O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Cała piękna. Lectio divina z Maryją 25-27 listopada 2016 - ho ...


Cała piękna. Lectio divina z Maryją
SZKOŁA MODLITWY SŁOWEM BOŻYM
25-27 listopada 2016

 

NAGRANIA konferencji >>>
INFO o sesji >>>

NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
które wygłosili duszpasterze CFD

---------------------------------------------------------------------

Aby umocnić sojusz z Piękną, czyli Maryją, przeciw Bestii
homilia – piątek 34. tygodnia okresu zwykłego (rok II), 25 listopada 2016 r.
Ap 20, 1-4.11 – 21,2; Ps 84, 3-6a.8a; Łk 21, 29-33

NAGRANIE HOMILII Z 25 LISTOPADA 2016
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Moi drodzy! To, co słyszeliśmy w pierwszym czytaniu, zaczerpniętym z księgi Apokalipsy, jest jeszcze przed nami. Wąż starodawny, Smok, czyli „Diabeł i Szatan”, jeszcze nie został zamknięty w czeluści. On nadal na naszych oczach, wysługując się niejedną Bestią, zwodzi narody i zwodzi każdego z nas. To on namawia narody i nas, abyśmy tej Bestii czy Bestiom oddawali pokłon. On robi wszystko, abyśmy nie tylko brali sobie na rękę czy czoło znamię Bestii, ale [robi wszystko] byśmy to znamię nosili z dumą, z taką głęboką życiową satysfakcją, jakby to było nie wiadomo jakie wyróżnienie. Ten Smok, Wąż, „Diabeł i Szatan”, poprzez Bestię próbuje nas zwieść. Dla wielu znak Bestii staje się swoistą przepustką do światowej kariery, popularności i sławy. Kto nie ma tego znaku czy znamienia, może pożegnać się z karierą czy sławą. Ten znak Bestii często dla wielu sprawia, że otwierają się przed nimi drzwi na salony tego świata i do innych intrantnych miejsc. Ale jest jedno takie miejsce i takie drzwi, których ten znak – znamię Bestii – nie otwiera i nigdy nie otworzy. To bramy raju. Kto ma ten znak i jest z tego znaku dumny, mimo tego tych drzwi nie otworzy. Bardzo ciężko jest się pozbyć tego znaku Bestii, pozbyć się go nie tyle z czoła czy z ręki, ale bardzo ciężko jest pozbyć się znaku Bestii z serca, z umysłu, z myślenia, z życiowej mentalności. Ale na szczęście jest jeden, bardzo skuteczny sposób, który odnajdzujemy także w księdze Apokalipsy. Tym sposobem [na pozbycie się znaku Bestii] jest kąpiel: wybielenie i wykąpanie swoich szat i życia we Krwi Baranka, zanurzenie się w wodach Bożego miłosierdzia. Ona, Krew Baranka, sprawia, że stajemy się wolni, że to znamię zostaje z nas zmazane, wyczyszczone, stajemy się na nowo wolnymi ludźmi. Jak słyszeliśmy, na naszych oczach, dalej, giną nasi bracia i siostry: ci, którzy dają świadectwo Jezusowi i Jego słowu. I może giną już nie tyle od miecza, chociaż i to się zdarza, ale giną w nie mniej okrutny sposób. Giną często z rąk oprawców, którzy jakby się szczycili swoim okrucieństwem, które zadają wyznawcom Jezusa.

Te księgi, o których słyszeliśmy, – księgi ludzkich czynów, dobrych i złych – ciągle, codziennie są zapisywane nowymi wpisami i zapewne jest tam jeszcze wiele miejsca, także na nasze dobre, przede wszystkim dobre, czyny. Popuszczając trochę wodzy fantazji moglibyśmy powiedzieć, że w niebie jest pewne zamieszanie. Czytaliśmy przecież, że ma zstąpić Nowe Jeruzalem, „przystrojone jak oblubienica zdobna w klejnoty dla swego męża”. Otóż, w niebie zginęły klejnoty; nie ma ich wszystkich. Oblubienica nie jest do końca przystrojona, a aniołowie gorączkowo tych klejnotów poszukują. I to jest dobra informacja dla nas, ponieważ dopóki oni szukają tych klejnotów, dopóty Oblubienica nie jest gotowa, my mamy czas. Mamy czas, aby uzupełnić księgi naszymi dobrymi czynami. Mamy czas, aby dołączyć do naszych braci i sióstr, i dać świadectwo Jezusowi, dać świadectwo Jego słowom. W naszej codzienności – tam, gdzie żyjemy – może nikt nas nie zetnie mieczem; może tylko nas oplują albo wyśmieją. Mamy czas, aby umocnić nasz sojusz z Piękną, czyli Maryją, przeciw Bestii. Mamy czas, aby w tym sojuszu z Maryją, tak jak Ona, codziennie Bogu samemu oddawać pokłon i Jego znamię nosić z dumą. Znamy to znamię. Wiemy, o jakie znamię chodzi. To nasz codzienny życiowy krzyż. To jest to znamię, którym mamy się wyróżniać. To jest znak i powód naszej codziennej chluby, który dał nam Pan.

Mamy czas, aby w sojuszu z Piękną, Maryją, Matką Boga, walczyć o tych, którzy dali się namówić Bestii, którzy jej codziennie oddają pokłon, którzy przyjęli jej znak na rękę, na czoło i do serca. Trzeba o nich walczyć, bo jeśli tego znaku się nie pozbędą, ten zaprowadzi ich do wątpliwej „przyjemności”, jaką jest kąpiel w morzu ognia. Dlatego trzeba nam razem z Nią, Maryją, piękną od słowa Bożego i łaski, walczyć o ich serce, o ich dusze i o ich życie. Niech ta sesja, którą dzisiaj rozpoczynamy, pogłębi naszą więź z Piękną, z Maryją, Matką Pana. To od Niej chcemy się uczyć, ciągle się uczyć, jak rozpoznawać te zwyczajne znaki codziennej obecności Jej Syna wśród nas. Wiele znaków już nie rozpoznajemy, umykają nam. Do wielu znaków się przyzwyczailiśmy albo przesłania nam je rutyna. Potrzebujemy nowego impulsu, a Ona taki impuls swoim życiem może wprowadzić w nasze życie. Także od Niej chcemy się uczyć czytać te znaki, które być może kiedyś, także może dla nas, będą zapowiedzią Jego ostatecznego powrotu, powrotu Chrystusa. To piękna lekcja, zwłaszcza, że powoli stajemy na progu nowego roku liturgicznego, na progu Adwentu. Od Niej też chcemy się uczyć pięknego życia, pięknego nie według kryteriów tego świata, które znajdujemy w kolorowych czasopismach. My mamy Boże kryterium piękna, które jest zapisane w Ewangelii. To piękno słowa Bożego i piękno Bożej łaski. Kiedy ich nie ma, ogromna brzydota wypełnia nasze życie. Od Niej, Maryi, więc chcemy się uczyć tego Bożego piękna i tym pięknem wypełniać nasze życie. I kiedy wróci Pan, chcemy być gotowi, jak owa oblubienica: przystrojeni w klejnoty naszego pięknego codziennego życia.

Ryszard Stankiewicz SDS

---------------------------------------------------------------------

Drzewo Życia, Krzyż Jezusa - w centrum historii Maryi i naszej
homilia – sobota 34. tygodnia okresu zwykłego (rok II), 26 listopada 2016 r.
Ap 22, 1-7; Ps 95, 1-7c; Łk 21, 34-36

NAGRANIE HOMILII Z 26 LISTOPADA 2016
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

„Anioł Pański ukazał mi rzekę wody życia, (…), wypływającą z tronu Boga i Baranka. Pomiędzy rynkiem Miasta a rzeką, po obu brzegach, drzewo życia rodzące dwanaście owoców – wydające swój owoc każdego miesiąca – a liście drzewa służą do leczenia narodów”. Pierwsze poruszenia w lekturze dzisiejszego słowa pojawiły się we mnie w kontakcie ze słowem „życie”. W niebieskim Jeruzalem, spod tronu Boga i i Baranka wypływa „rzeka wody życia”. To przywołuje od razu obraz z księgi Ezechiela, obraz rzeki, która wypływa spod prawej strony świątyni i z każdą chwilą jest coraz głębsza i potężniejsza. I „drzewo życia”, które rośnie bardzo nietypowo, bo „po obu brzegach”, jakby „rzeka wody życia” przepływała pod „drzewem życia”, jakby ono było zakorzenione „po obu brzegach” i równocześnie korzenie swoje puszczało tu temu strumieniowi.

A potem Pan Bóg, tak to określę, się do mnie „uśmiechnął”. Bo w porannej medytacji wróciło w mojej pamięci coś, czego doświadczyłem w Wielkim Poście bieżącego roku, kiedy przygotowywałem sesję o męce Pana Jezusa u św. Łukasza. Mówię, że Pan Bóg „się uśmiechnął”, bo tym, czym się chcę podzielić, pewną intuicją, wówczas z racji czasowych, po prostu nie zdążyłem się podzielić. I to tak sobie leżało, leżało…

Jezus idący na mękę napomina płaczące kobiety mówiąc: „jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?”. Łatwo się domyślić, że Jezus jest „drzewem zielonym”, a dosłownie „wilgotnym” albo „nasączonym wodą”, a mieszkańcy Jerozolimy są porównani do „drzewa suchego”. Przymiotnik „suche” przemówił jeszcze mocniej do mojej wyobraźni, gdy zorientowałem się jak brzmi w oryginale. „Suchy” to po grecku „kseros”. Tak mówili Grecy o częściach ciała pozbawionych swego naturalnego soku, wysuszonych, zmarniałych, zwiędłych. Widzimy kontrast: Jezus jest „drzewem wilgotnym”. Jezus jest „jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą, które wydaje owoc w swoim czasie, a liście jego nie więdną”. Tak psalmista mówi o człowieku, który „ma upodobanie w Prawie Pańskim i rozmyśla nad nim dniem i nocą” (Ps 1). Każdy kto żyje słowem, które pochodzi z ust Bożych, staje się podobnie jak Jezus, drzewem wilgotnym, zielonym. A nie przyjmując Jezusa Ukrzyżowanego, zamykając się na Wodę Życia, usychamy. Wtedy jesteśmy drzewem suchym, drzewem bez owoców. Ilekroć nie jesteśmy zasadzeni i zakorzenieni nad płynącą wodą, ilekroć nie rozważamy słowa Bożego dającego życie, życie Boże, jesteśmy drzewem suchym.

Nauka o drzewach i krzewach to dendrologia. Tyle tylko, że kiedy Jezus mówi o sobie jako „drzewie zielonym”, nie używa słowa gr. „dendron”, ale mówi „ksylon”, które jest pojęciem szerszym i może oznaczać drzewo, ale może również oznaczać drewno; może oznaczać drzewo, czyli coś co żyje, ale może też oznaczać drewno, czyli coś co obumarło. Nota bene, wczoraj w Ewangelii słyszeliśmy przypowieść, w której Jezus mówił: „przyjrzyjcie się figowcowi i innym drzewom” i tam było słowo „dendron”. (...). Moje oczy zaczynały się jeszcze szerzej otwierać ze zdumienia, gdy sięgnąłem do drugiego rozdziału księgi Rodzaju, żeby sprawdzić, że „drzewo życia w środku tego ogrodu” to po grecku „ksylon tes dzoes”, a nie „dendron...”. W dzisiejszym czytaniu zaczerpniętym z ostatniego rozdziału Apokalipsy pojawia się to samo określenie „drzewo życia”, dokładnie to samo, które było w księdze Rodzaju. W psalmie pierwszym, który przed chwilą przywołałem, „drzewo zasadzone nad płynącą wodą, które wydaje owoc w swoim czasie, również jest określone słowem „ksylon”. Jezus dla nas stał się drzewem, ale takim specyficznym drzewem, drzewem zielonym, takim, do którego korzeni my przyłożyliśmy siekierę! On, drzewo zielone i pełne owoców, został przez nas ścięty, przez nas, grzeszników, drzewa bezowocne i suche. Ale zmartwychwstał, a w Nim również my możemy otrzymać dar nowego życia. Duch Święty Ożywiciel w zmartwychwstaniu przywrócił do życia to zielone i płodne drzewo, i może przywrócić do życia także nas, drzewa suche i bezpłodne.

Nie bez powodu, i tu zmierzamy do centrum refleksji, również o Krzyżu Jezusa mówimy, że jest on Drzewem Życia. To na Krzyżu, na tym Drewnie, zostało przybite Życie i z Krzyża z przebitego prawego boku Jezusa wytrysnął ożywczy strumień Krwi i Wody. Możnaby powiedzieć, że wytrysnęła „rzeka wody życia”. I tak mamy „drzewo życia” u początku Biblii i u początku historii, mamy „drzewo życia” na końcu Biblii i na końcu historii, a Krzyż, „Drzewo Życia”, niewątpliwie stoi w samym centrum historii mojej, historii naszej, historii Kościoła, świata, ale również historii Maryi.

Spróbujmy odnieść te intuicje do Maryi. Ona jest Niepokalanie Poczęta. Bóg, właśnie na mocy zasług przewidzianej śmierci Chrystusa, zasług mających źródło w Krzyżu Jezusa, w tym Drzewie Życia, zachował Maryję od wszelkiej zmazy grzechu. Maryja jest nie tylko czysta, ale również „pełna łaski”, ponieważ zawsze była zwrócona do Krzyża swojego Syna i zawsze pozwalała się Bogu napełniać „rzeką wody życia”, która właśnie z Krzyża Jej Syna wytryska. My, jak pierwsi ludzie, czasem, a może nawet często odwracamy się od „drzewa życia”. Tak pierwsi ludzie zrobili w raju. Oni i my szukamy szukamy życia po swojemu, szukamy gdzie indziej, szukamy na innym drzewie. A szukając życia po swojemu, tracimy prawdziwe życie. Próbując za wszelką cenę, a czasem za marne „srebrniki”, ocalić swoje życie, naprawdę je tracimy. A Maryja godzi się na logikę Bożą i dlatego żyje pełnią życia. Przez całe życie i w godzinie Golgoty stoi zwrócona twarzą do Krzyża Jezusa i czerpie, czerpie życie z Krzyża Jezusa. Tam, na Golgocie, Maryja po ludzku tracąc Syna, zyskuje Go na nowo. Godzi się na logikę Bożą: „kto straci swe życie z Mego powodu, ten je zyska”. Godzą się na taką logikę, Maryja na Golgocie otwiera się na macierzyństwo duchowe, które jest równie wielką albo jeszcze większą tajemnicą, jak Jej macierzyństwo według ciała. Staje się Matką nas wszystkich. „Nowe macierzyństwo”, zrodzone przez wiarę, jest owocem „nowej miłości”, która ostatecznie dojrzała w Niej u stóp Krzyża (Jan Paweł II, Redemptoris Mater, 23).

To dzisiejsze słowo prowadzi mnie do takiej intuicji: zachłanny egoizm sprawia, że usychamy, a ofiarna miłość, sprawia, że kwitniemy. Zachłanny egoizm, który wskutek kuszenia ujawnił się w raju w pierwszych rodzicach, sprawia, że usychamy. A ofiarna miłość, miłość zdolna tracić, miłość zdolna wypuszczać z rąk to, co nie jest Bogiem, miłość ofiarna, której przykład daje nam Maryja, - przez całe życie daje ten przykład i pod Krzyżem -, sprawia, że stajemy się również drzewem żywym, - tak! -, i przekazującym życie, drzewem zielonym, przynoszącym owoce, którego liście mogą służyć za lekarstwo. Prośmy w tej Eucharystii, żeby Pan Jezus uwolnił nad od tego zachłannego egoizmu i rozbudził w nas pragnienie miłości ofiarnej. Prośmy o łaskę bycia stale zwróconymi do Krzyża Jezusa, do „Drzewa Życia”, które jest w centrum historii i w centrum każdego naszego dnia. I czerpmy teraz, w czasie Eucharystii, z Krzyża Jezusa, z Drzewa Życia wytryskujące z niego żywotne soki, żebyśmy mogli być żywymi, żyć i być coraz piękniejszymi!

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

Z perspektywy Boga codzienność wygląda inaczej!
homilia – I Niedziela Adwentu (rok A), 27 listopada 2016 r.
Iz 2, 1-5; Ps 122, 1b-2.4-9; Rz 13, 11-14; Mt 24, 37-44

NAGRANIE HOMILII Z 27 LISTOPADA 2016
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Rozpoczęliśmy święty czas Adwentu. Przyznacie, drodzy, że kiedy myślimy o Adwencie, myślimy o przyszłości. Uważamy, że Adwent jest po to nam dany, żeby nas przygotował do tego, co ma nadejść. Najpierw, by nas przygotował do powtórnego przyjścia Jezusa Chrystusa. Przez najbliższe tygodnie liturgia będzie nas przygotowywała, uwrażliwiała na czasy ostateczne. A potem także Adwent ma nas przygotować na przeżywanie świąt Bożego Narodzenia, na świętowanie prawdy o Bogu Wcielonym, która zmieniła ten świat i może zmieniać nasze życie, może je przemieniać. Ale tak naprawdę Adwent zwraca uwagę na teraźniejszość. To, co najważniejsze, dzieje się teraz! I Adwent ma nas nauczyć tego, co w chrześcijańskim życiu, w przeżywaniu czasu, jest pierwsze. A pierwsze jest to, co dzieje się tu i teraz.

Zwróćmy uwagę, że zwłaszcza drugie i trzecie czytanie, a więc list św. Pawła Apostoła do Rzymian i Ewangelia wg św. Mateusza tak mocno kładą nam na serce przeżywanie czasu teraźniejszego. I to, co nam mówi na początku św. Paweł, mogłoby służyć jako program całego Adwentu: „Rozumiejcie chwilę obecną”, „poznajcie tę porę” – dosłownie. Paweł używa określenia „kairos”. Pamiętamy, że Biblia najczęściej używa trzech określeń na to, co my nazywamy czasem. Przypomnę o dwóch. Jest czas „chronos”, czyli to, co określa porządek jakby naszego kalendarza życia: mam kalendarz, otwieram go, patrzę na chronologię dni, na kolejność wydarzeń, na to wszystko, co się dzieje. Już za chwilę stąd wyjadę, wrócę do domu, tam mnie czekają nowe godziny życia, nowe sytuacje, nowe wydarzenia, nowe dni… I to jest ten, nazwalibyśmy, „ludzki” czas, bardzo ważny. Bóg nas takimi stworzył: stworzył nas, możnaby rzec, z kalendarzem naszego życia, i my mamy się nauczyć dobrze „liczyć dni nasze”. Ale Adwent jest po to, żeby nas przypominał, że to nie jest wszystko, że to nie jest jedyny wymiar czasu, w jakim żyjemy. Dlaczego Kościół, pozwólcie na to określenie, „upiera się” i ciągle zaczyna przed pierwszym stycznia nowy rok liturgiczny? Jużby poczekał ten miesiąc i zaczęlibyśmy od 1 stycznia, i byłby jeden kalendarz i wszystko jasne! A tu trzeba jeden i drugi kalendarz mieć ze sobą. Jest właśnie tak! Jest właśnie tak, abyśmy nigdy nie zapominali, że ten [nasz] kalendarz to nie jest jedyny kalendarz życia i że istnieje kalendarz ważniejszy, który nie deprecjonuje tego pierwszego, ale nadaje mu znaczenie duchowe, o wiele głębsze.

I to jest właśnie to określenie: „kairos”. Kiedyś pamiętam, na jednej z sesji, biblista, ks. Stanisław Haręzga, bardzo prosto określił ten czas: „czas szczególnej interwencji Boga”. To jest czas, który rozpoznajemy, a mianowicie przychodzenie Boga. To jest ten czas Boży, teologiczny. To jest to, co Bóg chce zrobić z moim kalendarzem życia: tym, który odmierza czas od 1 stycznia do 31 grudnia. Bo to wszystko jest ważne, ale jest jak powłoka litery. Tak, jak w życiu Maryi. To wszystko, co przeżywała, było ważne. Miała ten swój kalendarz, określmy to naszym „od 1 stycznia do 31 grudnia”, planowała z Józefem, to wszystko było bardzo odpowiedzialne, bardzo piękne. I nagle Bóg przychodzi do Niej i mówi Jej przez anioła: „wiesz, ale Ja mam dla ciebie inny kalendarz!”, to znaczy: „chcę pokazać ci głębszy sens twojego życia! Twoje macierzyństwo pozostanie macierzyństwem, ale będzie miało głębszy wymiar. Twoja miłość z Józefem będzie nadal dzielona, ale będzie miała głębszy wymiar. Będziesz się nadal trudziła, przeżywając swoją codzienność, ale to wszystko będzie miało głębszy wymiar. Bóg zagląda w moją codzienność i czyni ją Bożą.

Kiedy żyjemy wyłącznie na powierzchni wydarzeń, często po jakimś czasie boli nas głowa. Mówimy: „głowa [jest] za mała, żeby objąć to, wszystko, co się dzieje”. Nie radzimy sobie z tym wszystkim, co się dzieje. Albo zaczyna nas to nużyć, albo nudzić… Bo, mówimy, że to wszystko takie monotonne i nic się nie zmienia, że „ciągle to samo”. Z perspektywy Boga, z perspektywy Bożego kalendarza, codzienność wygląda zupełnie inaczej! Zupełnie inaczej! Wszystko ma sens! I te dni, które przeżyłeś tutaj! Ale tak samo głęboki sens mają te dni, które się rozpoczną zaraz po tej sesji. One mają głęboki sens w Bogu! Twoje trudzenie się, twoje cierpienie, twój płacz i radość, wszystko, co już zaplanowałeś i co będzie – to wszystko ma głęboki sens! Co więcej, Bóg nawet wtedy, kiedy się gubimy i wchodzimy w grzech, kiedy także swój kalendarz życia rujnujemy, kiedy się pojawia nieporządek w tej chronologii naszego życia, On potrafi nawet z grzechu wyprowadzić sens. Taki jest Boży czas! Jego czasem jest wszystko objęte, nawet mój grzech! I [jest tak] nie dlatego, że ten grzech jest błogosławieństwem; [grzech] jest przekleństwem, ale Bóg może z niego wyprowadzić błogosławieńśtwo. Kochani, tego się uczymy w Adwencie! Uczymy się odczytywania swojego kalendarza życia z perspektywy Bożego czasu! Jak można to uczynić?

Jak można to zrobić? Maryja uczyła nas tego przez ostatnie trzy dni. Tylko Bóg nam może pomóc przeczytać dobrze nasz kalendarz życia, to znaczy [przeczytać go] tak, bym widział swoje życie nie tylko po ludzku, ale po Bożemu. Bym czytał ten głębszy sens: to, co Bóg zamierzył w tym, co się dzieje w moim życiu. Jak mnie zamierzył od początku pięknym, tak to wszystko, co przeżywam, w Jego zamiarze może być piękne, może być głęboko sensowne. Mówiliśmy, że po ludzku patrząc na Maryję, każdy, kto nie wierzy, kto pierwszy raz by usłyszał Jej historię, powiedziałby: „Ale co to za życie! Co to za życie!? Kto tak by chciał żyć?”. My wiemy, że głębsze znaczenie Jej życia ujawnia całe piękno Jej życia. I to nie są nasze urojenia, nasze jakieś pobożne pomysły, jakieś projekcje. Maryja to głęboko szczęśliwa kobieta! Spełniona, pełna łaski! Można się trudzić w życiu, można przeżywać pasmo doświadczeń, jak przeżywała Ona, i można być osobą szczęśliwą. Czy spotkaliście takie osoby? Myślę, że każdy z nas spotkał. Tego nas chce nauczyć Bóg i dlatego Kościół się „upiera” i ciągle otwiera przed nami kalendarz liturgiczny.

Zwróćmy uwagę na ten czas teraźniejszy w dzisiejszej liturgii: „Rozumiejcie chwilę obecną! Teraz (!) nadeszła dla was godzina powstania ze snu!” („by się zbudzić” – jest w tekście). Obudź się! Zobacz, że ten twój kalendarz, cokolwiek się w nim dzieje, to nie jest jedyny wymiar życia! Obudź się! Inaczej, jesteś jak we śnie, jak w letargu! To właśnie to jest prawdziwy „odlot”, kiedy żyjemy tylko tym jednym kalendarzem. To jest prawdziwy „odlot”! Bo żyjemy jedynie na powierzchni, nie sięgamy głębiej! Nie widzimy rzeczywistości tak, jak ją widzi Bóg! Nie czytamy życia tak, jak czyta je On! A ono jest o wiele głębsze, jest piękniejsze! Bóg nas widzi do końca! On nas umiłował do końca i tylko On nas widzi do końca! Uwierzyć w to! Drodzy, wszystko w naszym życiu, - w Bogu! w Bogu! -, ma sens. Nawet to, co było najbardziej bezsensowne, krzyż, Bóg zamienił w sens; nadał mu sens! Jak możemy odczytać ten sens? Tak, jak odczytał św. Jan, który wziął to ludzkie słowo: „sens” - „logos” z filozofii greckiej i zaczął czytać. „Na początku był Sens, Sens był u Boga i wszystko miało Sens!”. Ale ten Logos, ten Sens, to nie jest nasz ludzki sens, nasza intepretacja, ale to jest Ten, który przyszedł i nadał wszystkiemu sens. To jest Jezus Chrystus! To jest Słowo, Osoba! Kochani, to Słowo, którym modliliśmy się w tych dniach, to nie jest słowo-litera. To nie jest słowo jedynie z księgi wzięte. My nie jesteśmy „religią Księgi”; jesteśmy „religią Słowa Wcielonego”! To Słowo jest Słowem osobowym! Ono przychodzi i nadaje sens naszemu życiu!

Pomyślmy, że będziemy na nowo celebrowali Jego Wcielenie, to znaczy wcielenie w moje życie, bo On nigdy o mnie nie zapomniał i nigdy nie przestał wierzyć, że mój Nazaret jest wypełniony Jego obecnością; że ten mój żłób, tam gdzie jest mój grzech,… że On tam przyjdzie i będzie czekał na mnie; że nawet w mojej „stajni” życia. On tam będzie czekał na mnie! To wszystko ma sens. Tym jest chrześcijaństwo! Kto spotkał Jezusa Chrystusa, tak jak Go spotkała Maryja, ten we wszystkim widzi sens! Dalej przeżywa życie tak, jak ono biegnie. Nie „odlatuje”. Maryja nie zdejmuje fartucha. Nie idzie do Józefa, żeby Jej klęcznik zrobił. Maryja dalej żyje swoim życiem. Maryja dalej żyje jako kobieta prosta! Zawsze Ją sobie tak wyobrażałem. Ale wszystko, co robi, ma sens. Staje się liturgią! Staje się celebracją! Odtąd liturgia już nie jest [celebrowana] tylko w świątyni w Jerozolomie. Liturgia, którą przeżył anioł z Nią, była w Nazarecie! W tym szarym, codziennym życiu. O to chodzi! Nasze świątynie i ta kaplica, i Najświętszy Sakrament, znak tej niepowtarzalnej, rzeczywistej obecności Boga, mają nam przypominać również o tym, że cały świat jest Jego sakramentem; jest znakiem, przez analogię mówiąc, znakiem Jego obecności! Cały świat jest Jego świątynią, jest Jego kaplicą, jest miejscem Jego obecności! Twoje życie jest Jego świątynią, ty jesteś Jego świątynią!

„Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła!”. Już wiemy, że to światło pochodzi ze Słowa! Jeśli będziemu Je czytali i zgłębiali, tak jak Ona jes czytała i zgłębiała, nosiła w sercu, a potem pod sercem (tak piękne to jest: najpierw w sercu, potem pod sercem), wtedy będziemy inaczej czytali naszą rzeczywistość. Wierzcie mi, że wiele się nieraz uczę od tych, którym też towarzyszę w kierownictwie, jak potrafią czytać w świetle Słowa swoją rzeczywistość, swoją codzienność, tę szarą, zwyczajną, naturalną. Przeżyć w kierownictwie duchowym spotkanie to nieraz więcej niż przeczytać najlepszą książkę z teologii duchowości.

To, co jest w dzisiejszej Ewangelii i co musimy usłyszeć i przeżyć, to powtarza się trzy razy, a to tłumaczymy: „przyjdzie”. Ale w tekście nie jest „przyjdzie”! U źródła, w języku, w którym pisze Mateusz, jest „przychodzi”. To to czas teraźniejszy! Pan wasz „przychodzi”. Potem obraz złodzieja, który w nocnej porze „przychodzi”. I wreszcie słowa, że w godzinie, której się nie domyślamy, Syn Człowieczy „przychodzi”. To jest Adwent. On „przychodzi”! Czasy ostateczne… one nie będą, one już są! Czasy ostateczne są! My żyjemy w czasach ostatecznych! On „przychodzi”! On codziennie „przychodzi”! Oczywiście, u Mateusza i tylko u niego pojawia się to słowo, którym my operujemy: gr. „parusia”; ono się dziś w Ewangelii pojawia, czyli chodzi o to ostateczne przyjście Jezusa i ono będzie ostateczne, ale On przychodzi. To ostateczne przyjście przypomina, że On nieustannie przychodzi! Teraz przychodzi! W Słowie Bożym, w Eucharystii, w naszej wspólnocie! Ale również w twoich troskach i zmartwieniach! To wszystko może być „sakramentem” Jego obecności, mówiąc językiem przez analogię. Bóg jest z nami, Bóg jest Emmanuelem! Bóg się źle czuje, kiedy nie może być z nami. Zimno jest Panu Bogu, kiedy nie jest z nami.

Niech nas tego nauczy Adwent! I zaprośmy Maryję, Matkę Adwentu, Panią Adwentu, abyśmy tak mogli przeżywać naszą codzienność. To będzie wielka łaska, wielki dar. To jest chyba jedno z największych pocieszeć, jakie możemy przeżyć: nauczyć się żyć w czasie teraźniejszym, tu i teraz. Bo kto dobrze przeżywa czas teraźniejszy, to znaczy [przeżywa go] z lampą Słowa w ręku, temu czas teraźniejszy będzie rozświetlał i przeszłość, i przyszłość; będzie nadawał sens temu wszystkiemu, co było, jest i będzie. Niech tak będzie! O to Go prośmy! Amen!

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------
* tytuły homilii pochodzą od redakcji;

w tekstach spisanych z nagrania,
zachowano styl języka mówionego.
---------------------------------------------------------------------

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl