O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Rekolekcje Lectio Divina 25 kwietnia - 3 maja 2015 ...


Rekolekcje Lectio Divina
25 kwietnia - 3 maja 2015
etapy: I-III i Pogłębienie:
Imiona Jezusa w Ewangelii św. Jana

„Poznaj serce Boga w słowach Boga”
(św. Grzegorz Wielki)

W dniach 25 kwietnia - 3 maja 2015 r. przeżywaliśmy rekolekcje lectio divina. W rekolekcjach wzięło udział 90 osób, którym towarzyszyło dziewięcioro kierowników duchowych. W posługę towarzyszenia byli zaangażowani, oprócz duszpasterzy CFD, czterej kapłani (z archidiecezji gnieźnieńskiej i warszawskiej, salwatorianin i pallotyn) i siostra ze zgromadzenia sióstr od Aniołów. Uczestnicy modlili się słowem z Ewangelii wg św. Marka, Mateusza, Łukasza i Jana. Etap pogłębienia: „Imiona Jezusa w Ewangelii św. Jana” prowadził Kazimierz Stasiak SAC.

Dziękujemy za modlitwę w intencji
uczestników i prowadzących
oraz kierowników duchowych !

---------------------------------------------------------------------

 T E K S T Y   H O M I L I I
wygłoszonych w czasie rekolekcji

---------------------------------------------------------------------

Zanim poszli głosić Ewangelię, uważnie jej słuchali
homilia - święto św. Marka Ewangelisty, 25 kwietnia 2015 r.
1 P 5, 5b-14; Ps 89, 2-3.6-7.16-17; Mk 16, 15-20

Przeżywamy czas paschalny. Celebrujemy zwycięstwo Chrystusa nad grzechem, śmiercią i złym duchem. Pochylamy się nad orędziem paschalnym, rozważamy je, a w nim odnajdujemy słowa odnoszące się do grobu Pana Jezusa: „Nie ma Go tu, zmartwychwstał” (por. Mt 28, 6). Gdyby te słowa, pełne życia i radości, odnieść nie do grobu Jezusa, ale do naszego serca okazałyby się one pełnymi smutku i śmierci. Byłoby tak, gdyby ktoś w odniesieniu do naszego serc powiedział: „Nie ma Go tu”. Dlatego w czasie rekolekcji chcemy się przyjrzeć sercom i zapytać o obecność w nich Jezusa Chrystusa. Chcemy zapytać, czy Zmartwychwstały jest obecny w naszych sercach?, czy Jezus Chrystus w naszych sercach jest zadomowiony?, czy Jezus Zmartwychwstały naszymi sercami kieruje i codziennie, i stale w nich przebywa? To jest ważne również dla naszych bliźnich. Wyobraźmy sobie, że któryś z nich po wielu, wielu latach swoich poszukiwań zapukałby do naszego serca i że nawiązałby się następujący dialog: „Czego chcesz? Kogo szukasz?” - pytamy z wnętrza naszego serca. Na co pukający odpowiada: „Jezusa!” i słyszy nasze: „Pomyliłeś adres! Poszukaj gdzieindziej!”; a przecież powinien usłyszeć proste: „Zapraszam!”. Chcemy przyjrzeć się uważnie naszym sercom, by odnaleźć w nich Jezusa. Jeśli zaś jest w nich „słabo zadomowiony” albo ciągle musi o miejsce w nich prosić, a nawet o nie żebrać, zrobimy wszystko, aby miejsce sobie należne w naszych sercach otrzymał.

W dzisiejszej Ewangelii Pan posyła uczniów, aby głosili Ewangelię. Posyła ich na cały świat i do wszelkiego stworzenia. Ewangelia bowiem umacnia relacje nie tylko na linii: „Bóg - człowiek” i „człowiek - człowiek”, ale również na linii: „człowiek - stworzenie”. Nie byłoby trzeba pisać katalogów „praw” zwierząt ani tworzyć stowarzyszeń do obrony tych „praw”, gdyby wszyscy żyli Ewangelią. Gdyby wszyscy żyli Ewangelią, bezpieczne byłoby także stworzenie. Ale chciałbym zwrócić uwagę na inną sprawę. Zanim Pan powiedział: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16, 15), wcześniej uczniowie przez trzy lata uważnie tej Ewangelii słuchali. Przez trzy lata szeroko otwierali na nią swoje serca i napełniali te serca Ewangelią. A kiedy Pan uznał, że są dojrzali i gotowi, powiedział: „Idźcie i głoście!”. My w czasie rekolekcji chcemy słuchać Pana uważnie, chcemy słuchać Go całym sercem, chcemy słuchać słowa Bożego i nim się modlić, aby Bóg nas udoskonalił, utwierdził, umocnił i ugruntował (por. 1 P 5, 10).

W dzisiejszej Ewangelii jest też słowo, które jest przestrogą. Jest to słowo „Jedenastu”. Jest ono przestrogą, bo powinno być „Dwunastu”. Tymczasem jest „Jedenastu”, bo jeden z nich nie słuchał, słuchał nie uważnie, udawał, że słucha. Pogubił się w życiu, bo zgubił słowo Boże i zgubił relację z Panem Jezusem. Sprzedał Go za trzydzieści srebrników. My znamy przestrogę Jezusa: „Uważajcie więc, jak słuchacie” (Łk 8, 18) i nie chcemy się pogubić. Nie chcemy gubić słowa Bożego ani relacji z Tym, który to słowo do nas kieruje. Chcemy natomiast uważnie, głęboko i całym sercem słuchać Pana w czasie tych rekolekcji.

Ludzie zapisują się do przeróżnych grup czy stowarzyszeń albo udają się w różne miejsca, aby szukać mocnych wrażeń. Udają się tam wskutek przekonania, że tam właśnie dziać się będzie coś nadzwyczajnego. My - słyszymy o tym w Ewangelii - nie musimy się nigdzie zapisywać. Mamy to obiecane przez Pana: „Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą”. Nam jednak nawet nie tyle chodzi o te znaki nadzwyczajne, ale chcemy przez święte praktyki rekolekcyjne odkrywać zwyczajne znaki, które dzieją się w naszej codzienności. Pan mówi: „Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie”. Być może ktoś z nas jest obdarzony charyzmatem uzdrawiania, ale nasi chorzy potrzebują po prostu naszej opieki, naszej codziennej troski i miłości. I mamy być dla nich tym pierwszym, powszechnie dostępnym, skutecznym lekarstwem, którego nie określają limity Narodowego Funduszu Zdrowia. A to już będzie bardzo dużo!

Jezus mówi: „węże brać będą do rąk”. Być może nie będziemy musieli brać do rąk żadnych węży, ale ufamy, że to co weźmiemy do rąk będzie służyło naszym braciom i siostrom. Bo przecież można wziąć do rąk pióro i napisać nim piękny wiersz albo pochwałę, ale można też niestety posłużyć się nim pisząc paszkwil, można też niestety kogoś - jak to mówimy - „obsmarować”, można też niestety komuś zepsuć opinię. My nie chcemy nie tylko nikogo truć ani podtruwać, dosypując mu do pokarmu jakiejś trucizny, ale również nie chcemy „zatruwać życia” naszym bliźnim. A pewna siostra otrzymała kiedyś w prezencie encyklopedię, w której był dział „trucizny”. Po przeczytaniu tego działu na końcu dopisała nazwę jeszcze jednej „trucizny” wraz z wyjaśnieniem: „przełożona - truje życie wzdłuż i wszerz, od rana do wieczora, czy jest zdrowa czy jest chora”. Nie chcemy być trucizną dla nikogo, ale wprowadzać dobry smak do naszego życia.

Być może ani sami nie będziemy wyrzucać złych duchów ani też nie będziemy wspomagać w tym egzorcystów, ale my przynajmniej nie pozwolimy, żeby zły duch dostał się do naszego serca. Będziemy skutecznie modlitwą i postem bronić się przed jego pokusami i zasadzkami. Być może będziemy władać jednym czy drugim językiem obcym, ale nade wszystko dołożymy starań, by w naszym codziennym ojczystym języku było więcej dobroci i miłości oraz by przekazywać bliźnim jasne i konkretne komunikaty. Nie będziemy też naszego języka zanieczyszczać „podwórkową łaciną” ani innymi niezbyt wybrednymi słowami. Na końcu słyszymy, że Pan „potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły”, a jeszcze wcześniej, że „współdziałał z nimi”. Wysyłając uczniów na głoszenie Ewangelii, Jezus nie zostawił ich samych. Wysyłając ich nie pomachał im ręką zapominając o nich, ale poszedł razem z nimi. I tak kroczy ze swoimi uczniami do dziś. Jest pośród nas. Jezus mocą swej łaski poprzez słowo i sakramenty współdziała z nami w dziele głoszenia Ewangelii. On współdziała! Obyśmy my nigdy współdziałać z Nim nie zapomnieli!

Ryszard Stankiewicz SDS

---------------------------------------------------------------------

Troszczę się o własny interes czy o dobro „własnych” owiec?
homilia - IV Niedziela Wielkanocna (rok B), 26 kwietnia 2015 r.
1 P 5, 5b-14; Ps 89, 2-3.6-7.16-17; Mk 16, 15-20

Słowo, które poprowadzi nas w refleksji to „własne”, a zasadnicza myśl to: przejść od mentalności najemnika i skoncentrowania na własnym interesie do mentalności pasterza, do skupienia na życiowym interesie owiec przyjętych za „własne”.

„Izrael” to imię - występuje w pierwszym czytaniu - narodu, którego protoplastą był Jakub. On w czasie zmagania nad potokiem Jabbok usłyszał: „odtąd nie będziesz się zwał Jakub, lecz Izrael, bo walczyłeś z Bogiem i z ludźmi, i zwyciężyłeś” (Rdz 32, 29). Na czym polegało zwycięstwo Jakuba? Na tym, że uznał w głębi swego serca, że jest dzieckiem, że jako dziecko pragnie błogosławieństwa ojca, i że nie chce już kombinować po swojemu i podstępnie wykradać to błogosławieństwo; i dlatego prosi o nie z całą prostotą i z całą determinacją, na które stać tylko dziecko. Zmaganie, jakie toczył Jakub, jest również naszym zmaganiem. Św. Jan Apostoł przypomina nam dziś: „zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi” oraz „jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy” (1 J 3, 1-2). My, zranieni grzechem pierworodnym, zmagamy się z pokusą zdobywania szczęścia i wolności po swojemu, poza domem Ojca. Walczymy, jak starotestamentalny Jakub, by odkryć, że w domu Ojca jesteśmy w pełni wolni i szczęśliwi. Walczymy o to, by odkryć, że błogosławieni jesteśmy wówczas, gdy możemy powiedzieć tak, jak w akcie poświęcenia Najświętszemu Sercu Jezusa: „Twoją jesteśmy własnością i do Ciebie należeć chcemy”. Zmagamy się o dojrzałe człowieczeństwo, którego wyrazem jest wyznanie: „Ojcze, swoim jestem, gdy jestem z wyboru, całkowicie i bez reszty Twoim. Totus Tuus! Tota Tua!” (por. K. Wojtyła; T. Styczeń).

W dzisiejszej Ewangelii zatrzymało mnie słowo: „własne”. Nie ma go w tekście, który słyszeliśmy przed chwilą, ale jest w oryginale. Kto to jest najemnik? Słyszeliśmy, ze to ten, „do którego owce nie należą”, a Jakub Wujek odda to w swoim przekładzie bardziej dosłownie: „którego owce nie są własne”. Najemnik nie potrafi więc powiedzieć o owcach „moje”. W jego głowie jest słowo „owce”, ale w jego sercu i na jego ustach nie ma zaimka „moje”. Karol Wojtyła w utworze „Promieniowanie ojcostwa” napisał: „jest ciężar gatunkowy słów, słów nawet najmniejszych… Takim słowem jest słowo «moje» - tym słowem przyjmuję na własność, lecz zarazem oddaję siebie… MOJE DZIECKO! Moje dziecko! - «moje» to znaczy «własne»”. Słowo „moje” ma duży ciężar gatunkowy. Jak dobrze jest usłyszeć i nasycać się słowem „moje”, które jest w sercu i na ustach Jezusa: „Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają”. Słowo „moje dziecko”, które wypowiada do nas Ojciec niebieski, jest jak balsam na nasze głodne miłości serce. Słowo „moi bracia” i „moje siostry” w ustach Jezusa - On nie wstydzi się nazwać nas swymi braćmi i siostrami (zob. Hbr 2, 11) - jest jak balsam. Niestety tego balsamu brak najemnikowi i temu, kto nie jest pasterzem.

Co jednak oznacza słowo „własne” i wyrażenie „własne owce”? Z pomocą przychodzi nam Benedykt XVI, który wychodzi najpierw od znanych nam klimatów rodzinnych: „żaden człowiek nie «należy» do drugiego w taki sposób, jak należy do niego jakaś rzecz. Dzieci nie są «własnością» rodziców, współmałżonkowie nie są własnością jedno drugiego. Mimo to «należą» do siebie wzajemnie i to w sposób o wiele głębszy niż na przykład kawałek drewna czy ziemi, czy cokolwiek innego, co nazywane bywa «własnością». Dzieci «należą» do rodziców, a mimo to są wolnymi stworzeniami Boga i każde ma swoje powołanie, własną nowość i niepowtarzalność w oczach Bożych”. A więc owce, o których słyszymy w Ewangelii, należą do pasterza nie tak, jak należą do niego jakieś rzeczy. Benedykt XVI napisał „Dla rozbójnika, dla ideologów i dyktatorów, ludzie są tylko posiadaną przez nich rzeczą. Dla prawdziwego pasterza natomiast są one istotami wolnymi, otwartymi na poznanie i miłość. Pasterz jest ich właścicielem przez to właśnie, że je zna i miłuje, chce dla nich wolności opartej na prawdzie. (…) Dlatego nie używa ich jak rzeczy, lecz oddaje za nie życie” (zob. Jezus z Nazaretu. Cz 1: Od chrztu w Jordanie do Przemienienia, Kraków 2007, s. 235-237).

Sformułowania „moje owce”, „własne owce” czy „które do mnie należą” wyrażają relację odpowiedzialnej miłości. Nie dają natomiast prawa do zawłaszczania sobie „owiec”. Mamy „owce” traktować jak „własne”, ale nie przywłaszczać ich sobie! Pasterz pozostający w służbie Jezusa „nie powinien przywiązywać ludzi do siebie, do swojego małego «ja»…”. Ma prowadzić do Boga. „Nie może zatrzymywać przy sobie, musi zawsze prowadzić dalej, dopomagać drugiemu w odnalezieniu pełnej wolności” (Benedykt XVI, jw.). Zapytam siebie czy w moim słowniku są słówka: „własne”, „moje”? W odniesieniu do kogo/czego ich używam? O kim/czym mówię „moje”? Pytam siebie, czy rekolektanci są „moi” i co to dla mnie oznacza? Czy nie przywiązuję i nie zatrzymuję ludzi przy sobie?

I tu zaczyna się bardzo trudna część rozważania, bo skoro poruszyło mnie słowo „własne” („którego owce nie są własne”), to może powinienem rozważyć, czy przypadkiem nie jestem najemnikiem. Niech więc Pan nas oświeci, byśmy pojęli, kim są najemnicy i oczyści, byśmy nimi nie byli. Św. Augustyn mówi, cytując św. Pawła, że najemnicy „szukają własnego pożytku, a nie - Chrystusa Jezusa” (Flp 2, 21), co oznacza, że „nie kochają Chrystusa miłością bezinteresowną, nie szukają Boga ze względu na Niego samego; szukają przywilejów i korzyści doczesnych, są chciwi na pieniądze, ubiegają się o ziemskie zaszczyty”. Biskup z Hippony w jednej z homilii do Ewangelii św. Jana mówi coś, co może mocno zadziwić: „są potrzebni również najemnicy. Jest wielu, którzy w Kościele szukają korzyści materialnych, a jednak głoszą Chrystusa, i również poprzez nich można usłyszeć głos Chrystusa. Owce idą nie za najemnikiem, ale za głosem pasterza, który można usłyszeć za pośrednictwem najemnika”. I daje następującą radę: czyńcie to, co mówią, nie czyńcie tego, co robią (zob. Mt 32, 2).

Najemnik to ktoś, kto nie chce stracić pracy, która daje mu korzyści finansowe. I choć, jak zauważa św. Augustyn z pewnością szuka własnych korzyści, a nie chwały Bożej, to jednak ma na tyle wyczucia, że nie odważy się głosić takiej mentalności ludowi Chrystusa. Zła, które czyni, nie głosi z ambony. Powoduje szkodę, dlatego że czyni zło, ale głosi dobro. Św. Augustyn posługuje się pewnym obrazem, daje obrazową radę, a później ją wyjaśnia. Radzi: „weź kiść winogron, ale uważaj na ciernie”. Zdarza się bowiem - mówi - że gałązka z kiścią winogron, która wyrosła oczywiście z korzenia winorośli, oparła się jak na podpórce na gałązce krzaka cierniowego. Rosnąc pędy winorośli splotły się z gałązkami ciernia. Sama winorośl nie produkuje cierni, ale gałązka winorośli rozwijając się splotła się z gałązką krzaka cierniowego wspierając się na niej. Można zejść w dół i zobaczyć, że obie mają różne korzenie; zobaczyć, że ciernie wyrastają z jednego korzenia, a winorośl z innego. Św. Augustyn mówi, że dla uczonych w Piśmie i faryzeuszów katedra Mojżesza była winoroślą, a ich postępki były cierniami, że prawdziwa nauka przekazywana przez niegodnych ludzi była jak gałązka winorośli spleciona z gałęziami krzaka cierniowego. Radzi więc: „Chwytaj winogrona ostrożnie, aby nie skaleczyć ręki, podczas gdy usiłujesz zebrać owoce; i tak, słuchając dobrych rzeczy, które ktoś mówi, usiłuj nie naśladować złych rzeczy, które czyni. Czyńcie to, co mówią, to znaczy zrywajcie winogrona; nie czyńcie tego, co czynią, to znaczy, uważajcie na ciernie” (zob. Commento al Vangelo di San Giovanni, Omelia 46: Il buon Pastore e i mercenari - www.augustinus.it).

Ten obraz jest dla mnie bardzo konfrontujący. Przypomniał mi przypowieść o siewcy i los ziarna, które „padło między ciernie, a ciernie razem z nim wyrosły i zagłuszyły je” (Łk 8, 7). Jezus wyjaśnia, że oznacza ono „tych, którzy słuchają słowa, lecz potem odchodzą i przez troski, bogactwa i przyjemności życia bywają zagłuszeni i nie wydają owocu” (Łk 8, 14). A może jestem jak najemnik koncentrujący się na „własnym” pożytku, a nie na pożytku Jezusa Chrystusa? A może to ja chcę głosić dobrze, ale czynię źle? Może to ja w słowach chcę być wierny, ale w życiu jestem niewierny?. Może to ja daję winogrona, ale przy okazji ranię? Może to ja z łatwością ulegam własnym myślom czy troskom, teraźniejszym korzyściom, przyjemnościom czy namiętnościom? Proste zaproszenie, które dziś ma dla mnie Jezus, Dobry Pasterz, brzmi tak: owiń swoje życie, swoje jakoś tam owocujące gałązki, nie na gałązkach ciernia, ale na ramionach mojego Krzyża! Przytul się do Dobrego Pasterza w cierniowej koronie! Przytul się do Tego, który z miłości do ciebie stał się Barankiem i uwikłał się w raniący gąszcz cierni twojej własnej historii! Jezus mówi dziś do mnie: „bracie mój” i oczekuje, że zawołam: „O Jezu mój, o Zbawicielu mój!”. Ja, skupiony na sobie mały „salvator-ek”, jestem dziś zaproszony przez Jezusa do tego Jakubowego zmagania, by uznać Jezusa za jedynego Salvatora, jedynego Zbawiciela, jedynego Dobrego Pasterza, który dla mnie stał się Barankiem; by uznać, że potrzebuję oczyszczenia i zbawienia! Jestem zaproszony do przejścia od bycia menedżerem stada, skoncentrowanym na własnym pożytku czy własnym interesie do bycia pasterzem na wzór Pasterza skupionym na „życiowym interesie”, na pożytku owiec przyjętych za „własne”, żeby owce idąc za Jezusem, Dobrym Pasterzem, miały życie w obfitości, żeby otwarły się na życie pełne, na życie wieczne. Jestem zaproszony, by przestać opierać swoje życie na raniących cierniach, a oprzeć się na ramionach Krzyża, by dać się wszczepić w Krzyż, by dać się wszczepić w Ukrzyżowanego, z którego boku wypływają dla mnie i dla nas zbawcze krew i woda.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

Wschodzące Słońce rozgrzewa nasze zimne serca
homilia - wtorek IV tygodnia wielkanocnego, 28 kwietnia 2015 r.
Dz 11, 19-26; Ps 87, 1a.2-3a.4-7; J 10, 22-30

Słowo Boga wraca do nas jak wschodzące słońce. Uczestnicy rekolekcji, którzy przeżywają etap pogłębienia mogą wrócić do słowa, którym modlili się wczoraj. Spróbujmy wszyscy znaleźć się w miejscu, w którym jest Jezus, Żydzi i z pewnością również uczniowie Jezusa, czyli Jego owce. Warto przypomnieć, że św. Jan na taki „zwyczaj” w swojej Ewangelii, że umieszcza działalność Jezusa w rytmie świąt żydowskich. Dziś przywołuje jedno z tych świąt, a mianowicie uroczystość poświęcenia, odnowienia albo oczyszczenia świątyni. To święto nawiązuje do faktu opisanego w drugiej księdze Machabejskiej, kiedy pobożni Żydzi po oczyszczeniu sprofanowanej przez pogan świątyni mogli na nowo zapalić w niej ogień, przypominający także światło, którym jest Przedwieczny.

Św. Jan nieprzypadkowo podaje informację, że „było to w zimie”. Mówi to oczywiście dlatego, że święto to obchodzono w grudniu. Ale kiedy przeczytałem tę informację, kiedy usłyszałem to, jak w tekście brzmią te słowa, od razu przyszło mi na myśl jeszcze jedno ich znaczenie. Św. Jan w oryginale pisze krótko: „była zima”. Jezus przechadzał się w świątyni, w portyku Salomona. I „była zima” nie tylko na zewnątrz, ale - pojawiła się we mnie taka intuicja -, że „była zima” również w świątyni. Jezusowi „było zimno” w domu, który został zbudowany dla Jego Ojca. Jezusowi „było zimno”, ponieważ tam, w świątyni, są ludzie o zimnych sumieniach, o zimnych duszach, o zimnych sercach. W Jezusie przechadzającym się w świątyni objawia się ten sam Bóg, którego widzimy przechadzającego się w raju, także wówczas, gdy zrobiło się tam „zimno” po grzechu człowieka. Bóg jednak nadal jest ten sam: przychodzący, miłujący, kochający. To Bóg o ciepłym sercu, któremu żadna zima przeszkodzić nie może.

Jezus w świątyni cierpi, tak jak Bóg cierpiał wówczas w raju. Św. Jan jednym słowem nakreśla atmosferę tamtego dnia: „otoczyli Go”. Wyraźnie nawiązuje do tego samego słowa, które możemy znaleźć w psalmach, chociażby w psalmie 22, kiedy modli się cierpiący, że psy go „opadły” i że jest „osaczony” przez złoczyńców (Ps 22, 17). A była to ostatnia zima przed Męką, czyli przed tym, jak zostanie pochwycony i zabity. Jezus jest w świątyni, gdzie są zimne serca tych, którzy Go zaczepiają. Rozmawia z nimi i cierpi. Oni mówią: „dokąd będziesz nas trzymał w niepewności?”. W ten sposób sami ujawniają stan własnych sumień, własnych serc. W tekście greckim znajduje się tu mocne określenie: „dokąd będziesz rwał nasze dusze?”; a więc „ich dusze się rwią”, przeżywają męczarnie swoich dusz. Dlaczego coś takiego przeżywają? Przecież są w świątyni, którą ich ojcowie wybudowali Bogu Przedwiecznemu, przecież dumni są z tej odnowionej i poświęconej Bogu świątyni. Oni cierpią z tego powodu, że w tej właśnie świątyni mijają się z Bogiem, który jest tak blisko. Mijają się z Bogiem, który przychodzi do nich w Jezusie, swoim Synu. Mijają się z Nim, choć „ocierają się” o Niego! Trzymają zwoje świętych Pism w swoich rękach, czytają je, studiują, a mijają się z żywym Bogiem. Nie potrafią się spotkać z Jego Sercem. Jezus zaś nazywa po imieniu chorobę ich serca. Stawia jasną diagnozę, dlaczego ich dusze cierpią. Dwukrotnie powtarza: „nie wierzycie”.

U św. Jana Ewangelisty słowo „wierzyć” ma bardzo silne konotacje. Egzegeci zwracają uwagę na to, że w czwartej Ewangelii nie występuje ono nigdy jako rzeczownik. Zawsze występuje w formie czasownikowej, aby podkreślić dynamikę, bo wiara to wydarzenie. Wiara dotyczy relacji, dotyczy więzi. „Nie macie więzi ze Mną! Nie przylgnęliście do Mnie i dlatego wasze serca są zimne!” - mówi Jezus. „Dlaczego nie powiesz nam otwarcie?” - pytają Żydzi. Tymczasem On zawsze mówił do nich otwarcie, ale oni byli zamknięci. Jezus zawsze mówił z wolnością i otwarcie, ale oni nie potrafią rozmawiać z Nim w wolności. Nie potrafią usłyszeć bicia serca Syna Ojca, a to jest źródłem największego cierpienia. Wybudowali Bogu wielką i piękną świątynię, a w niej również piękne krużganki, ale teraz w tych krużgankach mijają się z Bogiem, który w nich się przechadza. Ta świątynia - my wiemy to także od Synoptyków - zostanie pusta: „Oto dom wasz zostanie pusty” (por. Łk 13, 35). Oni już to kiedyś, za proroka Ezechiela, przeżyli ten straszny widok, kiedy Bóg opuszczał swój dom, ponieważ w tym domu już nie był rozpoznawany i nie był czczony.

To święto poświęcenia, ta konsekracja świątyni, wydaje się nawiązywać również do innej konsekracji. To Jezus jest jedynym Konsekrowanym! To On jedynym Poświęconym! On odnowi świątynie dusz ludzkich, także tych, którzy Go odrzucą i zabiją! On przyszedł właśnie po to, aby Bóg mógł być i był czczony przede wszystkim w ludzkich sercach. Usłyszała to Samarytanka, że „nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca”, „kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie” (J 4, 21.23). A kiedy człowiek czci Boga w Duchu i prawdzie, wtedy również świątynie stają się ciepłe. Wtedy i Bogu jest „ciepło” w świątyni. Kiedy natomiast w duszy ludzkiej jest zimno i kiedy człowiek nie chce przylgnąć do Boga, wtedy wszystko - również to, co najpiękniejsze - jest zimne i puste.

Jezus mówi o nas jak o owcach. Wskazuje na owce, żeby nam wytłumaczyć, co to znaczy wierzyć. Wierzyć to znaczy najpierw słuchać, bo „wiara rodzi się z ze słuchania słowa Chrystusa” (por. Rz 10, 17). Pomyślmy, jak wielki dar otrzymaliśmy w tych dniach. Bóg przechadza się pośród nas w tej świątyni. Pomyślałem o tym chociażby wczoraj, gdy wszyscy trwaliśmy razem na adoracji Najświętszego Sakramentu w tej kaplicy. On wówczas przechadzał się między nami i cieszył się naszym słuchaniem. Cieszył się tym, że nasze serca są otwarte i że Go szukamy. I nie musimy się bać tego, że może się pojawić jakaś choroba naszej duszy czy serca. Jeśli ci zimno, wystarczy że otworzysz swoje serce! On wie, jak je rozgrzać! Nie ty je rozgrzejesz. Nie rozgrzejesz swojego serca ani swoimi myślami, ani swoimi postanowieniami. Tylko Jezus może rozgrzać twoje serce! On może uczynić silnymi twoje myśli i postanowienia, jeśli rodzić się one będą ze słuchania Jego słowa! Podziękujemy Mu za to, że możemy i teraz, w godzinie Eucharystii, być z Nim. On przechadza się między nami, jak czynił to kiedyś w portyku Salomona usytuowanym od strony wschodniej. To tam wyczekujemy wschodzącego Słońca, Jezusa Chrystusa! To dlatego przez wieki ludzie wierzący budując kościoły orientowali je, wyczekując nieustannie Tego, który przychodzi, jak wschodzące słońce. Także teraz, w tej godzinie, przychodzi do nas Słońce wschodzące z wysoka, aby rozgrzać nasze serca i nasze sumienia.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

„Biada wiedzy, która nie obróci się w miłość!”
homilia - piątek IV tygodnia wielkanocnego, 1 maja 2015 r.
Dz 13, 26-33; Ps 2, 6-11; J 14, 1-6

Kilkanaście dni temu usłyszałem w pierwszym programie Polskiego Radia rozmowę z reżyserem Lechem Majewskim. Zaintrygowała mnie ona, bo opisywał dzisiejszą rzeczywistość jako zagrożoną z wielu stron. Mówił o cywilizacji obrazkowej, o ogromnym natłoku informacji, wśród których trudno się dzisiejszemu człowiekowi odnaleźć. Mówił, że to wszystko sprawia jakąś ogromną powierzchowność życia i jednocześnie zagubienie dzisiejszego człowieka, zwłaszcza człowieka młodego. Pod koniec audycji prowadząca rozmowę zapytała o przesłanie, jakie chciałby skierować do młodych twórców. Odpowiedział: „Jak to powiem, to będzie szok, ale: rozmawiać z własną śmiercią”. I dodał: „wie Pani, my wszyscy boimy się śmierci, a to jest nasz najlepszy przyjaciel (…) Rozmowa z własną śmiercią pomaga w tym, że znajdujemy to, co najważniejsze”. Myślę, że to było bardzo ciekawe przesłanie, choć z pewnością mało chwytliwe medialnie.

Dlaczego o tym mówię? Po pierwsze dlatego, że są ludzie, którzy starają się zwracać nam uwagę na sprawy istotne, żebyśmy się mogli odnaleźć w dzisiejszym świecie. Po drugie dlatego, że dziś w Ewangelii Jezus mówi o swoim odejściu. Nieco wcześniej mówił: „Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale - jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię - dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie” (J 13, 33). Dla Jego uczniów nie jest to łatwe. Czują się zagubieni. Szymon Piotr, jak zawsze, jest gotów iść za Jezusem i nawet oddać swoje życie za Niego. Wiemy, jaki był dalszy ciąg jego historii. W dzisiejszej Ewangelii zaś Jezus odpowiada na niepokój uczniowskich serc i na ich zagubienie. Przychodzi do nich ze słowem umocnienia: „Niech się nie trwoży serce wasze” (J 14, 1). Chwilę później Jezus wypowiada pragnienie swojego serca: „pragnę, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Idę przecież przygotować wam miejsce” (por. J 14, 2-3). Możemy się oprzeć na tym mocnym Jezusowym „Ja jestem”. To „Ja jestem” powala na kolana tych, którzy przyjdą Jezusa aresztować w Ogrodzie Oliwnym (zob. J 18, 5-8). Na tym słowie można się oprzeć! To jest mocne słowo Tego, który naprawdę jest, a my jesteśmy dlatego, że On jest!

Uczniowie powoli będą dojrzewać do zrozumienia tych słów. Tomasz stawia Jezusowi pytanie o drogę: „nie wiemy dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?” (J 14, 5). A Jezus? Jezus nigdy nie daje teoretycznych odpowiedzi. Przypomnijmy sobie pierwsze spotkanie uczniów z Jezusem, opisane przez św. Jana. Oni pytali: „Rabbi, gdzie mieszkasz?” i usłyszeli: „Chodźcie, a zobaczycie”, i poszli, i od tej chwili pozostali razem z Nim (J 1, 38-39). Od tej pory stanowili z Nim wspólnotę, dzielili Jego los. A dziś Jezus odpowiada Tomaszowi: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem” (J 14, 6). Jeśli chcesz zobaczyć drogę, Tomaszu, to stań się ze Mną jedno! Przylgnij do Mnie! Przylgnij do mojego słowa! Zaufaj Mi! Trzeba nam więc iść z Jezusem w stronę Paschy, bo gdy przejdziemy przez bramę Paschy (Krzyża i Zmartwychwstania), może coś więcej zrozumiemy. W ten sposób słowo Jezusa będzie w nas dojrzewać. Od radości, od entuzjazmu i zachwytu, trzeba nam podążać dalej z Jezusem, by doświadczać Jego i swojej drogi równocześnie, by móc z spotkaniu ze Zmartwychwstałym Panem, jak Tomasz, wyznać: „Pan mój i Bóg mój!” (J 20, 28); by móc, jak ten, który życie swe chciał oddać za Jezusa, powiedzieć ze skruchą: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham” (J 21, 17). Taka jest droga stopniowego dojrzewania uczniów i nasza droga dojrzewania w czasie tych rekolekcji: mamy umiłować słowo, które w nas będzie dojrzewać do ewangelicznych postaw.

Zauważamy to dziś również słuchając czytania z Dziejów Apostolskich. Dla pierwszych wspólnot przyjmowanie słowa Bożego wcale nie było łatwe. W pierwszym czytaniu słyszeliśmy dalszy ciąg katechezy św. Pawła w Antiochii Pizydyjskiej. Jak św. Paweł wypowiadał te słowa? Wydaje się, że czynił to z wielkim przejęciem, skoro słuchacze zaprosili ich (Pawła i Barnabę), by przybyli do nich również za tydzień i głosili słowo. Niestety, po tygodniu reakcja słuchaczy była zupełnie inna: „wyrzucili ich ze swoich granic” (Dz 13, 50), chociaż św. Łukasz doda: „a poganie radowali się” (Dz 13, 48). Nie wystarczy bowiem słuchać słowa Bożego, choćby nie wiadomo jak płomiennie było ono głoszone. Założycielka Zgromadzenia Małych Sióstr Jezusa, s. Magdalena, mawiała do swoich sióstr: „Biada wiedzy, która nie obróci się w miłość!”. Z jednej strony tutaj, w czasie rekolekcji, słowo Boga nas dotyka i to bardzo, doświadczamy jakiegoś wielkiego poruszenia, a nawet entuzjazmu, a równocześnie mając przed oczami perspektywę codziennego życia z jakimś lękiem zastanawiamy się, na ile to słowo będzie obracać się w miłość! Jak to uczynić? Odpowiedzią, a równocześnie czymś, co stanowi swoisty klucz do zrozumienia całej dzisiejszej Liturgii Słowa, są dla mnie ostatnie słowa dzisiejszego fragmentu psalmu: „Służcie Panu z bojaźnią, ze drżeniem całujcie Mu stopy” (Ps 2, 11). Jak całować stopy naszego Zbawiciela? Może tak, jak czynimy to tu trwając przed Świętą Obecnością, tak pokorną, w tej odrobinie Świętego Chleba! Mamy całować Jego stopy! Mamy trwać, wielbić, dziękować i błagać, żeby to, co jest w naszej głowie, kiedy wrócimy do codziennych obowiązków i zadań wynikających z naszego powołania, obracało się w miłość w konkretach tego naszego życia. Prośmy o to! Otwarte włócznią Serce Jezusa woła z Krzyża i zaprasza, abyśmy z odwagą przychodzili do Niego i składali w Jego Sercu to, czym żyją nasze serca i co składa się na nasze życie.

I jeszcze jedno słowo, tym razem w kierunku Maryi, bo dziś rozpoczynamy nabożeństwa majowe. Mam w ręku książkę zawierającą krótkie wypowiedzi bł. Matki Teresy z Kalkuty przypisane na poszczególne dni miesiąca. Pod dzisiejszą datą czytam: „jest bardzo ważne, abyśmy głęboką miłością darzyli Matkę Bożą. To Ona przecież uczyła Jezusa chodzić, modlić się, myć się, wykonywać te wszystkie czynności, dzięki którym nasze ludzkie życie jest takie piękne. Musiała to spełniać i podobnie jest teraz. Zawsze chętnie przyjdzie nam z pomocą. Nauczy nas, w jaki sposób możemy stać się wszystkim tylko dla Jezusa, w jaki sposób pokochać tylko Jezusa, w jaki sposób się do Niego zbliżyć, i zobaczyć Go, i służyć Mu, gdy On przemienia się w cierpiącego biedaka”. Prośmy pokornie Maryję, tak jak dzieci proszą swoją Matkę! Korzystając z różnorodnych wezwań litanijnych wołajmy do Niej i prośmy, by to co tutaj w tych dniach się dokonało rzeczywiście obracało się w miłość, w bardzo konkretną miłość w realiach naszego codziennego życia.

ks. Tadeusz Huk

---------------------------------------------------------------------

  

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl