O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Rozpal w sobie na nowo charyzmat powołania 25-27 I 2017 - hom ...


Rozpal w sobie na nowo charyzmat powołania
REKOLEKCJE DLA KSIĘŻY I OSÓB KONSEKROWANYCH
25-27 stycznia 2017

 

NAGRANIA konferencji >>>
INFO - zapowiedź sesji >>>

 

NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
które wygłosił Amedeo Cencini FdCC

---------------------------------------------------------------------

Jedyną władzą apostoła jest serce współczujące
homilia - święto nawrócenia św. Pawła Apostoła, 25 stycznia 2017 r.
Dz 9, 1-22; Ps 117, 1-2; Mk 16, 15-18

NAGRANIE HOMILII Z 25 STYCZNIA 2017
[La registrazione dell’omelia del 25 gennaio 2017]
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Dobrego popołudnia, wam wszystkim! Cieszę się, że mogę rozpocząć to spotkanie w dzień, w którym wspominamy nawrócenie św. Pawła Apostoła. Moglibyśmy przyjąć za punkt wyjścia naszej refleksji opowiadanie o nawróceniu, które przedstawia nam sam Paweł i mielibyśmy bardzo dużo elementów do podkreślenia w tym fragmencie. Przejdźmy więc do Ewangelii, która jest trochę krótsza…

Ewangelia głoszenia, Ewangelia misji. Ewangelia, w której my wszyscy i każdy z nas jest głównym bohaterem. Każdy z nas może rozpoznać się w tych Jedenastu, którym ukazuje się Jezus, aby posłać ich na cały świat, by głosili Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Dla naszego życia jest fundamentalne, abyśmy każdego dnia słyszeli to słowo Pana. Jest ciągła pokusa, by myśleć o naszym życiu, życiu osób konsekrowanych i kapłanów, w powiązaniu z naszym „rajem” albo w powiązaniu z naszą doskonałością, ze względu na naszą prywatną ekonomię duchową; natomiast zapominać, że nasze życie ma sens w takiej miarze, w jakiej realizuje misję, tę misję. Zostaliśmy posłani przez Pana, aby głosić Ewangelię. A Ewangelia to właśnie On! Pierwszym faktem, który wyłania się z tego fragmentu Ewangelii i z całej Ewangelii, jest ten, że Ewangelia to On! Pan Jezus jest Dobrą Nowiną i Jego mamy głosić. To On jest najważniejszą i najpiękniejszą „rzeczą”, jaką możemy wypowiedzieć. To On jest jedynym powodem, dla którego mamy głosić coś ważnego dla każdej istoty ludzkiej.

Drugie podkreślenie. Pierwszym odbiorcą tego głoszenia jest sam apostoł. Apostoł, zanim będzie tym, który jest posłany, by głosić, jest odbiorcą głoszenia [orędzia]. To znaczy, że każdego dnia naszego życia my otrzymujemy to orędzie. Słyszymy je jako skierowane do nas. Jest to głoszenie, które jest wciąż nowe. To [orędzie] głoszenie, które zmienia nasze życie. To orędzie, którego my jeszcze nie znamy. Zawsze jest coś niesłychanego i nieprzewidzianego w głoszeniu Pańskim. Kiedy ktoś zacznie myśleć, że już zna, że już jest dostatecznie ekspertem i że już nie ma niczego do nauczenia się, w tym momencie zaczyna tracić kontakt ze źródłem prawdy w swoim życiu. Formacja permanenta oznacza przede wszystkim właśnie to: każdego dnia naszego życia jest głoszony każdemu z nas Pan Jezus jako skarb naszego istnienia. Więc w takiej mierze, w jakiej przyjmujemy to głoszenie, możemy go też przezakazać innym.

Trzeci punkt: znaki głoszenia. W dzisiejszej Ewangelii są wyliczone te znaki, jako znaki bardzo cudowne. Głosiciele, apostołowie będą wyrzucać złe duchy, będą mówić nowymi językami, będą brać do ręki węże, ale nie odniosą szkody, będą wkładać ręce na chorych i ci odzyskają zdrowie. Są to znaki, które wskazują na ewidentną moc. Spróbujmy to wyjaśnić. Bo apostoł nie ma żadnej władzy, żadnej mocy, poza łaską głoszenia Pana Jezusa. I pomyślmy o tej władzy, jaką Jezus realizował w swoim życiu. Jezus miał władzę, moc. Uznawano w Nim tę moc. Co więcej, sami ludzie zauważyli, że Jezus ma szczególną władzę i umieli odróżniać Jego władzę od władzy uczonych w Piśmie i faryzeuszy. Pamiętacie, jak mówili: „On uczy, jak ktoś kto ma włądzę, a nie jak uczeni w Piśmie i faryzeusze”. Tak więc, ludzie prości, ludzie z ludu, uznawali władzę Jezusa. Dlaczego ją uznawali? Jak ją uznawali? W czym widzieli znaki tej władzy? W tym względzie Ewangelia jest bardzo jasna. Jezus miał prawdziwą władzę, a ludzie, którzy ją rozpoznawali/uznawali, robili to dlatego, że Jezus miał zdolność rozumienia, pojmowania. Miał zdolność wchodzenia w życie tych ludzi. Miał serce pełne współczucia. I wtedy ludzie widzieli tę władzę. I to jest jedyna władza apostoła! My nie mamy żadnej władzy/mocy. Władza/moc byłaby zniekształceniem autorytetu. Naszą jedyną władzą jest serce współczujące. To jest to, co pozwala nam wypowiedzieć słowo, które głosi Pana. Tylko wtedy, kiedy tak, jak On, mamy serce współczujące, [tylko wtedy] pełnimy Jego władzę, a nie myślimy o tym, by mieć jakieś szczególne moce, jakieś nadzwyczajne moce, by być zdolnymi do czynienia cudów. Są tacy, którzy biegają za tymi rzeczami, a to są właśnie ci, którzy zapominają, że jedyną władzą apostoła jest posiadanie serca współczującego, jak Serce Jego Mistrza.

Amedeo Cencini FdCC

---------------------------------------------------------------------

Trzy cechy wrażliwego apostoła: siać odważnie i wszędzie
homilia - wspomnienie świętych biskupów Tymoteusza i Tytusa, 26 stycznia 2017 r.
2 Tm 1, 1-8; Ps 96, 1-3.7-8a.10; Łk 10, 1-9

NAGRANIE HOMILII Z 26 STYCZNIA 2017
[La registrazione dell’omelia del 26 gennaio 2017]
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

We wspomnienie świętych Tymoteusza i Tytusa Kościół daje nam możliwość refleksji nad tym, co moglibyśmy nazwać wrażliwością apostolską. To inny typ wrażliwości. Jak widzicie jest wrażliwość dla wszystkich typów i gustów. To jest coś bardzo poważnego, gdyż apostoł musi mieć określoną wrażliwość zgodną z jego tożsamością „posłanego” przez Pana, aby głosić Dobrą Nowinę. W szczególny sposób w tym fragmencie drugiego listu św. Pawła Apostoła do Tymoteusza, który przeczytaliśmy, mamy pewne wyrażenia, które mówią w sposób bardzo jasny o tej wrażliwości. A to dlatego, że Paweł był naprawdę osobowością bardzo bogatą z tego punktu widzenia. Paweł to osoba „wibrująca”, to osoba o człowieczeństwie wyjątkowo bogatym. Nie wstydzi się wyrażać własnych uczuć. Wszystko, co przeżywa, przeżywa w najwyższym stopniu, angażując się głęboko we wszystko, co czyni. I także w tym fragmencie listu do „ukochanego” Tymoteusza wyraża intensywność swego afektu. Nazywa go „umiłowanym synem”. Nie wstydzi się powiedzieć, że tęskni za nim. Chciałby tak bardzo ponownie go zobaczyć, aby być pełnym radości. Także ta elegancja, z jaką wspomina jego babcię i jego matkę, które przypomina po imieniu: babka miała na imię Lois, a mama - Eunice. To również jest coś, co wskazuje na jego człowieczeństwo, na jego głebię wchodzenia w relacje, w przyjaźnie.

Wyrazem jego wrażliwości apostolskiej jest również to, co Paweł w tym liście do Tymoteusza dodaje, co przypomina mu, że „nie dał nam Bóg ducha bojaźni”. To jakby powiedzieć, że bojaźń jest pewnym odczuciem, emocją, której nie powinno być u apostoła. Bo apostoł jest odważny, bo apostoł płonie pasją głoszenia, bo apostoł nie powinien bronić samego siebie. Kiedy ktoś jest nieśmiały? Nieśmiałość jest bardzo obecna w naszych środowiskach. Często jest przedstawiana jako pewien rodzaj alibi, jako mechanizm obronny. Osoba zdaje się bronić: „Ja jestem nieśmiała! Jestem nieśmiała!”. Czasem się to trochę myli z pokorą, tymczasem nie ma to nic wspólnego z pokorą. Bo w gruncie rzeczy nieśmiały, bojaźliwy to ktoś, kto się boi rzeczywistości, boi się, że nie jest w stanie, boi się, że nie ma wymaganych zdolności, boi się, że zrobi złe wrażenie. Apostoł nie powinien być taki. Apostoł nie powinien być bojaźliwy, bo wie, że głosi słowo pochodzące od Boga. Bo apostoł nie powinien martwić się o to, czy zrobi dobre wrażenie. Bo apostoł jest pewny tego, co robi. Wie, że w słowie, które głosi, jest zawarta potęga pochodząca z wysoka, więc nie ma żadnego usprawiedliwienia dla bojaźliwości. To wydawałoby się niczym, ale w gruncie rzeczy ta nieśmiałość, ta bojaźliwość jest diabelska, bo odbiera możliwość głoszenia. Apostoł więc powinien być wolny od wszelkiej bojaźliwości, która zawsze jest pogańska, natomiast powinien mieć w sobie „ducha mocy i miłości”, który daje mu odwagę głoszenia.

W Ewangelii znajdujemy inne cechy tej wrażliwości apostolskiej. Wydaje mi się, że mogę odczytać pewną cechę tej wrażliwości w wezwaniu Jezusa, by nieść Ewangelię wszędzie, w każde miejsce. Jezus mówi to, gdy stwierdza, że żniwo jest „wielkie”, obfite. A mówiąc, że żniwo jest obfite, zdaje się mówić: „Nie zatrzymujecie się po prostu na Izraelu, na owcach z Izraela, ale idźcie wszędzie!”. „Idźcie wszędzie!”, bo apostoł nie zna granic. Apostoł jest zawsze posłany do całego świata. Co to oznacza konkretnie? Wydaje mi się, że często my ciągle niesiemy orędzie ewangeliczne zawsze w te same miejsca, zawsze do tych samych miejsc, zawsze do tych samych osób, zawsze w ten sam sposób. Nie mamy odwagi iść gdzie indziej. Bo często w umyśle apostoła jest jakby to założenie, że do pewnych środowisk nie warto iść; że pewnym osobom nie ma sensu głosić Ewangelii; że w pewnych miejscach byłby to czas stracony. I tak ograniczamy miejsca naszego działania, sprzeciwiając się słowu Jezusa, który każe nam iść wszędzie, jak mówi ta przepiękna przypowieść o siewcy, „dobrym” siewcy.

Przypowieść o „dobrym” siewcy. Dlaczego o „dobrym”? Bo sieje wszędzie, także tam, gdzie zdrowy rozsądek powiedziałby: „tu nie ma sensu rzucać ziarna”. A jednak, pamiętacie, w Ewangelii ten szeroki gest siewcy, który rzuca ziarno na drogę, między ciernie i krzaki, gdzie warstwa ziemi jest bardzo cienka. Patrząc na to chciałoby się powiedzieć: „nie siej tam, bo to jest zmarnowane ziarno!”. We wrażliwym apostole absolutnie nie powinno być takiej postawy, bo apostoł głosi słowo Boga. Kimże ty jesteś, byś mówił, że w pewnych środowiskach nie warto głosić Ewangelii!? Kimże ty jesteś, byś mówił, że głoszenie Ewangelii Jezusa pewnym osobom jest stratą czasu!? Kimże ty jesteś, byś mówił, że marnowaniem czasu i energii jest pójście, by głosić Ewangelię, kontynuowanie [tej misji] albo dla Ewangelii stawianie czoła nowym środowiskom!? Ileż razy nasze głoszenie Ewangelii okazuje się ograniczone do przestrzeni naszej małej wiary. Tak jakbyśmy przypisywali sobie prawo do twierdzenia, że słowo Boże jest nieskuteczne w pewnych środowiskach czy wobec pewnych osób. A to jest czymś bardzo poważnym! Jak ważna jest ta zachęta, którą często kieruje papież Franciszek, żeby iść na peryferie! Na peryferie naszych środowisk, naszych miast, gdzie się znajdują nasze wspólnoty; by mieć odwagę głoszenia dobrej nowiny Ewangelii każdemu i w każdej okoliczności, każdej osobie i w każdej relacji. Kiedy głosisz słowo Boga, tam uruchamiasz pewien ruch pochodzący z wysoka.

Ty siej! Zatroszcz się, by siać! Bo później moc łaski przyniesie owoc! I to jest trzecia cecha, jeśli tak tak chcemy ją okreslić, wrażliwości apostolskiej. W gruncie rzeczy ona wyraża tożsamość głosiciela. Kim jest głosiciel? Głosiciel, fundamentalnie, jest tym, kto sieje! Nie kimś, kto zbiera! Pomyślcie, jaka to jest różnica! Ty, jako głosiciel Ewangelii, jest wezwany, by siać. Nie martw się o zbiory! Nie miej pretensji do zbierania! Nie wchodź w logikę tego, kto porównuje zbiór i siew! Nie myśl, jak ktoś, kto mówi: „Skoro siałem tyle, winienen też zebrać tyle!”. To nie jest logika ewangeliczna. Ty jesteś wezwany, by siać! Całe piękno twojego życia tkwi w tym, że siejesz! Pięknie jest siać! Pięknie jest siać słowo Pana! Ty nie martw się o zbiory, bo działanie łaski może widzieć tylko Bóg! A ty nie miej pretensji do tego, by widzieć owoce swojej pracy! To byłaby pokusa jeszcze ciągle pogańska, diaboliczna. Kto wie, ile apostołów Ewangelii przestało siać, bo widzieli, że nic nie zbierają albo że według nich nic nie zbierają. To tak jakby utracili ten smak i przestali też siać! Weszli w tak zwany „kryzys bycia bez znaczenia”. Tymczasem wrażliwość apostolska oznacza właśnie to: osoba, która odkryła nieskończone piękno siania słowa Bożego; osoba, która nie potrzebuje zbierać. To robi tylko Pan, a mnie poproszono, bym siał. A sianie jest już piękne samo w sobie. Siać słowo i miłość Boga - już jest czymś cudownym! Siać czułość Boga jest czymś, co wypełnia moje serce nieskończoną radością. Ty myśl o siewie! A kiedy skończyłeś siać, zacznij siać gdzie indziej! I nie przestawaj siać w każdym dniu twojego życia!

Amedeo Cencini FdCC

---------------------------------------------------------------------

Nie wystarczy wytrwałość, trzeba kreatywnej wierności!
homilia – piątek 3. tygodnia zwykłego (rok I), 27 stycznia 2017 r.
Hbr 10, 32-39; Ps 37, 3-6.23-24.39-40; Mk 4, 26-34

NAGRANIE HOMILII Z 27 STYCZNIA 2017
[La registrazione dell’omelia del 27 gennaio 2017]
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Wybaczcie, że jeszcze raz zabiorę głos. Pan Bóg każe mi spędzić wiele czasu w czyśćcu za wszystkie słowa, które powiedziałem za dużo. Wyjdźmy od obrazu ewangelicznego, w którym możemy zobaczyć jakby wyraz tego, co było tematem naszego spotkania. Jezus powrównuje królestwo Boże do ziarna rzuconego w ziemię, które stopniowo kiełkuje i wzrasta. Możemy przyjąć ten obraz i z nim wyjechać, myśląc o naszej wrażliwości. Wrażliwość, o której mówiliśmy, jest jak to ziarno rzucone w ziemię naszego życia, naszej osoby. To jest małe ziarno. Jest tak małe, że często na drogach formacyjnych nie przywiązywano do niego żadnej uwagi. A jednak to ziarno wzrosło. To ziarno, które wzrasta, kiełkuje, wydaje owoc, mogłoby stać się tym wielkim drzewem, na którym siadają ptaki niebieskie. My chcieliśmy zwrócić uwagę na to małe ziarno. Bo to prawda, że ono wzrasta własną mocą, jak mówi Jezus w Ewangelii. To nie zmienia faktu, że musimy nauczyć się przywiązywać wagę do tej rzeczywistości; by starać się, na ile to zależy od nas, aby ono wzrastało zgodnie z planem Bożym. Ale jest piękne, jak sądzę, w każdym przypadku, myśleć o naszej wrażliwości jak o tym naszym małym skromnym ziarnie, które często pozostaje ukryte. Jest ono obrazem tego, co jest ważne w oczach Boga: to serce, głębokie motywacje, z jakimi wykonujemy pewne rzeczy. Ta wewnętrzna wolność, która pozwala nam zakochać się w tym, co piękne. My chcieliśmy zwrócić uwagę na to wszystko, bo chcemy naprawdę przyjąć to ziarno i pomóc mu wzrastać zgodnie z planem Bożym.

W tym sensie przechodzę do pierwszego czytania, do fragmentu z listu do Hebrajczyków, w którym mówi się o czasie prześladowań, trudności, trudu i cierpienia. Dziś zresztą obchodzimy Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu. To jest dzień poświęcony temu. Myślę, że Polska jest ziemią, która doznała głęboko tego prześladowania, tego bólu. Tyle krwi przelanej! Tyle ofiar dotkniętych prześladowaniem przez tych, którzy chcieli ich wyeliminować, wyeliminować wszystko i wszystkich, którzy nie pasowali do pewnego obrazu, pewnego ideału „doskonałego człowieka”. Myślę, że jest czymś bardzo ważnym, by odczytać słowo Boże czyniąc także pewne upamiętnienie, obecne, aktualne, czyli rozpoznając w tym słowie światło, które oświeca również dzisiejsze wydarzenia; to, co my dziś przeżywamy. W jakiś sposób usłyszmy jako skierowane do nas to słowo, które zachęca nas jeszcze raz, byśmy przeżywali naszą wrażliwość, właśnie tak, jak mówi autor listu do Hebrajczyków, znosząc wielkie zmaganie: „wystawieni publicznie na szyderstwa i prześladowania, już to stawszy się towarzyszami tych, którzy to przeżywali”. I autor listu zachęca, by nadal jasno świadczyć o naszej wierze. W pewnym momencie wypowiada to wyrażenie: „potrzebujecie bowiem wytrwałości, abyście po wypełnieniu woli Bożej dostąpili spełnienia obietnicy”.

Wytrwałość, która łączy nas z tymi braćmi w wierze, jako wyraz wrażliwości tego, kto naprawdę ufa Bogu. Wytrwały jest ten, kto wie, że nigdy nie będzie porzucony. Wytrwały jest ten, kto wie, że Bóg go chroni. Wytrwały jest ten, kto wie, że jest cenny w oczach Odwiecznego. Jest tak wytrwały, że może dać odwagę albo wspomóc wiarę czy małą wiarę innych. Lubię myśleć, że także ta sama wytrwałość może mieć inne, dalsze „ujście”, którym byłaby wierność. Wytrwać w gruncie rzeczy oznacza pozostać w miejscu, które życie nam wyznaczyło. Wytrwać oznacza nie rezygnować z wyboru niegdyś podjętego. Wytrwałość jest związana z powtarzeniem tego, co kiedyś zdecydowaliśmy w naszym życiu, nie porzucając miejsca, w którym Pan nas „posiał”. Wierność jest natomiast czymś więcej. Wierność nie jest tylko powtarzaniem. Być wiernym oznacza dać nowy motyw własnej konsekracji, właśnie tak, jak mówiliśmy wczoraj. Ktoś nie może być konsekrowany tak samo w wieku czterdzieści lat, czterdzieści pięć czy pięćdziesiąt lat, z taką samą postawą czy zachowaniem, jak wtedy, kiedy składał pierwsze śluby. Moglibyśmy powiedzieć, że nie wystarczy wytrwać. Dziś mamy nasze wspólnoty pełne osób wytrwałych. Ale nie zawsze ten, kto jest wytrwały, jest też wierny. Bo wierność, powtarzam, oznacza odnowić, odnowić motywacje, nadać nową motywację, nową wartość, nowy ideał… własnemu wyborowi. I tylko pod tym warunkiem możemy powiedzieć, że naprawdę jesteśmy wierni planowi Bożemu, a ziarno wzrasta.

W gruncie rzeczy jesteśmy wezwani, byśmy byli wierni, bo Bóg jest wierny. W Piśmie Świętym nie mówi się, że Bóg jest wytrwały, tylko że jest wierny! Moja wierność jest odpowiedzią na wierność Boga! Wytrwałość to bycie osobą, która tylko dotrzymuje słowa, która nie wypiera się słowa kiedyś danego. Wierność natomiast jest relacyjna. Rodzi się przed kimś innym: przed Bogiem, który jest wierny, przed Bogiem, który jest zakochany we mnie! To wierność Bogu, który mnie nie porzucił ani na jedną chwilę! Prośmy Pana, aby uczynił nas wiernymi tą wiernością kreatywną, która czyni nas każdego dnia na nowo konsekrowanymi dla Pana!

Amedeo Cencini FdCC

---------------------------------------------------------------------
* tytuły homilii pochodzą od redakcji;

w tekstach spisanych z nagrania,
zachowano styl języka mówionego;
korzystamy z tłumaczenia D.Piekarz
---------------------------------------------------------------------


homilie z sesji „Cielesność i duchowość” (20-22 II 2015)


homilie z sesji „Zranienia miejscem wzrastania” (14-16  XI 2014)


homilie z sesji „Życie w rytmie Słowa” (5-7 XI 2010)

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl