O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Tylko jedna, ale konkretna decyzja: zostawić Panu pierwsze mi ...


Tylko jedna, ale konkretna decyzja:
zostawić Panu pierwsze miejsce *

homilia - 16. niedziela okresu zwykłego (rok C), 17 lipca 2016 r.
Jr 23, 1-6; Ps 23, 1-6; Ef 2, 13-18; Mk 6, 30-34

 

Słowo Boże przed chwilą odczytane i wysłuchane, „maluje” przed oczami naszego serca poruszającą ikonę „Boga bliskiego”, miłośnika naszych domów; Boga, który czuje się bardzo dobrze pod naszym dachem, siedząc przy stole w naszym domu. Co więcej, jest to Bóg, który chce być traktowany nie tyle jak gość przyjmowany w murach naszych domów, ale raczej jak rzeczywisty pan naszego życia, pan przy naszym „codziennym stole”.

Bóg, miłośnik naszego życia, chce być centrum naszej codzienności „w najgorętszej porze dnia”, jak to pokazuje pierwsze czytanie. Chce być nie tylko „Bogiem z nami”, ale „Chrystusem pośród nas” - jak napisał Paweł do Kolosan -, to znaczy chce być uznany za najbardziej intymne bogactwo osobiste - bogactwo naszego serca; pragnie być najlepszą częścią naszych wyborów - jak mówi Ewangelia Łukasza.

Zbliżmy się więc teraz do tej poruszającej ikony Boga tak bliskiego; i przeżuwając Słowo tej liturgii, „smakujmy” Boga, który by tak rzec ma „zapach” naszych domów, naszych stołów, naszej codziennej pracy.

Pierwsze czytanie przypomina nam, że Bóg, w którego wierzymy, ma twarz „po trzykroć ludzką”, że jest Bogiem, który siada z nami przy stole, by wydobyć z nas hojne gesty dobroci, by wzbudzić w nas uczucia empatii wobec innych także „w najgorętszej porze dnia”. On wie, jak prowadzić nas ku prawdziwej płodności życia. Możemy dziś rozpoznać się w Abrahamie, który gdy tylko dostrzega trzech tajemniczych podróżnych (którzy w końcu objawiają się jako sam Bóg), biegnie im naprzeciw, wykonuje gesty hołdu i uwagi, i czyni to w sposób bardzo naturalny: ofiaruje im wodę do obmycia się, zaprasza ich by spoczęli w miejscu osłoniętym od słońca, z hojnością podejmuje ze względu na nich różne posługi, umie zaangażować swoich domowników, aby przygotować podpłomyki, przygotowuje „tłuste i piękne cielę”, „twaróg i mleko”, a potem stoi przed nimi ciesząc się ich obecnością pod dachem swojego domu.

Wszystko w domu Abrahama krąży wokół jego żywej relacji z Bogiem, ale bez tonów uroczystych. Bycie z Bogiem zostaje przełożone na gesty bardzo proste i znajome. Oto klimat domu, w którym Bogu zostawia się miejsce centralne.

Teraz Abraham słyszy obietnicę: „O tej porze za rok znów wrócę do ciebie, twoja zaś żona, Sara, będzie miała wtedy syna”. Umieszczenie Boga w centrum swojego domu pozwala żyć w perspektywie jego obietnic życia, a nie śmierci. Dom Abrahama doświadcza, że Bóg jest źródłem życia. A wszystko to wbrew wszelkiej ludzkiej kalkulacji, Abraham ma sto lat, Sara dziewięćdziesiąt, a oto cieszą się z narodzin syna, Izaaka, bo dla Boga wszystko jest możliwe. Dom Abrahama został napełniony uśmiechem Boga, jak to wyraża samo imię „Izaak”.

Historia pod dębami Mamre, przy wejściu do domu Abrahama, przekonuje nas, że kto pozwala Bogu wejść do własnego domu, aby zajął centralne miejsce „pod dachem swojego życia”, doświadczy cudownej płodności Bożych obietnic. Bóg chce zajmować pierwsze miejsce przy stole naszego życia nie po to, aby ogołocić nas z życia, ale po to, aby nas życiem wypełnić. Bóg jest miłośnikiem życia! (por. Mdr 11, 26).

Przejdźmy do opowiadania z Ewangelii Łukasza. Widzimy Jezusa, który wchodzi do wioski. Wioską tą jest Betania, a domem dom Łazarza i jego sióstr, Marty i Marii. W tym domu Jezus lubił się zatrzymywać i odpoczywać, kiedy wypełniał posługę w pobliżu Jerozolimy. Jesteśmy więc w domu drogich przyjaciół Jezusa. Łukasz opisuje jedną z sytuacji domowych podobnych do tych, które zdarza się nam przeżywać w naszych domach w czasie przygotowywania posiłku, w czasie prac domowych czy wtedy, kiedy jak Marta jesteśmy rozproszeni przez wiele zajęć,… czasem za wiele! Maria siadła, by słuchać Jezusa, drogiego im przyjaciela domu, przykucnęła u Jego stóp, jak czyni się jeszcze dziś na Wschodzie lub jak to czynimy w naszych pokojach, kiedy czytamy książkę, słuchamy muzyki albo gawędzimy z jakimś przyjacielem naszego domu.

Potem nie trudno sobie wyobrazić ton, między urażonym i żartobliwym, z którym Marta, przechodząc przed przyjacielem Jezusem i swoją siostrą Marią mówi do Jezusa (ale tak, aby jej siostra to słyszała!): „Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła”. O jak bliskie są nam te narzekania i skargi Marty, pani domu. A potem słowa Jezusa, często powtarzane także w naszych domach: „Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego…”. Tych i podobnych sytuacji pełne są codzienne kroniki naszych domów.

Dotknijmy jednak rdzenia tych sytuacji domowych. W namiocie Abrahama wszystko jest przeniknięte atmosferą pokoju, harmonii, przyjęcia i obietnic życia, natomiast w domu Marty i Marii, owszem, na początku wszystko wypełnia ten sam klimat spokoju, serdeczności i intymnych relacji, ale nagle źle się kończy: atmosferą napięcia, nerwowości, wielu zastrzeżeń… i na koniec interwencją Jezusa, który pragnie zaradzić tej sytuacji, która uciekła spod kontroli zbyt wzburzonej Marcie, która względem Jezusa, swego przyjaciela, oraz swej młodszej siostry zachowuje się w niezbyt miły sposób. Dlaczego tak? Bo straciła centrum swojego życia, to jest samego Pana. Pozwoliła się zbytnio pociągnąć własnym troskom. Innymi słowy: w centrum - ona, jej dom, jej tysiące spraw do zrobienia, jej sposób traktowania Boga… A reszta całkowicie zniknęła z horyzontu, przede wszystkim, jeśli nie jest pod jej kontrolą.

Problem domu Marii i Marty nie tkwi w „alternatywnej” wizji życia chrześcijańskiego życia: albo życie u stóp Pana albo życie stojące w kuchni. To fałszywy dylemat. Nie chodzi o próby określenia najlepszej formy życia wiarą chrześcijańską. Nie chodzi tu o ty, aby pojąć, który sposób byłby lepszy, aby żyć wiarą, ale chodzi o życie naszą wiarą i naszą relacją z Bogiem w najlepszy możliwy sposób, jakikolwiek by on by; zarówno wtedy gdy czujemy się pociągani do kontemplacji, jak i wtedy gdy czujemy się bardziej pociągani do życia czynnego i miłości, tym co się liczy jest rodzaj relacji, którą mamy z Bogiem i z braćmi.

W tym przypadku, obserwując zachowanie dwóch sióstr, w istocie należy powiedzieć, że sposób życia wiarą Marii jest „najlepszą cząstką”, którą mogła ona wybrać dla siebie w tym konkretnym momencie życia, to znaczy być u stóp Pana, ale jej wiara nie jest lepsza niż wiara Marty, która ze swej strony, winna szukać życia w najlepszy sposób swoją relacją z Bogiem w kuchni, gdzie teraz wykonuje swoje obowiązki.

Prawdziwy wybór chrześcijanina polega na tym, by nie być zbyt zajętym przez sprawy aż do punktu stania się ich niewolnikiem; by nie być protagonistą własnego życia, ale pozwolić, aby Jezus był w centrum; a więc, by nie brać życia jedynie we własne ręce, nie polegać jedynie na sobie, nie patrzyć na Boga, jakby On chciał nas pozbawić naszego czasu życia, jakby chciał nas nas pozbawić codziennego szczęścia. Trzeba zerwać ze schematami i uprzedzeniami dzisiejszego zlaicyzowanego świata, który widzi Boga raczej jako konkurenta niż jako przyjaciela naszego życia.

Historia Abrahama i Sary pod dębami Mamre oraz Marii u stóp Pana przekonuje nas, że kiedy zostawiamy Bogu pierwsze miejsce w domu naszego życia, może On zrealizować w naszej historii swoje obietnice, które przekraczają nasze oczekiwania.

Słowo Boże przesyła dzisiaj sygnał nadziei do naszych domów rodzinnych, do domów naszych społeczeństw i narodów, do domu Europy. Europa się zestarzała, stała się bezpłodna, niezdolna dać nowe życie. Jest podobna do Sary, starej i bezpłodnej. Jeśli jednak wróci do Pana i pozwoli Mu znów zająć centralne miejsce w jej życiu, wtedy On z pewnością będzie mógł w niej zrealizować swoje obietnice i przemieni jej starość i bezpłodność w życie bardzo, bardzo płodne. A może Bóg mógłby powiedzieć o każdym z nas: „znów wrócę do ciebie i będziesz się cieszyć nowym życiem, ponieważ wybrałeś najlepszą cząstkę, która nie zostanie ci zabrana”. By tak się stało oczekuje od ciebie jednej, ale konkretnej decyzji: zostawić Panu pierwsze miejsce w swoim życiu.

Życzmy sobie, aby antyfona na wejście tej Mszy świętej stała się antyfoną na wejście Boga do naszych domów: „Oto mi Bóg dopomaga, Pan podtrzymuje me życie”.

Krzysztof Wons SDS

Una decisione sola, ma concreta:
di lasciare al Signore il primo posto *

l'omelia - XVI domenica del tempo ordinario (anno C) - 17 luglio 2016
Gn 18, 1-10; Sal 14, 1b-3.4b-5; Col 1, 24-28; Lc 10, 38-42

 

La Parola di Dio appena letta ed ascoltata, “pinge” davanti agli occhi del nostro cuore una commovente icona del “Dio vicino”, l’amante delle nostre case, del Dio, che si sente tanto bene sotto il nostro tetto, seduto a tavola della nostra casa. Per di più: è il Dio, che non vuole tanto essere trattato come un ospite accolto tra le mura delle nostre case, ma vuole piuttosto essere trattato come il padrone reale della nostra vita, il padrone alla nostra “tavola quotidiana”.

Dio, l’amante della nostra vita vuole essere il centro della nostra quotidianità “nell'ora più calda del giorno” - come lo mostra la prima lettura; vuole essere non solo “il Dio con noi”, ma “il Cristo in noi” - come ha scritto Paolo ai Colossesi – cioè riconosciuto come la ricchezza personale più intima – la ricchezza del nostro cuore; desidera di essere la parte migliore delle nostre scelte – come dice il Vangelo di Luca.

Avviciniamoci allora a questa commovente icona di Dio così vicino; e masticando la Parola di questa liturgia, “assaporiamo” il Dio, che per cosi dire, ha “il profumo” delle nostre case, della nostra tavola, del nostro quotidiano lavoro.

La prima lettura ci fa notare, che il Dio in cui crediamo ha il volto “per tre volte umano”, è il Dio che si mette seduto con noi alla tavola per scavare da noi i gesti generosi di bontà, per suscitare in noi i sentimenti di empatia verso gli altri anche “nell'ora più calda del giorno”. Sa come portarci alla vera fecondità di vita. Possiamo riconoscerci oggi in Abramo, che appena vede tre misteriosi viandanti, (che alla fine si manifesteranno come Dio stesso), corre loro incontro, compie gesti di omaggio e di attenzione e lo fa in modo assai naturale: offre a loro l’aqua per lavarsi, li fa accomodarsi al riparo del sole, presta generosamente verso di loro dei diversi servizi, sa coinvolgere i suoi familiari per preprare le focaccie, un boccone di pane, prepara “un vitello tenero e buono”, “latte acido e latte fresco”, e poi sta in piedi presso di loro godendo la loro presenza sotto il tetto della propria casa.

Tutto nella casa di Abramo gravita intorno al suo vivo raporto con Dio, ma senza toni solenni. Lo stare con Dio viene tradotto nei gesti piu semplici e familiari. Ecco il clima della casa dove a Dio si lascia il posto centrale.

E allora Abramo sente la promessa: «Tornerò da te fra un anno a questa data e allora Sara, tua moglie, avrà un figlio». Porre Dio stesso al centro della propria casa permette di vivere nella prospettiva delle sue promesse di vita e non della morte. La casa di Abramo sperimenta, che Dio è la sorgente della vita. E tutto ciò contro ogni calcolo umano, Abramo ha cento anni, Sara novanta ed ecco godono la nascita del figlio Isaacco perchè per Dio tutto è possibile. La casa di Abramo e stata riempita con il sorriso di Dio – come dice il nome stesso di Isaacco.

La storia alle Quercie di Mamre, all’ingresso della casa di Abramo ci convince, che chi permette a Dio di entrare nella propria casa per occupare il posto centrale “sotto il tetto della propria vita”, sperimenterà la fecondità miracolosa delle divine promesse. Dio vuole occupare il primo posto alla tavola della nostra vita non per spogliarci della vita, ma per riempirci di essa. Dio è amante della vita! (cfr. Sap 11, 26).

Passiamo al racconto evangelico di Luca. Ecco vediamo Gesù, che sta entrando in un villagio. Il villaggio è Betania e la casa è quella di Lazzaro e delle sue due sorelle Marta e Maria. In essa Gesù amava sostare e riposarsi quando svolgeva il suo ministero nei pressi di Gerusalemme. Siamo dunque alla casa dei cari amici di Gesù. Luca descrive una delle situazioni domestiche simili a queste che ci capita di vivere alle nostre case durante la preparazione dei pasti, durante i lavori domestici, o quando come Marta siamo distolti per i molti servizi, ...delle volte troppi! Maria se ne sta ad ascoltare Gesù - il loro caro amico di casa, accovacciata ai suoi piedi, come si usa fare ancora oggi in oriente o come si usa alle nostre stanze quando leggiamo un libro, ascoltiamo la musica, o facciamo una chiachierata con qualche amico della nostra casa.

Poi non è difficile immaginare il tono, tra il risentito e lo scherzoso, con cui Marta, passando davanti ad amico Gesù e alla sua sorella Maria dice a Gesù (ma perché senta sua sorella!): "Signore, non ti curi che mia sorella mi ha lasciata sola a servire? Dille dunque che mi aiuti". Quanti ci sono vicini questi brontolii e lamentele di Marta, padrona della casa. E poi le parole di Gesù, spesso ripetute anche nelle nostre case: "Marta, Marta, tu ti preoccupi e ti agiti per molte cose, ma una sola è la cosa di cui c'è bisogno....”. Di queste e simili situazioni sono piene le cronache quotidiane delle nostre case.

Ma tocchiamo il nucleo di queste situazioni domestiche. Nella tenda di Abramo tutto viene penetrato dal clima della pace, dell’armonia, dell’accoglienza e delle promesse della vita, invece nella casa di Marta e Maria, si, all’inizio tutto riempie lo stesso clima di serenità, di cordialità e delle intime relazioni, però improvisamente finisce male: con l’atmosfera di tensione, di nervosismo, di tante pretese ...e infine l’intervento di Gesù, che cerca di sanare la situazione che è scappata dal controllo di Marta troppo agitata, che si comporta in modo poco carino verso Gesù il suo amico e verso la sua sorella minore. Come mai? Ha perso il centro della sua vita, e cioè il Signore stesso. Si è lasciata trascinare troppo dalle proprie preuccupazioni. In altre parole: al centro lei, la sua casa, le sue mille cose da fare, il suo modo di trattare Dio... il resto, è completamente scomparso dall'orizzonte, soprattutto se non sta sotto le sue sgrinfie.

Il problema della casa di Maria e Marta non sta nella visione "alternativa" della vita cristiana: o la vita ai piedi del Signore o alla la vita standosene in cucina. E’ un dilemma falso. No si tratta di cercare di individuare la miglior forma di vivere la fede cristiana. Non si tratta di capire quale sia il modo migliore per vivere la fede, ma si tratta di vivere la nostra fede, il nostro rapporto con Dio, nel miglior modo possibile, qualunque esso sia; ovvero, sia che ci sentiamo più portati alla contemplazione, sia che ci sentiamo più portati ad una vita attiva e di carità, ciò che conta è il tipo di rapporto che abbiamo con Dio e con i fratelli.

In questo caso, osservando il comportamento di due sorelle in sostanza si deve dire che il modo di vivere la fede di Maria è "la parte migliore" che lei potesse scegliere per sé in questo momento concreto della vita, cioè di stare ai piedi del Signore, ma la sua fede non è migliore di quella di Marta, la quale, a sua volta, deve cercare di vivere nel modo migliore il suo rapporto con Dio in cucina dove adesso sta compiendo i suoi doveri.

La vera scelta del cristiano consiste nel non essere occupato dalle cose al punto di diventarne schiavo, di non essere protagonista della propria vita, ma di lasciare che Gesù sia al centro; quindi di non prendere la vita solamente nelle proprie mani, di non contare solamente su se stessi, non guardare Dio come se volesse privarci del nostro tempo della vita, privarci della felicità quotidiana. Bisogna rompere con gli schemi e i pregiudizi del mondo laicizato di oggi, che vede Dio piuttosto come concorrente che invece come l’amico della nostra vita.

La storia di Abramo e di Sara alle Quercie di Mamre e di Maria ai piedi del Signore ci convince, che quando lasciamo il primo posto a Dio nella casa della nostra vita, Lui può realizzare nella nostra storia le sue promesse che superano le nostre aspettative.

La Parola di Dio manda oggi il segnale di speranza alle nostre case familiari, alle case delle nostre società e nazioni, alla casa dell’Europa. L’Europa si è invecchiata, è diventata sterile, incapace di dare la vita nuova. E’ simile a Sara vecchia e sterile. Ma se torna al Signore e gli permette di nuovo di occupare il posto centrale nella propria vita, allora Lui potrà sicuramente realizzare in essa le sue promesse e cambierà la sua anzianità e sterilità nella vita fecondissima. Magari Dio potesse dire di ciascuno di noi: «Tornerò da te e tu goderai la vita nuova, perche hai scelto la parte migliore, che non ti sarà tolta». Per questo ci vuole una decisione sola, ma concreta: di lasciare al Signore il primo posto nella propria vita.

Ci auguriamio che l’antifona d'Ingresso di questa santa Messa diventi l’anitfona dell’ingresso di Dio alle nostre case: “Ecco, Dio viene in mio aiuto, il Signore sostiene l'anima mia”.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------
* homilia wygłoszona w języku włoskim
w kościele kamedułów w Rocca di Garda
tłumaczenie z języka włoskiego: PSz
---------------------------------------------------------------------

 

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl