O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Kryzys - godzina Boga 4-6 listopada 2016 - homilie ...


Kryzys - godzina Boga
SZKOŁA KIEROWNICTWA DUCHOWEGO
4-6 listopada 2016

 

NAGRANIA konferencji >>>
INFO o sesji >>>

NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
które wygłosił Amedeo Cencini FdCC

---------------------------------------------------------------------

Najmniejszy gest miłości ma wartość nieskończoną
homilia – piątek 31. tygodnia zwykłego, 4 listopada 2016 r.
Flp 3,17-4,1; Ps 122, 1-2.4-5; Łk 16, 1-8

NAGRANIE HOMILII Z 4 LISTOPADA 2016
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Dobry wieczór, Danuto! Dobry wieczór, bracia i siostry! Cieszę się, że znów jestem wśród was w tym domu, który jest mi już tak bliski, rodzinny, aby mówić o temacie, który prawdopodobnie budzi w nas pewien rodzaj postaw, postaw związanych z jakąś niepewnością, z lękiem, z wątpliwościami i pytaniami, czego Pan chce od nas. Jest to temat kryzysu: kryzysu jako szczególnej sytuacji życiowej, w której wymaga się od nas byśmy podjęli decyzję. Sytuacje życiowe, w których wymaga się od nas, byśmy podjęli decyzję, są bardzo częste. Nie są to tylko te sytuacje, które my nazywamy problematycznymi, ale są to niezliczone sytuacje, które mają miejsce wiele razy w ciągu dnia. I zależy od nas, czy będziemy umieć żyć w postawie otwartej wobec kryzysów. [Tymczasem] ktoś mógłby ich nawet nie zauważyć. W kryzysach wymaga się od nas, byśmy podjęli decyzję. A dla nas wcale nie jest ani sympatyczne, ani łatwe, aby podejmować decyzje. Gdybyśmy mogli, nigdy byśmy nie decydowali. Bo w gruncie rzeczy każda decyzja ma smak śmierci, jest jakby antycypacją śmierci. A jako że śmierć nas nie pociąga, to także podejmowanie decyzji nie jest dla nas sympatyczne. W ten sposób jednak nie zauważamy, że tracimy cenne okazje do wzrastania. Bo za każdym razem, gdy ktoś ma coś rozeznawać i decydować jest postawiony wobec możliwości wzrastania na drogach Pana. Możemy powiedzieć, że każdego dnia Pan pozwala nam przeżywać takie sytuacje, ale nie zawsze mamy tę wewnętrzną wolność, by przyjąć te sytuacje i zadecydować na nowo, i znowu wybrać Jego.

Dzisiejsza Ewangelia podaje nam przykład pewnej osoby, która naprawdę znajduje się w sytuacji krytycznej. Ewangelia dzisiejsza nie jest, że tak powiem, „ładną” Ewangelią i nie jest łatwą do zrozumienia. Brzmi trochę dziwnie. Dziwna jest przede wszystkim postawa Jezusa, który chwali tego zarządcę, który zachowuje się w sposób niezbyt poprawny i niezbyt pełen szacunku. Jest w sytuacji krytycznej. Musi zdecydować, co ma robić. Zarządzał dobrami swojego pana w sposób niewłaściwy. To wykroczenie zostało odkryte i zostaje mu oznajmione, że zostanie zwolniony z pracy, że straci pracę. Co ma robić? Ten człowiek okazuje, że jest sprytny, bo dokonuje bardzo inteligentnego wyboru. Stara się o to, żeby zyskać sobie przyjaciół, którzy będą mu mogli zapewnić życie wygodne i dostatnie, także wtedy, gdy zostanie zwolniony z pracy, gdy będzie musiał zostawić pracę bardzo dobrze płatną, przede wszystkim dla kogoś takiego, jak on, kto nauczył się kraść. A jednak Jezus chwali tego zarządcę. Dlaczego? Dlatego, że przyjął pewne kryterium, które również człowiek wierzący w jakiś sposób powinien zastosować. W rzeczywistości bowiem również my w naszym życiu, – a to co przeżywamy na tej ziemi jest jak „nawias” –, powinniśmy w każdej chwili naszego życia stawiać sobie pytanie, jak przygotować moją wieczność, [jak przygotować] ten czas, który nie będzie miał końca, kiedy także ja, jak ów zarządca, będę musiał zostawić to życie. I wtedy, co ze mnie zostanie?

Jak ten zarządca znalazł sobie przyjaciół, tak również człowiek wierzący powinien znaleźć sobie przyjaciół. Kim są ci przyjaciele? To ci, którzy jutro mogliby zapewnić moje zbawienie, czyli są to te wszystkie osoby, te okoliczności i sytuacje życiowe, te spotkania i relacje, w których jest mi dane, że mogę dać coś z siebie, w których mogę uczynić gest miłości, uwagi i troski, życzliwości, zrozumienia, cierpliwości, współczucia. To wszystko staje się wówczas moim dziedzictwem i moim kapitałem na przyszłość. Najmniejszy gest miłości uczyniony w tym życiu będzie tym, co mi zagwarantuje szczęśliwą wieczność. Jezus powiedział to w Ewangelii, którą czytaliśmy, jak mi się wydaje, dwa dni temu. Ojciec nie chce, bym stracił cokolwiek z tego, co mi dał. To zdanie jest prawdziwe także wobec nas: to, co czynimy z miłości, tego nie stracimy. To będzie najlepszy sposób, żebyśmy zostali przyjęci do królestwa nieskończonego światła naszego Ojca. Pomyślcie, jak mogłoby się zmienić nasze życie, gdybyśmy mieli taką właśnie uwagę i gdybyśmy mieli takie myślenie, że najmniejszy gest miłości, jaki czynimy na tej ziemi, względem jakiejkolwiek osoby, – przede wszystkim względem tych, którzy nie mogą nam dać niczego w tym momencie –, ma wartość nieskończoną. A my odkryjemy jutro, że najmniejszy gest miłości ma smak wieczności. W tym oto sensie człowiek wierzący powinien znaleźć sposób naśladowania tego nieuczciwego zarządcy.

Św. Paweł w pierwszym czytaniu mówi, że w królestwie przyszłym Pan przemieni nasze nędzne i śmiertelne ciało. To oznacza również, że nawet najmniejszy gest miłości zostanie przemieniony. Tak więc dobre przeżywanie sytuacji krytycznych oznacza zadawanie sobie bardzo często pytania w naszym życiu, jaki jest najlepszy sposób „skapitalizowania” tej chwili, którą przeżywam. Nie potrzebujemy przeżywać nie wiadomo jakich kryzysów, by wprowadzić w czyn tę postawę, to rozeznanie. Ale właśnie ta postawa, to rozeznanie, stopniowo nas pouczy, by uczynić skarbem każdą chwilę naszego życia. Oby Pan naprawdę udzielił nam tej uwagi, tej czujności, byśmy nauczyli się przeżywać każdą chwilę naszego życia jako gest miłości, jako gest miłości, który będzie trwał przez całą wieczność.

Amedeo Cencini FdCC

---------------------------------------------------------------------

Prostsze, bardziej ekologiczne, naturalne: mieć jedną miłość!
homilia – sobota 31. tygodnia zwykłego, 5 listopada 2016 r.
Flp 4, 10-19;Ps 112, 1-2.5-6.8a.9; Łk 16, 9-15

NAGRANIE HOMILII Z 5 LISTOPADA 2016
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Słowo tej liturgii daje nam bardzo jasne i bardzo ważne światło dla naszej refleksji. Co więcej, wydaje mi się, że wskazuje nam główną zasadę, na której możemy oprzeć całe rozważanie tego, co dzisiaj nazwaliśmy wychowaniem wrażliwości. Ta zasada jest tak ogłoszona przez samego Jezusa: „Kto jest wierny w małych rzeczach, jest też wierny w rzeczach ważnych; a kto jest nieuczciwy w małych rzeczach, jest też nieuczciwy w wielkich rzeczach”. To zasada bardzo jasna, wyrażona w jednoznacznych słowach. W tej zasadzie, w tych prostych słowach, jest zawarta sekret tej rzeczywistości, która pozornie jest tak tajemnicza, jaką jest wrażliwość i jej formacja. Jest ona tak tajemnicza, że faktycznie w naszych pedagogiach formacyjnych, zazwyczaj nie spotyka się tego wyrażenia. Mówi się o formacji na różnych płaszczyznach, ale rzadko spotkamy się z tym wyrażeniem: „formacja wrażliwości”. A pomyślmy, że wszystko natomiast zależy od tego, chyba że chcemy spokojnie zgodzić się z tym, że jesteśmy faryzeuszami i hipokrytami. Sekret pedagogiczny jest właśnie ten. Zresztą, pięknie jest pomyśleć, że w Ewangelii Jezus uprawia też pedagogię.

Pedagogia jest taka: wierność w małych rzeczach. Powiedzieliśmy dzisiaj, że wrażliwość to ukierunkowanie emocjonalne, które pociąga nas w pewnym kierunku. Daje nam odczuwać pewną sympatię, pewne przyciąganie, pewne smaki, pewne kryteria decyzyjne. Każe nam też wydawać osądy naszym umysłem. Pomyślcie, jak ważna jest wrażliwość! To jakby przepływ energii, który kieruje nas w określonym kierunku. Mówiliśmy, że tutaj właśnie mamy interweniować i musimy formować tę wrażliwość, a to oznacza uwagę na zmysły zewnętrzne i wewnętrzne, uwagę na odczucia, na emocje, na uczucia, na myśli, na afekty, na pragnienia, na smaki, na sugestie, na pasje, na zakochania, na to wszystko, co może należeć do tego tajemniczego świata wewnętrznego. Jak ta pedagogia się dokonuje? Dokonuje się właśnie tak, jak mówiliśmy dziś: sprawiając, żeby rozeznanie było czujne w każdym momencie, to oznacza uwagę na całą tę rzeczywistość, uwagę na nasze zmysły, jak nimi kierujemy. Nie możemy pozwolić sobie na przykład, żeby nasze zmysły mogły widzieć wszystko, słyszeć wszystko, dotykać wszystkiego i doświadczać wszystkiego.

Potrzeba ascezy zmysłów, bo inaczej zmysły tracą swoje naturalne przyciąganie przez to, co jest prawdziwe, dobre i piękne. Muszę więc czuwać nad moimi zmysłami! Jeśli karmię moje zmysły, np. moje oczy, pewnego rodzaju pożywieniem, nie mogę myśleć, że obudzę się jutro rano i odczuję pragnienie oglądania oblicza Boga. Jeśli chcę, żeby moje zmysły wewnętrzne chciały oglądać oblicze Boga, muszę czuwać nad używaniem zmysłów zewnętrznych. I tak jest z każdym z elementów konstytutywnych wrażliwości. W gruncie rzeczy już ojcowie pustyni zalecali, by być uważnym na myśli; zachęcali do ascezy myśli. Zalecali, kiedy przychodzi ci myśl do głowy, zapytaj ją zaraz: „skąd przychodzisz?”, „czy należysz do naszych, czy też jesteś z drugiej strony?”. Nie pozwalaj, żeby myśli spokojnie wchodziły do twojej głowy, ale poddaj je rozeznaniu! To samo dotyczy afektów, upodobań, smaków… Oto, co oznacza wierność w małych rzeczach.

Gdybyśmy byli naprawdę czujni na to wszystko, wtedy naprawdę uformowalibyśmy w sobie wrażliwość, która szłaby we właściwym kierunku, w kierunku świętych pragnień, w kierunku ewangelicznych „smaków”, tj.w kierunku błogosławieństw, by dobrze rozumieć. W ten sposób wszystko w nas byłoby stopniowo coraz bardziej ukierunkowane ku Bogu. To nie jest niemożliwe! Możemy to zrobić! Ale trzeba tej wierności w małych rzeczach w każdym momencie! Bo każdy wybór staje się ważny, także ten w małych rzeczach. Dlaczego? Bo każdy wybór oznacza skierowanie pewnej ilości energii w pewnym kierunku. A to będzie mnie zwracać coraz bardziej w kierunku, którego pragnę: w kierunku prawdy, piękna i dobra. Ktoś mógłby powiedzieć, że wszystko to, owszem, mogłoby być ważne, ale to – bycie tak uważnym w każdym momencie – mogłoby prowadzić do obsesji. A tymczasem: nie! Dlaczego nie? Dlatego, że w ten sposób człowiek ma tylko jeden punkt odniesienia, który zawsze ten sam, który jest precyzyjnym punktem.

Działanie z jednym punktem odniesienia staje się dużo bardziej ekonomiczne, także z punktu widzenia psychologicznego. Bo to oznacza, jeśli ktoś ma jeden cel, jedną miłość, jedno wielkie pragnienie i żyje w sposób spójny, to przeżywa życie dużo prostsze, dużo bardziej pogodne, bo wszystko w nim dąży do jednego punktu odniesienia. Oto, dlaczego Jezus mówi o tej drugiej wskazówce pedagogicznej w tej Ewangelii. „żaden sługa nie może dwom panom służyć, bo będzie nienawidził jednego i miłował drugiego; albo przywiąże się do jednego, a będzie pogardzał drugim”. Rozumiecie, jak skomplikowanym jest żyć z dwoma panami, mieć dwa powiązania życiowe albo, jak Jezus mówi w innym fragmencie Ewangelii, mięc dwa ciężary albo dwie miary. To, owszem, jest stresujące, gdy ktoś ma dwa punkty odniesienia. Może nawet jednym z nich jest Bóg, tylko że obok są również inne rzeczy w wielkim zamęcie, który odbiera pokój, który stwarza wewnętrzne podziały, który rozbija wewnętrznie osobę. Natomiast jest dużo prostsze, bardziej higieniczne i ekologiczne, bardziej naturalne, mieć jedną miłość i we wszystkich wyborach i we wszystkich rzeczach pozostać wiernym tej jedynej miłości. Nic, jak spójność, nie daje pokoju i wolności naszemu sercu!

Amedeo Cencini FdCC

---------------------------------------------------------------------

Bóg nas wybrał! Nie bójmy się dokonywać wyborów!
homilia – 32. Niedziela Zwykła (rok C), 6 listopada 2016 r.
2 Mch 7, 1-2.9-14; Ps 17, 1.5-6.8.15; 2 Tes 2,16-3,5; Łk 20, 27-38

NAGRANIE HOMILII Z 5 LISTOPADA 2016
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Ewangelia tej niedzieli stawia nas wobec tego, co jest fundamentalnym motywem każdego naszego napięcia egzystencjalnego. Co stanie się u końca mojego życia? Wszyscy wiemy, że idziemy na spotkanie śmierci. Śmierć, w sposób nieunikniony, budzi w nas lęk. Oczywiście, nie jesteśmy w sytuacji saduceuszów i tych wszystkich, którzy nie mieli obrazu życia wiecznego. Ale w każdym razie myśl o śmierci budzi w nas strach. Ten strach rozlewa się trochę w naszym życiu. Prawdopodobnie właśnie ten strach powoduje, że trudno jest nam też podejmować nasze wybory, bo każdy wybór jest zawsze też pewną rezygnacją. Przynajmniej wybory autentyczne implikują w sposób nieunikniony pewien rezygnację. A zrezygnować z czegoś oznacza zrezygnować z kawałka życia, mieć wrażenie jakby się traciło pewną możliwość egzystencjalną. Jest to jakby antycypacja śmierci. Każdy wybór jest zawsze proroctwem śmierci. Może dlatego wybory okazują się dla nas trudne. Może także dlatego [najchętniej] nigdy byśmy nie dokonywali wyborów.

W wielu pytaniach, na które staraliśmy się odpowiedzieć, pojawiało się właśnie to słowo: lęk przed wyborem, przede wszystkim lęk przed wyborem definitywnym, lęk przed wyborem na zawsze. Każdy wybór jest antycypacją śmierci! Oto dlaczego wybory budzą w nas pewien strach. Oto dlaczego kryzysy wprowadzają nas trochę w tę sytuację egzystencjalną. Przeżywanie kryzysu oznacza dojście do tego rozeznania, które przywołuje w ten czy inny sposób ideę perspektywy śmierci. I właśnie na ten lęk Jezus odpowiada w Ewangelii. Odpowiada bezpośrednio saduceuszom, którzy nie mając żadnej idei życia wiecznego, wyśmiewali możliwość kontynuacji w zaświatach innego życia, które miałoby być w jakiś sposób kontynuacją tego życia. Ale Jezus odpowiada w szczególności w Ewangelii także na nasze pytania. Odpowiada w sposób nadzwyczajny. Mówi, że Bóg, Jego i nasz Ojciec, jest Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba; jest Bogiem, który należy do człowieka. Pomyślcie, jakie to piękne: Bóg, żeby się zdefiniować, żeby mówić o Sobie, musi uciec się do człowieka, musi powiedzieć, że On jest Bogiem tych określonych postaci: Abrahama, Izaaka i Jakuba. Tak jakby Bóg nie mógł się zdefiniować poza relacją, która Go łączy z człowiekiem.

Aż do tamtego czasu, Bóg czy bogowie, w które wierzyli ludzie tamtych czasów, byli związani z miejscami albo z ludami: „bóg Persów”, „bóg tego, tamtego ludu”. Natomiast tu – i to nowość religii objawionej Żydów – Bóg wiąże się z poszczególną osobą. Bóg przedstawia się jako Ten, który jest zakochany w człowieku. Jest tak bardzo zakochany i w sposób tak prawdziwy, że daje mu życie, które już się nie skończy. Oto pojęcie życia wiecznego. To nie jest po prostu część objawienia, ale to jest konsekwencja samego jądra objawienia, które polega na miłości. To jakby powiedzieć, że Bóg jest tak zakochany w człowieku, iż daje mu samo swoje życie. Nie stworzył go po prostu po to, by go oszukać, żeby dać nam przeżyć kilka dni na tej ziemi, ale stworzył go w pewnym nadmiarze miłości do tego stopnia, że przekazał mu swoje własne życie, życie, które jest wieczne, życie, które na zawsze wiąże stworzenie ze Stwórcą. Bo Stwórca jako pierwszy wybrał stworzenie, zakochując się w nim.

Co to oznacza dla tematu, który omawialiśmy w tych dniach? Oznacza coś bardzo pięknego, czego nigdy nie możemy pozostawiać w nawiasie, a tym bardziej ignorować. Mówiliśmy o naszych wyborach, o trudzie naszego rozeznania, zwłaszcza w pewnych sytuacjach krytycznych. Ale jeśli my możemy wybierać, to [jest tak] dlatego, że Bóg jako pierwszy nas wybrał. Więc nasze rozeznanie, jakiekolwiek nasze rozeznanie, jest zawsze czymś, co przychodzi jako drugie, bo najpierw zostaliśmy wybrani, zostaliśmy wybrani przez Boga. Zostaliśmy wybrani w akcie miłości, zostaliśmy wybrani na zawsze. Bóg nie bał się zakochać w stworzeniu, darując mu życie na zawsze. Oto, dlaczego powinny skończyć się także nasze lęki. Bo już zostaliśmy wybrani! Bo możemy wybierać tylko dzięki tej ogromnej miłości Boga. Więc każdy nasz wybór z jednej strony jest zawsze wyborem między życiem a śmiercią. Jak powiedzieliśmy wcześniej jest to wybór między miłością Boga a tym, co nas oddala od Niego, czyli sprawia, że kończymy w nicości. Ale przede wszystkim każdy wybór stawia nas zawsze wobec tego wyboru, którego Bóg już dokonał wobec nas. I właśnie to usuwa wszelki lęk i czyni nieuprawnionym wszelki lęk i bojaźń. Nie powinniśmy się bać, bo Pan wybrał nas na zawsze. Dar życia, który nam uczynił, jest darem, który zaczął się już teraz, a my wchodzimy w ten dar coraz bardziej poprzez każdy nas wybór. Chciałbym powiedzieć, że moglibyśmy zakończyć nasz kurs tym zdaniem: Nie bójmy się, by dać się ciągle wybierać Bogu!

Amedeo Cencini FdCC

---------------------------------------------------------------------
* tytuły homilii pochodzą od redakcji;

w tekstach spisanych z nagrania,
zachowano styl języka mówionego;
korzystamy z tłumaczenia D.Piekarz
---------------------------------------------------------------------


homilie z sesji „Cielesność i duchowość” (20-22 II 2015)


homilie z sesji „Zranienia miejscem wzrastania” (14-16  XI 2014)


homilie z sesji „Życie w rytmie Słowa” (5-7 XI 2010)

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl