O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Rekolekcje Lectio Divina 2-10 grudnia 2015 ...


Rekolekcje Lectio Divina
2-10 grudnia 2015
etapy: I-IV

 

W dniach 2-10 grudnia 2015 r. przeżywaliśmy rekolekcje lectio divina. W rekolekcjach wzięły udział 82 osoby, którym towarzyszyło dziewięcioro kierowników duchowych. W posługę towarzyszenia byli zaangażowani czterej duszpasterze CFD, dwaj kapłani zakonni (salwatorianin i jezuita), siostra zakonna (urszulanka Unii Rzymskiej) oraz dwie osoby świeckie. Uczestnicy modlili się słowem Bożym z czterech Ewangelii (etapy I, II, III i -IV).

W trakcie rekolekcji, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny w łączności z Kościołem, łączyliśmy się ze całym Kościołem przeżywającym rozpoczęcie Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia. Pragniemy wziąć sobie do serca słowa papieża Franciszka:

„Chcemy żyć w tym Roku Jubileuszowym w świetle słowa Pana: MIŁOSIERNI JAK OJCIEC. (...) Abyśmy byli zdolni do miłosierdzia, musimy najpierw wsłuchać się w Słowo Boże. To oznacza, że trzeba odkryć na nowo wartość ciszy, aby móc medytować nad słowem, które jest do nas zwrócone. W ten sposób możliwa jest kontemplacja miłosierdzia Boga i przyjęcie go jako własnego stylu życia”. 

Misericordiae Vultus, 13

---------------------------------------------------------------------

Dziękujemy za modlitwę w intencji
uczestników i prowadzących
oraz kierowników duchowych !

---------------------------------------------------------------------

 T E K S T Y   H O M I L I I
wygłoszonych w czasie rekolekcji

---------------------------------------------------------------------

Nie odwalaj budowlanej fuszerki! Buduj na słowie Bożym!
homilia - czwartek pierwszego tygodnia Adwentu, 3 grudnia 2015 r.
Iz 26, 1-6; Ps 118, 1.8-9.19-21.25-27a; Mt 7, 21.24-27

Na budowach jest pokusa, aby budować szybko i tanio, z pominięciem restrykcyjnych norm budowlanych. W efekcie na placach pojawiają się bardzo szybko domy czy mieszkania. W efekcie również do tych szybko wybudowanych nowych domów czy mieszkań szybko mogą się wprowadzić lokatorzy, często płacąc za taką możliwość duże pieniądze. Jednak zwykle również bardzo szybko wychodzą na jaw liczne niedociągnięcia, defekty czy zaniedbania, których w czasie budowy dopuścili się nierozważni budowlańcy. Tak wybudowany dom czy mieszkanie stają się przysłowiową „skarbonką bez dna”, do której trzeba ciągle dokładać, usuwając ujawniające się z upływem czasu usterki. I to byłoby jeszcze nic, ale gorzej, gdy taki dom czy mieszkanie trzeba opuścić, wyprowadzić się, bo stanowi zagrożenie dla zdrowia, a nawet dla życia lokatorów.

Moi drodzy, jest taka budowa, która nie znosi pośpiechu. Nie znosi ona oszczędzania na materiałach budowlanych; te muszą być najlepszej jakości. Nie znosi też braku precyzji w czasie samej budowy. Chodzi o budowę domu naszego życia, budowę trwającą lata, trwającą do końca tegoż życia. Również na tej budowie wszelki usterki ujawniają się bardzo szybko. W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus uwrażliwia nas, abyśmy dbali o budulec i o fundament naszej budowli. Uwrażliwia nas na materiał, z którego i fundament, na którym budujemy dom naszego życia. Uwrażliwia nas na słowo Boże i wierność temu słowu w naszym życiu. Oczywiście nie chodzi tu o to, aby sobie kupić jak najwięcej egzemplarzy Pisma świętego, w różnych tłumaczeniach czy językach, w tym oryginalnych, i postawić na półce, i… to załatwi sprawę. Taką postawę możnaby określić mianem kolekcjonowania Pisma Świętego. Tu wystarczy jeden egzemplarz Biblii, który będzie systematycznie, czyli codziennie, otwierany, czytany, przemodlony i wprowadzany w życie.

Pan Bóg mówi do mnie codziennie, a ja staram się również codziennie Mu odpowiadać. Raz czynię to lepiej, innym razem - gorzej. Możemy ufać, że z upływem czasu będzie można powiedzieć, że z dnia na dzień moje odpowiedzi są coraz lepsze, coraz bardziej przemodlone i przemyślane, i dlatego coraz trafniejsze. Wierność słowu Bożemu owocuje tym, że także różne sprawdziany, które od czasu do czasu organizuje nam życie, sprawdziany w postaci różnych zawieruch czy burz, zdaję dobrze i coraz lepiej. Właśnie dzięki temu, że jestem w stałym dialogu z Panem zdaję je dobrze. Niekiedy bywam po takim sprawdzianie poobijany czy poturbowany, ale zawsze w całości; nigdy nie zostaję zatopiony, ale zawsze pozostaję na powierzchni. Tymczasem, okazuje się, że ci, którzy próbowali budować szybko i tanio, którzy próbowali budować na piasku, czyli kruchości ludzkich słów, muszą zaczynać od nowa, bo doświadczyli kolejnej życiowej ruiny. To smutny widok, jeżeli takiego kogoś mam obok siebie, kto traci wszystko. Ale tak naprawdę to on tracił już wcześniej, gdy budował swój dom tak nieodpowiedzialnie, byle jak, w pośpiechu.

Rekolekcje to piękny czas budowania domu naszego życia. To także czas bardzo intensywnego dialogu z Panem Bogiem. Jednak także w czasie rekolekcji, czyli tego niezwykłego budowania, doświadczamy wiele pokus. Wśród nich jest pokusa, aby budować dom naszego życia na piasku rekolekcyjnej niewierności czy nieuczciwości w różnych ich aspektach: może to być cisza lub inne zasady, które tutaj przyjmujemy. Drogi bracie i droga siostro! Tak budując może nawet uda ci się zbudować coś zewnętrznie pięknego, co jednak przetrwa jedynie do pierwszej życiowej burzy, która ujawni tę odwaloną w czasie rekolekcji budowlaną fuszerkę. A nawet nie trzeba będzie do tego wielkiej burzy, bo wystarczy jedynie lekki podmuch życiowych przeciwności i będzie „wielkie bum”, i będzie jedna wielka ruina.

Drogi bracie i siostro, nieraz praca z tym Bożym budulcem bywa ciężka. Czasem zwyczajnie się nam nic nie chce. Jeśli więc masz chandrę, to kup sobie lub pożycz z najbliższego przedszkola wiaderko i łopatkę. I pobaw się piaskiem czy w piasku, poprzerzucaj sobie trochę piasku albo zrób z piasku babki. Na piasku jednak nie buduj swego życia! I odwrotnie, nigdy, ale to nigdy nie baw się słowem Bożym! Na słowie Bożym buduj dom życia! Czyń tak również w czasie rekolekcji! No chyba, że lubisz chodzić w życiu z tabliczką: „Uwaga! Niebezpieczeństwo! Budynek grozi zawaleniem!”. Ruiny starych zamków są jakąś turystyczną atrakcją. Ruiny twego życia nie są żadną atrakcją. Buduj więc solidnie! I tu nie chodzi o to, żebyś zacisnął zęby i jakoś wytrzymał te osiem dni rekolekcji. Tu, w czasie rekolekcji, nie chodzi o zaciskanie zębów, ale o otwieranie serca i to otwieranie go bardzo szeroko. Buduj więc solidnie! Buduj na skale wierności słowu Pana, aby po kolejnej życiowej burzy czy zawierusze twoi sąsiedzi patrząc na budynek twojego życia mogli powiedzieć „Popatrz, nie runął!” i dodać „Bo na skale był utwierdzony!”.

Ryszard Stankiewicz SDS

---------------------------------------------------------------------

„Dwaj niewidomi” - dotknięci tą samą słabością, a tak różni
homilia - piątek pierwszego tygodnia Adwentu, 4 grudnia 2015 r.
Iz 29, 17-24; Ps 27, 1.4.13-14; Mt 9, 27-31

„Gdy Jezus przechodził, szli za Nim dwaj niewidomi…”. Dwaj niewidomi. Nie jeden, ale „dwaj”. Czuję się zaproszony, aby zatrzymać się - również razem z wami - właśnie przy tej informacji: nie jeden, ale „dwaj”. Św. Mateusz, inaczej niż święci Marek i Łukasz, opowiadając Ewangelię, zwraca uwagę, że było ich dwóch. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w jeszcze co najmniej dwóch miejscach. Wg Mateusza w kraju Gadareńczyków Jezus uwolnił od złego ducha dwóch opętanych (wg Mk i Łk - jednego), a kiedy wychodził z Jerycha uzdrowił dwóch niewidomych (wg Mk i Łk - jednego, który wg Mk miał na imię Bartymeusz). Pytam więc, o co chodziło ewangeliście Mateuszowi, kiedy wspomina o dwóch niewidomych? A przede wszystkim zadaję sobie pytanie, co Jezus chce mi/nam dziś powiedzieć przez słowo „dwaj niewidomi”?

Św. Augustyn napisał dzieło „O zgodności Ewangelistów”. Zaproponował w nim takie rozwiązanie w odniesieniu do dwóch opętanych. Stwierdził, że prawdopodobnie Jezus spotkał ich dwóch. Wg niego święci Marek i Łukasz wspominają tylko jednego opętanego, który był bardziej sławny i bardziej znany od drugiego, i którego uwolnienie od złego ducha rozeszło się szerszym echem czy miało większe reperkusje. Słuchając takiego wyjaśnienia biskupa z Hippony byłem wewnętrznie poruszony, a nawet zdenerwowany, bo niby dlaczego pomijać wzmiankę o uwolnieniu drugiego opętanego tylko dlatego, że jest on nie tak sławny czy nie tak znany, jak pierwszy. Może i św. Augustyn ma rację, ale ja w sercu dziękuję ewangeliście Mateuszowi, że opowiada o dwóch: o dwóch tak różnych opętanych, którzy cierpią razem mieszkając w grobach, a dziś opowiada nam o dwóch różnych niewidomych, którzy żebrzą razem o uzdrowienie. Bo nawet jeśli oni zgodnie wołają: „Ulituj się na nami, Synu Dawida”, są przecież inni, są niepowtarzalni. Bo każdy z nas również w przeżywaniu cierpienia jest niepowtarzalny i niekoniecznie dobrym rozwiązaniem jest tłumaczenie komuś, że ktoś inny cierpi podobnie albo że wielu cierpi bardziej niż ty.

Słowo „dwaj”, które medytuję, wywołuje z mojej pamięci to, że byli też „dwaj” niby zgodnie zeznający fałszywi świadkowie w czasie procesu Jezusa. Ewangelista Mateusz poda tę właśnie liczbę: „szukali fałszywego świadectwa przeciw Jezusowi, aby Go zgładzić. Lecz nie znaleźli, jakkolwiek występowało wielu fałszywych świadków. W końcu stanęli dwaj i zeznali: «On powiedział: Mogę zburzyć przybytek Boży i w ciągu trzech dni go odbudować»” (Mt 26, 59-61); a św. Marek doda tu komentarz: „Lecz i w tym ich świadectwo nie było zgodne” (Mk 14, 56.59). Zewnętrznie może i mówili to samo, ale ich fałsz to dwa światy. Proszę się nie obawiać, nie będziemy tu rozważać wszystkich fragmentów Ewangelii ze słowem „dwaj”. Sięgnijmy jeszcze do czwartej Ewangelii: „wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu…” (J 21, 3n). W realiach ekonomii czasem słyszymy o Europie „dwóch prędkości” czy Polsce „dwóch prędkości”. Z czymś podobnym, można tak powiedzieć, mamy do czynienia w życiu duchowym. Widzimy dwóch uczniów Jezusa i „dwie prędkości” dochodzenia przez nich do wiary, „dwie prędkości” ich życia duchowego. To jest dobra okazja, by przypomnieć o szanowaniu własnego rytmu życia duchowego. To jest dobra okazja, by przypomnieć myśl trapisty Michaela Caseya: „trwające całe życie obcowanie ze Słowem Boga to bardziej maraton niż sprint”. Oby komuś z nas przypadkiem nie wpadło do głowy bieganie trasy maratonu w tempie sprinterskim, bo nie tylko nie dotrzemy do mety, a w wyczerpania bardzo szybko upadaniemy.

„Dwaj niewidomi”. Z pomocą w zgłębianiu tego słowa w kontekście rekolekcji, jakie przeżywamy, przyszedł mi św. Chromacjusz z Akwilei, biskup żyjący na przełomie IV i V w. Twierdzi on: „według interpretacji alegorycznej dwaj ślepcy symbolizują dwa królestwa, które po śmierci Salomona powstały w wyniku podziału między Roboama, syna Salomona, a Jeroboama, sługę Salomona”. Dwaj ślepcy przypominają dramat jednego narodu żydowskiego podzielonego na dwa królestwa: południowe i północne. Biskup Akwilei mówi: „oba te ludy były ślepe ba skutek swojej wiarołomności…”. Miały Prawo i Proroków, ale „…jeszcze nie mogły na podstawie Prawa i Proroków dostrzec Prawdziwego Światła, Jednorodzonego Syna Bożego”. Św. Chromacjusz odnosi do tych dwóch ślepców, reprezentujących dwa królestwa, słowa św. Pawła: „Ale stępiały ich umysły. I tak aż do dnia dzisiejszego, gdy czytają Stare Przymierze, pozostaje /nad nimi/ ta sama zasłona, bo odsłania się ona w Chrystusie. I aż po dzień dzisiejszy, gdy czytają Mojżesza, zasłona spoczywa na ich sercach. A kiedy ktoś zwraca się do Pana, zasłona opada” (2 Kor 3, 14-16). A my jesteśmy tutaj, jak owi dwaj ślepcy. Przyjechaliśmy z północy i z południa, ze wschodu i zachodu. Jedni z nas na co dzień doświadczają bałwochwalstwa Północy, inni - powierzchowności religijnej Południa. Jedni żyją na terenach pogańskich czy misyjnych Wschodu, a inni - na potrzebujących nowej ewangelizacji terenach Zachodu. Wyrastaliśmy w tak różnych doświadczeniach rodzinnych. Żyjemy w tak różnych wspólnotach. Z tak różnych sytuacji tu przyjechaliśmy. Mamy Pismo Święte, ale kiedy po nie sięgamy, kiedy je czytamy i rozważamy, zauważamy, że na naszym sercu spoczywa jakaś zasłona uniemożliwiająca nam pełne poznanie Boga i samych siebie. Próbowałem sobie nazwać tę zasłonę, korzystając z tekstów ewangelicznych, którymi modlą się uczestnicy poszczególnych etapów. Jest to zasłona pracy czy pracoholizmu, która nie pozwala zauważyć przechodzącego Jezusa; zasłona nieuporządkowanych relacji czy przywiązań, które nie pozwalają pójść natychmiast za Jezusem (etap I). To zasłona zewnętrznej poprawności w relacji z Bogiem czy innymi ludźmi, zasłona „byle dobrze wypaść przed kierownikiem duchowym” (etap II). To zasłona gniewu czy szału, którym napełnieni, nie potrafimy widzieć ani Boga ani tego, co jest w nas pod tym gniewem (etap III). I wreszcie, to zasłona historii bolesnych życiowych relacji, które były udziałem Samarytanki, które niejako nie pozwalają nam mieć nadziei na przyszłość (etap IV). I wszyscy, jesteśmy zaproszeni, by jak owi dwaj niewidomi wołać wspólnie do Jezusa: „Ulituj się nad nami, Synu Dawida!”. Tylko On może nam otworzyć oczy, byśmy poznali Boga i samych siebie. Tylko On może sprawić, że nasze czytanie Pisma Św. będzie „divina”, Boże. Tylko On może sprawić, że po Bożemu przeczytamy nasze życie.

„Dwaj niewidomi” przypominają mi o „dwóch widzących”, którzy widzą już Boga twarzą w twarz. To dwaj polscy franciszkanie konwentualni: męczennicy, którzy jutro w Peru zostaną wyniesieni na ołtarze. Jeśli ktoś zna ich jedynie ze zdjęcia: Zbigniew Strzałkowski (niższy) i Michał Tomaszek (wyższy). Chcę skorzystać ze wspomnienia o. Jarosława, który razem z nimi pracował w Pariacoto. Pierwszy z nich, Zbigniew, w chwili śmierci miał 33 lata, „charakteryzował się dużą racjonalnością. Powiedziałbym, że był to umysł ścisły, filozoficzny”. Problemy dogłębnie rozważał, badał środki i zasoby ludzkie, jakimi dysponowali, projekt realizował i sprawdzał skuteczność rozwiązania. Czuł się jak ryba w wodzi z promowaną tam metodą „ver, juzgar, actuar, czyli zobaczyć, ocenić i działać”. Drugi z męczenników, Michał, gdy zginął, miał 31 lat. „był taką «mamą», człowiekiem o dużej wrażliwości”. Michał „bardzo kochał młodzież i dzieci. (…) Miał wielki dar czasu „straconego” dla młodzieży. On prawie codziennie, po każdej mszy świętej wieczornej spotykał się z młodzieżą”. O. Jarosław Wysoczański pięknie podsumował tę charakterystykę: „Kiedy tak patrzę na Zbyszka i Michała to dla mnie jest to pełny brat mniejszy. Czytamy w pismach św. Franciszka, że ideał brata mniejszego jest w stanie wypełnić dopiero wspólnota - kilku braci, z których każdy swoimi darami i talentami służy wspólnocie. Można więc powiedzieć, że Zbyszek z Michałem to jeden święty franciszkanin, bo pierwszy ma większy dar do racjonalnego myślenia i działania, a drugi większą łatwość wyrażania miłości”.

„Dwaj niewidomi”. Dotknięci tą samą słabością, a przecież tak różni. Niepowtarzalni w wielu sferach. Chcemy się z nimi utożsamić i tu, na rekolekcjach, chcemy zbliżyć do Jezusa, obecnego w słowach Pisma Św. i Eucharystii, i jak oni wołać: „Ulituj się nad nami, Synu Dawida!”. Oby można było powiedzieć o nas już dziś: „dwaj widzący”! Oby można było o nas kiedyś powiedzieć, jak o franciszkańskich męczennikach z Peru: „dwaj widzący Boga twarzą w twarz”!

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

   

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl