O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Przygotowany, to znaczy pachnący Rybą ...


Przygotowany, to znaczy pachnący Rybą

homilia - XXVIII Niedziela Zwykła (rok A), 12 października 2014
Iz 25, 6-10a; Ps 23, 1-6; Flp 4, 12-14.19-20; Mt 22, 1-14

„Pan Zastępów PRZYGOTUJE [podkr. moje] dla wszystkich ludów na tej górze ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win” (Iz 25, 6). Żeby wyprawić ucztę z najpożywniejszego mięsa, trzeba je mieć; współcześnie oznacza to, że to mięso trzeba z odpowiednim wyprzedzeniem kupić, kiedyś oznaczało to, że trzeba wyjść na polowanie i je upolować. Ale żeby upolować, trzeba najpierw czasu, aby zwierzyna dorosła, itd. Podobnie ma się z winami, które mają być użyte w czasie uczty. Są to wina najwyborniejsze; jedno z tłumaczeń mówi o winach „starych dobrze wystałych”. I znów, zanim postawi się to wino na stole, potrzebny jest czas jego leżakowania, a wcześniej żeby je wyprodukować trzeba mieć winogrona, krzew winny, winnicę itd. Przygotowanie wybornej uczty nie jest więc dziełem ostatniej chwili, ale owocem długiego procesu. Już samo przygotowanie przyjścia Syna Bożego na świat - jak mówi Katechizm - było „tak wielkim wydarzeniem, że Bóg zechciał je przygotować w ciągu wieków” (KKK 522). Więc przygotowanie ponownego Jego przyjścia i owej najdoskonalszej uczty, ze strony Boga, jak przygotowanie każdej uczty weselnej, trwa długo i rozciąga się na całą historię.

W Ewangelii zwraca moją uwagę zdanie z przypowieści Jezusa: „Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi” (Mt 22, 2). Nie chodzi tu o jakąkolwiek ucztę, ale o ucztę weselną. Tę ucztę, o jakiej słyszymy w zapowiedzi proroka Izajasza, ucztę „z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win”, Bóg przygotowuje jako „ucztę weselną swemu synowi”. Mamy więc Oblubieńca! Jest nim Jezus Chrystus, Syn Boży, Baranek Boży! A gdzie oblubienica? To „królowa w złocie z Ofiru (…) w szacie wzorzystej wiodą ją do króla” (Ps 45, 10.15). To ludzkość! Ona również musi się przygotować na ucztę przygotowaną przez Boga. I nie może odkładać przygotowania na ostatnią chwilę, jak panny głupie z przypowieści (Mt 25, 1-13). W Apokalipsie słyszymy zaproszenie: „Dajmy chwałę Panu, Bogu naszemu, Wszechmogącemu, bo nadeszły Gody Baranka, a Jego Małżonka się przystroiła” (por. Ap 19, 6b). Ciekawe, że tłumacząc to zdanie na łacinę (i trzymając się greckiego oryginału) św. Hieronim napisze, że oblubienica „praeparavit se”: „...a Jego Małżonka PRZYGOTOWAŁA SIĘ”.

W tym kontekście przyszła mi na myśl Estera, zabrana do pałacu Aswerusa i przygotowująca się na dzień spotkania z królem. Jej przygotowanie trwało nie kilka czy kilkanaście dni, ale rok. Jak wyglądało to przygotowanie? Namaszczenia trwały „sześć miesięcy olejkiem mirrowym, a sześć miesięcy balsamami i kosmetykami kobiecymi - wtedy dopiero dziewczyna szła do króla” (Est 2, 12-13). Balsamy i kosmetyki kobiece to nie moja specjalność, a autor biblijny nie podaje więcej szczegółów, więc tę część pomińmy, ale zatrzymajmy się przy olejku mirrowym. Mirra to miła w zapachu i gorzka w smaku żywica pewnego drzewa balsamowego. W Starym Testamencie akcentowany jest jej miły zapach, natomiast w Nowym zwraca się uwagę przede wszystkim na jej gorzki smak. Pamiętamy, że była jednym z darów mędrców ze Wschodu (Mt 2, 11), podano ją Jezusowi na krzyżu zmieszaną z winem (Mk 15, 23), a Nikodem przyniósł „mieszaninę mirry i aloesu” (J 19, 39).Uderzającą jest zbieżność, że szaty bohatera z psalmu 45 do którego zbliża się królowa w złocie z Ofiru, też pachną mirrą i aloesem. A w Pieśni nad Pieśniami oblubienica mówi: „mój miły jest mi woreczkiem mirry wśród piersi mych położonym” (Pnp 1, 13). W wydarzeniu Paschy Jezus, Baranek Boży, wziął na siebie odór naszego grzechu i przywrócił nam, swojej Oblubienicy, miły zapach. Liturgia uświadamia nam, że każdy z nas potrzebuje przygotowania na dzień uczty w niebie, które rozpoczyna się już tu na ziemi, by już tu na ziemi być - jak pisze św. Paweł do Koryntian - „miłą Bogu wonnością Chrystusa” i „roznosić po wszystkich miejscach woń Jego poznania” (2 Kor 2, 14.15).

Dzisiejsza liturgia, pierwsze czytanie i Ewangelia, zwłaszcza występujące w nich słowo „przygotować” - to, że Bóg „przygotuje”, a w zasadzie już przygotowuje „swemu synowi ucztę weselną”, że Estera przygotowuje się rok na spotkanie z królem, że „małżonka Baranka się przygotowała [przystroiła]” - uczula mnie na teraźniejszość przeżywaną z myślą o przyszłości, o wieczności. Uczula mnie odkładającego tak często różne sprawy na ostatnią chwilę, by pracować nieco regularniej, a nie na ostatnią godzinę. Uczula na to, że jeśli chcę być w tym świecie „miłą Bogu wonnością Chrystusa” i „roznosić po wszystkich miejscach woń Jego poznania”, nie mogę kąpać się w nieczystości grzechu, w jakimś „zbiorniku gnojówki”, bo będę roznosić odór. Obym nie usłyszał: „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego?” (Mt 22, 12) albo jak Judasz w Ogrójcu: „Przyjacielu, po coś przyszedł?” (Mt 26, 50). Jak tu weszłaś i po co tu przyszłaś? Pomyśl, że chrześcijanina rozpoznaje się nie po stroju, ale po zapachu - ma pachnieć Chrystusem. Tu przychodzi jeszcze jedno skojarzenie ze Starego Testamentu. Anioł Rafał poleca Tobiaszowi, by do komnaty małżeńskiej, gdzie wejdzie razem z poślubioną Sarą, zabrał ze sobą część złowionej wielkiej ryby, by spalił ją na rozżarzonych do kadzenia węglach: „rozejdzie się zapach, demon go poczuje i ucieknie, i nie pojawi się (…) po wieczne czasy” i tak się stało: „zapach ryby powstrzymał demona” (Tb 6, 17; 8, 3). Prawdziwie wielka Ryba powstrzymująca demona to „ICHTIS” - Jezus Chrystus, Syn Boży, Zbawiciel! Obyśmy zawsze i wszędzie pachnęli Rybą, Barankiem Bożym, Oblubieńcem! Obyśmy nie tylko głosili, ale najpierw i przede wszystkim nieśli w świat zapach Paschy Jezusa Chrystusa.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------
Homilia wygłoszona we wspólnocie
Instytutu Niepokalanej Matki Kościoła w Krakowie
---------------------------------------------------------------------

PS. Po Mszy św. jedna z uczestniczek przypomniała mi zachętę papieża Franciszka skierowaną do kapłanów, by byli pasterzami „pachnącymi jak owce”, pasterzami „o zapachu owiec” (np. w Wielki Czwartek 2013 roku). Kapłan, czyli ktoś powołany, aby być rybakiem ludzi (por. Mk 1, 17), jest przygotowany na Gody Baranka, gdy „pachnie” (delikatnie mówiąc) lub „cuchnie rybą” (mówiąc bez ogródek). Czy jestem kapłanem „namaszczonym”? W święceniach kapłańskich otrzymałem namaszczenie, ale czy jestem namaszczony przez pot łowienia ludzi, bliskich spotkań z ludźmi?

PSz

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl