O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Towarzyszenie w rekolekcjach lectio divina. Ewangelia wg św. ...


SZKOŁA LECTIO DIVINA
dla prowadzących i towarzyszących w rekolekcjach

Towarzyszenie w rekolekcjach lectio divina.
Ewangelia według św. Marka

19-21 listopada 2014

 

ZAPOWIEDŹ >>>.
INFO I ZDJĘCIA >>>.
NAGRANIA >>>.

 T E K S T Y   H O M I L I I
które w czasie Szkoły Lectio Divina wygłosili
Innocenzo Gargano OSBCam., Ryszard Stankiewicz SDS i ...

---------------------------------------------------------------------

Pozwólcie, by dar Boga zaowocował zgodnie z wolą Boga
homilia - środa 33. tygodnia zwykłego (rok II), 19 listopada 2014 r.
Ap 4, 1-11; Ps 150, 1-6; Łk 19, 11-28

Miło jest mi was spotkać. Pozdrowienia z Rzymu. Fragment Ewangelii wg św. Łukasza, który przed chwilą usłyszeliśmy jest bardzo skomplikowany. Weźmy pod uwagę, że w ubiegłą niedzielę czytaliśmy paralelną przypowieść z Ewangelii wg św. Mateusza, która nie mówiła o minach, ale o talentach. Prawdopodobnie więc stajemy tu wobec tematu, z którym Jezus osobiście się zmierzył, a Ewangeliści umieścili go w dwóch różnych kontekstach. Kontekst Mateuszowy jest bardziej osobisty, a Łukaszowy - bardziej wspólnotowy. W przypadku każdej z przypowieści należy mieć na uwadze jej punkt centralny. Jezus korzystał z przypowieści, by zaskakiwać, a nawet szokować ludzi, a w konsekwencji prowokować ich do podjęcia osobistej decyzji. Być może też Jezus był jeszcze bardziej syntetyczny w swoich wypowiedziach niż sami Ewangeliści. W każdym razie wydaje mi się - konfrontując ze sobą te dwie przypowieści, Mateuszową i Łukaszową, że najgłębszym ich przesłaniem wynikającym z tekstu jest wymówka, jaką Jezus (gospodarz) czyni wobec leniwego sługi, który nie był w stanie rozpoznać i przyjąć nowego sposobu, w jaki Bóg się objawia za pośrednictwem Jezusa. Zarówno u Mateusza, jak i u Łukasza, ów leniwy sługa, zdefiniowany również jako „zły” (gr. „ponēros”), nie potrafił przejść od religijności do wiary. Jego odniesienie do pana ciągle sytuowało się w ramach relacji handlowej, naznaczonej lękiem względem pana, który jego zdaniem był zbyt wymagający. Wiemy, że lęk rodzi bezruch czy paraliż. Ów sługa nie wiedział, co zrobić z tym wszystkim, co pan mu powierzył. Sługa ogarnięty lękiem - widząc to, co otrzymał - postanowił zachować przynajmniej to, co otrzymał od swojego pana. Nie uświadomił sobie, że pan okazał względem niego ogromne zaufanie, powierzając mu złotą monetę lub talent, jak to opisuje Ewangelia wg św. Mateusza. Można powiedzieć, że przesłanie tych przypowieści zawiera się w słowach: „Zaufajcie Bogu! Pozwólcie, by dar Boga zasiany w waszych sercach zaowocował zgodnie z wolą Boga!”.

Pan powierzył wszystko, co było Jego, w twoje ręce! Czy może być większa miłość od tej, która składa swojego jedynego Syna w ręce ludzi? Aby jednak przyjąć to orędzie, trzeba się nawrócić! Nawrócenie, którego się od nas oczekuje, polega na przejściu od przekonania, że Królestwo Boże można zdobyć samemu, do przyjęcia daru Bożego, jakim jest królestwo Boże i pozwolenia, by ono wzrastało. Widzimy więc, że obie przypowieści, Mateuszowa - o talentach i Łukaszowa - o minach, wzajemnie się uzupełniają. U ich początku mowa jest o geście wielkiej hojności gospodarza, który to gest jest równocześnie swoistą prowokacją, by zmienić swą postawę wobec Boga. Na końcu zaś obu przypowieści słyszymy o słudze, który pozwala, by zło uwarunkowało jego serce i nie jest w stanie odkryć, że pan objawia się i chce się dać poznać raczej jako ojciec (wł. „padre”) niż jako władca (wł. „padrone”).

Schodząc w głębię tej intuicji, do samego jej źródła, możemy pozwolić, by św. Łukasz Ewangelista dał nam obserwować to, co się dzieje wokół Jezusa, który zmierza do Jerozolimy. Jezus zszedł wcześniej na depresję Jerycha, co miało swoje szczególne znaczenie i rezonans. Człowiek niewidomy, który kiedyś był widzącym, teraz leży przy drodze. Ten stan leżenia uniemożliwia mu to, by zachować żywą nadzieję i móc przejść od ciemności ślepoty do ponownego widzenia. Prorocy Izraela dali temu niewidomemu nadzieję, by w czasach mesjańskich oczekiwał odzyskania wzroku. Zgodnie bowiem z charakterystyką czasów mesjańskich ślepi mieli odzyskać wzrok, chromi mieli chodzić, głusi mieli słyszeć itd. Skoro więc tylko niewidomy słyszy o Jezusie, w jego wnętrzu pojawia się pragnienie, że nadszedł czas sposobny, by odzyskać wzrok. Ci, którzy otaczają Jezusa, nie rozumieją tego, ale sam Jezus rozumie to bardzo dobrze. Jezus widzi serce niewidomego i wychodzi mu na przeciw pytając go: „Co chcesz, abym ci uczynił?”. I ofiaruje mu nie tylko wzrok według ciała, ale zbawienie i życie, które polega na kroczeniu za Jezusem (Łk 18, 35-43).

Analogiczna rzecz ma się z Zacheuszem. Jest on tak bogaty, jest tak otoczony przez bogactwo, że ono wręcz go „zgniata” czyniąc z niego człowieka małego. Ale on również. jak ów niewidomy, pragnie wyjść ze swej sytuacji małości, by dojść w relacji z Jezusem do ducha dziecięctwa. Jest umęczony przez swoją sytuację grzechu, chce z niej wyjść, ale sam nie jest w stanie tego uczynić. Jedyne co może uczynić to okazać swoje dziecięctwo, swoją małość. To prowokuje go do wykonania gestu, którego dorosły wstydziłby się uczynić, a mianowicie, by wspiąć się na drzewo, jak czynią dzieci. Również w tej sytuacji, jak w spotkaniu z niewidomym, Jezus dostrzega i przyjmuje serce człowieka, uwalnia od grzechu i daje zbawienie. Czyni to ku wielkiemu zdziwieniu tych, którzy Go otaczają, a w sercu których w relacji z Bogiem nadal jeszcze króluje mentalność handlowa; wciąż nie rozumieją tego, co się stało w relacji: Jezus-Zacheusz.

Potem Jezus wychodzi Jerycha w kierunku Jerozolimy, a Święte Miasto jawi się jako statek, który przybywa z daleka do portu. Nie wiem, czy ktoś z was miał okazję być w Palestynie i szedł z Jerycha do Jerozolimy; jeśli tak, to ktoś taki wie, że Jerozolimę widać bardzo, bardzo wysoko. Słowo greckie „anafainesthai” (być ukazanym, być uczynionym widocznym - Łk 19, 11; por. Dz 21, 3), którego św. Łukasz używa, by wyrazić zbliżanie się Królestwa Bożego, pochodzi z terminologii marynarskiej i przywołuje obraz statku, który zbliża się do portu i staje się coraz lepiej widocznym: najpierw widać szczyt jego masztu, potem „bocianie gniazdo”, potem więcej elementów masztu i wreszcie sam kadłub okrętu. Ewangelista niejako prowokuje nas do tego, byśmy wyobrazili sobie statek zbliżający się do portu. Pewne aspekty tego zbliżania się można dostrzec zarówno w nawróceniu się niewidomego, jak i w nawróceniu się Zacheusza. Jezus wchodzi w ten kontekst i zaczyna mówić o swoim odejściu do Ojca i o swoim powrocie. Królestwo Boże niedługo się objawi, ale to królestwo Boże zakłada obraz pana, który odchodzi, aby otrzymać godność królewską i pana, który wraca z godnością królewską. Zanim jednak odejdzie siebie samego daje swoim przyjaciołom i swoim sługom. W tekście u św. Mateusza pojawia się grecki czasownik „paradídomi”, czyli ten sam, którego św. Jan Ewangelista użyje, aby wskazać na obdarowanie Duchem Świętym danym przez Jezusa Ukrzyżowanego w ostatnim momencie swego życia (J 19, 30 - gr. „paredōken to pneuma” - BT: „oddał ducha”; co można też przetłumaczyć: „przekazał [wydał] ducha” - przyp. red). To pozwala nam wniknąć w samo znaczenie talentu, miny czy złotej monety; chodzi o dar Ducha Świętego. To Duch, który jest dany wszystkim w obfitości z uwzględnieniem możliwości i ograniczeń każdego z osobna. I rzeczywiście jest wiele objawów Ducha, ale Duch jest jeden. Wszyscy słudzy otrzymali dar. Ojcowie Kościoła uwzględniali tutaj więcej szczegółów. Komentując, na przykład, przypowieść z Ewangelii wg św. Mateusza widzieli w pięciu talentach - Pięcioksiąg, w dwu - Stary i Nowy Testament, a jeden talent utożsamiali z „Verbum abbreviatum”, czyli „Słowem skróconym”, którym jest sam Jezus Chrystus. W każdym razie dar, jaki otrzymali słudzy, to dar Ducha Świętego, którego Pan udziela, zanim odejdzie. Duch to jest energia, która dąży ku temu, by nas umacniać, jeśli oczywiście godzimy się na to i pozostawimy Mu przestrzeń, by mógł działać. Punktem docelowym daru Ducha Świętego jest przemiana ucznia, przemienienie człowieka. W rzeczywistości ten, kto pozwoli działać w sobie darowi Ducha Świętego, który otrzymał, odkrywa w końcu, że jego oblicze jest podobne bądź upodabniane do Oblicza Pana. Jest więc możliwość upodobnienia się w większym czy mniejszym stopniu do Jezusa. Od tego upodobnienia zależy ostateczny los stworzenia.

Czytając Ewangelię Mateusza można doznać zakłopotania dowiadując się o pięciu pannach, które czekały na oblubieńca, a nie miały oliwy i usłyszały od niego: „nie znam was” (Mt 25, 12). Czego brakowało pannom głupim? Brakowało im dyspozycyjności do tego, by pozwolić Duchowi działać w sobie aż do przemienienia na podobieństwo do oblubieńca. W Mateuszowej przypowieści o talentach i w Łukaszowej przypowieści o minach zostaje użyte to samo słowo „agathe” („doule agathe” = „sługo dobry” - Mt 25, 21; Łk 19, 17). To słowo występuje również w obu tych Ewangeliach, gdy pewien człowiek pyta Jezusa, co ma czynić, aby osiągnąć królestwo Boże; ów człowiek zwraca się do Jezusa: „Didaskale agathe” („Nauczycielu dobry” - Mt 19, 16; Łk 18, 18). Jezus wówczas zwraca mu uwagę, że jedynie Bóg jest „agathos” („dobry” - Mt 19, 17; Łk 18, 19). Jeśli zatem każdy ze sług z przypowieści, Mateuszowej czy Łukaszowej, który przyniósł owoc, został określony jako „dobry i wierny”, to dla Jezusa oznacza to, że zrealizował cel, dla którego otrzymał ów cenny dar z ręki pana, to znaczy przeszedł od obrazu do podobieństwa pana. Stał się uczestnikiem natury Boskiej, dzięki czemu mógł współdzielić tę samą godność i władzę królewską.

Wracamy w ten sposób do podstawowego przekazu przypowieści, który tkwi w odrzuceniu pretensji wspinania się samemu w celu zdobycia Królestwa oraz pozwoleniu Duchowi, aby działał w nas, przemieniał nas i uczynił podobnymi do Pana. To dzieło Ducha Świętego urzeczywistnia się w naszym życiu dzięki częstemu korzystaniu ze Słowa Bożego i przyjmowania Go. Dlatego w Ewangelii wg św. Marka pojawia się ostrzeżenie: „Uważajcie na to, czego słuchacie” (Mk 4, 24). W Ewangelii wg św. Łukasza znajdziemy podobne ostrzeżenie: „Uważajcie więc, jak słuchacie.” (Łk 8, 18). Trzeba nam uważać, bo duch został nam dany, a ten duch to właśnie Duch Pana. To właśnie Duch Pana prowadzi nas do zrozumienia wszystkiego tego, co Pan do nas mówi. On prowadzi nas nie tylko do poznania, ale również do uczestnictwa.

Obie przypowieści - Mateuszowa o talentach i Łukaszowa o minach - mają również wymiar tragiczny. Zostaje on podkreślony jednym zdaniem - informacją, że „sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz - w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów” (Mt 25l 30). W przypowieści zapisanej przez Łukasza natomiast podkreślony został akcent wspólnotowy, kolektywny, który został też związany z poważną egzekucją tych, którzy nie chcieli przyjąć pana jako swego władcy: „Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach” (Łk 18, 27). Oba zakończenia przypowieści są bardzo dramatyczne, zwłaszcza poprzez to sformułowanie, które staje się jak refren i wraca na końcu przypowieści w obu Ewangeliach: „Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma” (Łk 19, 26; por. Mt 25, 29). Dlaczego taki nacisk został położony na te słowa? Jest tak, bo konfrontacja ze Słowem Bożym, płonącym ogniem, nie jest igraszką ani zabawą.

Innocenzo Gargano OSBCam.

---------------------------------------------------------------------

Nieraz nam się wydaje…, że ktoś płacze!
homilia - czwartek 33. tygodnia zwykłego (rok II), 20 listopada 2014 r.
Ap 5, 1-10; Ps 149, 1-6a.9b; Łk 19, 41-44

Raz po raz rozlega się w mediach narzekanie począwszy od ekspertów, ds. ekonomii, a skończywszy na prostych domowych gospodyniach, że słabnie siła nabywcza pieniądza, że za określoną sumę pieniędzy można dziś kupić o połowę mniej towarów niż jeszcze pół roku wcześniej. Taka jednak jest ekonomia ludzka; jest ona pełna niespodzianek. Zupełnie inna jest ekonomia zbawienia. Ekonomia zbawienia jest inna, bo na szczęście nigdy nie słabnie „siła nabywcza” krwi Pana Jezusa, Bożego Baranka. Jego Krwią zostaliśmy nabyci: „nabyłeś Bogu krwią Twoją ludzi” - wyzna św. Jan Apostoł w księdze Apokalipsy (Ap 5, 9). A św. Paweł powie, że nic „nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga” (Rz 8, 39). Może to uczynić jedynie nasza głupota albo grzech. Ale również wówczas, gdy zdarzy się nam pobłądzić, gdy wydaje nam się, że sami wiemy najlepiej, jak należy żyć, zawsze możemy wrócić. Zawsze możemy wrócić idąc po śladach krwi Syna w ramiona miłosiernego Ojca. Jezus liczy także na naszą krew. I nie odnosi się to tylko do honorowych dawców krwi. Liczy nie tylko na to, że nasza krew będzie nośnikiem życia, ale że będzie nośnikiem Bożego życia, które On dla nas wysłużył, abyśmy już nie byli niewolnikami grzechu, ale ludźmi wolnymi, ludźmi Bożej łaski.

Każde wybory, nie tylko te odbywające się w Polsce, pokazują jak wielu jest chętnych, aby rządzić i sprawować władzę. Walka o miejsca w sejmie czy sejmiku, czy w innym organie władzy ma czasem wręcz znamiona przestępstwa; jest brutalna i bezpardonowa. Często w niej „wszystkie chwyty są dozwolone”. Znając tę potrzebę człowieka, aby być kimś, aby rządzić, Jezus zaprasza nas, aby królować na ziemi i sprawować władzę. Ale my już wiemy, że sprawować władzę z Jezusem i że królować z Jezusem to służyć, to dać życie dla braci i sióstr, a gdy trzeba to nawet to życie za braci i siostry oddać. Żeby królować z Jezusem nie potrzeba korony. Wojsko do tego też nie jest potrzebne. Również tron to królowanie z Jezusem jedynie by utrudniał. Żeby królować z Jezusem trzeba mieć serce pełne miłości i wrażliwe oczy, które zobaczą drugiego w potrzebie. Żeby królować z Jezusem nie trzeba całej tej ziemskiej machiny i aparatu władzy, wystarczy nasza osoba powierzona Jego woli. Zabiegając o te władzę nie musimy robić żadnej kampanii, nie musimy głosować i liczyć głosów. Tę władzę możemy zacząć sprawować od zaraz. W królowaniu z Jezusem nie ma też kadencyjności. Królować z Jezusem mamy aż nasze serce, pełne miłości, przestanie w nas bić.

Tej rzeki nie ma na żadnej mapie nawet jako rzeki tzw. okesowej. Wody tej rzeki to ludzkie łzy. Dlatego ta rzeka nigdy nie wysycha. Wyschnie dopiero wtedy, gdy przyjdzie Pan „i otrze z ich oczu wszelką łzę” (Ap 21, 4). Wody tej rzeki mają z jednej strony słodki smak, bo to łzy szczęścia i radości. Ale znajdziemy tam również miejsca gorzkie, wypełnione łzami goryczy, nieszczęścia, porażki. W tej rzece są również nasze łzy. W tej rzece wiele jest łez tych, którzy nie rozpoznali czasu swego nawiedzenia; którzy nie rozpoznali Bożych propozycji, którzy słuchali czegoś zbyt głośno, kiedy Bóg pukał do ich drzwi mając w swoich dłoniach plan na ich życie. Skoro nie otworzyli drzwi, teraz żyją według własnych pomysłów i na własny rachunek. Tyle że tak się nie da żyć i prędzej czy później dostają od życia srogie lanie, i wtedy płaczą. W tej rzece wiele jest łez tych, którzy nie postarali się, nie włożyli codziennego wysiłku i nie podjęli trudu, by codziennie otwierać Księgę Życia; nie tę z pieczęciami, o której dziś słyszeliśmy, ale tę, którą mieli w swoim domu. A skoro po Księgę Życia nie sięgali i z niej się życia nie uczyli, nie czerpali, to teraz płaczą. Płaczą, gdyż czują się niekochani, bo nigdy nie przeczytali, że „tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). Czują się przegrani, więc płaczą, a przecież wystarczyłoby stanąć po stronie Lwa z pokolenia Judy, który zwyciężył świat. Płaczą, bo ich życie zbliża się do kresu, a na horyzoncie widać bramę z napisem: „śmierć”. A im się wydaje, że za tą bramą nie ma nic, jak tylko pustka. Gdyby bowiem otwierali Księgę Życia, gdyby ją czytali, gdyby nią się modlili, dowiedzieliby się, że „w domu Ojca jest mieszkań wiele” (por. J 14, 2). Dowiedzieliby się również, że jest Droga, która tam prowadzi i która równocześnie jest pełna Życia i Prawdy (zob. J 14, 6).

Jak już mówiłem, w tej rzece są także nasze łzy. My również często nie rozpoznajemy czasu i znaków swego nawiedzenia. I nam się zdarza minąć z Panem Bogiem. I my nieraz próbujemy żyć po swojemu. I my też w konsekwencji otrzymujemy srogie baty od życia. My też często nie rozpoznajemy tego, co służy pokojowi, dlatego prowadzimy mniejsze lub większe wojny w naszych rodzinach, wspólnotach kapłańskich czy zakonnych. I choć nie celujemy w siebie rakietami, to jednak ciosy, które sobie nawzajem zadajemy, bolą i nierzadko wyciskają łzy. Także i my często płaczemy, bo nie do końca serio traktujemy Księgę Życia. Nie zawsze wiernie ją otwieramy, by tam uczyć się życia, by tam uczyć się o wielkiej miłości Boga do nas, by uczyć się Bożej logiki działania. Stąd tak wiele łez gorzkich i nas niszczących. Jeżeli więc już płakać, moglibyśmy na końcu powiedzieć, to ze szczęścia i radości, i o takie łzy chcemy prosić dziś Pana Boga. Chcemy prosić o łzy nawrócenia towarzyszące odnalezieniu drogi powrotu do Pana Boga. Chcemy prosić o łzy towarzyszące uświadomieniu sobie, jak on nas bardzo kocha i że Jego ramiona są dla nas i na nas zawsze otwarte. Nieraz nam się wydaje, kiedy jest bardzo cicho, jeśli lubimy ciszę, że ktoś płacze. Tak. To Jezus!

Ryszard Stankiewicz SDS

---------------------------------------------------------------------

... ... ...
homilia - piątek 33. tygodnia zwykłego (rok II), 21 listopada 2014 r.
Ap 10, 8-11; Ps 119, 14.24.72.103.111.131 ; Łk 19, 45-48

………

………

---------------------------------------------------------------------
w tekstach spisanych z nagrania na żywo,
 zachowano styl języka mówionego (red.);
homilię I.G. tłumaczył na żywo ks. A. Łuźniak
---------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------

Zachęcamy do skorzystania z nagrań i publikacji:

   

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl