O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Pobyć z „całym” Piotrem: Szymonem i Kefasem w jed ...


Pobyć z „całym” Piotrem:
Szymonem i Kefasem w jednej osobie


foto z Mszy św. na inaugurację II roku formacji w Szkole - 15 IX 2014
od lewej: bp Victors Stulpins, bp Grzegorz Ryś, Krzysztof Wons SDS

--- --- --- --- ---

homilia w przeddzień zakończenia Szkoły Wychowawców 2013-2015, 21 maja 2015 r.
2 P 1, 5-11; Ps 34, 2-9; J 21, 18-19

Drodzy bracia,

to spotkanie w Wieczerniku, w ostatni wieczór przed zakończeniem dwuletniej Szkoły, jest szczególnie wymowne. Wieczernik przez wszystkie dni życia pozostanie dla nas miejscem najważniejszym i najświętszym. Tego wieczoru w naszym Wieczerniku jest tak samo jak było w Wielki Czwartek, dwa tysiące lat temu. Przede wszystkim jest z nami Jezus; za chwilę poda nam swoje Ciało i swoją Krew. Jest także z nami Piotr i są pozostali z Dwunastu. „Usiądźmy” blisko Piotra, z którym przeszliśmy w tej Szkole szmat drogi. Siedząc obok niego wpatrujmy się razem z nim w Jezusa.

Poczujmy obok siebie Piotra - tego sprzed Wielkiego Piątku i tego po Poranku Wielkanocnym. Obejmijmy po bratersku Piotra, który miał poważne problemy z przyjęciem Jezusa klękającym przed nim, Jezusa umywającego mu stopy. Mistrz umył Piotrowi nogi nie po zmartwychwstaniu, ale przed wejściem do Ogrójca, gdzie za chwilę te same stopy Szymona, pozostawią po sobie ślady uciekiniera; Jezus umył nogi Szymonowi, który bał się swego brudu i słabości; umył nogi Piotrowi, który po paru godzinach od wyjścia z Wieczernika trzy razy obrócił się do Niego plecami, udając, że Go nie zna. Nawet się zaklinał, że Go nie zna. Bądźmy w Wieczerniku blisko Piotra, któremu Jezus ociera stopy, zanim jeszcze Piotr zacznie ocierać łzy z pobladłej od zdrady twarzy.

Ale bądźmy także blisko Piotra paschalnego, który w Poranek Wielkanocny, gdy jeszcze miał oczy mokre od łez, pobiegł jak oszalały do pustego grobu, albo gdy pamiętnego poranka, rzucił się do wody, płynąc ile sił do Jezusa stojącego na brzegu Jeziora; pomódlmy się dzisiaj z Piotrem, który nad brzegiem Jeziora zjadł z Jezusem swoje spóźnione wielkanocne śniadanie, oprzyjmy się o Piotra, który trzy razy wyznał Jezusowi miłość, który oczekiwał obietnicy Ojca, który przemawiał z mocą w Zielone Święta, świadczył o Jezusie przed Sanhedrynem, któremu opadły kajdany i został wyprowadzony z ciemnego więzienia przez anioła, wreszcie przysuńmy się w naszym Wieczerniku do Piotra - starca, który ostatniego dnia wyciągnął ręce, pozwolił się przepasać i poprowadzić dokąd nie chciał.

Warto pobyć z takim Piotrem na Eucharystii. Z całym Piotrem: Szymonem z Betsaidy i Kefasem w jednej osobie. To ta sama osoba, jeden życiorys: z grzechem odejścia na sumieniu i z porankiem wielkanocnym w duszy. Nie da się oddzielić jednego od drugiego. Nie da się. Nie wolno amputować czegokolwiek z jego historii życia. Bo wtedy oszpecilibyśmy go, okaleczyli paskudnie. Byłby nieprawdziwy, nie do poznania. Ewangelie i Dzieje Apostolskiej uczyły nas Piotra bez retuszów. Prawdziwego.

Po dwóch latach wspólnej drogi już wiemy dobrze, że nie wolno oddzielać Szymona od Kefasa. Jezus nigdy tego nie robił. Kochał całego Piotra, z całą jego historią. Kiedy pierwszy raz go spotkał w Ewangelii Jana, powiedział do niego: „Ty jesteś Szymon, syn Jony, ty będziesz nazywał się Kefas”. Od tamtej chwili, jak pisze Jan, Jezus przez trzy lata mówił do niego „Piotrze”, aby nie zapomniał kim ma się stać, aby nigdy nie zdradził imienia swego powołania. A w najważniejszej dla Piotra rozmowie, tej na brzegu Jeziora, trzy razy zawołał na niego, „Szymonie, synu Jony”, tak jak wołali na niego ziomkowie z Galilei, aby nigdy nie zapomniał o swoich korzeniach, o tym kim nie przestaje być, stając się Kefasem. Pierwsze imię, „Szymon”, nawet gdy się zestarzał, ciągle mu przypominało, że gdy był młodszy opasywał się sam i chodził, gdzie chciał. A drugie imię: Kefas do ostatnich dni przypominało mu kim ma się stawać. Imię Kefas było dla niego jak najświętsza obietnica Jezusa. Usłyszał przecież: „Ty będziesz nazywał się Kefas … Kiedy, Jezu to się stanie? Gdy w ostatnim dniu życia wyciągniesz swoje ręce, gdy Inny cię opasze i poprowadzi dokąd nie chcesz. Obietnica Jezusa spełniła się całkowicie. Piotr u końca życia potrafił uszanować i scalić w sobie Szymona i Kefasa. Szymon na zawsze pojednał się z Kefasem a Kefas z Szymonem. Potrzebował jednak na to całego życia. Łaska go scaliła. Jego tożsamość się skonsolidowała. Stał się tak mocno osadzony w swoim powołaniu i „szymonowo-kefasowej” tożsamości, że nawet po swojej śmierci nie przestał utwierdzać barci w wierze, nie przestał być formatorem. I tak Kościół do dziś wie, że Szymon to Kefas a Kefas to Szymon.

Drugi List św. Piotra, to niezwykle cenne świadectwo Kościoła o Kefasie. Nie ma wątpliwości, że List ten został napisany już po jego śmierci. Wieli znawców Drugiego Listu św. Piotra twierdzi, że napisany został między 80 a100 a nawet między 100 a 150 rokiem. To świadczy o tym, że mimo iż mijały lata, pamięć o Piotrze pozostała niezwykle żywa i cieszył się wielkim autorytetem. Kościół zachował w pamięci Piotra, który miał silną świadomość własnej tożsamości i misji powierzonej mu przez Jezusa. W pierwszych słowach Listu czytamy: „Szymon Piotr, sługa i apostoł Jezusa Chrystusa…”.

Bracia! Wszyscy jesteśmy Szymonami i Piotrami, synami Jony i uczniami Jezusa. Myślę, że wystarczająco dobrze przekonały nas o tym dwa lata wspólnej drogi z rybakiem z Betsiady. I pewnie ciągle w nas więcej jeszcze Szymona, który opasuje się sam i chodzi gdzie chce, niż Kefasa, który pozwala się opasać i prowadzić gdzie nie chce. Być może jak nigdy dotąd uświadomiliśmy sobie, że ciągle jeszcze trudno nam się nie wiercić i czerwienić, gdy Jezus „za darmo” umywa nam nogi; a może trudno nam w ogóle wyobrazić sobie Jezusa klęczącego przed nami i dotykającego z miłością naszych brudnych stóp; pewnie dużo w nas jeszcze Szymona śpiącego w Ogrójcu, Szymona, który opuszcza związanego Jezusa, który zapiera się Go. Być może nie jeden z nas ma ochotę wtulić się po męsku w Piotra, który gorzko płacze i uczy nas płakać na zewnątrz dziedzińca grzechu. Piotr przekonał nas, że prawdziwy mężczyzna wie, że ma uczucia i że potrafi płakać.

Być może Piotr - ten z Dziejów Apostolskich, odskoczył nam sporo do przodu. Kefas po Pięćdziesiątnicy to prawdziwy gigant, który potrafił codziennie wyciągać ręce i dać się prowadzić Duchowi, dokąd sam nie chciał. Dobrze, że nam odskoczył. Mamy kogo gonić, mamy do kogo dociągać. Najważniejsze jednak jest to, że poznaliśmy w sobie i Szymona i Kefasa, i że nie wypieramy się siebie w najmniejszym calu, tak jak Jezus, który nigdy się nas nie wyparł. Najważniejsze, że pozwalaliśmy Jezusowi przez dwa lata na to, aby nas scalał i uczył pojednania z sobą. Nie mówił nam wiele o owieczkach, za to dużo mówił nam o nas samych. Uczył nas jak najpierw dobrze zająć się sobą , aby potem dobrze zająć się Jego owieczkami. U końca przebytej drogi, pyta Cię już tylko o jedno: czy Go miłujesz?, czy Go kochasz? Jeśli poszukasz prawdy w sercu a ona powie ci że tak, że Go kochasz, On spokojnie powierzy ci swoje owieczki i baranki, gdziekolwiek są, na jakimkolwiek polu się pasą. Chciałbym w imieniu moich braci i sióstr mieszkających i posługujących w tym miejscu, bardzo Wam podziękować, że jesteście i że zostawiacie w naszym domu cząstkę tajemnicy swojego życia, powołania, zmagań, nawracania się, dorastania. Dzięki Wam fundamenty tego domu umocniły się, filary i ściany bardziej się scaliły. Dom, to żywe osoby. Jesteście cząstką duszy tego domu. Dziś już możemy powiedzieć, że bez Was ten dom byłby uboższy o dwa lata Waszej historii życia, biedniejszy o dwa lata Waszej modlitwy, byłby pozbawiony wspólnych z Wami spotkań: tych w kaplicy, na zajęciach, na kawie, w parku. Ktokolwiek będzie wchodził do tej kaplicy, będzie odtąd oddychał także Waszymi modlitwami, tymi pełnymi pociechy i tymi przecierpianymi. Żadna modlitwa się nie ulatnia. Gromadziła się w tym świętym miejscu i tu już pozostanie.

Wracajcie do tego domu jak do swojego, by pooddychać powietrzem naszej wspólnej lectio divina. Po dwóch latach ten dom już nie jest tylko nasz. Jest także Waszym domem, ponieważ zostawiacie tu coś bardzo osobistego. A Bóg jeden wie, kto w tym domu więcej otrzymał przez te dwa lata: Czy Wy, od nas posługujących, czy my, posługujący, od Was.

Pozwólcie, że kogoś jednego w tych podziękowaniach wyszczególnię, kogoś, kto nigdy nie chciał być szczególnie podkreślany. Chcę w naszym wspólnym imieniu podziękować biskupowi Wiktorowi. Byłeś „primus inter pares”. Nie chowałeś się za majestatem Kefasa i nie ukrywałeś w sobie Szymona. Dziękujemy Ci za to, że uczyłeś nas sobą Kościoła prostego, braterskiego, pokornego, dyskretnego, skromnego. Byłeś wśród nas pasterzem na tyłach kaplicy, na tyłach auli, na tyłach celebracji. Zachowywałeś się wśród nas jak Piotr w domu Korneliusza. Gdy Korneliusz stanął przed nim i próbował od razu zmienić pozycję swego ciała, Kefas powiedział mu: „Wstań, ja też jestem człowiekiem…”. Takim Cię zapamiętamy. Bardzo ludzki biskupie Wiktorze. W naszych annałach będziesz zapisany jako bp Wiktor I – pierwszy biskup w tej Szkole.

Drodzy bracia, myślę o Piotrze, który patrzy na nas z Wieczernika niebieskiego, myślę o słowach Kefasa, które Kościół dobrze zapamiętał i zachował w Drugim Liście: „Bardziej jeszcze, bracia, starajcie się umocnić wasze powołanie i wybór! To bowiem czyniąc nie upadniecie nigdy”. Dbajcie o siebie, troszczcie się o swoją docibilitas. Kończy się Szkoła, a rozpoczyna najważniejszy okres formacji ciągłej – okres „per annum”.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------
* tytuł homilii pochodzi od redakcji
---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl