O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Ćwiczenia Ignacjańskie 17-25 sierpnia 2016 - homilie cz. I


Ćwiczenia Ignacjańskie
17-25 sierpnia 2016

 T E K S T Y   H O M I L I I
wygłoszonych w czasie rekolekcji
- CZĘŚĆ PIERWSZA -

Dziękujemy za modlitwę w intencji uczestników
i prowadzących oraz kierowników duchowych!
Dzielimy się tekstami homilii.

info o rekolekcjach  >>>.

homilie – cz. II  >>>.

---------------------------------------------------------------------

Bóg odświeża w nas pragnienie życia z Nim, które w nas złożył
homilia - czwartek 20. tygodnia okresu zwykłego, 18 sierpnia 2016 r.
Ez 36, 23-28; Ps 51, 12-15.18-19; Mt 22, 1-14

Bóg nas pociesza u początku rekolekcji. Nawet jeśli ktoś przyjechał tutaj z sercem, co do którego ma poczucie, że ono się mocno postarzało. Nawet jeśli ktoś z nas w sobie odczucie, że jego serce jest kamienne, to Bóg go dzisiaj pociesza i składa mu obietnicę: „dam ci serce nowe… - możemy tu także usłyszeć, że chodzi o serce „młode”) - …i ducha młodości, świeżości tchnę do twojego wnętrza! Nie martw się, odbiorę ci to serce kamienne i dam ci serce z ciała! Takie jest moje pragnienie: chcę tchnąć w ciebie i sprawić, byś żył! Byś żył wedle mojego słowa i według moich przykazań! Byś żył tak, jak mówi moje słowo do ciebie!” (por. Ez 36, 26). W tym kontekście chciejmy usłyszeć to, co Jezus mówi w dzisiejszej Ewangelii. Słuchajmy słów Ewangelii, nadal wsłuchując się w to pragnienie Boga. Myśmy tutaj przyjechali z pragnieniami.

Nikt z nas raczej nie pojawiłby się tutaj, gdyby nie było w nim pragnienia. U początku rekolekcji usiłujecie nazwać pragnienia, z którymi tutaj przyjechaliście. I być może ktoś spośród was zauważył to, co już powiedziałem wcześniej, że w kamiennym sercu są skamieniałe pragnienia, w postarzałym sercu - postarzałe pragnienia, w zimnym sercu - zimne pragnienia… Ale On, Bóg, potrafi je ożywić swoim pragnieniem i właściwie o tym mówi cała Ewangelia, podobnie zresztą jak pierwsze czytanie: o pragnieniu Boga! Od tego każdy z nas z osobna winien chyba zacząć myślenie o tych rekolekcjach, że jestem tutaj, bo Jego, czyli Boga pragnienie było tak wielkie, że zdołał mnie tutaj przyciągnąć niezależnie od kondycji mojego serca. Pragnienie Boga, by być ze mną, by ucztować ze mną, by dzielić ze mną miłość, by ze mną świętować życie, jest tak wielkie, że Bóg, nie zniewalając mnie, potrafi ożywić nawet to, co najbardziej we mnie martwe, a czyni to, by dzielić ze mną życie. Ileż jest słów, które opisują to pragnienie Boga!

Jezus mówi o królestwie niebieskim, że jest ono podobne do króla, który wyprawił ucztę weselną. To królestwo jest królestwem miłości. Jest królestwem, w którym Bóg chce każdego z nas skąpać w swojej miłości miłosiernej i dzielić z każdym z nas pragnienia swego serca. Nieraz wraca mi w pamięci modlitwa Jezusa, którą znajdujemy w rozdziale siedemnastym Ewangelii wg św. Jana: „Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, …” (J 17, 24). Król posłał swego sługę, by zaproszonych zwołał na ucztę. My się tutaj czujemy zaproszeni, to znaczy, że jest w nas pragnienie. To pragnienie nie jest od nas, ale od Niego! Jeśli jest w nas jakiekolwiek dobre pragnienie, nie ma ono źródła w nas samych, ale pochodzi od Boga, a zostało „przelane” do naszego serca. A więc to, że takie pragnienie pojawiło się nas, pomimo oporów (każdy mógłby opowiedzieć historię swoich oporów, opisać historię swojej opozycji wobec Boga), które Bóg pokonał. Poczuliśmy się zaproszeni! Jesteśmy zaproszeni! A to znaczy, że są w nas Jego pragnienia, które On w nas posłał.

I to bolesne: „nie chcieli przyjść”. Ileż bólu musiało być w sercu Jezusa, kiedy opowiadał tę przypowieść. Myślę, że było to tyle bólu, ile było go w Jego sercu, gdy płakał nad Jerozolimą: „Ile razy chciałem (…), a nie chcieliście” (Łk 13, 34). „Ileż razy chciałem cię przygarnąć Jerozolimo, a ty nie chciałaś”. A tutaj: „ci nie chcieli przyjść” (Mt 22, 4). Jakaś tajemnica nieprawości, misterium iniquitatis! Tajemnica największa, bo dotyczy nieprawości, która polega na odrzucaniu Bożych pragnień. To tak jakby tobie na kimś bardzo i to bardzo zależało, i jakbyś wypowiadał w kierunku do kogoś to pragnienie, i czułbyś, że po drugiej stronie jest mur, lód albo niechęć. O, jak to boli! „Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: Powiedzcie zaproszonym, że przecież są w nich pragnienia” (por. Mt 22, 4). Tymi pragnieniami Bóg ożywia nas każdego dnia. Tymczasem „oni nie chcieli”. A potem pojawia się kolejne bolesne stwierdzenie: „zlekceważyli” (Mt 22, 5). Drodzy, w tej przypowieści słyszę to, co można zrobić z Bożymi pragnieniami. Można nie chcieć na nie odpowiadać, można Boże pragnienia w sobie zlekceważyć, można odwracać się do nich plecami udając, że ich w nas nie ma. Można żyć jakby na przekór Bożym pragnieniom.

Jest coś, co może zająć miejsce Bożych pragnień. Jezus w przypowieści nazywa to „polem”, „kupiectwem”. Ileż jest w naszym sercu tego „pola”, które zajmuje miejsce Bożych pragnień , „pola”, które przytłacza czy dusi Boże pragnienia w nas. Jak kupczymy pragnieniami! Jak potrafimy je sprzedawać za to, co liche albo co jest tylko namiastką Bożego pragnienia, co jest jedynie zmysłowe, chwilowe! I dochodzi do tego, że już nie dajemy sobie rady, bo odrzucanie Bożych pragnień musi rodzić niepokój, a ten niepokój jest błogosławiony. Ten niepokój jest dla nas „deską ratunku”, bo przecież odrzucając Boże pragnienia robimy coś niedobrego, coś przeciw Bogu i przeciw sobie, bo zaprzeczamy pragnieniom, najgłębszym pragnieniom, które są w nas i z nas się nigdy nie wyprowadzą, bo w dniu stworzenia Bóg umieścił tak głęboko w nas, że są one w naszej naturze. Pragnienie Boga, które jest w nas, pragnienie życia z Bogiem jest w naszej naturze, więc kiedy się je lekceważy, kiedy próbuje się je odsunąć, kiedy próbuje się je zamienić na „pola” czy nim „kupczyć” (Mt 22, 5), powstaje w nas niepokój. I czasami taki niepokój, - nie raz już w kapłaństwie się o tym przekonałem -, taki ból i cierpienie z powodu tego, co z samymi sobą robimy w swoim życiu, staje się błogosławionym początkiem nawrócenia. Iluż ludzi rozpoczyna drogę swojego nawrócenia przez błogosławione cierpienie, bo mówią: „już nie mogę tak dalej!”. Niestety, można jednak iść także „w zaparte”, jak owi słudzy, którzy „znieważywszy [ich], pozabijali” (Mt 22, 6). Można „pozabijać” wszystko, co nam o Bożych pragnieniach przypomina! I do tego możemy być kuszonymi w każdym momencie życia.

I wtedy król „uniósł się gniewem”. Myślę, że mamy trochę kłopotu z tym gniewem króla, który „posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić” (Mt 22, 7). U św. Łukasza jest jeszcze bardziej dramatyczna sytuacja. Co to znaczy? Ten gniew opisuje miłość Boga. „Orge Theou” – św. Paweł pisze o tym gniewie Boga „na wszelką bezbożność” (Rz 1, 18). Owa „bezbożność” to takie oddalenie od Boga, że już dalej odejść nie można i wtedy gniew Boga jest największy, bo jest to gniew na największe oddalenie. Ale ów gniew tak naprawdę wypływa z Serca pełnego Miłości. Bóg się gniewa na wszytko, co nas oddziela od Niego! Dlatego „kazał to wytracić”. My wiemy, że uczynił to dając siebie samego wytracić na krzyżu. Wziął na siebie to, co nam się należało. Zamienił się z nami miejscami! Ten gniew Boga opisuje Jego wielkie pragnienie i to, że On nie rezygnuje i dlatego jest dalsza część przypowieści: „Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie. (…) złych i dobrych” (Mt 22, 10-11).

Jak to? U św. Łukasza jest słowo: „zmuszajcie, jeśli nie chcą!” (tak też przetłumaczono w Wulgacie). O. Gargano mówi, że to należy odczytać raczej w ten sposób, że „zmuszanie” to postawa Boga, który się zniża, który zniża się ku tym, którzy nie mogą się pochlubić swoimi zasługami, i mimo wszystko zaprasza ich na wesele, a sam potrafi odkupić to wszystko, na co my nie potrafimy czy nie możemy zasłużyć. Taki jest Bóg! Walczy o nas do końca! I taki będzie też w tych rekolekcjach! Dlatego św. Ignacy mówi: „Nie martw się, gdy twoje pragnienia są letnie albo takie, że nic ci się nie chce; [nic ci się nie chce tak, że mówisz]: ‘nawet mi się pragnąć nie chce’, [ja mówię]: ‘to módl się, by ci się chciało! Módl się, bo to jest łaska! Módl się o pragnienie pragnienia! Bóg je daje, tylko się módl!’”. Bóg będzie o nas walczył do końca! Nam się czasem wydaje, że to my tak bardzo o Boga walczymy, że to my się tak zmagamy i że to my tak bardzo Bogu pomagamy w tym, byśmy się nawrócili. Nie, to On wszystko dla nas czyni! My mamy się otworzyć, mamy się dać zaprosić! Daj się zaprosić! Daj się Bogu pociągnąć, bez względu na to, czy czujesz się dobry czy zły! Bóg naprawdę chce jednego: chce nas wszystkich widzieć przy jednym stole, na swojej uczcie. Bóg nas miłuje!

I jest kolejny moment w przypowieści, który może nas zaniepokoić. Nie wolno lekceważyć Bożych pragnień. Chodzi o człowieka, który wszedł bez stroju weselnego, który może myśli: „to tylko taki rytuał, a ja i tak zrobię swoje. Będę żył po swojemu i będę ucztował z Panem Bogiem”. Nie! „Jakże tu wszedłeś nie mając szaty? Jak możesz lekceważyć tak wielką miłość? Jak możesz tak powierzchownie traktować to, co jest najgłębsze” (por. Mt 22, 12). Bóg nie pozwala, by ktokolwiek z Niego żartował. My wierzymy, że On będzie próbował dotrzeć także do serca tego człowieka, by je rozbudzić na nowo. Ta kara tak naprawdę jest walką o człowieka do końca, żeby nie tylko jego zęby zgrzytały, ale żeby jego serce na nowo się poruszyło, żeby zechciał się nawrócić, wrócić i pozwolił się kochać. Prośmy o to w tej Eucharystii, byśmy pozwolili się kochać, byśmy pozwolili się pociągać pragnieniami, które Bóg wlał w nasze serce i byśmy nigdy nie zwątpili, że one w nas są, że są w nas pragnienia, by być z Bogiem i z Nim ucztować. Prośmy o łaskę wielkich, hojnych, wielkodusznych pragnień nie tylko na czas tych rekolekcji, ale na całe nasze życie.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

Słuchaj słowa Bożego i przywołuj Ożywiciela, Stróża nadziei!
homilia - piątek 20. tygodnia okresu zwykłego, 19 sierpnia 2016 r.
Ez 37, 1-14; Ps 107, 2-9; Mt 22, 34-40

Każde słowo Boga jest jak pocałunek złożony na naszym życiu. Bóg pragnie, aby Jego miłość dotknęła tego, co w nas Jego miłości potrzebuje. Za pośrednictwem proroka Bóg „całuje” naród izraelski przebywający w niewoli; naród, który czuje się jak trup w grobie i który mówi o sobie: „wyschły kości nasze, znikła nadzieja nasza, już po nas”. Bóg okazuje nam miłość, całuje nas swoim słowem, a miłość ożywia, miłość sprawia ponowny rozkwit życia. Chyba najczęściej powtarzającym się słowem w odczytanym fragmencie księgi Ezechiela jest czasownik: „ożyć”, „powrócić do życia”. Słyszymy go w pytaniu do proroka: „czy kości te powrócą do życia?” i dwukrotnie w skierownym do niego poleceniu: „wyschłe kości, słuchajcie słowa Pana! Tak mówi Pan: ‘Oto Ja wam daję ducha, byście ożyły! Chcę (…) dać wam ducha, byście ożyły (…)!’”. Potem spotkamy go w prośbie: „z czterech wiatrów przybądź, duchu, i tchnij na pobitych, aby ożyli”, w stwierdzeniu: „i duch wstąpił w nich, a ożyli”, a wreszcie w słowach Bożej obietnicy: „udzielę wam mego ducha, byście ożyli”.

Może zauważyliśmy, że łącznie z czasownikiem „ożyć” występuje rzeczownik „duch” (z małej litery). To nas, ludzi Nowego Testamentu, chrześcijan, może dziś niejako podprowadzić do refleksji i relacji z Duchem (z dużej litery), który „daje życie”, z Duchem Ożywicielem! Jezus mówił: „jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was” (J 16, 7). „Duch Święty przychodzi za cenę Chrystusowego ‘odejścia’” - uczył św. Jan Paweł II (Dominum et Vivificantem, 14). Moment odejścia Chrystusa, czyli moment śmierci na krzyżu, jest momentem przyjścia Ducha Świętego. „Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie - niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza. A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego; Duch bowiem jeszcze nie był /dany/, ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony” (J 7, 37-39). Dolina pełna suchych i to całkowicie wyschniętych kości ludzkich zamienia się w dolinę tryskającą życiem wielu osób, życiem jakby wojska. Bóg bardzo pragnie, abyśmy się otworzyli na Jego ożywiające działanie przez Chrystusa w Duchu Świętym!

Siostry i bracia, z całą prostotą powiedzmy sobie, że „owo tchnienie życia Bożego, Duch Święty, daje o sobie znać – w swej najprostszej i najpowszechniejszej zarazem postaci – w modlitwie” – to jeszcze jedno zdanie z encykliki o Duchu Świętym. „Piękną i zbawienną jest myśl, że gdziekolwiek ktoś modli się na świecie, tam jest Duch Święty, ożywcze tchnienie modlitwy. Piękną i zbawienną jest myśl, że jak szeroko rozprzestrzenia się modlitwa na całym okręgu ziemi, w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, tak rozległa jest obecność i działanie Ducha Świętego, który ‘tchnie’ modlitwę w serce człowieka w całej niezmierzonej gamie różnych sytuacji i warunków, raz sprzyjających, raz przeciwnych życiu duchowemu i religijnemu” (DeV, 65). Jak ważna to intuicja dla nas na czas trwających rekolekcji, ale również na całe nasze życie po rekolekcjach. Dziś w odczytanym fragmencie księgi Ezechiela jesteśmy uwrażliwiani na kilka momentów modlitwy.

Po pierwsze, Duch Święty podsuwa nam pewne obrazy. W czytaniu z księgi Ezechiela jest to dolina pełna kości. W doświadczeniu modlitwy mogą to być różne obrazy czy przypowieści, które zdarza się, że nie rozumiemy, dlaczego są nam dawane. Bóg zachęca do wejścia w nie, ale daje łaskę wejścia. Ezechiel został przez ducha „wprowadzony” w obraz doliny pełnej kości i „postawiony w środku”. Ale potem Bóg zachęca człowieka do współpracy, by „przeszedł dokoła” kości albo – uderzyło mnie inne tłumaczenie – by „chodził między kośćmi we wszystkich kierunkach” (hiszpańska Biblia Jerozolimska). Jest inicjatywa Boga i nasza współpraca, hojność Boga i nasza hojność, zaangażowanie Boga i nasze zaangażowanie w kontemplacji wydarzeń biblijnych, które są nam proponowane w czasie ćwiczeń, w medytacji obrazów czy punktów, które nam są podsuwane. I powtórzmy, że początkowo możemy nie wiedzieć, dlaczego taki a nie inny obraz jest nam dawany; Ezechiel wyjaśnienie obrazu otrzymał na końcu drogi: „kości te to cały dom Izraela”.

Teraz chciałbym zwrócić na dwa kluczowe momenty modlitwy, na które uczula nas słowo z liturgii. Są to słuchanie słowa Bożego i przywoływanie Ducha Świętego. Takie są dwa etapy „ożywiania” zeschłych kości. Z polecenia Bożego Ezechiel najpierw woła: „wyschłe kości, słuchajcie słowa Pana!”. Tak też prorokujemy wśród was przeżywających ćwiczenia my, dający wam wprowadzenia do modlitwy czy towarzyszący w kierownictwie: słuchajcie słowa Bożego!, dajcie się prowadzić słowu Boga! Drugi moment kluczowy to przyzywanie Ducha Świętego. Prorok z polecenia Boga woła: „z czterech wiatrów przybądź, duchu, i tchnij na pobitych, aby ożyli”. Duch Święty jest Parakletem, Pocieszycielem, a imię to po łacinie zostało oddane słowem „Ad-vocatus”, czyli Ten, który jest wzywany przy czymś (KKK 692). „’Nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego «Panem jest Jezus»” (1 Kor 12, 3). Za każdym razem, gdy zaczynamy modlić się do Jezusa, Duch Święty swoją uprzedzającą łaską wprowadza nas na drogę modlitwy. (…) Właśnie dlatego Kościół zachęca nas, abyśmy codziennie wzywali Ducha Świętego, zwłaszcza na początku i na końcu każdej ważnej czynności” (KKK 2670). Przywoływanie Ducha Świętego należy do istoty modlitwy, ponieważ bez Jego pomocy możemy interpretować obrazy, słowa i wydarzenia czysto po ludzku, jedynie w naszej wąskiej perspektywie patrzenia, idąc za naszym indywidualistycznym sposobem myślenia.

I wreszcie, kiedy damy się wprowadzić w obraz czy wydarzenie ewangeliczne, kiedy na modlitwie słuchamy słowa Bożego i przyzywamy Ducha Świętego, obrazy i wydarzenia, którymi się modlimy, konfrontują nasze życie. Bóg pomaga nam nam wtedy zobaczyć i nazwać to, że „zakręcamy się” na ludzkim, a często bardzo pesymistycznym punkcie widzenia siebie i otoczenia, że katujemy się, jak Izraelici, np. myśleniem typu: „wyschły kości nasze, znikła nadzieja nasza, już po nas”. Tymczasem Duch Święty, którego przyzywamy, ów Adwokat, „Advocatus”, jest – jak nazwał Go przepięknie św. Jan Paweł II – „Stróżem nadziei”. „Duch Święty nie przestaje być Stróżem nadziei w sercu człowieka” (DeV, 67). Duch Święty nie przestaje nim być, nie przestaje być Stróżem nadziei, „zwłaszcza wtedy, gdy człowiek i ludzkość staje wobec potępiających osądów owego ‘oskarżyciela’, o którym mówi Apokalipsa, iż ‘dniem i nocą oskarża braci naszych przed Bogiem naszym’” (DeV, 67). Nasza modlitwa może więc być zmaganiem między uleganiem oskarżycielowi, który chce odebrać nam wszelką nadzieję i wyborem Obrońcy, Ducha Świętego, „Stróża nadziei”.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

………
homilia - ……….
………

(…)

---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl