O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Jak żyć Słowem Bożym na co dzień? 23-25 stycznia 2015


Jak żyć Słowem Bożym na co dzień?
SZKOŁA MODLITWY SŁOWEM BOŻYM
23-25 stycznia 2015

 

W dniach 23-25 stycznia 2015 r. odbyła się sesja formacyjna „Jak żyć Słowem Bożym na co dzień”. Spotkanie w ramach Szkoły Modlitwy Słowem Bożym prowadził ks. Joachim Stencel SDS, duszpasterz CFD w Krakowie.

Sesja przeznaczona dla osób, które pragną pogłębić praktykę osobistej modlitwy Słowem Bożym. Uczestnicy będą wprowadzeni w metodę modlitwy Słowem Bożym w codzienności. Zostanie zaproponowana konkretna forma ćwiczeń na cały rok do indywidualnej pracy duchowej w świetle Słowa Bożego.

Sesje Szkoły Modlitwy Słowem Bożym przeżywane są w klimacie pustyni, ciszy i medytacji. Uczestnicy wprowadzani są w modlitwę Słowem Bożym; mają możliwość skorzystania z sakramentu pokuty i z indywidualnej rozmowy z kierownikiem duchowym.

T E K S T Y   H O M I L I I
wygłoszonych w czasie sesji

---------------------------------------------------------------------

Transfer Słowa Bożego do serca i codzienności
homilia - piątek 2. tygodnia zwykłego (rok I), 23 stycznia 2015 r.
Hbr 8, 6-13; Ps 85, 8.10-14; Mk 3, 13-19

Transfer (od łac. „transféro”, „przenoszę”) - w języku ekonomii może oznaczać przelew pieniędzy z jednego konta na drugie albo przeniesienie kapitału z jednego kraju do innego. Jeśli przeniesiemy się w środowisko sportu, trasfer to przejście zawodnika z jednej do drugiej drużyny, z którym często związane jest duże zainteresowanie mediów i różne sensacje. My chcemy jednak dzisiaj spojrzeć na inny transfer. W pierwszym czytaniu słyszymy o przymierzu: o przymierzu pierwszym albo - czasem mówimy - starym, jak również o drugim, określanym jako nowe. Pierwsze przymierze Pan zawarł z narodem wybranym na górze Synaj, a zewnętrznym jego znakiem były kamienne tablice, na których Pan wyrył Dziesięć Słów - Dekalog - Dziesięć Przykazań - Boże Prawo. Jednak z momentem zawarcia przymierza trwanie w nim i życie nim się nie zakończyło. Po zawarciu przymierza nastąpił bardzo długi, bo rozciągający się na całe wieki czas, kiedy to Boże Prawo z kamiennych tablic było przenoszone do serca ludu Bożego. Dziś we fragmencie listu do Hebrajczyków usłyszeliśmy, że ten transfer się „nie udał”: Izraelici w przymierzu nie wytrwali, a Bóg przestał dbać o swój lud; tak przynajmniej stwierdza autor natchniony: „Ponieważ oni nie wytrwali w moim przymierzu, przeto i Ja przestałem dbać o nich” (Hbr 8, 9). Bóg zawsze dba o swój lud, ale zapewne Izrael uznał, że tej Bożej troski i dbałości nie potrzebuje, i na tę Bożą troskę i dbałość zamknął swoje serce i życie. Dlatego autor listu do Hebrajczyków mówi o nowym przymierzu, w którym jednak Bóg nie będzie ryć swojego Prawa na kamiennych tablicach, ale zapragnie je umieścić wśród myśli swego ludu i wypisać na żywych tablicach ludzkich serc. Wiemy, że kamienne tablice zaginęły z wraz z Arką Przymierza, natomiast Prawo Boże jest aktualne do dziś. Zachowało się, bo zostało zachowane i wyryte na tablicach ludzkich serc. Dzisiaj każdy i każda z nas może więc zapytać: czy ów transfer Bożego Prawa dokonał się do mojego serca? czy Boże Prawo jest zapisane w moim sercu? czy Boże Prawo wypełnia przestrzeń mojego życia?

W Ewangelii to Pan Jezus dokonuje transferów. Jezus tworzy drużynę nie do gry w piłkę, ale do „gry” o ludzkie serca, do „gry” o ludzkie zbawienie. Pan powołuje tych, który sam chce. Powołuje ich, aby trwali przy Nim, obok Niego, przy Jego sercu i by w każdej chwili mógł ich posłać, aby głosili Ewangelię. Powołuje tych, którym pragnie przekazać moc do zmagania się ze złym duchem i pomagania tym, którzy ze złem w swoim życiu sobie nie radzą. Słyszymy w Ewangelii, że ten Boży transfer ma jakby trzy wymiary. Po pierwsze: nie tylko Pan Jezus chce, ale chcieć musi również ten, który zostaje wybrany. Oznaką tego chcenia ze strony wybranego jest przejście na stronę Pana Jezusa: opuszczenie swojego dotychczasowego życia, środowiska i najbliższych, i zrobienie wyraźnego kroku, aby stanąć po stronie Pana Jezusa. Po drugie: każdy transfer jest imienny, dotyczy konkretnej osoby. I tak po stronie Jezusa staje Szymon, któremu Pan nadaje imię Piotr, następnie Jan, Andrzej… i pozostali. Po trzecie: transfer i przejście na stronę Pana Jezusa nie gwarantuje w sposób automatyczny sukcesu. Bycie po stronie Pana Jezusa oznacza codzienną i wierną pracę, oznacza zmaganie i trud, o czym przekonał się Judasz. On bowiem przyjął zaproszenie i przeszedł na stronę Jezusa, ale potem zaczął się od Jezusa odsuwać i oddalać, stając się tym, który Go wydał.

Trzeci transfer rozpoczął się dzisiaj. Jego środowiskiem jest nasza sesja rekolekcyjna. W jej trakcie będziemy się uczyć - choć na pewno już mamy dużo wiadomości i umiejętności, ale będziemy je tutaj pomnażać bądź odświeżać - jak przenieść Boże słowo najpierw z księgi Pisma Świętego do naszego serca, a następnie do naszego życia i codzienności. Celem jest, byśmy słowem Bożym zaczęli żyć albo żyli bardziej na co dzień; tak by ono było obecne w najbardziej prozaicznych czynnościach naszego życia. Najpierw jednak trzeba się w tym słowie rozczytać, trzeba je zgromadzić w sercu, trzeba się w nim rozmodlić i rozkochać. Wówczas jest szansa, że ono w nas zamieszka i w nas się zakorzeni, że stanie się i będzie naszym domownikiem. A później będziemy mogli z Bożą pomocą naszym wysiłkiem przekuwać je na czyny naszej codzienności. Tego chcemy się uczyć w czasie najbliższych godzin i dni. Wracając do obrazu ze świata sportu: udany transfer wiele wnosi do drużyny. Zawodnicy starają się bowiem pokazać z jak najlepszej strony, tak by nie stracić w niej miejsca lub by to miejsce, zwłaszcza w pierwszym składzie drużyny, zdobyć. Zawodnik, który w wyniku transferu przyszedł do nowej drużyny, stanowi również impuls dla całej drużyny, aby cała drużyna grała jeszcze lepiej notując kolejne zwycięstwa. Skutki transferu słowa Bożego do naszego serca i do naszego życia codziennego nie mogą być inne. Oby ten transfer był udany! Obyśmy widzieli, jak nasze życie dzień po dniu, może nie od razu, ale stopniowo, się zmienia stając się coraz bardziej ewangelicznym. Oby stawało się jak dobry chleb, a ludzie będą chcieli spróbować tego chleba.

ks. Ryszard Stankiewicz SDS

---------------------------------------------------------------------

W swoim miłosierdziu posunął się dla nas do „szaleństwa”
homilia – sobota 2. tygodnia zwykłego (rok I), 24 stycznia 2015 r.
Hbr 9, 1-3. 11-14; Ps 47, 2-3.6-9; Mk 3, 20-21

„Jezus przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał”. Zatrzymajmy się przy tym zdaniu. W oryginale mamy tu do czynienia z grą słów, która zwróciła moją uwagę, a której nie widać w tekście, który słyszeliśmy. W tekście greckim czytamy, że Jezus do domu „erchetai” („przychodzi”), a tłum „syn-erchetai” („współ-przychodzi”). Widać to także w tekście łacińskim: Jezus „venit”, a tłum „con-venit”. W jednym z polskich tłumaczeń, w tzw. Biblii Poznańskiej, to zdanie brzmi: „I [Jezus] idzie do domu, a tłum też idzie z Nim”.

Napływ ludzi jest duży, ale magnesem pociągającym jest Osoba Jezusa. Ludzie idący razem z Jezusem mają wielkie i intensywne pragnienia. Lgną do Niego tak mocno, tak intensywnie, że Ewangelista powie o Jezusie i uczniach „że nawet posilić się nie mogli”. Pragnienie spotkania z Jezusem jest tak mocne, głód Słowa Bożego jest tak wielki, że głoszący je Jezus i Jego uczniowie „nawet chleba zjeść nie mogli” (dosł.). Jezus nie może nawet zjeść chleba, ale On dla tłumów jest Chlebem, daje tłumom siebie samego, całego. I na tym polega „Boże szaleństwo”. Bóg nie daje nam czegoś, ale w Jezusie, w swoim Synu, daje nam siebie samego, całego. Dawać z czegoś, co nam zbywa; dawać część z tego, co się posiada - to jeszcze rozumiemy. Dawać innym chleb to jeszcze pojmujemy, ale stać się chlebem, stać się pokarmem - to nie mieści się w głowach ludzi tego świata. Świat, który nas otacza, a może i jakiś głos w nas, mówi: „bądź sobie chrześcijaninem, ale aż tak bardzo się nie angażuj! nie bądź szaleńcem!”. Niektórzy chcą dziś ograniczyć nas i Kościół do działalności charytatywnej, do dobroczynności, do bezinteresownej udzielania pomocy finansowej lub materialnej potrzebującym, czyli filantropii. Tymczasem prawdziwym Dobroczyńcą ludzkości, Filantropem, czyli kimś kochającym każdego człowieka, jest Jezus. Św. Paweł napisze do Tytusa, że właśnie w Jezusie ukazały się „dobroć i miłość Zbawiciela, naszego Boga, do ludzi” („he chrstots kai he filanthrpia”). Właściwa Bogu dobroć i filantropia ukazały się w Jezusie i w Nim Bóg zbawił nas „nie ze względu na sprawiedliwe uczynki, jakie spełniliśmy, lecz z miłosierdzia swego”. Ludzka dobroć ma granice, Boża dobroć granic nie ma; filantropia świecka ma granice, filantropia Boża granic nie ma; sprawiedliwość ludzka ma granice, miłosierdzie Boga granic nie ma. Bóg jest „szalony” w swoim miłosierdziu! Tego „szaleństwa miłosierdzia” nie rozumie starszy brat z przypowieści o miłosiernym ojcu (Łk 15, 11-32). Tego „szaleństwa miłosierdzia” nie rozumieją dziś krewni Jezusa. Dlatego potrzebujemy kontemplować Jezusa, przychodzącego do domu i tłum współ-przychodzący z Nim. Potrzebujemy zobaczyć, że może również w nas zagnieździła się mentalność „krewnych” Jezusa, którym wydaje się, że znają Boga i zaczynają Bogu prawdziwemu i Jego miłości stawiać granice - chcą Boga „uwięzić”, bo tak dosłownie mówi Ewangelista.

Skoro Jezus „przychodzi” do domu, a niektórzy tłumaczą „wraca” (hiszp. „vuelve a casa”), to wcześniej z domu wyszedł. Bóg wyszedł ze swoim miłosierdziem do świata, nie czekał w niebie, ale wyszedł na świat. Skrócił dystans, zbliżył się i ta Jego bliskość wywołała poruszenie. Ludzie zostali dotknięci miłosierdziem - nie tylko usłyszeli o Bogu miłosiernym, ale doświadczyli Jego miłosierdzia - i teraz lgną do Niego. Słowo Boga, które nie zeszłoby z nieba, nie poruszałoby tak mocno. Słowo Boga, które stało się ciałem, właśnie dlatego, że zamieszkało wśród nas, w naszej codzienności, dotyka serca i pociąga. Zabrzmi to może szokująco, ale Słowo Boga trzymane „na zewnątrz”, nie wprowadzone „do domu”, nie czyni nas „szalonymi w miłosierdziu”. Słowo Boga trzymane „na dystans”, czytane jedynie w kościele, „uwięzione” w kruchcie kościoła czy zakrystii, nie porusza świata na zewnątrz. Słowo Boga, które wchodzi „do domu”, które wchodzi w przestrzeń zwaną przez nas „przestrzenią prywatną”, wywołuje poruszenia. Słowo Boga, które wchodzi „do domu”, zwanego Polska, Europa czy świat, które z kościoła wychodzi w przestrzeń nazywaną przestrzenią „publiczną”, rodzi wielkie trzęsienia ziemi. A my, „krewni” Jezusa, bo to sygnalizuje dziś Ewangelia, właśnie my, chrześcijanie, niestety chcemy je „powstrzymać”, a po prostu „uwięzić”.

Jezus, można powiedzieć, jest szaleńcem, bo nie wyznaczył godzin przyjęć pacjentów czy penitentów. Jezus pozwala, by tłum wszedł do domu razem z Nim. Ewangelista mówiąc o tłumie używa słowa „ochlos”. A „ochlos” to grupa osób, która porusza się w sposób nieuporządkowany albo gniecie się w jakimś miejscu; może oznaczać pospólstwo dla odróżnienia od wybitnych jednostek ze świata arystokracji, polityki, kultury. To słowo na łacinę zostało przetłumaczone jako „turba”, a od tego rzeczownika pochodzi czasownik „turbare”, czyli „niepokoić”. Jezus więc pozwala, by razem z Nim do Jego domu weszło to, co nieuporządkowane, co nas uciska wewnętrznie czy zewnętrznie, co jest w nas „pospolite” czy „niepoprawne politycznie”, co nas niepokoi. Jezus zachowuje się zupełnie odmiennie od nas, bo przecież - przyznajmy - ile razy jest tak, że wchodzimy na modlitwę i chcemy na siłę zatrzymać na zewnątrz to, co nieporządkowane, a przecież Bóg w czasie naszej modlitwy mógłby to w nas porządkować; przychodzimy na modlitwę i chcemy zatrzymać na zewnątrz to, co nas uciska czy niepokoi, a przecież Bóg mógłby nas uwalniać i obdarzać pokojem. I to my, a nie Bóg, tak naprawdę zachowujemy się nielogicznie, jak „szaleni”, bo nie korzystamy z pomocy, którą otrzymujemy, ale z nieporządkiem, uciskiem, niepokojem chcemy poradzić sobie sami.

Krewni Jezusa mówili: (dosł.) „wyszedł z siebie”, „doprowadził się do szału”, co bywa tłumaczone „odszedł od zmysłów” albo „stracił rozum”. W kategoriach świata Jezus postępuje nielogicznie, tymczasem właśnie On postępuje bardzo logicznie. Przywołajmy zachętę św. Pawła: „proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej” (Rz 12, 1). Nasze ofiarowanie się (a nie tylko „nasze ofiary”) Bogu ma być wyrazem rozumnej służby Bożej. Służba Boża jest „rozumna” („logik”), gdy jest „związana ze Słowem”. Jeśli czynię to, co wynika z Bożego słowa, słowo Boże porządkuje moje życie. Wówczas słowo Boże pozwala odkryć piękno mojego zwyczajnego, by nie powiedzieć „pospolitego”, życia. Wtedy odnajduję pokój wśród wielu nawet doświadczeń budzących niepokój. Jezus słucha Ojca, jest posłuszny słowu Ojcu i dlatego to, co robi, jest „związane ze Słowem”, bardzo „logiczne”, choć przez ten świat jest oceniane jako szaleństwo.

Ewangelia pomaga nam zrozumieć to, o czym mówi list do Hebrajczyków. Jezus „nie przez krew kozłów i cielców, lecz przez własną krew wszedł raz na zawsze do Miejsca Świętego, zdobywszy wieczne odkupienie” (Hbr 9, 12). Oto szaleństwo miłosierdzia Bożego! Syn, stając się człowiekiem, wyszedł z domu Ojca, ukrzyżowany umarł, a trzeciego dnia zmartwychwstał, i w ten sposób z powrotem wszedł do domu:„nie przez krew kozłów i cielców, lecz przez własną krew wszedł raz na zawsze do Miejsca Świętego, zdobywszy wieczne odkupienie”. I zrobił to dla nas! Zrobił to dla każdego z nas, abyśmy mogli wejść do domu razem z Nim. Jego Krew obmywa nas z tego, co nieuporządkowane: z grzechu i ze śmierci. On do Miejsca Świętego „wszedł”, a każdy z nas może z Nim „współ-wejść”. To doprowadziło św. Pawła do tworzenia nowych słów w języku greckim, słów wyrażających mentalność chrześcijanina, słów z greckim przedrostkiem „syn”, oznaczającym „razem, wspólnie, wespół”; np. w liście do Tymoteusza św. Paweł pisze: „Nauka to zasługująca na wiarę: Jeżeliśmy bowiem z Nim WSPÓŁ-umarli, WESPÓŁ z Nim i żyć będziemy. Jeśli trwamy w cierpliwości, WESPÓŁ z Nim też królować będziemy. Jeśli się będziemy Go zapierali, to i On nas się zaprze. Jeśli my odmawiamy wierności, On wiary dochowuje, bo nie może się zaprzeć siebie samego” (2 Tm 2, 11-13). Bóg jest wierny sobie samemu, jest wierny swojemu słowu, i zachowuje się bardzo „logicznie”. Bóg jest wierny swojej naturze, a skoro jest największą miłością, kocha całym sobą, i w swojej miłości, która jest miłosierdziem, posuwa się do „szaleństwa”, ale robi to dla mnie i dla ciebie, dla wszystkich! „Krew Chrystusa, który przez Ducha wiecznego złożył Bogu samego siebie jako nieskalaną ofiarę, oczyści wasze sumienia z martwych uczynków, abyście służyć mogli Bogu żywemu” (Hbr 9, 14).

ks. Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

Towarzysząc Jezusowi rodzimy się jako Jego uczniowie
homilia - 3. niedziela zwykła (rok B), 25 stycznia 2015 r.
Jon 3, 1-5.10; Ps 25, 4-9; 1 Kor 7, 29-31; Mk 1, 14-20

W dzisiejszej liturgii Słowa jest tyle wzmianek o czasie: „Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona” - woła prorok Jonasz idąc przez Niniwę (Jon 3, 4); „Czas jest krótki” - upomina św. Paweł (1 Kor 7, 29); a Jezus naucza: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1, 15). To jest ten moment, to jest chwila wypełniona obecnością Boga. Słowo ukazuje nam Boga, który objawia siebie, objawia swoją pełnię właśnie w konkretnym czasie, w konkretnej chwili. Swoją obecność i swoje królowanie Bóg objawia właśnie „teraz”. Dla Boga zawsze liczy się bieżący moment, bieżąca chwila. Św. Antoni z Padwy mawiał, że każda chwila jest wypełniona obecnością Boga, a czas bez Boga jest pusty, nie ma znaczenia, jest nic nie wart. Doświadczyli tego trwający w grzechu, a potem nawracający się mieszkańcy Niniwy. Doświadcza tego każdy z nas, tutaj, kiedy w tym czasie, który jest nam dany, wielbimy Boga.

Kiedy bowiem przestajemy Boga słuchać, kiedy przestajemy otwierać się na Jego miłość, kiedy zamykamy się na Dobrą Nowinę, kiedy przestajemy być z Bogiem, wtedy nasze życie traci smak. Być może już nie raz stał się naszym udziałem taki pusty czas, być może jeszcze kiedyś go przeżyjemy. Natomiast wtedy, kiedy sięgamy po słowo Boga, już nic nie jest puste, wszystko zostaje wypełnione tym słowem. Kiedy otwieramy się na słowo Boga, nic nie już jest bez znaczenia, bo Bóg poprzez słowo objawia nam pełnię znaczeń. W każdej więc chwili, którą przeżywamy, potrzeba jednego: naszego zwrócenia się ku Bogu, potrzeba naszego nawrócenia. Mieszkańcy Niniwy otworzyli się wołanie Boga głoszone przez Jonasza; wszyscy podjęli to wezwanie: „odwrócili się od swojego złego postępowania. I ulitował się Bóg nad niedolą, którą postanowił na nich sprowadzić, i nie zesłał jej” (Jon 3, 10). Tak jest zawsze: kiedy otwieramy się na słowo Boga, Bóg się nad nami lituje. Wówczas zło przestaje nami rządzić, przestaje nami poniewierać i nas dzielić, przestaje zniekształcać obraz Boga w nas. Tak dzieje się w każdym z nas, kto otwiera się na Boga i Jego łaskę. Doświadcza tego każdy uczeń Jezusa, kiedy otwiera się na słowo Boga i usiłuje iść w Jego świetle, tak jak doświadczali tego uczniowie współcześni Jezusowi, tak jak doświadczała tego Maryja, będąca pierwszą uczennicą Jezusa.

Podążając na słowem Boga, nawracając się, zaczynamy doświadczać piękna powołania i wybrania, które dokonało się w sercu Boga, zanim poczęliśmy się. „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię” - mówił Bóg do Jeremiasza (Jr 1, 5). My niejednokrotnie jesteśmy zszokowani, kiedy idąc za Jezusem i nawracając się odkrywamy piękno powołania i poznajemy, kim naprawdę Bóg jest. Uczniowie Jezusa stojąc na brzegu jeziora, stojąc u początku drogi z Jezusem, jeszcze Jezusa nie poznali, jeszcze w pełni nie odkryli, kim On jest i do czego ich wzywa. By to do nich dotarło, potrzeba było czasu: godzin, dni, miesięcy, lat… wspólnego wędrowania, przebywania z Tym, który powiedział do nich: „Pójdźcie za Mną” (Mk 1, 17). Był to czas ich zmagania ze słowem, ze sobą samym i z różnymi przeciwnościami. Bo nie wystarczy raz powiedzieć Bogu „tak”. Podobnie jak nie wystarczyło jednorazowe „tak” mieszkańców Niniwy. Niniwici zaczęli proces pokuty i postu, weszli na drogę nawrócenia. Choć u początku powiedzieli złu zdecydowane „nie”, to na tym proces ich nawrócenia się nie zakończył. Każdemu z nas potrzeba drogi, potrzeba czasu, który jest nam dany i zadany, aby Bóg objawił się nam w całej pełni. A kiedy Bóg objawi się nam w pełni, nic więcej nam nie będzie potrzeba: mamy Jego słowo, a za chwilę żywy Jezus stanie pośród nas w sakramentalnym znaku Eucharystii. Czy czegoś więcej nam potrzeba? Trzeba tylko paść na kolana i wielbić Boga, a moje i twoje serce zostanie wypełnione po brzegi. Cała historia i teraźniejszość mojego i twojego życia zostanie wypełniona Bożą miłością. Jeśli „natychmiast” otworzymy Bogu serce, On „natychmiast” wypełni je swoją obecnością! U Boga nie ma „potem”, „za chwilę”, „jutro”. Takie słowa funkcjonują w naszym słowniku, a u Niego jest zawsze, „teraz”.

Każdego dnia jesteśmy przez Jezusa zapraszani: „Pójdźcie za Mną” (Mk 1, 17). Jesteśmy zapraszani do bliskości z Jezusem, do towarzyszenia Mu z bliska i w ten sposób do ciągłego poznawania Go. Kiedy Mu towarzyszymy, wówczas rodzimy się jako uczniowie Jezusa, wówczas rodzimy się jako apostołowie Jezusa, którzy idą i głoszą Dobrą Nowinę. Droga, na której uczeń towarzyszy Jezusowi, to swoista „sala porodowa”. Uczeń Jezusa rodzi się, gdy towarzyszy Jezusowi. Trzeba przejść z Jezusem to wszystko, co On przeszedł, aby jak On stać się rybakiem ludzi. Ten „poród” dokonuje się w bólu, bo stawanie się uczniem jest trudne, jest związane ze zmaganiem się, również dlatego, że tak do końca to my siebie nie znamy. Uderzające jest w dzisiejszej Ewangelii, że uczniowie „natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim” oraz „zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim” (Mk 1, 18-19). Ale kiedy wczytamy się uważnie w kolejne fragmenty Ewangelii, zobaczymy, że ich „natychmiast” nie będzie już tak radykalne. Będziemy świadkami ich kryzysów i wątpliwości, zwłaszcza wówczas, kiedy Jezus zacznie mówić o cierpieniu i krzyżu.

Dopóki bowiem Jezus czyni cuda, a oni widzą moc wypowiadanego przez Niego słowa, które leczy czy wypędza złe duchy, uczniowie idą za Nim z zapałem. Kiedy natomiast zobaczą Go kruchego, słabego, cierpiącego i konającego na krzyżu, ujawnią się ich wątpliwości i trudności, ujawni się ich słabość. Podobnie jednak, jak wówczas Ojciec Wszechmogący nie zostawił Jezusa samego, tak nie zostawia samego żadnego ucznia Jezusa doświadczającego słabości. „Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12, 9). Moc Boga objawia się pośród naszej słabości, tak jak objawiła się w tajemnicy Krzyża, Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa! Nie ma innej drogi dla ucznia Jezusa! Ale - powtórzymy - Jezus nie zostawia samemu sobie ucznia, który idzie za Nim, chyba że uczeń sam się od Niego oddzieli, czyniąc siebie bogiem i utrzymując, że nie potrzebuje Boga. Tyle, że nawet wówczas Jezus walczy o każdego ucznia aż do końca, walczy o jego nawrócenie, bo jest jak pasterz, który zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć owiec, by szukać tej, która się zagubiła. Nikt z nas, sam z siebie, nie jest mocarzem ducha. Potrzebujemy słowa Boga pełnego mocy. Potrzebujemy łaski Bożej. Potrzebujemy przylgnięcia do Boga każdego dnia na nowo, aby nie ustać w drodze. Bóg nas wybiera i powołuje. To jest dar! Nikt z nas na łaskę wybrania i powołania niczym sobie nie zasłużył. Dlatego, moi kochani, tu i teraz, dziękujmy za dar Jego obecności, za dar wybrania i powołania. Dziękujmy, że Bóg wypełnia sobą tę chwilę, którą przeżywamy i to miejsce, w którym jesteśmy. Dziękujmy za dar Jego obecności w Słowie, w znakach sakramentalnych i wspólnocie.

Ci, do których wracamy, czekają na Jezusa, który rodzi się i jest obecny w nas. Czekają na Jezusa w naszym spojrzeniu i w najzwyczajniejszych gestach czynionych przez nas w codzienności życia. Prośmy Jezusa, byśmy się nie zmęczyli codziennym „natychmiast” we wcielaniu w życie Jego słowa. Prośmy o łaskę trwania i wytrwania do końca na drodze podążania za Nim.

ks. Joachim Stencel SDS

---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl