O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Ewangelia o przyjaźni Boga. Lectio divina do Ew. Jana 9-11 X ...


Ewangelia o przyjaźni Boga
Lectio divina do Ewangelii Jana
9-11 października 2015

 

W dniach 9-11 października 2015 r. odbyła się sesja Szkoły Biblijnej: „Ewangelia o przyjaźni Boga. Lectio divina do Ewangelii Jana”. Prowadził ją Innocenzo Gargano OSBCam. - włoski kameduła, wykładowca patrystyki na papieskich uczelniach rzymskich, współczesny mistrz duchowy lectio divina, autor wielu publikacji na temat lectio divina.


I. Gargano OSBCam., D. Piekarz, K. Wons SDS - początek sesji formacyjnej (9 X 2015)

Stronice czwartej Ewangelii wypełnione są Jezusowymi wyznaniami miłości: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego dał…”; „Daj mi pić…”, „Trwajcie we Mnie…”, „Nazwałem was przyjaciółmi…”; „Zabiorę was ze sobą…”; „Chcę, aby i oni byli ze Mną…”; „Pragnę…”. Uczestnicy będą prowadzeni do zgłębiania mistycznych stronic Ewangelii Jana i odpowiedzenia na zaproszenie Jezusa do przyjaźni. 

O. Gargano kilkakrotnie gościł w naszym domu. Prowadził m.in. spotkania: „Zgłębianie Słowa w lectio divina” (2002). „Ewangelia o czułości Boga. Lectio divina do Ewangelii św. Łukasza” (2014) i „Towarzyszenie w rekolekcjach lectio divina. Ewangelia wg św. Marka” (2014). Więcej informacji o spotkaniach prowadzonych przez o. Gargano >>>.

   

TEKSTY HOMILII
które wygłosił Innocenzo Gargano OSB Cam.

---------------------------------------------------------------------

Bóg nie zapyta, dlaczego nie byliśmy
drugim Janem Pawłem II, ale czy byliśmy sobą
homilia - święto (w archidiec. krakowskiej) bł. Wincentego Kadłubka, 9 października 2015 r.
Syr 39, 1-3.4c-11; Ps 34, 2-4.6.9.12.14-15; Mt 25, 14-23

Cieszę się, że znów was widzę. Muszę podziękować ks. Krzysztofowi za zaproszenie, które każdego roku do mnie wysyła, bym mógł być tutaj, w Polsce. Najpierw on, a później wy dajecie mi zajęcie i siłą rzeczy muszę być posłuszny. Ks. Krzysztof poprosił mnie, bym tego popołudnia wygłosił homilię i żebym wygłosił ją na podstawie konkretnego tekstu, bo tutaj, w Krakowie, przeżywacie dzisiaj, święto bł. Wincentego, który - jeśli dobrze zrozumiałem - był jednym z pierwszych biskupów krakowskich. Z tego, co się dowiedziałem, później zrezygnował on z biskupstwa i stał się mnichem benedyktyńskim, cystersem. W pewnym momencie zrozumiał, że nie może już pełnić posługi biskupiej, ale że może być mnichem; kiedyś, wszyscy powinniśmy dojść do tego typu wniosku. Bo, u końca życia, cóż nam pozostaje, jeśli nie radość z tego, że możemy poświęcić się jedynie słuchaniu Słowa, zachowywaniu Go i trwaniu w bardzo intymnym dialogu ze Słowem! Może się zdarzyć, że ktoś takie wezwanie usłyszy jeszcze zanim nadejdzie starość. I mógłby to być przepiękny dar, bo nawet choroba może stać się darem-okazją, by oddać się całkowicie kontemplacji Słowa. Nie trzeba więc być biskupem czy nie wiadomo jeszcze kim, by wprowadzać w czyn tę stronicę Ewangelii.

Z drugiej strony wszyscy musimy uznać, że my sami jesteśmy darem, darem ze strony Boga. To Bóg podarował nam nasze ciało, podarował wrażliwość naszej duszy, jak również zdolności intelektualne mniej lub bardziej rozwinięte. Z odczytanej dziś karty Ewangelii możemy uchwycić to właśnie przesłanie. Kimkolwiek jestem - kobietą czy mężczyzną, wielkim czy małym, zdrowym czy chorym, inteligentnym czy ignorantem - muszę sobie zdać sprawę, że mam jakiś talent do pomnożenia lub jakiś zbiór talentów do rozwinięcia. Wszyscy, jak tu jesteśmy, zostaliśmy przeprowadzeni z niebytu do istnienia! I nikt nie prosił nas o pozwolenie, byśmy mogli się narodzić. Nasze życie jest po prostu darem, darem darmo danym. Musimy więc zdołać zrozumieć z tej karty Ewangelii wg św. Mateusza, że otrzymaliśmy ten dar, dar życia, by mógł on przynosić owoce. Nasze życie jest naszym talentem! Pan podarował nam życie, ale ukrył przed nami czas, w którym zażąda od nas zdania rachunku z naszego życia. Ukryte przesłanie tego fragmentu Ewangelii wg św. Mateusza jest właśnie takie, byśmy byli świadomi, że otrzymaliśmy dar, za który jesteśmy odpowiedzialni, ale nie wiemy, jak i kiedy Pan będzie od nas oczekiwać zdania rachunku z wykorzystania tego daru. To jest pierwsza wskazówka, jaką mogę i możemy - jak sądzę - uchwycić z dzisiejszej Ewangelii.

Drugie przesłanie polega na zaakceptowaniu siebie z własnymi darami i ograniczeniami, unikając przede wszystkim zazdrości w obliczu łaski, którą otrzymał ktoś inny. Jeśli bowiem ulegniemy pokusie porównywania się z innymi, istnieje zagrożenie, że nie zdamy sobie sprawy z tego, jak wielki i piękny jest dar, który sami otrzymaliśmy. Dary Pana są zawsze bardzo osobiste. By oddać tę personalizację daru, czyli ten bardzo osobisty charakter darów Pana, ewangelista Mateusz mówi o pięciu, dwóch talentach i o jednym talencie. I to nie ilość jest tu ważna! Tu istotne jest uświadomienie sobie, że każdy z nas otrzymał dar spersonalizowany, dar bardzo osobisty. Jeden otrzymał dar bycia mężczyzną, a inna dar bycia kobietą. Ktoś otrzymał dar, że urodził się w Polsce, a inny, że urodził się w Rzymie. To jest dar! To, że urodziliśmy się w tej, a nie innej rodzinie, jest darem! Jeśli mamy świadomość, że cali jesteśmy darem, to pierwszym tego spontanicznym przejawem winno być: Dziękuję Ci, Boże! Dziękuję za dar, którym mnie obdarzyłeś!. Świadomość daru prowadzi każdego z nas do dziękczynienia, do Eucharystii. Jeśli damy się ogarnąć tej potrzebie wewnętrznej, by zawsze mówić dziękuję, dziękuję, dziękuję, , nie będziemy tracić czasu na porównywanie się z innymi i na pytania, dlaczego temu dał pięć, innemu dwa, a jeszcze innemu jeden. Jeśli przyjmiemy z radością i wdzięcznością ten spersonalizowany, czyli bardzo osobisty dar, który otrzymaliśmy, wszystko stanie się pogodne i piękne. I już nie będziemy się bać chwili, w której Pan będzie oczekiwać zdania sprawy z darów, które otrzymaliśmy od Niego, które dał nam na początku życia.

Fragment, który słyszeliśmy w czasie Eucharystii, nie obejmował całej przypowieści. W odczytanym fragmencie słyszeliśmy jedynie o tych, którzy wiernie i z hojnością odpowiedzieli na dar otrzymany. Obaj usłyszeli słowa: Dobrze, sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w niewielu rzeczach, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana. Wiemy, że nasi święci biskupi, św. Jan Paweł II i bł. Wincenty, z pewnością należą do tych, którzy dobrze odpowiedzieli na dar otrzymany. Zostali nazwani sługami dobrymi i wiernymi. Wyrazem tego była kanonizacja czy beatyfikacja, oficjalne uznanie ich świętości. Jednak ta przypowieść ma również drugą część, drugą stronę. Jest to strona tego, który otrzymał dar, podobnie jak inni, dar spersonalizowany, a więc osobisty, dostosowany do niego samego, ale opanowały go dwa uczucia, które możemy zidentyfikować jako zazdrość wobec łaski okazanej komuś innemu, ale również jako strach przed panem, który dał mu prezent. Te dwa uczucia stają na przeszkodzie temu, by dar otrzymany przyniósł owoc. A Bóg nie będzie nas pytał, dlaczego nie byliśmy drugim Janem Pawłem II albo drugim Wincentym, jednym z pierwszych biskupów krakowskich. Bóg będzie od nas oczekiwać zdania sprawy po prostu z tego, czy byliśmy sobą ze wszystkim tym, co On dał właśnie nam, ze wszystkim tym, czym sami jesteśmy. Dlatego wydaje się, że ważnym przesłaniem dzisiejszej Ewangelii jest to, byśmy przyjęli siebie z naszymi darami i ograniczeniami. Jeśli będziemy strzec tych darów, zostaniemy nagrodzeni przez Pana. Spotka nas to, o czym ta ewangeliczna przypowieść mówi przy swoim końcu: Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma (Mt 25, 29). Jeśli będziemy strzec samych siebie (auto-strzec), akceptując siebie z radością w naszej cielesności, w naszej fizyczności, w naszej płciowości męskiej czy żeńskiej, w naszej uczuciowości mniej czy bardziej rozwiniętej, w naszej inteligencji, ale też w wielkim darze naszej wiary, wówczas bądźmy spokojni, ponieważ Pan obdarzy nas stokrotnie tym, czym nas już obdarzył dając nam życie. To jest przesłanie, które otrzymałem z lektury tej Ewangelii, zaproponowanej mi przez ks. Krzysztofa, a którą daje liturgia w dniu święta bł. Wincentego, i to jest przesłanie, którym chciałem podzielić się z wami.

Innocenzo Gargano OSB Cam.

---------------------------------------------------------------------

Strzeż słowa Bożego w sercu jak Maryja i będziesz błogosławioną!
homilia - sobota 27. tygodnia okresu zwykłego (rok I), 10 października 2015 r.
Jl 4, 12-21; Ps 97, 1-2.5-6.11-12; Łk 11, 27-28

Odczytany przed chwilą fragment Ewangelii wg św. Łukasza jest bardzo krótki (Łk 11, 27-28), ale bardzo intensywny, a nade wszystko jest bardzo odpowiedni dla tego typu rekolekcji, które tutaj wspólnie przeżywamy. Jezus objawił się ludowi z całym potencjałem swojego słowa pełnego mocy, co w języku greckim wyrażone jest słowem „eksousia”, czyli „władza, moc”. Jezus mówił inaczej niż mówiło wielu innych współczesnych Mu mistrzów, ale też inaczej niż my mówimy. Jezus bowiem w wypowiadanym słowie przekazywał swoje życie, i to Jego życie nikogo nie mogło zostawić obojętnym. Stąd zdumienie wyrażone przez tę kobietę z tłumu nie było niczym innym, jak stwierdzeniem wszystkich, całego tłumu. Wielu zadawało sobie pytanie, skąd On ma tę mądrość (Mk 6, 2). Jego rodacy twierdzili, że znają Jego ojca i matkę, kuzynów i kuzynki…, że widzieli, jak wzrastał wśród nich jako dziecko. Pytali, skąd Jego słowo jest inne niż słowo wszystkich innych? I nie umieli odpowiedzieć (Mk 6, 2-3; Mt 13, 55-56; Łk 4, 22).

Niektórzy twierdzą, że Jezus jako Syn Boży miał wiedzę wlaną. Tymczasem historycy wyjaśniają, że Jezus wzrastał jak wszystkie inne dzieci, wzrastał oczywiście fizycznie, ale wzrastał również w swojej kulturze, jak dorasta każde dziecko, nastolatek, młodzieniec… Zakłada się, że wzrastał doświadczając wszystkich tych wstrząsów, jakich doświadcza dojrzewający człowiek. Bo inaczej nie mógłby być człowiekiem, jak wszyscy inni. Wzrastał więc też w wiedzy. Niektórzy uczeni doszli nawet do tego, że wskazywali księgi, jakie Jezus miałby przeczytać. To może się wydawać bardzo dziwne, szczególnie nam, którzy byliśmy przyzwyczajeni do patrzenia na Jezusa jedynie jako na mądrość Bożą ze wszystkim, co to mogło oznaczać.

Niektórzy uważają, że Jezus miał szczęście jako że miał krewnych związanych ze stanem kapłańskim, jako że miał szczególną przyjaźń z Janem Chrzcicielem, który jako syn kapłana, Zachariasza, z pewnością miał kulturę wyższą od wszystkich innych. Wydaje się, że Jezus mógł uczęszczać do wspólnoty Janowej przez kilka czy kilkanaście lat. Po skończeniu przez Jezusa dwunastu lat w kanonicznych Ewangeliach tracimy po Nim ślad. I tutaj powstaje z pewnością przestrzeń na wielką fantazję. Pomyślcie o tzw. ewangeliach apokryficznych, które wypełniają tę wielką lukę w biografii Jezusa. Także wielu świętych i wiele świętych akcentowało wielką pokorę Jezusa przebywającego przez trzydzieści lat w Nazarecie. Wszyscy jesteśmy pod wrażeniem pokory Jezusa pracującego w warsztacie swojego ojca. Pomyślcie o wielkich duchowych intuicjach, jakie Jezus miał; intuicjach pochodzących z życia codziennego i pracy w warsztacie w Nazarecie. Uczeni natomiast bardzo relatywizują te wyobrażenia apokryfów czy świętych, w których przywiązuje się dużą wagę do tak rodzinnego obrazu życia Jezusa. W rzeczywistości wydaje się, że Jezus bardzo wcześnie, może właśnie po ukończeniu dwunastu lat, wszedł do szkoły Jana Chrzciciela, korzystając z mądrości, jaką mógł mieć Jan Chrzciciela jako syn kapłana i dając się kierować pouczeniom Jana Chrzciciela, który był nieco starszy od Niego, ale z pewnością otrzymał w dzieciństwie dużo większy przekaz kultury niż Jezus.

Czytając Ewangelię spotykamy Jezusa w wieku lat trzydziestu w Nazarecie jako budzącego wielkie zdumienie swoich rodaków mądrością, którą ujawniał, a którą nabył w czasie wszystkich lat życia ukrytego nie tyle w warsztacie Józefa, ale na pustyni we wspólnocie Jana Chrzciciela. Jezus jednak we wspólnocie Jana Chrzciciela miał możliwość zrozumienia, że nie był on dokładnie tym, czego się od niego spodziewano. Jan Chrzciciel czytał bowiem księgi Izraela, które nazywamy Starym Testamentem, w perspektywie zbyt sztywnej i surowej, zbyt naznaczonej rygorystyczną ascezą. Tak wychowany do życia osobistego własnego i bliskich nie był w stanie ukazać prymatu miłości i miłosierdzia, który jest właściwy dla Boga Izraela. Raczej sprawiał wrażenie, że Bóg jest bardzo wymagający, że jest jak sędzia, że jest silnie uwarunkowany prawnie i że jest bardzo zatroskany o to, by karać,… karać tych, którzy popełnili błąd. Jezus „zerwał” z Janem Chrzcicielem i stawił się w synagodze w Nazarecie, by ogłosić rok łaski od Pana, rok miłosierdzia, rok przebaczenia, rok uwolnienia więźniów z więzienia, rok przywracania wzroku ociemniałym, rok przywracania słuchu głuchym i zdolności chodzenia chromym, a przede wszystkim rok miłosierdzia Pana (por. Łk 4, 18-19). On czuł się różny od Jana Chrzciciela i posłany po to, aby nie gasić knotka o gasnącym płomyku (por. Mt 12, 20; Iz 42, 3), aby podać rękę temu, kto nie mógł sam chodzić, aby zrozumieć tego, kto się pomylił i ukazać mu, że Bóg jest w stanie rozpocząć w nim i z nim nowe życie.

W ten sposób zaczynamy lepiej rozumieć, dlaczego słowo Jezusa budziło taki entuzjazm. Kobieta spośród tłumu jest tak rozentuzjazmowana, słysząc słowa pełne miłości i miłosierdzia, i odpuszczenia grzechów, że nie może się powstrzymać od wołania: „Jakie to piękne! Jakie to piękne!… Błogosławiona mama, która dała ci życie! Błogosławione piersi, które ssałeś! Piękna jest mama, która dawała ci mleko!”. Ta kobieta była Jezusem zachwycona, ale przede wszystkim była zachwycona Jego mamą. A Jezus pozwala jej mówić. Jest zadowolony, że ona chwali Jego mamę. Któż z nas nie był z tego zadowolony! Ale Jezus chce wskazać jej i nam nową drogę. Chce ukazać tym, którzy Go słuchali, czego muszą się uczyć właśnie od Jego mamy!

Co zrobiła Maryja? Ona przyjęła słowo od anioła, dała je sobie wyjaśnić za pomocą odniesień do Starego Testamentu, aby je lepiej zrozumieć, a później pozwoliła, by słowo, które otrzymała, weszło w jej życie. Pozwoliła, by to słowo weszło w jej życie nawet fizycznie, dlatego poczęła słowo pochodzące bezpośrednio od Boga i strzegła Go z największą troską. Termin, którego dzisiejszym fragmencie używa św. Łukasz, to grecki czasownik „fylassein”. Jest on złożony z tego samego rdzenia, który posiada słowo „straż zbrojna” (gr. „fylake” - np. Łk 11, 28; Łk 2, 8). Maryja więc przyjęła Słowo i strzegła Go tak, jak zbrojna straż strzeże skarbca. Na innych stronicach Ewangelii św. Łukasz używa również innego terminu. Maryja nie tylko strzegła słowa, tak jak zbrojna straż strzeże skarbca, ale otoczyła je troską. Inny czasownik użyty przez św. Łukasza brzmi „terein”, od którego później utworzono imię „Teresa” (ile świętych o tym imieniu mamy w historii Kościoła). Czasownik „terein” oznacza troskę i opiekę, jaką matka otacza dziecko w swoim łonie, wskazuje na delikatność, z jaką matka je pieści głaszcząc je, gdy dziecko poczęte wzrasta w jej łonie. Za słowem „terein” kryje się troska, delikatność, ale także wzruszenie. A potem jest w Ewangelii jeszcze inny termin, którego używa św. Łukasz. To jest czasownik „symballein”, który my tłumaczymy jako zestawiać słowa ze sobą, wrzucać słowa do serca, a później codziennie je weryfikować. Maryja konfrontowała ze sobą słowa i konfrontowała się ze słowem, które nosiła w swoim sercu. Starała się odczuć jego „ultradźwięki”, żeby nic nie zabrakło temu dziecku, które wzrasta. A równocześnie sama angażowała się bardzo osobiście w słowo, które w niej wzrastało i ono stawało się dla niej coraz jaśniejsze. I dzięki temu mogła coraz mocniej zrozumieć osobiste powołanie, które dzieliła ze swoim dzieckiem. I wreszcie, gdy słowo przyjęte i strzeżone miało dziewięć miesięcy, wydała je na świat tak, jak wydaje się na świat dziecko. Zrodziła słowo stawiając je przed sobą jako konkretne dziecko, jak stawia się przed sobą dziecko. To było jej dziecko - Jezus!

Odpowiedź, jaką daje Jezus rozentuzjazmowanej kobiecie z tłumu jest bardzo prosta: „Ty jesteś tą mamą, dzięki słowu, które i do ciebie skierował Pan! Również tobie dano dar, by słowo otrzymać i zrozumieć. Strzeż więc go dobrze! Nie pozwól, by inne troski wydarły ci to słowo! Nie pozwól, by to słowo w tobie miało wzrastać razem z innymi pragnieniami mniej czy bardziej pięknymi, jakie nosisz w sobie! Zrób miejsce temu słowu! Pozwól mu wzrastać w tobie! Konfrontuj się ze słowem! A gdy nadejdzie właściwy moment z radością wydaj to słowo na świat, by ogłosić je światu, a więc by ogłosić je dalekim i bliskim, bo to jest jedyne słowo, które zbawia; jedyne słowo, które przywraca życie, które napełnia radością i szczęściem! Pozwól, by ono rozbrzmiało w tobie oraz by rozbrzmiało wokół ciebie! Pozwól, by stało się źródłem wielkiego szczęścia i miłości, i wolności dla wszystkich! I wtedy będziesz błogosławiona!”.

Innocenzo Gargano OSB Cam.

---------------------------------------------------------------------

………
homilia - 28. Niedziela Zwykła (rok B), 11 października 2015 r.
Mdr 7, 7-11; Ps 90, 12-17; Hbr 4, 12-13; Mk 10, 17-30

[udostępnimy w miarę możliwości].

………

---------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------
w tekstach spisanych z nagrania na żywo homilii,
zachowano styl języka mówionego;
korzystamy z tłumaczenia na żywo D. Piekarz
(red.)
---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl