O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Homilia bpa Grzegorza Rysia na rozpoczęcie II roku zajęć Szko ...


Mentalność zasługiwania
jest gorsza niż przekleństwo grzechu
*


Bp Grzegorz Ryś, biskup pomocniczy archidiecezji krakowskiej
w Centrum Formacji Salwatorianów Duchowej w Krakowie

Homilia w czasie Mszy św.
na rozpoczęcie drugiego roku zajęć
dwuletniej Szkoły Wychowawców Seminariów Duchownych
Diecezjalnych i Zakonnych 2015-2017

12 września 2016 r. – poniedziałek 24. tygodnia okresu zwykłego
1 Kor 11, 17-26. 33; Ps 40, 7-10.17; Łk 7, 1-10

„Gdy Jezus dokończył wszystkich swoich mów do słuchającego Go ludu, wszedł do Kafarnaum. Sługa pewnego setnika, szczególnie przez niego ceniony, chorował i bliski był śmierci. Skoro setnik posłyszał o Jezusie, wysłał do Niego starszyznę żydowską z prośbą, żeby przyszedł i uzdrowił mu sługę. Ci zjawili się u Jezusa i prosili Go usilnie: «Godzien jest, żebyś mu to wyświadczył – mówili – miłuje bowiem nasz naród i sam zbudował nam synagogę». Jezus przeto zdążał z nimi. A gdy był już niedaleko domu, setnik wysłał do Niego przyjaciół ze słowami: «Panie, nie trudź się, bo nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój. I dlatego ja sam nie uważałem się za godnego przyjść do Ciebie. Lecz powiedz słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: „Idź!” – a idzie; drugiemu: „Przyjdź!” – a przychodzi; a mojemu słudze: „Zrób to!” – a robi». Gdy Jezus to usłyszał, zadziwił się nad nim, i zwróciwszy się do tłumu, który szedł za Nim, rzekł: «Powiadam wam: Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu». A gdy wysłańcy wrócili do domu, zastali sługę zdrowego” (Łk 7, 1-10).

To jest takie wydarzenie w Ewangelii, które opisują wszyscy Ewangeliści, łącznie z Janem, choć on czyni to „po swojemu”, bo u Jana człowiek, który prosi o uzdrowienie swojego syna przychodzi do Jezusa do Kany Galilejskiej, a więc przechodzi długą drogę z Kafarnaum. Jezus mówi mu: „idź, syn twój żyje” (J 4, 50) i on ma całą tę drogę na to, żeby się z tym słowem Jezusowym zmierzyć. Idzie z wiarą w to słowo i rzeczywiście w połowie drogi przychodzą jego słudzy mówiąc: „twój syn ozdrowiał” (por. J 4, 51). Św. Jan opisuje tę historię trochę „po swojemu”, ale ona rzeczywiście jest tak ważna, że wszyscy ją odnotowali. Warto jednak zobaczyć to, co jest specyficzne w zapisie św. Łukasza, bo są naprawdę piękne rzeczy w tym tekście.

Może zacznijmy od końca. Uśmiechnąłem się, kiedy ks. Krzysztof [we wstępie do Mszy św.] mówił o tej mocy słowa, bo rzeczywiście ten rzymski oficer ma w sobie wiarę w moc słowa Jezusa: „powiedz słowo, powiedz słowo, …, bo ja też mówię i moje rozkazy są wypełniane; powiedz słowo”. On jest przekonany, że Jezus ma słowo „z mocą”, ale… Jezus nie wypowiada tego słowa, w zapisie Łukaszowym. U pozostałych Ewangelistów – Jezus to słowo wypowiada, ale u Łukasza – nie. Jedyne zdanie, które Jezus tu mówi (wg trzeciej Ewangelii), zostaje wypowiedziane nie do setnika i nie do wysłańców, których ten przysłał, ale do tłumu: „Powiadam wam: Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu” (Łk 7, 9). Ale Jezus nie wypowiada słowa, które ma tego sługę podnieść, więc kiedy o. Krzysztof mówił o tym „słowie”, uśmiechnąłem się, ponieważ Jezus uzdrawia samą obecnością. Samą obecnością! „Wybrał się” w stronę jego domu. Wykonuje ruch w jego stronę, a kiedy jest już blisko (por. Łk 7, 6), dokonuje się uzdrowienie, które „się rodzi” z samej obecności Jezusa. Wystarczy, że Jezus jest! Wcale nie musi nic mówić! Wcale nie musi nic mówić! Jest coś, co jest jeszcze bardziej podstawowe od mocy Jego słowa; jest to moc Jego obecności! I to jest bardzo ważne, by samemu tego doświadczyć i prowadzić innych w kierunku tego doświadczenia, ponieważ nie brakuje w życiu takich sytuacji, kiedy mamy poczucie, że Jezus nie mówi. Chcielibyśmy od Niego usłyszeć słowo, a On go wcale nie wypowiada. My nawet wiemy, jakie powinno być to słowo, żeby je powiedział, wtedy najczęściej go nie wypowiada. Oczekujemy od Niego, że coś powie, a On milczy. Jak ogromnie nam jest wtedy potrzebna wiara w Jego obecność, że On jest, jest tutaj, i sama Jego obecność wszystko zmienia, bo ta obecność jest pełna mocy! To dotyczy rzeczywistości naszej modlitwy, bo na modlitwie dość często się zdarza, że nie słyszymy nic, ale decydujące jest „stać” w obecności Jezusa: jeśli trzeba, to siedzieć; jeśli trzeba, to klęczeć; a jeśli taka wola Boża, to przespać się. Papież Franciszek mówił do nas w czasie rekolekcji dla księży w Rzymie (bardzo piękne to było!): „idźcie przed Najświętszy Sakrament i jak trzeba, to się prześpijcie!”. To bardzo takie podbudowujące, zasadniczo! Mówił też, że można spać także w towarzystwie Matki Bożej; to też bardzo ładne! Idź i śpij, ale idź w tę obecność! Ona jest mocna, ona jest uzdrawiająca, ona jest przemieniająca! Obecność Jezusa! To jest pierwsze, na co warto zwrócić uwagę przy zapisie Łukasza: nie pada słowo uzdrawiające, Jezus tylko jest blisko i to wystarczy!

Drugą rzeczą, też uderzającą, jest ta, że to nie syn, tylko sługa. W tekście jest słowo: „doulos”, a więc „niewolnik”. To dobrze świadczy o tym setniku, że wstawia się za swoim niewolnikiem, że ceni niewolnika. Miałby prawo traktować go jak rzecz, a ceni sobie niewolnika, wstawia się za niewolnikiem. Dobrze to pokazuje tego oficera. I to nas otwiera, jak myślę, na najważniejszy wymiar tego zapisu Łukaszowego. Tylko u niego to jest. Ten zapis jest zbudowany wokół słowa: „godzien”. Przychodzi starszyzna żydowska i mówi: „godzien jest, żebyś mu to wyświadczył, kocha bowiem nasz naród i sam zbudował nam synagogę” (Łk 7, 4-5). Byliście tam, w Kafarnaum? Staliście w synagodze? Oczywiście, ta, która jest dzisiaj, pochodzi z III wieku, ale pod spodem jest ta z czasów Jezusa: z czarnego bazaltu, z kamienia. Nie postawił im synagogi z drewienka, ale postawił im wspaniałą, piękną budowlę z kamienia. Więc,… „przecież mu się należy! Przecież mu się należy! Kocha nasz naród! Ok, rzymski oficer z armii okupacyjnej, ale przyzwoity człowiek! Niewolnika kocha! Godzien jest, żebyś mu to uczynił; godzien…”. To jest całe nasze myślenie! To jest całe nasze myślenie: ustawić relację z Bogiem na poziomie sprawiedliwości i zasługi. „Zasługuje. Przyzwoity chłop. Wydał dość dużo kasy na tę synagogę. Zasługuje”. To jest to: ustawić relację z Bogiem na poziomie zasługi. Tymczasem on przysyła swoich przyjaciół i ci w jego imieniu mówią: „Panie, (…), nie jestem godzien” (Łk 7, 6n). To jest człowiek, który nie ma żadnego dobrego samopoczucia, mimo tego, że widać, że jest przyzwoity. On rzeczywiście jest przyzwoitym człowiekiem, ale cała ta jego przyzwoitość wcale nie przekształca się w rodzaj tytułu, że Pan Bóg musi zadziałać po jego myśli. On rzeczywiście ma ufność złożoną wyłącznie w mocy słowa Jezusa. On wierzy, że Jezus potrafi to zrobić i jeszcze ma zaufanie, że będzie chciał to zrobić, że Jezus widocznie jakoś inaczej patrzy na niego, że nie przeszkadza Mu to, że on jest poganinem, że jest wrogiem, że jest jakimś bałwochwalcą.

„Nie jestem godzien”. Myślę, że cała waga tego, o czym mówił o. Krzysztof na początku [Mszy św.], dlaczego Kościół każe nam to powtarzać w każdej Eucharystii, polega na tym, żeby w nas przełamywać to myślenie kategoriami zasługi i sprawiedliwości, czy „zobowiązywania” Boga typu: „zrobiłem coś takiego i Ty musisz zadziałać po mojej linii”. Ciekawe, ile z was dożyje tego, że będzie rektorami seminarium? Bardzo wam tego życzę! Będzie wam „głupio”, a zwłaszcza raz do roku, a może dwa razy, bo raz będziecie „puszczać” diakonów, a drugi raz prezbiterów. „Czcigodny Ojcze, święta Matka, Kościół, prosi, abyś tych naszych braci wyświęcił (…)”. „Czy (…) są tego godni?”. „[No, jasne] (…) uznano ich za godnych święceń”. Macie już trochę lat. Czy powiedzielibyście to o sobie? Tak jest ze wszystkim. Kiedy się zostaje biskupem, to się najwięcej bierzmuje. Nie wiem, ile razy już bierzmowałem. To jest cudne: „Czcigodny Ojcze, – tym razem mówi proboszcz –, Kościół święty prosi przeze mnie o udzielenie sakramentu bierzmowania zgromadzonej tu młodzieży”. Tym razem pytanie jest łagodniejsze: „Czy młodzież ta wie, (…)?”. „[Ależ, tak]. (…) przygotowali się, (…) słuchali słowa Bożego i nawet do spowiedzi poszli” (por. rytuał bierzmowania). I jak takich nie bierzmować? Tyle zrobili! Urobieni są… „po same łokcie”. Indeksy mają pełne tych podpisów: albo sami byli albo… dali koledze. Wszystko na poziomie zasługi, zasługi…

On jeden, setnik, wie, że nie jest godzien i że sensowna rozmowa z Bogiem nie jest pokazywaniem Bogu swoich zasług. A my robimy wszystko, by ustawić relację z Bogiem na poziomie sprawiedliwości, byle nie na poziomie miłosierdzia, byle nie miłosierdzia, byle nie łaski, byle nie darmowej łaski, byle mieć przed Bogiem dobre samopoczucie, że zasługuję: „Przecież coś zrobiłem. Choć trochę mi się należy. Ok, nie do końca, ale chociaż trochę…”. Za tym się bardzo dużo kryje. Myślę, że za tym kryje się nasze widzenie Boga. My ciągle na Niego jeszcze patrzymy głównie jako na Prawodawcę i Sędziego, który najpierw nam daje przepisy, a potem nas osądza. I kiedy nas osądza, mówi: „Ty to jesteś sprawiedliwy, ale on…”. To jeden z największych naszych błędów w patrzeniu na spotkanie z Bogiem, bo usprawiedliwienie w chrześcijaństwie nie jest punktem dojścia, ale punktem wyjścia. Chrystus nas usprawiedliwia; czyni nas sprawiedliwymi. Odkrywa nam przed oczami naszą godność dzieci Bożych; czyni to na początku i dopiero na tym człowiek może coś budować. To jest trudne, bo się okazuje, że to usprawiedliwienie wcale nie likwiduje z nas grzeszności. Jestem usprawiedliwiony i dalej jestem grzesznikiem. To otwiera całą perspektywę łaski, całą perspektywę łaski. Ale wielką pokusą jest patrzenie w perspektywie prawa i usprawiedliwienia. To jest przekleństwo! To jest przekleństwo! To jest „inna Ewangelia”! To jest „inny Jezus”! To jest w ogóle „inny duch”, kiedy wchodzimy w takie myślenie! To jest przekleństwo!

Miałem szczęście przy okazji Światowych Dni Młodzieży prowadzić rekolekcje w Międzynarodowym Centrum Ewangelizacji. Czytaliśmy list do Galatów. Przeczytajcie go sobie! To list o Ewangelii. To jest list, który się zrodził z tego, że w Kościołach Galacji najpierw przyjęto Ewangelię, a potem zaczęto głosić „inną Ewangelię”. Łatwo jest w nią wpaść. To jest pokusa straszna! Łatwo jest wpaść w „inną Ewangelię”, a „innej Ewangelii nie ma” (Ga 1, 7). Jeśli jesteś w „innej Ewangelii”, to jesteś z „innym Jezusem” i w „innym duchu”; jesteś „pod przekleństwem”. Paweł mówi, że jeśli głosisz „inną Ewangelię”, jesteś przeklęty! „Gdyby wam ktokolwiek głosił Ewangelię różną od tej, którą od nas słyszeliście, anathema, anathema” (por. Ga 1, 8-9). To są bardzo ostre słowa, ale „inna Ewangelia” jest synonimem tego, co w liście do Galatów nazywa „przekleństwem Prawa”. Ono jest większe i o wiele gorsze niż „przekleństwo grzechu”. Policzcie sobie w liście do Galatów: trzy razy Paweł mówi o wyzwoleniu z „przekleństwa grzechu” i osiemnaście razy o wyzwoleniu z „przekleństwa Prawa”. Czy wychowacie waszych chłopaków do tego, by to rozumieli? Czy wiecie, ile od tego zależy, jak oni wyjdą z seminariów i zaczną przepowiadać Ewangelię albo… pseudo-Ewangelię? Czy wiecie, ile od tego zależy?

„Przekleństwo Prawa” jest znacznie gorsze niż „przekleństwo grzechu”. Grzech… Kto od niego jest wolny, niech podniesie rękę. Każdy z nas grzeszy, ale „przekleństwo Prawa” polega na tym, że szukasz wyjścia z grzechu, które jest pseudo-wyjściem. Rozwalisz się o ścianę, a najgorsze jest to, że wciągniesz w to jeszcze wszystkich innych, którzy rozwalą się o tę samą ścianę’ bo szukasz wyjścia w kompletnie „innym duchu” i szukaniu jakiegoś „innego Jezusa”. Bo Jezus jest Ukrzyżowany! Jezus jest Miłosierdziem! Jezus jest Łaską! Jezus nie jest Prawem! „Godzien jest” (Łk 7, 4) i „nie jestem godzien” (Łk 7, 6) - to jest tylko u Łukasza. Ale ten sam Łukasz napisał również w Ewangelii piętnasty rozdział, który wczoraj czytaliśmy. Ewangelia Łukasza to „Ewangelia miłosierdzia”. Łukasz rozumie to, że imieniem Boga jest Miłosierdzie! A nie sprawiedliwość i zasługa! Oczywiście, to jest tak, że poprowadzicie innych do takiego rozumienia Boga, jeśli sami Go takiego znacie! Kto się porusza w obrębie tej logiki Prawa i zasługi, do takiej logiki zaprasza wszystkich. Kogo Pan Jezus wprowadził wreszcie w to doświadczenie łaski i miłosierdzia… Kiedy raz to przeżyjesz, pociągasz wszystkich w takim poczuciu, że spotkało cię szczęście niewyobrażalne i wciągniesz w to doświadczenie każdego, kogo tylko będziesz mógł.

---------------------------------------
* tytuł pochodzi od redakcji

w tekście spisanym z nagrania
zachowano styl języka mówionego
---------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl