O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Ćwiczenia Ignacjańskie 15-23 sierpnia 2015 ...


Ćwiczenia Ignacjańskie
15-23 sierpnia 2015

  

W dniach 15-23 sierpnia 2015 r. przeżywaliśmy Ćwiczenia Duchowne św. Ignacego Loyoli. W rekolekcjach wzięło udział 86 osób, którym towarzyszy dziewięcioro kierowników duchowych. W posługę towarzyszenia, oprócz trzech duszpasterzy CFD, zaangażowani bylo: dwaj kapłani (z archidiecezji gnieźnieńskiej i ze zgromadzenia misjonarzy św. Wincentego à Paulo), siostra ze zgromadzenia misyjnego służebnic Ducha Świętego oraz trzy osoby świeckie.

Dziękujemy za modlitwę w intencji
uczestników i prowadzących
oraz kierowników duchowych !

 

---------------------------------------------------------------------

 T E K S T Y   H O M I L I I
wygłoszonych w czasie rekolekcji

---------------------------------------------------------------------

Na rekolekcjach przepasać się prawdą i walczyć mieczem słowa Bożego!
homilia - uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, 15 sierpnia 2015 r.
Ap 11, 19a; 12, 1.3-6a.10ab; Ps 45, 7.10-12.14-15; 1 Kor 15, 20-26 Łk 1, 39-56

Brzemienna. To jest słowo, które dla mnie dziś stanowi wspólny mianownik pierwszego czytania oraz Ewangelii. W odczytanym fragmencie z Apokalipsy słyszeliśmy o Niewieście, obleczonej w słońce, mającej u stóp księżyc, na Jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. Ta niewiasta - św. Jan mówi o tym wprost, choć tego zdania brak w dzisiejszym pierwszym czytaniu - jest brzemienna. Będąc brzemienną i bliską wydania dziecka na świat zmaga się: jest rodzącą w bólach, ale zmaga się też z trudnościami zewnętrznymi: jest dręczona. Św. Jan Apostoł dzieli się z nami obrazami, które zostały mu odsłonięte (gr. apokalipsis = odsłonięcie). Ta Niewiasta porodziła Syna, a Dziecko jej zostało porwane do Boga i do Jego tronu.

Tradycja chrześcijańska odnosi te obrazy do konkretnej indywidualnej kobiety - do Maryi, Matki Chrystusa, ale trzeba powiedzieć, że obrazy te najpierw i przede wszystkim odnoszą się do Kościoła. Kościół - uczy nas Sobór Watykański II - dzięki z wiarą przyjmowanemu słowu Bożemu sam także staje się matką. Kościół słuchając słowa Bożego i przyjmując je z wiarą staje się Niewiastą brzemienną. Kościół przez przepowiadanie i chrzest rodzi do nowego i nieśmiertelnego życia synów z Ducha Świętego poczętych i z Boga zrodzonych (zob. Lumen gentium 63). Maria z Nazaretu jest pierwowzorem Kościoła. Między Maryją i Kościołem jest jednak ta różnica, że Maryja zrodziła Syna bez bólu. Św. Grzegorz z Nyssy przypomina, że Ewa - ta, która przez grzech wprowadziła śmierć do natury, została skazana na rodzenie w bólu i cierpieniu, natomiast Maryja - matka życia zaczęła ciążę od radości i w radości ukończyła poród (św. Grzegorz z Nyssy, Homilie do Pieśni nad Pieśniami XIII, tł. M. Przyszychowska - ŹMT 43, s. 201-202).

Rozpoczynamy rekolekcje. Nie są to tzw. wakacje po gruszą. Św. Ignacy z Loyoli przypomina nam, że to są ćwiczenia duchowne. Chcemy więc pamiętać o tym obrazie Kościoła - Niewiasty brzemiennej. Ten obraz przypomina nam również Maryję, zachowującą w swoim sercu słowo Boże i rozważającą je (Łk 2, 19). Pierwszą wskazówką na czas rekolekcji jest, by z wiarą słuchać i przyjmować słowo Boże, bo wtedy stajemy się brzemienni, a pełne mocy słowo Boże, którego będziemy strzec w naszych sercach, będzie strzegło naszych serc, będzie strzec od wewnątrz naszych domów i całego naszego życia przez zakusami szatana, który jest wprawdzie mocny, ale nie tak mocny, jak Bóg. Maryja, pełna łaski, pełna Boga, jest nam wzorem takiego od wewnątrz zabezpieczenia przez zakusami złego ducha. Każde serce i każdy dom, w którym mieszka Jezus Chrystus, Mocniejszy (por. np. Mk 1, 7), przez łaskę słowa Bożego i sakramentów jest od środka zabezpieczany przed szatanem, mocnym (por. Łk 11, 21-25; Mt 12, 43-45). Póki jednak żyjemy tu na ziemi, doświadczamy konsekwencji grzechu pierworodnego i grzechów uczynkowych, doświadczamy oporów wewnętrznych i trudności zewnętrznych: rodzimy w bólach i jesteśmy dręczeni.

Możemy jednak ufać i chcemy ufać w moc Paschy Jezusa, w moc Śmierci i Zmartwychwstania Jezusa. Św. Słyszeliśmy dziś w drugim czytaniu: Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli. (), w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa (1 Kor 15, 20.22-23). Kościół uczy, że Wniebowzięcie Maryi jest szczególnym uczestniczeniem w Zmartwychwstaniu Jej Syna i uprzedzeniem zmartwychwstania innych chrześcijan (KKK 966). Strzeżmy w naszych sercach tej prawdy: Jezus zwyciężył, to wykonało się! Szatan pokonany, Jezus złamał śmierci moc! Jezus jest Panem! Jest Królem po wieczne czasy! On jest Panem ziemi tej! W czasie rekolekcji walczmy nie własną mocą, ale mocą słowa Bożego, mocą Zmartwychwstałego! Strój i broń rekolektanta to: przepasać się prawdą i walczyć mieczem słowa Bożego! Św. Paweł takie m.in. wskazówki dawał chrześcijanom z Efezu i daje nam: przepasawszy biodra wasze prawdą () weźcie do ręki () miecz Ducha, to jest słowo Boże - wśród wszelakiej modlitwy i błagania (Ef 6, 14-18).

Tak walczyła Maryja albo tak walczył Bóg w życiu Maryi. Zwróćmy uwagę na czasowniki występujące w Magnificat. W tekście greckim tylko jeden czasownik występuje w czasie teraźniejszym: wielbi, a potem następuje seria czasowników w czasie przeszłym dokonanym: począwszy od rozweselił się (w BT: raduje się [duch mój w Bogu, Zbawcy moim]), poprzez czasowniki opisujące działanie Boga w osobistej historii Maryi (popatrzył, uczynił) i historii ludu Izraela (uczynił [moc], rozproszył, zdjął, wywyższył, nasycił, odesłał, powiedział). Maryja wielbi Boga za wszystko to, czego Bóg w sposób trwały dokonał w jej życiu i w historii jej narodu. Oby dane nam było przy końcu rekolekcji z całego serca śpiewać z Maryją Magnificat! Oby oczy nasze zostały otwarte tak, byśmy zobaczyli Miłość Boga w całej naszej historii osobistej, w historii naszych rodzin, w historii ojczyzny czy Kościoła! Oby każda i każdy z nas zobaczył, że od samego poczęcia i trwale jesteśmy dziełem Boga, dziełem miłości Bożej.

Kiedy Maryja pozdrowiła Elżbietę dziecko w jej łonie poruszyło się, poruszyło się z radości (Łk 1, 41.44). Jest to dość wyważone określenie, bo dziecko w łonie Elżbiety podskoczyło, podskoczyło z radości, a wydaje się, że nic nie stoi na przeszkodzie, by przetłumaczyć te sformułowania nawet zatańczyło, zatańczyło z radości. Dziecko w łonie Elżbiety tańczyło w spotkaniu z Maryją, jak Dawid przed starotestamentalną Arką Przymierza sprowadzoną do Jerozolimy. Trzydzieści lat później św. Jan Chrzciciel będzie wołał: Ten, kto ma oblubienicę, jest oblubieńcem; a przyjaciel oblubieńca, który stoi i słucha go, doznaje najwyższej radości na głos oblubieńca. Ta zaś moja radość doszła do szczytu (J 3, 29).

Zakończmy odwołując się do słów św. Jana Pawła II. Na ostatnich stronicach adhortacji apostolskiej o Jezusie Chrystusie, który żyje w Kościele, jako źródło nadziei dla Europy, napisał: Walka jest nierówna; wydaje się, że Smok ma przewagę, tak wielka jest jego arogancja wobec bezbronnej i cierpiącej Niewiasty. W rzeczywistości zwycięzcą jest Syn zrodzony przez Niewiastę. W tej walce jedno jest pewne: wielki Smok już jest pokonany; został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie (Ap 12, 9). Zwyciężył go przez swoją śmierć i zmartwychwstanie Chrystus, Bóg, który stał się człowiekiem (). I nawet gdy Smok nie przestanie się przeciwstawiać, nie trzeba się go bać, bo jego klęska już nastąpiła (EiE 122). Maryja wchodząca do domu Elżbiety przypomina nam prawdę: Pan, twój Bóg, jest pośród ciebie, Mocarz - który zbawi (So 3, 17). Bóg jest obecny i już działa w łonie wspólnoty chrześcijańskiej odnawiając życie tych, którzy poddają się tchnieniu Ducha. Podskakujące, tańczące w łonie Elżbiety dziecko, jest tego świadkiem.

Przyjmijmy więc z wiarą, jak Maryja, słowo Boże, byśmy byli brzemienni! Strzeżmy słowa Bożego w nas, jak Maryja! Oby i do nas, jak do Maryi, Elżbieta mogła powiedzieć: Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła i błogosławiony jesteś, któryś uwierzył, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana (zob. Łk 1, 45).

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

Na rekolekcjach niczego nie ślubuj! Słuchaj, by poznać Boga i siebie!
homilia - czwartek 20. tygodnia okresu zwykłego (rok I), 20 sierpnia 2015 r.
Sdz 11, 29-39a; Ps 40, 5.7-10; Mt 22, 1-14

Posłuchajmy, jak autor księgi Sędziów przedstawia Jeftego: „był walecznym [dzielnym] wojownikiem, a był synem nierządnicy. Ojcem jego był Gilead”. Jefte jest postrzegany, a może i sam siebie tak postrzega, jako syn bezimiennej nierządnicy, a dopiero potem jako syn ojca, któremu na imię Gilead. Inni synowie Gileada, gdy podrośli, wyrzucili Jeftego z domu; według nich syn obcej kobiety nie mógł mieć udziału w dziedzictwie ojca. Ta osobista i rodzinna historia wpisuje się w historię narodu. Izraelici znów zeszli z drogi Bożej. Służyli bożkom i w konsekwencji wpadli w ręce Filistynów i Ammonitów. W ucisku trwającym osiemnaście lat uświadomili sobie swój grzech i wyznali go przez Bogiem. Dwukrotnie w rozdziale 11 pojawia się to wyznanie: „zgrzeszyliśmy…”. Wyrzucili spośród siebie posągi bożków, ale to co było konsekwencją grzechu, a więc Ammonici u granic, pozostało. Dwa wojska stanęły naprzeciw siebie, a Gileadyci nie mieli wśród siebie wodza. I wówczas oni, ludzie nierządu, dotąd cudzołożący z obcymi bożkami, przypomnieli sobie o Jeftem, Gileadycie, „synu nierządnicy” i „dzielnym wojowniku”. Dochodzi do trudnej rozmowy. „Przyjdź! Bądź naszym wodzem w walce z Ammonitami”, na co Jefte odpowiedział pytaniem: „Czyż nie znienawidziliście mnie i nie wyrzuciliście mnie z domu mego ojca? Dlaczego teraz przybyliście do mnie, kiedy popadliście w ucisk?”. Nie mieli żadnych argumentów poza: „Pójdź z nami, ty pokonasz Ammonitów i zostaniesz wodzem nad wszystkimi mieszkańcami Gileadu”. „Skoro każecie mi wrócić, aby walczyć z Ammonitami, jeżeli Pan mi ich wyda, zostanę waszym wodzem” (zob. Sdz 11, 6-9). Dochodzi więc do zawarcia swoistego układu, w którym celem Gileadytów jest to, by wyzwolić się spod władzy Ammonitów, a celem Jeftem to, by zostać wodzem Gileadu. Bóg wydaje się być traktowany przez Jeftego jak pomoc w realizacji jego osobistego celu: zostać wodzem.

Odczytany przed chwilą w liturgii fragment księgi Sędziów rozpoczął się od słów: „duch Pana był nad Jeftem”. Zwróćmy uwagę, że wcześniej Bóg wyzwolił Izraelitów np. przez pracowitego Gedeona, pochodzącego z najbiedniejszego rodu, ostatniego w swojej rodzinie. A teraz wybawiając lud Bóg zechciał się posłużyć Jeftem, odrzuconym wcześniej przez braci synem nierządnicy. W jednym i drugim przypadku wybawienie narodu jest łaską darmo daną przez Boga! Bóg dając nam zbawienie nie zawiera z nami układu typu: „dam ci zbawienie, jeśli wcześniej mi coś dasz”. Niestety, wydaje się, że Jefte tej darmowości Bożej łaski i Bożego miłosierdzia nie rozumie. Nadto on ma swój cel: być wodzem. I choć Bóg tego wcale nie pragnie, nie słyszymy żadnego Bożego wezwania, Jefte składa ślub, który jest nie tylko nieroztropny, ale jest głupi. Bo czego się Jefte spodziewał? Że na jego spotkanie wybiegnie piesek radośnie merdający ogonkiem? On, dzielny wojownik, często przebywający poza domem na wyprawach wojennych, składając ślub zapomina o swojej jedynej córce, która mogłaby się cieszyć z jego powrotu do domu. W swoistym amoku Jefte zapomina o rzeczach oczywistych, a tak naprawdę zapomina nie o rzeczach, ale o osobach, o jedynej swej córce. Dlatego przypomnijmy sobie dziś jedną z uwag św. Ignacego: „Jeżeli dający ćwiczenia [kierownik duchowy] zauważy, że odprawiającego [rekolekcje] ogarniają pociechy i wielki zapał, powinien go przestrzec, żeby niczego bez namysłu i nagle nie postanawiał ani nie ślubował. Im bardziej pozna, że [odprawiający ćwiczenia] jest to człowiek o niestałym usposobieniu, tym bardziej powinien go uprzedzić i napomnieć” (ĆD 14). Rekolekcje nie są czasem na składanie ślubów. Rekolekcje są czasem przygotowania gruntu pod złożenie ślubów. Na rekolekcjach mamy poznać Boga i poznać siebie. Mamy poznawać Boga: to, kim Bóg jest i czego wymaga. Mamy poznawać siebie i nasze możliwości: do czego jesteśmy zdolni. Powtórzmy, że Jefte w swoistym amoku złożył - jak się okazało - ślub niezgodny z wolą Boga! W prawie Mojżesza składanie ofiar z ludzi było kategorycznie zabronione! (por. Kpł 18, 21. 20, 2; Pwt 12, 31; 18, 10). W księdze Kapłańskiej znajdziemy nawet przepisy o wyzwalaniu ludzi, których ślubowano Panu (zob. Kpł 27, 1-8), więc Jefte wcale nie musiał wypełniać tego ślubu; mógł poprosić kapłana o dyspensę.

Ofiary z ludzi, ofiary z dzieci składały bożkom narody pogańskie. Jefte wydaje się być pobożnym człowiekiem, ale ma mentalność poganina. Jefte trochę zna historię zbawienia, trochę zna Boga, trochę zna siebie i swój dom, ale to „trochę”, to „prawie” robi dramatyczną różnicę. Gdy przed walką pertraktował z wodzem Ammonitów opowiedział mu historię wejścia Izraelitów do Ziemi Obiecanej. Zna historię wejścia do Ziemi Obiecanej, ale wydaje się zapominać o historii wyjścia z Egiptu. Wydaje się nie pamiętać czterdziestu lat Izraela na pustyni, które ujawniły mentalność Izraela tak daleką od mentalności Boga. Pustynia ujawniła brak ufności Izraelitów względem Boga. Jefte wydaje się nie pamiętać tego, co towarzyszyło wyjściu Izraelitów z Egiptu, o czym Bóg mówił: „nic nie powiedziałem ani nie nakazałem waszym przodkom, gdy wyprowadzałem ich z Egiptu, co do ofiar całopalnych i krwawych, lecz dałem im tylko przykazanie: Słuchajcie głosu mojego (…). Chodźcie każdą drogą, którą wam rozkażę, aby się wam dobrze” (Jr 7, 22-23). Bóg oczekiwał od Jeftego słuchania i posłuszeństwa, a nie ofiar na własną rękę.

Jefte, powtórzmy, wydaje się być pobożnym człowiekiem, ale ma mentalność poganina. Relację z Bogiem buduje na zasadzie: „dam ci, abyś mi dał” albo „jeśli ty mi dasz, ja dam tobie”. Nie zna prawdziwego Boga, który kocha miłością darmową. Nie zna Boga, który jest Ojcem; a Ojciec daje życie, a nie zabiera życia. To ważne, by przypomnieć sobie wyznanie Jezusa: „Nikt Mi życia nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję” (J 10, 18). Trzeba, byśmy dziś usłyszeli Boga, który woła: „Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń” (Oz 6, 6). Bóg pragnie najpierw i przede wszystkim poznawania Go, a nie całopaleń. Trzeba nam wsłuchać się w modlitwę psalmisty z dzisiejszej liturgii: „Nie chciałeś ofiary krwawej ani płodów ziemi, lecz otwarłeś mi uszy, nie żądałeś całopalenia i ofiary za grzechy. Wtedy powiedziałem: «Oto przychodzę»” (Ps 40, 7-8). Bóg chce, byśmy Go poznawali, bo dopiero znając prawdziwego Boga możemy prawdziwie poznać siebie. Znając Boga, który jest wszechmogącym i miłującym Ojcem, możemy od Niego usłyszeć to, czego On od nas wymaga i to, czego nie wymaga. Bóg daje nam również poznać siebie samych i nasze możliwości, bo dopiero znając naprawdę siebie poznajemy to, co jesteśmy w stanie zrobić.

Sytuacja z księgi Sędziów przypomina Abrahama i Izaaka, ale… w księdze Rodzaju jest wyraźnie zaznaczone, że Bóg wystawił Abrahama na próbę, a potem powstrzymał Abrahama przez zabiciem chłopca; dlatego Żydzi nazywają to wydarzeniem nie „ofiarą”, ale „związaniem” Izaaka. Sytuacja ślubu Jeftego przypomina mi obietnicę złożoną przez Heroda córce Herodiady. Herod, który wcześniej nie dochował przysięgi małżeńskiej, rozbił swoje i inne małżeństwo, na uczcie urodzinowej chce pokazać, że on dochowuje danego słowa i… zabija Jana Chrzciciela. Bóg nie chciał ani ślubu Jeftego, ani wypełnienia tego ślubu! Bezbożnych ślubów składać nie można, a złożonych bezbożnych ślubów nie wolno wypełniać! (por. J. Salij OP, Córka Jeftego, w: http://mateusz.pl/ksiazki/js-pn/js-pn_16.htm).

Inną sprawą jest to, że Bóg z tej całkowicie niezrozumiałej po ludzku i dramatycznie złej sytuacji może i wyprowadza dobro. Córka Jeftego - tu trzeba być bardzo ostrożnym, bo wchodzimy na delikatny grunt - okazuje się bardzo dojrzałą. Na pewno dojrzalszą od ojca. Jefte najpierw złożył głupi ślub, a potem oskarża ją, że to ona sprawia mu ból: „Ach, córko moja! Wielki ból mi sprawiasz! Tyś też wśród tych, co mnie martwią! Oto bowiem nierozważnie złożyłem Panu ślub, którego nie będę mógł odmienić!” (Sdz 11, 35). Ojciec budzi poczucie winy w córce, która po prostu ucieszyła się powrotem ojca i jego zwycięstwem nad Ammonitami. A ona? Ona nie mówi, że nic się nie stało. Ona mówi ojcu, że potrzebuje czasu, że potrzebuje czasu dwóch miesięcy, że potrzebuje tych dwóch miesięcy, by płakać; by płakać nad tym, co traci: nad swoim dziewictwem, nad małżeństwem, którego nigdy nie zrealizuje…

Prośmy Boga, by otworzył nasze uszy (w języku oryginalnym mowa jest, że Bóg „przekopał” psalmiście uszy). Pięknie to wyraził ks. Jakub Wujek: „uszy mi przysposobiłeś” albo „uszy me uczyniłeś doskonałymi”. Prośmy o łaskę poznania Boga i tego, czego Bóg od nas pragnie, by nasze ewentualne śluby zawsze miały za przedmiot dobro lub dobro większe, zgodne z wolą Ojca Niebieskiego; i byśmy te śluby wypełniali.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

   

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl