O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Towarzyszenie w rekolekcjach lectio divina. Etap II: Ewangeli ...


SZKOŁA LECTIO DIVINA
dla prowadzących i towarzyszących w rekolekcjach

Towarzyszenie w rekolekcjach lectio divina.
Etap II: Ewangelia według św. Mateusza

11-13 listopada 2015

 

ZAPOWIEDŹ >>>.
NAGRANIA >>>.

 T E K S T Y   H O M I L I I
które w czasie Szkoły Lectio Divina wygłosili
Amedeo Cencini FdCC, Rafał Ziajka SDS i Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

Trzeba „wracać z powrotem”, by dostrzec dzieło Boga w naszym życiu
homilia - środa 32. tygodnia zwykłego (rok I), 11 listopada 2015 r.
Mdr 6, 1-11; Ps 82, 3-4.6-7; Łk 17, 11-19

Przed chwilą proklamowany fragment z księgi Mądrości zwraca się szczególnie do tych, którzy mają władzę i autorytet od Najwyższego. I zawiera bardzo surowe słowa skierowane właśnie pod adresem tych, którzy otrzymali władzę i autorytet z wysoka. Mówi się: „On [Pan] zbada uczynki wasze i zamysły wasze rozsądzi”. Fragment ten zawiera też ocenę negatywną: „nie sądziliście uczciwie aniście prawa nie przestrzegali”. Możemy, a nawet powinniśmy przyjąć postawę człowieka wolnego, który potrafi przyjąć wyrzuty ze strony słowa Bożego skierowane do siebie. Zresztą, można powiedzieć, że to jest „papierek lakmusowy”, dzięki któremu można rozpoznać kogoś, kto autentycznie czyta słowo Boże. Takim znakiem rozpoznawczym jest to, że czytamy słowo Boże z dyspozycyjnością, by dać czynić sobie wyrzuty przez to słowo. Również papież Franciszek przyzwyczaja nas do przyjmowania takiej postawy. Może pamiętacie ubiegłoroczne życzenia bożonarodzeniowe papieża skierowane do członków Kurii rzymskiej zawierające słynne piętnaście „chorób”. W kontekście tego, co aktualnie dzieje się w Watykanie, wszyscy są już ciekawi usłyszeć następne życzenia bożonarodzeniowe papieża. Rodzi się więc pytanie, czy mamy na tyle wolne serce, by przyjąć wyrzut ze strony słowa Bożego i tego, kto w imieniu Boga kieruje do nas słowo. To jest straszne, że w dzisiejszym pierwszym czytaniu jest powiedziane, że tym, którzy otrzymali władzę od Boga, grozi „surowe” albo „nieugięte, nieelastyczne” badanie.

Wydaje się, że dzisiejszą Ewangelię możemy odczytać w podobnej perspektywie. Jest dziesięciu trędowatych i wśród nich jeden, który nie należy do narodu wybranego. Ów Samarytanin i tylko on jeden okazuje się być dyspozycyjnym, by przyjąć działanie zbawcze Jezusa. Możemy w jakiś sposób zobaczyć samych siebie w tym wydarzeniu. My czujemy się powołani i wybrani przez Pana, a po wielekroć podobni jesteśmy do owych dziewięciu trędowatych, którzy nie odczuwają potrzeby, by zawrócić po to, aby wielbić Pana i Jemu dziękować; nie odczuwają potrzeby, aby przyjąć od Pana zbawienie, a nie tylko uzdrowienie. Mamy tu obraz powracania (wł. „tornare indietro” - dosł. „wracać z powrotem” - przyp. red.). W gruncie rzeczy właśnie to odróżnia uzdrowionego trędowatego Samarytanina od jego dziewięciu kolegów. Co oznacza to „wracanie z powrotem”? W „powracaniu z powrotem”, z jakim możemy mieć do czynienia w naszym życiu, chodzi o to, by wrócić z zamiarem zobaczenia, czego Bóg dokonał w naszej historii. Chodzi o to, by wracając zobaczyć lepiej i zrozumieć głębiej działanie Boga ukryte pośród naszej codzienności. Pan Bóg był i jest zawsze obecny w naszym życiu. Nie ma i nie będzie nie tylko dnia, ale nawet jednego momentu naszego życia, kiedy Bóg byłby nieobecny. Niemniej trudno jest nam uświadamiać sobie w czasie rzeczywistym tę stałą obecność Boga w naszym życiu. I to jest powód, dla którego musimy okresowo, od czasu do czasu, a nawet często, „wracać z powrotem”, by zrozumieć słowo, które Pan już do nas wypowiedział, by zrozumieć sens konkretnego wydarzenia czy jakiegoś faktu, by dostrzec to, czego Pan już dokonał w naszym życiu, choć wcześniej tego nie zauważyliśmy. W tym „wracać z powrotem” chodzi o to, by odkryć albo odkryć na nowo tę obecność Pana, której tak naprawdę nigdy nie zdołamy odkryć do końca.

I faktycznie, ów uzdrowiony trędowaty Samarytanin właśnie „wracając z powrotem” odkrywa zbawienie. Zostaje uzdrowiony do tego stopnia, że jest ocalony także duchowo. Pozostali trędowaci zostali tylko uzdrowieni, ale nie osiągnęli zbawienia. Oni doszli tylko do kapłana w świątyni, wobec którego się stawili. Ale to było częściowe doświadczenie. To było uzdrowienie tylko ciała. Nie doszło natomiast do przeniknięcia, do odkrycia działania Bożego i do kontemplacji Boga, który nas zbawia od zła. I rzeczywiście, ów uzdrowiony trędowaty wraca i upada na twarz przed Jezusem, bo otrzymał ogromny dar - dar wyzwolenia od „trądu” niewdzięczności. To trąd, który nie pozwala nam odkryć, czego Bóg dokonał w naszym życiu. To trąd, który nie pozwala nam odczytywać słowo, nie tyle słowo z medytacji porannej, ale to słowo, które Bóg wypowiedział na przestrzeni naszej historii; to słowo, które Bóg powierzył naszemu życiu; to słowo, według którego będziemy sądzeni; to słowo, które powinno wydać owoc w naszej historii; to słowo, które każdego dnia coraz lepiej jesteśmy wezwani przyjmować w naszym życiu, rozważać, rozumieć.

Dzisiejszy fragment z księgi Mądrości kończył się tak: „Pożądajcie więc słów moich, pragnijcie, a znajdziecie naukę”. Tymczasem często nie potrafimy pragnąć dostatecznie słowa Pańskiego. Nie odczuwamy potrzeby tego, by „wracać z powrotem”, aby rozpoznać słowo na przestrzeni naszej historii.

Amedeo Cencini FdCC

---------------------------------------------------------------------

………
homilia - czwartek 32. tygodnia zwykłego (rok I), 12 listopada 2015 r.
Mdr 7, 22 - 8, 1; Ps 119, 89-91.130.135.175; Łk 17, 20-25

[udostępnimy w miarę możliwości].

………

---------------------------------------------------------------------

O bałwochwalcach prowadzonych do kontemplacji Boga
homilia - piątek 32. tygodnia zwykłego (rok I), 13 listopada 2015 r.
Mdr 13, 1-9; Ps 19, 2-5b; Łk 17, 26-37

1. Spróbujmy zidentyfikować się z ludźmi, o których mówi fragment księgi Mądrości, którego wysłuchaliśmy. Nie zdziwiłbym się, gdyby wobec takiej propozycji pojawił się w nas opór, bo myślimy sobie może, że my przecież nie należymy do tej grupy bałwochwalców. Słuchając tych słów możemy mieć taki odruch - ja go w sobie zauważyłem -, że teraz słowo Boże mówi o kimś innym, że teraz mówi ono np. o kondycji uczestników rekolekcji czy penitentów, którym towarzyszymy, ale nie o nas. Tymczasem...

Opór w utożsamieniu się z głupcami, o których mowa, wzrósł we mnie, kiedy przeczytałem dzisiejszą Ewangelię. Tylko św. Łukasz mówiąc o powtórnym przyjściu Syna Człowieczego wspomina Lota i zniszczenie Sodomy: Podobnie jak działo się za czasów Lota: (), lecz w dniu, kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich. Wiemy, że uczynki mieszkańców Sodomy i Gomory były bardzo ciężkie, wołały - jak się mówi - o pomstę do nieba (por. Rdz 18, 20).

Słyszymy dziś: Głupi już z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy. I zamiast czcić Boga, czcili żywioły. Opór przed utożsamieniem się z bałwochwalcami jeszcze spotęgował się we mnie, gdy w meditatio przypomniałem sobie, że św. Paweł w liście do Rzymian wraca do tematu pisząc o nich, a może również o mnie: podając się za mądrych stali się głupimi, tzn. św. Paweł zwraca uwagę, że głupotę maskowali swoją rzekomą wielką wiedzą. Paweł pisze, że konsekwencją ich głupoty było i jest nie tylko to, że stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy, ale Paweł idzie dalej, bo mówi, że konsekwencją było także to, że dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał, że kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, () z mężczyznami uprawiając bezwstyd (zob. Rz 1, 22-27).

2. W księdze Mądrości czytamy, że ta głupota jest udziałem ludzi z natury: Głupi już z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga. Ale tu trzebaby jednak koniecznie dodać, że chodzi o naturę zranioną, naturę po grzechu pierworodnym. Bo Kościół, nasza Matka, utrzymuje i naucza, że () naturalnym światłem rozumu ludzkiego można z rzeczy stworzonych w sposób pewny poznać Boga, początek i cel wszystkich rzeczy. Katechizm dodaje, że bez tej zdolności człowiek nie mógłby przyjąć Objawienia Bożego oraz że człowiek posiada tę zdolność, ponieważ jest stworzony na obraz Boży (KKK 36).

A więc człowiek z natury może poznać Boga. Autor księgi Mądrości wyraził tę prawdę w zdaniu: z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę (Mdr 13, 5). Z oryginału można wyczytać piękną intuicję autora, który tam, gdzie w Biblii Tysiąclecia mamy poznaje się, użył czasownika widzi się, kontempluje się (gr. theoreitai), czyli z wielkości i piękna stworzeń widzi się Sprawcę ich powstania, kontempluje się Tego, który je stworzył. Tu nie mogę się powstrzymać od dygresji, że słuchając raz po raz ojca Innocenzo Gargano nie sposób nie zapamiętać, że w kulturze greckiej i w Biblii theorein to kontemplować. Jedno z hiszpańskich tłumaczeń oddało to w ten sposób genialny, mniej więcej tak: z wielkości i piękna stworzeń dochodzi się, przez podobieństwo, do kontemplacji ich Autora. W tym zdaniu ważne jest to dochodzi się, które wskazuje, że tu mamy do czynienia z procesem; to również uwrażliwia nas na niebezpieczeństwo czy na pokusę skracania przez nas tego procesu.

Kościół w Katechizmie uczy nas z całym realizmem: W konkretnych warunkach historycznych, w jakich się znajduje, człowiek napotyka jednak wiele trudności w poznaniu Boga za pomocą samego światła rozumu. Ten realizm Kościoła ma oparcie w tym, że uwzględnia to, że miał miejsce grzech pierworodny. Z czego wynikają te trudności czy przeszkody? Po pierwsze, stąd że prawdy dotyczące Boga oraz relacji między Bogiem i ludźmi przekraczają w sposób absolutny porządek rzeczy podpadających pod zmysły. Po drugie, te prawdy powinny zostać wprowadzone w życie, a więc powinny one wyrazić się w czynach i kształtować życie, wymagają od człowieka poświęcenia i wyrzeczenia się siebie. Po trzecie, wreszcie, w poszukiwaniu tych prawd rozum ludzki napotyka trudności wynikające z wpływu zmysłów i wyobraźni oraz ze złych skłonności spowodowanych przez grzech pierworodny (KKK 37).

3. Jesteśmy więc zdolni do kontemplacji Boga w stworzeniach i poprzez stworzenie, ale doświadczamy trudności. Zatrzymujemy się na tym, na co patrzymy. To zdarzyło się już w raju. Człowiek zwiedziony przez szatana uległ pozorom piękna, na które patrzył. Skupił całą swą uwagę na owocach, które rzekomo nadawały się do zdobycia wiedzy i zapomniał o Bogu, który jest źródłem mądrości. Zamiast patrząc na drzewo adorować Stwórcę, zaczął adorować drzewo. Ja odnajduję się w tym obrazie. Drodzy, my jesteśmy zdolni do kontemplacji, a jednak w obliczu trudności ulegamy pokusie. Zdarza się, że skupiamy się na literze, a zapominamy o duchu. Skupiamy się na prawie, a zapominamy o łasce. Skupiamy się na księdze Pisma Świętego, a zapominamy o Osobie, która do nas mówi przez słowo zapisane w tej księdze. I raz po raz w naszym lectio - zatrzymując się na literze czy na Księdze - stajemy się bałwochwalcami.

W kontekście oporu przez utożsamieniem się z bałwochwalcami, o których tu mowa, uświadomiłem sobie (dzięki wspomnieniu osób z Sodomy) jeszcze inną trudność, która może pojawić się w naszej modlitwie Słowem czy generalnie w naszym życiu. To pokusa szukania Boga na nasze podobieństwo. To trudność przyjęcia, że Bóg jest zupełnie inny. I choć my zostaliśmy stworzeni na podobieństwo Boga, to jednak jeszcze większe jest niepodobieństwo między Stwórcą i stworzeniem. Mamy trudność z przyjęciem Boga, który jest Inny od naszych ludzkich wyobrażeń; trudność zaakceptowania, że Boże kryteria są inne niż nasze kryteria ludzkie, że władza Boga jest inna od władzy możnych tego świata, że sposób działania Boga jest inny, że potęga Boga objawia się w zupełnie inny sposób itd. To może być trudność wytrzymania czasu oczekiwania. Mówiliśmy, że dochodzenie do kontemplacji Boga to proces i jest niebezpieczeństwo, że będziemy go próbować skrócić. Trudno nam znieść tajemnicę ukrytego oblicza Bożego, a wiara ze swej natury wymaga wyrzeczenia się chęci natychmiastowego posiadania, jakie zdaje się ofiarować widzenie, jest zaproszeniem, by otworzyć się na źródło światła, szanując tajemnicę Oblicza, które zamierza objawić się osobiście i w odpowiednim czasie (papież Franciszek, encyklika Lumen fidei, 13). Bóg chce się nam objawić, ale w odpowiednim czasie. Autor księgi Mądrości jest bardzo dosadny, bo on dosłownie mówi, że z wielkości i piękna stworzeń jest się doprowadzanym, przez podobieństwo, do kontemplacji ich Autora (używa czasownika theorein, ale w stronie biernej: theoreitai - 3 os., licz. pojed., str. bierna). A więc do kontemplacji Boga nie dochodzi się samemu, ale jest się doprowadzanym przez samego Boga. Bóg czyni to w odpowiednim czasie, niekoniecznie wybranym przez nas, i w sposób, który On wybiera. Nie da się wejść samemu w kontemplację Boga, ale musi to uczynić Bóg i czyni to poprzez swoje słowo.

Kościół nam przypomina, że w obliczu trudności, o których mówiliśmy, potrzebujemy światła Objawienia Bożego (zob. KKK 38) i otrzymujemy to światło w Bożym słowie. Dla mnie takim światełkiem w tunelu, pośród oporów w zidentyfikowaniu się z bałwochwalcami, światełkiem w tunelu, które zwiastowało dobrą nowinę bałwochwalcy, którym jestem, było zdanie którego wcześniej w tym tekście nie zauważałem. Autor natchniony pisze, że ci wprawdzie błądzą, ale Boga szukają i pragną Go znaleźć. Nie ma wątpliwości, że błądzą, ale szukają Boga i jakby to nie wystarczyło autor dodaje i pragną Boga znaleźć (przecież można czasem tak szukać, żeby nie znaleźć). Słowo Boga z jednej strony nie pozostawia żadnych złudzeń, nazywa problem po imieniu, ale z drugiej strony daje mi nadzieję: błądzą, ale Boga szukają i pragną Go znaleźć.

4. Wczoraj wieczorem wybrzmiała diagnoza stanu uczestników rekolekcji: mają wielkie pragnienia i doświadczają dużej kruchości; żyjąc w świecie przekonują się - jak kobiety z zakończenia Ewangelii Markowej i jak uczniowie z Mateuszowej - jak słaba, krucha, krótkotrwała jest ich wiara. Pewno o nich, ale i o nas pełnych wielkich pragnień, ale kruchych można powiedzieć: zasługują na reprymendę, bo błądzą, ale przede wszystkim zasługują na pochwałę, bo Boga szukają i pragną Go znaleźć. Zabierzmy może ze sobą do domów Noego i Lota, którzy zostali ocaleni - podkreślmy to - ze swymi najbliższymi! Dlaczego zostali uratowani? Bo w momencie decydującym dali się poprowadzić słowu Boga, byli posłuszni. Uratowali siebie, ale również tych, którzy zostali im powierzeni. My często widzimy tylko Noego i Lota, którzy zostali ocaleni, pomijając to, że dzięki nim ocalone zostały też osoby im najbliższe, im powierzone. Zostali ocaleni, bo w posłuszeństwie słowu Boga zwrócili swój wzrok do przodu, ku Bogu, a nie za siebie. Ocalili siebie i tych spośród najbliższych, którzy przyjęli podobną postawę. Np. przyszli zięciowie Lota zostali w Sodomie, bo myśleli że on żartuje. Żona Lota zamieniła się w słup soli, bo oglądała się wstecz. W horrorze destrukcji nie ma nic ciekawego. Prawdziwie ciekawą perspektywę daje nam Bóg w swoim słowie. Prośmy, byśmy szli za Jezusem, Słowem Wcielonym, w codzienności, jakichkolwiek trudności doświadczamy, jakkolwiek bałwochwalcami jesteśmy, a Słowo doprowadzi nas do kontemplacji Ojca w niebie - Boga, którego autor księgi Mądrości określa przepięknie: Pierwotny Rodzic piękna, Sprawca powstania, Wykonawca, Ten, który jest, Ten, który ukształtował i dwa razy Władca. Zostawmy Mu panowanie nad światem, i moment, i sposób, kiedy nam i innym się objawi! Dajmy się Mu prowadzić!

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------
w tekstach spisanych z nagrania na żywo,
 zachowano styl języka mówionego (red.);
homilię A. Cencini tłumaczyła D. Piekarz
---------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------

Zachęcamy do skorzystania z nagrań i publikacji:

    

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl