O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Jezu, miej litość dla mnie, grzesznika! Lectio divina do Męki ...


Jezu, miej litość dla mnie, grzesznika!
Lectio divina do Męki Pańskiej
według św. Łukasza

SZKOŁA MODLITWY SŁOWEM BOŻYM
19-21 lutego 2016

 

INFO I PUNKTA do modlitwy >>>.
NAGRANIA >>>.

 T E K S T Y   H O M I L I I
które w czasie sesji formacyjnej wygłosili
Rafał Ziajka SDS, Joachim Stencel SDS i Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

Zamiast szemrać zastanów się nad miłosierdziem Boga
homilia - piątek I tygodnia Wielkiego Postu, 19 lutego 2016 r.
Ez 18, 21-28; Ps 130, 1-8; Mt 5, 20-26

Drodzy siostry i bracia, pozwólcie, że tę naszą refleksję nad usłyszanym dziś słowem Bożym, rozpocznę od nieco kontrowersyjnego stwierdzenia, że „zły pies” i „dobry łotr” nie istnieją, a przynajmniej w taki sposób, w jaki zwykliśmy rozumieć te słowa. Jeśli pies nie jest zły, a jedynie „dobrotliwy”, domu nie przypilnuje, a zatem nie spełnia swojego zadania, czyli jest zły. A jeśli ktoś jest dobrym człowiekiem, to nie jest łotrem, a jeśli jest łotrem, nie jest dobrym człowiekiem. W obu stwierdzeniach jest więc sprzeczność. Sformułowanie „dobry łotr” brzmi jak: „święty przestępca”. Odnosimy je do jednego ze współukrzyżowanych z Jezusem łotrów, aby podkreślić w życiu łotra i w jego sercu dokonała się dobra zmiana. Jest „dobry”, tzn. zbawiony. W tym stwierdzeniu przypominamy jednak również, że jego życie wcześniej wyglądało inaczej: było złe. Należałoby zatem mówić, że to ten, który skorzystał z szansy, może ostatniej szansy. Choć był grzesznikiem, uznając jednak swój grzech i otwierając się na łaskę zbawienia, został zbawiony, uświęcony przez Jezusa.

Przypuszczam, że kiedy słuchaliśmy słowa z księgi proroka Ezechiela, z pierwszego dzisiejszego czytania, zgadzaliśmy się z pięknymi słowami skierowanymi do całego narodu i niejeden z nas pomyślał, że również on może być zbawiony, skoro Bóg zapowiada tym, którzy żyli przewrotnie, a się zmieniają, że będą zbawieni. I to nas ucieszyło. Być może, słuchając o przypadku tych drugich, którzy najpierw żyli dobrze, a później zeszli na drogę przewrotną, pomyśleliśmy sobie kara wieczna, jaka ich spotyka, jest sprawiedliwa. Ale pozwólcie, że zaproszę was do zatrzymania się na reakcji tych, którzy słuchali tych słów z ust Ezechiela. Zatrzymajmy się na słowach, które w pewnym sensie „zgrzytają”. Otóż, prorok mówi do słuchających go: „Wy mówicie: «Sposób postępowania Pana nie jest słuszny». (…)”. Prorok ujawnia sposób myślenia słuchaczy. Ci twierdzą, że - zarówno, gdy Bóg mówi o nagrodzie, jaka spotyka nawróconego grzesznika, jak i wtedy gdy mówi o odpłacie, której doświadcza odstępujący od dobra sprawiedliwy - Pan Bóg się myli.

Ale zauważmy, że tutaj jest mowa o szczególnym rozumieniu sprawiedliwości. Wydaje się, że słuchacze Ezechiela mieli, jeśli można tak powiedzieć, „syndrom starszego brata” z przypowieści o miłosiernym ojcu. Trudno im bowiem było się zgodzić z tym, że ktoś kto przez większość swojego życia żył źle, żył z dala od Boga i za nic miał przykazania, komu słowo „miłość” nie przechodziło przez gardło, jak ów „dobry łotr”, konający obok Jezusa, teraz się nawraca i to wystarcza, aby został zbawiony. Słuchający Ezechiela szemrali tak, jak i świadkowie konania „dobrego łotra” mogli szemrać: „sposób postępowania Pana nie jest słuszny! My przecież wkładamy tyle wysiłku, aby na co dzień być wiernym Bogu, a komuś wystarczy się nawrócić?”.

Na tym mogłoby polegać wzburzenie w sytuacji przebaczenia łotra nawracającego się w ostatniej chwili życia. A gdzie tkwi przyczyna wzburzenia w drugiej sytuacji, czyli sytuacji sprawiedliwego, który sprzeniewierza się Bogu w ostatniej chwili? Pomyślmy, czy nie towarzyszy nam taka obawa: „żyję dobrze, a przynajmniej mam taką nadzieję, że żyję dobrze, i co? Raz, pod koniec życia, powinie mi się noga i wtedy już tylko piekło przede mną?”. Zauważmy, że w słuchających proroka Ezechiela, jak się wydaje, nie było próby wejścia w głąb tajemnicy grzechu człowieka i miłosierdzia Bożego, ale skupianie się na zwykłych ludzkich kalkulacjach: „może nie jestem doskonały, ale trzymam się prawa, więc należy mi się zbawienie”.

Zauważmy, że Bóg przez usta proroka mówi, w jaki sposób należy zrozumieć Jego słowo skierowane do Izraelitów i do nas. Otóż, prorok przemawiający w imieniu Boga używa charakterystycznego sformułowania w odniesieniu do tych, którzy żyli źle, a się nawrócili. Oni „zastanowili się i odstąpili od wszystkich swoich grzechów, które popełniali, i dlatego na pewno żyć będą, a nie umrą” (por. Ez 28, 18). Słuchając słowa Bożego za każdym razem starajmy się przyjmować taką postawę: postawę kogoś, kto się zastanawia i kto się słowu Bożemu pozwala zadziwiać, kto w spotkaniu ze słowem może doświadczać zdumienia. Wówczas od oskarżania Boga, że postępuje niesprawiedliwie, przejdziemy do zdumienia nad miłosierdziem Boga.

Kiedy pozwolimy, by nas słowo Boga zadziwiło i zdumiało, nie będziemy powtarzać, że Bóg w swoim postępowaniu jest niesprawiedliwy, ale słowo Boże za każdym razem będzie przed nami otwierało podwoje Bożego miłosierdzia. Przejdźmy teraz do Ewangelii, by zobaczyć, jak sam Jezus pogłębia ten temat. Jezus mówi: „Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 5, 20). Być może to słowo wielu z nas skłania do zastanowienia się nad swoją sprawiedliwością, tymczasem wydaje się, że akcent położony jest na ostatniej części tego zdania: „nie wejdziecie do królestwa niebieskiego”. Jezus nie mówi do przypadkowych osób, ale do osób, dla których królestwo niebieskie jest wartością, dla których jest ono miejscem przebywania Boga, miejscem oglądania Boga twarzą w twarz. Z perspektywy tego widzenia Boga twarzą w twarz, możemy wrócić do przemyślenia tego, jaka sprawiedliwość jest właściwą czy wymaganą, aby do królestwa niebieskiego wejść. Już wiemy, że winna ona być „większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów”. A z doświadczenia życia publicznego, a potem procesu Jezusa, wiemy, że uczeni w Piśmie mieli sprawiedliwość bardzo legalistyczną.

Kiedy spotkałem się po raz pierwszy z pojęciem „mobbing-u”, najpierw pomyślałem, że znowu wymyślono jakieś przestępstwo, dla określenia którego zapożyczono zwrot z języka angielskiego. Potem dotarło do mnie, że takie przestępstwo już istniało. W języku polskim istniało już bardzo mocne słowo na określenie tej rzeczywistości: „nękanie, prześladowanie, ……… [jeszcze dosadniejsze słowo, które mi w tej chwili umknęło]”. Ta sytuacja uświadomiła mi, że również w relacjach możemy stopniowo odkrywać i nazywać po imieniu przestępstwa, które niszczą życie drugiego na wiele różnych sposobów, nie tylko fizycznie.

Jezus mówi: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom: «Nie zabijaj!»; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: „Raka”, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: «Bezbożniku», podlega karze piekła ognistego”. Słowa „bezbożniku” można używać, by kogoś napiętnować. To „bezbożniku” służy niejako usunięciu poza wspólnotę wierzących; to specyficzny sposób uśmiercania poprzez odsuwanie od wspólnoty. Słowo „bezbożniku” - zwraca uwagę Jezus - może zabijać! W jaki sposób? Używać go to tak, jakby mówić: „Nie masz Boga! Nie masz wspólnoty!”. Jezus uwrażliwia nas dziś nie tylko na same nasze czyny i słowa, ale na skutki naszych czynów i skutki naszego postępowania. Chciejmy na początku naszego spotkania, w czasie którego będziemy rozważać Mękę Pańską, wrócić do przypadku tego „dobrego łotra”. On dokonał dobrego wyboru. Spotkał Jezusa i otworzył się na Jego słowo i obecność. My będziemy mieć okazję i przywilej, by słuchając słów Ewangelii i kontemplując wydarzenia Golgoty, towarzyszyć Jezusowi.

Pozwólmy, by słowo Boga głęboko zapadało w nasze serca! Prośmy, byśmy byli ludźmi budującymi życie swoje i innych. Prośmy, byśmy nie zatrzymywali się na stwierdzeniu: „ja nic złego nie uczyniłem”, ale pytajmy siebie: „co więcej uczyniłem, by sobie i drugiemu człowiekowi pomóc stanąć na nogi?”. Popatrzmy, że w ostatnim zdaniu dzisiejszej Ewangelii Jezus nie mówi: „jeśli ty uczyniłeś coś złego bratu”, ale „jeśli brat twój ma coś przeciw tobie”. To bywa trudne, bo czasem ktoś bez żadnych podstaw może mieć coś przeciwko nam. Taka sytuacja może skłonić nas po prostu i przede wszystkim do zastanowienia się, czy nasze słowa i postawy pomagają innym wzrastać w wolności i zbliżać się do Boga, czy też owocują w nich w przeciwny sposób. Prośmy, by przykład otwartości i hojności „dobrego łotra” w spotkaniu z Jezusem był dla nas zachętą do hojności i otwartości w naszym spotkaniu z Jezusem cierpiącym i ukrzyżowanym; przykładem nawiązania z Nim głębszej więzi.

Rafał Ziajka SDS

---------------------------------------------------------------------

Zbawiciel świata - naszą drogą do miłości bezgranicznej!
homilia - sobota I tygodnia Wielkiego Postu, 20 lutego 2016 r.
Pwt 26, 16-19; Ps 119, 1-2.4-5.7-8; Mt 5, 43-48

Kiedy wsłuchiwałem się w dzisiejsze słowa, które są zaczerpnięte z kazania Jezusa na górze (Mt 5-7), zatrzymały mnie słowa: „abyście się stali synami Ojca waszego”, które Jezus wypowiada w kontekście wezwania do miłości nieprzyjaciół i tych, którzy nas prześladują. Jezus stawia wysoką poprzeczkę każdemu swojemu uczniowi, a więc wszystkim nam. Zanim jednak usłyszymy wezwanie do miłości nieprzyjaciół, usłyszmy prawdę, że jesteśmy i mamy się stawać dziećmi Ojca w niebie. Prawda, że zostaliśmy powołani, aby stawać się synami i córkami Boga, aby stawać się dziećmi Boga, jest pierwszą ważną prawdą w tym słowie i ją powinniśmy odkryć najpierw. Z tą tajemnicą i całym bogactwem dzięcięctwa Bożego przychodzimy na świat. I jesteśmy powołani, by tę tajemnicę odkrywać i zgłębiać.

Jezus nie mówi: „abyście się stali synami Boga waszego”. Używa imienia „Ojciec”. Mówi: „abyście się stali synami Ojca waszego”. Syn może stawać się synem przy kochającym Ojcu. Podobnie, córka może stawać się córką przy kochającym Ojcu. Dlatego Ojciec Niebieski posyłając swojego umiłowanego Syna na świat, wezwał Go do tego, aby On, Syn, uczył nas, dzieci Ojca, najtrudniejszej miłości, która jest miłością Ojca. Cechą miłości Ojca jest to, że kocha On człowieka nawet wówczas, gdy wybiera grzech. Bóg Ojciec kocha także tego, który na naszej drodze wykopał rów nienawiści, który na naszych ścieżkach postawił płoty czy mury graniczne, których o własnych siłach nie jesteśmy w stanie pokonać.

W Starym Testamencie nie ma nakazu nienawiści nieprzyjaciół. Nie znajdziemy takiego nakazu ani w Prawie, ani u Proroków, ani nawet w tradycji rabinistycznej. Być może więc Jezus odwołuje się do jakiegoś sposobu myślenia, funkcjonującego w Jego czasach, który choć nie zapisany, był bardzo, bardzo mocny. A my wiemy, że spirala nienawiści między ludźmi zakręcić się bardzo szybko, a rozkręcić jest ją bardzo trudno.

Dla Izraelitów na miano „bliźni” zasługiwał ten, kto zachowywał Prawo; innych nazywano nieprzyjaciółmi. Ówczesne więc rozumienie pojęcia „nieprzyjaciel” nie pokrywało się ze znaczeniem, jakie my dzisiaj mu nadajemy. Nieprzyjacielem był również ten, kto prześladował Izraelitów. Jednak Bóg wezwał w Jezusie swoim Synu, do miłowania wszystkich ludzi, także nieprzyjaciół. W Jezusie bowiem każdy umiłowany syn Boga i każda umiłowana córka Boga, może otrzymać i przekazać tę miłość, która przepływa od Ojca przez Syna i wlewa się we wszystkie miejsca naznaczone nienawiścią.

Miłość, o której rozważamy w czasie tych dni. To Miłość, która na Krzyżu zatrzymała całą nienawiść. To Miłość, która wyklucza zemstę. To Miłość, która wyciąga dłoń nawet do krzywdzicieli i prześladowców. To Miłość, która jest pełna i aktywna. To Miłość, która nie liczy na odwzajemnienie, ale jest bezinteresowna. To Miłość, która nie stawia warunków i nie uzależnia bycia miłością od tego, czy nieprzyjaciel się nawróci. To Miłość, która kochała od początku i będzie kochać aż do końca, a my będąc w niej zanurzeni i tylko wtedy, kiedy jesteśmy w niej zanurzeni, jesteśmy w stanie kochać podobnie jak Ona.

Bóg zawsze jest pierwszy, więc Miłość zawsze jest pierwsza. Zasada „oko za oko” nie ma już siły wiążącej. Jej miejsce zajmuje Miłość - Ta z Krzyża, która przyjęła na sobie skupioną całą nieprzyjaźń i nienawiść, i całe okrucieństwo różnorakich prześladowań. O takiej Miłości nikt wcześniej nie mówił. Powiedział o niej dopiero Jezus w Kazaniu na Górze: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują”, a potem potwierdził te słowa na Krzyżu wbitym na Górze Golgoty: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Mt 5, 44). Mówił, by modlić się za nieprzyjaciół i sam modlił się za nich.

Jezus zaprosił nas na drogę słuchania słowa Bożego, bo tylko słowo Boże jest zdolne przemienić nasze serca, oczyścić je z nienawiści i wypełnić miłością, byśmy nawet w chwilach nienawiści, mogli kochać. Jezus modli się: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23, 34). Jezus jako człowiek, sam z siebie, nie jest w stanie taką miłością kochać i dlatego prosi Ojca o tę łaskę. My swoimi siłami, swoją mocą, nie jesteśmy w stanie kochać nieprzyjaciół. Jezus prowadzi więc nas do Ojca, bo - sam powiedział - jest Drogą prowadzącą do Ojca (J 14, 6). Kochać tak, jak Jezus, Syn Ojca, jesteśmy w stanie wyłącznie dzięki miłości, której źródłem jest Ojciec. To nasz Ojciec w niebie „sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mt 5, 45).

Nasz Ojciec w niebie jest cierpliwy, bo Miłość jest cierpliwa (1 Kor, 13, 4). Ileż jednak niejednokrotnie musi się On naczekać, abyśmy przyjęli Jego miłość i odpowiedzieli na nią! Ileż musi się naczekać, aby nasza miłość dojrzała i umocniła się aż do tego stopnia, jakim jest miłość wobec tych, którzy nas skrzywdzili, ale również wobec tych, których my skrzywdziliśmy. I znowu, jest to możliwe w naszym życiu tylko dzięki Jezusowi, który jest blisko Serca Ojca.

Miłość Ojca, który jest w niebie, wyznacza „nowe granice”. Bóg w miłości nie zatrzymuje się na granicach, które wyznacza nienawiść, ale idzie dalej. Te „nowe granice”, które wyznacza Miłość, bo Miłość Ojca z natury swojej jest bezgraniczna. Miłość Miłosierna znosi wszelkie granice nieprzyjaźni, nienawiści, krzywdy. Jezus, Zbawiciel świata, jest naszą drogą do miłości bezgranicznej. To dzięki Jezusowi możemy odkryć najpiękniejszą miłość, miłość Ojca, którą Ojciec podzielił się z nami w Jezusie, a my możemy się dzielić z innymi.

Prośmy dla nas o łaskę miłości bezgranicznej! Prośmy o nią również dla naszych krzywdzicieli! Prośmy, aby Bóg Ojciec mocą swojej miłości oczyścił nasze serce i uzdolnił do szerokiego spojrzenia na wszystkich, których skrzywdziliśmy i którzy nas skrzywdzili, bo oni również są dziećmi Bożymi, ponieważ w nich również jest ogrom dobra, tylko zło zasłoniło to piękno, które jest w nich i w nas!

Joachim Stencel SDS

---------------------------------------------------------------------

Góra Przemienienia znajduje się w otchłani naszego cierpienia
homilia - II Niedziela Wielkiego Postu (rok C), 20 lutego 2016 r.
Rdz 15, 5-12.17-18; Ps 27, 1bcde.7-9abc.13-14; Flp 3,17-4,1; Łk 9, 28b-36

Słowo Ewangelii, którym dziś dzieli się z nami Kościół, pochodzi z tej samej Ewangelii, którą modliliście się w tych dniach, czyli z Ewangelii wg św. Łukasza. W drugą niedzielę Wielkiego Postu Kościół zawsze sięga po opowiadanie o Przemienieniu Jezusa. Próbowałem na nowo wejść w tajemnicę Przemienienia, by nie pozostawać w jakichś szablonach czy w jakimś starym, pełnym przyzwyczajeń jej czytaniu; bo słowo Boże jest zawsze nowe. I to, co - jeśli dobrze pamiętam - zdumiało mnie po raz pierwszy w lekturze i do czego chciałbym dziś z wami wrócić to fakt, że tajemnica przemienienia, którą zawsze kojarzyłem z oglądaniem chwały Bożej i piękna Boga w obliczu Jezusa, z oglądaniem Jego Boskości (możemy sobie jedynie wyobrazić to, co widzieli uczniowie. Ewangeliści usiłują opisać piękno Przemienienia, które widoczne było na Obliczu Jezusa Chrystusa i nie tylko, bo również na całej Jego postaci przemienionej), dokonuje się wśród bardzo ludzkich zachowań. Nie brak tam lęku czy snu, nie brakuje ciemności czy przerażenia. Sięgnąłem do kontekstu Przemienienia w trzeciej Ewangelii. Zanim św. Łukasz dotrze do opisu Przemienienia, opowiada cały szereg cudów, których dokonuje Jezus. Kiedy zacząłem się zatrzymywać przy tych cudach, odnosiłem wrażenie, że każdy z nich prowadzi do jeszcze większego. Najpierw jest uciszenie burzy na jeziorze, potem spektakularne uwolnienie opętanego z Gerazy. A potem słyszymy o uczniach Jezusa, którzy są zdumieni tym, że uzdrawiają i wyrzucają złe duchy. Potem Jezus otoczony tłumami uzdrawia kobietę chorą na krwotok, a następnie idzie do domu Jaira, gdzie wskrzesza jego córkę. Potem karmi chlebem pięć tysięcy ludzi, a wreszcie Szymon Piotr wyznaje: Ty jesteś Mesjasz Boży! Ty jesteś wielki! Ty jesteś wszechmocny! Ty jesteś wyjątkowy! Tylko Ty potrafisz dokonywać takich cudów!.

A zaraz potem Piotr i pozostali słyszą, że Jezus Chrystus będzie odrzucony, że będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie; i że, jeśli ktoś chce pójść za Nim, musi się nauczyć zapierać się samego siebie, i wejść na drogę krzyża. Po ośmiu od tej wiadomości, po ośmiu dniach niepokoju i lęku, a może i przerażenia w sercu Piotra i pozostałych, Jezus bierze ich na górę. Łukasz zaznacza, że była ona wysoka; my jednak zostawmy w tym momencie geografię, a zajmijmy się tym, co się tam zdarzyło. Już wcześniej w swoich czynach i cudach Jezus ukazywał uczniom swoją wyjątkowość, tak że Piotr wyzna: Ty jesteś Pomazaniec!, a tam - już po tym, jak powiedział uczniom o krzyżu - ukazuje się im w chwale. Pozwala, by mogli oni niejako dotknąć rąbka Jego Boskości, Jego Piękna; tak, że Szymon Piotr zawoła: Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty Niech już tak będzie! (por. Łk 17, 33). A potem widzimy, że obłok Go osłania i słyszymy głos z obłoku: To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie! (Łk 17, 35).

Drodzy, czy coś was zadziwia albo zdumiewa? Zwróćcie uwagę, że chwała Boża objawia się pośród tego, co najciemniejsze; pośród tego, co kojarzy się z krzyżem, z cierpieniem i bólem; a może nawet z dnem czy otchłanią cierpienia. Tam, na górze, według św. Łukasza, Jezus rozmawia z Mojżeszem i Eliaszem. Rozmawiają o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie. Słowo odejście nie do końca oddaje to, o czym rozmawiali, bo chodziło o wyjście (gr. eksodos). O jakim wyjściu rozmawiali? O tym, które miało się dokonać w Jerozolimie. W jaki sposób tam, w Jerozolimie, objawi się Boskość Jezusa? Jak objawi się moc Jego zmartwychwstania? Objawi się przez zejście aż do otchłani, aż na dno ludzkiego lęku, aż na dno ludzkiej bezradności, odrzucenia, cierpienia, niezrozumienia Każdy z was mógłby do tej litanii dodać to niepowtarzalne cierpienie, którego być może doświadczył albo doświadcza obecnie w swoim życiu.

Spróbujmy dzisiaj idąc na górę Przemienienia pozwolić Jezusowi zejść aż na dno naszego cierpienia. Tam, w samym centrum naszego krzyża i bólu na pewno spotkamy Jezusa. Tam najbardziej doświadczymy, że Jezus sam wystarcza. W życiu przechodzimy przez takie chwile, w których wszystko, co do tej pory nam pomagało, znika. Znikają cuda, w których doświadczaliśmy Boga i Jego działania, znika niezwykłość i nadzwyczajność wydarzeń i przeżyć, znikając pocieszenia czy radości w życiu duchowym i w wierze, które nam towarzyszyły i których Bóg nam nie szczędził. A tu, nagle, tego wszystkiego nie ma! Widzimy tylko Krzyż i czujemy, że dotykamy jakiegoś dna cierpienia. Odnosimy wrażenie, że już dalej zejść nie możemy, bo tam już nic nie ma. I to właśnie wtedy przekonujemy się, co oznacza to, że Bóg sam wystarcza; że sam Jezus nam wystarcza. I właśnie wtedy objawia się najbardziej chwała Boga, kiedy sam Bóg nam wystarcza; kiedy nie zastępujemy Go niczym innym; kiedy nie kochamy cudów, których dokonywał w naszym życiu, bardziej od Niego; kiedy nie pragniemy Jego pocieszeń bardziej niż Niego samego. Właśnie tam, gdzie tylko Bóg nam wystarcza, możemy najbardziej doświadczyć Jego chwały i Jego zawsze wiernej miłości!

Zacząłem w świetle tej Ewangelii czytać jeszcze raz to, co przydarzyło się Abrahamowi. W piętnastym rozdziale księgi Rodzaju Bóg zawiera przymierze z Abrahamem. Tym razem od razu zobaczyłem tam Jezusa, zawierającego przymierze z Abrahamem, czego oczywiście patriarcha widzieć nie mógł, ale my z perspektywy Nowego Testamentu widzimy głębiej to, co wydarzyło się w Starym. Wyobraźmy sobie ten sen Abrahama, pełen trwogi i lęku. Abraham czuje się sam, samiuteńki. Miał mieć syna i nie ma go; miał mieć ziemię i jej również nie ma. A ciągle towarzyszy mu słowo obietnicy: policz gwiazdy tak liczne będzie twoje potomstwo. () wywiodłem cię z Ur chaldejskiego, aby ci dać ten oto kraj na własność. A tak naprawdę Abraham ma tylko Boga i słowo Jego obietnicy; poza Bogiem Abraham nie ma nic. Gdy widzę go dziś śpiącego, pogrążonego w tajemniczym śnie, wydaje mi się, że jest to sen podobny do tego, którym zmorzeni byli na górze Tabor Piotr i synowie Zebedeusza. To sen, którego doświadczą apostołowie w Ogrodzie Oliwnym: sytuacja, kiedy wszystko odpada, a jedynym, którego można się uchwycić jest Bóg. Właśnie w tym momencie, kiedy Abraham nie ma nic poza Bogiem, On objawia mu się w dymie i w ogniu.

Co słyszymy w akcie paktu, czyli przymierza? My słyszymy często sformułowanie zawrzeć przymierze, tymczasem według tradycji hebrajskiej należy mówić: przeciąć przymierze. Te przecięte zwierzęta, pośród których przechodzi Bóg, i ta droga pomiędzy nimi przypomniała mi o naszych ranach, o tym największym pęknięciu, jakiego dokonał w każdym z nas grzech. Uświadomiłem sobie, że Bóg schodzi właśnie tam, bo tam właśnie jesteśmy najbardziej oddzieleni od Boga. Bóg schodzi aż do otchłani naszej rany. Przechodzi przez nią i zawiera z nami przymierze. Bóg nie czeka nawet na nasz ruch, ale On, jako pierwszy, ze swoją miłością przechodzi przez nasze rany. On, który jest bez grzechu, przechodząc przez nasze rany, bierze na siebie nasz grzech. I w ten sposób wszystkich nas scala, łączy ze sobą swoim przymierzem. Oto największe objawienie chwały Boga w naszym życiu! Oto największy Tabor w moim życiu!

Bóg objawia mi swoją bezinteresowną miłość właśnie tam, gdzie z powodu grzechu i cierpienia mojego czy innych czuję się najbardziej samotny, opuszczony, a może nawet najbardziej oddzielony od Niego. Bóg tam schodzi i właśnie to miejsce czyni miejscem objawienia się Jego chwały! To naprawdę Dobra Nowina! Ona mi mówi, że nie potrzebujemy pięknych miejsc ani szczególnie wzniosłych przeżyć, by spotkać Boga. Ta Dobra Nowina mówi nam, że Boga możemy spotkać właśnie tam, gdzie w naszym życiu jest najciemniej i w miejscach, które wydają nam się najbardziej przeklęte. Ale skoro Bóg mógł miejsce najbardziej przeklęte, jakim jest krzyż, zamienić w miejsce błogosławieństwa i uczynić miejscem objawienia się Jego chwały, może to uczynić również w tym miejscu, w którym dzisiaj czujemy się najbardziej oddzieleni od Niego, osamotnieni i poranieni, cierpiący. Bóg tam chce zawrzeć z nami przymierze. Bóg chce, byśmy uwierzyli w Jego bezgraniczną miłość i otworzyli się na nią.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl