O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Jezu, Ty jesteś naszym Królem! Lectio divina... 17-19 III 201 ...


Jezu, Ty jesteś naszym Królem!
Lectio divina do Męki Pańskiej wg św. Jana

SZKOŁA MODLITWY SŁOWEM BOŻYM
17-19 marca 2017

 

NAGRANIA konferencji >>>
INFO o sesji >>>

 

NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
które wygłosili duszpasterze CFD

---------------------------------------------------------------------

Słuchaj Słowa, czuwaj! Zazdrość to subtelny nieprzyjaciel
homilia – piątek 2. tygodnia Wielkiego Postu, 17 marca 2017 r.
Rdz 37, 3-4.12-13a.17b-28; Ps 105, 16-21; Mt 21, 33-43.45-46

NAGRANIE HOMILII Z 17 MARCA 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Zawsze słowo Boga dotyka serca. Pragnieniem Pana Boga jest zawsze, aby Jego słowo dotarło do serca. Wczoraj Jeremiasz uświadomił nam, że „serce jest zdradliwsze niż wszystko inne i niepoprawne – któż je zgłębi?”. I słyszeliśmy: „Ja, Pan, badam serce i doświadczam nerki, bym mógł każdemu oddać stosownie do jego postępowania, według owoców jego uczynków” (Jr 17, 9-10). „Ja, Pan, badam serce”. Pan bada serce każdego i każdej z nas, bo niezgłębione są moje i twoje serce. Nikt z nas nie może powiedzieć, że już zna siebie. Byłoby to kłamstwem. Nikt z nas nie zna siebie do końca. Dlatego potrzebujemy relacji z Bogiem, a Boga też nie znamy do końca. Słowo Boga jednak prowadzi nas na głębiny tego poznania. Staje się także dla nas drogą wiary. Będąc blisko słowa Boga każdy z nas potrafi ciągle na nowo odkrywać głębokości swojego serca, które - jak słyszeliśmy - jest zdradliwe, które ciągle rozmija się z miłością, ciągle szuka szczęścia gdzieś poza Bogiem, które ciągle gubi gdzieś to słowo Boga. Ciągle to słowo pada na glebę naszego serca, jak na ubitą ziemię, albo wpada w nie jak między skaliste głazy, albo bywa niejednokrotnie zagłuszane przez troski tego świata i pożądliwości, które nas dławią w różnych momentach.

Ale Bóg nie rezygnuje z naszego serca, bo tragicznym byłby obraz serca, o którym mówi Jeremiasz. Tragicznym byłoby pozostanie tylko na tym obrazie. Serce każdego z nas, pośrodku swej kruchości, - choć zdolne do wielu zdrad, zdolne do wielu rozminięć z Bogiem -, potrafi kochać. To jest to pierwsze. Otrzymaliśmy od Boga: zdolność do miłowania. I o to Bóg będzie zawsze walczył w każdym z nas przez swoje słowo. Przez Słowo, które stało się ciałem i zamieszkało między nami, widzimy to bardzo mocno i wyraźnie. Ale nie możemy zapomnieć o tych wszystkich skłonnościach, które po grzechu pierworodnym nosimy w sercach. W obrazie, o którym słyszymy dziś w księdze Rodzaju, a także w Ewangelii wg św. Mateusza, widzimy, co może uczynić w naszym sercu i z naszym sercem brak czuwania i brak odniesienia do Boga. Bracia Józefa ulegli pokusie pychy, a w konsekwencji ulegli pokusie zazdrości. Idąc drogą zazdrości doszli do dramatycznej postawy swoich serc i do dramatycznej decyzji: chcieli się pozbyć swojego brata. Gdy człowiek przestaje czuwać, gdy przestaje słuchać Boga, jest zdolny do najbardziej dramatycznych wyborów. Zazdrość to takie doświadczenie, którego nie widać; widać dopiero jego skutki. Każdy z nas ma z zazdrością do czynienia w różnych sytuacjach życia. Ona niesamowicie uderza w relacje. Ona niszczy relacje. Moi kochani, nie trzeba czasem kogoś [fizycznie] pozbawiać życia… A widzimy, co zazdrość może niszczyć w nas i między nami. To jest bardzo subtelny nieprzyjaciel twój i mój, każdego z nas, naszych wspólnot i naszych rodzin! Wiemy doskonale, jaki był skutek tej zazdrości, która zdominowała serca braci Józefa. I tylko ufność tego sprzedanego brata, jego zaufanie Bogu, ufność w Boga obecnego pośród całego tego dramatu, sprawiła niesamowite i błogosławione owoce, na które trzeba było czekać bardzo, bardzo długo.

Podobnego dramatu doświadczyli ci, o których słyszymy w przypowieści o winnicy. Oni też doświadczyli i ulegli pokusie zazdrości, która popchnęła ich do czynu haniebnego. W swoich sercach wydali wyrok śmierci. Bóg w swoim słowie mówi do każdego z nas, aby uwrażliwić nas na zdolność czuwania. Czyni to i w jednym, i w drugim słowie [w pierwszym czytaniu i w Ewangelii]. Bóg - w swoim słowie - jest Tym, który zawsze będzie nam pomagał pokonywać te straszne pokusy. Bóg w Jezusie przyszedł, aby objawić nam, że moje i twoje serce jest powołane do miłości, nie do zazdrości, nie do zawiści. Moje i twoje serce jest powołane do miłości. Tam, gdzie pojawia się pycha, a w konsekwencji wiele jej odmian, jak to tutaj powiedział kiedyś ks. prof. Staniek. Pycha, której ulegamy, przybiera potem wiele twarzy, setki twarzy., twarzy bardzo karykaturalnych, ponieważ wszystkie te oblicza związane są ze złymi wyborami przeciwko Bogu, drugiemu człowiekowi i sobie. I my nie jesteśmy wolni od jej działania. I my nie jesteśmy wolni od tego, który usiłuje nas zatruć i zainfekować tym, co nie daje życia, ale co nas życia pozbawia.

Potrzeba było wiele lat, aby bracia Józefa przejrzeli i zobaczyli, co zrobili. Tak samo faryzeusze, uczeni w Piśmie i arcykapłani. Oni od razu zobaczyli, że Jezus mówi o nich. I my na tej drodze, która jest przed nami, jesteśmy zaproszeni, abyśmy przede wszystkim swoje serca, kruche i słabe, skierowali na Jezusa. On - w swoim słowie, tak bogatym słowie - jest przed nami. Jak powiedziałem na początku, Jezus jest zawsze otwarty na każdego i każdą z nas. Zawsze i do końca będzie walczył o moje i twoje serce. Zawsze je kocha i będzie kochał, aby zawsze rodziły błogosławione owoce. Ale do tego zawsze potrzeba jednego: zaprzeć się siebie. Potrzeba otwarcia na Niego, na Jego słowo. Trzeba jak najszybszego powracania, abyśmy, dzięki zdolności czuwania byli zawsze gotowi złu, które puka do naszych serc, powiedzieć: „nie”.

Joachim Stencel SDS

---------------------------------------------------------------------

………
homilia – sobota 2. tygodnia Wielkiego Postu, 18 marca 2017 r.
Mi 7, 14-15.18-20; Ps 103, 1b-4.9-12; Łk 15, 1-3.11-32

NAGRANIE HOMILII Z 18 MARCA 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

[tekst udostępnimy w miarę możliwości]

Rafał Ziajka SDS

---------------------------------------------------------------------

Idź tam, gdzie wypłynie Woda i zaspokoi twoje pragnienia!
homilia – 3. Niedziela Wielkiego Postu (rok A), 19 marca 2017 r.
Wj 17, 3–7; Ps 95,1-2. 6-7c. 7d-9; Rz 5, 1–2.5–8; J 4, 5–42

NAGRANIE HOMILII Z 19 MARCA 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Trzeci tydzień Wielkiego Postu, który dzisiaj się rozpoczyna, przypomina otwierające się drzwi. Te drzwi prowadzą do samego środka Wielkiego Postu. Powoli wchodzimy w środek tego czasu. I znaczące jest to, że właśnie w środku tego czasu, niemal w środku, Kościół otwiera nam Ewangelię wg św. Jana, którą modliliście się w tych dniach. A otwiera nam ją, by w środku Wielkiego Postu zapytać nas o nasze pragnienia. Jakie są we mnie pragnienia dzisiaj? Z jakimi rozpoczynałem ten Wielki Post, a jakie są we mnie teraz? A może to pytanie sięga o wiele dalej? Co możesz powiedzieć o pragnieniach swojego życia? Co jest największym pragnieniem twojego życia? Pragnienia są niezwykle ważne w życiu. Mówimy - i słusznie mówimy -, że na pragnieniach nie może się kończyć; i jest to „święta prawda”. Ale trzeba też dopowiedzieć, że to od pragnień wszystko się zaczyna. Gdzie nie ma pragnienia, tam nie ma życia. Wielkie pragnienia to szansa na wielkie życie. Małe pragnienia to ryzyko, że życie będzie małe. Banalne pragnienia to prawdopodobnie banalne życie. Głębokie pragnienia to szansa na głębokie życie. Więc pytanie o pragnienia jest niezwykle ważne. I Kościół stawia nas w świetle słowa Bożego, byśmy dzisiaj zbadali nasze pragnienia.

Co tak naprawdę jest u źródła? Uświadomiłem sobie, że skoro pragnę, to nade wszystko nie ma we mnie źródła życia; bo gdy we mnie było źródło życia, to bym nie pragnął. Moje pragnienie przypomina mi, że mojego życia nie mam z siebie, że łaknę życia. Co jest największym pragnieniem życia, nawet jeśli nigdy nie zostało przez kogoś nazwane? Nawet te pragnienia, które się najbardziej zmaterializowały: pragnienie pieniądza, pragnienie kariery, pragnienie sławy pomino wszystko i kosztem wszystkiego, a nawet te pragnienia, które się „przepoczwarzyły”, które się zamieniły w żądze, w namiętności, a nawet w grzech… Nie ma wątpliwości, że najgłębsza prawda o naszych pragnieniach, wszelkich pragnieniach, jest ta, że przez całe życie pragniemy miłości. Różnie nam to „wychodzi” w pragnieniach, ale prawda u źródła jest dokładnie ta. Każdy z nas został stworzony z tym pragnieniem i ono nas „pali” przez całe życie. Gdyby ktoś chciał zabić w sobie pragnienie miłości, to tak jakby zabijał siebie. I nie jest to pragnienie jakiejkolwiek miłości, ale jest to pragnienie tej miłości, która pochodzi ze źródła, tej miłości, która pochodzi z jednego źródła, nie ma drugiego takiego źródła. Tym źródłem jest Bóg. W nas jest pragnienie Boga, pragnienie Jego miłości.

W świetle słowa Bożego chciejmy teraz zobaczyć nasze pragnienia i to, co Bóg o nich mówi. Czytając księgę Wyjścia uświadomiłem sobie, że jestem, że jesteśmy, jak ci ludzie, którzy wychodzą z Egiptu. Ale tak naprawdę my z Egiptu nie wychodzimy, bo ten Egipt jest w nas: on się pojawił z pierwszym grzechem. Grzech jest w nas i sprawia, że zostaje w nas zranione najgłębsze pragnienie, pragnienie miłości. Pustynia przypomina mi o tym, że jest we mnie nieustanne pragnienie. Jestem jak na pustyni i ciągle szukam źródła, które zaspokoi na zawsze moje najgłębsze pragnienie. Jest w nas wszystkich Refidim, o którym mówi księga Wyjścia. To jest to miejsce, w którym szemrzemy. To jest to miejsce, w którym domagamy się wypełnienia naszych pragnień. Ale te pragnienia, kóre pochodzą z nas, są „śmiertelnymi” pragnieniami; one nie prowadzą do życia wiecznego. Tylko to pragnienie, które pochodzi ze Źródła, z którego wyszliśmy; tylko to pragnienie daje życie i ono jest wieczne. Dlatego prawdę mówią ci, którzy na pustyni szemrzą, że „mogą tutaj umrzeć z pragnienia”. Kiedy gubi się Boga, kiedy już się Boga nie widzi, kiedy już się Go nie pragnie, kiedy już się za Nim nie tęskni, to jest moment, w którym zaczynamy umierać. Bo gdy odcinam się od Źródła, zaczynam umierać. Dlatego Bóg mówi do Mojżesza: „Uderz w skałę”.

W tej skale od razu zobaczyłem obraz Jezusa. Uderz w Skałę! Idź tam, gdzie jest Źródło twoich pragnień! Idź do Niego! Za chwilę nam się objawi w Ewangelii! Uderz w Skałę! Pukaj do Drzwi! Wołaj, aby Bóg wypełnił twoje pragnienia! Nie chodź jedynie za swoimi „śmiertelnymi” pragnieniami! Ludzkie pragnienia są niewystarczające. Niewystarczające jest, kiedy myślimy tylko o tym, co chcielibyśmy mieć dla siebie i od siebie. To jest złudne, niewystarczające, nawet jeśli samo w sobie nie jest złe. Idź tam, gdzie wypłynie Woda i zaspokoi twoje pragnienia! Ile ludzi żyje w permanentnym głodzie i permanentnym pragnieniu! Ilu ludzi biega po tym świecie, nie wiedząc, że szukają Źródła, nie wiedząc, że szukają tego jedynego Źróda! „Czy Pan jest rzeczywiście wśród nas?” (Wj 17, 7). Od wątpliwości zaczynają się odejścia. Odejścia oddalają. Dlatego potrzeba nam spotkania z Tym, który na nowo pokaże nam Źródło. Bardzo piękne jest to spotkanie! Tyle razy już się nim modliliśmy. Dla wielu, nieraz to słyszę, jest to najpiękniejsze w Biblii, które chętnie czytają i do którego chętnie wracają. Spotkanie kobiety z Jezusem, przy studni.

W oryginale jest tak, że św. Jan rozpoczyna od czasu teraźniejszego. To mi bardzo pomogło wejść jakby w sam środek przesłania. Myśmy słyszeli przed chwilą: „Jezus przybył do miasta samarytańskiego zwanego Sychar”, ale św. Jan zapisuje w czasie teraźniejszym: „Jezus przychodzi do miasta samarytańskiego…”. Jakby od razu chciał mi powiedzieć, że to, co się dzieje, dzieje się teraz. To opowieść o twoim życiu, o twojej historii, o twoim spotkaniu z Jezusem, o tym spotkaniu, za którym może tęsknisz i które może się wydarzyć, jeśli będziesz, jak ta kobieta na początku kompletnie nieświadoma tego, co się dzieje. I czego się dowiaduję? Jezus przychodzi do mojego samarytańskiego miasta. My wiemy, że Samaria to miejsce, w którym ludzie odchodzili od Boga. Tyle tylko, że tu chodzi o odejście o wiele bardziej niebezpieczne niż to, które nazwalibyśmy ateizmem, zaprzeczeniem istnienia Boga. To jest takie miejsce w nas, w którym my nie przeczymy istnieniu Boga, ale w którym pojawia się synkretyzm. Co to jest synkretyzm? Pochodzi on od grzechu Kreteńczyków. Na czym polegał grzech Kreteńczyków? Na tym, że w panteon swoich bóstw włączali inne bóstwa. Żydzi pozostali przy swoim Bogu, ale zaczęły się pojawiać także inne bóstwa. I to jest najcięższy grzech, z którego najtrudniej się wyrwać. Kiedy z jednej strony siebie przekonujemy, że Bóg jest i że my w Niego wierzymy, ale mamy swoje „studnie”. Mamy swoje „źródełka”, mówiąc trochę ironicznie. Mamy swoje miejsca, gdzie chodzimy, by się napoić, by się nakarmić; Bóg nie jest jedyną studnią i nie wierzymy, że taką jest. „Jesteś jedyną Studnią, ale jak sobie sam, Boże, nie pomogę, to nikt mi nie pomoże”.

Ta kobieta przychodzi do takiej studni, swojej studni. Przecież tyle wieków z niej pili inni, tyle wieków! Ona przyszła też się napić z tej studni. My wiemy, że „godzina szósta” jest bardzo symboliczna. Przychodzi w godzinie największego pragnienia. Ale nie zapominajmy, że pierwszym, - kto przy tej studni jest -, jest Jezus. Co mi to mówi? Kiedy widzę spoconego, strudzonego drogą Jezusa, ze zmęczonymi oczami… Św. Jan używa takiego czasownika, który pozwala określić Jezusa jako „misjonarza strudzonego”, jako Tego, który przez całe życie szuka człowieka, jak Dobry Pasterz, który się trudzi, który chce znaleźć tę jedyną owcę i szuka jej tam, gdzie wie, że ją znajdzie. On wie, że przychodzimy do tych swoich „źródełek”, że przychodzimy do własnych świątyń i własnych ołtarzy. On tam czeka. Tam czeka, chociaż wie, że to On jest jedynym Źródłem. Tam czeka na nas. Ta godzina południowa mówi przede wszystkim o Jego największym pragnieniu, które - przypomijmy - wykrzyczy i w siódmym, i w dziewiętnastym rozdziale. Jezus krzyczy dwa razy w Ewangelii wg św. Jana, a za każdym razem chodzi o Jego pragnienie, o pragnienie, by nas wypełnić. On pragnie wypełnić nasze pragnienia. W siódmym rozdziale będzie wołał: „Jeśli ktoś jest spragniony, … niech przyjdzie do Mnie i niech pije!” (J 7, 37). „A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego” (J 7, 39). A potem w dziewiętnastym rozdziale, już konając będzie krzyczał: „Pragnę!” (J 19, 28). O jakie pragnienie chodzi? O to pragnienie, które było początkiem naszych narodzin. Istnieję, bo pragnie mnie Bóg! Istnieję, bo Bóg mnie kocha! Istnieję, bo Bóg pragnie dla mnie szczęścia i pragnie dla mnie życia! Pragnie dzielić się ze mną swoją miłością, dlatego istnieję! I tylko dlatego istnieję! Nie ma drugiego powodu, nie ma żadnego innego powodu, dla którego mielibyśmy istnieć!

On zapragnął nas i z tym pragnieniem siedzi przy tej studni, przy studni naszych małych pragnień, przy studni naszych iluzji. Iluzja polega na tym, że ciągle sądzimy, że ta woda może nas napoić do końca, a nie może! Bardzo szybko się to okazuje. Ta kobieta to my, ta Samarytanka jest we mnie. „Zawołaj swojego męża”. „To nie jest mój mąż. Ja nie mam męża”. „Tak, miałaś pięciu”. Tak pięciu, prawdopodobnie prawowitych mężów. Wszyscy musieli poumierać. Tyle razy próbowała zaspokoić swoje pragnienie miłości, ale ludzkie pragnienia umierają, jak powiedzieliśmy, i mogą się przerodzić w pewnym momencie w żądze. „Masz rację. Ten, z którym jesteś teraz, nie jest twoim mężem”. To symbol pragnień, które zdeformowały się i zamieniły się w żądze. Kiedy człowiek tylko po ludzku pragnie, pragnie, pragnie, … w końcu zacznie pożądać, pożądać, pożądać…. Ile jest miłości w Jezusie do tej kobiety! Przecież wie, że jej serce jest puste, że jej serce jest ciągle spragnione i że sama sobie na to zapracowała. I wtedy Jezus odsłania jej swoje pragnienie. Mówi, dlaczego tam jest, dlaczego przyszedł w tę godzinę upału, ludzkiego upału, ludzkich pragnień. „O gdybyś wiedziała, Kim jest Ten, który ciebie prosi: ‘daj mi się pić’, prosiłabyś Go. Gdybyś wiedziała, że Bóg cię jako pierwszy pragnie, że Bóg może wypełnić każde twoje pragnienie, prosiłabyś Go, a dałby ci wody żywej, takiej wody, która cię może zaspokoić na wieczność”. „O, Boże, daj mi takiej wody!”. Ile w nas tej modlitwy już było! Ile razy już taka modlitwa przez nasze usta i serca przede wszystkim przechodziła. „Wypełnij moje pragnienia! Spraw, bym już nie pragnęła! Spraw, bym już nie umierał z pragnienia! Spraw, bym już nie lazł w to miejsce, które kończy się grzechem! Spraw, bym nie dał się oszukiwać przez te namiętności, pożądania albo moje ludzkie oczekiwania, które nigdy nie mogą mnie wypełnić. Ciągle się o tym przekonuję i ciągle przyłażę do tej mojej studni”. Jezus tak pociąga ku sobie tę kobietę, że ona już nie potrzebuje wody, po którą przyszła. Potrzebuje tylko Jego i potrzebuje dzielić się z innymi tym pragnieniem, które odkryła i Tym, który zaspokoił jej pragnienie.

Chciejmy dzisiaj usłyszeć jeszcze raz to pragnienie, którym modliliście się w tych dniach; pragnieniem, które zapisał św. Jan: „Dipsō, dipsō!”. „Pragnę, pragnę!”. Pomyśl, że Jezus na krzyżu, kiedy wypowiada to „pragnę!”, myśli o tobie, ma w sercu twoje imię, całą twoją historię życia, wszystkie twoje niespełnione pragnienia, wszystkie twoje bóle, wszystkie pomieszane drogi. On mówi: „Pragnę! Pragnę cię zaspokoić! Pragnę zaspokoić to największe pragnienie!”. Prośmy Go w tej Eucharystii, kiedy rozpoczynamy trzeci tydzień Wielkiego Postu, aby Jezus nawrócił nasze pragnienia. Aby jeśli nasze pragnienia są rozbite, poranione, „rozchodzą się”, jak te dwie drogi przy źródle Jakuba… To symboliczne miejsce. Tam się rozchodziły dwie drogi: jedna w stronę Galilei, druga w stronę Samarii. Jezus stoi tam, gdzie te drogi się rozchodzą. Stoi tam, gdzie zaczęliśmy się „rozchodzić” w naszych pragnieniach. Prośmy, aby Jezus stanął tam, gdzie się rozpoczyna nasze rozbicie, gdzie się zaczynamy „rozchodzić” w sobie, gdzie jest w nas coś takiego, co nas dzieli! Prośmy Go, by w tym miejscu stanął, jak Studnia żywej Wody! I by ta Woda nas napoiła, Woda życia! To jest ta woda, która wypłynęła z Jego Serca. Dlatego św, Paweł napisze, że to jest Duch Święty, który został rozlany w naszych sercach (por. Rz 5, 5). Kochani, obyśmy o tym pamiętali! Myśmy się poczęli już zranieni w naszym obrazie Boga, ale potem narodziliśmy drugi raz poprzez chrzest, przez Ducha, który został nam dany i którego Jezus przekazał nam z Krzyża. Ten Duch to jest Ten, który wypełnia nasze największe pragnienie - pragnienie miłości. Prośmy Go, Jezusa, w tej Eucharystii, zwłaszcza kiedy będziemy wzywali Ducha Świętego przed Przeistoczeniem, aby spoczął On także na nas, jak spocznie na tym chlebie i winie, i by rozlała się miłość Boga w naszych sercach: ta, która nas stworzyła i ta, która - jedynie ona - może nas wypełnić i zaspokoić.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

LECTIO  DIVINA  DO  MĘKI  PAŃSKIEJ
wg św.św. Marka, Mateusza, Łukasza i Jana

   

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl