O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Rekolekcje Lectio Divina 30 czerwca - 8 lipca 2016 homilie - ...


Rekolekcje Lectio Divina
30 czerwca - 8 lipca 2016

(etapy: I-III i Pogłębienie)

 T E K S T Y   H O M I L I I
wygłoszonych w czasie rekolekcji
- CZĘŚĆ DRUGA -

Dziękujemy  za modlitwę w intencji uczestników
i prowadzących oraz kierowników duchowych!
Dzielimy się tekstami homilii.

info o rekolekcjach  >>>.

homilie - część I  >>>.

---------------------------------------------------------------------

Bożki nie powołują, powołuje tylko Miłosierny Bóg
homilia - wtorek 14. tygodnia okresu zwykłego, 5 lipca 2016 r.
Oz 8, 4-7.11-13;Ps 115, 3-10; Mt 9, 32-38

Kochani, medytując nad dzisiejszym słowem, które daje nam Pan, które daje naszej wspólnocie, tobie i mnie, zwróciłem najpierw uwagę na początek słowa Boga skierowanego przez proroka Ozeasza, i na końcowe zdanie z liturgii, na słowa Jezusa. Otóż… na początku Bóg przez Ozeasza niejako wypomina ludowi, że ustanowili sobie królów „beze Mnie”, że nie prosili Boga o zdanie, mianowali książąt „bez Mojej wiedzy”. Kiedy czytałem ten fragment odczułem w jakiś sposób, że serce Boga boli, bo lud czynił posągi ze srebra i złota „na własną zgubę”. Bóg widzi dalej, widzi całość. A przecież tutaj chodzi o życie człowieka, o jego wieczność! Bóg mówi tutaj o dramacie ludu, który zagubił pasterza, który zagubił Tego, który miłował swój lud, kiedy ten jeszcze był dzieckiem, kiedy nosił go na swoich ramionach (por. Oz 11, 1 nn).

Dlaczego tak się stało? Stało się tak, bo Bóg przestał dla nich mieć jakiekolwiek znaczenie! Bóg, który nie ma znaczenia… to dramat obracający wszystko w ruinę. Jeśli Bóg nie ma znaczenia, znaczenia nie ma także nasze życie; nie ma go wtedy życie drugiego człowieka, życie brata... Życie się rozpada, i człowiek dla pozornego ratunku buduje ołtarze bożkom. I zaczyna je okadzać, i ma człowiek chwilową satysfakcję. I co się okazuje? Że wszystko traci sens. Dlaczego? Odpowiada na to papież Franciszek w encyklice o wierze, napisanej „na cztery ręce”, bo z Benedyktem XVI, mówiąc, że bożki nie powołują! „W przypadku bożka nie ma niebezpieczeństwa ewentualnego powołania” (LF 13). Jest o tym mowa w dzisiejszym psalmie, psalmie 115: „mają usta, ale nie mówią, mają oczy, ale nie widzą, mają uszy, ale nie słyszą, mają nozdrza, ale nie czują zapachu”. Bożki nie są pasterzami, którym warto zaufać. Ufa się osobie, a nie głuchemu dziełu własnych rąk. „W kawałki rozleci się cielec samaryjski” (Oz 8, 6). Pochodzący z Gwinei kardynał Robert Sarah w swojej genialnej książce „Bóg albo nic” (lektura obowiązkowa dla wszystkich!), mówi wyraźnie, że kryzys świata to kryzys Boga! Człowiek służy bożkom… Bóg nie ma znaczenia… Za to nadrzędne znaczenie mają pieniądze, władza i sukces.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus do tego właśnie nawiązuje. Lituje się nad ludźmi, którzy byli znękani, porzuceni, samotni „jak owce nie mające pasterza”. Tutaj Jezus nawiązuje wprost do Starego Testamentu. On jest wypełnieniem tego zdania. Jest pasterzem pełnym czułości i miłosierdzia. To Pasterz, który JEST Słowem i karmi owce żywym Słowem - Sobą! W Starym Testamencie pasterz to znawca Tory, który daje słowo powierzonym ludziom. Tutaj Jezus jest Słowem! I dostrzegamy w Ewangelii, że Jezus szuka współpracowników. Powołuje! Powołuje do misji, która wypełnia sensem życie człowieka. Ta misja ma swoje ostateczne uzasadnienie w miłosierdziu. Jezus mówi: „proście Pana żniwa”, czyli „proście Ojca”. Po co prosić? To bardzo ważne. Bo kto prosi, otwiera się na zaufanie, wierzy w obietnice Słowa. Potrzeba zaufania, żeby odkryć misję, powołanie do realizacji Słowa. I tutaj jest też ważna sprawa.

Jesteśmy w tym pięknym czasie rekolekcji, gdzie pokornie prosimy Pana, aby mówił do nas i posyłał nas do misji: w szkole, w domu, w zgromadzeniu, w seminarium… Bóg pragnie uczynić nasze oczy „oczami proroka”, jak mówił kard. Gianfranco Ravasi, czyli tymi, którzy bardziej kochają Słowo niż dowody na działanie Słowa!!! To jest wierność obietnicy Boga dającego Słowo, powierzenie się obietnicy. Wiara nie polega na wierze w Boga ewidentnego, którego – jak mówił Benedykt XVI – można położyć na stole jak jakiś przedmiot, ale na wierze w Boga, którego śladów nie widać. Ciekawe jest to, że w języku hebrajskim wiara to „emuna”, pochodzi od rdzenia „emet”, czyli prawda! Wierzący to ten, który przyjmuje całą prawdę o sobie i przyjmuje z zaufaniem to, co Bóg do niego powiedział. Wie, że to jest prawda! Zatem, kiedy słyszy Słowo Boga, nie wątpi w nie, ale zgłębia to Słowo! Kiedy opętany został zegzorcyzmowany, odzyskał mowę, ale faryzeusze mieli jak zwykle swoją teorię, że Jezus wyrzuca diabła mocą przywódcy złych duchów. I to jest właśnie to: serce proste, otwarte na Słowo wyciąga wnioski, ale serce pełne złości, zawiści, nie podziela tych wniosków, ma zawsze swoje teorie. A to może prowadzić do niewiary. Jezus idzie dalej… Sieje Słowo, powołuje robotników, nie księciów, ale robotników.

I na koniec jeszcze jedno: misją Jezusa i Jego uczniów jest miłosierdzie. Bóg tak kocha, że aż poruszają się Jego wnętrzności… Papież Franciszek otworzył Bramy Miłosierdzia. Po co? Przeczuwam, że po to, żeby wicher Ducha Świętego powymiatał ze świątyni Boga niewiarę, bożki, samouwielbienie, pychę, chciwość i wszelki grzech; żeby wszyscy zobaczyli, kim jest Bóg i żeby Go doświadczyli! Przyznam się, że kiedy otwieram Biblię, jej okładka przypomina mi jakoś otwarte drzwi kościoła – Bramę Miłosierdzia. I kiedy przez nią codziennie przechodzę, czuję jak Słowo Miłosiernego wymiata moje wizje, leczy zranienia i powołuje do wielkich rzeczy, choć niewidocznych… I dzięki temu widzę, że mam udział w Ewangelii Jezusa z Nazaretu, która trzyma świat w istnieniu; czuję, że unosi się w nim zapach wiosny… Jesteśmy robotnikami Pana i musimy czuć się powołanymi, żeby podprowadzać też innych do progu Bramy Miłosierdzia – Biblii. Widzicie zatem, drodzy robotnicy Pana, ile jeszcze mamy zrobienia!

ks. Tomasz Rąpała

---------------------------------------------------------------------

Pierwsze instrukcje Dowódcy dla „strażaków” (uczniów-apostołów)
homilia - środa 14. tygodnia okresu zwykłego, 6 lipca 2016 r.
Oz 10, 1-3.7-8.12; Ps 105, 2-3. 4-5. 6-7; Mt 10, 1-7

Słyszymy dziś w Ewangelii najpierw, że Jezus przywołał do siebie „dwunastu swoich uczniów”, a chwilę potem: „oto imiona dwunastu apostołów” oraz że „tych to dwunastu”, czyli uczniów-apostołów, Jezus wysłał. Św. Marek, wróćmy do doświadczenia naszej modlitwy Ewangelią z pierwszego etapu rekolekcji, kładzie mocny akcent na to, że Jezus „uczynił dwunastu”, że mocą stwórczego słowa „uczynił wspólnotę dwunastu”. Po co? Po to, „aby Mu towarzyszyli i aby mógł ich posyłać”. Już w pierwszej Ewangelii mamy wyraźny akcent na te dwa wymiary życia chrześcijanina: być z Jezusem i być posyłanym jako uczeń Jezusa. Ewangelista Mateusz przypomina nam dziś te dwa nierozłączne wymiary tożsamości chrześcijanina: „uczeń” i „apostoł”. Każdy z nas jest uczniem i apostołem, jest uczniem i posłanym, bo „apostoł” znaczy „posłany”.

Uczeń to ktoś, kto słucha Jezusa. Apostoł to ktoś, kto głosi Jezusa najpierw życiem, ale także słowami. Uczeń ma być zawsze w gotowości, ma być dyspozycyjnym do bycia posłanym. Apostoł, czyli posłany, ma iść przez życie ciągle słuchając swojego Nauczyciela i Pana. Gdybyśmy pominęli wymiar apostoła w naszej tożsamości, bylibyśmy podobni do zamkniętej i samolubnej biblioteki, trzymającej książki tylko dla siebie i nie godzącej się na to, żeby książki z niej mogły być wypożyczane na zewnątrz (choć czyniąc takie porównanie trzeba zrobić zastrzeżenie, że chrześcijanin nie jest człowiekiem Księgi, ale człowiekiem Słowa; więc uczeń, który nie jest apostołem, byłby kimś samolubnie zawłaszczającym Jezusa tylko dla siebie). Apostoł zaś, który przestaje być uczniem, byłby jak ów robotnik (z często powtarzanej anegdoty) biegający na budowie z pustymi taczkami, bo rzekomo nie ma czasu, by załadować. Uczeń, który nie jest apostołem, może doświadczać samozadowolenia, może bywać nawet „zadowolony z siebie”, ale może być niezdolny, aby dostrzec i zadowalać potrzeby innych. Apostoł, który przestaje być uczniem, może uprawiać samowolkę. Ale ani ucznia nie ma bez Nauczyciela, ani apostoła, czyli posłanego, nie ma bez Tego, który go posłał. To przypomnienie, że w centrum życia chrześcijanina, ucznia i apostoła, jest Jezus, Nauczyciel Posyłający!

Apostoł to uczeń, który pozostaje do dyspozycji Jezusa. Pomoże mi to wyrazić porównanie do strażaka. Strażak to ktoś, kto pozostaje w dyspozycji dowódcy jednostki. Strażak-ochotnik żyje i pracuje, zawsze nasłuchując ewentualnego wezwania do pożaru. Dziś, pozwólcie, że to tak wyrażę, jesteśmy świadkami zbiórki dwunastoosobowego zespołu straży pożarnej, który otrzymuje pierwsze instrukcje od Dowódcy. Początek dziesiątego rozdziału Ewangelii wg św. Mateusza to początek tzw. mowy misyjnej. Jakie są pierwsze instrukcje Dowódcy dla chrześcijan, uczniów-apostołów, „strażaków”? Brzmią one tak: „Nie idźcie do pogan i nie wstępujecie do żadnego miasta samarytańskiego. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela”. A może Jezus chce nam powiedzieć, byśmy w tej chwili naszego życia i naszych rekolekcji pohamowali swoje zapędy do gaszenia pożarów na całym świecie, w sąsiednich państwach, miastach czy domach, u sąsiada. Zanim zaczniemy ewangelizować cały świat, mamy ewangelizować najpierw siebie, najpierw swój dom, najpierw swoje miasto, najpierw swój naród itd.

Jezus nie traci perspektywy potrzeb całego świata. Teraz jesteśmy w dziesiątym z dwudziestu ośmiu rozdziałów Mateuszowej Ewangelii, a w ostatnim jej rozdziale uczniowie otrzymają polecenie: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody…” (Mt 28, 19: „wyruszywszy czyńcie mi uczniów ze wszystkich narodów”). Przyjdzie więc czas na misję powszechną, a teraz jest czas na misję u siebie, w swoim domu i w bliskim otoczeniu. Apostoł ciągle jest uczniem, ma więc ciągle słuchać Nauczyciela, tak jak strażak ma ciągle słuchać swego dowódcy. Chodzi o to, by strażak nie wyjeżdżał do małego pożaru w miejscowości oddalonej o dziesiątki kilometrów, gdy wielki pożar, którego nie zauważył, ma miejsce w okolicy. „Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?” - mógłby go zapytać Jezus (Mt 7, 3). Chodzi też o to, by strażak nie wyjeżdzał gasić domu, który się nie pali. Chodzi o to, by apostoł nie zaczynał działalności tam, gdzie jeszcze nie zaczął jej sam Bóg. Chodzi o to, by apostoł nie szedł do człowieka, który jeszcze wewnętrznie nie został rozpalony przez Boga ogniem Ducha Świętego. Bo Bóg jest zawsze pierwszy w działalności apostolskiej. On pierwszy rozpala człowieka. Duch Święty krzesze w sercu człowieka tę pierwszą iskrę, z której potem może wybuchnąć zbawienny pożar, podsycany przez tlen, dostarczany poprzez głoszenie słowa Bożego. Wczoraj słyszeliśmy: „Proście Pana żniwa, aby wyprawił robotników na żniwo swoje”. A więc pierwszym Siewcą jest Bóg, a my jesteśmy tylko pomocnikami Siewcy w trosce o zasiane ziarno i o żniwo, zbieranie.

Jezus dziś, powtórzmy: dziś, powstrzymuje nasze zapędy w ewangelizowaniu całego świata. Kiedyś, kiedy żniwo dojrzeje, wyśle nas na cały świat. Uszanujmy to, że On, Nauczyciel Posyłający nas, jest Pierwszy! Jest Dowódcą i to On wskazuje, gdzie są pożary, które mamy gasić albo gdzie Duch Święty rozniecił zbawienny ogień, który mamy podsycać. Dziś mówi nam: najpierw u siebie, w swoim domu, w swoim mieście…

Jezus wskazuje nam misję do wykonania, ale pomaga nam także rozeznawać czas i miejsce jej wykonania. I na koniec jeszcze ważny sygnał z zakończenia Ewangelii wg św. Mateusza. Po śmierci Jezusa arcykapłani i faryzeusze przypomnieli sobie, że Jezus mówił coś o zmartwychwstaniu. Prosili więc Piłata, by grób Jezusa został zabezpieczony i dobrze strzeżony. Za zgodą namiestnika zamknęli grób kamieniem i opięczętowali, jak umieli, stawiając straż. Kiedy po szabacie grób okazał się pusty, za duże pieniądze zaangażowali żołnierzy i zorganizowali „kampanię medialną” dla rozpowszechniania kłamstwa, że ciało Jezusa zostało wykradzione. Po ludzku wydawać by się mogło, że trzeba teraz zostać w Jerozolimie i organizować anty-kampanię, tymczasem Jezus przez kobiety zaprasza swoich uczniów na górę do Galilei, na górę adoracji. Kiedy uczniowie tam przybędą „oddadzą pokłon” Jezusowi. W swojej kruchości, pośród wątpliwości, które będą się odzywać w ich sercach, będą Jezusa adorować, a On pośle ich z misją powszechną na cały świat.

Adoracja to moment, w którym uczeń-apostoł poznaje swojego Pana, któremu dana jest „wszelka władza na niebie i na ziemi” (Mt 28). Poznaje Miłość, która jest Wszechmocna. Klękając przez Bogiem uczeń-apostoł uświadamia też sobie, że jest stworzeniem, czyli że ma granice. Błogosławionym owocem naszej adoracji jest odkrycie, że nie jesteśmy bogami i nie musimy zbawiać świata. Błogosławionym owocem trwania na modlitwie jest odkrycie, że Bóg zajmuje się wszystkim, a my mamy się zająć tym i tylko tym, co Jezus nam poleca. Rekolekcje się kończą… dopiero w piątek w południe. Cisza rekolekcyjna trwa do piątku rano, a więc mamy jeszcze ponad dzień trwania na modlitwie i adoracji, słuchania i rozważania słowa. Pohamujmy odruchy planowania i „zbawiania” świata własnymi rękoma. Zbawicielem jest Jezus! Pomyślmy, co dla nas dziś może znaczyć: „Nie idźcie do pogan i nie wstępujecie do żadnego miasta samarytańskiego. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela”. Na adoracji zapytajmy Jezusa, gdzie jest pożar do ugaszenia albo gdzie jest miejsce, w którym Duch Święty krzesze iskrę, z której ma wybuchnąć zbawienny ogień.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

………
homilia - piątek 14. tygodnia okresu zwykłego, 8 lipca 2016 r.
………

………

---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl