O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Międzywodzie: „Obmyci krwią Sprawiedliwego”. Lect ...


„Obmyci krwią Sprawiedliwego”
Lectio divina do Męki Pańskiej
według świętego Mateusza

Salwatoriański Dom Zakonno-Rekolekcyjny
Międzywodzie, 13-15 marca 2015

 

W dniach 13-15 marca 2015 roku w Międzywodziu (woj. zachodniopomorskie) w Salwatoriańskim Domu Zakonno-Rekolekcyjnym odbyła się sesja formacyjna pt. „«Obmyci krwią Sprawiedliwego» Lectio divina do Męki Pańskiej według świętego Mateusza”. Spotkanie prowadził Piotr Szyrszeń SDS - duszpasterz CFD w Krakowie.

Szczegółowe informacje:

Salwatoriański Dom Zakonno-Rekolekcyjny
NMP Matki Zbawiciela
ul. Klonowa 7, 72-415 Międzywodzie
tel. +48 913 813 804; tel. +48 505 940 685
http://www.miedzywodzie.sds.pl

www.miedzywodzie.sds.pl

 

 T E K S T Y   H O M I L I I
wygłoszonych w czasie sesji

---------------------------------------------------------------------

Integracja i rozkwit życia dziecka - dzieło Ojca!
homilia – piątek III tygodnia Wielkiego Postu, 13 marca 2015 r.
Oz 14, 2-10; Ps 81, 6c-11ab.14.17; Mk 12, 28b-34.

W dzisiejszym pierwszym czytaniu mamy do czynienia w pewnym sensie z zaskakującą sytuacją. Bóg - poprzez proroka - wzywając do nawrócenia podpowiada ludowi, a więc i nam, słowa modlitwy: „Mówcie do Pana: «Przebacz nam całą naszą winę, w ten sposób otrzymamy dobro za owoc naszych warg. Asyria nie może nas zbawić, nie chcemy już wsiadać na konie ani też mówić „nasz Boże” do dzieła rąk naszych. U Ciebie bowiem znajdzie litość sierota»”. We wskazanej przez Boga oratio dla określenia swojej kondycji - i to jest mocne - lud izraelski, ale również każdy z nas, ma użyć słowa „sierota”. Stańmy więc w sytuacji ludu izraelskiego i spróbujmy modlić się słowami tej oratio, w której wyrazić mamy pragnienie zerwania z pewnymi destrukcyjnymi postawami. Jakie to postawy? Wymienione są trzy.

Najpierw Bóg podpowiada, byśmy wyznali: „Asyria nie może nas zbawić”. To wyznanie wskazuje na odruchową postawę osieroconego narodu oraz osieroconego człowieka, jaką może być szukanie przysłowiowych pleców. Naród osierocony, a więc naród który zapomniał o Bogu, może i jest kuszony do szukania pomocy potężnych mocarstw, często barbarzyńskich. Osierocony człowiek szukając pomocy i szukając potężnych wspomożycieli, co samo w sobie przecież jest słuszne, może jednak naiwnie rzucić się w ramiona „niedźwiedzia”, a więc jakiegoś despoty. W sytuacji kryzysu sieroctwa trzeba uważać na siadanie „w cieniu” barbarzyńcy czy chowanie się za plecami albo u boku „niedźwiedzia”. Trzeba uważać na szukanie wsparcia w kimś/czymś - tak to określę - propagandowo czy w kategoriach tego świata wielkim. „Asyria nie może nas zbawić” przywołuje w mojej pamięci wyznanie psalmisty: „Gdyby Pan nie był po naszej stronie (…) Nasza pomoc jest w imieniu Pana, który stworzył niebo i ziemię” (Ps 124, 1-8).

Dalej Bóg podpowiada, by modlić się: „nie chcemy już wsiadać na konie”. Co oznacza ten obraz? Koń pojawia się w Biblii często w kontekście konfliktów zbrojnych. Konie i zaprzęgnięte w nie rydwany mogły decydować o zwycięstwie w bitwie. To zwierzę może być symbolem szybkości, gwałtu czy zbytku. Dla kontrastu osioł - pamiętamy, że na ośle Jezus wjeżdża do Jerozolimy - to symbol skromnego i spokojnego życia. Jezus zdobywa Jerozolimę nie przemocą, ale pokorą, która świadczy o prawdzie. Jeśli wsiąść na osła, to nogi jeźdźca albo wciąż są na ziemi, albo pozostają tuż nad ziemią. Słowa „nie chcemy już wsiadać na konie” zwracają mi uwagę, by nie szukać znaczenia i uznania w oczach tego świata. Trzeba odkryć wartość i godność dziecka Bożego w sobie, a nie szukać jej w szybkich samochodach (dziś powiedzielibyśmy). I tu przychodzą na myśl słowa: „Jedni ufają rydwanom, inni zaś koniom, a naszą siłą jest imię Boga, naszego Pana. Tamci zachwiali się i upadli, a my stoimy i trwamy” (Ps 20, 8-9 - tłum. jak w Liturgii Godzin).

Bóg podpowiada wreszcie, by modlić się: „nie chcemy (…) też mówić «nasz Boże» do dzieła rąk naszych”. Te słowa mogą wskazywać z jednej na niebezpieczeństwo bałwochwalstwa, ale niekoniecznie takiego, kiedy oddaje się cześć posągom czy figurkom bożków (uczynionych oczywiście ręką człowieka), ale również takiego, kiedy bożkiem staje się to, co sami robimy albo kiedy siebie samych stawiamy na ołtarzu i czcimy. Widzimy więc niebezpieczeństwo indywidualizmu, który nas izoluje od Boga i od innych ludzi.

A potem słyszymy z ust Boga dobrą nowinę, wyrażoną w sposób bardzo obrazowy: „Stanę się jakby rosą dla Izraela, tak że rozkwitnie jak lilia i jak topola rozpuści korzenie. Rozwiną się jego latorośle, będzie wspaniały jak drzewo oliwne, woń jego będzie jak woń Libanu”. Naród albo człowiek, dotąd żyjący jak sierota, a który teraz ponownie odkrył w Bogu Ojca, jest jak lilia, jak topola, jak drzewo oliwne. Taki naród czy człowiek „rozpuści korzenie”, czyli nie będzie żył powierzchownie, ale pójdzie w głąb. Uderzające, że te głęboko zapuszczone korzenie ma topola, czyli drzewo bardzo wysokie; bo im kto spełnia bardziej odpowiedzialne funkcje, tym zakorzenienie w ziemi, czyli pokora jest ważniejsza. A potem o narodzie czy człowieku, który żyje w relacji z Ojcem, mówi Bóg: „rozkwitnie jak lilia (…). Rozwiną się jego latorośle, będzie wspaniały jak drzewo oliwne…”. Lilia nie jest zbyt wysokim kwiatem, ale urzeka swoim pięknem; to pokorne piękno! Naród i człowiek w relacji z Bogiem pójdzie również wzwyż i będzie nie tylko drzewem ozdobnym, ale również przynoszącym owoc jak drzewo oliwne. Mało tego, można powiedzieć, że pójdzie również wszerz w delikatny sposób: „woń jego będzie jak woń Libanu”, a więc życie narodu i człowieka pozostającego w relacji z Bogiem będzie miało zapach, będzie pociągającym dla otoczenia.

Orędzie z dzisiejszej liturgii: Bóg chce owoców, chce płodności naszego życia. Chce, mówiąc obrazowo, nie tylko by nasze drzewo życia żyło, ale by drzewo naszego życia dawało życie, owocowało. „Ja go wysłuchuję i Ja nań spoglądam, Ja jestem jak cyprys zielony i Mnie zawdzięcza swój owoc” - mówi Bóg.

W Ewangelii słyszymy pierwsze przykazanie: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą”. Uświadomiłem sobie spacerując nad morzem, że miłować całym sobą Boga będę mógł wówczas, gdy pozwolę, by miłość Boga najpierw dotknie i przeniknie wszystkie przestrzenie mojej osoby, mojego serca i mojego życia. Czasem towarzyszy nam takie przekonanie, że są w nas takie przestrzenie, które nie mogą chwalić Boga czy rwą się ku innym celom niż Bóg. Gdy wszystko we mnie zostanie przywrócone do życia przez miłość, gdy wszystko we mnie zostanie otoczone miłością Bożą, wtedy wszystko we mnie będzie zdolne kochać Boga. Miłowane może miłować! Jeśli więc chcemy złożyć Bogu tę najcenniejszą ofiarę, jaką możemy złożyć, czyli całych siebie, potrzebujemy się otworzyć na integrującą nas miłość Boga. Miłość Boga skoncentruje całą energię, która jest w nas. Gdy idziemy za jakimiś bożkami, dużo naszej energii rozprasza się i marnuje. Bóg może i chce ją w dobry sposób wykorzystać. Bóg stworzył morze, w którym złożył ogromną energię do wykorzystania. Bóg również w nas złożył ogromne zasoby energii, które można dobrze lub źle wykorzystać. Prośmy dziś o tę łaskę, byśmy tej energii nie marnowali, nie rozpraszali, ale nią służyli Bogu i człowiekowi, na chwałę Bożą!

---------------------------------------------------------------------

O miłość Boga nie trzeba rywalizować z innymi!
homilia – sobota III tygodnia Wielkiego Postu, 14 marca 2015 r.
Oz 6, 1-6; Ps 51, 3-4.18-21a; Łk 18, 9-14

Dziś w przypowieści zatrzymuje mnie bardzo obrazowe stwierdzenie Ewangelisty, które niestety w przekładzie na język polski utraciło coś ze swojej obrazowości. Słyszeliśmy przed chwilą najpierw, że „dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik”, a potem, że celnik „odszedł do domu usprawiedliwiony”. Korzystając z oryginału greckiego, ale również z łacińskiego tłumaczenia, widzimy faryzeusza i celnika, którzy „weszli [do góry] do świątyni” (gr. „anebēsan eis to hieron”; łac. „ascenderunt in templum”), a potem celnika, który „zszedł do domu” (gr. „katebē eis to oikon”; łac. „descendit in domum”). Słyszymy najpierw, że faryzeusz i celnik wchodzą pod górę i u celu pielgrzymki, na górze, wchodzą do świątyni, a potem słyszymy o celniku, że on schodzi z góry, gdzie położona jest świątynia, na dół, gdzie jest jego dom.

Św. Łukasz używa tu greckich czasowników „anabainein” (wchodzić) i „katabainein” (schodzić). Św. Hieronim korzysta z czasowników „ascendere” i „descendere”. Tych greckich czasowników używa św. Łukasz w swojej Ewangelii również po to, by opisać podróż Jezusa do Świętego Miasta. W ogóle dla św. Łukasza - autora trzeciej Ewangelii i Dziejów Apostolskich - Jerozolima jest punktem centralnym. W trzeciej Ewangelii - Jezus Chrystus, czyli Słowo Wcielone, podąża z dołu w górę, z Galilei przez Samarię, Judeę ku Jerozolimie, a w Dziejach Apostolskich - słowo Dobrej Nowiny w sercach i na ustach uczniów Jezusa jest niesione albo schodzi z Jerozolimy do Judei, Samarii, Galilei i aż na krańce świata.

Jerozolima, a w niej świątynia, czyli miejsce modlitwy, jest położona na górze, a nam trzeba wstępować na górę modlitwy, aby rozmowa z Bogiem zmieniała naszą mentalność, i abyśmy z mentalnością ukształtowaną przez rozmowę z Bogiem, mogli potem zejść do swojego domu. Słowa modlitwy, a w zasadzie słowa monologu faryzeusza ujawniają jego mentalność. W jego pielgrzymowanie do świątyni, w jego modlitwę, a może i w całe jego życie duchowe, jest wpisane konkurowanie z innymi. Strzeżmy się tej niebezpiecznej pokusy, tego szatańskiego podszeptu, by przeżywać swoje życie duchowe jako rywalizację z innymi. Bo o miłość Boga nie trzeba ani konkurować ani rywalizować z innymi. Na miłość Boga trzeba się po prostu otworzyć. Bóg pragnie nas obdarzyć swoją miłością; i obdarza nas miłością - jak wspomina Henry Nouwen w jednej ze swoich książek - nie na zasadzie konkurencyjności, ale na zasadzie łaskawości. Bóg wybiera i miłuje każdą i każdego z nas w sposób jedyny i niepowtarzalny; wybiera i miłuje wszystkich.

Tymczasem pielgrzymka faryzeusza do świątyni i jego modlitwa, składane przez niego ofiary i podejmowane przez niego posty mają - jak się wydaje - udowodnić, że on jest dzielny, doskonały i sprawiedliwy. Niestety, faryzeusz nie pielgrzymuje do świątyni z innymi, ale przeciw innym. Nie modli się z innymi, ale izolując się od innych. Nie modli się za grzeszników, ale przeciw grzesznikom. Nie ma - jak się wydaje - świadomości, że on sam, jak inni, również jest grzesznikiem. Wejście do świątyni i modlitwa go nie zmieniają, bo przecież on już jest sprawiedliwy. Dla przeciwieństwa: pielgrzymowanie i modlitwa celnika zmieniają go, bo on wchodzi do świątyni z głębokim przekonaniem o swojej grzeszności, prosi o zmiłowanie, otwiera się na miłosierdzie Boga, czyli na sprawiedliwość Bożą, i zostaje usprawiedliwiony.

Krańcowo odmienną od faryzeusza z przypowieści postawę przyjmuje św. Paweł, nawrócony faryzeusz. W pierwszym liście do Tymoteusza św. Paweł wyznaje: „Nauka to zasługująca na wiarę i godna całkowitego uznania, że Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników, spośród których ja jestem pierwszy. Lecz dostąpiłem miłosierdzia po to, by we mnie pierwszym Jezus Chrystus pokazał całą wielkoduszność jako przykład dla tych, którzy w Niego wierzyć będą dla życia wiecznego”. Paweł ma świadomość swojego grzechu. Pamięta, że kiedyś był bluźniercą, prześladowcą, oszczercą. Pamięta, że dostąpił miłosierdzia, czyli dostąpił miłości, która się zniża do nędzy człowieka (1 Tm 1, 12-16). On poznał i przyjął mentalność Boga, którą Jezus wyraził w rozmowie z Nikodemem: „I nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił - Syna Człowieczego” (J 3, 13). Bo Syn Boży zstąpił z nieba, stał się człowiekiem, aby spotkać nas tam, gdzie jesteśmy, i abyśmy mogli korzystając z Jego pomocy razem z Nim wstąpić do nieba.

Położona na górze świątynia jest dla faryzeusza i celnika miejscem modlitwy. Obaj wyszli z domu na górę, gdzie jest świątynia, czyli na górę modlitwy, ale potem obaj mają wrócić do domów. My przyjechaliśmy na tę sesję rekolekcyjną, czyli wyszliśmy na górę modlitwy, i ufamy, że stało się tak nie dlatego, żebyśmy się wywyższali nad innych ludzi, ale że jesteśmy tutaj byśmy nabywali mentalność Boga, który szukając każdego człowieka uniża się, zstępuje w dół, by pomóc człowiekowi wstępować do góry. W tym kontekście chcę przywołać słowo z Dziejów Apostolskich. W rozdziale ósmym czytamy, że w czasach prześladowania, jakie wybuchło w Jerozolimie po ukamienowaniu Szczepana, wszyscy się rozproszyli. Wśród tych rozproszonych był również Filip, który „przybył” - a dosł. „zszedłszy”, łac. „descendens” - „do miasta Samarii i głosił im Chrystusa” (Dz 8, 5). Imiesłów „zszedłszy” może się odnosić po prostu do układu geograficznego; może opisywać zejście Filipa z Jerozolimy, miejsca wyżej położonego, do Samarii, miasta niżej położonego. Ale ten imiesłów może też opisywać sposób działania, sposób podejścia: postawę zniżania się. Schodząc i zniżając się Filip naśladowałby Syna Bożego, który stając się człowiekiem, zszedł i zniżył się do naszego poziomu po to, aby nas podnieść i poprowadzić na wyżyny.

Jesteśmy na górze modlitwy. Pomyślmy, że Słowo Boga, które rozważamy, chce zejść do naszego poziomu. Ono schodzi do poziomu ziemi (łac. humus), by spotkać nas tam, gdzie jesteśmy, i poprowadzić ku górze. Prośmy o łaskę pokory (łac. humilitas) w spotkaniu teraz ze Słowem, a potem z bliźnimi w domu. Pełnej pokory postawy celnika potrzeba nam i w rozmowie z Bogiem i w spotkaniu z ludźmi, do których wracamy. Prośmy, byśmy w naszym życiu duchowym nie rywalizowali z innymi, ale po prostu otwierali się na miłosierdzie, które Bóg z właściwą sobie hojnością pragnie rozlewać w naszym życiu. Prośmy o łaskę uznania naszego grzechu i otwarcia się na Bożą sprawiedliwość, na łaskę usprawiedliwienia.

---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl