O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Relacje a potrzeba stawiania granic 2-4 października 2015 ...


Relacje a potrzeba stawiania granic
Szkoła Kierownictwa Duchowego
2-4 października 2015

  

  

W dniach 2-4 października 2015 roku w ramach Szkoły Kierownictwa Duchowego odbyła się sesja formacyjna „Relacje a potrzeba stawiania granic”. Spotkanie prowadził Mateusz Roman Hinc OFM Cap. - psycholog, psychoterapeuta, wykładowca psychologii, zaangażowany głównie w psychoterapię osób duchownych. Przed dwoma laty prowadził w naszym domu spotkanie „Kryzys a pokój serca” (22-24 II 2013). Materiały z obu spotkań są dostępne w formie nagrań, z pierwszego - także w wersji drukowanej: „Zeszyty Formacji Duchowej” nr 62.


Mateusz R. Hinc OFMCap. w czasie sesji „Relacje a potrzeba stawiania granic” (2 X 2015)

Szczególną trudność w relacjach międzyludzkich stanowią granice: nie wszystko mi wolno w relacji i nie wszystko jest dopuszczalne w kontakcie ze mną ze strony innych. Ta sesja ma uwrażliwić na wagę umiejętnego stawiania granic i nauczyć nas stawiania granic w odpowiednim miejscu i odpowiednim momencie. Oznacza to również zmierzenie się z kwestią asertywności, nie zawsze dobrze rozumianej i wykorzystywanej we wzajemnych relacjach.

  

TEKSTY HOMILII
wygłoszonych w czasie spotkania

---------------------------------------------------------------------

Z polecenia Bożego korzystam z niebiańskiej ochrony
homilia - wspomnienie świętych Aniołów Stróżów, 2 października 2015 r.
Wj 23, 20-23; Ps 91, 1-6.10-11; Mt 18, 1-5.10

Na frontonach wielu posesji, ich ogrodzeniach, bramach czy bramkach możemy spotkać tabliczkę z informacją, jaka firma ochroniarska chroni dany obiekt, daną posesję czy dom. My też mamy taką duchową tabliczkę z napisem: „osoba chroniona przez Anioła Stróża”. Tak jestem cenny, ważny, VIP-owski, że z Bożego polecenia korzystam z niebiańskiej ochrony. Jak czytaliśmy w dzisiejszym psalmie: „Bo rozkazał swoim aniołom, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach”. Tak jak tabliczki z nazwą firmy ochroniarskiej nie zawiesza się dla ozdoby, ale po to, aby odstraszała ewentualnych, potencjalnych przestępców, tak ta „duchowa” tabliczka informująca o tym, że strzeże mnie mój Anioł stróż ma dodawać mi otuchy w czasie konfrontacji z największym przestępcą, czyli ze złym duchem.

Za usługi firmy ochroniarskiej należy co miesiąc uiścić ustaloną w umowie kwotę, nawet wówczas gdyby w danym miesiącu nie doszło do żadnej fizycznej interwencji. W przypadku ochrony Anioła Stróża, człowiek płaci, niekiedy bardzo wielką cenę, za niekorzystanie z Jego usług, za lekceważenie Jego natchnień, słów czy samej jego osoby. Człowiek płaci nieraz wielką cenę za niekorzystanie z wsparcia Bożego pomocnika.

Modlimy się: „Zawsze przy mnie stój! Bądź mi zawsze ku pomocy!”. Dla mojego Anioła Stróża trwająca dyskusja na temat wieku emerytalnego nie ma żadnego znaczenia; jego ona nie dotyczy. On, chroniąc mnie, nie ma wakacji czy urlopu. Co więcej, to właśnie w tych okresach ma ze mną najwięcej kłopotów. W tych okresach musi najwięcej interweniować, kiedy człowiek, jak to mówimy, na wakacjach czy urlopie „sobie poluzuje”. On więc zawsze jest przy mnie, zawsze do mojej dyspozycji, zawsze ku mojej pomocy. To ja nie zawsze z tej Jego obecności i pomocy należycie i owocnie korzystam.

Ja proszę w modlitwie mojego Anioła Stróża: „Zawsze przy mnie stój!”, a ze swojej strony codziennie mnie prosi: „Ty też zawsze przy mnie stój! Otwieraj swoje serce i życie na moją pomoc!”. Modlimy się też: „Strzeż duszy i ciała mego, …”, dziś dodalibyśmy może także: „…i psychiki mojej”. Jego ochrona dotyczy więc całego mojego życia, we wszystkich jego wymiarach, na wszystkich jego poziomach. On pilnuje, aby między tymi wymiarami panowała w nas harmonia ustalona przez samego Stwórcę. Jego pomoc jest wielka. „Rano, wieczór, we dnie, w nocy” - to sformułowanie określa czas pracy mojego i naszych Aniołów Stróżów. Oni strzegą naszego serca i życia przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, bez przerwy.

Granice można przekroczyć na podstawie ważnego dowodu osobistego, paszportu czy paszportu z ważną wizą. Można też przekroczyć granicę nielegalnie, korzystając z usług jakichś firm przemytniczych. Przekroczenie tej granicy jest zawsze nielegalne i najczęściej bardzo opłakane w skutkach dla człowieka: przekroczenie granicy między dobrem a złem. Mój Anioł Stróż czyni wszystko, abym tego nie robił. Pomaga mi uporać się z diabelską propagandą, diabelską reklamą, czyli pokusami, które próbują mi ukazać krainę po drugiej stronie granicy, a więc krainę zła, w samych superlatywach, tak aby się wydawało, że tam gdzie panoszy się zło życie jest piękniejsze, ciekawsze i że dużo się tam dzieje; z drugiej strony, żeby się wydawało, że w Krainie Dobra jest nudno, że jest tu „sama nuda”, że na co dzień rzekomo nic, a zwłaszcza że nic ciekawego, się tu nie dzieje. Mój niebieskie opiekun pomaga mi nie dać się skusić i zdecydowanie odrzucać te diabelskie propozycję. Pomaga mi wypowiedzieć zdecydowane: „nie!”. Uczy mnie jak rozkochać się w dobru, nigdy się nim nie znudzić i coraz bardziej się w dobru zanurzać. Anioł Stróż przypomina mi, że zamiast szukać spełnienia za granicą, na terytorium zła, trzeba bym mocno zapuszczał korzenie w krainie tego, co dobre, co Boże i przez Boga błogosławione.

On ma też i takie zadanie i pragnienie, aby mnie - jak się do niego modlimy - doprowadzić do żywota wiecznego, gdzie razem z nim już na zawsze, na wieki, będę wpatrywał się w oblicze Ojca Niebieskiego. Nim to jednak nastąpi, mój duchowy opiekun, czyni wszystko, abym mądrze i dobrze przeżył żywot doczesny, to moje „tu i teraz”, abym nie dał się pokusom, abym już tu na ziemi w czasie modlitwy oczyma wiary wpatrywał się i oglądał Pana Boga, i z Nim budował mocną więź. Przyjaźń z moim duchowym opiekunem pomaga mi jeszcze w jednym: uwalnia mnie od rodzącej się nieraz w moim sercu wątpliwości, o której słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii, czy jestem wielki czy nie. Obecny wciąż przy mnie Anioł Stróż ciągle mi przypomina, że jestem wielki, że jestem ważny, że jestem wielki i ważny w oczach Bożych. Przypomina mi, bym trzymał ten Boży poziom i tego poziomu w życiu nie obniżał.

Ryszard Stankiewicz SDS

---------------------------------------------------------------------

Tata objawia prawdę dostosowując się do możliwości dziecka
homilia - sobota 26. tygodnia okresu zwykłego (rok I), 3 października 2015 r.
Ba 4, 5-12.27-29; Ps 69, 33-37; Łk 10, 17-24

W ostatnim czasie towarzyszy mi prawda ważna dla życia duchowego, a mianowicie, że Bóg zstępuje, a m możemy się z Nim spotkać, gdy jesteśmy „u siebie”. Bóg zstępuje, a o szatanie Jezus dziś mówi, że „z nieba spada”. Bóg z nieba zstępuje i jest to początek Jego ostatecznego zwycięstwa, bo potem wstąpi do nieba. Szatan „z nieba spada” i jest to obraz jego definitywnej klęski. Bóg z nieba zstępuje i to zstępowanie (z poprzedzającym go przygotowaniem) jest rozciągnięte w czasie. Całe wieki, cały Stary Testament, to czas przygotowania człowieka na pełnię objawienia się Boga, która dokona się w Jezusie, Synu Bożym, który stał się dzieckiem. Bóg przychodzi nie „jak błyskawica”, ale jak „Słońce wschodzące z wysoka” (Łk 1, 78). Wielu proroków i królów, ludzi ze świata religii i polityki, chciało Go zobaczyć i nie zobaczyło, i chciało Go usłyszeć i nie usłyszało. Dlaczego? - możnaby zapytać. Bo na tamtym etapie tego by nie znieśli. Jezus mówi dziś, że to kim jest Ojciec poznaje „ten, komu Syn zechce objawić”. To „zechce objawić” nie jest jakimś „widzi mi się”, ale jest decyzją Tego, który zna ograniczenia tych, do których mówi, choć ci, do których mówi tych swoich granic jeszcze nie znają. Tę bardzo cierpliwą w relacji do człowieka pedagogię Boga, pedagogię poznawania Boga i poznawania siebie samych, ujawni kiedyś Jezus w rozmowie z uczniami: „Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz /jeszcze/ znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy” (J 16, 12-13). Bóg nie opuszcza tych, którzy dziś nie są jeszcze zdolni usłyszeć i przyjąć prawdę, ale towarzyszy ich wzrastaniu, by gdy będą już do tego zdolni, objawić im ją. Ojciec uczyni to przez Syna albo Ducha Świętego w odpowiednim momencie.

Dziś słyszymy Jezusa, który na modlitwie - w rozmowie z Ojcem - ujawnia sposób, w jaki Bóg się objawia. Bóg objawia się „prostaczkom” (niewykształconym, dzieciom, małym dzieciom, niemowlętom - tak też bywa tłumaczone na język polski słowo gr. „nepioi”). Bóg objawia się dzieciom, jak Tata. A tata objawia dziecku całą swoją miłość zniżając się. Tata objawia całą swoją miłość dostosowując formę do możliwości poznawczych dziecka, gdyby wziąć tylko sferę intelektualną. Tata dobiera treści, które ujawnia, do poziomu rozwoju emocjonalnego dziecka, do jego zdolności pojmowania i przyjmowania. Bóg objawia całą miłość i objawia nam tyle, ile nas dziś nasyci i napełni, podnosząc nas, a nie przygniatając. „Divina eloquia cum legente crescunt” - mówił św. Grzegorz Wielki, papież. „Słowa Boże wzrastają wraz z tym, kto je czyta”.

Uczniowie wracający z działalności misyjnej uznają, że jako ludzie mają granice. Wyznają to dzieląc się z Jezusem: „Panie, przez wzgląd na Twoje imię,…”. Podkreślają to, że nawet złe duchy się im poddają dzieje się „przez wzgląd” na imię Jezusa, Pana. Jezus, któremu została dana „wszelka władza w niebie i na ziemi” (Mt 28, 18) potwierdza to: „Ja dałem wam władzę, której nie mieliście sami z siebie; władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, że nic wam nie zaszkodzi” (por. Łk 10, 19). Źródło tej władzy uczniów nie tkwi w nich samych, ale w imieniu Pana. Syn Boży podzielił się z uczniami częścią swojej władzy, która nie ma granic, ale źródło najgłębszej radości uczniów nie tkwi w posiadaniu potencjału władzy, ale w byciu obdarzonymi potencjałem miłości Ojca, który jest w niebie: „nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie” (Łk 10, 20). Jezus mówi i nam: „Cieszcie się z tego, że jesteście dziećmi Ojca, który jest w niebie”. Jako ksiądz słyszę dziś te słowa tak: „odkryj na nowo najgłębszą radość, radość bycia chrześcijaninem, radość bycia dzieckiem Ojca”. To słowo stawia mnie również wobec pytania, czy odkryłem i przeżywam głęboką radość bycia dzieckiem, człowiekiem, stworzeniem Boga, które ma granice, a więc potrzebuję umocnienia od Ojca. To słowo jest dla mnie i dla nas jak zaproszenie Jezusa: „nie uciekajcie od «być» do «mieć» czy od «być» do «robić», od uciekajcie od świata relacji do koncentracji jedynie na pracy czy posłudze”.

Jezus mówi: „widziałem szatana, spadającego z nieba”. Szatan jest stworzeniem, które nie uznało tego, że jest stworzeniem. Szatan nie uznał tego, że ma granice. Katechizm nam przypomina, że „moc Szatana nie jest [jednak] nieskończona. Jest on tylko stworzeniem; jest mocny, ponieważ jest czystym duchem, ale jednak stworzeniem” (KKK 395). Szatan, stworzony przez Boga jako dobry, sam uczynił się złym (por. KKK 391). Szatan jest niezdolny - sam siebie uczynił niezdolnym - do ucieszenia się, że jest „dzieckiem”; niezdolny do uznania, że ma granice i że jako „dziecko” potrzebuje miłości i jest miłowany. On chciał - można powiedzieć - „błyskawicznie” być „dorosły”. Chciał „błyskawicznie” być, jak Bóg. Był w niebie, ale upadł czy językiem dzisiejszej Ewangelii „spadł z nieba jak błyskawica”. A Bóg chce, byśmy dorastali, chce byśmy stawali się „dorosłymi”. Kościół uczy nas w katechizmie: „Słowo stało się ciałem, by uczynić nas «uczestnikami Boskiej natury» (2 P 1, 4). «Taka jest racja, dla której Słowo stało się człowiekiem, Syn Boży Synem Człowieczym: aby człowiek, jednocząc się ze Słowem i przyjmując w ten sposób synostwo Boże, stał się synem Bożym» [św. Ireneusz]. «Istotnie, Syn Boży stał się człowiekiem, aby nas uczynić Bogiem» [św. Atanazy]. (…) «Jednorodzony Syn Boży, chcąc nas uczynić uczestnikami swego Bóstwa, przyjął naszą naturę, aby stawszy się człowiekiem, uczynić ludzi bogami» [św. Tomasz z Akwinu]” (KKK 460).

Bóg zstępuje na ziemię, a szatan spada. Bóg jest zstępujący, a szatan spadający. Miłość zstępuje z prawdą na ziemię i czyni to stopniowo, a nienawistna pycha spada z prawdą i przygniata. Pokorna miłość zstępuje, by czynić prawdę, ale czyniąc prawdę podnosi małych albo upadających. Pycha spada z prawdą, by przygnieść. Duch Święty zstępuje, by ocienić i prowadzić; szatan spada jak błyskawica, by porazić i sprowadzić z drogi. To właśnie pycha Złego podpowiada, że aby spotkać Boga trzeba mieć poziom: być mądrym i rozumnym. Szatan, który otrzymał najwyższą inteligencję, kusi do tego, że poznanie Boga umożliwia tylko wysoki IQ. Tymczasem w Biblii „poznać” Boga, który jest Miłością, znaczy „doświadczyć” całym sobą Miłości.

Szatan był w niebie, ale „spadł” stamtąd. Jezus mówi nam, że najgłębsza radość ma źródło w tym, że nasze imiona „zapisane są w niebie”, a więc w sercu Boga Ojca. Św. Augustyn dyskutując kiedyś z jakimś przeciwnikiem Prawa i Proroków użył takiego określenia: „są w jakiś sposób zapisane w niebie imiona tych, którzy naśladują Pana, podczas zapisane na ziemi są imiona tych, którzy Go nie naśladują”. I przytaczył słowa Jeremiasza: „Nadziejo Izraela, Panie! Wszyscy, którzy Cię opuszczają, będą zawstydzeni. Ci, którzy oddalają się od Ciebie, będą zapisani na ziemi, bo opuścili źródło żywej wody, Pana” (Jr 17, 13). Szatan był w niebie, ale zrezygnował i oddalił się od źródła wody żywej, od Pana; dlatego też wysechł i upadł. My sami z siebie nie mamy źródła wody żywej. Źródło naszego życia jest w niebie. Tam zapisane są nasze imiona. Bądźmy więc jak dzieci, oczekujące wody żywej od Ojca, który chce nam jej chce dać. Nie udawajmy dorosłych i nie kopmy tu na ziemi studni z wodą, ale trwajmy przy Tym, który jest źródłem i który w swoim Synu, który zstąpił z nieba i stał się człowiekiem, w Jezusie Chrystusie chce nas obdarować wodą żywą.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

POLECAMY homilie z sesji 22-24 II 2013

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl