O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Księga Hioba. Księga nadziei 30 IX - 2 X 2016 - homilie< ...


Księga Hioba. Księga nadziei
SZKOŁA BIBLIJNA
30 września - 2 października 2016

 

NAGRANIA konferencji >>>.
INFO o sesji >>>.

 

NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
które w czasie sesji wygłosił bp Grzegorz Ryś

---------------------------------------------------------------------

By tłumaczyć Słowo spisane, trzeba spotkać Słowo Wcielone *
homilia - wspomnienie św. Hieronima, prezbitera i doktora Kościoła, 30 września 2016 r.
Hi 38, 1.12-21; 40, 3-5; Ps 139 (138), 1-3.7-10.13-14ab; Łk 10, 13-16

Pan zawsze wybiera czas, miejsce i słowo, które jest do nas skierowane i „to wszystko” idzie razem. Myślę, że to jest niezwykła radość zaczynać rekolekcje skupione na Słowie we wspomnienie św. Hieronima. Już nas, zasadniczo, nic lepszego spotkać nie mogło. Św. Hieronim to niezwykły człowiek, człowiek Słowa. Jeden z wielkich Ojców, doktorów zachodniego Kościoła. Wszyscy wiedzą, że Hieronim wypowiedział taką zasadę, – zresztą w brewiarzu została nam ona dzisiaj przypomniana –, że „nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa”. Ale jeśli się patrzy na Hieronima, to myślę, że możnaby tę zasadę odwrócić i możnaby sformułować taką drugą, komplementarną, że „nieznajomość Chrystusa jest nieznajomością Pisma Świętego”. To jest bardzo ważne… Nie wiem, kto z was miał to szczęście, a kto nie. Ja miałem kilka, a może nawet kilkanaście razy w życiu szczęście być na miejscu, gdzie Hieronim tworzył Wulgatę. Kłocą się historycy, bo chcą być dokładni. I jedni mówią, że trzydzieści cztery, a inni, że trzydzieści pięć lat mieszkał w Betlejem, w takiej sieci grot, które przylegają do groty Bożego Narodzenia. Tyle tylko, że dzisiaj tam franciszkanie drzwi „wsadzili” i mają kluczyk, którym się czasami dzielą, ale nie za często. Hieronim nie miał tego problemu, więc pracował w grocie, w której mieszkał. Była ona nieco mniejsza od groty Bożego Narodzenia; sympatyczna, w sam raz na celę się nadawała.

I tu sobie trzeba wyobrazić, że kiedy Hieronim miał już dość tego skupienia na grece, hebrajskim i łacinie, to sobie robił krótki spacer i już był w grocie Bożego Narodzenia. I żył właściwie w takim ciągłym może nie tyle napięciu, ile raczej syntezie między słowem, które jest spisane a Słowem, które jest Wcielone. Był skupiony na słowie spisanym, bo podjął się dzieła niesłychanego, by tłumaczyć to słowo, by przygotować nowe tłumaczenie łacińskie całej Biblii. Ale tłumacząc to słowo jednocześnie ciągle miał doświadczenie miejsca, w którym Słowo stało się ciałem w Jezusie Chrystusie. Więc jest to takie trzydzieści pięć lat spędzonych na medytacji słowa spisanego i Słowa Wcielonego jednocześnie i w jednym miejscu, w jakiejś jedności absolutnej. To, że w taki sposób powstała Wulgata, bardzo dobrze pokazuje, że dla Hieronima jakimś kluczem do Biblii było Wcielenie Słowa, więc nieznajomość Chrystusa ostatecznie prowadzi do złego tłumaczenia słowa. [Nie znając Chrysusa] jesteśmy bezradni albo nie odkrywamy tego, co w słowie być może jest najgłębszym pokładem. To dlatego, kiedy Hieronim pisze wstęp do księgi Izajasza, a stamtąd właśnie pochodzi to słynne zdanie, że „nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa”, pisze tam, że Izajasz nie jest tylko prorokiem, ale jest ewangelistą. Nie wystarczy przeczytać Izajasza, trzeba jeszcze zobaczyć, że w nim jest ukryta Ewangelia, że w nim jest zapowiedź Wcielenia, zrodzenia Słowa Wcielonego, dziewiczego zrodzenia Jezusa, że w nim jest zapowiedź Męki Jezusowej itd. Dla Hieronima Izajasz jest ewangelistą, a nie tylko i wyłącznie prorokiem!

Bardzo ciekawie Hieronim tłumaczy właśnie ten fragment księgi Hioba, który słyszeliśmy przed chwilą. Pomyślałem sobie, że dziś na to właśnie sobie popatrzymy, bo przecież dla nas to właśnie jest temat: Hiob. I akurat dostaliśmy na dobry początek „fragmencik”, bo nawet trudno powiedzieć, że jest to fragment pierwszej mowy Pana Boga do Hioba. To jest mowa, która w księdze Hioba zajmuje dwa rozdziały: trzydziesty ósmy i trzydziesty dziewiąty. I to jest seria pytań: „a to…?”, „a to…?”, „a to…?”, „a to znasz…?”, „a to wiesz…?”, „a tam byłeś”. Jeśli Pan Bóg da, to – mamy dwa dni naszego spotkania – jeszcze dojdziemy do tego fragmentu. Wśród tych pytań, które tu padają, jest jedno, które Hieronim tłumaczy inaczej niż wszyscy. „Czy wskazano ci bramy śmierci?” (Hi 38, 17). „Czy wskazano ci bramy śmierci?” – ładne tłumaczenie. Są też takie: „czy objawiono ci bramy śmierci?”, a Hieronim tłumaczy to tak, uważajcie: „numquid apertae sunt tibi portae mortis”, czyli „czy bramy śmierci zostały ci otwarte?”. Czy zostały przed tobą „otwarte” bramy śmierci? Czyli że chodzi o takie pokazanie, o takie objawienie bram śmierci, żeby one zostały otwarte, a to nie dzieje się inaczej, jak w Chrystusie. Tylko w Chrystusie człowiek ma doświadczenie otwartych bram śmierci. Bez Chrystusa jest tak, że mogą ci bramy śmierci „pokazać”, mogą ci je „wskazać”, mogą ci je nawet „poobjaśniać”. Specjalistów od opisywania śmierci nie brakuje. Niektórzy ludzie się kochają w opisywaniu śmierci. I co z tego? Niech ci opiszą tę śmierć detalicznie! Ciekawe, czym by zaowocowała taka lektura; czym by zaowocował taki detaliczny opis każdego gatunku możliwej śmierci? Można bywać we wszystkich miejscach, gdzie śmierć jest taka…, taka… dosłowna, do samego bólu.

Hieronim dobrze rozumie, że w słowie Boga przychodzi do nas nie tylko objaśnienie, nie tylko zrozumienie. Słowo Boga nie tylko nam opisuje rzeczywistość, nieraz rzeczywistość bardzo trudną, jak rzeczywistość śmierci. Tylko że słowo Boga w Jezusie Chrystusie przeprowadza nas przez tę rzeczywistość. I wtedy tak naprawdę księga Hioba… jeśli się ją czyta w ten sposób, to widzimy, że kluczem do księgi Hioba jest Jezus Chrystus. On jest kluczem do całej Biblii. Na Nim się całe słowo wypełnia, więc na Nim się też wypełnia księga Hioba. Kiedy zaczynamy ją czytać w tym kluczu, kiedy wchodzimy w tę księgę w tym kluczu, nie jest ona już tylko taką „księgą mądrościową”, jak czasem o niej mówimy: „księga mądrościowa”. Wtedy nie jest ona tylko księgą mądrościową, ale jest słowem zbawienia. Jest słowem zbawienia! Jezus nie objaśnia nam, na czym śmierć polega, ale nas przez nią przeprowadza! Otwiera drzwi, otwiera drzwi śmierci! Pytanie o „otwarcie” drzwi śmierci jest jednym z głównych pytań księgi Hioba. Będziemy o tym mówić jeszcze dziś wieczorem. To jest jedno z najważniejszych pytań tej księgi. Mamy więc otwarty przed nami czas spotkania ze Słowem spisanym i Wcielonym, a to Słowo Wcielone, kóremu na imię Jezus Chrystus, będzie do nas nie tylko mówić, ale ufamy, że będzie nas zbawiać, będzie nas przeprowadzać przez naszą śmierć. Amen.

---------------------------------------------------------------------

Obdarowani jak niemowlęta! Poważnie traktowani, choć jesteśmy prochem!
homilia - wspomnienie św. Teresy od Dzieciątka Jezus, 1 października 2016 r.
Hi 42, 1-3.5-6.12-17; Ps 119, 66.71.75.91.125.130; Łk 10, 17-24

Śmiałem się do o. Krzysztofa, że liturgia robi nam „bonus”. Dzięki czytaniom mamy nie sześć, ale osiem konferencji o Hiobie. Pan Bóg jest łaskaw, bo byśmy sobie w ogóle nie poradzili z tą księgą. Piękne czytania i one dzisiaj mówią o poznaniu Boga. Oba teksty mówią o poznaniu Boga i o tym, że ono się dokonuje w spotkaniu. Bardzo ważne. Hiob mówi do Pana: „dotąd Cię znałem ze słyszenia” (Hi 42, 5). Jacyś ludzie opowiadali mu o Bogu. Do końca nie wiemy, kto i co mu opowiadał. Mówiliśmy o tym, że był poganinem z pochodzenia. Coś słyszał o Bogu. Co innego jest coś słyszeć o Bogu, a co innego jest Go naraz spotkać twarzą w twarz. Przy tym spotkaniu wszystko, co wiedział wcześniej, przestaje się liczyć. On o tym mówi wyraźnie: „do tej pory znałem Cię ze słyszenia, teraz Cię ujrzałem wzrokiem” (por. Hi 42, 5). To wpływa na zmianę jego decyzji. On odkrywa obszar nawrócenia w swoim życiu. Niebywałe! Przez czterdzieści jeden rozdziałów upierał się, że nie ma się z czego nawracać, a jednak ma się z czego nawrócić! Dzieje się to jednak dopiero wtedy, gdy spotyka Boga twarzą w twarz. O tym samym mówi Jezus.

Jezus mówi najpierw o tym, w jaki sposób On poznaje Boga. Poznaje Go w relacji, która jest relacją Syna do Ojca: „Wszystko przekazał Mi Ojciec mój; wszysko Mi przekazał” (por. Łk 10, 22). Jezus w spotkaniu z Bogiem ma doświadczenie niesamowitego obdarowania. Wszystko, co ma, jest od Ojca! Rozumiemy, że to jest takie spotkanie i poznanie, które się dokonuje w miłości. Czym innym jest znać człowieka z książki i zupełnie czym innym jest znać człowieka, którego się kocha. Miłość jest „narzędziem” poznania. Nie bez powodu Pismo święte, gdy mówi, że Adam „poznał” swoją żonę (Rdz 4, 25), używa terminologii, która jest właściwa dla miłości. Ważne jest czytanie książek o Panu Bogu! Mówię to, żeby nie wyszło, że nawołujemy do sprzeciwu zasadniczego wobec studiów teologicznych. Nie! Zdobywajcie, róbcie sobie te wszystkie stopnie, aż po doktoraty honoris causa włącznie. To jest ważne! Refleksja nad Bogiem, refleksja teologiczna jest ważna! Tu nie chodzi o to, żeby te rzeczy sobie przeciwstawiać, ale o to, żeby odkryć, jak kompletnie innym poznaniem Boga jest doświadczenie spotkania, miłość. Miłość jest „narzędziem” poznania, a nie tylko studia. Mamy nie tylko poznanie rozumowe, ale także poznanie sercem. To jest niesłychanie istotne. I Jezus nie tylko pokazuje swoje poznanie Ojca, ale do tego samego nas również namawia. To jest bardzo piękne, kiedy się w Duchu Świętym rozradowuje i mówi: „wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Łk 10, 21). Ja ten tekst bardzo lubię, bo na moim doktoracie cała rada wydziału pokłóciła się o słowo: „prostaczkowie”. Ja pisałem doktorat o pobożności ludowej, więc lud to są „prostaczki”. Jeden profesor mówił, że powinno być „prostaczki”, a inny, że p[owinno być „maluczcy”, bo ładniejsze jest; bo te „prostaczki” to nie wiadaomo, czy nie chodzi o prostaków. Tak się kłócili, że w pewnym momencie zaczęli mówić, że w sumie to powinno się mówić po niemiecku: „kleine Leute”. A to mnie się podoba, bo to do mnie pasuje: „kleine Leute”. „malutki”.

Oczywiście tam (Łk 10, 21) nie ma ani „maluczkich” ani „prostaczków”, ale tam jest piękne greckie słowo: „nepios”, co znaczy nie tyle „dziecko”, ile „niemowlę”, „nie-mowlę”, czyli takie dziecko, które „nie mówi”; które nie potrafi powiedzieć, jakie ma potrzeby. I dlatego też tego słowa w przenośni używa się w odniesieniu do takich ludzi, którzy nie potrafią się wysłowić… Czyli „zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je niemowlęciom”, to znaczy takim, którzy potrafią wejść z Bogiem w relację nie tyle dziecięcą, ile niemowlęcą. Bo dziecko to jeszcze niejedno może. Kiedy dorośnie, zatrudni się, choćby na zmywaku, i coś na siebie zarobi. A niemowlę – nie, bo niemowlę to jest takie dziecko, któremu trzeba wszystko dać. To właśnie jest to: „wszystko przekazał Mi Ojciec mój”. Jezus wobec Ojca jest jak niemowlę. „Stary chłop”, bo po trzydziestce, ale jest jak niemowlę, bo ma poczucie absolutnego obdarowania. Jezus nam mówi, że kto nie ma poczucia tego absolutnego obdarowania, – kto nie ma poczucia, że wszystko, co ma, ma od Ojca –jeszcze niewiele wie o Bogu. Owszem, może jest mądry i roztropny, mógł się wiele nauczyć, mógł dużo przeczytać, mógł wiele usłyszeć, jak Hiob, ale wie o Bogu coś istotnego ten, kto przeżywa wiarę jako spotkanie, w którym jest obdarowany i to jest tak dalece obdarowany, że ma poczucie: „Wszystko Mu zawdzięczam! Wszystko Mu zawdzięczam!”.

To jest zachęta, żeby być niemowlęciem, to znaczy, żeby zobaczyć, że Bóg rozumie, jakie są nasze potrzeby nawet wtedy, kiedy my nie potrafimy ich jeszcze wypowiedzieć. To jest ta relacja, [niemowlęce szczebiotanie]: „mene, mene, pata, bete, fafa, …” itd. Nikt tego nie pojmuje, ale ona, to znaczy mama, rozumie i tata rozumie cokolwiek, jak miał czas się trochę tego nauczyć. To jest inne spotkanie. Ta maleńkość pokazuje, jaka to jest relacja: że tu nie ma żadnego interesu, że dziecko nie jest w stanie w żaden sposób się odwdzięczyć, chyba że jedynie w ten sposób, że robi ogromne oczy, a wszyscy są wtedy wniebowzięci… Co ci niemowlę może dać? Nie zapłaci ci! Nic ci nie zrobi! Nic ci nie da! Pan Jezus mówi, że jeśli nie staniemy przed Bogiem w takiej postawie, postawie niemowląt, to Go tak naprawdę nie poznamy.

Tu dochodzimy do Hioba. Generalnie, Hiob mówi to samo, tylko trochę inaczej: „obecnie ujrzałem Cię wzrokiem, stąd się we łzach rozpływam, pokutuję w prochu i w popiele” (zob. Hi 42, 5b-6). Jest też taki przekład tego tekstu: „pokutuję w odniesieniu do prochu i popiołu”, „pokutuję gdy chodzi o proch i popiół”, „pokutuję z racji na to, co mówiłem do tej pory o prochu i popiele”. Ciekawe, że w ten sposób tłumaczyli to Żydzi w średniowieczu, gdy próbowali pokazywać, o co chodzi w tym tekście. W ten sposób go właśnie przekładali: „kajam się co do prochu i popiołu”. To nie idzie o to, że ponieważ Hiob się nawraca, to się rozgląda, gdzie jeszcze jest trochę prochu i popiołu. Gość spędził na tym prochu i popiele sporo czasu i nie musi się za nimi rozglądać. Nie chodzi o to, gdzie on miałby pokutować, ale o to, kim on jest. On jest „prochem i popiołem”. Ten zwrot: „proch i popiół” w Biblii występuje dwa razy w księdze Hioba i raz w księdze Rodzaju. W księdze Hioba, oprócz tego tekstu („kajam się co do prochu i popiołu”), jeszcze jest w 30. rozdziale, w 19. wersecie. Posłuchajcie: „gwałtownie do błota mnie wrzucił, podobny jestem do prochu i popiołu”. Hiob widzi siebie jako „proch i popiół”, a taki „proch i popiół” to Bóg wrzuca w błoto. Takie ma rozumienie co do „prochu i popiołu”, że taki „proch i popiół” to Bóg wrzuca w błoto. W 30. rozdziale ma takie rozumienie, a teraz [w 42. rozdziale] się nawraca. W księdze Rodzaju ten zwrót pada 18. rozdziale. To jest ten moment, kiedy Pan Bóg w miłosierdziu swoim wybiera się do Sodomy, żeby zobaczyć, co się tam dzieje. Przychodzi do Abrahama. Wszyscy znamy ten tekst: Abraham staje przed Bogiem i mówi: „a jeśli tam jest pięćdziesięciu sprawiedliwych?”. „Nie zniszczę, jeśli jest tam pięćdziesięciu sprawiedliwych” (por Rdz 18, 24.26). Abraham mówi: „Pozwól, że ja taki proch i popiół będę jeszcze do Ciebie mówić: a jeśli braknie pięciu w tych pięćdziesięciu?” (por. Rdz 18, 27-28). „Proch i popiół” to jest Abraham. Dlaczego Abraham jest „prochem i popiołem”? Dlatego, że przed nim stoi Wszechmocny, przed nim stoi po trzykroć Święty, przed nim stoi Ten, od którego zależy życie i śmierć, a który właśnie się wybiera do Sodomy. Rozmowa jest o Sodomie i ten „proch i popiół” stoi przed Bogiem w postawie wstawiennika, który – kto wie –, czy nie odwróci tych losów i Bóg traktuje go niesamowicie poważnie. Ten „proch i popiół” z Nim gada. Na koniec rozmowy doszli do dziesięciu: „A gdyby znalazło się tam dziesięciu?” (Rdz 18, 32).

Jesteś „prochem i popiołem” – to nie oznacza, że Bóg cię wrzuca do błota. Jest dokładnie odwrotnie! Jest dokładnie odwrotnie, to znaczy: wtedy, kiedy ja widzę, że jestem „prochem i popiołem”, to to dopiero prowokuje Boga do działania. „Jestem mały” – to wcale nie oznacza, że jestem w pogardzie u Boga. Nie, nie! Jestem „prochem”, który jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Jestem „prochem i popiołem”, w który Bóg tchnął swojego Ducha! Ta moja znikomość czy maleńkość sprawia, że Bóg mnie traktuje poważnie i właśnie ona otwiera w moim życiu cały obszar obdarowania. Bo gdy jestem wielki, to sobie zarobię: „potrafię, mogę sam”. Tymczasem nie mogę tego zrobić sam, bo jestem jak popiół, ale wtedy mogę przyjąć. To jest to nawrócenie Hioba przed Bogiem: kiedy Go naraz zobaczył, kiedy zobaczył Tego, którego chciał zobaczyć. To pewnie jest tak, że on całą księgę mówi: „Chciałbym, żebyć stanął przede mną”, a gdzieś z tyłu głowy ma myśl: „Nie, nie! Bóg się tak nie zniży! Nie zniży się do takiego prochu i popiołu!”. Bóg jest przy Hiobie i mówi do niego dwie mowy. Bóg rozmawia z Nim poważnie. To jest bardzo piękne!

I dopiero wtedy rozumiemy zakończenie księgi Hioba. W ogóle, wszyscy zachodzą w głowę: po co i na co? Po co takie zakończenie? Aż się nasuwa takie „proste” myślenie: człowiek okazał się wierny, przeszedł przez próbę. Nikt by z nas nie chciał przez taką próbę przechodzić, a on przeszedł. Przeszedł, więc mu się należy. Przeszedł próbę, więc dostaje dwa razy więcej niż miał. Tylko dzieci dostaje tyle samo, ale gdy chodzi o wielbłądy, owce itd. dwa razy więcej. Należy się mu? Nie, nie należy się mu! Właśnie o to idzie: pozwólmy Panu Bogu, żeby nas przez księgę Hioba wyrwał z tego myślenia: „ja Ci daję, Ty mi dajesz; ja Ci daję, Ty mi dajesz”. Bóg dał Hiobowi tyle, bo ma ochotę tyle mu dać, w absolutnej wolności, bo go błogosławi, bo zawsze go błogosławił. Bóg niczego nie musi dawać temu, który jest „prochem i popiołem”. Naprawdę, Bóg niczego nie musi dawać! Daje, bo go kocha! Daje, bo do zwariowania go kocha! Daje mu: „Masz, masz! Bierz, bierz!”. „I żył jeszcze Hiob sto czterdzieści lat” (Hi 42, 16). Kto by to wytrzymał? I umiera „syty”, „nasycony”, „spełniony”. To się nie wpisuje w całe to rozmyślanie przyjaciół Hioba, że sprawiedliwy został nagrodzony, że los się odwrócił… Niech żyje religijność naturalna! To jest spotkanie, które się nareszcie odbywa w wolności. Nikt nic nie musi! Nikt nic nie musi! Bóg i człowiek. Ale to jest cudne! Amen.

---------------------------------------------------------------------

Zadbaj choćby o minimum, a zobaczysz rzeczy podwójnie niemożliwe!
homilia – 27. niedziela zwykła (rok C), 2 października 2016 r.
Ha 1,2-3; 2,2-4; Ps 95, 1-2.6-9; 2 Tm 1, 6-8.13-14; Łk 17, 5-10

Mamy piękne ostatnie słowo Pana Jezusa do nas. Myślę, że jest to takie słowo, w którym łatwo możemy się odnaleźć. Łatwo się możemy odnaleźć w tej prośbie apostołów: „Przymnóż nam wiary” (Łk 17, 5). Pewnie dlatego tu każdy jest; nie dla innych owodów, ale z tą prośbą, żeby Pan przymnażał nam wiary. To jest prośba właściwa dla człowieka, zwłaszcza w sytuacji, kiedy człowiek gdzieś się zderza z jakąś „ścianą”. „Nie bój się, wierz tylko!” (Mk 5, 36). „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!” (Mk 9, 24). To jest ta sama prośba: „Wierzę, zaradź mojemu niedowiarstwu!”, „przymnóż mi wiary”, „przełam we mnie niewiarę”. O to prosi człowiek, które jest w trudnej sytuacji: ma chore dziecko, umierające dziecko.

„Przymnóż nam wiary”. My dobrze już wiemy, bo powtarzamy to bez przerwy, że wiara to nie jest coś do przymnożenia. Nie można mieć pięć kilogramów albo dziesięć kilogramów wiary. Wiara to jest spotkanie z Jezusem. To jest relacja, to jest zażyłość, to jest komunia. Pan Jezus odpowiada apostołom: „Zadbajcie o minimum tej relacji! Niech by jej było tyle, ile pokazuje sobą ziarnko gorczycy”. Czegoś mniejszego od ziarnka gorczycy właściwie znaleźć się nie da. „Zadbajcie choćby o miminum tej relacji”. Nie narzekajcie, nie mówcie: „Mało mam, daj mi więcej!”. „Zadbaj o minimum relacji ze Mną!” – mówi Jezus. Co to jest? Nie wiem, co to jest dla was miminum relacji, ale chodzi o minimum, choćby o codzienną modlitwę; o codzienne spotkanie choćby przez moment ze Słowem; tam, gdzie to możliwe, o komunię w Eucharystii. Zadbaj o to minimum! Nie zawsze tak jest. Wiem to po sobie. Wstaję rano i wiem, w którym momencie jeszcze pójdę na adorację, a potem…poszło. Bo nie zadbałem o minimum. Nie zawsze możesz mieć godzinę czy dwie godziny, tak jak tutaj. Nie zawsze możesz mieć czterdzieści osiem godzin, tak jak tutaj. Ale możesz zadbać o minimum, o chwilkę, o moment, o to „ziarnko”. Zadbaj o tę relację w takim stopniu. To ziarnko gorczycy jest wtedy znakiem: „Pamiętam o Tobie! Jesteś w moim życiu Kimś! Jesteś dla mnie ważny! Nie mogę nawet minimum ci nie poświęcić! Chcę ci dać chociaż tyle!”.

Jeśli zadbam o tyle – o tyle, co podtrzyma moją relację z Jezusem, to Pan Jezus mówi: „Zobaczycie, że w waszym życiu będą się dziać rzeczy niesamowite. Powiecie tej morwie: ‘Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze’, …” (zob. Łk 17, 6). To jest podwójna niemożliwość. Morwa ma taki sysytem korzenny, że aby ją wyrwać trzeba mieć cierpliwość o. Krzysztofa albo jeszcze większą. To dłubanina niesłychana, żeby tę morwę z jej korzeniami wyciągnąć, a jakby się już to komukolwiek udało, posadźcie ją w morze… Tego się nie da zrobić! To jest podwójny obraz niemożliwości! Mogą się dziać rzeczy niemożliwe i będą się dziać rzeczy niemożliwe, nie dlatego, że ja jestem kimś, tylko z racji na tę komunię, z racji na to, że jest przy mnie Jezus, który jest wszechmocny. On może! To w oparciu o Jego siły będzie się działo to, co jest niemożliwe. Ale Jezus mówi: „Zadbajcie o to minimum tej komunii! Zadbajcie o tę jedność! Zobaczycie, co się będzie działo! Będą się działy rzeczy niemożliwe!”. Oczywiście, chodzi o rzeczy niemożliwe dla nas, a nie dla Niego. On tę morwę stworzył, więc może i ma kilka pomysłów, co z nią zrobić.

Co jest dla nas niemożliwe? Dla nas niemożliwe jest służyć bezinteresownie. Te dwa fragmenty Ewangelii są ze sobą połączone, tylko nie w tłumaczeniu. Mam nadzieję, że mi kiedyś wybaczą ci wszyscy tłumacze, ale tam jest napisane: „Kto jednak z was…” (Łk 17, 7). To jest słowo, które łączy te dwa teksty, te dwa fragmenciki. One są powiedziane przez Jezusa razem i chwała Bogu, że w lekcjonarzu są razem, a nie rozdzielone. „Kto jednak z was, mając sługę, który…”. Jezus od razu od tego obrazu niemożliwości przechodzi i pokazuje, co tak naprawdę dla nas jest niemożliwe. Dla nas jest niemożliwe, zwłaszcza w Kościele: „robić, robić, robić”, potem, gdy chcielibyśmy sobie odpocząć, znowu: „robić, robić, robić”, i jeszcze, kiedy nam powiedzą: „ale fajnie”, odpowiedzieć: „zrobiłem co do mnie należało”. To jest niemożliwe, chyba że ktoś ma tyle [minimum] relacji z Jezusem, wtedy to się dzieje w oparciu o Jego miłość, a nie o nas. Czujecie to? No to… Amen.

-------------------------------------------------
* tytuły pochodzą od redakcji

w tekstach spisanych z nagrania
zachowano styl języka mówionego
-------------------------------------------------

 

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl