O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Rekolekcje Lectio Divina 22 lutego - 2 marca 2017 - homilie c ...


Rekolekcje Lectio Divina
22 lutego - 2 marca 2017

 

W dniach 22 lutego - 2 marca 2017 r. odbyły rekolekcje lectio divina. W rekolekcjach wzięło udział 67 osób, którym towarzyszyło 7 kierowników duchowych.

Dziękujemy za modlitwę w intencji
uczestników i prowadzących oraz kierowników duchowych !

homilie - część pierwsza
22-24 II 2017
>>>.

homilie - część trzecia
28 II - 2 III 2017
>>>.

---------------------------------------------------------------------

 NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
wygłoszonych w czasie rekolekcji
- CZĘŚĆ DRUGA -
25-27 lutego 2017

---------------------------------------------------------------------

Pozwólmy się nieść i przynośmy innych do Jezusa!
homilia – sobota 7. tygodnia zwykłego (rok I), 25 lutego 2017 r.
Syr 17, 1-15; Ps 103, 13-18a; Mk 10, 13-16

NAGRANIE HOMILII Z 25 LUTEGO 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Z pewnością nikt z nas nie pamięta tego momentu, pierwszego w naszym życiu, kiedy zostaliśmy przyniesieni i powierzeni Panu Bogu. Myślę, że to, o czym dziś słyszymy w Ewangelii, jest bardzo ważnym obrazem dla każdego i każdej z nas: „Przynosili Jezusowi dzieci, żeby ich dotknął”. Moi kochani, nie ma bardziej bezpiecznego i czułego dotyku niż dotyk Boga. Myślę, że każdy z nas w czasie tych dni wiele już doświadczył takiego dobrego dotyku. Bo każde słowo, nawet to najbardziej bolesne i trudne do uwierzenia, jest wypełnione miłością Boga. Pięknie o tym mówi mędrzec Syrach, który pochyla się nad człowiekiem, zachwycając się nad Bogiem, który stworzył każdego i każdą z nas. Ile tam jest czasowników, za którymi idzie cały „ładunek” miłości Boga! To nam dał, tamto dał, tu przyodział, w to wyposażył… Wszystko, wszystko, co w nas jest i pulsuje, co dobre i piękne, co każdy z nas tu odkrywa, dzieje się właśnie w tym subtelnym dialogu. Bóg nas dotyka właśnie w taki sposób, że sobie tego nawet nie wyobrażamy. Jest to wielkie misterium, dzięki któremu każdy z nas się staje, ciągle na nowo się staje. Czasem odczuwamy to mocno, a czasem dzieje się to jakby bez nas, poza kontrolą naszych władz poznawczych i zmysłowych. Bo taka jest czuła miłość Boga. Tak było od samego początku i tak jest do dzisiejszego dnia.

Wiemy też z doświadczenia, jak wiele w naszym życiu było takich dotyków, które nas poraniły i sprawiły, że trudno jest nam uwierzyć w miłość Boga. Trudno uwierzyć, że wszystko, co dobre i piękne w naszym życiu, jest owocem Jego darmowej miłości i odpowiedzi na jaką było nas stać. Boża miłość, o której dziś słyszymy w Słowie była, jest, i pozostanie właśnie taka. Każdy tęskni za nią, tęskni bardzo mocno. Dlaczego? Dlatego, że w przestrzeni Boga i w relacji z Nim człowiek czuje się najbardziej bezpiecznie. Nikt z taką czułą miłością, również za pośrednictwem słowa, nie potrafi nas dotykać, jak czyni to Bóg. Za chwilę doświadczymy tego najbardziej intymnego dotyku, gdy On wypełni nas sobą w Eucharystii. Słowo staje się ciałem w nas nie tylko wtedy, gdy słuchamy Boga, ale dzieje się to też wtedy, kiedy On przychodzi do nas w znaku. Potem uczymy się w relacji z drugim człowiekiem nieść Go i też dotykać. Uczymy się dotykać dobrym słowem, dobrym gestem, dobrą postawą. Każdy z nas tego pragnie i każdy z nas za tym tęskni od pierwszych dni swego życia („od berbecia”). Wszyscy potrzebujemy takiej przestrzeni wzrastania, w której będziemy się czuli bezpiecznie. Jezus zawsze dotykał, dotykał swoim słowem, - w swoich spotkaniach z drugim człowiekiem - dotykał zawsze dobrze.

Czuł się bezpiecznie przy swojej Matce i przybranym ojcu. Zdał się jako dziecko na miłość ludzką. Dlatego dla Niego każde dziecko, - o którym słyszymy w Ewangelii, a którym jesteśmy również my -, miało ogromną wartość w Jego oczach! Bo tylko On wie, jak bardzo każde dziecko potrzebuje Jego obecności. Każde dziecko, każdy człowiek, chce być kochane i kochać! Jezus sam tego doświadczył, a podczas publicznej działalności widział tych wszystkich głodnych miłości, wszystkich poranionych, ograbionych z miłości. Dlatego Jego ręce są tak szeroko otwarte. A najbardziej Jego miłość objawiła się na krzyżu. Umiera jak bezbronne dziecko, dziecko Ojca, ale jakże kochające. W tej bezbronności jest Jego siła. Siła Jego miłości, potęga Jego miłości!

„Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. (…) Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”. W bezbronności każdego dziecka podkreślone jest to, co w dziecku jest naturalnym darem, czyli ufność. Dziecko potrafi ufać. Każde dziecko, które spotkamy na naszej drodze, zdane jest na drugiego. Każdy odruch miłości – gest, uśmiech – sprawia, że dziecko ufa. To niezwykłe! Bóg przez dzieci, po prostu, woła o miłość! Bo kocha i zaprasza, by pochylać się… „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie”. Jesteśmy, moi kochani, każdego dnia zapraszani. Jak kiedyś rodzice zanieśli nas do Jezusa, tak i dzisiaj, - cały czas -, ktoś nas niesie do Boga. To nie jest tylko nasz wysiłek! Nasze przychodzenie do Boga nie jest jedynie naszym wysiłkiem! Może wielu rodziców, może wielu naszych bliskich i przyjaciół, już nie żyje, ale cały czas we wspólnocie Kościoła ktoś nas niesie. Siła modlitwy nas niesie. Cały, czas, moi kochani, doświadczam w swoim życiu siły modlitwy wielu ludzi, którzy za mnie się modlą. Doświadczam dotyku Boga jak dziecko. Doświadczam Jego królowania w moim sercu jak dziecko. Jestem też niesiony przez ofiarę cierpienia moich braci i sióstr. Wiele osób cierpiących, których tu nie ma, modli się za nas i ofiaruje swoje cierpienie za nas. Wiele moich cierpień niejednokrotnie niesie mnie w ramiona Jezusa. Wiele cierpień, wiele ran, niesie mnie do Niego. Bo w Nim doświadczam ocalenia. On objawia mi swoje królestwo, potęgę swojej miłości, miłosiernej i przebaczającej. On bierze mnie w objęcia, kładzie na mnie ręce i mi błogosławi.

Zawsze, moi kochani, pozwólmy się nieść do Jezusa. Pozwólmy się nieść do Niego! Nie popełniajmy tego błędu, który popełnili uczniowie. Jezus się zezłościł i wcale Mu się nie dziwię. Często w naszym życiu tak jest: niejednokrotnie uważamy, że sobie sami poradzimy. Uważamy, że nie potrzebujemy rąk Jezusa. Pozbawiamy siebie, a czasem i innych, doświadczenia rąk Jezusa. Nie róbmy tego nigdy. Nie zabraniajmy! Nie wolno zabraniać sobie czy innym przyjścia do Jezusa. Jesteśmy powołani, by być przedłużeniem rąk Jezusa! Zawsze! Darmo otrzymaliśmy i darmo dawać trzeba! Mocą Jego łaski! Wszystko otrzymaliśmy w darze. Prośmy więc, moi kochani, aby kolejne spotkanie tu, przy ołtarzu, było również kolejnym objawem Jego łaski w naszym życiu, kolejnym znakiem Jego królowania w naszych sercach, w sercach dziecka, umiłowanej córki i umiłowanego syna.

Joachim Stencel SDS

---------------------------------------------------------------------

W kim/czym pokładam ufność? Kto/co jest dla mnie centrum?
homilia – 8. niedziela okresu zwykłego (rok A), 26 lutego 2017 r.
Iz 49, 14-15; Ps 62, 2-3.6-9b; 1 Kor 4, 1-5; Mt 6, 24-34

NAGRANIE HOMILII Z 26 LUTEGO 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Jesteśmy w czwartym dniu rekolekcji. Przynajmniej kalendarz rekolekcyjny mówi nam, że dokonuje się jakiś przełom: jesteśmy w połowie drogi. Także w treściach rekolekcyjnych pojawia się dzisiaj przełom na każdym etapie rekolekcji, na którym jesteśmy. Doświadczają go ci, którzy modlą się Ewangelią Marka; i ci, którzy modlą się Ewangelią Mateusza, Łukasza i Jana. W tym czwartym dniu rekolekcji jesteśmy zaproszeni przez słowo Boga, głoszone nam w liturgii, aby jeszcze raz dokonać rozeznania, rozeznania naszych wyborów. Kogo wybieramy w życiu jako pana? Kto albo co w moim życiu jest panem? Już pierwsze zdanie Jezusa skłania nas do tego rozeznania i, - więcej -, do wyboru: „Nikt nie może dwom panom służyć”. Przywołane tutaj słowo „kyrios” w Biblii odnosi się wyłącznie do Boga. W Nowym Przymierzu chrześcijanie, kiedy mówią „Kyrios”, myślą wyłącznie o Jezusie Chrystusie. Ten jest Pan, jedyny Pan! Ale panem może stać się, mówi o tym Jezus, także Mamona. To słowo „Mamona”, aramejskie określenie, wskazuje na to, co mnie w życiu rzeczywiście zajmuje, w czym pokładam ufność, „ma ammun”, co jest podstawą mojego życie w rzeczywistości, co uczyniłem fundamentem, na czym buduję. Tyle tylko, że kiedy Jezus mówi o „Mamonie”, mówi o tym, co materialne. A to, co materialne, nie może mnie nakarmić do końca, nie może stać się de facto panem mojego serca. Taka jest różnica między Kyriosem i Mamoną.

Kyrios ma oczy pełne miłości. Bożki mają oczy, ale nie widzą. Kyrios ma ręce; objawił w Jezusie Chrystusie ramiona, które obejmują i pozwoli się nawet przybić i przebić je za mnie na krzyżu, by mnie objąć swoją miłością i bym w tę miłość uwierzył. Mamona na ręce, ale nie potrafi obejmować; nie daje miłości. Kyrios ma uszy, którymi słucha: jakby nachylony w stronę mojego serca, słyszy bicie mojego serca. Bożki mają uszy, ale nie słyszą. Kyrios w Jezusie Chrystusie wybiegł mi naprzeciw. Bożki mają nogi, ale nie chodzą. Jest tylko ktoś jeden, kto jest rzeczywistym Panem: Ten, który moje życie może wypełnić Miłością! On może mnie nakarmić. W momencie, kiedy staje się drugi i już nie pierwszy, musi pojawić się pustka. Ponieważ kiedy tej Miłości, - jedynej, która może mnie wypełnić -, nie ma, staję się głodny. A stworzony zostałem tak, że natura nie znosi pustki. I wtedy w miejsce tej Miłości, jedynej, wchodzi Mamona; wchodzą bożki tego świata. Tyle tylko, że one nakarmić mnie nie mogą. I tak się rozpoczynają zmartwienia.

Sześć razy Jezus użyje czasownika „martwić się”. To (gr.) „merimnao” ma także znaczenie: być pochłoniętym, być zaabsorbowanym, dlatego niektóre przekłady dodają: „nie martwcie się zbytnio”. Mamona zawsze pochłania, zawsze absorbuje, paradoksalnie dlatego, że nie może nakarmić. Dlatego trzeba jej codziennie więcej, i więcej… Najbardziej „głodni” w świecie są ludzie najbardziej zabezpieczeni. Najczęściej ci, którzy w Mamonie szukają zabezpieczenia, przeżywają największy „głód”, bo żadne z tych zabezpieczeń nie może zastąpić miłości. Święty Augustyn to zrozumiał i kiedyś modlił się słowami, które są jakby parafrazą słów z dzisiejszego psalmu, którymi my się modliliśmy: „Jedynie w Bogu spokój znajdzie dusza”: „Niespokojne jest moje serce, niespokojna jest moja dusza, dopóki nie spocznie w Bogu”. To, co materialne, także pochodzi od Boga („wszystko będzie wam dodane”), ale to, co materialne, staje się pierwszą zgubą [szybko staje się zgubne], kiedy staje się bożkiem.

Zmartwienia to nasze życiowe rozproszenia. Zmartwienia są tym to, co nas wewnętrznie rozbija, rozkojarza. Zmartwienie to symbol człowieka, który jest rozbiegany, roztargniony, rozproszony. Ciągle szuka zaspokojenia „głodu” i zaspokoić go nie może, bo nic z tego, co materialne, nie może wypełnić serca człowieka. Henri Nouwen w jednym ze swoich esejów, „Uczynić wszystko nowe”, dzieli się swoim spostrzeżeniem: „Dzisiaj martwienie się oznacza, że jest się zajętym, zaabsorbowanym wieloma sprawami, a jednocześnie znudzonym, rozżalonym, przygnębionym i bardzo samotnym. Zamartwianie się ma między innymi tę ważną właściwość, że dzieli nasze życie na małe fragmenty. Te liczne sprawy, które trzeba załatwić, o których trzeba pomyśleć, które trzeba zaplanować. Tych wielu ludzi, o których trzeba pamiętać, których trzeba odwiedzić lub z którymi trzeba porozmawiać. Te idee, które trzeba zaatakować lub obronić. To wszystko nas rozdziera i powoduje, że gubimy nasze centrum. Martwienie się sprawia, że jesteśmy wszędzie, ale bardzo rzadko u siebie. Jednym ze sposobów wyrażenia kryzysu duchowego naszych czasów jest stwierdzenie, że większość z nas ma adres, ale jest pod nim nieobecna. Wiemy, gdzie jest nasze miejsce, lecz jesteśmy stale odciągani w różne strony, jakbyśmy byli wciąż bezdomni”.

Jezus mówi dzisiaj, co jest naszym centrum, co jest naszym domem. Ojciec! Królestwo Ojca! Ten, który nas stworzył, który nas scalił, zintegrował, który nas uporządkował, uczynił pięknymi! Tylko On, jeśli będzie naszym centrum, będzie mógł porządkować, scalać, integrować nasze życie. Wszystko inne, jeśli zaczyna zajmować miejsce Ojca, miejsce Królestwa, - nie dlatego, że jest złe samo w sobie, ale dlatego, że nie jest i nie może być Panem -, będzie nas dezintegrowało, będzie nas zaburzało, będzie nas rozpraszało. Tylko Bóg może dać nam harmonię i pokój. Tylko Bóg nas może scalać. A wtedy wszystko inne, co nam dał, będzie nam służyło, będzie nam dodane. Troszczcie się najpierw o królestwo Boże, a wszystko inne będzie wam dodane!

Krzysztof Wons

---------------------------------------------------------------------

Nie można stać się chrześcijaninem bez stoczenia wielu walk
homilia – poniedziałek 8. tygodnia zwykłego (rok I), 27 lutego 2017 r.
Syr 17, 24-29; Ps 32, 1b-2.5-7; Mk 10, 17-27

Czy można przeżyć rekolekcje bez walki? Czym jest walka duchowa? Kto walczy z kim i o kogo? Czy walki trzeba unikać, czy w nią wchodzić? To są pytania o jeden z istotniejszych tematów życia na pustyni, w ciszy, na drodze lectio divina? Chciejmy poszukać odpowiedzi w dzisiejszej Ewangelii. Jezus i uczniowie są w drodze do Jerozolimy. Tego dnia wychodzi im na spotkanie pewien człowiek. Upada przed Jezusem i pyta o życie wieczne. Z dialogu z Jezusem dowiadujemy się, że jest gorliwym Żydem. Można powiedzieć, że egzamin ze Starego Testamentu zdaje na szóstkę z plusem. Jest jednak w jego sercu pragnienie czegoś więcej. Możemy domyślać się, że jest prowadzony miłością Bożą. Kiedy zbliża się do Jezusa, ku swojemu zaskoczeniu doświadcza, że zaczynają narastać w nim problemy. Mógł się spodziewać, że im bliżej Jezusa tym będzie łatwiej, a on doświadcza, że spotkanie z Jezusem wywołuje w jego umyślę walkę.

Chciejmy teraz uważnie patrzeć na Jezusa, zwłaszcza na Jego oczy oraz słuchać Jego słów, które rozpoczęły walkę w człowieku. Ewangelista Marek zapisał: „Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł...”. Miłość i Słowo. Trudne słowa „idź sprzedaj wszystko, co masz”, są poprzedzone spojrzeniem Jezusa. Oczy Jezusa są przepełnione miłością do tego człowieka. Jezus go kocha. Miłość jest potężnym orężem Jezusa w tej walce. Zaczynamy rozumieć, że jedną ze stron w tej walce jest Jezus, a Jego orężem jest miłość. Słowa Jezusa zapraszają człowieka do przejścia na Jego stronę, do pozostawienia swojego starego myślenia i przejścia na to, co nowe, nieznane. Tą nowością jest Nowy Testament, jest Ewangelia, jest Jezus. Co dzieje się w umyśle tego zamożnego człowieka? Z jednej strony pragnie życia wiecznego, z drugiej strony pragnie utrzymać to życie, które ma: bezpieczne, bogate, zapewniające mu wielką przyszłość, spokojną starość i piękny pogrzeb. Można powiedzieć, że jego dylemat polega na wyborze między dobrem a dobrem. Walka trwa.

Jeśli jedną ze stron jest Jezus, to kto stoi po drugiej stronie? Czy po drugiej stronie stoi ów człowiek? Nie do końca! Po drugiej stronie walki jest zwodziciel. To wstrętny kuglarz, kłamca, ustawiacz pułapek, chytry krytyk, oskarżyciel, specjalista od czarnych scenariuszy. A co jest jego orężem? Jego orężem jest lęk. Ojcowie Pustyni, wielcy znawcy walki duchowej, którą przeżywali niemal każdego dnia w swoich egipskich eremach, prawdopodobnie rozumieliby walkę tego człowieka mniej więcej tak: „w myślach młodzieńca walczy demon chciwości, ale wcale nie kusi go do zdobywania większej ilości pieniędzy, ale wywołuje lęk przed pozostaniem bez środków do życia na starość, gdy człowiek nie będzie mógł już pracować. Pojawia się w tej perspektywie wizja głodu i konieczności przyjmowania pomocy od innych ludzi oraz niemożność dokonania czegokolwiek” [Włodzimierz Zatorski OSB, Osiem duchów zła, Wydawnictwo Benedyktynów, Tyniec 2012, s. 48]. Egipscy mnisi potwierdzają, że istotą każdej pokusy jest lęk, a demony ukrywają się za myślami.

Jaka zatem rola w tej walce przypada człowiek? Jest on polem bitwy. Umysł człowieka jest miejscem ten dramatycznej walki. A w tej walce chodzi o niego, o jego serce. Jak to się stało, że w tej walce lęk zasiany przez demona chciwości opanował myśli młodzieńca, gdy miłość Jezusa była tak blisko? Ewangelista Marek zapisał, że Jezus spojrzał na człowieka z miłością, ale nie zapisał, aby człowiek spojrzał z miłością na Jezusa. Ten człowiek nie widzi Jezusa. Sednem jego dramatu jest to, że jego religijność jest bez Jezusa. On pragnie życia wiecznego, ale w jego bardzo religijnym pragnieniu nie ma nikogo, jest pustka, nie ma Zbawiciela. Przypatrzmy się, na co on w ogóle patrzy? Jego oczy są rozbiegane między życiem wiecznym, a życiem doczesnym, jego myśli zapętliły się między jednym, a drugim. I ani razu jego spojrzenie nie spotkało się ze spojrzeniem Jezusa. Odrzucenie miłości Jezusa, odrzucenie Jezusa jest największą biedą człowieka. Ten dramat dotyka obie strony: i tego człowieka, i Jezusa. Bogaty człowiek odchodzi zasmucony. Prawdopodobnie ten smutek ma swoje źródło w gniewie, on spochmurniał. Jest zasmucony, bo rzeczywistość jest inna, niż on tego chce. Jezus też odczuwa smutek, ale źródłem smutku Jezusa jest utrata ukochanego. W smutku Jezusa, jest smutek Ojca, który oczami zmęczonymi od tęsknoty i łez patrzy na odchodzące dziecko.

To smutna historia, ale nieustępliwa miłość Jezusa pozwala nam mieć przekonanie, że to nie była ostatnia walka tego Młodzieńca, że on jeszcze nie jeden raz wróci do Jezusa, że jeszcze nie jeden raz Jezus stoczy w Jego umyśle walkę i zwycięży. Być może Słowo Boże, w tej historii bogatego człowieka, pragnie nas ocalić i umocnić na czas przeżywania duchowej walki. Sam Jezus także wchodzi w walkę. W Ogrodzie Oliwnym On też jest polem walki. Walczy o Niego sam Ojciec i nie tylko o Niego, bo o każdego z nas. Jezus w swojej walce staje się małym dzieckiem Ojca i w najbardziej dojmującym lęku woła do Niego: „Abba, Tatusiu”. Ty też możesz tak się modlić, gdy zacznie się w Tobie walka – walka o Ciebie. Czy zatem jest możliwe bycie chrześcijaninem bez walki, bez konfrontacji ze złem i zwycięstwem nad nim? Wyobrażam sobie, że gdyby teraz tu stanął egipski mnich, z długą brodą, wychudzony od postów, ze śniadą twarzą smaganą egipskim wiatrem i skruszonym sercem, to odpowiedziałby tak: „Jak niemożliwym jest zwycięstwo zawodnika, który nie stanął do walki, tak nie można stać się chrześcijaninem bez stoczenia wielu walk” [Ewagriusz z Pontu].

Jarosław Klimczyk CRL

---------------------------------------------------------------------

W ostatnim czasie...

 

W niedalekiej przyszłości...

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl