O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Wsłuchany w Boga. Lectio divina z Józefem z Nazaretu 27-29 li ...


Szkoła Modlitwy Słowem Bożym
WSŁUCHANY W BOGA 
Lectio divina z Józefem z Nazaretu
27-29 listopada 2015

 

INFO I PUNKTA do modlitwy >>>.
NAGRANIA >>>.

 T E K S T Y   H O M I L I I
które w czasie sesji formacyjnej wygłosili
Joachim Stencel SDS, Ryszard Stankiewicz SDS i Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

Słuchaj Słowa! Patrz na Jezusa i znaki, jakich On „dziś” dokonuje!
homilia - piątek 34. tygodnia zwykłego (rok I), 27 listopada 2015 r.
Dn 7, 2-14; Dn 3, 77-78a.79a.80a.81a.82; Łk 21, 29-33

Wskazówki zegara przypominają nam o czymś ważnym. Wciąż uświadamiają nam tajemnicę naszego przemijania. Każdy wieczór coś kończy, noc coś zamyka, a nowy dzień coś rozpoczyna. Życie, które otrzymaliśmy od Boga i które On podtrzymuje w istnieniu, jest zanurzone w czasie, Jego czasie, który został nam dany i zadany. Warto zobaczyć, ile jest już za nami wydarzeń dobrych, ale również trudnych, wydarzeń pięknych, ale i brzydkich, o których chcielibyśmy zapomnieć. Warto zobaczyć, ile odnieśliśmy zwycięstw i ile doznaliśmy porażek. Ciągle gdzieś gonimy, za czymś albo za kimś biegamy. Często mówimy, że brakuje nam czasu. Jest więc dzisiaj okazja, moi kochani, by zatrzymać się przy Jezusie i Jego Słowie. Jest okazja, by w świetle Jego słowa pomyśleć o swojej dotychczasowej drodze życia.

W mowie eschatologicznej, którą św. Łukasz zapisał w dwudziestym pierwszym rozdziale swojej Ewangelii, a której mały fragment dziś usłyszeliśmy, Jezus daje uczniom kilka ważnych wskazówek, dotyczących przemijania. Jezus we wcześniejszych fragmentach mowy przestrzega, że nie będzie brakować momentów trudnych, a czasem nawet bolesnych. Mówi o zniszczeniu świątyni, przestrzega przed fałszywymi prorokami, zapowiada prześladowania z powodu Jego imienia oraz wojny, mówi o śmierci wielu Żydów, co faktycznie nastąpiło w 70 roku z rąk rzymskiego okupanta, zwraca uwagę na znaki apokaliptyczne. Wszystkie te doświadczenia, jak mówi Jezus, nie będą pozbawione Jego obecności, obecności Jego samego, który był, jest i który przyjdzie kiedyś w chwale. On jest i będzie z każdym uczniem aż do momentu, gdy wszyscy powtórnie „ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z mocą i wielką chwałą”.

Wspólnota, do której św. Łukasz skierował Ewangelię, była tym pokoleniem, które nie widziało Jezusa, ale poznało Go przez przekaz ustny i świadectwo świadków. Ta wspólnota przyjęła Dobrą Nowinę i próbowała nią żyć. Podobnie jest z nami. Jesteśmy tutaj dzięki słowu Jezusa, ale również dzięki świadectwu wielu wspaniałych ludzi, których spotkaliśmy, żyjących i nieżyjących już świadków wiary, przez których Bóg do nas przemówił. Od tego momentu nasze przemijanie zaczęło być inne. Może teraz już mówimy, że ma ono sens. „Przemijanie ma sens”, jak mówi w jednej z poezji Jan Paweł II. Przemijanie ma sens, bo jest w nim obecny Jezus i Jego słowo nie tylko usłyszane, ale przez nas przyjmowane. Tymczasem wspólnota, do której Łukasz pisze Ewangelię, przestawała oczekiwać Jezusa, przestawała Nim żyć, przestawała żyć Jego słowem, bo jakoby obietnice w Nim zawarte się nie spełniały. Duży wpływ na osłabienie wiary tej wspólnoty mieli też fałszywi prorocy, przed którymi Jezus także przestrzegał. Fałszywi prorocy zatruwają niejako od wewnątrz serce pojedynczego ucznia i całych wspólnot, osłabiając w wierności wierze.

Św. Łukasz jako dobry chrześcijanin uczy każdego ucznia i wspólnotę przeżywać historię jako historię zbawienia, a nie zatracenia czy potępienia. Historię, która jest w rękach Boga, którą Jego Syn uratował, przez swoje życie, śmierć i zmartwychwstanie zbawił każdego i każdą z nas. Jezus jest obecny w historii, a kiedyś przyjdzie w chwale. Znamienne jest to, że św. Łukasz mocno podkreśla tę prawdę w Ewangelii. W jego Ewangelii Jezus często mówi „dziś”, a przez to podkreśla swoją stałą obecność: „Dziś narodził się Wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan” (Łk 2), „Dziś spełniły się słowa Pisma, któreście słyszeli” (Łk 4), „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu” (Łk 19), „Dziś ze Mną będziesz w raju” (Łk 23). Łukasz zwraca uwagę wspólnocie na słowo Jezusa, które jest nieustannie żywe i obecne. Jezusowe „dziś” otwiera przed każdym uczniem, przed nami wszystkimi, możliwość innego, nowego przeżywania przemijania. Choć bowiem wszystko przemija, to dziś słyszymy, że słowo Jezusa nie przemija. Jezus jest Panem historii.

W dzisiejszym słowie wyraźnie słyszymy jak mamy przeżywać nasze „dziś”. Przypowieść o drzewie figowym, którą opowiada Jezus, tchnie nadzieją, a nie rozpaczą. Przypowieść ukazuje, jak rozpoznawać Jezusa przychodzącego, by się z Nim nie rozmijać; jak rozpoznawać Go obecnego w naszej teraźniejszości. Zwróćmy uwagę na słowa Jezusa, które powtarzają się jak refren, które pojawiają się nie tylko w tym momencie Ewangelii. Jezus mówi: „Patrzcie!”, „Patrzcie na drzewo figowe!”. A więc, wytęż swój słuch i równocześnie patrz! Słuchaj „dziś” Słowa! Patrz „dziś”, czyli kontempluj „dziś” Mnie i znaki, jakich dokonuję! Próbuj „dziś” poznawać, na jakie głębiny pragnę cię zaprowadzić!

Czas oczekiwania na powtórne przyjście Jezusa jest kojarzony z wiosną. Wiosna zapowiada lato, a więc czas żniw i owocowania. Jezus mówiąc o powtórnym swym przyjściu nie posłużył się porównaniem nadchodzącej zimy, ale wiosny. Choć może wielu z nas przyjechało tu zziębniętych, to pamiętajmy, że jest jeszcze gorsza zima niż ta klimatyczna, zima która zabija miłość i ochładza relacje z Bogiem, która nie ogrzewa drugiego człowieka. Ale Jezus mówiąc o powtórnym swoim przyjściu, mówi o wiośnie, o pojawianiu się nowego życia, o pąkach, jakie pojawiają się na drzewie figowym. Niedługo uczniowie poznają znaczenie drzewa figowego, którym stał się krzyż Jezusa. To na nim, na Drzewie Życia, Jezus zbawił każdego i każdą z nas. Tam Jezus wszedł w noc ludzkiego grzechu, czego obrazem może być mróz, chłód, oziębłość. Tam objawiła się miłosierna Miłość Boga. Tam objawiał się Jego moc pośród słabości. Tam Jezus pokonał grzech. Tam w otwartym sercu Jezusa każdy czerpie najlepsze owoce życia. Słuchając słów Jezusa, idąc w Jego ślady, przeżywając wraz z Nim mękę i zmartwychwstanie, każdy z nas może doświadczać wiosny. Pojawiają się w naszym życiu pąki kwiatów zwiastujące nowe życie. Miłość Jezusa jest większa od śmierci. Swoim zmartwychwstaniem Jezus wprowadza nas w nieustanny czas wiosny.

„Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą”. Kolejne pokolenia przychodzą i odchodzą, a wszystkie są zaproszone jako przeżywać Jezus obecnego w ich „dziś” i który kiedyś przyjdzie w chwale. My więc nie chcemy zmarnować daru Bożego, jaki objawia się w naszym „dziś”, tu i teraz. Przyjechaliśmy tu może zmęczeni fizycznie czy psychicznie, może wewnętrznie oziębli czy rozbici, ale przyjechaliśmy tu, bo jest w nas pragnienie życia, które może w nas zrealizować w nas tylko Bóg! My tu przyjechaliśmy, a On tu ofiaruje się nam cały. W Ewangelii św. Łukasza następny rozdział jest już bezpośrednim wprowadzeniem do opisu obumierania tej figi, nacinania jej, aby mogła wydać owoce życia. Powierzmy siebie Jezusowi, a tym który będzie nas wspomagał w odkrywaniu Jezusa na drogach naszego życia będzie św. Józef. W Ewangeliach nie wypowiada żadnego słowa. Jest cały zasłuchany w Jezusa, w każde Jego słowo i w każdy Jego gest! To, do czego Jezus zaprosił Józefa, jest tym samym, do czego zaprasza każdą i każdego z nas: Patrz na Mnie! Słuchaj Mnie! Poznawaj Mnie! O resztę się nie martw!

Joachim Stencel SDS

---------------------------------------------------------------------

Rzemieślnik nagrodzony „oskarem” za rolę drugoplanową
homilia - sobota 34. tygodnia zwykłego (rok I), 28 listopada 2015 r.
[czytania ze wspomnienia św. Józefa, robotnika]
Kol 3, 14-15.17.23-24; Ps 90, 1-4.12-14.16; Mt 13, 54-58

Dajmy się na chwilę ponieść fantazji. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy na gali rozdania „Oskarów”. Nie chodzi o nagrody rozdawane w Hollywood, ale o „oskary” biblijne. Wyobraźmy sobie, że na tapecie jest aktualnie kategoria „drugoplanowe role w Nowym Testamencie”. Nie ma kategorii „rola pierwszoplanowa”, ponieważ w tej kategorii jest tylko jeden nominowany, a mianowicie Pan Bóg. Wśród nominowanych są: Piotr Apostoł; Barnaba, lewita rodem z Cypru; Jan Chrzciciel; Józef z Nazaretu oraz Paweł Apostoł. Zwykle już w trakcie gali zostaje przyniesiona koperta zawierająca werdykt, następuje jej otwarcie i odczytanie nazwiska zwycięzcy. W naszym przypadku werdykt brzmi: „nagrodę otrzymuje: Józef z Nazaretu!”.

Jakie byłoby uzasadnienie takiego werdyktu? Nasz nagrodzony nie odegrał swej roli, jak to się mówi, „śpiewająco”, a nawet jej nie wypowiedział; bo nie mamy w Ewangelii żadnego jego słowa. Nasz nagrodzony odegrał swą rolę milczeniem. A milczał nie dlatego, że nie miał nic do powiedzenia albo niewiele miał do powiedzenia, ale dlatego, że tajemnica, której służył, wymykała się jego ludzkim słowom. Ta tajemnica wymyka się również naszym słowom; wobec tej tajemnicy i my jesteśmy bardzo nieporadni. Może dlatego Józef wolał nic nie mówić. Dla nas, żyjących w świece pustosłowia, wodolejstwa, braku odpowiedzialności za słowo pisane i wypowiadane oraz wszędobylskiego hałasu, milczenie Józefa jest jakże cenną wskazówką, a nawet receptą, gdzie szukać lekarstwa na wymienione i inne choroby czy patologie. I mówcom zawodowym, i nam, którzy zajmujemy się słowem „amatorsko” (na co dzień przecież tyle mówimy), Józef podpowiada, że zawsze jest potrzebna odpowiednia porcja ciszy i milczenia. Potrzebna jest ona codziennie, a nie tylko z racji przeżywania sesji formacyjnej w Centrum Formacji Duchowej.

Nie wiemy, co Józef mówił, ale domyślamy się, jak mówił. Możemy się domyślać, jak mówił człowiek zasłuchany w Boga i w drugiego człowieka. Na pewno był oszczędny w słowach. Zapewne jego słowa były zawsze mądre i piękne. Choć mówił niewiele, ale za to jak precyzyjnie i dokładnie. Na pewno nie plotkował. Na pewno nie przeklinał. Bo człowiek zasłuchany w Boga i w drugiego człowieka wie, jaka jest wartość słowa. Wie, że słowem można ranić czy nawet niszczyć. I wie, że Bóg dał słowo, aby kochać. Bóg dał słowo i to mówione, i Słowo Wcielone, aby kochać. Ale nasz nagrodzony mówił przede wszystkim czynem, jak w dobrej erze kina niemego. Nasz nagrodzony do perfekcji rozwinął zaś język czynu!

Możemy oczyma wyobraźni zobaczyć Józefa, jak drżącą ręką zabiera się do pisania listu rozwodowego dla Maryi. Ręka mu drży, bo w sercu w sercu jest przekonany, że ona jest mu wierna, a więc niewinna. Dopiero interwencja anioła przerwała ten jego pisarski koszmar. List trafił do kosza, a Maryja została z Józefem. W innej momencie z pomocą wyobraźni widzimy Józefa w Betlejem, jak pełen zatroskania, a równocześnie w bezradności, szuka miejsca na nocleg dla brzemiennej, aby mogła odpocząć, a potem aby mogła godnie porodzić dziecko. I widzimy go w wyobraźni, jak z poczuciem ulgi, ale również z zakłopotaniem, wskazuje to znalezione miejsce Maryi. Nie był to, jak wiemy, żaden hotel Hilton, ale pasterska grota, szopa. Oto, jak przygotowało się stworzenie, aby podjąć Stwórcę. Udostępniło Mu hotel najniższej klasy!

Dalej, możemy sobie wyobrazić Józefa w świątyni jerozolimskiej. Czy nie zabolało go serce? Czy nie złapał się za serce, kiedy usłyszał słowa proroctwa Symeona? Wprawdzie słowa starca Symeona mówiły o losie Jego małżonki, Maryi, i Nowonarodzonego, ale czy one go nie zabolały, nie zasmuciły, nie przejęły do głębi? Potem widzimy Józefa, który nie tylko nie dyskutuje, ale nawet nie pyta o nic anioła, nie pyta anioła o żadne szczegóły, ale jak najszybciej bierze Dziecię i swoją małżonkę, i ucieka do Egiptu przed siepaczami Heroda. Nie pyta, jak czy gdzie będzie mieszkał ani jak będzie zarabiał na życie. Możemy towarzyszyć w wyobraźni Józefowi, którego bolały nie tylko nogi, ale i serce, kiedy przez trzy dni wraz z Maryją szukał zagubionego Jezusa. Widzimy też Józefa, który najpierw w Egipcie, a później w Nazarecie, w pocie czoła pracował, aby utrzymać swoją rodzinę. Święta bowiem Rodzina, wbrew temu, co mogliby sądzić niektórzy, nie żyła samym powietrzem. Tej rodzinie żaden anioł z nieba nie podrzucał co miesiąc sakiewki z denarami na utrzymanie. Ta rodzina żyła z pracy rąk własnych, z pracy rąk Józefa.

Widzimy wreszcie Józefa, cieślę. Widzimy cieślę, który oswajał Jezusa z drewnem, z pracą w drewnie. Uczył Jezusa szacunku, a nawet miłości do drewna. O, jakże się ta nauka Jezusowi przydała, kiedy po latach na swych ramionach poczuł ciężar dwu skrzyżowanych drewnianych belek. Jezus nie odrzucił tego drewna, ale je przyjął. Dzięki temu, że Jezus przyjął na swoje ramiona ten „przerażający mebel”, świat wygląda inaczej i my sami wyglądamy inaczej. Ale szacunku i miłości dla drewna uczył się Jezus od Józefa.

Wreszcie wpatrujemy się w Józefa, który schodzi ze sceny. Umiera, nie wiemy nawet dokładnie kiedy. Odszedł tak, jak żył. Odszedł milcząco, cicho, z poczuciem wypełnionego zadania. Moglibyśmy powiedzieć, że tak oto ze sceny schodzi Rzemieślnik, bo na scenę ma wkroczyć Mistrz. Oto kończy się drugoplanowa rola Józefa, ponieważ rozpoczyna się pierwszoplanowa rola jego przybranego syna, Bożego Syna, Jezusa.

Czego uczy nas nasz nagrodzony naszym „biblijnym oskarem” Józef z Nazaretu? Jest patronem dobrej śmierci, ale z pewnością jest również patronem dobrego życia. Z powodzeniem może nas uczyć dobrego i pięknego, i owocnego życia. Wzywajmy go więc, gdy przyjdzie ostatnia godzina, ale wzywajmy go także i przede wszystkim pośród naszej codzienności, bo on wiele może nam wyprosić i wiele może nas nauczyć. Zwykle, kiedy coś, jakaś rzecz, nam zginie, wzywamy pomocy świętego Antoniego. Gdy natomiast ktoś nam się zagubi, kiedy pogubimy się w relacjach, zwłaszcza z Panem Bogiem, gdy zagubimy w naszym życiu Jezusa, śmiało możemy prosić o pomoc właśnie świętego Józefa. Z jego pomocą odnajdziemy Jezusa w świątyni albo w innym miejscu, choć nie ominą nas w tym poszukiwaniu ból serca i ból nóg.

Św. Józef uczy nas również pracy. Uczy nas pracy, jak słyszeliśmy w dzisiejszym czytaniu, „dla Pana”. Uczy nas pracy „dla Pana”, a nie odrabiania jakiejś pańszczyzny. Z drugiej strony, przestrzega nas, byśmy pracy nie ubóstwiali, by nie stała się naszym bożkiem. Od Józefa uczyć się możemy troski o Jezusa i Maryję. I nie chodzi w tej trosce jedynie o zapewnienie im dachu nad głową i jedzenia, bo to za mało. Trzeba zrobić wszystko, by Maryja, a przede wszystkim Jej Syn, Jezus, mieli w naszym życiu prawo głosu. Trzeba zrobić wszystko, by ich głos był najważniejszy i byśmy tego głosu słuchali na co dzień. Trzeba się strzec tego, żeby nie zrobić z Maryi i Jezusa takie dwa „świątki”, które wstawia się do kąta, by sobie cicho w kącie siedziały, bo my teraz tutaj przeżywamy swoje życie. Józef podpowiada nam, że trzeba korzystać z obecności Jezusa i Maryi w naszej codzienności. Przy Józefie, Jezus i Maryja, czuli się bezpiecznie. Przy Józefie czuli się, nawet na wygnaniu w Egipcie, jak w domu. A jak czują się przy nas? Czy nie żyją w stałym zagrożeniu eksmisją? Czy nie są cicho siedzącymi w kącie, aby przypadkiem nie rozłościć kapryśnych gospodarzy, co mogłoby skutkować wymówieniem im lokum i wyrzuceniem na bruk?

Św. Józef, wreszcie, przypomina nam, że nasza rola w filmie, jakim jest życie, jest drugoplanowa. Rolę pierwszoplanową gra Pan Bóg. Józef z Nazaretu przestrzega nas przez robieniem jakichkolwiek zmian w scenariuszu. Przestrzega przede wszystkim przed próbą zamiany owych ról, przed spychaniem Boga do roli drugo- albo trzecioplanowej, czy jeszcze bardziej podrzędnej. Gdy próbujemy grać rolę pierwszoplanową, źle na tym wychodzimy i my sami, i świat, w którym żyjemy. No cóż, gdyby Jezus, Mistrz, miał na świecie takich rzemieślników, jakim był jego przybrany ojciec, Józef, mógłby być spokojny o ten świat. Ale, jak na razie, ma tylko czeladników. Dlatego, kochani, uciekając się do wstawiennictwa św. Józefa, rzemieślnika, pogłębiajmy nasze chrześcijańskie rzemiosło! Józef, każdego rana, gdy otwierał szafę, jeśli takową miał w nazaretańskim domu, nie pytał o to, w co ma się ubrać, ale ubierał szatę miłości i pięknie przeżywał codzienność. Przyoblekajmy się więc codziennie, jak św. Józef, w szaty miłości… i do roboty!

Ryszard Stankiewicz SDS

---------------------------------------------------------------------

... ... ...
homilia - I Niedziela Adwentu (rok C), 29 listopada 2015 r.
Jr 33, 14-16; Ps 25, 4bc-5ab.8-10.14; 1 Tes 3, 12 - 4, 2; Łk 21, 25-28.34-36

[udostępnimy w miarę możliwości]

---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl