O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Siedem Listów do Kościołów. Księga Apokalipsy 17-19 kwietnia ...


Siedem Listów do Kościołów
Księga Apokalipsy
SZKOŁA BIBLIJNA
17-19 kwietnia 2015

 

Co mówi Duch do Kościoła? Odpowiedź znajdujemy w siedmiu listach zapisanych pod natchnieniem Ducha w Księdze Apokalipsy. Mówią o tym, co Boga cieszy i co martwi w Kościele; jakie są Jego pragnienia i oczekiwania. Jest w nich diagnoza i są plany na przyszłość. Siedem Listów jest jak siedem luster, w których może zobaczyć siebie każdy członek Kościoła, każda wspólnota i cały Kościół.

 W dniach 17-19 kwietnia 2015 w ramach Szkoły Biblijnej trwa w naszym domu sesja pt. „Siedem Listów do Kościołów. Księga Apokalipsy”. Spotkanie prowadzi bp Grzegorz Ryś - biskup pomocniczy archidiecezji krakowskiej, przewodniczący Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji przy Konferencji Episkopatu Polski, rekolekcjonista, autor licznych publikacji z zakresu historii i duchowości. Konferencje były skupione wokół czterech zasadniczych tematów: Nadawca - Chrystus, adresat - Kościół, wyzwanie i obietnica.

---------------------------------------------------------------------

NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
które w czasie sesji wygłosił bp Grzegorz Ryś

---------------------------------------------------------------------

Przejście: od chleba do słowa i od słowa do Osoby! *
homilia - piątek II tygodnia wielkanocnego, 17 kwietnia 2015 r.
Dz 5, 34-42; Ps 27, 1.4.13-14; J 6, 1-15

Uśmiechnąłem się, kiedy ks. Krzysztof przeczytał, że tam było pięć tysięcy mężczyzn, bo pomyślałem, że jeśli tam byłyby takie proporcje, jak tutaj, musiałoby być co najmniej sto dwadzieścia tysięcy mężczyzn… Dobrze, że Pan Bóg daje nam trochę radości na początek.

Mamy słowo Boga, które nas pięknie wprowadza w najbliższy czas, trzy dni modlitwy, który przed nami. To słowo pokazuje nam wyraźnie, o co tak naprawdę w tym czasie chodzi, co ma prawo się wydarzyć, czego możemy po Panu Bogu oczekiwać, czego mamy prawo spodziewać się po Jezusie. Wszyscy Ewangeliści opisują rozmnożenie chleba, ale tylko św. Jan napisał, że wydarzyło się to w okolicach Paschy. To jest myśl wyłącznie Janowa. Dobrze wiemy, że pozostali Ewangeliści „rozkładają” działalność Jezusa na jeden rok. Św. Jan natomiast „rozkłada” ją na trzy lata, w związku z czym w czwartej Ewangelii trzykrotnie jest mowa o świętowaniu Paschy przez Jezusa i o znakach, jakich Jezus dokonuje właśnie w kontekście Paschy. Pierwszym jest znak oczyszczenia świątyni w czasie pierwszego w publicznej działalności Jezusa pobytu w Jerozolimie (J 3, 1.23). Drugim - znak z 6.rozdziału Ewangelii (J 6, 4). Trzecią - dobrze to rozumiemy - jest Pascha, którą celebrujemy ciągle w okresie Wielkiej Nocy (J 12, 20; 13, 1.29; 18, 28.39; 19, 14).

W sumie nie wiadomo, czy Jezus na tę drugą Paschę poszedł do Jerozolimy. Myślę, że poszedł; zapewne powędrował tam - podobnie, jak wszyscy pobożni Żydzi - na samo święto. Najwyraźniej jednak dla św. Jana to, co Jezus, uczynił w samo święto Paschy - drugie w czasie Jego publicznej działalności - nie jest tak ważne, jak znak uczyniony nad jeziorem galilejskim w kontekście tej drugiej Paschy. „A zbliżało się święto żydowskie, Pascha” (J 6, 4). Św. Jan chce pokazać, że to, co Jezus robi, jest zaproszeniem uczniów do doświadczenia paschy, czyli przejścia. Od czego do czego? Co to za przejście? Co to za pascha jest nam zadana w szóstym rozdziale Ewangelii wg św. Jana? To jest pascha od przyjęcia pokarmu, który ginie do przyjęcia Pokarmu, który nie ginie. Szósty rozdział rozpoczyna się epizodem rozmnożenia chleba, a zaraz potem jest drugie ważne wydarzenie: Jezus przechodzi po wodach Jeziora Galilejskiego do Kafarnaum, a potem słyszymy wielką mowę eucharystyczną w synagodze w Kafarnaum, gdzie Jezus mówi tłumom, które Go szukały i znalazły: „Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości”, a zaraz potem dodaje: „Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy” (J 6, 26-27). Mówi więc im wyraźnie, że nie zrozumieli tego, co się stało, kiedy rozmnożył dla nich chleb i że nie przyjęli należycie tego znaku: „Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki…”. Nie przyjęli więc wcześniejszego wydarzenia jako znaku, ale ono ich zatrzymało samo na sobie. To, że On dał im jeść i nasycił ich było dla nich wystarczające. I tak naprawdę o to właśnie Jezus ma do nich pretensje. Jezus ma pretensje nie o to, że jedli chleb, który rozmnożył, bo przecież po to go rozmnożył, żeby jedli, ale o to, że ich to nasyciło, że to jedzenie chleba już ich nasyciło. Jezus pokazał im i nam, jak bardzo troszczymy się o ten pokarm, który ginie, także wtedy, gdy kazał im pozbierać wszystko, a oni posłusznie pozbierali wszystkie ułomki. Bo my naprawdę bardzo się troszczymy o ten chleb, który ginie.

Oni nasycili się czymś, co nie ma prawa człowieka nasycić, choć jest oczywiście potrzebne. Jak widać, Pan Jezus nie zwolnił się z obowiązku nakarmienia głodnych ludzi, którzy za Nim szli. I to jest ważne również w naszej rzeczywistości Kościoła. Jesteśmy przez Jezusa wezwani, żeby karmić ludzi: „Wy dajcie im jeść!” (Mt 14, 16; Mk 6, 37; Łk 9, 13), „nie odsyłajcie ich głodnymi!” - to jest wezwanie skierowane do Kościoła, ale to jest to ani jedyne ani najważniejsze polecenie. Przez cały szósty rozdział Jezus prowadzi tych, którzy za Nim idą, do paschy: by od chleba, który zjedli, przeszli do czegoś poważniejszego i większego, czyli właśnie do tego, co nie ginie i naprawdę jest w stanie człowieka nasycić. Wydaje się, że na tyle wszyscy znamy ten szósty rozdział, że wiemy, jak on się kończy. A kończy się tym, że przy Jezusie zostaje tylko Dwunastu, natomiast cała masa ludzi, która do tej pory szła za Jezusem, wtedy odwraca się i wraca do domu. Więc póki co nie są tą paschą zbyt zainteresowani. Oczywiście, byliby zainteresowani rozmnażaniem chleba w dalszym ciągu i są nawet zainteresowani tym, żeby Jezus został w ich świecie królem i człowiekiem, który tu i teraz potrafiłby im uporządkować całą rzeczywistość, w której funkcjonują. My nieco z tego rozumiemy, bo jesteśmy przecież przed wyborami; dobrze byłoby mieć kogoś takiego.

Pascha od tego, co nie jest w stanie mnie nasycić, do tego, co rzeczywiście jest w stanie mnie nasycić i zaspokoić, i co może mi dać Chrystus, i co jest zapowiedziane tym znakiem rozmnożenia chleba. Co więc może mnie nasycić? Tu zwłaszcza - zwłaszcza w takim gronie - taka rzecz jest istotna. Wiadomo, że u św. Jana wszystko jest symboliczne, więc te „pięć chlebów i dwie ryby” (zob. J 6, 9) są wspaniałym symbolem. Pięć chlebów to symbol Tory, a dwie ryby - Proroków i Psalmów, a więc Tora (Prawo), Prorocy i Psalmy. Jezus dał im więc spożyć całe słowo Boże, czyli znacznie więcej niż jesteśmy tutaj w stanie przerobić. My w czasie tego spotkania będziemy czytać jedną tylko księgę [Apokalipsy] i to tylko trzy pierwsze jej rozdziały. Jezus dał im do spożycia cały Stary Testament, czyli to co dla nich było słowem Boga: pięć ksiąg Tory, księgi Proroków i księgę psalmów. Już to tylko, samo w sobie, jest pięknym symbolem, że Jezus karmi ich słowem! To zwłaszcza zostało podkreślone w wersji Markowej tego wydarzenia. Pierwszy Ewangelista podkreśla, że gdy Jezus zobaczył ten tłum, gdy zobaczył, że są jak owce nie mające pasterza, „zaczął ich wiele nauczać” (Mk 6, 34). Św. Marek napisał, że „zaczął ich wiele nauczać”. Nauczał bez żadnych ograniczeń, a więc nie piętnaście i nie siedem minut, ale bez opamiętania. Nieco inaczej jest u św. Mateusza, bo ten napisał, że „uzdrowił ich chorych” (Mt 14, 14), natomiast właśnie św. Marek wychwytuje to, że Jezus widzi potrzeby tych ludzi, a ich potrzebą nie jest tylko to, że ktoś kuleje, a inny ma bóle żołądka. Św. Marek zaznacza, że tym, czego oni potrzebują, jest słowo, i to nie byle jakie słowo, tylko słowo Boże podane Jego rękoma, „przeprowadzone” przez Jego tajemnicę, przez Jego Osobę, przez Niego wyłożone; słowo podane w Jego interpretacji. Wtedy się nie dziwimy, że oni nie byli w stanie tego zjeść. Nikt z nas przecież nie jest w stanie zjeść tego słowa, które Jezus nam daje. Zawsze coś zostaje, choćbyśmy nie wiadomo, co robili, zawsze zostanie te „dwanaście koszy”. Nie przejemy słowa, które daje nam Jezus.

Ostatecznie jednak jeszcze nie o to chodzi w szóstym rozdziale Janowej Ewangelii. Czwarty Ewangelista prowadzi nas dalej niż św. Marek. Św. Jan zdecydowanie prowadzi nas do tego, że tym chlebem, który może człowieka nasycić, jest ostatecznie sam Jezus Chrystus i wyłącznie On! I to jest ważne dopowiedzenie Janowe do tego, co napisał św. Marek, bo my możemy być bardzo skoncentrowani na słowie jako takim [czyli na księdze]. Apokalipsa to jest bardzo ciekawa książka. Ostatnio jeden z moich współpracowników z sekretariatu ds. nowej ewangelizacji opowiadał mi taką historię, która wydarzyła się nie w Polsce, ale można sobie wyobrazić, że dzieje się ona również w Polsce. Wspólnota ewangelizacyjna rozdała ludziom sobie mniej i bardziej znanym Nowy Testament, a następnego dnia ktoś z tej wspólnoty spotyka jednego z tych, którzy go otrzymali i zadaje mu pytanie: „I jak tam? Przeczytałeś?”. „Tak”. Pomyślcie, że w jeden wieczór i jedną noc ktoś przeczytał cały Nowy Testament, a na pytanie: „I co?”, ów odpowiedział: „Na początku było dość dziwnie, bo cztery razy ta sama historia…, ale to science fiction na końcu…”. I tu padło słowo, którego nie mogę użyć, bo powszechnie jest uznawane za obraźliwe. Ale właśnie: „to science fiction na końcu…”. Tak, Apokalipsa to fajna książka. Na jej podstawie możnaby nagrać niejeden dobry film. To tyle mówiąc trochę żartem, a trochę serio. Może jednak być tak, że słowo zatrzyma nas na samym sobie, że nas nie poprowadzi do spotkania z Osobą. A Chrystus nie przyszedł po to, aby zaspokoić naszą ciekawość intelektualną czy nasze nawet bardzo wysublimowane potrzeby intelektualne. Nie przyszedł po to, żebyśmy mieli z tego satysfakcję, ile rozumiemy. Tym, co ostatecznie jest stanie człowieka zaspokoić, jest rzeczywista relacja miłości i to tak naprawdę ostatecznie nie z kim innym, tylko z Chrystusem. I to nie jest dystans do jakiejkolwiek innej relacji, które w życiu możemy mieć i które są dla nas źródłem szczęścia, bo to nie jest żadne przeciwstawienie. Żywa relacja z Chrystusem nie unieważnia żadnej relacji, jakie mamy z innymi ludźmi, przeciwnie ona udoskonala je i ożywia. Tym jednak, co człowieka, wreszcie konstytuuje, ustanawia, jest relacja z Jezusem Chrystusem. Taka jest wymowa szóstego rozdziału Ewangelii wg św. Jana. Na końcu Jezus - gdy już ludzie są przy Nim i wydaje się, że są otwarci na to, co On ma im do zaoferowania - mówi im wyraźnie: „Dam wam siebie samego!”. A oni są tym darem skonfundowani, zdumieni i nie wiedzą, co z nim mogą zrobić. Tu widać, jak człowiek może być bardzo skoncentrowany na sobie samym i swoich własnych potrzebach. Może człowiek nie widzieć tego, że jedna jedyna potrzeba, jaką Bóg wszczepił w jego serce to potrzeba relacji z Bogiem, potrzeba miłości i komunii z Bogiem. Ci ludzie, którzy byli o krok od szczytu szczęścia, odwrócili się plecami od Jezusa, bo przestał im dawać świeże bochenki chleba. Myślę, że to słowo, bardzo piękne, dane nam w czasie paschalnym, pokazuje nam bardzo sens tego, co zamierzamy tutaj robić w tych trzech dniach. Pokazuje nam ono, że jesteśmy wezwani do paschy i to przejście jest czymś daleko więcej niż przejściem od codzienności i tego, czym się codziennie zajmujemy pracując na chleb, do lektury słowa. My mamy przejść nie tylko od chleba do słowa, ale od słowa do Osoby! Bo to, co najważniejsze, będzie się działo w spotkaniu osobistym między każdym i każdą z nas a Jezusem!

---------------------------------------------------------------------

Przejście: od obecności panującej do obecności miłującej *
homilia - sobota II tygodnia wielkanocnego, 18 kwietnia 2015 r.
Dz 5, 34-42; Ps 33, 1-2.4-5.18-19; J 6, 16-21

Jesteśmy z Panem Jezusem w wydarzeniu Jego Paschy. Mówiliśmy o tym wczoraj. To druga Pascha w życiu publicznym Jezusa. W kontekście tej drugiej Paschy Jezus dokonuje dwóch znaków. Pierwszym jest rozmnożenie chleba, drugim - wędrowanie po wzburzonym jeziorze. To szczegół ważny, że Jezus przyszedł do uczniów wtedy, kiedy jezioro się wzburzyło od silnego wiatru, kiedy - jak jest dosłownie - podniosło się bardzo wysoko, kiedy pokazało całą swoją głębię. Dlaczego to jest tak ważne? Dlatego, że św. Janowi, który porusza się w słowie Bożym, jak tu wszyscy, pozwala to wydobyć z pamięci tekst z księgi Hioba - tekst, który jeszcze dziś można wziąć na medytację: „kroczy po morskich głębinach” (Hi 9, 8). To tekst o Bogu, który się przechadza po głębinach wodnych. Dziewiąty rozdział księgi Hioba jest hymnem, który wychwala wielkość Boga i Jego niezwykłość. Bóg robi takie rzeczy, które dla innych są niemożliwe do spełnienia, a wśród nich jest również to, że się przechadza po wzburzonych wodach. To jest ten Bóg, którego tu dziś widzimy i który przychodzi do apostołów mówiąc: „Ja jestem” (J 6, 20).

Jezus objawia się w tej Ewangelii, w tym wydarzeniu, jako Bóg. A skoro On to objawia o sobie, uczniowie mają też doświadczenie Jego mocy Boskiej, bo kończy się ich zmaganie z jeziorem; „natychmiast” są w miejscu, do którego zdążali. Tak właśnie jest, że kiedy Bóg objawia to swoje imię, objawia się jednocześnie jako Wybawiciel, okazuje swoją moc. Imię „Ja Jestem” nie jest jakąś abstrakcyjną zbitką. To nie jest imię, sugerujące: „łamcie sobie głowę, co to znaczy, że «Ja jestem», że «tylko Ja jestem»”, że „ipsum purum esse”, że jestem „samo czyste istnienie”. W tym imieniu chodzi o to: „Ja jestem” to znaczy, że nie zostawię was w sytuacji problemu, że nie zostawię was w sytuacji wzburzonych wód i zagrożenia życia. „Ja jestem” znaczy „nie zostawię was!”, bo „jestem”, żeby was przeprowadzić. Jezus dokonuje paschy, czyli przeprowadza uczniów przez wzburzone jezioro do miejsca, do którego zamierzali dotrzeć „natychmiast”. Kiedy On się objawia, wszystko staje się proste. „Ja jestem”.

To jest ten drugi znak i on oczywiście jest znakiem, jeśli prowadzi dalej. I nam tym właśnie polega ta pascha, że jeden i drugi znak mają nas poprowadzić do Eucharystii - do tej mowy, która jest w Kafarnaum. W środku tej mowy Jezus mówi wyraźnie: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba” (J 6, 51). Od „Ja jestem” do „Ja jestem chlebem” - to jest bardzo ważna pascha, to jest bardzo ważne przejście. I to przejście nie jest wcale takie łatwe, choć może dzisiaj każdy z nas rozumie je lepiej, może właśnie dzięki temu, że tak długo można było tu trwać przed [Jezusem wystawionym w Najświętszym Sakramencie, przed] Eucharystią, w którą jest wpisane to „Ja jestem” i „Ja jestem chlebem”. W Eucharystię jest wpisana Boża obecność, czyli to „Ja jestem” oraz to, że „Ja jestem mocny! Ja jestem zbawiający! Ja jestem wyzwalający!”.

To przejście nie jest łatwe, bo nam w sposób naturalny, kiedy szukamy znaków obecności Boga, wydaje się, że one muszą być największe. Czym byście chcieli Boga pokazać? Jakim znakiem? Jak byście chcieli pokazać ogrom Boga i Jego wielkość? Jak pokazać Jego wszechmoc? Władza nad burzą, nad wzburzonym jeziorem, nad wichrem, nad wodą… to jest coś! Władza to jest coś! Tymczasem On czyni znakiem swojej obecności kawałek chleba, czyli to co jest najbardziej zwyczajne i typowe. W tej odrobinie chleba zawiera całą swoją moc. Ta moc kryje się w białym chlebie. Nieraz mnie to fascynowało i pociągało, że Chrystus znalazł taki znak swojej obecności, najbardziej powszechny i najbardziej dostępny. W tym znaku rzeczywiście spełnia się to, że Jezus został wydany w ręce ludzi i można z tym chlebem zrobić to, co się komu żywnie podoba. Raz w życiu miałem taką sytuację, w kościele św. Jana, której nie życzę żadnemu księdzu. Rozdawałem Komunię Św., człowiek przyjął ją do ust, a potem wyjął Hostię z ust mówiąc: „I co teraz?”… To są wydarzenia, które inaczej „definiują” moc Boga, Jego wszechmoc, Jego władzę. To nie jest nic innego, jak władza, która się bierze z miłości, która rezygnuje z jakiegokolwiek przymusu.

Właśnie dlatego Bóg nie przeraża nas swoją wielkością, bo wybiera taki stan obecności, który nikogo nie jest w stanie przestraszyć. Apostołowie się przerazili na jeziorze, bo zobaczyli jak Jezus szedł po wodzie. Można sobie wyobrazić to, jak się im wydawał potężny On - Ktoś, kto panuje nad takim żywiołem. Tego nie ma w Eucharystii! Eucharystia nikogo nie przestraszy! Bo to jest zupełnie inne rozumienie wielkości, władzy, królowania. To jest zupełnie inne rozumienie tego, kim jest Chrystus i w jaki sposób jest wśród nas obecny. On nas wzywa to tej paschy, do przejścia od tego naturalnego, a może nawet pobożnego myślenia o Nim, o Jego wielkości, o Jego władzy i Jego królowaniu, do tego myślenia, które się ostatecznie w Nim zrealizowało w Tajemnicy Paschalnej, w Krzyżu oraz w owocu Krzyża, którym jest Eucharystia.

Mamy piękne słowo, potwierdzające to, co się dzieje w czasie tej sesji, kiedy mamy szansę tak długo być przed Chrystusem eucharystycznym i odkrywać w Nim, że On jest! „Ja jestem”. Każdy rodzaj naszej niewoli i nieszczęścia, każdy rodzaj naszego ucisku, każdy z naszych problemów, które nas przerastają,… wszystko to możemy przynieść przed Eucharystię. On bowiem po to staje się Eucharystią, żeby w tym znaku swej obecności nas wyzwalać, leczyć, przenosić, przeprowadzać. „Ja jestem! Bóg mocny! Pan!”.

---------------------------------------------------------------------

Spotkać Jezusa i porozmawiać na temat swojego grzechu *
homilia - III Niedziela Wielkanocna (rok B), 19 kwietnia 2015 r.
Dz 3, 13-15.17-19; Ps 4, 2.4-9; 1 J 2, 1-5a; Łk 24, 35-48

Trudno, żeby dostać lepsze słowo na zamknięcie rekolekcji i na otwarcie wszystkiego, co dalej. Eucharystia jest szczytem i źródłem, jak mówi Sobór (zob. Sobór Watykański II, Lumen gentium, 11). Ta Eucharystia jest szczytem i źródłem. Jest szczytem, czyli punktem dojścia dla minionego czasu i źródłem dla tego czasu, który się otwiera. Jest szczytem, bo Pan Jezus dokonuje dzisiaj w tej Ewangelii ostatecznej syntezy słowa; mówi o czym jest słowo. Myśmy przeczytali i to „z biedą” trzy pierwsze rozdziały Apokalipsy. Co by było, gdybyśmy całą tę książkę [całą Biblię], chcieli przeczytać? Trochę tych kursów… [przyp.red.: biskup odwrócił się do ks. Krzysztofa i naśladując głos człowieka w podeszłym wieku mówił:] będziemy już starzy, jak będziemy je prowadzić. Ciągle będzie coś nowego. Niezależnie od tego, ile i które księgi będziemy czytać, jest to streszczenie, którego dokonuje Pan Jezus w wieczór zmartwychwstania: „tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie, w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom” (Łk 24, 46-47). Słowo jest o Nim i to o Nim w Jego tajemnicy paschalnej.

Pamiętam, jak ktoś mi kiedyś tłumaczył lekturę psalmów. Wiecie, że ksiądz nic nie robi innego, tylko bez przerwy zasadniczo modli się psalmami. Cały brewiarz jest złożony z psalmów. Są tacy, którzy zaczęli się nim modlić jeszcze nie będąc księżmi, a gdy już nimi są z dziesięć lat, to mają kłopot z tą modlitwą. Sami mówiliście o psalmach, które są trudne. Czy jest jakiś klucz do psalmów? Kiedyś wytłumaczył mi to pewien wyjątkowy kapłan, choć nie będę mówił, jak miał na imię: „Zapytaj się, jak się ten psalm wypełnił na Jezusie Chrystusie! Kiedy modlisz się jakimś psalmem, postaw sobie takie proste pytanie, jak się ten psalm wypełnił na Jezusie Chrystusie; a potem jest drugie proste pytanie: jak psalm się wypełnia na mnie, skoro już się wypełnił na Jezusie”. Skoro całe słowo [Pisma Świętego] wypełnia się w Jezusie, to i każdy psalm wypełnił się w Jego życiu. Trzeba więc pytać, co to znaczy, że każdy psalm wypełnił się w Jego życiu. Potem jest to drugie, że się może wypełnić w moim [życiu]. Ale słowo jest o Jezusie, o Jego tajemnicy paschalnej. Słowo jest o Jezusie, który jest Chrystusem, czyli Mesjaszem, Zbawicielem. Słowo jest o Nim! To jest bardzo piękny wykrzyknik nad samą metodą rekolekcji, które tutaj się odbywają, że słowo prowadzi do Jezusa! Słowo nie ma prawa zatrzymać nas na sobie, ale musi nas poprowadzić do spotkania z Nim! Bo słowo jest o Nim, o Nim jako Zbawicielu!

Słowo jest o Nim, który umarł i zmartwychwstał, i żyje! O to właśnie chodzi, że słowo - czegokolwiek bym w nim nie czytał - prowadzi mnie do relacji z Nim; do relacji żywej, obecnej, aktualnej. To jest taka relacja, o której jest tu mowa, że Go możesz dotknąć, bo ma ciało, że Go możesz posłuchać, że możesz z Nim zjeść. To wszystko dzieje się teraz i słowo do tego prowadzi. Słowo mnie prowadzi do tego, że siedzę z Nim przy stole w Eucharystii. Słowo mnie prowadzi do tego, że dotykam Jego ciała w Kościele, że Go widzę. To niesamowicie ważne, że słowo jest o Nim, i że jest o odpuszczeniu grzechów, i o niczym więcej! To jest to, co jest u św. Pawła, że Bóg stworzył słowo krótkie (por. Rz 9, 28), w przeciwieństwie do kaznodziejów. „Bóg krótkim uczynił swe słowo”, a tym krótkim słowem jest Osoba Jezusa Chrystusa, który przychodzi na odpuszczenie grzechów (zob. Benedykt XVI, adhortacja Verbum Domini, nr 12).

Bardzo ważne jest również to, co słyszymy dalej: „wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma” (Łk 24, 45). Tam dosłownie jest powiedziane: „wtedy otwarł ich umysł”. W niektórych wydaniach [Biblii] można zobaczyć odsyłacz do osiemnastego rozdziału Ewangelii św. Łukasza, gdzie Jezus zapowiada swoją Mękę. Św. Łukasz mówi: „Oni jednak nic z tego nie zrozumieli. Rzecz ta była zakryta przed nimi i nie pojmowali tego, o czym była mowa” (Łk 18, 34). To było przed nimi zakryte, zasłonięte. Zobaczcie, bywa tak, że słowo jest zasłonięte i wymaga odsłonięcia, jest niezrozumiałe i potrzebuje być odsłonięte. Uczniowie nie mieli prawa rozumieć tego, co znaczy, że On umarł i zmartwychwstał, zanim tego nie przeżyli i nie doświadczyli. Nie mieli prawa, to słowo było dla nich zasłonięte. Tu natomiast sytuacja jest inna: mają umysł zamknięty i on musi zostać otwarty. Słowo jest już odsłonięte, natomiast umysł jeszcze jest zamknięty. Jezus przychodzi, aby otworzyć ich umysł. Wszystko [całą prawdę] mogę mieć podane na talerzu, ale mogę być zamknięty na tę prawdę. Mogę więc być zamknięty na to, o co w Piśmie Świętym chodzi. Mogę być zamknięty na to, że chodzi ostatecznie o spotkanie z Jezusem i o rozmowę na temat mojego grzechu. Mogę być na to dokładnie zamknięty: „mówcie mi o wszystkim, tylko nie o tym”. Mogę na przykład być chętny do rozmowy np. na temat, jak przebiegała redakcja Apokalipsy, kiedy ona została napisana, kim był ten św. Jan, o kogo tu chodzi… Właściwie też moglibyśmy spędzić tak ten czas ostatnich trzech dni. Byłoby to może i nie głupie, tylko nie doszlibyśmy do tego, o co chodzi w słowie. To nie jest wcale takie oczywiste, że słowo ostatecznie mówi o Osobie i że tym, o co chodzi w wierze, jest spotkanie z Osobą, z Jezusem Chrystusem, który umarł i zmartwychwstał.

Może być i tak, że człowiek właśnie na ten najbardziej podstawowy, pierwszy i fundamentalny wymiar wiary jest zamknięty. Jest otwarty na wszystko inne, a nie może się przebić do tego, co jest podstawowe; np. może być ktoś otwarty na taki prawny czy etyczny wymiar wiary. I co oznacza wtedy być chrześcijaninem? Dziesięć Przykazań,… bez pokazania relacji i bez wejścia na ten poziom rozmowy: „Porozmawiajmy o twoim grzechu” - mówi Jezus. To jest to, na co potrzebujemy otwarcia naszego umysłu. Potrzebujemy otwarcia, bo może być i tak, że właśnie na to, co jest absolutną syntezą i zebraniem wszystkiego, jesteśmy zamknięci. I mogą nam wszyscy to tłumaczyć, to może być jasne, rozjaśnione, jawne. Już się nie da lepiej! Papieże bez przerwy teraz mówią: „Chrystus, Chrystus, Chrystus…; kerygmat, kerygmat, kerygmat…”. Franciszek napisał „taaaki” fragment w „Evangelii gaudium” o kerygmacie (zob. nr 160-168). Nikt nie może powiedzieć, że o tym się dziś nie mówi; już się nie da tego powiedzieć, ale można być na to zamkniętym. I to, co Chrystus robi i jak widać robi to skutecznie… Słyszeliśmy przed chwilą - we fragmencie z trzeciego rozdziału Dziejów Apostolskich - kerygmat głoszony przez św. Piotra, który o niczym innym nie mówi, tylko o Jezusie, którego Ojciec podniósł i który jest nam dany, by nam błogosławił w naszym odwracaniu się od grzechów (zob. Dz 3, 26). O niczym innym św. Piotr nie mówi, tylko o tym, co jest syntezą i punktem dojścia. Ale najpierw sam musiał być na to otwarty. Jezus musiał go otworzyć na tę prawdę.

Myślę, że jest istotne to, co słyszymy na końcu. To zdanie zawsze mnie poruszało: „wy jesteście świadkami tego” (Łk 24, 48). Po pierwsze, jest powiedziane, że jesteśmy świadkami „tego”. Apostołowie nie są świadkami niczego innego. O wszystkim innym mają wiedzę. Weźcie sobie początek Dziejów Apostolskich, jak apostołowie szukają uzupełnienia do Dwunastu, bo z Dwunastu zrobiło się Jedenastu, a tak być nie może. Co wówczas mówią? „Trzeba, aby jeden z tych, którzy był z nami przez cały czas, a więc od wejścia do wyjścia, od chrztu Janowego aż do Paschy, stał się świadkiem Jego zmartwychwstania” (por. Dz 1, 21-22). Pytają więc siebie, czy jest ktoś taki, kto ma wiedzę o całym wydarzeniu Jezusa Chrystusa od początku do końca. Liturgia jest takim „szczęściem”, które nas prowadzi przez wszystkie tajemnicy z życia Jezusa: od Adwentu po Wniebowstąpienie, więc wszyscy mamy tę wiedzę. Jesteśmy z Jezusem od wejścia do wyjścia, rok w rok, ale mamy być świadkami „zmartwychwstania”. Wiedza jest o wszystkim, a świadectwo o tym, że On żyje! Jak to możesz pokazać, że On żyje? Tak, że ktoś patrząc na ciebie widzi, że ty masz z Nim kontakt.

Przeczytałem kiedyś takie zdanie o św. Ottonie z Bambergu, że kiedy on odprawiał Eucharystię, wszyscy mieli wrażenie, że kogoś tam widzi. I o to właśnie tu chodzi, a nie o jakieś „rzeczy pobożne”. O tym się nie mówi, to można tylko pokazać albo nie. Świadek zmartwychwstania! Trzeba tak jakoś żyć pewnie, żeby ktoś mógł powiedzieć: „To jest ktoś, kto jest w relacji z Jezusem! W relacji z Jezusem żyjącym, a nie z Jezusem z książek, nie z Jezusem z Ewangelii, która opowiada jedynie, co się kiedyś stało. To jest ktoś, kto jest w żywej relacji z Jezusem i w tej relacji jest kimś, kogo najpierw naprawdę najpierw interesuje wyzwolenie z grzechów, to znaczy, że ta relacja go nawraca, ta relacja go zmienia, ta relacja czyni go kimś innym, ona wyprowadza go z grzechu”. I to jest to, czemu mamy dać świadectwo! Reszta to jest obszar wiedzy! Uczcie się czego chcecie z teologii, uczcie się czego chce z Biblii, studiujcie liturgikę, róbcie studia z czego chcecie, nauczcie się całej historii Kościoła! Miejcie wiedzę, ale świadectwo ma dotyczyć dwóch rzeczy, że Jezus Chrystus jest Kimś w twoim życiu i że to cię wyzwala z grzechu! Amen!

---------------------------------------------------------------------

---------------------------------------
* tytuły pochodzą od redakcji

w tekstach spisanych z nagrania zachowano styl języka mówionego
dodano również sigla biblijne i odnośniki do dokumentów Kościoła
---------------------------------------

---------------------------------------------------------------------

Sesje Szkoły Biblijnej proponowane są w klimacie pustyni, ciszy i modlitwy osobistej. Uczestnicy są wprowadzani w teologiczne bogactwo i medytację wybranej księgi biblijnej w kontekście własnej historii życia. Mają możliwość skorzystania z sakramentu pokuty i indywidualnej rozmowy z kierownikiem duchowym.

 0 

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl