O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Rekolekcje Lectio Divina 22 lutego - 2 marca 2017 - homilie c ...


Rekolekcje Lectio Divina
22 lutego - 2 marca 2017

 

W dniach 22 lutego - 2 marca 2017 r. odbyły rekolekcje lectio divina. W rekolekcjach wzięło udział 67 osób, którym towarzyszyło siedmioro kierowników duchowych. Dziękujemy modlitwę w intencji uczestników i prowadzących oraz kierowników duchowych. I dzielimy się tekstami/nagraniami wygłoszonych homilii.

homilie - część pierwsza
22-24 II 2017
>>>.

homilie - część druga
25-27 II 2017
>>>.

---------------------------------------------------------------------

 NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
wygłoszonych w czasie rekolekcji
- CZĘŚĆ TRZECIA -
28 lutego - 2 marca 2017

---------------------------------------------------------------------

Słowo uzdalnia do zostawiania tego, co ogranicza serce ucznia
homilia – wtorek 8. tygodnia zwykłego (rok I), 28 lutego 2017 r.
Syr 35, 1-12; Ps 50, 5-8.14.23; Mk 10, 28-31

NAGRANIE HOMILII Z 28 LUTEGO 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Wczoraj słyszeliśmy, że młodzieniec, który przyszedł do Jezusa, odszedł od Niego smutny, miał bowiem wiele powsiadłości. Można o nim powiedzieć, że miał wszystko, by dokonać wyboru większego dobra. Miał wszystko, a nie był w stanie! Na uczniów padł strach. Wpadli w zakłopotanie i pojawiło się pytanie: „Kto zatem może się zbawić?”. Jezus odpowiedział: „U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe” i tym samym zaprosił uczniów, by ciągle otwierali się na Boga w tym, co niemożliwe.

Dziś Piotr powiedział: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą”. Piotr zauważył, że w ich życiu dokonał się cud. Jezus dokonał tego, co było po ludzku niemożliwe. Zostawili dla Niego wszystko i wszystkich, i poszli za Nim. I co się okazało? Okazało się, że ten ich wybór nie był dla nich stratą, ale że wiele zyskali. Ważne jest to, że te słowa Piotra nie padają u początku drogi za Jezusem, ale padają w momencie, kiedy każdy z nich, uczniów, idzie już za Jezusem. Można powiedzieć, że ich dojrzałość jako uczniów jest już większa. Te słowa padają w momencie, kiedy wyłania się cień krzyża. To będzie dla nich prawdziwy sprawdzian nieustannego stawania się i tracenia dla Jezusa. Ale już tu widzimy, że uczniowie korzystają z dobrodziejstw, o których mówi Jezus. Niczego tak naprawdę przy Jezusie im nie brakuje. Korzystają z darów materialnych, nie muszą troszczyć się o codzienne potrzeby. Doświadczają wielu niezwykłych znaków. Otaczają ich tłumy. W obecności Jezusa poznają Ojca i uczą się siebie. Jednym słowem, wzrastają duchowo. Doświadczają, że uczenie się zostawiania wszystkiego dla Jezusa nie musi być powodem do smutku, ale może być powodem do radości; radości z tego, że jest z nimi Jezus. On jest w tej chwili ich największą radością. Przy czym nie są wolni od wpływów tego świata. To pokazuje cała ich droga. Oni cały czas uczą się tracić, a to w wielu wypadkach nie jest łatwe. Tracenie często jest związane z lękiem, jest związane ze smutkiem, a kiedy będzie już blisko krzyża, będzie również związane z bólem i to dużym. Jezus jednak wskazuje, że życie dla Niego i Ewangelii przynosi owoce, przede wszystkim duchowe; i tych materialnych też nie zabraknie, ale nie one są pierwsze.

Życie z Jezusem i dla Niego czyni serce każdego ucznia wolnym od dóbr tego świata, nie przekreślając ich. Chociaż czasem, wiemy to z doświadczenia, łatwiej jest porzucić jakąś rzecz, a trudniej – porzucić jakieś przyzwyczajenie. Trudniej jest porzucić niewłaściwy sposób postępowania. Trudniej porzucić swoją wizję, np. swojej świętości, albo swoje plany. Bo czasem wydaje się człowiekowi, że wie najlepiej, że wie lepiej niż kierownik duchowy, że jego wizja jest „jedyna”, bo „najlepsza”, bo wie, jak się modlić czy jak iść drogą do świętości. To moje „ja”, „ja” i jeszcze raz moje „ja” w wielu wymiarach! To jest to bogactwo, które najtrudniej zostawić: bogactwo związane z naszym egoizmem i naszymi przywiązaniami. I można przeżyć wiele rekolekcji, można być od wielu lat na drodze życia duchowego, ale tak naprawdę ciągle odchodzić od Jezusa smutnym. Często będzie pojawiać się niewłaściwa motywacja, której trudno będzie się oprzeć; motywacja, by iść za Jezusem dla własnych korzyści lub idąc za Nim skupiać się bardziej na korzyściach niż na Nim samym. To jest pokusa bardzo subtelna, od której nikt nie jest wolny. Uleganie jej to wybieranie życia niebezpiecznego, wybieranie życia nieewangelicznego. Jezus wobec takich postaw mówi stanowczo: „nie!”.

Mówiąc o pierwszych, którzy będą ostatnimi, ma na myśli tych wszystkich, którzy byli powołani, by Go przyjąć, by otworzyć się na Ewangelię, jak faryzeusze i uczeni w Piśmie, ale tego nie zrobili. Od tej pokusy nie byli wolni uczniowie i my wszyscy jesteśmy tej pokusie poddani. By zajmować ostatnie miejsce trzeba naprawdę wiary w Jezusa, i słuchania Jego słowa do końca. Piotr mówi: „Oto my opuściliśmy wszystko…”, a Jezus mówi: „kto opuszcza wszystko…”, czyli nie wystarczy opuścić raz. „Piotrze, nie wystarczy opuścić raz”. Jezus zaprasza do nieustannego rezygnowania, opuszczania, zostawiania tego, co obciąża, przesłania, zniewala, co ogranicza serce ucznia w byciu całym dla Jezusa i Jego Ewangelii. I tu wiemy z doświadczenia, jak jest to trudne. Jezus zaprasza do drogi, która jest procesem; drogi, na której nie brakuje też momentów regresu, cofania się. Są takie momenty, kiedy trzeba zawrócić z niejednej drogi smutku; drogi smutku, która często jest związana z nieumiejętnością tracenia dla Jezusa, a otwieraniem się na to, co szczęścia nie daje, nie daje radości i nie daje wolności. Każdy z nas każdego dnia jest zaproszony, by dokonać wyboru. Jezus uczy nas jak tego dokonać: wpatrując się w Niego i będąc posłusznym Jego słowu, tak, jak to miało miejsce na początku drogi naszego powołania.

Jezus na każdego z nas patrzy z miłością, tak jak z miłością patrzył na każdego swojego ucznia. On do każdego z nas kieruje słowo. To ono uzdalnia nas do rezygnowania, do zostawiania wszystkiego i wszystkich. To właśnie On, który jest Sensem i Szczęściem naszego życia, czyni nas szczęśliwymi wszędzie i rodzi błogosławione owoce życia. Zobaczmy u końca tych rekolekcji, czego jeszcze nie zostawiliśmy Jezusowi? Czego nie oddaliśmy? Gdzie jeszcze w naszych sercach nie ma radości, wolności i pokoju? Gdzie jest w nas smutek i z czym jest on związany. Wczoraj minęła 30. rocznica śmierci ks. Franciszka Blachnickiego. Wiemy, kim był ten sługa Boży i kandydat na ołtarze. Diecezjalny moderator Ruchu Światło-Życie, ks. Ryszard Nowak, powiedział o nim takie słowa: „Patrząc na jego życie, na zaangażowanie, możemy powiedzieć, że rozdał się całkowicie i nie odszedł zasmuconym”.

Joachim Stencel SDS

---------------------------------------------------------------------

Jałmużna - dawać, modlitwa - rozmawiać, post - zostawiać
homilia – Środa Popielcowa, 1 marca 2017 r.
Jl 2, 12-18; Ps 51, 3-6b.12-14.17; 2 Kor 5,20-6,3; Mt 6, 1-6.16-18

NAGRANIE HOMILII Z 1 MARCA 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Naszym powołaniem jest naśladowanie Jezusa Chrystusa. Naszym powołaniem jest uczenie się we wszystkim postępować tak, jak On. „Miejcie te same dążenia” - przypomina nam św. Paweł. Naśladować to uczyć się, dlaczego, w jaki sposób i kiedy. Naśladować to uczyć się tak samo postrzegać świat, to samo widzieć w ludziach i mieć ten sam cel. Drogą w tych poszukiwaniach jest dzisiejszy dzień. Środa Popielcowa jest w zasadzie bramą, pierwszym krokiem wielkopostnej drogi uczenia się. Zanim zastanowimy się, jak powinna wyglądać nasza droga, trzeba przypomnieć sobie, że tą Drogą jest Jezus. Nie szukamy metody i sposobów, które mają nas uczynić bardziej szczęśliwymi, ani nawet bardziej pobożnymi. Pytamy się dzisiaj, jak stajemy się bardziej Jezusowi?

Ewangelista Mateusz przypomina wezwanie Jezusa do czynienia uczynków miłosierdzia: jałmużny, modlitwy i postu. Różną kolejność i rangę nadajemy tym uczynkom. Św. Mateusz zapisał Jezusowe słowa właśnie w tej kolejności: jałmużna, modlitwa i post. Wiemy, czym są te trzy uczynki: jałmużna – dawać, modlitwa – rozmawiać, post – zostawiać. Chociaż wiemy, Kościół stawia nam przed oczy Jezusa to, by słuchać wciąż na nowo, by rozumieć wciąż na nowo, by uczyć się wciąż na nowo znaczenia tych uczynków.

Skoro mamy naśladować Jezusa, to w jaki sposób? Zobaczmy te trzy uczynki miłosierdzia w życiu Jezusa. Nietrudno jest wskazać te fragmenty Pisma Świętego, gdy Jezus się modlił: Jego wyjścia na górę; wzywanie Ojca, przed dokonaniem cudów (pięknie widać to przed wskrzeszeniem Łazarza). Widzimy Jego modlitwę w Ogrodzie Oliwnym i w rozmowie na Krzyżu. Jezus również pościł. To właśnie czterdzieści dni na pustyni, tak jak czterdzieści lat wędrówki przez pustynię narodu wybranego, wyznacza nasze czterdzieści dni Wielkiego Postu.

A jałmużna? Gdzie Jezus daje jałmużnę? Nie mamy w Ewangelii, a przynajmniej mnie nie udało się znaleźć momentu, w którym Jezus dawałby jałmużnę, a przynajmniej nie w takiej formie, z jaką nam się w pierwszym momencie kojarzy, czyli w formie wsparcia pieniężnego. Z drugiej strony wiemy, że jeden z uczniów, dokładnie Judasz, był tym, który trzymał trzos, był skarbnikiem. O nim, w czasie ostatniej wieczerzy, niektórzy uczniowie „sądzili, że Jezus powiedział do niego: «Zakup, czego nam potrzeba na święto», albo żeby dał coś ubogim” (J 13, 29). To pokazuje, że praktyka jałmużny nie była nieobecna w życiu Jezusa i Apostołów. Nie ukrywam, że bardzo mnie nurtowało pytanie, dlaczego żaden z Ewangelistów nie zapisał wprost, że Jezus dawał jałmużnę? (opisy tego można znaleźć w prywatnych objawieniach, ale nie w Ewangelii). Dwie nasuwające się odpowiedzi, to: albo takie wydarzenie nie miało miejsca; albo jałmużna jest widoczna w całym życiu Jezusa.

I można przywołać konkretne sytuacje, gdy Jezus stoi wzruszony wobec zgłodniałego tłumu, dokonuje cudu rozmnożenia i karmi każdego aż do sytości. W tym klimacie jeszcze wymowniejszy staje dialog Syrofenicjanki z Jezusem, która prosi o uzdrowienie córki. Jezus pytając o jej wiarę mówi: „Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom, a rzucić psom”. Ona z wiarą odpowiada: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołów ich panów”. Jezus odsłaniając przed innymi jej wiarę można powiedzieć, że dał jej „chleb”, o który prosiła. Jezus daje jej Siebie. On jest chlebem żywym, daje Siebie. Jezus cały jest jałmużną – darem, którym Bóg obdarowuje każdego człowieka. Tak postępuje Jezus, a czy to też jest wskazaniem dla nas? Jezus o dających jałmużnę mówi: Kiedy dajesz jałmużnę „nie trąb przed sobą”. Mówi też: „niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu”. A Ojciec Twój, który widzi w ukryciu „rozpozna Swoją rękę”. Ojciec, „który widzi w ukryciu”, w twojej ludzkiej ręce niosącej pomoc, rozpozna swoją Boską Rękę miłosierdzia.

Dlatego w Dziejach Apostolskich chromy przyniesiony przed Bramę Piękną świątyni jerozolimskiej „zobaczywszy Piotra i Jana, gdy mieli wejść do świątyni, prosił ich o jałmużnę. Lecz Piotr wraz z Janem przypatrzywszy się mu powiedział: «Spójrz na nas!». A on patrzył na nich oczekując od nich jałmużny. «Nie mam srebra ani złota - powiedział Piotr - ale co mam, to ci daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!»”. Jałmużna bowiem nie jest dawaniem z tego, co zbywa, ale z tego, co się posiada. Jest ciągłym wezwaniem, aby dając odkrywać Boże dary w naszym życiu. Jałmużna nie jest pozbywaniem się czegoś. Oczywiście jest ona czynieniem pokuty; jest wyrzeczeniem tego, co posiadamy, co nam się należy, co jest naszą własnością. Jej praktykowanie prowadzi nas do odkrycia, że posiadamy najcenniejszy skarb: Jezusa Chrystusa. Jałmużna ostatecznie jest zawsze dawaniem Boga, dzieleniem się wiarą w Jego miłość. „Dobrze pojęta i realizowana jałmużna sprawia, że człowiek «nie szuka swego» (1 Kor 13, 5), lecz oddaje się, jak Jezus Chrystus, na ofiarną służbę innym” (W. Chrostowski).

Chciałbym przywołać jeszcze jeden cud dokonany przez Jezusa, jak dar z Siebie, dar Bożej miłości. Gdy Jezus schodzi z góry Przemienienia napotyka sytuację, gdzie uczniowie nie byli w stanie uwolnić od złego ducha pewnego człowieka. Jezus mówi, że tego można dokonać tylko modlitwą i postem. Czy zatem to, co dokonało się chwilę wcześniej, czyli Przemienienie, miało związek z modlitwą i postem? Gdy Jezus się przemienia Piotr, Jakub i Jan są świadkami Jego rozmowy z Mojżeszem i Eliaszem. To nie jest zwykła rozmowa. W Mojżeszu i Eliaszu skupia się plan Bożego odkupienia. Ta rozmowa to przywołanie zapowiedzi Zbawiciela. Ta rozmowa to spotkanie z samym Ojcem, który jest autorem tej zapowiedzi. Ojciec, „który mówił przez proroków, a w tych dniach ostatecznych przemówił do nas przez Syna”, tam, na górze Przemienienia, sam zabiera głos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”. Na górze Przemienienia jesteśmy rzeczywiście świadkami modlitwy, która jest nie tyle jest rozmową, ile jest spotkaniem. Modlitwa zawsze jest spotkaniem. Jest to spotkanie z Bogiem i Jego wypowiedzianym Słowem – Jezusem Chrystusem i Duchem Świętym, który w Trójcy jest Miłością.

Przeżywając czas rekolekcji, gdy jesteśmy już po spowiedzi i o krok od wyjazdu, możemy odczuć pragnienie, aby otrzymane dary jak najszybciej zastosować w życiu. A tutaj na końcu napotykamy początek, który stawia przed nami stare-nowe wymaganie, aby się modlić. Modlitwa też jest uczynkiem pokutnym, bo modlitwa, która jest spotkaniem wymaga wysiłku. Potrzeba znaleźć czas, potrzeba znaleźć miejsce. Spotkanie z Bogiem w Jego słowie potrzebuje ukrycia, intymności, tej intymności, której świadkami byliśmy na górze Przemienienia. „A Ojciec Twój, który widzi w ukryciu nagrodzi cię” (przekład ekumeniczny). Modlitwa jest wysiłkiem, ale zawsze tworzeniem tego klimatu spotkania z Ojcem.

Pozostaje jeszcze pytanie, czy na górze Przemienienia Jezus pościł? Można zauważyć, że gdy Jezus wraca, tłumy wybiegają Mu naprzeciw i witają Go z podziwem. Ale czy to by wystarczyło, aby powiedzieć, że Jezus w tej sytuacji pościł, to znaczy, że odłączył się od tłumu, który obdarza go podziwem? Post to rezygnacja z tego, co odwraca uwagę. Prawdziwy post jest tworzeniem właśnie tego klimatu modlitwy, intymnego spotkania sam na sam z Bogiem. „Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz”. Aby pościć trzeba mieć obmytą twarz, bo post jest wpatrywaniem się w oblicze Boga. Post przypomina nam Mojżesza, którego twarz promieniała po spotkaniu z Bogiem. Post, czyli wyrzekanie się tego, co odwraca naszą uwagę od Ojca, powinien też przypominać Eliasza, który rozpalił się gorliwością o chwałę Pana Zastępów. Dlatego chciejmy Środę Popielcową, która prawie kończy nasz czas rekolekcji zobaczyć jako najpiękniejsze podkreślenie, że rekolekcje niczego nie kończą. Że ostatni dzień rekolekcji nigdy nie jest ostatnim, ale jest zawsze pierwszym. Środa Popielcowa jest dla nas pierwszym dniem nowego etapu, byśmy z owocami rekolekcji weszli w ten czas Wielkiego Postu. Byśmy chcieli te trzy uczynki miłosierdzia, te trzy uczynki pokutne zobaczyć właśnie z tej perspektywy spotkania z Bogiem.

Możemy spróbować zrobić puentę, podsumowanie. Czym zatem jest jałmużna, modlitwa i post? Jałmużna – daję, bo mam; post – nie biorę, bo mam; a modlitwa – spotykam się z Bogiem, KTÓRY JEST i odkrywam, że ja też wobec Niego jestem. Czyli jałmużna uczy posiadania tego, co najcenniejsze, modlitwa – istnienia, a post - wartości. Albo jeszcze prościej: jałmużna mówi, że już mam.; modlitwa - że wiem od Kogo, a post - że Bóg wystarczy.

Rafał Ziajka SDS

---------------------------------------------------------------------

Rekolekcje są jak pustynia, która prowadzi do Ziemi Obiecanej
homilia – czwartek po Popielcu, 1 marca 2017 r.
Pwt 30, 15-20; Ps 1, 1-4.6; Łk 9, 22-25

NAGRANIE HOMILII Z 2 MARCA 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Wsłuchując się w księgę Powtórzonego Prawa, która jest nam dzisiaj czytana w liturgii, zobaczyłem siebie w tym ludzie… i zobaczyłem nas wszystkich w ludzie, który stoi przed rzeką Jordan. Za chwilę trzeba tę rzekę przekroczyć, by wejść do Ziemi Obiecanej. Dni na pustyni się kończą i teraz Bóg mówi do mnie pokazując tę zimię, Ziemię Obiecaną: „tu jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi”. Trzeba nam uwierzyć, że Bóg moją/naszą codzienność zamienia w Ziemię Obiecaną, że to jest ta ziemia mlekiem i miodem płynąca. Chociaż być może trudno niejednokrotnie, w różnych okolicznościach, w to uwierzyć. Nieraz wydaje się ona ziemią pełną goryczy, doświadczeń, smutku, a przede wszystkim [wydaje się] ziemią pozbawioną obecności Boga. A jednak Bóg mi mówi: „Uwierz mi! Ta ziemia, do której wracasz, ta ziemia, gdzie jest twój dom, twoja rodzina, twoja wspólnota, twój Kościół lokalny, twoi bliscy i ci dalsi, gdzie są twoje problemy, wyzwania, trudności, cierpienia, zmagania,… to jest twoja Ziemia Obiecana. Właśnie na tej ziemi chcę się z tobą spotykać, Ja, Bóg żywy!”. To, co mogą zabrać i jedyna manna, którą mają zabrać, gdy już znikła tamta, która spadała z nieba jako materialny chleb do jedzenia, to słowo Boga. Ta jedyna manna, którą zabierają, to słowo Boga. To jest ich jedyny dobytek i bez tego dobytku nie ma co wybierać się do Ziemi Obiecanej. Bo tą rzeczywistą Ziemią Obiecaną albo tym, co czyni tę ziemię, na której jestem, Obiecaną, jest właśnie Jego słowo. To Jego słowo będzie ci codziennie zostawiało obietnicę, obietnicę życia.

A ty masz na tę obietnicę odpowiadać. Tyle tylko, że z Panem Bogiem, - by tak to określić -, jest tak, że obietnica spełnia się dopiero wtedy, kiedy w nią wchodzę; także wtedy, gdy ona wydaje się absurdalna, jak obietnica złozona Abrahamowi. Być może wracając do domu usłyszysz z ust Boga wiele słów, które będą ci się wydawały niedzisiejsze, „nie z tej ziemi”, nijak mające się do rzeczywistości twojej, twojego domu i spraw, które przeżywasz; albo niewykonalne, przekraczające cię. Jeśli wejdziesz w to słowo, jeśli wejdziesz w tę obietnicę, zobaczysz, że ziemia, którą zamieszkujesz, jest Ziemią Obiecaną. Dopiero wtedy to zobaczymy. Dopiero wtedy, kiedy zaczynamy wsłuchiwać się w Jego słowo, powierzać się Jego słowu, ufać Mu, pomimo wszystko…; pomimo także naszego oporu i pomimo tego wszystkiego, co w naszej głowie nie zgadza się z tym słowem. Jeśli Mu zaufamy, On już dzisiaj nam obiecuje: „tu jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi”. Ale jak zachować to słowo? Przecież wiem, że ziemia, do której idę, jest także ziemią trudu i ziemią, która stoi przede mną, a jest pełna wyzwań. Pamiętajmy, że lud, który wchodzi do Ziemi Obiecanej, wie, że na tej ziemi mieszka wiele ludów, które nie chcą ich tam, które wierzą w innego boga, którym „nie po drodze” z Izraelem. Oni do takiej ziemi wchodzą, a nie do ziemi sterylnie czystej. To jest ziemia, którą Bóg codziennie będzie czynił Obiecaną, jeśli Mu będą ufali, jeśli pomimo wszystko w Jego słowo będą się wsłuchiwali: „Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście”. I co jest zdumiewające, Bóg mówi: „Do ciebie należy wybór! Od ciebie ostatecznie zależy, czy na tej ziemi będziesz przeżywał szczęście czy nieszczęście, życie czy śmierć! A Ja jedno ci nakazuję, jedno ci zostawiam: miłować Boga!”.

Jest coś, co mnie bardzo „uderzyło” w tej lekturze i „uderza” od pewnego czasu: że Bóg ilekroć daje polecenie, najpierw mówi o miłości, o sercu. Przypomniało mi się to, co ojcowie starożytni w tradycji lectio divina ciągle podkreślają: najpierw jest miłość, potem jest słuchanie słowa. Najpierw jest spotkanie z Osobą, z Umiłowanym, a potem jest czytanie Pism. Najpierw jest miłość, a potem jest zrozumienie Pism. Dlatego, - tak to słyszę -, Bóg bardzo nalega: „Dbaj o naszą relację! Ja już cały w przymierzu z tobą się oddałem, aż po krzyż! Czterdzieści dni będziesz mógł to rozważać z bliska: ‘aż po krzyż’. Jesteś dla mnie tak cenny, tak ważny, tak ukochany, że nie wahałem się pójść za tobą aż na krzyż! Jestem gotów również umierać dla ciebie tam, gdzie ty jeszcze umierać dla siebie nie chcesz! I będę tak długo umierać za ciebie, aż ty wreszcie zaczniesz umierać dla siebie samego! Aż pokochasz Mnie bardziej niż siebie samego! I dlatego, dbaj o miłość, bo jeśli się kogoś kocha, to wtedy się go słucha!”. My o tym wiemy z naszych codziennych doświadczeń. Jeśli kogoś nie kocham, trudno mi go słuchać, jeszcze trudniej mu wierzyć, a najtrudniej uwierzyć i się mu powierzyć. Tylko kogoś, z kim mam bliską i zażyłą relację, kto dla mego serca jest drogi, jest pierwszy,… tylko kogoś takiego potrafię słuchać. Dlatego św. Grzegorz Wielki mówi, że poznawanie dokonuje się przez miłość. Poznawanie Pism dokonuje się przez miłość!

To jest ten skarb, który mamy zabrać. Bóg tak cierpliwie,… - każdy z was wie o tym w sercu, to jest tajemnica waszych serc -, odbudowywał relację z wami. Tak was przekonywał do swojej miłości. Tak was pociągał i rozpalał, a być może rozognił tę miłość w was, miłość do Niego. Jeśli będziesz Go miłować, będziesz potrafił słuchać! Dopiero wtedy mówi: „dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami”. Inaczej, moi drodzy, będziemy mieli swoje drogi. Mamy takie drogi, które kochamy. Mamy wiele takich dróg, takich ścieżek, które codziennie przemierzamy, bo je kochamy, bo lubimy nimi chodzić. I Bóg o tym wie. Ale istotnym jest to, byśmy pokochali Boga bardziej niż te nasze drogi, niż to, co kochamy; by On stał się naszą Drogą. I wtedy mówi: „zachowuj Moje polecania!”, bo jeśli kocham, jeśli chodzę Jego drogami, będę zachowywał Jego prawa i nakazy. My nieraz sprawy stawiamy „na głowie”. Zaczynamy od powinności, zaczynamy od norm… To wszystko jest ważne, żeby było jasne, ale jeśli nie ma miłości, jest tylko balastem. Nosimy to i coraz bardziej się garbimy. Tak naprawdę Boga w tym wszystkim nie rozumiemy, po co to wszystko i dlaczego nam to nakazuje. Mówimy, że z najemnika nie ma robotnika. Jeśli w Ziemi Obiecanej chcemy rzeczywiście czuć się jak u siebie, jest ważne, by tam był ktoś, kogo kochamy ponad wszystko i wierzymy Mu, że to On nam tę ziemię codziennie daje. I będziemy Go potrafili słuchać.

Jest w tym czytaniu także pewna przestroga. Bóg mówi, co się może stać albo jak to może się stać, że zaczynamy od Niego odchodzić i służyć innym bogom. Jest ukazana cała pedagogia odchodzenia, jeśli tak można powiedzieć, cały dramat odchodzenia. Zauważmy, co jest pierwsze: „Jeśli swe serce odwrócisz”. Bóg mówi: „Jeśli twoje serce zacznie się ode Mnie oddalać, odwracać, …” - a my wiemy, że odwracamy się zawsze dlatego, że zwracamy się ku czemuś innemu -. „…, jeśli w twoim sercu już nie będę Pierwszy, jeśli przestaniesz Mnie kontemplować, jeśli nie będziesz już słyszał bicia Mojego serca, a twoje serce nie będzie wzdrygało się na myśl o Mnie, …”, - mówi dalej -, „…, nie usłuchasz, nie będziesz słyszał Mojego słowa. Może będziesz czytał, może będziesz próbował praktykować, ale nie usłyszysz Mojej miłości w tym słowie, Moje słowo cię nie przekona i dlatego, …”. - mówi dalej w tym słowie-: „zbłądzisz. Będziesz chodził swoimi drogami”. Wiemy, że to jest jeden w większych dramatów w naszym życiu, jaki się może wydarzyć: słuchać codziennie słowa Boga i chodzić swoimi drogami, błądzić, nie trafiać w cel, szukać własnych celów. I wtedy jest konluzja: „będziesz oddawał pokłon cudzym bogom i twoja Ziemia Obiecana zamieni się w ziemię pogańską. Zamieni się w ziemię pogańskich obietnic, może jakichś własnych, wypisanych w twoich myślach, w twoich potrzebach, w twoich łaknieniach, w twoich pragnieniach. Ale to już nie będzie Moja ziemia!”. Bo Ziemia Obiecana jest tam, gdzie się kocha Boga i gdzie się Go słucha.

Dlatego Jezus w dzisiejszej Ewangelii najpierw zwraca uwagę na siebie. „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć”. Od kiku dni to słowo „musi” mnie najbardziej zatrzymuje. To jest słowo niezwykle bogate w treść, „gęste” teologicznie. To słowo gr. „dei”, przyznacie, wywołuje w nas od razu myślenie moralne: musisz, powinieneś, trzeba! I tak to brzmi, ale w tłumaczeniu, - nawet egzegetycznym, analitycznym -, tego słowa, nie chodzi w pierwszym rzędzie o porządek moralny, ale chodzi o porządek logiczny! To tak, jakby Jezus powiedział: „To jest logiczne, że musiał wiele cierpieć” i nie na cierpieniu się, oczywiście, zatrzymuje, ale mówi: „To jest logiczne”. Co jest logiczne? „Tego chce Ojciec. Chce tego Ojciec, którego kocham, któremu niczego nie odmówię. Nie mogę tego nie zrobić! Nie mogę nie pójść tą drogą! Nie mogę Mu powiedzieć: ‘nie’. Ojciec jest dla Mnie wszystkim. Jego wola jest Moim pokarmem. Ojciec i Ja jedno jesteśmy. Ojciec jest dla Mnie wszystkim i dlatego wszystkim jest dla Mnie to, czego ode Mnie chce”. W tym „musi” słyszymy miłość. Ta miłość Go przynagla. Ta miłość jest silniejsza niż normy, niż poczucie powinności, zadaniowości, czegoś do wykonania. Bardzo szybko „odpadamy od ściany”, kiedy idziemy jedynie drogami powinności, drogą zadaniowości. Jeszcze raz chcę powiedzieć, że to wszystko jest ważne, a czasami będzie dla mnie nawet wspierające, ale jeśli prędzej czy później moje „musi” nie wypełni się miłością, „odpadnę…”; zniechęci mnie to, stanie się jedynie ciężarem. Przecież wobec każdego z nas to słowo „musi wiele ciepieć”, jest słowem trudnym; czymś naturalnym jest wzdrygać się przed cierpieniem. Jezus tak naprawdę nie wybiera cierpienia. Jezus wybiera Ojca i Ojca tak kocha, że jest gotów także dla Niego cierpieć: dla nas cierpieć! Dlatego jest gotów być odrzuconym, zabitym. Ale mówi: „na końcu jest życie”.

Miłość zawsze rodzi życie. Miłość nie jest losem straceńców; jest losem ludzi żywych! To wszystko, co jest zbudowane z miłości, co jest motywowane miłością, zawsze rodzi życie! Tylko miłość jest wieczna! Ona jest najpłodniejsza. Dlatego mówi: „Jeśli chcesz iść za Mną, zaprzyj się samego siebie”, to znaczy: „Kochaj! Kochaj Mnie bardziej niż swoje potrzeby, niż własne ‘chcę’! Kochaj Mnie i kochaj innych co dnia!”. To jest znaczące, że w tym lectio. U św. Łukasza i tylko u św. Łukasza pojawia się to „co dnia”. Tak jakby Jezus chciał nam powiedzieć: „Tak, wiele zrobiłeś tych rekolekcjach. Wiem, że się natrudziłeś i natrudziłaś! Byłaś solidna, byłeś uczciwy, byłeś wierny! Chodziłeś Moimi drogami, słuchałeś Mojego słowa! Być może, wiele cię to kosztowało. Ale widzisz: to, co robiłeś w czasie tych dni, to trzeba robić ‘co dnia’!”. Rekolekcje niczego nie kończą, - mówił wczoraj ks. Rafał- , one wszystko dopiero rozpoczynają. Kończące się rekolekcje są jak wielka otwarta brama, która prowadzi do Ziemi Obiecanej.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

W ostatnim czasie...

 

W niedalekiej przyszłości...

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl