” – powie w Ewangelii Jana (J 10, 18). Gdyby tylko chciał mógłby odejść wolny, a ludzie cofnęliby się i upadli na ziemię jak w Ogrójcu (por. J 18, 6). Tymczasem Jezus zamienia się miejscem z Barabaszem, jakby powtarzał boskim tonem „Ja jestem”. Zajmuje na placu miejsce zbrodniarza. Chce umrzeć nie tylko dla niego, ale także zamiast niego.

A teraz niech każdy z nas wyobrazi sobie siebie – skrępowanego na środku placu tuż obok związanego Jezusa. Spróbujmy oprzeć się o Jego drżące z bólu ramię. Usłyszmy Jego ciężki oddech. A jeśli mamy na to siłę, spójrzmy w Jego cierpiące oczy. Nie ma w nich pretensji, są tylko ból, miłość i przebaczanie. A potem wyobraźmy sobie jak swoimi skrępowanymi dłońmi, rozwiązuje nasze dłonie; posyła nas do domu, a sam zajmuje nasze miejsce. Na placu zostaje sam, a my odchodzimy wolni. To nie jest abstrakcja. To obraz głęboko biblijny.

Drodzy, tego wieczoru, zanim wolni odejdziemy z kościoła do naszych domów, musimy z uczciwości i sprawiedliwości wobec Niego wyznać, że wszyscy jesteśmy Barabaszami, począwszy ode mnie stojącego przed Wami, poprzez każdego z obecnych. Lecz ta prawda, nie brzmi jak oskarżenie, albo przekleństwo. Brzmi jak błogosławieństwo, jak „felix culpa”, o której jutro śpiewać będzie Kościół. „Bar – abbas” – znaczy „syn ojca”. Jezus zajmuje moje miejsce, ponieważ widzi we mnie dziecko swego Ojca, widzi we mnie swojego brata, siostrę, widzi mnie jak widział Barabasza, sponiewieranego grzechem. Delikatnie zasłania mnie sobą i zajmuje moje miejsce, które mi się należało. W naszej historii dzieje się to, co wieki temu powiedział Izajasz o Nim i o nas: „On się obarczył naszym cierpieniem, on dźwigał nasze boleści, a myśmy go uznali za skazańca, chłostanego przez Boga i zdeptanego” (Iz 53, 4).

Jak długo, czytając mękę Jezusa, nie przejdzie przez nas dreszcz, na myśl, że On zniósł to wszystko dla mnie i zamiast mnie, tak długo będzie ona dla nas jedynie poruszającą lekturą, piękną liturgią, lecz odległą od naszego życia. A przecież tak nie jest. Jezus zajął moje miejsce, to znaczy wszedł w sam środek mojej nieprawości. To nie jest tak, że z jednej strony jestem ja, z moimi grzechami, a drugiej Jezus, który za mnie cierpi, na dystans. On wszedł w mój przeklęty grzech. Będąc bez grzechu stał się grzechem (por. 2 Kor 5, 21), stał się przekleństwem, bo przeklęty, kogo powieszono na drzewie (por. Ga 3, 13). Wszedł wszędzie tam, gdzie upadam, gdzie najbardziej ranię siebie, drugich i Jego samego; wszedł tam, gdzie najbardziej wstydzę się siebie, złoszczę na siebie, a może nawet nienawidzę. Wszedł tam i osłonił mnie sobą przed moją własną złością i złością innych. Osłonił przed wyrokiem, który mógłbym wydać na siebie. Wziął na siebie moje bezeceństwa, a do mnie powiedział: „Idź w pokoju, wracaj do domu”. A Izajasz mówi jeszcze, że choć zmiażdżony moim przestępstwem, ciągle oręduje za mną (por. Iz 53, 10.12).

Ale co to oznacza, że wziął na siebie mój grzech, że został zmiażdżony moim cierpieniem. Oznacza, mówi Izajasz, że „Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich” (Iz 53, 6). Lecz i to może brzmieć jak abstrakcja. Nazwijmy rzecz po imieniu: On wziął na siebie całą moją zarozumiałość, cały bunt wobec Boga, całą rozwiązłość i rozpasanie, całą pychę i zawziętość, całą hipokryzję, całą moją niesprawiedliwość, całą przemoc, całe kłamstwo, całą złość i nienawiść. W tamtym momencie, gdy zamienił się miejscem z każdym Barabaszem świata, spadł na Niego cały ciężar ludzkiego grzechu – mojego grzechu! To nie jest jedynie przenośnia. Tak dosłownie się stało. Jest to dla nas niewyobrażalne, ale nie oznacza to, że nierealne. O. Raniero Cantalamessa używa pewnego obrazu, aby pomóc nam zbliżyć się nieco do tej prawdy: „Co stałoby się, gdyby cały wszechświat fizyczny, z miliardami miliardów ciał niebieskich, oparł się na jedyny punkcie, jak ogromna odwrócona piramida? Jaki nacisk musiałby znosić ten punkt? W takim razie wyobraźmy sobie, iż cały moralny wszechświat winy, niemniej bezkresny niż ten fizyczny, ciążył w tamtej chwili na duszy Jezusa. Pan zwalił na Niego bezbożność nas wszystkich”.

Kochani, wyznajmy prawdę: krzyż, który wziął na siebie Jezus i do którego został przybity ten rzeczywisty krzyż – to jest nasz grzech. Każdy może powiedzieć: Jezus zajął na nim moje miejsce. Patrzmy na Niego i nie odwracajmy głowy. Jego ciało całe pokryte jest ranami, w których ukrył moje grzechy. Cały jest poorany moimi grzechami. Wziął je na siebie i znowu zasłonił mnie sobą na krzyżu, aby każdy kto spojrzy na Niego, potrafił przebaczyć sobie i wszystkim swoim „Barabaszom” - krzywdzicielom. W Jego ranach jest nasze zdrowie. On potrafi nawet rany zamienić w perły.

Myślmy o tym, gdy za chwilę będziemy zbliżali się do krzyża, aby ucałować Ukrzyżowanego. Dotykając ustami Jego ran, pamiętajmy o tym, że ukrył w nich nasze grzechy, abyśmy już nimi nie ranili siebie i innych. Wybawił nas z nich. Miejsce, którym zamienił się ze mną Jezus, już nie jest miejscem oskarżenia i sądu, ale tronem łaski. „Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy otrzymali miłosierdzie” (Hbr 4, 16).


ks. Krzysztof Wons SDS
KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl