O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Rekolekcje Lectio Divina 30 czerwca - 8 lipca 2016 homilie - ...


Rekolekcje Lectio Divina
30 czerwca - 8 lipca 2016

(etapy: I-III i Pogłębienie)


[zdjęcie wykonane w czasie Dni Duchowości Biblijnej - 9 XI 2013
brak na nim ks. Rafała, który dołączył do naszej ekipy w X 2015]

 T E K S T Y   H O M I L I I
wygłoszonych w czasie rekolekcji
- CZĘŚĆ PIERWSZA -

Prosimy o modlitwę w intencji uczestników
i prowadzących oraz kierowników duchowych!
Dzielimy się tekstami homilii.

info o rekolekcjach  >>>.

homilie - część II  >>>.

---------------------------------------------------------------------

DOM - Dobroć, Otwartość i Miłosierdzie
homilia - piątek 13. tygodnia okresu zwykłego, 1 lipca 2016 r.
Am 8, 4-6.9-12; Ps 119, 2.10.20.30.40.131 ; Mt 9, 9-13

Jezus bardzo często w Ewangelii podkreśla wartość domu. A dom to nie tylko ściany, ale przede wszystkim relacje. Jakie relacje, taki dom. Wczoraj słyszeliśmy o paralityku, który spotykając Jezusa bardzo mocno doświadczył uzdrowienia. Jezus powiedział do niego: „wstań, (…) i idź do swego domu!”. Uzdolniłem cię na nowo do budowania więzi, do budowania nowych więzi! Zostałeś uzdrowiony na duszy i na ciele, więc idź i głoś Dobrą Nowinę!”.

Dzisiaj natomiast spotykamy Jezusa, który słowem i miłością pragnie poszerzać grono swoich domowników. I do odkrycia domu jako przestrzeni dobrych i głębokich relacji zaprasza celnika Mateusza, jak słyszeliśmy, „siedzącego na komorze celnej”. Jezus spojrzał na niego, powiedział do niego: „pójdź za Mną!”, a ten wstał i poszedł za Nim. To, czego doświadcza Mateusz, często jest także naszym osobistym doświadczeniem, ponieważ i my potrzebujemy doświadczać - nie tylko często, ale też nieustannie - Jezusowego słowa, które przygotuje i sprawia w nas doświadczenie nowych narodzin, które przygotuje i uzdalnia nas do odkrywania i doświadczenia nowego życia oraz jego pełni. Tylko w Jezusie możemy tego doświadczyć. On pozwala Mateuszowi i każdemu z nas odkrywać na nowo wartość domu.

Gdy wczoraj modliłem się tymi słowami, zauważyłem, że poszczególne litery, z których złożone jest słowo „dom”. Pierwsze litery innych słów są początkowymi takich słów jak: „dobroć”, „otwartość”, „miłosierdzie”. W Jezusie każdy z nas otrzymał i nieustannie otrzymuje to wszystko! To otrzymał i tego doświadczył również Mateusz, który wcześniej tak naprawdę nie miał doświadczenia prawdziwego domu, bo siedział w komorze zniewolony bogactwem pieniądza. Przez lata to bogactwo tak go zdominowało, że zapomniał, kim naprawdę jest. Zła opinia, jaką miał w otoczeniu, spojrzenia innych na niego sprawiły, że życie przestało mu „smakować”. I nagle na horyzoncie jego życia i w jego codzienności pojawił się Ktoś, kto patrzył na niego zupełnie inaczej niż do tej pory patrzyli na niego wszyscy inni. Nagle pojawił się Ktoś, kto nie tylko patrzył na niego z miłością, ale kto również mówił do niego z miłością. To doświadczenie słowa i spojrzenia Jezusa sprawiło, że Mateusz przestał kurczowo trzymać się dotychczasowego stylu życia, a zapragnął nowego stylu życia. Usłyszał i dał się pociągnąć słowu Jezusa: „pójdź za Mną!”. Wstał i poszedł na Jezusem. Od tego momentu stał się innym człowiekiem. U boku Jezusa stał się nowym człowiekiem. Jego serce zostało wypełnione obecnością Jezusa. Odtąd centrum jego życia nie stanowiła już komora celna i bogactwo. Centralne miejsce w jego życiu zajął Jezus.

Na ucztę zorganizowaną w domu Mateusza przyszło wielu jego „kolegów z branży”, którzy również poczuli się przez Jezusa przyjęci. Jezus ich nie odrzucił, tak jak wielu innych ich odrzucało. Poprzez samą obecność Jezusa, ale również poprzez Jego spojrzenie, a może i słowo, jak Mateusz, doświadczyli miłości. Poczuli, że z tego niezwykłego człowieka, Jezusa, emanuje coś, czego zawsze szukali i za czym ciągle tęsknili, a co próbowali zaspokoić różnymi bogactwami tego świata, które są złudne i dają jedynie chwilowe zaspokojenia, a raczej chwilową zastępczą przyjemność w tym, czego żadne bogactwo tego świata zaspokoić nie może. Głód serca, głód miłości może zaspokoić tylko Jezus! Piękne jest to, że od momentu spotkania i pójścia za Jezusem, również dom Mateusza zaczyna emanować dobrocią, otwartością, a przede wszystkim miłosierdziem, bez którego każdy dom się sypie i rozpada. Również my, dzięki temu, że w naszym sercu i domu spotykamy i przyjmujemy Jezusa, możemy zawsze doświadczać Jego dobroci, otwartości i miłosierdzia. A jeśli tak jest, to mamy nadzieję, że tym doświadczeniem będą emanować nasze serce i że będą mogli tego doświadczać również nasi domownicy, do których po rekolekcjach wrócimy.

Wszyscy potrzebujemy słowa Jezusa i Jego spojrzenia pełnego miłości, które nas podnoszą, które pomagają nam wstać, gdy jesteśmy przybici albo obciążeni. Dzięki Jego słowom możemy ciągle na nowo powstawać i iść za Nim. Czasem jednak jest tak, że nie wstajemy. Nie potrafimy „zawalczyć” i wstać. Nie potrafimy otworzyć się na spojrzenie Jezusa i Jego słowo, bo jesteśmy niejako „skorumpowani” naszymi zniewoleniami i naszymi upadkami. Przypominamy w tym faryzeuszów, którzy pozostają „na zewnątrz”. Nie wchodzą w relację w Jezusem trwając w swojej poprawności, w swojej wizji świętości, w swojej koncepcji budowania domu i relacji. Oni pozostają „na zewnątrz” osądzając, stawiając siebie ponad innymi, uważając siebie za lepszych. A Jezus mówi im: „Przyszedłem, aby każdemu okazać miłosierdzie! Przyszedłem, aby każdemu grzesznikowi podać dłoń!”. Czy te słowa do nich dotarły? Nie wiemy. Jezus, jak do nich, tak również do nas wypowiada słowo i ufa, że z wiarą uchwycimy się Jego słowa, którego słuchamy, a ono wyprowadzi nas z naszych „komór celnych” i wprowadzi nas do domu, za którym tęsknimy. A On będzie się tam razem z nami cieszył tym naszym nowym doświadczeniem domu: doświadczeniem Jego dobroci, Jego otwartości i Jego miłosierdzia.

Joachim Stencel SDS

---------------------------------------------------------------------

Co będzie owocem/konsekwencją naszych decyzji za 30 lat?
homilia – sobota 13. tygodnia okresu zwykłego, 2 lipca 2016 r.
Am 9, 11-15; Ps 85, 9. 11-12. 13-14; Mt 9, 14-17

Dziś, w liturgii słowa, otrzymujemy w darze kilka obrazów. To np. obraz łaty z surowego sukna, której nie przyszywa się do starego ubrania albo młodego wina, którego nie wlewa się do starych bukłaków. Mnie osobiście zatrzymał obraz z księgi proroka Amosa. Słyszeliśmy dziś ostatnie wersety tej księgi i zapowiedź Boga w słowach: „W tym dniu podniosę szałas Dawidowy, co upada, zamuruję jego szczeliny, ruiny jego podźwignę i jak za dawnych dni go zbuduję, (…), mówi Pan, który to uczyni”.

„Szałas” albo „namiot” to metafory z życia nomadów, jakimi Izraelici byli jeszcze w czasach Dawida. „Szałas” albo „namiot Dawida” wskazuje tutaj na dom, dynastię czy linię Dawida. Taki sposób wyrażania się jest nie tylko charakterystyczny, ale znaczący. Żeby lepiej zrozumieć wymowę i moc tego obrazu przypomnijmy sobie kontekst, w jakim działał Amos. Ten prorok działał w państwie północnym około 750 r. przed Chrystusem, czyli w czasach, gdy Izrael doświadczał pokoju i dobrobytu, ale gdy poziom moralny znacznie się obniżał. Z przenikliwością, którą zawdzięczał Bogu, widział w Izraelu to, czego Izraelici sami nie widzieli. Widział: „szałas Dawidowy, co upada”. To stało się faktem w 722 r. przed Chr., gdy Asyryjczycy zdobyli państwo północne. Podobna tragedia około 140 lat później dotknęła również królestwo Judy, gdy Babilończycy położyli kres królestwu południowemu i pozbawili potomstwo Dawida władzy.

Z przenikliwością, która jest darem Bożym, prorok wybiega do przodu. Z jednej strony zapowiada rozbicie, zniszczenie królestwa Dawidowego, zapowiada upadek państwa, który jest konsekwencją bieżących decyzji jego obywateli, z drugiej strony już teraz przekazuje obietnicę Boga, który mówi: „podniosę… podźwignę”. Prorok daleki jest od jakiejś megalomanii. Nie mówi: „dom, dynastia, linia” Dawidaa, ale mówi o „szałasie”, o „namiocie”. Jeśli zestawimy te wyrażenia z obrazem murowanego domu czy cedrowego pałacu, w którym mieszkał Dawid, przypominają one o kruchości, o przemijalności czy prowizoryczności struktury mieszkalnej, jaką jest namiot łatwy do rozerwania czy szałas łatwy do zniszczenia. Te obrazy niewątpliwie mogły przypominać Izraelitom wędrówkę z Egiptu do Ziemi Obiecanej. Mogą też uczulać nas na tę prawdę, że tu, na ziemi, jesteśmy w drodze do Domu. Te obrazy mogły przypominać Izraelitom, słyszeliśmy o tym wczoraj w brewiarzu, o Bogu, który towarzysząc ludowi w wędrówce przez pustynię, a nawet potem w Ziemi Obiecanej, całe lata „mieszkał” także w namiocie (2 Sm 7, 1-25). Te obrazy mogą przypominać nam o Synu Bożym, który stał się człowiekiem, który „zamieszkał wśród nas”, dosł. „rozbił namiot między nami” (J 1, 14)). Z metafory namiotu korzysta też św. Paweł w liście do Koryntian mówiąc o naszym ciele jako „prowizorycznym” tutaj mieszkaniu, w którym oczekujemy i tęsknimy za mieszkaniem wiecznie trwałym w niebie: „jeśli nawet zniszczeje nasz przybytek [namiot] doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga, dom nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie” (2 Kor 5, 1n).

Obraz z księgi Amosa przywołuje z mojej pamięci słowa Boga z księgi Izajasza: „Rozszerz przestrzeń twego namiotu, rozciągnij płótna twego mieszkania, nie krępuj się, wydłuż twe sznury, wbij mocno twe paliki! Bo się rozprzestrzenisz na prawo i lewo, twoje potomstwo posiądzie narody oraz zaludni opuszczone miasta” (Iz 54, 2-3). Te słowa uświadamiaja mi i nam niebezpieczeństwo życia „skurczonego”, patrzenia i myślenia skupionego na własnym jednostkowym interesie kosztem wspólnoty, do której należę. Konsekwencją tego w życiu zakonnym może być świecąca pustkami kasa wspólna i nie narzekający na braki zakonnicy (może komuś trudno to sobie wyobrazić, ale na tym świecie faktem bywa wiele rzeczy, które trudno sobie wyobrazić); a w życiu społecznym - świecąca pustkami kasa wspólna i „bogaci”, skupieni na sobie samych i dobrze się mający niemyślący o innych, obywatele. Gdy osoba przestaje się utożsamiać z dobrem wspólnym, kiedy partykularny interes jednostki zaczyna przeważać nad dobrze rozumianym dobrem wspólnym, zagrożone jest małżeństwo, zagrożona jest każda inna wspólnota: zakonna, kapłańska czy narodowa. Jeśli jesteśmy otwarci na Boga, On poszerza przestrzeń naszego serca i perspektywę naszego myślenia. Jeśli jesteśmy otwarci na Boga, On poszerza horyzont naszego patrzenia nie tylko wszerz, poszerza go nie tylko w sensie geograficznym, ale sprawia, że zaczynamy patrzeć na nasze życie w perspektywie pokoleń, które były przed nami i pokoleń, które przyjdą po nas, że zaczniemy także patrzeć na życie w perspektywie wieczności.

Amos działał w państwie doświadczającym dobrobytu albo, lepiej powiedzieć, w którym pewne grupy obywateli przeżywały dobrobyt kosztem innych grup. Doświadczając dobrobytu zapominały o Tym, który jedynie jest Dobry, o Bogu, i o dobru innych, o dobru sobie współczesnych i kolejnych pokoleń. I Amos po Bożemu prowokował Izraelitów i prowokuje nas do refleksji nad długofalowymi konsekwencjami naszych decyzji i czynów. Zachęca nas, byśmy mieli na względzie to, co może być owocem albo konsekwencją naszych decyzji, jeśli nie za sto czterdzieści, to choćby za jakieś trzydzieści lat. Myśl perspektywicznie! Myśl nie tylko o sobie i najbliższym ci pokoleniu, ale również o kolejnych pokoleniach! Pomyśl nie tylko o dzieciach, ale o wnukach i prawnukach, itd.! Pomyśl o osobach, które za lat trzydzieści będą w twojej wspólnocie rozpoczynały życie zakonne! Pomyśl, co zostawisz po sobie tym, którzy będą wkraczać w życie za lat trzydzieści! Myślisz może, że ciebie to już nie będzie dotyczyć? Taki sposób myślenia jest przejawem jakiegoś egoizmu. Ludzie „mówią sobie: mnie to już nie będzie dotyczyć. Mojego życia w każdym razie zmieniać nie będę” - zwracał kiedyś uwagę Benedykt XVI -. „A mamy tu do czynienia nie tylko z indywidualnymi egoizmami, które są trudne do pogodzenia, ale także z egoizmami całych grup ludzi. Przywyczajono się do pewnego sposobu życia i gdy jest on zagrożony, wtedy w naturalny sposób się go broni”. I mówił jeszcze papież Benedykt: „Żyjemy na koszt przyszłych pokoleń. Widać też z tego, że żyjemy w fałszu. Żyjemy na pokaz, a wielkie kredyty są traktowane jako coś, co nam się należy” (Benedykt XVI w rozmowie z Peterem Seewaldem, Światłość świata, Kraków 2011, s. 57-58).

Amos, powtórzmy, zachęca nas, byśmy mieli na względzie to, co może być owocem albo konsekwencją naszych decyzji za jakieś trzydzieści lat. Pomyśl o tym, jak byś chciał by wyglądało życie twoje i tobie najbliższych i kolejnych pokoleń wchodzących w życie za trzydzieści lat. Dla wielu z nas taka propozycja otwiera też inną niż tylko ziemska perspektywę refleksji. Podejmijmy ją, podejmijmy tę propozycję. Zadanie Kościoła, przypominał kiedyś Benedykt XVI, polega też na tym, by sprowokować osoby do „patrzenia ponad rzeczami przedostatnimi i szukania rzeczy ostatnich”. W prorockiej refleksji nie chodzi tylko o sprzyjanie tworzeniu lepszego świata, tu i teraz. Rzeczy ostateczne „to dla współczesnych ludzi twardy orzech do zgryzienia. Jawią się jako coś nierealnego. Ludzie chcieliby zamiast tego otrzymać konkretne odpowiedzi na teraz, na potrzeby codzienności” (Benedykt XVI). Trzeba ludzi prowokować do przebijania się „przez barierę skończoności”. Spróbujmy odnieść te słowa do naszej wspólnoty. Uczestnicy pierwszego etapu rozważają powołanie uczniów. To może być prowokacja, by dać się Bogu poprowadzić i przygotować, by Bóg poprzez wybranych apostołów i ich następców mógł kształtować nie tylko bieżące, ale również przyszłe pokolenia. Z wdzięcznością myślę dziś o obecnych wśród nas seniorach, towarzyszących nam w kierownictwie duchowym, o ks. Franciszku czy pani Marii, blisko osiemdziesięciolatkach, którzy kiedyś dali się Bogu poprowadzić, formować, a dziś z troską nas słuchają i pomagają obecnym tu pięćdziesięciolatkom. Myślę też o obecnych tu pięćdziesięciolatkach, którzy dali się poprowadzić Bogu i teraz towarzyszą innym duchowo słuchając obecnych tu dwudziestoparolatków. Już sama nasza wspólnota rekolekcyjna, której rozpiętność wiekowa uczestników to prawie sześśdziesiąt lat, uczy nas poszerzonego spojrzenia i myślenia. Pozwólmy Bogu, by poszerzał nasze spojrzenie i uczył nas życia odpowiedzialnego z myślą o pokoleniach, które po nas przyjdą; ale również życia odpowiedzialnego w perspektywie wieczności.

„Podniosę szałas Dawidowy, co upada, (…), ruiny jego podźwignę, (…), mówi Pan, który to uczyni”. My sami z siebie nie możemy zapewnić trwałości naszemu namiotowi. Własnymi siłami nie możemy się uporać z naszą historią. Te siły mogą się w nas pojawić jako owoc spotkania z Bogiem. „Potrzebujemy Jego, tego Innego, który pomoże nam być tym, kim sami być nie potrafimy” (Benedykt XVI, Światłość świata, s. 190).

W pierwszą sobotę miesiąca wpatrujemy się w Maryję i przyzywamy jej wstawiennictwa. Ona dała się Bogu poprowadzić. Przyjęła Słowo Boga, dała mu miejsce w swoim sercu i życiu, troszczyła się o Nie, by po trzydziestu latach patrzeć na swojego Syna, Jezusa Chrystusa, rozpoczynającego publiczną działalność. Niech Ona nam wyprasza łaskę odpowiedzialnego przeżywania naszego „dziś”, którego dobrych i pięknych owoców doświadczą pokolenia wchodzące w życie czy w działalność publiczną za trzydzieści lat.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

Czy potrafisz być wobec siebie wielkoduszny, ale nie przemocowy?
homilia – 14. Niedziela Zwykła (rok C), 3 lipca 2016 r.
Iz 66, 10.12-14c; Ps 66, 1b-3a.4-7a.16.20; Ga 6, 14-18; Łk 10, 1-12.17-20

Czytałem słowo Boże z dzisiejszej liturgii myśląc o naszej wspólnocie rekolekcyjnej, bo skoro jest ono dziś podane naszej wspólnocie, jak chleb na stół, przy którym wszyscy zasiadamy, mamy się nim właśnie podzielić, jak chlebem na dziś. Zapytałem, co oznacza dla nas zaproszenie do radości, bo ono było pierwszym, które we mnie wybrzmiało w lekturze. Jeśli słuchaliśmy uważnie, dzisiejsza liturgia słowa rozpoczyna się od zachęty do radości i taką zachętą również się kończy. Najpierw prorok Izajasz woła: „radujcie się…”, później powtarza: „weselcie się…”, by za chwilę jeszcze raz zawołać: „cieszcie się…”, jakby musiał nas do radości zachęcać; jakby widział wśród nas takich, którzy nie chcą bądź nie potrafią się radować; jakby widział takich, którzy są smutni i których smutek powala. A na koniec liturgii słowa jeszcze Jezus, jakby przychodził z pomocą Izajaszowi, zwraca się do nas: „cieszcie się”. O jaką radość tutaj chodzi? Zacząłem uważnie czytać fragment z księgi Izajasza i to, co usłyszałem, bardzo mnie poruszyło, bo poczułem, że poprzez proroka Dobry Bóg chce nam powiedzieć o tym, jak nas, uczestników rekolekcji, chce traktować, jak z nami chce postępować. Bóg wie, że przyjechaliśmy tutaj być może z tym, co trudne i co nas zasmuca. I obiecuje nam, mnie i tobie, że skieruje do naszych serc pokój jak rzekę. Czy ty w to wierzysz, że możesz stąd wyjechać z pokojem w sercu? On jest Królem pokoju! Bóg jest źródłem pokoju! Z pewnością po taki właśnie pokój przyjechałeś/przyjechałaś. I oto jak Bóg mówi o traktowaniu nas w tych rekolekcjach. Mówi mi, że będę dla Niego jak niemowlę noszone na biodrach, że będziesz na Jego kolanach pieszczona w czasie twojej modlitwy, że będzie mnie i ciebie pocieszał jak mama pocieszająca swoje dziecko. „Tak Ja was pocieszać będę” – mówi Bóg. Bóg czuły to jedno z najpiękniejszych imion Boga Miłosierdzia.

Idźmy do Ewangelii. Czytałem ją pytając, co oznacza dla nas posyłanie uczniów z misją głoszenia Ewangelii, skoro my jesteśmy tutaj na pustyni rekolekcyjnej i możemy mieć wrażenie, jakby ta Ewangelia do naszej sytuacji nie przylegała, jakby była nie na ten moment naszego życia. A jednak zacząłem ją czytać z myślą o nas, bo przecież Bóg zawsze nam daje słowo na dziś, słowo dla nas i o nas. Próbowałem wydobyć sens duchowy, którym możemy się dziś karmić, podobnie jak słowem z księgi proroka Izajasza. Najpierw liczba wysłanych: „siedemdziesięciu dwóch”, a niektóre kodeksy mówią o „siedemdziesięciu”. Jedna i druga liczba to symbol: obraz doskonałej wspólnoty. Pomyślałem więc, że to my właśnie jesteśmy taką wspólnotą doskonałą. Oczywiście, jesteśmy nią nie dlatego, że wszyscy, jak tu jesteśmy, jesteśmy doskonali; bo gdyby tak było, nie byłoby nas tutaj. Byliśmy w tej chwili na wakacjach „pod gruszą”. Przyjechaliśmy tutaj, bo wcale nie czujemy się doskonali. Doskonałe natomiast jest to, co Bóg czyni względem naszej wspólnoty. Doskonałe jest to, w jaki sposób Bóg pomyślał o tym czasie dla nas. Doskonałe jest Jego słowo i doskonały jest klimat łaski, którą On nam daje. Bóg ma zawsze doskonałe pomysły! Pomyśl więc o tym, że to był pomysł Boga, że jesteśmy tutaj, bo właśnie dzięki temu my, tutaj zgromadzeni, jesteśmy Jego doskonałą wspólnotą, wspólnotą na modliwie. Nikt z nas nie znalazł się tutaj dzięki sobie samemu. Każdy z nas znalazł się tutaj dzięki łasce. Jezus powiedział: „proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo” (Łk 10, 2). To słowo dotyczy także nas. Bóg jest Panem żniwa! On nas tutaj przyprowadził! I bardzo ważne jest to, że każdego z nas odnazł i do każdego przyszedł drogą niepowtarzalną, bo serce każdego z nas jest osobliwym światem. A Bóg zna nasze serca i wie, jak do nas mówić, aby nas pociągnąć, aby nas uwieść, jak Jeremiasza: „Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść” (Jr 20, 7). Każdy/każda z was mógłby/mogłaby wskazać na wiele okoliczności czy sytuacji, które sprawiły, że tutaj jesteście, ale chciejmy zobaczyć na głębokościach tych wydarzeń, które sprawiły, że tutaj jesteście, działanie Boga i Jego łaskę. Chciejmy odkryć, że ta łaska jest odpowiedzią na wasze prośby. Być może w ostatnich dniach czy tygodniach przeżywałeś/przeżywałaś czas modlitwy prośby, gorąco o coś prosząc. I choć my nieraz prosimy o coś zupełnie innego, o coś, co nam wydawało się lepsze, Bóg zawsze wybiera dla nas to, co jest dla nas najlepsze. Z pewnością jednak to, że jesteście tutaj, jest także owocem waszej modlitwy, waszych próśb.

Jest jeszcze inne znaczenie liczby „siedemdziesięciu dwóch” czy „siedemdziesięciu”. Wiemy, że w Biblii liczby mają znaczenie duchowe. W mentalności wschodniej, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie, liczby noszą w sobie silne symbole. Otóż, w dziesiątym rozdziale Księgi Rodzaju znajdujemy tablicę narodów, siedemdziesięciu narodów. Niektórzy sądzą, że ewangelista Łukasz mówiąc o „siedemdziesięciu dwóch” bądź „siedemdziesięciu” posłanych odwołał się właśnie do tego wątku z pierwszej księgi Biblii. Zawarta tam tablica siedemdziesięciu narodów to mozaika ludzkości w całym jej bogactwie: w bogactwie etnicznym, w bogactwie kultur i duchowości. Pomyślmy, jakie bogactwo Kościoła jest we wspólnocie rekolekcyjnej, którą tworzymy. Każdy z nas jest jedyny i niepowtarzalny! Każdy z nas piastuje w Kościele jakieś powołanie. Są wśród nas mamy i ojcowie, są również kapłani i siostry zakonne. Pomyślmy o tym, jak bogaty jest Bóg w swoich darach. Możemy się ucieszyć bogactwem naszej wspólnoty i jej różnorodnością. Zawsze mnie porusza ten moment u początku rekolekcji, który może komuś wydaje się być jedynie rytuałem, a dla mnie zawsze jest bardzo ważny, kiedy się przedstawiacie. Dla niektórych bywa trudne to, by wstać i coś o sobie powiedzieć, a przecież z drugiej strony każdy z nas chce być zauważony. I wtedy myślę o tym, że wszyscy - księża, osoby konsekrowane i świeckie, wykonujący te czy inne zawody, mający takie albo inne tytuły i pełniący różne funkcje - stajemy „w jednym szeregu”. Stajemy przed Panem na modlitwie w całym bogactwie naszej wspólnoty. To także wielki dar! Stanowimy „naczynia połączone” i nikt z nas tak naprawdę nie wie, jakim darem jest dla drugiego przez swoją wierną i hojną, rzetelną i wielkoduszną modlitwę w tych dniach. Bóg rozdziela swoje dary także przez nas! Duch tchnie, kędy chce (por. J 3, 8) i także przez twoje serce przychodzi do innych, a do ciebie przychodzi przez serce innych. Ważne jest to, że jest coś, w czym jesteśmy jednością, w czym jesteśmy „bliźniakami”, co czyni nas wspólnotą, a mianowicie to, że niezależnie od naszej odmienności czy różnorodności wszyscy słuchamy słowa Bożego, że wszyscy mamy uszy i serce otwarte, bo chcemy usłyszeć Jego słowo. To nas czyni podobnymi do siebie!

Spróbujmy zebrać z liturgii słowa to, co jest dla nas przesłaniem na czas rekolekcji. Święty Łukasz to ewangelista ewangelizatorów, czyli tych, którzy są posyłani, by głosić Ewangelię. Ale ewangelizator to ten, kto najpierw został zewangelizowany. Kochani, jesteśmy w samym centrum, w jednym z najważniejszych momentów nowej ewangeliczacji, do której zachęcają ostatni papieże. Bo w nowej ewangelizacji nie chodzi w pierwszym rzędzie o nowe środki, nowe metody czy nowe pomysły, bo Ewangelia jest zawsze nowa. Chodzi o nowe osoby, chodzi o nasze nowe serca, o nasze nowe myślenie i nasze nowe pragnienia. I Bóg to właśnie czyni z nami: „Oto czynię wszystko nowe” (Ap 21, 5). Bóg mówi to dziś do ciebie! Bo chce tchnąć w ciebie nowe życie, jak wówczas gdy cię stwarzał, o czym czytamy w drugim rozdziale księgi Rodzaju. Jak wówczas nas stworzył, tak teraz stwarza nas na nowo! Na wszystkich i na ciebie „niech zstąpi pokój i miłosierdzie” – to życzenie św. Pawła, które słyszeliśmy dziś w czytaniu z listu do Galatów.

Przysłuchajmy się jeszcze poleceniom Jezusa z dzisiejszej Ewangelii pytając, co one mogą oznaczać dla nas przeżywających rekolekcje. Jezus mówi o radości i odwadze, i o tym, by nic nie narzucać, by nie stosować przemocy, ale głosić pokój. Czy potrafisz być taki/taka wobec siebie? Czy potrafisz być również wobec siebie hojny, wielkoduszny, ale nie przemocowy? Czy potrafisz działać tak, by niczego na sobie nie wymuszać? Pokój jest także owocem wolności. Pokój jest tam, gdzie jest zgoda, gdzie jest pojednanie. Czy jesteś już pojednany/pojednana ze sobą? Czy jest w tobie ten pokój, który pomaga i pozwala słuchać słowa Bożego? Tam, gdzie walczymy ze sobą, jesteśmy najprawdopodobniej mocno skupieni na sobie. Tam natomiast, gdzie potrafimy się z sobą pojednać i siebie samych przyjąć, pojawia się w nas przestrzeń i pokój, i Bóg może tam przyjść ze swoim słowem. Myślę, że to ważne polecenie i przypomnienie Jezusa dla nas.

Dalej, streszczając to, co mówi Jezus, nie powinnismy ulegać kompromisom. Z jednej strony, jak wspomnieliśmy, nie można być przemocowym, a z drugiej - nie można być letnim, dwojakim, połowicznym, nie można się chybotać. Jednoznaczność, przejrzystość, prostota - to jedna z najlepszych gleb dla ziarna słowa Bożego. Do tego jeszcze trzeba dodać ubóstwo; wolność od przywiązań; wolność od maniakalnej troski o przyszłość; wolność od tego, co zostawiłem w domu; wolność od problemów nierozwiązanych czy w połowie rozwiązanych, które zostawiłeś/zostawiłaś przyjeżdżając tutaj; wolność od oczekiwań innych; wolność od tego, co cię tutaj wiąże; wolność. O taką wolność prośmy, bo ona jest wielką łaską.

I jeszcze ważne polecenie, a w zasadzie przypomnienie. Jezus wysyła swoich uczniów „po dwóch”. Tradycja par w Biblii jest długa i bogata, dlatego, że w świadectwie dwóch jest gwarancja prawdziwości. Pomyślałem o tym, że każdy z was w tych rekolekcjach idzie z kimś, nie idzie sam. Idziemy przez rekolekcje „we dwóch” bądź „we dwoje”. Myślę o tobie i o twoim kierowniku duchowym. On został podarowany tobie na te dni, a ty zostałeś podarowany jemu, kierownikowi duchowemu. I tak naprawdę nie tylko ty składasz wobec kierownika świadectwo swojego życia, ale także osoba tobie towarzysząca składa tobie świadectwo swojego życia. Ważne jest, by umieć się oprzeć na tym, komu zostałeś powierzony czy zostałaś powierzona.

I jeszcze to, co jest punktem kulminacyjnym, czyli zaproszenie do radości, które słyszymy w ostatnich wersetach dzisiejszej Ewangelii. Pomyślałem o tych uczniach, którzy wracając z misji przychodzą do Jezusa i mówią Mu o tym, co przeżyli i czego doświadczyli. Tyle pięknych rzeczy się wydarzyło! Tylu chorych zostało uzdrowionych! Tyle chorób już zostało w nas tutaj uleczonych bądź jest leczonych! I uczniowie mówią do Jezusa: „Panie, przez wzgląd na Twoje imię nawet złe duchy nam się poddają”. Pomyślałem o tym, jak często w życiu duchowym może skupiać nas walka ze złym duchem i o tym, że czasami życie duchowe można usiłować sprowadzać do tropienia zagrożeń. Bądźmy od tego wolni, aby zły duch „nie grał nam na nosie”. Jezus przestawia naszą perspektywę. Zwraca uwagę, że życie duchowe to jest życie w Duchu! Zwraca uwagę: „Myśl o Tym, który twoje imię zapisał w swoim sercu!”. Co to oznacza, że nasze imiona „są zapisane w niebie”? To oznacza, że Bóg nosi mnie w swoim sercu, że Bóg o mnie pamięta, że On się mną zajmuje. Czy jest coś ważniejszego w życiu duchowym? Czy nie po to właśnie tutaj przyjechaliśmy, żeby się o tym dowiedzieć? Czy nie jest to najważniejsza wiadomość życia, że jest Ktoś, kto zawsze zachowuje nas w sercu, kto o każdym z nas zawsze pamięta? Jeśli będziemy o tym pamiętali i jeśli to będzie radością naszego życia, a do tego właśnie zachęca nas Jezus, bedzie się zmieniała perspektywa naszego życia; dzięki temu będziemy także mądrzejsi w walce ze złym duchem.

Zakończę przykładem, który mnie bardzo poruszył i często do niego sięgam. Kiedy czytałem słowa o tym, że nasze imiona są zapisane w niebie, wróciły w mojej pamięci słowa z księgi proroka Izajasza, gdzie Bóg mówi: „Oto wyryłem cię na obu dłoniach” (Iz 49, 16). Bóg, aby mi dać dowód, że moje imię jest zapisane w niebie, wyrył mnie na swoich dłoniach, które widzę patrząc na Ukrzyżowanego. Kiedyś na te słowa z księgi proroka Izajasza natknąl się papież Jan Paweł I, Albino Luciani, który był papieżem zaledwie trzydzieści trzy dni. W swoim dzienniku duchowym, - który prowadził tak, jakby czyniło to dziecko, bo choć był teologiem i duszpasterzem, kardynałem i metropolitą wielkiej diecezji, miał duszę dziecka, - gdy przeczytał te słowa z księgi Izajasza, zapisał sobie taki komentarz czy egzegezę tego tekstu: „Jeśli przypadkiem Pan Bóg w niebie przy swoim łóżku ma nocny stolik, to z pewnością na stoliku jest zawsze moje zdjęcie”.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl