O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Homilia - Wielki Czwartek - 24 marca 2016 ...


Każdy z nas „postarał się” o zabicie Baranka

Homilia wygłoszona przez ks. Krzysztofa Wonsa SDS w czasie Mszy Świętej Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek, 24 marca 2016 r., w kościele salwatorianów pw. Boskiego Zbawiciela w Krakowie.
Wj 12, 1-8.11-14; Ps 116B, 12-13.15-18; 1 Kor 11, 23-26; J 13, 1-15

 

Zimno było w tamten Czwartek na zewnątrz Wieczernika, bardzo zimno i ciemno. „Załamała się pogoda” w sercach ludzi, którzy postanowili zabić Boga. Ciemności nocy były tak bardzo czarne, że oszalał nawet jeden z uczniów Boga i postanowił Go wydać oprawcom. Wyszedł z Wieczernika po umyciu nóg, a była noc (por. J, 13, 30). Noc była tak przenikliwa, że serca pozostałych Jedenastu były oblane potem; dopadł ich nieopanowany strach. Gdy zobaczyli Boga związanego, Baranka bez skazy, prowadzonego na zabicie - zostawili Go samego i uciekli.

Na oczach świata, (zamkniętych!), wypełniały się Słowa Boga z Księgi Wyjścia: „każdy postara się o baranka dla rodziny, o baranka dla domu. (…) Baranek będzie bez skazy (…), zabije go całe zgromadzenie Izraela o zmierzchu” (Wj 12, 3.5.6). Tamtej nocy rozpoczęła się najstraszniejsza rzeź w historii ludzkości. O zmierzchu, ludzie wierzący w Boga Zbawiciela, razem z niewierzącymi, ręka w rękę, w najczarniejszej godzinie osobistego grzechu, skrycie zabijali Boga - Baranka bez skazy. Każdy z nas „postarał się” o zabicie Baranka.

Zanim jednak się to wydarzyło, Bóg zaprosił uczniów na ostatnią wieczerzę. Słowami i gestami miłości ogrzewał w Wieczerniku ich przemarznięte serca. Bóg wszedł w noc ich serc ze Słowem miłości, aby ich przekonać, że nigdy z nich nie zrezygnuje; wszedł do ich serc jak do domu, z Chlebem życia, aby nie umarli z głodu, gdy porzucą Boga i uciekną od Niego; wszedł do ich „upadających” serc, zanim jeszcze Zły zdążył nakłonić ich do odejścia; wszedł do ich serc pierwszy, przed diabłem, wylał za nich swoją krew i cały poraniony, z sercem przebitym ich grzechem, czekał na ich nawrócenie. Czeka także na nasze przyznanie się do grzechu i nasze nawrócenie. Czeka i cierpi.

„Męka pozostanie dla nas odległa, dopóki nie wejdziemy w nią przez te małe drzwiczki dla nas. Tylko ten naprawdę zna Mękę, kto uznaje, że ona jest także jego dziełem (…) Jeśli Chrystus umarł za mnie i za moje grzechy, to znaczy, że (…) ja zabiłem Chrystusa z Nazaretu, moje grzechy Go zniszczyły” (R. Cantalamessa). Ja jestem Judaszem, który zdradza, ja jestem Piotrem, który peszy się i wzbrania, gdy Jezus umywa mu nogi, ja jestem zgrają, która przychodzi po Boga z mieczami i kijami i wiąże Baranka bez skazy; ja jestem jednym z Dwunastu, który porzuca Boga, opuszcza Go i ucieka; ja jestem Piotrem, który zaklina się, że Go nie zna.

Drodzy! Wszyscy jesteśmy uczniami Jezusa, także w tym, co dotyczy prawdy o grzechu porzucenia Boga. Prawda o godzinie tamtej nocy, jest także prawdą o nas. Ta godzina trwa. Niestety - powtarza się w naszym życiu jak natrętny koszmar. Lecz właśnie w tej samej chwili, w której uświadomimy sobie i wyspowiadamy, że godzina wydawania Boga, to godzina z naszej historii życia, w tej samej chwili doświadczymy, co znaczy, że On nas miłuje do końca. „Do końca” (gr. „eis telos”) znaczy do ostatniej chwili, aż do ostatniego wyznania na krzyżu: „Wykonało się” (gr. „tetelestai”), aż do skonania! On nigdy z nas nie rezygnuje. Idzie za nami do końca, aż do wejścia w naszą śmierć - w śmiertelną otchłani naszego grzechu, On jedyny niewinny. Wszedł w śmierć dla nas, aby nas odszukać tam, gdzie jesteśmy martwi; wszedł w nasze grobowe ciemności, aby nas wyprowadzić na światło poranka wielkanocnego i zaprosić do stołu. Bóg uwielbia śniadania wielkanocne! Śniadania z nami! Nie bez nas!

Drodzy! Wielki Czwartek to dzień ustanowienia Eucharystii i Kapłaństwa, lecz jego integralną częścią jest także ciemna noc (Benedykt XVI): noc zdrady i wydania Boga, noc porzucenia Boga i ucieczki, noc związania Boga i sądy nad Nim. Wielki Czwartek to Święto Boskiego Przeistoczenia i Święto Jego Kapłaństwa, ale to także godzina egipskich ciemności, zalegających w ludzkich sercach, przez które przechodzi Bóg z „bochenkiem” swego Boskiego Chleba i kielichem Krwi Baranka bez skazy, aby nas cudownie nakarmić, napoić i wyprowadzić z grzechu, którym zdradzamy i porzucamy Boga. Oto Święta Noc czwartkowa, w której osamotniony Bóg wydaje się za nas. Jest to noc Jego wielkiej miłości i mnogich, ludzkich upadków: noc zdrady Judasza, noc opuszczenia Boga przez uczniów, noc pojmania i związania Baranka w Ogrójcu, noc zaparcia się Piotra; noc haniebnego sądzenia Boga przed Wysoką Radą, noc wydania Boga poganom i Piłatowi. Wśród tych upadków muszę rozpoznać mój.

Tamtej nocy jedni porzucili Boga z nienawiści, inni ze strachu, wyrachowania i egoizmu, jeszcze inni z obojętności. Ten ostatni powód wydaje się ranić Boga najbardziej.

Czy można Boga bardziej sprofanować niż obojętnością na Jego miłość? Skłonni bylibyśmy stwierdzić, że najbardziej oczywistymi przejawami profanacji Boga są profanacja Eucharystii, plugawa i sarkastyczna parodia słów Boga, podarcie Biblii, czy przedstawianie Go w sposób haniebny i desakralizujący (por. R. Cantalamessa). Wydaje się jednak, że u samego źródła profanacji Boga jest obojętność. „Przeciwieństwem miłości nie jest nienawiść, lecz obojętność, która jest siłą napędową wszelkiego zła i tajemnym źródłem grzechu” (E. Ronchi w rekolekcjach dla Papieża Franciszka, 2016).

Największą profanacją Boga, który umiłował nas do końca, jest obojętność wobec Jego miłości. Bóg klęka przed człowiekiem, aby umyć mu nogi, podaje mu swój Chleb, a ten chwilę potem odwraca się do Niego i braci plecami, i wychodzi z Wieczernika z sercem, które ani drgnęło.

Św. Jan jako jedyny z czterech Ewangelistów przemilcza w Wieczerniku słowa ustanowienia Eucharystii. Dzisiaj przypomniał nam je św. Paweł „Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: «To jest Ciało moje za was wydane. Czyńcie to na moją pamiątkę». Podobnie skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: «Kielich ten jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę»” (1 Kor). Dlaczego Jan nie pisze o tym? Od wieków egzegeci starają się odpowiedzieć na pytanie.

Jeden z nich, o. Raymond Brown, który poświęcił się studiowaniu Pism Janowych, pod koniec swego życia, w czasie rekolekcji postawił Janowi pytanie: „Dlaczego nie opowiedziałeś o ustanowieniu Eucharystii, a przytoczyłeś jedynie opowieść obmycia [nóg]?”. I usłyszał odpowiedź: „Po prostu dlatego, że już w moich czasach pierwsze wspólnoty zaczynały dzielić się wokół Jej celebracji (...) Byłem zmęczony tymi podziałami i pomyślałem, że będzie lepiej podkreślić głębokie znaczenie Eucharystii (…). Wolałem umieścić w centrum miłość stanowiącą sedno Eucharystii; rzeczywiście, Eucharystia przejdzie, jest bowiem instytucją życia ziemskiego, podczas gdy miłość jest wieczna”. Na te podziały i nieznane nam haniebne zachowania, żalił się ze wstydem św. Paweł: „O tym bowiem, co u nich się dzieje po kryjomu, wstyd nawet mówić” (Ef 5, 12). „Przede wszystkim słyszę – i po części wierzę – że zdarzają się między wami spory (schismata), gdy schodzicie się razem jako Kościół. Zresztą nawet muszą być wśród was rozdarcia (aireseis) (…) gdy się zbieracie, nie ma u was spożywania Wieczerzy Pańskiej. (…) Czy chcecie znieważać Boże zgromadzenie…” ( por. 1 Kor 11, 18-22). Paweł zwrócił uwagę, że początkiem tych bolesnych upadków jest obojętność na Boga i ludzi.

Obojętność jest korzeniem wszelkiej nieprawości. Ona oziębia serce. Kiedy staje się nieczułe zdolne jest do wszelkich bezeceństw. Nasze domy, rodziny, kraj, Europa…potrzebują Wieczernika, w którym spotka Boga i na nowo wzruszy się Jego miłością. Bóg codziennie klęka przed nami i umywa nam stopy, aby rozgrzać nasze zziębnięte serca. Chce wzruszyć nas głęboko, jak wzruszył się głęboko Samarytanin, gdy w pobitym człowieku zobaczył leżącego Boga, podszedł do Niego i zajął się Nim z miłością.

Jeśli w czasie Eucharystii, podczas słuchania Słowa, Przeistoczenia i Komunii już nie słyszymy bicia serc Boga, nie tęsknimy za Nim, jeśli już Go nie zauważamy, gdy umywa nam nogi i cały wydaje się za nas; jeśli nie boli nas jeszcze serce, gdy przez długie miesiące nie przyjmujemy Jego Boskiego Chleba, jeśli nie rwie nas z bólu sumienie, gdy ciąży na nim nieprzebaczenie, to znak, że nasze serce jest wychłodzone i potrzebuje Jego Boskiego pocałunku, potrzebuje konfesjonału, jak obłożnie chory szpitala, potrzebuje spotkania z Miłosiernym Bogiem, jak chory, lekarza, potrzebuje Chleba z ołtarza, jak człowiek wycieńczony z głodu.

Jest Wielki Czwartek. Właśnie nadeszła godzina, w której Bóg zaświadcza, że umiłował nas do końca, że z nas nie rezygnuje i że będzie czekał na nas jak czekał na każdego z Dwunastu, aż wrócimy i zasiądziemy z Nim do wielkanocnego śniadania z sercem, na którym Bóg złożył pocałunek swego przebaczenia.

Po tym wszystkim, co Mu w życiu zrobiliśmy, On nam przebacza i zaprasza do świętowania: „Dzień ten będzie dla was dniem pamiętnym i obchodzić go będziecie jako święto dla uczczenia Pana. Po wszystkie pokolenia - na zawsze w tym dniu będziecie obchodzić święto”. Wielki Czwartek to święto Bożej miłości silniejszej niż grzech, święto Boga z Wieczernika, który, nawet wtedy, gdy jesteśmy gotowi zostawić Go i uciec, On przepasuje się prześcieradłem i umywa nam nogi, na których pozostał brud grzesznych dróg! Opatruje nas z miłością jak dobry Samarytanin, bierze na swoje plecy, jak się bierze krzyż, zanosi sponiewieranych do „Gospody swego Miłosierdzia” i prosi, aby jego słudzy kapłani mieli o nas taranie. A kiedy powtórnie wróci, zaprosi nas na Pachę Wieczną, przepasze się i będzie nam usługiwał. Raz na zawsze zniknie śmierć i pozostanie już tylko światło Poranka Wielkanocnego, na które czekamy.

„Czym się Panu odpłacę za wszystko, co mi wyświadczył?” (Ps 116B).

Krzysztof Wons SDS

[homilia wygłoszona w kościele salwatorianów
pw. Boskiego Zbawiciela w Krakowie]

  

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl