O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Dom na skale 15-17 kwietnia 2016 - homilie ...


Dom na skale
SZKOŁA MODLITWY SŁOWEM BOŻYM
15-17 kwietnia 2016

 

INFO  >>>.
NAGRANIA >>>.

 T E K S T Y   H O M I L I I
które w czasie sesji formacyjnej wygłosili
Piotr Szyrszeń SDS, Ryszard Stankiewicz SDS i Joachim Stencel SDS

---------------------------------------------------------------------

Cud przemiany „cichego”, a potem „głośnego” zabójcy
homilia - piątek 3. tygodnia wielkanocnego, 15 kwietnia 2016 r.
Dz 9, 1-20; Ps 117, 1b-2; J 6, 52-59

Szaweł zaplanował dokładnie podróż do Damaszku, ale ten plan, jak to się mówi, „spalił na panewce”. W drodze upadł na ziemię, oślepł, a potem został doprowadzony do domu Judy na ulicy Prostej. Nie wiem, czy tak było z waszym przyjazdem do nas. Może wszystko mieliście zaplanowane, a tu przydarzył się „upadek”, i zniknęły dotychczasowe punkty odniesienia, ale skoro już się zgłosiliście, to przyjechaliście. A może to „upadek” i utrata punktu oparcia sprawiły, że poczuliście się jak na piasku i szukając Skały wybraliście się do domu salwatorianów w Krakowie przy ulicy św. Jacka. Tak, czy inaczej, - drodzy uczestnicy sesji - to dobra okazja, by zapytać, czego szukacie w Krakowie.

Zatrzymała mnie w Dziejach Apostolskich najpierw informacja, że Szaweł w Damaszku szukał „mężczyzn i kobiety, zwolenników tej drogi”. To słowo: „zwolennicy” nie wydaje się najszczęśliwsze. Wiemy, że chodzi o „wyznawców Jezusa” (tłum. BPozn). Byłem poruszony jednym z tłumaczeń hiszpańskich, które mówi o „naśladowcach Drogi”, przy czym słowo „Droga” zostało tam napisane z dużej litery (hiszp. „seguidores del Camino”), bo Jezus powiedział sam o sobie: „Ja jestem Drogą i Prawdą, i Życiem” (J 14, 6). Tu ma źródło pierwsza intuicja na dziś. W życiu, choć często sobie tego nie uświadamiamy, szukamy Drogi, czyli Jezusa, i szukamy naśladowców tej Drogi, którzy by nas do Jezusa doprowadzili. Szukamy Ananiaszów. Szukamy „ludzi Drogi”, czyli ludzi Jezusa, którzy są „ludźmi drogi”, tzn. ciągle się uczą, idąc za Jezusem nie „spoczywają na laurach”, bo nie są jeszcze jak Jezus, bo nie są jeszcze w pełni drogą do Drogi. Również współcześni Ananiasze są czynieni przez Jezusa coraz bardziej Jego uczniami i wyprawiani do pogubionych owiec, które stały się wilkami drapieżnymi i „dyszą żądzą zabijania uczniów Pańskich” (Dz 9, 1).

Dlatego chciałbym, żebyśmy się dziś przyglądnęli Ananiaszowi. Zwykle koncentrujemy się na Szawle, a tym razem zostańmy przy Ananiaszu. Dowiadujemy się, że to „uczeń”, czyli uczeń Jezusa. Będąc uczniem Jezusa nie wystarczy jednak „być” uczniem, trzeba się nim codziennie „stawać”. W życiu ucznia Jezusa zastoje są niedopuszczalne. Uczeń Jezusa albo dojrzewa, czyli staje się bardziej uczniem, albo karłowacieje, czyli staje się mniej uczniem; i nie ma sytuacji pośredniej. Uczeń Jezusa dojrzewa pośród codzienności, która nie jest pozbawiona wyzwań i która nie ma nic wspólnego z tzw. świętym spokojem. Słowo Boga, którego słuchamy, codziennie wyrywa nas, uczniów Jezusa, z tzw. świętego spokoju. Ananiasz słucha i jest dyspozycyjny wobec Jezusa: „Jestem, Panie!”. To punkt wyjścia każdego dnia i każdej modlitwy ucznia Jezus: słuchać Boga i być do Jego dyspozycji, jak Ananiasz czy jak młody Samuel (1 Sm 3, 1-16).

Dialog z Jezusem staje się okazją, by ujawnił się również nasz ludzki punkt widzenia. Ananiasz jest człowiekiem, więc widzi tak, jak widzi człowiek. Widzi to, co widoczne dla oczu (1 Sm 16, 7). Widzi to, co krzykliwe, co szybko się narzuca, a więc zło. Mówi Jezusowi: „słyszałem z wielu stron, jak dużo złego wyrządził ten człowiek świętym Twoim w Jerozolimie. I ma on tutaj władzę…” itd. A Jezus nie pomniejsza ani nie bagatelizuje zła uczynionego przez Szawła w Mieście Świętym. Nie kwestionuje też Jezus tego, że Szaweł przybywając do Damaszku ma złe, a nawet zbrodnicze zamiary. Ale ujawnia Ananiaszowi Boży punkt widzenia. Bo modlitwa to okazja do poznania również Bożej perspektywy patrzenia: „wybrałem sobie tego człowieka za narzędzie (naczynie)”. I, żegnaj święty spokoju! Spotkały się ludzki punkt widzenia i Boży punkt widzenia i… żegnaj święty spokoju! Wszystkie zmysły zewnętrzne mi krzyczą: „prześladowca, prześladowca…”, a te wewnętrzne powtarzają słowo Jezusa: „wybrany, wybrany”. Drodzy, jeśli ktoś przyjechał na to spotkanie dla doświadczenia świętego spokoju, to… niech wyjedzie, bo go może nie być.

I pomyślałem sobie, czym się różni Ananiasz, który już jest na drodze ucznia Jezusa, od Szawła, który jeszcze oficjalnie, zewnętrznie na drogę ucznia Jezusa nie wszedł. Ośmielę się powiedzieć, że prawie niczym, choć „prawie” czyni różnicę i „prawie” jest zobowiązujące, bo od chrześcijanina można i trzeba więcej wymagać niż od człowieka nieochrzczonego. Otóż, Szaweł - słyszeliśmy w pierwszym zdaniu czytania z Dziejów Apostolskich - „ciągle jeszcze siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich”. A Ananiasz? Trudno mi to powiedzieć, ale w pewnym sensie też jest zabójcą. Jest bardzo niebezpiecznym, jak tlenek węgla, „cichym zabójcą”. Dlaczego tlenek węgla jest bardzo niebezpieczny? Bo go nie czuć! Szaweł zabijał otwarcie, więc zabijał tak jak zabija dwutlenek węgla, który jest wyczuwalny. Ananiasz zaś zabija „po cichu”, w zaciszu swojego chrześcijańskiego domu. Skąd taka myśl? Stąd, że jeśli widzimy w drugim człowieku tylko zło, „zabijamy” go. I jeśli w sobie samym widzę tylko zło, „zabijam” siebie. I jeśli odbieram drugiemu człowiekowi albo odbieram sobie możliwość nawrócenia, jeśli blokuję przed bliźnim lub przed sobą możliwość osiągnięcia pełni życia, to odbieram jemu lub sobie życie, czyli jestem „cichym zabójcą”. I dlatego ja, skupiony na złu, wołający „prześladowca, prześladowca”, bardzo potrzebuję słowa Jezusa, który ukaże mi Boży punkt widzenia: „wybrałem go sobie”, „wybrałem cię sobie”. To nie jest tak, że nawrócenia potrzebują jedynie zewnętrzni prześladowcy Kościoła, owi „głośni zabójcy”, ale nawrócenia bardzo potrzebujmy również my, którzy jesteśmy już ludźmi Drogi, a bywamy „cichymi zabójcami”.

Papież Franciszek pomógł mi nazwać to, że jestem takim „cichym zabójcą”, kiedy w adhortacji „Amoris laetitia” tłumaczy słowa hymnu o miłości, która „nie unosi się gniewem, nie pamięta złego”. Mówi papież o przemocy wewnętrznej, o nieokazywanym podrażnieniu, które „stawia nas w postawie obronnej przeciwko innym, jakby byli uciążliwymi wrogami, których należy unikać. Żywienie takiej wewnętrznej agresji niczemu nie służy. Powoduje tylko naszą niemoc i doprowadza do naszej izolacji” (AL 103). I dodaje: „często jednak mamy skłonność do szukania coraz więcej win, wyobrażania sobie coraz więcej niegodziwości, zakładania wszelkiego rodzaju złych intencji. (…) Problem polega na tym, że czasami przypisuje się wszystkiemu taką samą wagę, co grozi tym, że będziemy okrutni wobec wszelkiego błędu drugiej osoby. Słuszne domaganie się swoich praw, zamienia się w uporczywą i stałą chęć odwetu, a nie zdrową obronę swojej godności” (AL 105). Szaweł otwarcie „dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich”, a ja może jestem podobny do Ananiasza. Na modlitwie kotłują się we mnie dziesiątki, jeśli nie setki złych myśli, odczuwam żądze różnego rodzaju. Przypominam „syna gromu”, wewnątrz rzucającego błyskawice, które czasem wydobywają się na zewnątrz. Jezus przestrzega nas przed budowaniem na piasku, a ja - tak opiszę mój dramat - czuję, że to złe myślenie mnie wciąga i czuję się jak na ruchomych piaskach. I czuję, że bardzo, ale to bardzo potrzebuję oparcia; że potrzebuję Skały, na której mógłby oprzeć stopy; że potrzebuję utwardzonej Drogi, po której mógłbym iść. A tą skałą jest słowo Jezusa: „wybrałem cię sobie”, „wybrałem cię sobie za narzędzie (naczynie)”.

Tak, ta sesja może być też dla mnie! I dziękuję Panu Jezusowi za cud, którego tak często nie zauważałem, jakim była przemiana „cichego zabójcy”, czyli Ananiasza; bo to świadczy, że jest dla mnie nadzieja. I dziękuję Panu Jezusowi za cud, który już zauważałem, jakim była przemiana „głośnego zabójcy”, czyli Szawła z Tarsu. Na tej sesji w żadnej razie nie chcemy wam dawać ani dwutlenku ani tlenku węgla. Chcemy wszyscy sięgnąć po tlen, po słowo Boga. Chcemy oddychać słowem Boga, by żyć, by żyć pełnią życia.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

Budulca, jakim jest słowo Boga, nie wolno odłożyć na półkę
homilia - sobota 3. tygodnia wielkanocnego, 16 kwietnia 2016 r.
Dz 9, 31-42; Ps 116B, 12-17; J 6, 55.60-69

Spróbujmy wsłuchać się w słowo dzisiejszej liturgii w duchu sesji, którą przeżywamy - sesji pt. „Dom na skale”, czyli inaczej „Życie budowane na słowie Bożym”. Z ust Pana Jezusa pada dziś pytanie, które zostało skierowane do Dwunastu, ale w szerszej perspektywie również do nas: „Czyż i wy chcecie odejść?”. Wielu uczniów Jezusa, także współczesnych, mogłoby na to pytanie odpowiedzieć: „Panie, chcieliśmy odejść nie jeden raz. I nie tylko chcieliśmy, ale wycofaliśmy się, odeszliśmy, chodziliśmy swoimi drogami, żyliśmy bez Ciebie, poza Tobą. Wycofaliśmy się na nasze ludzkie drogi, które wydawały się nam lepsze od tej, którą Ty nam proponujesz”. A gdy uczeń Jezusa chodzi swoimi drogami, to wcześniej czy później dopada go pokusa, by gmach swojego życia budować na piasku ludzkich słów, może nawet pięknych, mądrych i wspaniałych, ale zawsze pozostających tylko ludzkimi słowami. Wiemy z Ewangelii, że taki gmach, budowany na piasku ludzkich słów - może z zewnątrz okazały, a nawet fascynujący do tego stopnia, że patrzący z zewnątrz ma ochotę wejść, by zobaczyć również piękno, które chciałby zobaczyć wewnątrz, a którego tam nie ma - w konfrontacji z pierwszą lepszą życiową zawieruchą ulega zniszczeniu, rozpada się.

Ale paradoksalnie, „zbawienne” było także dla wielu odejście czy wycofanie się, pozostawienie Pana Jezusa. Choć to paradoks, „zbawienny” bywa dla wielu czas, kiedy błądzili chodząc po manowcach życia, kiedy przeżywali rozczarowanie wciąż nie trafiając do celu, który pragnęli osiągnąć, kiedy przeżywali rozczarowanie swoimi budowlami, które prędzej czy później popadały w ruinę. Bo nieraz może i trzeba odejść i wpaść w ślepą uliczkę, z której nie ma wyjścia… Bo nieraz może i trzeba wybudować gmach, który bardzo szybko się zawali, by na jego ruinach w swoim sercu odkryć tęsknotę i prawdę, że trzeba wrócić; by odkryć tęsknotę za Tym i prawdę, że trzeba mi wrócić do Tego, który ma słowa życia wiecznego; że trzeba mi wrócić do Tego, który jeśli ma słowa życia wiecznego to ma również receptę na pełne życie doczesne, który pomoże mi postawić solidny dom mojej codzienności, solidny gmach mojego życia.

W Ewangelii słyszymy Dzisiaj również mocną recenzję mowy Pana Jezusa. Ci, którzy słuchali Jezusa, mówili: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?”. Nieraz bywa tak, że i my po lekturze jakiegoś fragmentu Pisma Świętego mamy w sercu podobną recenzję, że „słowo Boże jest trudne”, że „słowo Boże jest za trudne”. I rodzi się pokusa, by na nie zamknąć swoje serce i swoje życie. Ale tu trzeba sobie uświadomić, że Boży budulec, z którego wznosimy, nasz dom to nie klocki Lego. Ów Boży budulec podobny jest raczej do skały, do solidnych kamiennych bloków. To nie klocki Lego, z których na szybko i lekko można coś poskładać. Na Bożej budowie nieraz trzeba te kamienne od Boga otrzymane kloce latami dopasowywać, trzeba wiele razy zaczynać od nowa, by w końcu powstał solidny gmach. Klocki Lego są zasadniczo po to, by się nimi pobawić, a kiedy minie ochota na budowanie, można zdemontować zrobioną z nich konstrukcję, włożyć je do pudełka i odstawić na półkę. Natomiast stawianie gmachu swojego życia to nie zabawa! My jesteśmy ciągle w stanie budowy, którą przerwać może jedynie śmierć budowniczych. A budulca, jakim jest słowo Boga, nie wolno odłożyć na półkę, bo ono w życiu nie ma jakościowo odpowiadających sobie zamienników. Słowo Boże to jest budulec jedyny w swoim rodzaju!

Turyści, którzy zwiedzali Egipt, po wycieczce, w czasie której podziwiali piramidy, spotkali się w kafejce na kolacji. W pewnym momencie ich wspominanie wycieczki przemieniło się w użalanie się nad losem niewolników, którzy kiedyś, przed wiekami, transportowali wielkie kamienne bloki, by zbudować piramidę na cześć faraona. My nie marudźmy i nie użalajmy się nad sobą, że budujemy z czy na litej skale słowa Bożego. My dom swojego życia budujemy na Bożą chwałę! Dom zaś naszego życia jest domem na Bożą chwałę, kiedy żyją w nim ci, którzy „uświęcają” jego mury, kiedy w tym domu panuje miłość i zgoda, kiedy jest dobra i Boża atmosfera, kiedy okazuje się w nim sobie nawzajem przebaczenie, kiedy jest się w nim wzajemnie dla siebie. Trudna jest ta mowa, trudna! Ale kiedy według mowy Jezusa budujemy dom swojego życie, ten jest solidny, piękny i żadna zawierucha nie jest w stanie go zmieść z powierzchni ziemi. Nie bójmy się tej mowy, mowy Jezusa! Ale wytrwale otwarci na słowo Boże, budujmy piękny dom naszego życia, który będzie radością Boga, radością naszą i tych, którzy razem z nami w nim mieszkają, a także radością tych, którzy świadomie czy przypadkowo do jego drzwi zapukają, ufając, że znajdą tam gościnę, że będąc głodni zostaną nakarmieni, niekoniecznie chlebem, ale na pewno miłością, dobrocią Bożą i naprawdę Bożą atmosferą, którą tam spotkają. Taki dom chcemy budować: i ten nasz osobisty i ten wspólny, który budujemy od 1050 lat, od chwili chrztu Polski i naszego chrztu. Tych, którzy mu zagrażają i chcą go zniszczyć nie zabraknie, ale domu zbudowanego na skale, na tej Skale, jaką jest słowo Boga, nic i nikt zniszczyć nie potrafi.

Ryszard Stankiewicz SDS

---------------------------------------------------------------------

Codziennie „odradzamy się” słuchając głosu Dobrego Pasterza
homilia - 4. Niedziela Wielkanocna (rok C), 17 kwietnia 2016 r.
Dz 13, 14.43-52; Ps 100, 2-5; Ap 7, 9.14b-17; J 10, 27-30

Być może wielu z was zastanawiało się, dlaczego w czasie sesji zatytułowanej „Dom na skale” towarzyszył nam wizerunek Jezusa, ikona Dobrego Pasterza. Myślę, że teraz już wiecie, dlaczego tak było… Dziś jesteśmy z Jezusem w świątyni, w domu Ojca, a Jezus po raz kolejny mówi zebranym, kim jest. Tak było i jest również w czasie tej sesji formacyjnej. Ponownie mogliśmy się zbliżyć do Jezusa, Dobrego Pasterza. Wielu z nas spotyka Go w swojej codzienności, ale są i tacy, którzy Go jeszcze nie poznali i nie doświadczyli Jego miłości. Bywa również i tak, że tę Jego miłość gubimy, a On staje nie tylko w świątyni, w której się gromadzimy, ale staje również pośrodku naszego życia i objawia się nam jako Dobry Pasterz.

W czasie jednej z sesji biblijnych prowadzonych w naszym domu ks. prof. Waldemar Chrostowski podzielił się pewnym obrazem, doświadczeniem miłości pasterza, zwyczajnego pasterza żyjącego jeszcze dzisiaj w Grecji, względem owiec. Na drodze, którą przemierzali, pojawiło się stado owiec, stąd samochód, którym podróżowali, zatrzymał się. Postój się przedłużał, więc zaczęli dopytywać o powód tak długiego zatrzymania się. Okazało się, że jedna z owiec zaczęła rodzić. Stado się zatrzymało, a pasterz towarzyszył rodzącej tak długo aż młode się urodziło. Potem pasterz wziął małe, przed chwilą urodzone jagnię na ramiona i dopiero wówczas całe stado ruszyło w dalszą drogę. Tak jest również z nami. Każdego dnia towarzyszy nam Pasterz i objawia nam siebie. Objawia nam siebie w swoim Słowie. Objawia się nam w małej kruszynie Chleba Eucharystii. Jest i mówi o sobie: „Jestem Dobrym Pasterzem! Jestem Tym, który zna swoje owce!”. Jak to dobrze, że jest Ktoś, kto zna ciebie i mnie , kto zna każdego z nas z osobna i wszystkich nas razem. A zna nas tylko Ten, kto jest Dobry. Zna nas tylko Ten, kto kocha, kto jest Miłością. W dobroci Dobrego Pasterza jest zanurzone całe nasze życie. Bóg, który jest Dobry stworzył nasze życie, w swojej Opatrzności je pielęgnuje. On sprawia, że każdego dnia i z dnia na dzień możemy poznawać i otwierać się na piękno naszego życia.

Dobry Pasterz woła każdą owcę „po imieniu”. I cieszy się, kiedy owca Go słucha. Czasem w naszym życiu bywa i tak, że On długo z nami idzie, choć tego nie dostrzegamy. I mówi do nas i woła nas po imieniu. I z czasem zaczynamy się zastanawiać, kto z taką miłością wypowiada nasze imię? Kto powtarza nasze imię nie raz, i nie dwa, ale wielokrotnie? Kto z taką miłością potrafi nam towarzyszyć, słuchając naszego serca? Kim jest ten Jezus? Dzień, w którym zaczęliśmy sobie zadawać te pytania, jest jak chwila narodzin tej owieczki na drodze, o której wspomniałem. Przyszliśmy na ten świat, poczęliśmy się pod sercem mamy, a potem urodziliśmy się, ale pragnieniem Boga Ojca było, abyśmy narodzili się w Bogu - Ojcu, Synu i Duchu Świętym - obmyci w wodach chrztu świętego. Pragnieniem Boga jest także, byśmy się nieustannie, codziennie „odradzali” słuchając głosu Dobrego Pasterza. Dzięki Jezusowi, Dobremu Pasterzowi, możemy odkrywać, że nasze życie jest ukryte w Bogu. Towarzysząc Mu i słuchając Go odkrywamy, że nikt tak jak On nie mówi do nas „po imieniu”. Słuchając Go poznajemy Jego głos, czego owocem jest to, że rozpoznajemy Jego głos nawet wówczas, gdy Go nie widzimy. Choć oczyma ciała Go nie widzimy, rozpoznajemy Jego głos i czujemy się bezpiecznie. A któż z nas nie pragnie tego, by czuć się bezpiecznie? Każdy! Każde dziecko pragnie bezpieczeństwa. I każdy dorosły poszukuje poczucia bezpieczeństwa. Owca, która zawsze słucha głosu Dobrego Pasterza, będzie w stanie zawsze rozpoznawać Jego głos, nawet wśród wielu innych głosów, które wokół niej brzmią.

Dobry Pasterz oddaje życie za owce. Dobry Pasterz daje swoje życie owcom i za owce. Czyni to każdego dnia. Nie ma chwili, by nie dawał swego życia owcom i za owce. Doświadczamy tego w dobru, które jest naszym udziałem, ale doświadczamy tego również pośród zła, które nas dotyka. Tam bowiem urzeczywistnia się Golgota. Dobry Pasterz raz umarł na Krzyżu, ale owoce Jego śmierci poniesionej na Golgocie ujawniają się w każdej chwili naszej codzienności. Dobry Pasterz ofiarował swoje życie, to znaczy dał i daje nam wszystkim, swoje życie! Pośród zła, które nas dotyka, kiedy siebie samych ranimy, On woła: „Nie! Zatrzymaj się!”. I On, Ukrzyżowany, chce zatrzymać zło na sobie! Kiedy mamy tę łaskę zobaczenia tego w swoim życiu, kiedy otwieramy się na Jego wielką miłość, doświadczamy pełni życia. Jest w nas takie pragnienie, by On zawsze był przy nas. I tak się dzieje! Jest czymś bardzo poruszającym - i dla mnie, i dla ciebie - to, że Jego ręka jest nieustannie przy naszej ręce. On chce trzymać naszą rękę, nawet gdy my puszczamy Jego rękę. Podnosi nas, gdy my nie mamy sił, by Go trzymać. A skoro Jego ręce nieustannie nam towarzyszą i nas podtrzymują, to towarzyszą nam i podtrzymują nas również ręce Ojca, który jest w niebie. Bo taka jest Miłość! Miłość nigdy nie zostawia! Miłość nie zostawia nawet tych, którzy Ją zostawili! Poszukuje tych, którzy Ją zostawili i opuścili.

Spójrzmy jeszcze raz na ikonę Jezusa, Dobrego Pasterza! Jezus trzymający owieczkę ma na rękach rany. W tle widoczny jest Krzyż, ale cała ikona jest jasna, rozświetlona. Łaska miłości rozświetla wszystkie miejsca ciemności! Popatrzmy na owieczkę. Ona jest uśmiechnięta! Raduje bo jest na ramionach Kogoś Takiego, jak Dobry Pasterz. Jezus daje jej największe szczęście! Dobra Nowina, z którą wracamy do naszych domów, pochodzi z więzi z Dobrym Pasterzem. Ale trzeba nam też uważać na tych, którzy tego dobra chcieliby nas pozbawić. Jezus, Dobry Pasterz, przestrzega nas, przez złodziejami, którzy chcą nas okraść z miłości i przed najemnikami, którzy prowokują, by naszą miłość względem Jezusa sprowadzić do postawy wyrachowania. Jezus przestrzega nas przed wilkami, które ukrywają się w owczej skórze. Zachęca więc nas do czuwania, nieustannego czuwania. A my ze swojej strony możemy prosić Jezusa: „Jezu, czuwaj na nami! Pomóż nam, byśmy się nie wyrywali i nigdy z Twoich rąk! A gdyby tak się stało, idź za nami, szukaj nas i prowadź z powrotem do Twojej owczarni! Nie pozwól nam zagubić się w chaszczach codzienności! Nie pozwól nam odejść, zbyt daleko!”. Dobry Pasterz nie męczy się szukając nas. I jakaż radość jest Jego i naszym udziałem, kiedy nas znajduje, kiedy może nas znów nieść na swoich ramionach! Nie ma większej radości! Dziękujmy Bogu za to, czego dokonał w naszym życiu, czego dokonał w naszych sercach w tych dniach! I prośmy, byśmy Go nigdy nie utracili z pola widzenia!

Joachim Stencel SDS

---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl