O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Rekolekcje Lectio Divina 24 lutego - 3 marca 2016 homilie - c ...


Rekolekcje Lectio Divina
24 lutego - 3 marca 2016
etapy: I-IV

 T E K S T Y   H O M I L I I
wygłoszonych w czasie rekolekcji
- CZĘŚĆ DRUGA -

Dziękujemy za modlitwę w intencji uczestników i prowadzących oraz kierowników duchowych! Dzielimy się kolejnymi tekstami homilii.

część pierwsza - homilie
24-25-26-27 II 2016
>>>.

---------------------------------------------------------------------

Jezus jest cały dla ciebie! Daj się obłożyć „nawozem” słowa Bożego
homilia - 3. niedziela Wielkiego Postu (rok C), 28 lutego 2016 r.
Wj 3, 1-8a.13-15; Ps 103, 1b-4.6-8.11; 1 Kor 10, 1-6.10-12; Łk 13, 1-9

„Jestem, który jestem”. Bóg objawia się dziś nie tylko Mojżeszowi, ale również nam, jako Ten, który Jest. Objawia się Mojżeszowi i nam jako Ten, który jest zatroskany o swój naród i o każdego z nas. W pierwszym czytaniu z księgi Wyjścia słyszeliśmy, że Bóg przychodzi do Mojżesza i rozmawia z nim. Dzięki tej rozmowie widzimy, jak bardzo Bogu zależy na wszystkich, których wybrał i powołał. Widzimy Boga, który jest wrażliwy na niedolę, jakiej doświadcza naród izraelski. Jest bardzo wrażliwy na udrękę, którą Jego naród przeżywa. Jest wrażliwy na ich ból i cierpienie. Mówi: „dosyć napatrzyłem się na udrękę ludu mego w Egipcie (…), znam więc jego uciemiężenie. Zstąpiłem, aby go wyrwać z rąk Egiptu i wyprowadzić z tej ziemi do ziemi żyznej i przestronnej…” (Wj 3, 7-8). Często wydaje się nam, że Bóg zapomniał o nas, o naszym udręczeniu, że zapomniał o naszej niedoli czy niewoli. Często wydaje się nam, że nic i nikt nie jest w stanie wyrwać nas z naszego Egiptu. Tymczasem Bóg jest obecny w naszym życiu! I nie zachowuje się jak bierny obserwator. Zawsze przychodzi we właściwym czasie, choć my często tego nie rozumiemy. Przychodząc do nas Bóg posługuje się czasem jakąś osobą, innym razem - jakimś znakiem czy słowem. Myślę, że te kilka rekolekcji, które są już za nami, były okazją, by to sobie mocniej uświadomić. Ufam, że odkrywamy tutaj Boga, który jest Miłosierny; że odkrywamy Boga, który jest zanurzony w historii naszego życia; że odkrywamy Boga, który jest obecny w naszym życiu zarówno wtedy gdy doświadczamy dobroci, miłości i błogosławieństwa, jak i wtedy, gdy doświadczamy cierpienia, niedoli czy niewoli.

Bóg objawia się również nam jako „Ten, który Jest”. Imię Boga, objawione Mojżeszowi, śp. prof. Anna Świderkówka przetłumaczyła: „Jestem dla was, który Jestem dla was”. Bóg jest cały dla mnie i dla ciebie! Słyszeliśmy o tym wczoraj wsłuchując się w przypowieść o ojcu miłosiernym i jego synach: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy” (Łk 15, 31). Czasem myślę sobie i rozważam, jak wielka jest miłość Boga i jak często zawstydza mnie Jego ogromna hojność! Zawstydza mnie to, że On jest cały dla mnie, że jest dla mnie we wszystkim! A ja tyle już razy „wywinąłem Mu numer”. A On zawsze przypomina mi, że jest w moim życiu i jest dla mnie! Przypomina nam, że jest dla każdego z nas! Cała Biblia to opowiadanie o Bogu, który jest i który ani na moment nie pozostawił nas samych. Cierpi w skali dla nas niewyobrażalnej, kiedy my odwracamy się od Niego. Największego bólu doświadcza Bóg właśnie wtedy, kiedy o Nim zapominamy, opuszczamy i do Niego nie wracamy. Doświadcza go w sytuacjach albo postawach życiowych, kiedy wydaje się nam, że możemy żyć bez Niego.

Św. Paweł uczy: „Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł” (1 Kor 10, 12). Tymczasem mamy w życiu takie chwile, kiedy Bóg ogląda nasze plecy, bo się od Niego odwracamy; chwile, kiedy Bóg spotyka się z naszymi zamkniętymi uszami, z zamkniętymi oczami (tymi zewnętrznymi i tymi wewnętrznymi) i z zamkniętymi sercami. Bóg przejmuje się losem każdego człowieka. Zawsze wychodzi nam naprzeciw ze słowem albo znakiem… W przypadku Mojżesza posłużył się krzakiem gorejącym. Ileż takich „gorejących krzaków” znalazło się na naszej drodze życia? Jest błogosławieństwem dla każdego z nas moment, kiedy nie tylko widzimy dany nam przez Boga znak, ale kiedy również dostrzegamy, kto za tym znakiem stoi i kiedy Bóg może usłyszeć nasze wyznanie: „Oto jestem! Oto jestem!”. Błogosławieństwem jest moment, kiedy Bóg niejako „przedostaje się” do naszego serca i słyszy to wyznanie: „Oto jestem!”, bo może wtedy dokonywać dzieła zbawienia w naszych sercach i w sercach tych, do których jesteśmy posłani.

Wspominając historię narodu wybranego, ale również mając w pamięci naszą własną historię, widzimy, że nie jest to wcale proste. Zarówno naród wybrany, jak i my sami, często zawodzimy Boga. A Bóg, jak dzisiaj powtarzaliśmy w refrenie psalmu responsoryjnego, był i jest „łaskawy, pełen miłosierdzia” i taki pozostanie. Jeśli naród wybrany cierpiał, jeśli ściągał na siebie niewolę, działo się tak wtedy, kiedy przestawał słuchać Boga. Taka sytuacja zawsze była źródłem ogromnego bólu Boga. Uświadamia nam to słowo dzisiejszej Ewangelii. Bóg przychodzi, by zobaczyć, czy drzewo naszego życia wydaje dobre owoce czy też nie. Widzimy, jak Bóg w miłości jest bardzo cierpliwy i jak umie czekać! Widzimy, że gotów jest dać nam wszystko, co pomoże, aby moje czy twoje życie przyniosło dobre owoce. Dziś warto zobaczyć, a może dane nam było już to zobaczyć w czasie rekolekcji, te momenty w naszym życiu, kiedy nasze drzewa figowe nie przynosiły owoców albo wydawały owoce cierpkie. Zechciejmy zobaczyć Jezusa, który o nas walczy.

To Ogrodnik o wielkim sercu, którzy walczy o każde drzewo figowe, które nie wydaje owocu. Oręduje za nami w spotkaniu z Gospodarzem. On wie, że życie każdego z nas jest krótkie. Jego wielkim pragnieniem, tak jak pragnieniem Ojca w niebie, jest, aby nasze życie wydawało dobre owoce. Jesteśmy powołani, aby wydawać dobre owoce! A tutaj, na rekolekcjach, jesteśmy, bo chcemy pozwolić Jezusowi, by nas „okopał”, by nas po raz kolejny „obłożył nawozem”, tym dobrym „nawozem” słowa Bożego, bo tylko dzięki temu jesteśmy w stanie wydać dobre owoce. Gdy brak nam życiodajnych soków wytryskujących ze słowa Bożego, nie jesteśmy w stanie owocować. W czasie tej Eucharystii powiedzmy, jak Mojżesz: „Oto jestem!”. I prośmy o tę łaskę, byśmy pozwolili Jezusowi wypełniać nasze serca najwartościowszym „nawozem”, jakim jest Jego słowo, jakim są Jego Ciało i Krew.

Joachim Stencel SDS

---------------------------------------------------------------------

Umiłowany w wersji „giga”, miłuj chociaż w wersji „mikro”!
homilia - wtorek 3. tygodnia Wielkiego Postu, 1 marca 2016 r.
Dn 3, 25.34-43; Ps 25, 4-7bc.8-9; Mt 18, 21-35

Bardzo lubię zadających pytania apostołów. Lubię Piotra przychodzącego dziś do Jezusa, a może najbardziej - Filipa, który pytania zadaje dość niezręcznie; choć moim ulubionym apostołem jest św. Andrzej, który jest nieco małomówny. Chciałbym zwrócić uwagę na pewną rzecz, która mnie zaniepokoiła w dzisiejszym fragmencie Ewangelii, a mianowicie to, dlaczego Piotr akurat w tym momencie przyszedł do Jezusa z pytaniem o przebaczenie. Sięgnąłem do rozdziału osiemnastego Ewangelii wg św. Mateusza, z którego zaczerpnięty jest dzisiejszy fragment Ewangelii. Zwróćmy uwagę na kontekst, w którym Szymon Piotr zadaje to pytanie Jezusowi.

Na początku osiemnastego rozdziału słyszymy o uczniach, którzy przychodzą do Jezusa (tu komentatorzy nie są zgodni, czy chodzi o ścisłe grono Dwunastu, czy też o szersze grono uczniów Jezusa) i pytają Jezusa o to, kto w królestwie niebieskim jest największy. Pytają o ideał członka królestwa niebieskiego albo o warunki, jakie winno się spełniać, by tam trafić. To ważne pytanie o zbawienie dotyczy każdego z nas. W Ewangelii wg św. Mateusza usłyszymy taką odpowiedź Jezusa: „jeśli się nie odmienicie [jeśli się nie nawrócicie, jeśli nie zawrócicie] i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (18, 3). A potem odkrywamy w 18. rozdziale Mateuszowej Ewangelii trzy kategorie osób, które do tego opisu „pasują”. To najpierw - dzieci, po drugie - maluczcy, mali i po trzecie - bracia. Jezus mówiąc uczniom w pierwszej kolejności o dzieciach, próbuje im uzmysłowić, że nikt nie jest zarządcą Objawienia, ale każdy winien przyjąć postawę dziecka, postawę pokory kogoś, kto jest zależny. By wejść do królestwa niebieskiego trzeba uznać, że jesteśmy zależni, że jesteśmy w potrzebie, że potrzebujemy tego daru, który przychodzi z góry.

W dalszej części rozdziału słyszymy o zgorszeniu prowokowanym przez tych, którzy wyrywają dzieci z Bożego planu miłości i zbawienia. Mamy dzieci z ich niewinnością i zgorszenie. Widzimy Jezusa, który kontynuując dialog z uczniami zachęca, byśmy chronili w swoim sercu dziecięcą niewinność i ufność, ale równocześnie przestrzega, by chronili się od tego, co tę niewinność może zszargać, czyli od zgorszenia. Dalej Jezus mówi o aniołach dzieci, którzy stale wpatrują się w oblicze Boże. Sam ten obraz nawiązuje wprawdzie do ceremoniałów dworskich Wschodu i sposobu, w jaki słudzy „adorowali” władcę. Ale obraz ten przypomina mi też Mojżesza, który ze spotkania z Bogiem wracał zawsze z promieniejącą twarzą. Można więc powiedzieć, że za każdym dzieckiem Boga chodzi anioł, który „promieniuje” na to dziecko miłością Bożą, która ma go strzec i bronić również w sytuacjach zagrożenia, w sytuacjach zgorszenia.

Jeszcze dalej Jezus mówi o upomnieniu braterskim. Uczy, że prawdziwą wspólnotę tworzą więzi, które należy nie tylko tworzyć, ale również strzec, umacniać, naprawiać i chronić. Przyznam, że od jakiegoś czasu „chodzi za mną” obraz rybaka (pierwsi uczniowie byli rybakami, a Jezus chce ich uczynić „rybakami ludzi”). Praca rybaka polega zasadniczo na łowieniu, ale Ewangeliści opowiadają, że rybaków Jana i Jakuba wraz z ich ojcem Jezus zastał naprawiających sieci (dygresja: jeśli zapytać obecnych pięćdziesięciolatków, z czym kojarzy im się słowo „sieć”, mówią najpierw o sieci rybackiej, a potem ewentualnie o komputerowej; osoby dwudziestoletnie, zdecydowanie inaczej, najpierw o sieci komputerowej, potem ewentualnie o rybackiej). Naprawianie sieci polega na ponownym wiązaniu węzłów, które sprawiają, że sieć spełnia swoje zadanie. Polega również na odtwarzaniu połączeń pomiędzy tymi węzłami. Wezwanie Jezusa, by w razie potrzeby upomnieć grzeszącego brata, kojarzę właśnie z naprawianiem sieci. Jezus oczekuje od swoich uczniów troski o naprawianie naruszonych relacji, więzi międzyosobowych.

W osiemnastym rozdziale Ewangelii wg św. Mateusza słyszmy także Jezusa mówiącego o zagubionej owcy oraz poszukującym ją właścicielu. To ważne przesłanie, że Bóg nigdy, ale to nigdy, nie zgodzi się na utratę choćby jednego z tych najmniejszych: „nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych”. Bóg „ryzykuje”, pozostawiając dziewięćdziesiąt dziewięć „owiec” i szuka zagubionej. Po co? By odtworzyć zerwaną więź między owcą i pasterzem, między owcą i pozostałymi owcami ze stada. W tym rozdziale znajdujemy również słowa: „wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (Mt 18, 18). Jezus uczula nas na to, że więzi, które my tu, na ziemi, odtworzymy, będą przez Boga odtworzone w niebie. Jeśli natomiast tutaj, na ziemi, więzi zostaną rozwiązane czy zerwane, takimi pozostaną również tam, w niebie. Może dlatego Jezus zaraz dodaje, że „gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18, 19-20). A więc, kiedy gromadzimy się w imię Jezusa, On jest wśród nas obecny. Dzięki temu widzimy, że już nie chodzi o to, w jaki sposób trafić do królestwa niebieskiego, ale w jaki sposób sprawić, by ono już tu, na ziemi, stawało się.

Jeśli więc rozdział osiemnasty rozpoczyna się od pytania, jak trafić do królestwa niebieskiego, w bezpośrednim kontekście pytania zadanego przez Szymona Piotra słyszymy o tym, jak sprawić, by Bóg i Jego królestwo mogły być obecne już tutaj, na ziemi. W kontekście czy klimacie całego osiemnastego rozdziału łatwiej jest zrozumieć, dlaczego Piotr przychodzi do Jezusa z pytaniem: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?” (Mt 18, 21). Za tym jego pytaniem mogłaby być ukryta wątpliwość, czy Bóg jest w stanie zaakceptować przemianę człowieka „aż siedem razy”. Jezus odpowiada, że Boga taka „gimnastyka” nie męczy. Bóg jest w stanie wprowadzić zmianę „w kontrakcie” nawet siedemdziesiąt siedem razy, jeśli tylko będzie to konieczne. Jeśli więc tu, na ziemi, więzi międzyludzkie poprzez przebaczenie zostaną odtworzone siedemdziesiąt siedem razy, tyleż razy, czyli zawsze, będą odtworzone także w niebie. Jezus mówi, że przebaczenie Boga nie ma granic.

Zatrzymajmy się na moment przy przypowieści, którą opowiada Jezus dla zobrazowania swej nauki. Dług pierwszego sługi jest niewyobrażalny. Jeśli wziąć pod uwagę choćby to, że talent to ponad trzydzieści kilogramów srebra, które wówczas było droższe niż złoto, to dług darowany pierwszemu słudze jest niewyobrażalny. Zachowanie tego pierwszego sługi przypomina mentalność syna marnotrawnego. Ów sługa bowiem nie prosi: „panie, daruj mi mój dług”, ale mówi: „panie, miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam” (Mt 18, 26). W jego prośbie jest taka nasza ułuda i naiwność, że „jeszcze trochę się sprężymy i będziemy w stanie sami, swoimi siłami, naprawić popełnione zło”. Pan z przypowieści od razu darował słudze dług.

Dzisiejsza Ewangelia uczula też na to, jak zauważają niektórzy komentujący ją, by nie wystawiać na próbę cierpliwości Bożej. Na czym polega to wystawianie na próbę cierpliwości Boga? Polega ono na tym, że ktoś doświadcza od Boga miłosierdzia w wersji „giga”, a potem w relacji z kimś innym nie okazuje go nawet w wersji „mikro”. Wystawia Boga na próbę ten, kto doświadcza Jego miłosierdzia i nie przekazuje go dalej, nie żyje nim. Przyznajcie, że zupełnie inaczej brzmiałaby ta przypowieść, gdyby ów sługa, doświadczywszy darowania długu, poszedł do współ-sługi i powiedział: „daruję ci dług, jesteś i ty wolny od zobowiązań!”. Jak ważne jest, by iść za przykładem Pana i budować więzi z mniejszymi czy równymi sobie, by nasze postępowanie wobec braci tutaj, na ziemi, było odbiciem relacji, jakie są w Trójcy Przenajświętszej.

Kończy się dzień spowiedzi. Doświadczyliśmy Bożego miłosierdzia. Teraz prośmy o łaskę pójścia dalej Prośmy, byśmy pozwolili Bogu, aby On uczył nas korzystania ze zdolności przebaczania, jaką nas obdarzył; by uczył nas korzystania ze zdolności naprawiania więzi międzyosobowych; by uczył nas korzystania ze zdolności budowania wspólnoty, w której jest obecny Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel.

Rafał Ziajka SDS

---------------------------------------------------------------------

Okruszyna słowa Bożego może odmienić nasze życie
homilia - środa 3. tygodnia Wielkiego Postu, 2 marca 2016 r.
Pwt 4, 1.5-9; Ps 147, 12-13.15-16.19-20; Mt 5, 17-19

Uświadomiłem sobie, że poruszenia, które mnie prowadziły w modlitwie słowem z odczytanej Ewangelii, były związane ze słowami: „wypełnić, spełnić, wypełnić”. One też będą stanowić „kręgosłup” tej refleksji. Najpierw, Jezus jest pełnią Objawienia („nie przyszedłem znieść, ale wypełnić”). Potem, każde słowo Boga, zanim przeminie świat, „stanie się” („…aż się wszystko spełni”). I wreszcie, my jesteśmy zaproszeni, by wprowadzać słowo Boga w czyn i uczyć tego innych („kto je wypełnia i uczy wypełniać…”).

Rozważając odczytany przed chwilą fragment Ewangelii miałem w pamięci owoc medytacji Mateuszowej Ewangelii, którą Kościół rozważał w święto katedry św. Piotra Apostoła, czyli 22 lutego. Jezus pytał uczniów: „A wy za kogo Mnie uważacie?”. Pamiętamy odpowiedź, jakiej udzielił Szymon Piotr: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (Mt 16, 15-16). Stając wówczas osobiście wobec pytania zadanego przez Jezusa odpowiedziałem: „Ty jesteś Słowo Wcielone”, a kiedy niejako „przeżuwałem” tę odpowiedź, przyszło mi na myśl słowo psalmu: „choć jeszcze nie ma słowa na języku: Ty, Panie, już znasz je w całości” (Ps 139, 4). Odniosłem je najpierw do Słowa Wcielonego. Zanim Syn Boży stał się człowiekiem, zanim Słowo Boga stało się ciałem, Bóg już znał Je w całości. I przygotowując ludzkość na moment Wcielenia, Bóg stopniowo w Starym Testamencie, a więc w Prawie, u Proroków i w Pismach, objawiał prawdę o Mesjaszu. Wcielenie, a potem życie ukryte i publiczne, a przede wszystkim Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, to pełnia Objawienia. Bóg wypowiedział „w całości” swoje Słowo właśnie w Jezusie z Nazaretu.

„Przez wszystkie słowa Pisma Świętego Bóg wypowiada tylko jedno Słowo, swoje jedyne Słowo, w którym wypowiada się cały” (KKK 102). W Jezusie więc całe Objawienie znajduje swoje dopełnienie (por. KKK 75), a wszystkie słowa i słówka, i znaki, w których Bóg zapowiadał przyjście Syna, mają swoje znaczenie. Jezus mówi nam dzisiaj: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić” (Mt 5, 17). I uczula nas na słowa, słówka, na „jedną jotę” czy „jedną kreskę”, czyli na najmniejsze znaki w alfabecie hebrajskim, które mają znaczenie i nie wolno ich lekceważyć. Wszystko w Piśmie Świętym, nawet najbardziej niepozorne znaki, są ukierunkowane i wypełniają się w Jezusie Chrystusie. Oczywiście, nie wolno ich wyrywać z kontekstu czy absolutyzować; trzeba je czytać w kontekście całości, a ta całość - wszystkie księgi biblijne jako natchnione - przekazuje prawdę utrwaloną dla naszego zbawienia.

Z woli Bożej każda jota i kreska, najbardziej niepozorne zdanie czy słówko, może stać się swoistym kanałem, poprzez który popłynie do naszego życia rzeka łaski Bożej. Drodzy, przypomnijmy sobie dziś dwie osoby, mężczyznę i kobietę, którzy nie lekceważyli tego, co niepozorne, ale głęboko wierzyli w moc słowa Bożego. To najpierw żołnierz, setnik z Kafarnaum, który wyznaje: „Panie, (…) powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie” (Mt 8, 8). To również kobieta kananejska, której córka była ciężko dręczona przez złego ducha: „Panie, (…) i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów” (Mt 15, 27). Oczywiście, w skupieniu się na drobiazgach istnieje pewne niebezpieczeństwo. Mogłoby się zdarzyć, że zarzucając sieć w morze słowa Bożego wyłowimy mnóstwo małych rybek i będziemy się nimi zajmować, a nie dostrzeżemy Ryby, czyli Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, Zbawiciela (pierwsze litery tych pięciu słów w języku greckim tworzą wyraz „ichtys”, to znaczy „ryba” - symbol pierwszych chrześcijan). Ale jeśli czytając z wiarą Pismo Święte szukamy w nim Osoby, jeśli naprawdę szukamy Jezusa, Syna Bożego, to może się zdarzyć i się zdarza, że coś bardzo niepozornego w tekście nas porusza i otwiera na łaskę Boga. Nie bądźmy więc z jednej strony - drobiazgowi, nie bądźmy w lekturze Biblii „aptekarzami”, ale z drugiej strony - miejmy wiarę, że okruszyna słowa Bożego może cudownie odmienić nasze życie. Nie zatrzymujmy się tylko na literze, ale w posłuszeństwie Duchowi Świętemu drążmy te słowa czy znaki, które on nam podsuwa.

W rozdziale 24 Ewangelii Mateusza usłyszymy Jezusa mówiącego: „Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą” (Mt 24, 35), a dziś słyszymy: „Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni” (Mt 5, 18). Pierwsze przytoczone zdanie mówi o trwałości, o nieprzemijalności słów Boga, które, w odróżnieniu od słów człowieka, trwają na wieki. Dzisiejsze słowo natomiast akcentuje prawdę, że zanim przeminie świat, wszystkie słowa Biblii się staną; wszystkie się spełnią, nie tylko w Jezusie, ale również w nas. Dziś dowiadujemy się, że słowo Boga nie jest trwałe samo dla siebie. Słowo Boga jest trwałe i niesie życie dla innych, czyli dla nas. Ono nie tylko jest trwałe na wieki samo w sobie, ale od wieków, każdego dnia i na wieki jest słowem dającym nam życie trwałe. Jest słowem, które chce stawać się życiem w nas. Jest słowem dającym nam życie trwałe, na wieki.

Kontemplujmy Jezusa, Słowo Wcielone! Kontemplujmy Tego, który wprowadza słowo w czyn i naucza! On jest Życiem i mówi o życiu! I prośmy, kończąc te ćwiczenia rekolekcyjne, o łaskę wprowadzania słowa Boga w czyn i przekazywania go. Kiedy wprowadzimy słowo w czyn, lepiej je sami usłyszymy, i dzięki temu będziemy lepszymi jego przekazicielami. Z wiarą odnieśmy również do siebie wyznanie psalmisty: „choć jeszcze nie ma słowa na języku: Ty, Panie, już znasz je w całości”. Prośmy, byśmy z wiarą zbierali okruszyny słowa, którym Bóg nas karmi i będzie karmił, byśmy je spożywali i wcielali w życie. Oby nasze życie wybrzmiało w całości jak słowo, które Bóg właśnie przez nas zapragnął wypowiedzieć do świata!

I tu pierwotnie chciałem zakończyć tę refleksję, ale spróbujmy jeszcze raz zebrać te poruszenia. 1) Jezus jest Pełnią Objawienia. Całym sobą, nie tylko słowami, ale całym sobą objawia Ojca. Wszystkie członki Jego ciała, całe Jego człowieczeństwo, jest scalone przez miłość. Jego człowieczeństwo stało się wolnym i doskonałym narzędziem Jego Boskiej miłości, która pragnie zbawienia wszystkich (KKK 609). Wszystkie słowa i słówka Prawa i Proroków, i Pism stały się w Nim. 2) Ale słowo Boga ma stać się nie tylko w Jezusie, ono ma stać się również w nas, aby całe Ciało Mistyczne Chrystusa, czyli Kościół, całym sobą, a więc nie tylko Głową, ale całym Ciałem, objawiało Boga. Przyjmując słowo Boga przyczyniamy się do tego, by ono stało się w nas, byśmy jako członki Mistycznego Ciała, tam gdzie jesteśmy, objawiali Boga. Myślę, że w Ciele Mistycznym Chrystusa, w Kościele, mamy do czynienia z napięciem, które też dostrzegamy w sobie indywidualnie. Głowa, czyli Chrystus, pragnie tego, czego pragnie Ojciec, a w członkach, czyli w nas, ciągle wybrzmiewają inne pragnienia, inne pożądania. Tego doświadczamy też w wymiarze indywidualnym. Umysłem służymy Prawu Bożemu, ale w ciele dostrzegamy inne prawo, które bierze nas w niewolę (Rz 7). Nasza głowa pragnie Boga, pragnie iść za Ewangelią, ale trzeba nam uznać, że w swoim ciele dostrzegamy inne pragnienia, inne pożądania. W głowie potrzebuję z miłością uznać, że moje ciało jeszcze nie dojrzało. Jak Jezus, jako Głowa, troszczy się z miłością o wszystkie członki swojego Mistycznego Ciała; tak i ja potrzebuję zatroszczyć się o całe moje ciało, o całe moje życie. 3) Najlepiej się o nie zatroszczę wprowadzając w życie małe słowa, drobne intuicje rekolekcyjne, może jakąś „jotę” czy „kreskę”, która mnie poruszyła. Wtedy kolejna część mojego ciała albo życia będzie przemawiała do innych, nawet gdy ja będę milczał. Wtedy moje życie będzie przemawiało nawet gdy będę spał, a nawet kiedy zasnę snem śmierci.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

Zdrowy słuch i serce to zdrowa komunikacja w relacjach
homilia - czwartek 3. tygodnia Wielkiego Postu, 2 marca 2016 r.
Jr 7, 23-28; Ps 95, 1-2. 6-7c. 7d-9; Łk 11, 14-23

Słowo, które otrzymujemy dzisiaj i którym Bóg niejako „żegna się” z nami na tych rekolekcjach i „wita się” z nami w naszej codzienności - Bóg, który zawsze ma dla nas słowo, jak dobra matka, która nigdy nie zostawia swojego dziecka bez chleba na drogę i jak dobry ojciec, który zawsze ma jakąś wskazówkę dla dziecka, zanim ono wyjdzie z domu - jest słowem przejmującym. Spróbujmy je zgłębiać, bo w tym słowie objawia się nam Serce naszego Boga, który ma serce ojca i matki. Drążmy słowo-zaproszenie: „słuchajcie”, od którego rozpoczyna się dzisiejsza lectio - pierwsze czytanie z liturgii. Sięgnąłem po przekład Biblii, wydany przez paulistów, i znalazłem tam poruszające wyznanie Boga. My słyszeliśmy: „Dałem im przykazanie: «Słuchajcie…»”, ale to zdanie można również wyrazić w ten sposób: „Tylko to im mówiłem: «Słuchajcie…»”. A potem, jeśli uważnie słuchaliśmy pierwszego czytania, zauważyliśmy, że w Sercu Boga pojawia się coraz więcej bólu. Przypomnijmy sobie, że Bóg przekazuje to wyznanie za pośrednictwem Jeremiasza, który przekazuje słowo Boga narodowi, który kocha; za pośrednictwem proroka, który został przez lud przeklęty, a dopiero po śmierci został niejako przez lud „kanonizowany”. Prorok głosi słowo przeciw mieszkańcom Judei i Jerozolimy, bo tak poleca mu Bóg. Otóż, te słowa pełne bólu mówią o zerwanej relacji z Bogiem, zerwanej więzi. A Bóg mówiąc o więzi i o relacji, mówi, że lud się oddalił, że zgubił Serce Boga. Prorok zwraca uwagę na to, że lud przestał słyszeć bicie Serca Boga. Prorok w imieniu Boga z bólem powtarza (policzyłem, że ma to miejsce sześć razy w naszym lectio): „nie usłuchali ani nie chcieli słuchać”, „nie usłuchali Mnie ani nie nadstawiali uszu”, „ale cię nie usłuchają; (…) nie dadzą ci odpowiedzi”, „nie usłuchał głosu Pana, swego Boga, i nie przyjął pouczenia”. Ileż bólu, który wzmaga się w Sercu Boga! Izrael wiedział, że tym, co łączy go z Bogiem, jest przymierze. Obrzezanie było pierwszym znakiem tej więzi. Chodzi więc o przymierze, o więź, o relację; ale więzi i relacje są niemożliwe, kiedy przestaje się słuchać. To dlatego Izrael słyszy: „Pierwsze jest: «Słuchaj»” (Mk 12, 29; Pwt 6, 3-4). I tego „słuchaj” nie można rozumieć jedynie w takim znaczeniu, że jest to pierwsze przykazanie i powinność, choć to też prawda, ale trzeba pamiętać, że „pierwsze jest pierwsze”, to znaczy, że wszystko w życiu rozpoczyna się od słuchania. Gdzie choruje słuchanie, tam choruje relacja, tam chorują więzi, tam choruje serce.

Dziś widzimy Jezusa, który wyrzuca „złego ducha z człowieka, który był niemy”. Uświadomiłem sobie, że wyrzucając złego ducha z człowieka niemego, chorego, tak naprawdę Jezus leczy jego słuch. Bo człowiek niemy, to człowiek, który nie ma relacji albo ma problemy w relacjach. Jezus uzdrawia z takiej niemoty, która powoduje chorobę więzi albo utrudnia więzi. Jezus wyrzuca złego ducha, który przeszkadza w przeżywaniu bliskich spotkań i budowaniu zażyłych relacji; który przeszkadza w prostym komunikowaniu się między sobą. Ów człowiek jest niemy, bo jest głuchy. To przypomniało mi dwie sytuacje, o których kiedyś usłyszałem i uczestniczyłem. Pierwsza była związana z dziewczynką, którą wówczas miała osiem lat, jeśli dobrze pamiętam. Otrzymałem list, który czytałem w San Giovanni Rotondo, ponieważ potrzebowała terapii, której nie otrzymała w Polsce (nie chciano jej pomóc, a mamie kazano ją oddać do zakładu). Jej choroba polegała na tym, że w konsekwencji zapalenia płuc, które przeżyła jako niemowlę, straciła słuch. A ponieważ straciła słuch, nie mogła nauczyć się mówić. Była trudnym dzieckiem. Jej mama przeleżała całą ciążę, a potem musiała się zmagać z wychowaniem dziecka, które było bardzo trudne w relacji. A wszystko zaczęło się od choroby uszu, od choroby słuchu. W szpitalu pomogli jej odzyskać słuch i również mowę. I druga sytuacja, którą w czasie jednego ze spotkań w naszym domu opowiadał Anselm Grün OSB. Ojciec bił dziecko przez cztery lata, ponieważ „było nieposłuszne”, bo „było krnąbrne”. Ojciec był bardziej chory niż to dziecko, ponieważ przez cztery lata nie spostrzegł się, że dziecko jest takie, bo ma wadę słuchu. Nie mogło być posłuszne, bo nie słyszało. Nie mogło mieć dobrych relacji. Potrzebny był ktoś, kto pomoże uzdrowić dziecko, a potem jego relacje. Te sytuacje uświadamiają nam, jak ważny jest słuch i dlaczego „pierwsze jest: «słuchaj»”. One mogą nam pomóc zrozumieć Boga, który cierpi z powodu braku słuchania.

Przypomniałem sobie też to, na co zwrócił uwagę papież Benedykt XVI w adhortacji „Verbum Domini”: „Słowo Boże mówi bowiem również o grzechu tkwiącym w sercu człowieka. Bardzo często, zarówno w Starym, jak i w Nowym Testamencie, spotykamy opis grzechu jako niesłuchanie słowa, jako zerwanie Przymierza, a więc jako zamknięcie się na Boga, zapraszającego do komunii z Nim. Pismo święte istotnie pokazuje nam, że grzech człowieka jest zasadniczo nieposłuszeństwem i «niesłuchaniem». (…) Dlatego ważne jest, by wierni potrafili rozpoznawać korzeń grzechu w niesłuchaniu słowa Pańskiego….” (VD 26). Tak naprawdę cała dzisiejsza Liturgia Słowa koncentruje nas na relacjach: na relacji z Bogiem, na relacji z Jezusem, który mówi: „Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, ten rozprasza”. Tak naprawdę, kiedy zdrowieje nasz słuch, zdrowieją także nasze relacje. Kiedy jednak możemy powiedzieć, że nasz słuch jest zdrowy? Nasz słuch jest zdrowy, kiedy zdrowe jest nasze serce! Bóg mówi do Izraela: „nie usłuchali ani nie chcieli słuchać i poszli za zatwardziałością swych przewrotnych serc”. I dlatego w psalmie dzisiejszym słuchaliśmy wyznania i naglącego wołania Boga, który tęskni: „Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego: «Niech nie twardnieją wasze serca…»”. Chory słuch to chore serce! Wiemy już, że w Biblii serce to najważniejszy organ słuchu. Kto ma serce przestrzenne, kto w sercu ma ład i porządek, ten potrafi słuchać i budować relacje. Myślę, że te intuicje Bóg zostawia nam dziś na drogę. Chce, abyśmy zadbali o serce! Bóg chce, abyśmy zadbali o serce, które jest kolebką naszych zdrowych relacji. Ale o nasze serce dba przede wszystkim słowo Boże, słowo Jezusa, które wyrzuciło demona z człowieka niemego! Słowo Boga może i chce codziennie uzdrawiać nasze serce! Ważne jest, byśmy nie zrezygnowali z tego, czego uczyliśmy się tutaj przez osiem dni rekolekcji, by zawsze dopuszczać słowo Boga do własnego serca, by pozwolić słowu Boga, by nas oczyszczało; by pozwolić Mu, by czasem nas niepokoiło, konfrontowało i wzywało do nawrócenia, ale również, by komunikując nam Miłość koiło i leczyło, by potwierdzało, że Bóg zawsze za nami tęskni. Kiedy zaczniemy sercem słyszeć z bliska bicie Serca Boga, będzie to znak, że nasze serce jest zdrowe. Św. Grzegorz Wielki zachęca nas: „Poznawaj Serce Boga w słowach Boga!”.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl