O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Homilia - Wielki Czwartek - 2 kwietnia 2015 ...


Rodzina - miejsce przekazywania tego, co otrzymaliśmy od Pana

 

Homilia wygłoszona przez ks. Piotra Szyrszenia SDS w czasie Mszy Świętej Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek, 2 kwietnia 2015 r. w kościele salwatorianów pw. Boskiego Zbawiciela w Krakowie, ul. św. Jacka 16.
Wj 12, 1-8.11-14; Ps 116B, 12-13.15-18; 1 Kor 11, 23-26; J 13, 1-15

 

„Bracia: Ja otrzymałem od Pana to, co wam przekazuję” - to wyznanie św. Pawła wyraża misję papieża względem całego Kościoła i misję biskupa wobec powierzonej mu wspólnoty diecezjalnej. Biskup Rzymu i każdy biskup w łączności z biskupem Rzymu ma przekazywać Kościołowi, to co otrzymał od Pana. „Ja otrzymałem od Pana to, co wam przekazuję” - to wyznanie św. Pawła wyraża zadanie kapłana względem powierzonych mu osób i zadanie rodziców, ojca i matki, względem ich dzieci. I ja, i każdy z nas, bracia i siostry, może dziś postawić sobie pytanie: czy to, co przekazuję osobom mi powierzonym, otrzymałem od Pana? Czy ja przekazuję wspólnocie zgromadzonej teraz i tutaj, parafianom czy rekolektantom; czy ty przekazujesz dzieciom Ewangelię czystą jak źródlana woda czy niestety zanieczyszczoną ludzkim bądź światowym punktem widzenia? Możemy powiedzieć, że św. Paweł Apostoł był w sytuacji podobnej, jak każdy z nas: nie uczestniczył w Ostatniej Wieczerzy. Ale z jego słów wynika, że „słowa Ostatniej Wieczerzy otrzymał w pierwotnej wspólnocie w taki sposób, że mógł być pewny ich pochodzenia od samego Pana” (J. Ratzinger/Benedykt XVI, „Jezus z Nazaretu. Część II: Od wjazdu do Jerozolimy do Zmartwychwstania”, Kielce 2011, s. 129). Wspólnota przekazała Pawłowi w formie nieskażonej to, co otrzymała. Przypomnijmy, że zanim Ewangelia została spisana, była przekazywana ustnie. A później to właśnie wspólnota Kościoła wybrała spisane księgi, które wiernie oddawały nie tylko słowa Jezusa, ale też mentalność Dobrej Nowiny. Dajmy dwa przykłady. Wg jednego z apokryfów, zwanego Ewangelią Tomasza, zagubiona owca z przypowieści, której szukał pasterz, była najdorodniejsza. Ewangelie przekazane nam przez Kościół nic o tym nie wspominają; wg nich pasterz szuka owcy, bo ona do niego należy i kropka. Wg innego apokryfu, tzw. Ewangelii Piotra, Jezus na krzyżu w godzinie śmierci miał wołać: „Siło moja, siło moja, dlaczego Mnie opuściłaś”. Widzimy, jak łatwo zniekształcić Ewangelię wprowadzając do niej „szczyptę” mentalności tego świata bądź usuwając rzekomo gorszące słowa albo zamieniając je na „łagodniejsze” i łatwiejsze. Widzimy w ten sposób, jakim skarbem jest Ewangelia wiernie przekazana, a czasem tak bardzo odbiegająca od mentalności świata i tak trudna do zrozumienia! Widzimy, jak ważny jest przekaz słów Pana Jezusa i Jego mentalności, abyśmy jako ludzie przyszłych pokoleń mogli, jak św. Paweł do Koryntian wyznać, że we wspólnocie, w której się wychowaliśmy, w rodzinie czy w parafii, przekazano nam to, co dał sam Pan Jezus.

Paweł przekazuje dalej, co otrzymał. Przyzwyczailiśmy się mówić, że przekazuje tu słowa ustanowienia Eucharystii i Kapłaństwa. Ale on tutaj przekazuje słowa, w których Jezus daje nam samego siebie. Św. Paweł przekazuje nam Jezusa, który się nam dał. Nowość Eucharystii jako ofiary Nowego Testamentu w stosunku do ofiar Starego Testamentu tkwi w tym, że tamtych kapłani ofiarowali jakiegoś baranka, a w Eucharystii Jezus, który jest Arcykapłanem ofiaruje samego siebie, bo On jest Barankiem! Polecenie „czyńcie to na moją pamiątkę” to z jednej strony polecenie sprawowania Eucharystii, ale to również polecenie życia na sposób eucharystyczny, to znaczy dając siebie braciom i siostrom, tak jak dał siebie uczniom Jezusa, dając siebie innym, jak chleb.

Cofnijmy się do pierwszego czytania, w którym słyszymy przepisy dotyczące uczty paschalnej. Należało ją spożywać we wspólnocie podstawowej, jaką jest rodzina: „niech się każdy postara o baranka dla rodziny, o baranka dla domu. Jeśliby zaś rodzina była za mała do spożycia baranka, to niech się postara o niego razem ze swym sąsiadem, który mieszka najbliżej jego domu, aby była odpowiednia liczba osób. Liczyć je zaś będziecie dla spożycia baranka według tego, co każdy może spożyć”. Z jednej strony wszyscy ucztujący mieli się nasycić, z drugiej - nikomu nie mogło zabraknąć. Przyjmowano, że ucztujących miało być około 10-12 osób. Baranek paschalny był więc znakiem jedności rodziny albo rodziny poszerzonej o sąsiadów. Zgodnie z rozpowszechnionym w Izraelu zwyczajem ojciec jako głowa rodziny pełnił w tym dniu i w tym gronie rolę jakby arcykapłana. Ubierał biały strój, podobnie jak czynił arcykapłan w Dniu Przebłagania. Każdy dom żydowski stawał się w czasie uczty paschalnej w ten sposób małym sanktuarium. Odrzwia tego domu, podobnie jak ściany ołtarza w świątyni, były pomazane krwią baranka paschalnego. W tekście hebrajskim tego fragmentu księgi wyjścia czytamy: „krew będzie dla was znakiem na domach…”. Rabini komentując to „krew będzie dla was znakiem” polecali krwią mazać wewnętrzną stronę drzwi, bo wg nich to ucztująca rodzina, a nie świat na zewnątrz, miała kontemplować ratującą ich życie krew baranka. W czasie uczty było też coś charakterystycznego. Ojciec opowiadał historię wyjścia z Egiptu tłumacząc w ten sposób sens uczty paschalnej. Ustalono nawet formułę czterech pytań, które zadawało dziecko i na które ojciec miał odpowiedzieć, co istotne, w sposób dla dziecka zrozumiały i adekwatny do stopnia jego rozwoju. Ojciec miał rodzinie przekazać nie to, co się mu wydawało, ale to, co otrzymał od Pana! Tłumacząc słowa, gesty i zwyczaje miał wyjaśnić to, co było istotą święta: przejście od śmierci do życia dzięki krwi baranka! Za chwilę będzie miał miejsce obrzęd umycia nóg dwunastu mężczyznom. Pomyślałem sobie, że nam mężczyznom trudno jest uznać, że z czymś sobie nie radzimy. Trudno jest nam zgodzić się na to, by ktoś nam „umył nogi”. Jeśli jednak mężczyzna pozwoli Bogu Ojcu, aby przez posługę Syna, który stał się człowiekiem, pochylił się nad tym, co w nim jest słabe, jest szansa, że potrafi on tę postawę naśladować w odniesieniu do powierzonych mu osób.

Pierwsze czytanie opisuje więc kontekst wydarzenia, o którym słyszymy dziś w Ewangelii. Jezus i dwunastu uczniów - oto wspólnota uczty paschalnej. Ale Jezus robi z jednej strony coś nowego, bo zdejmuje szatę, przepasuje się prześcieradłem i pochyla się…, a z drugiej strony robi coś nawiązującego do postawy ojca, który na pytanie dziecka miał odpowiedzieć adekwatnie do poziomu jego dojrzałości, bo Jezus zniża się do poziomu uczniów. A my jesteśmy zaproszeni, by kontemplować to, co istotne i co trudne do zrozumienia. Gest Jezusa jest może łatwy do powtarzania w sensie opowiadania tego gestu, a jest trudny do powtarzania i bardzo wymagający w sensie naśladowania tego gestu. Jezus przypomina nam, że najważniejsze nie jest dawanie czegoś, ale najważniejsze jest dawanie siebie; najważniejsze nie są prezenty, ale obecność wśród swoich! Jak mistrz czeladnikom, tak Jezus swoim uczniom, „zdradza” tajniki swojego „rzemiosła”. Jezus uczy swoich uczniów, współczesnych mu i wszystkich, zniżać się do poziomu tych, którzy zostali im powierzeni. Zniżać się z miłością, by się spotkać z ich wzrokiem. Jezus zniża się, by spotkać się ze wzrokiem grzesznika wbitym w ziemię i zniża się, by spotkać się ze wzrokiem człowieka wyniosłego patrzącego na wszystko i wszystkich z góry. Bo On chce oczyszczać i podnosić zawstydzonych wielkich grzeszników; bo On chce oczyszczać i podnosić bezwstydnych wielkich pyszałków. Jesteśmy zaproszeni, by przyglądać się temu, co robi Jezus, tak jak małe dzieci w naszych domach przyglądają się temu, co robią ich rodzice. Te dzieci, znamy to z doświadczenia, choć im nikt tego nie każe robić, powtarzają słowa rodziców i naśladują gesty rodziców. Powtarzają te dobre słowa i gesty - na szczęście, ale czasem zupełnie nieświadomie i czasem ku naszemu dużemu zakłopotaniu „małpują” te nie najlepsze słowa i gesty - na nieszczęście. Przyglądajmy się więc Jezusowi, jak te niewinne dzieci, by jak one naśladować Go.

Jezus naucza nie tylko słowem, ale sobą, czyli przykładem. Wypowiada słowa i jest słowem wcielonym. My, chcący przekazywać innym to, co otrzymaliśmy od Pana, mamy świadomość, że między naszymi słowami i naszym działaniem bywa albo jest jakaś luka. My ciągle potrzebujemy tego, by w sakramencie pokuty Jezus obmywał nam nie tylko nogi, ale nas całych. Świadomość tej rozbieżności nie może jednak prowadzić do obniżenia standartów Ewangelii i głoszenia tylko tego, co już się nam udaje realizować z obawy o to, aby przypadkiem nie być oskarżonym o niepraktykowanie tego, co mówimy czy głosimy. Nie głosimy przecież samych siebie, ale mamy głosić powierzonym nam osobom to, co otrzymaliśmy od Pana. Możemy i mamy, bez hipokryzji, wskazywać wyżyny świętości, ku którym, jak wszyscy, zdążamy w swojej pielgrzymce wiary (por. Dyrektorium homiletyczne z 29 czerwca 2014 r., nr 7). Nasze działanie mamy stale „podciągać w górę” do słów Pana Jezusa powtarzając je wiernie sobie i innym, a nie słowa Pana Jezusa „naciągać w dół” do naszej ułomnej czasem praktyki życia. Chciałbym powiedzieć i ja nie tylko dziś, ale zawsze, razem ze św. Pawłem: „otrzymałem od Pana to, co wam przekazuję”. Życzę tego sobie i również wam współbracia, wam małżonkowie i rodzice, wam wszyscy bracia i siostry, by każdy z nas przekazując Ewangelię powierzonym sobie osobom mógł wyznać: „otrzymałem od Pana to, co wam przekazuję”. Ale to domaga się od nas tego, by w naszym sercu brzmiało wciąż pytanie: „Co mam czynić, Panie? Co i jak mam powiedzieć, Panie?”.

Piotr Szyrszeń SDS

[homilia wygłoszona w kościele salwatorianów
pw. Boskiego Zbawiciela w Krakowie]

   

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl