O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Rekolekcje Lectio Divina 22-30 marca 2017 - homilie cz. 2 ...


Rekolekcje Lectio Divina
22-30 marca 2017

 

W dniach 22-30 marca 2017 r. odbyły się rekolekcje lectio divina. W rekolekcjach wzięło udział 47 osób, którym towarzyszyło 6 kierowników duchowych.

Dziękujemy za  modlitwę w intencji
uczestników i prowadzących oraz kierowników duchowych !

homilie - część pierwsza
22-24 III 2017
>>>.

homilie - część trzecia
28-30 III 2017
>>>.

---------------------------------------------------------------------

 NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
wygłoszonych w czasie rekolekcji
- CZĘŚĆ DRUGA -
25-27 marca 2017

---------------------------------------------------------------------

Rozważała: cała „zaczerwieniona” i napełniona Miłością!
homilia – uroczystość Zwiastowania Pańskiego, 25 marca 2017 r.
Iz 7, 10-14; Ps 40, 7-11; Hbr 10, 4-10; Łk 1, 26-38

NAGRANIE HOMILII Z 25 MARCA 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

W pierwszym kontakcie z fragmentem Ewangelii o Zwiastowaniu Maryi, z fragmentem dobrze nam znanym i często rozważanym, tym razem poczułem zaproszenie, by przyjrzeć się temu, co robi Maryja. A Maryja, po pierwsze - zastanawiała się nad słowem do niej skierowanym; po drugie - zadała aniołowi pytanie; po trzecie - wyznała, że jest slużebnicą Pana i że tęskni za tym, by słowo Pana w niej i przez nią się zrealizowało. W skrócie: po pierwsze - rozważała słowo, po drugie - pytała o słowo, po trzecie - tęskniła za mocą słowa.

My wiemy, że archanioł przyszedł do Dziewicy, której było na imię Maryja, ale zwróćmy uwagę, że pozdrowił Ją nie Jej imieniem własnym. Nie powiedział do Niej: „Raduj się, Maryjo…”, ale powiedział: „Raduj się, pełna łaski…”. Nazwał Ją „pełną łaski”, „wypełnioną łaską” (gr. „kecharitomene”), jakby to było Jej właściwe imię. To słowo, to nowe imię, którym została nazwana, głęboko poruszyło Ją całą. Przeszyło i przeniknęło ją całą. I co zrobiła Maryja? „Rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie”. Inni próbując wyrazić jej zangażowanie (gr. „dialogidzeto”) mówią, że „zastanawiała się”, „rozmyślała” albo że „zadawała sobie pytanie, co miałoby znaczyć”. Sformułowanie, którego użył św. Łukasz, możnaby też oddać: „weszła w dialog”. Ale tu uwaga! Maryja nie dialogowała z samą sobą i swoimi myślami, ale weszła w dialog ze słowem, które wypowiedział do Niej anioł. Papież Benedykt zwrócił kiedyś uwagę, że Ona wchodzi wewnętrznie w dialog ze słowem, prowadzi dialog wewnętrzny ze słowem Jej zaproponowanym. To nie Ona wybrała sobie to słowo, ale to słowo zostało Jej zaproponowane do rozważania przez Boga. Pomyślmy, że samo pozdrowienie, jedno słowo pozdrowienia, może być podstawą naszej modlitwy i źródłem żywej wody, która nas napoi. Co Maryja robi ze słowem: „wypełniona łaską”? Zgłębia je i pozwala, by ono Ją zgłębiało. Próbuje wejść wgłąb tego słowa i pozwala by ono penetrowało Ją do głębi. Wyobraziłem sobie Maryję, która słyszy, że jest napełniona łaską, to znaczy, że łaska wniknęła w nią i przeniknęła wszystkie, nawet najmniejsze zakamarki jej serca i życia; i że Maryja zaczyna chodzić po swoim sercu i po swoim życiu, i zaczyna sprawdzać. Od dawna już bardzo mi się podoba, jeśli można tak powiedzieć, sformułowanie, że Maryja „zmieszała się”. W nim jednak nie chodzi o to, że „zaczerwieniła się” na policzkach. Ona „zaczerwieniła się” we wszystkich zakamarkach swojego serca i życia [celowo użyłem sformułowania „zaczerwieniła się, bo najpierw myślałem, by powiedzieć „zaróżowiła się”, ale byłoby zbyt różowo]. Czerwień to kolor, który w ikonografii symbolizuje Boga, jest symbolem miłości. Czerwień kojarzy się z kwią/Krwią. Poruszenie, jakiego doznała Maryja, Jej „zmieszanie się”, nie jest powierzchowne, ale jest bardzo głębokie. Każda odrobina Jej serca i nawet najmniejsza przestrzeń Jej życia jest dotknięta, moglibyśmy powiedzieć, że jest „zaczerwieniona” miłością Boga i napełnioną tą miłością. Maryja zagląda „to tu, to tam” w swoim sercu i życiu – i wyobrażam sobie – jak za każdym razem mówi: „Mój Bóg, Wszechmogący, wejrzał i tu na moje na uniżenie, wejrzał i tu na maleńkość służebnicy swojej, i napełnił mnie i tu i tam, i wszędzie,… napełnił mnie całą”. Wierzymy, że Ona jest Niepokalanie Poczętą mocą łaski, której źródłem jest Krew Chrystusa płynąca z Serca Ukrzyżowanego. To nam pozwala niejako zamienić się miejscami z Maryją i posłuchać tego słowa, że ono jest również o nas: „wypełniona łaską” i kontemplować, że Chrystus swoją Miłością chce „zaczerwienić”, ożywić wszystkie przestrzenie naszego serca i życia; że On chce swoją Krwią oczyścić i uczynić na nowo pięknymi, żywymi wszystkie przestrzenie naszego życia.

To jest pierwsza postawa, której możemy się uczyć od Maryi: wejść w dialog ze słowem, które wypowiada do nas Bóg. Nie wybierać sobie samemu słów i tematów do medytacji, ale medytować słowo wybrane nam przez Boga. Źródłem naszej medytacji może być samo pozdrowienie. Nie bagatelizujmy tego, jak Bóg do nas się zwraca. Nie traktujmy imion, którymi On nas nazywa, jak jedynie zwrotów grzecznościowych. Św. Jan w trzecim swoim liście, najkrótszym, bo liczącym kilkanaście wersetów, trzykrotnie nazywa adresata imieniem: „umiłowany” (3 J 2.5.11). Słowo „umiłowany” albo w liczbie mnogiej „umiłowani” to nie zwrot grzecznościowy! To jest imię! Moje i twoje nowe imię! U początku działalności publicznej, pisze św. Marek, w momencie chrztu w Jordanie, Jezus słyszy swoje imię: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Mk 1, 11). Jezus idzie w świat rozważając to imię’ ma co rozważać. Kiedy św. Paweł zwraca się do Filemona „bracie” (Fil 1, 7.20), kiedy w innych listach św. Paweł (np. 1 Kor) albo św. Jakub, - bo szczególnie widać to w liście Jakuba -, w swoim liście zwraca się w liczbie mnogiej i mówi: „bracia moi”, to nie są to zwroty grzecznościowe. Słowa „brat” czy „siostra” wskazują na to, że mamy wspólnego Ojca. Ileż pozdrowień, ile tych „nowych” imion, nadanych nam przez Boga, już nam spowszedniało i już nas nie ruszają, nie wzruszają, nie „zaczerwieniają” nas, nawet na policzkach, nie mówiąc już o tym, by „zaczerwieniały” nas głębiej.

Po drugie, Maryja pytała: „rzekła do anioła: ‘Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?”. W naszej modlitwie jest miejsce na zadawanie pytań, ale Maryja zadająca pytanie uczy nas czegoś, co może jest oczywiste, a mianowicie, uczy nas słuchać odpowiedzi. Anioł odpowiada: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię”. Anioł tłumaczy Maryi, tłumaczy nam pedagogię Bożego działania: „Duch Święty zstąpi”. Tak właśnie działa Pan Bóg. Tak działa Miłość: zniżając się, zstępując. Miłość schodzi z nieba na ziemię. Tę właśnie prawdę świętujemy dzisiaj: W-cielenie. Miłość się w-cieliła. Miłość Boga chce wejść też w nas, wcielić się, wejść w nasze ciało, w nasze życie, chce je przeniknąć. I nie trzeba stawać na paluszkach, bo Ona zejdzie tam, gdzie my jesteśmy. „Moc Najwyższego osłoni Cię [ocieni Cię]”. To słowo przypomina obłok, który w czasie wędrówki Izraelitów przez pustynię był znakiem dobroci, bliskości i wiernej obecności Boga. Bóg towarzyszył Izraelitom, ale też – i chcę to teraz dla nas przeżywających rekolekcyjny czas modlitwy Słowem szczególnie podkreślić – Bóg w obłoku nie tylko był obecny, ale Bóg w obłoku wyznaczał też rytm drogi. Obłok spoczywał na Namiocie Spotkania. I to są jedne z ostatnich wersetów księgi Wyjścia: „Ile razy obłok wznosił się nad przybytkiem, Izraelici wyruszali w drogę, a jeśli obłok nie wznosił się, nie ruszali w drogę aż do dnia uniesienia się obłoku” (Wj 40, 36).

Posłuchajmy fragmentu z księgi Liczb i spróbujmy odnieść go do naszej modlitwy Słowem (Lb 9, 17-23): „Kiedy obłok podnosił się nad przybytkiem, Izraelici zwijali obóz, a w miejscu, gdzie się zatrzymał, rozbijali go znowu. Na rozkaz Pana Izraelici zwijali obóz i znowu na rozkaz Pana rozbijali go z powrotem; jak długo obłok spoczywał na przybytku, pozostawali w tym samym miejscu. Nawet wtedy, gdy obłok przez długi czas rozciągał się nad przybytkiem, Izraelici, posłuszni rozkazowi Pana, nie zwijali obozu. Lecz zdarzało się również tak, że obłok krótki czas pozostawał nad przybytkiem; wtedy również rozbijali obóz na rozkaz Pana i na tenże rozkaz go zwijali. Zdarzało się i tak, że obłok pozostawał tylko od wieczora do rana, a nad ranem się podnosił; wtedy oni zwijali obóz. Niekiedy pozostawał przez dzień i noc; skoro tylko się podniósł, natychmiast zwijali obóz. Jeśli pozostawał dwa dni, miesiąc czy dłużej - gdy obłok rozciągał się nad przybytkiem i okrywał go, pozostawali Izraelici w miejscu i nie zwijali obozu; skoro tylko się podniósł, zwijali obóz. Na rozkaz Pana rozbijali obóz i na rozkaz Pana go zwijali. Przestrzegali nakazów Pana, danych przez Mojżesza” (Lb 9, 17-23). Piękne, po prostu piękne! Niczego się nie dało przewidzieć! Zapomnijcie o uregulowanym horarium zakonnym! Bóg w znaku obłoku wyznaczał, gdzie Izraelici się mieli zatrzymać i jak długo gdzieś mieli przebywać, kiedy wyruszyć w drogę i jak długo iść. Dać się na modlitwie prowadzić Bogu, to znaczy zatrzymać się tam, gdzie On chce, i zatrzymać się tak długo, jak On tego chce. I może być tak, że od jednego słowa czy wersetu przechodzę do drugiego, a potem do następnego, i do kolejnego, i dalej. Idę sobie uważnie czytając, idę i idę… A może być i tak, że na kilka dni, miesięcy, a może i rok, Bóg chce mnie zatrzymać przy jednym słowie. Na co zwraca to moją uwagę? Po pierwsze, że potrzeba czujności, by ruszać i zatrzymywać się, gdy tylko Bóg to zasygnalizuje. I że, po drugie, potrzeba cierpliwości, gdy chcielibyśmy iść dalej, bo przecież chcemy osiągnąć cel, mamy cel, mamy dojść do tej ziemi, więc trzeba iść, iść…, a Bóg długo gdzieś nas zatrzymuje w jednym miejscu. Maryja pytała, jak to się stanie? A anioł nie tłumaczy jej, jak to się stanie, poza tym, że Pan Bóg to sprawi, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Natomiast anioł przypomina Maryi pedagogię Bożego działania. To zachowaj i stanie się! Daj się Bogu poprowadzić i stanie się!

Nie będę szczególnie rozwijał trzeciego wątku. Maryja wyznała, że jest służebnicą Pana i że tęskni za tym, żeby słowo Pana w niej i przez nią się zrealizowało: „oby się stało według słowa twego”. Przyjęła z wiarą, że dla Boga nie ma nic niemożliwego, w wolności oddała się całkowicie do dyspozycji i wyraziła swoje pragnienie, swoją tęsknotę za tym, czego Słowo może w Niej i poprzez nią dokonać. Oby tak się stało w nas!

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

Kiedy spotkał Jezusa, zobaczył siebie i Jego nowymi oczami!
homilia – 4. Niedziela Wielkiego Postu (rok A), 26 marca 2017 r.
1 Sm 16, 1b.6–7.10–13b; Ps 23, 1-6; Ef 5, 8–14; J 9, 1-41

Kiedy spotkał Jezusa, zobaczył siebie i Jego nowymi oczami! from cfd on Vimeo.

 

Kochani, to czwarta „stacja” na naszej drodze wielkopostnej. Przy pierwszej „stacji”, pierwszej niedzieli, słowo Boga zatrzymało nas na pustyni, byśmy - po dniu Środy Popielcowej i naszym poście - lepiej poznali nasze głody i pokusy, które w naszych głodach się odzywają: pokusa, by mieć, by znaczyć i by być niezależnym. A dopiero po tym, kiedy poznaliśmy nasze głody i pokusy w głodach, Kościół wziął nas na górę Tabor, byśmy tam zatęsknili za Tym, który jest „najpiękniejszy z synów ludzkich” (Ps 45, 3), byśmy odkryli nasz największy głód serca, głód tego piękna, które możemy kontemplować tylko w Nim. A potem była trzecia „stacja”: przy studni, byśmy poznali nasze najgłębsze pragnienie. Dzisiaj jesteśmy prowadzeni do sadzawki, do sadzawki naszego chrztu, do sadzawki, w której Bóg uleczył nasz wzrok, wzrok niewidomych, bo urodziliśmy się wszyscy z powodu grzechu niewidomi.

Warto krótko przypomnieć tło tego wydarzenia. Wszystko, oczywiście, w Ewangelii wg św. Jana, dzieje się na dwóch poziomach: faktów i głębokich symboli. Prawdopodobnie jest Święto Namiotów albo czas pomiędzy Świętem Namiotów a Poświęceniem Świątyni. W Jerozolimie jest święto bardzo pięknie obchodzone. W nocy zapalano pochodnie i ogniska na murach miasta i całe miasto było oblane światłem. Tyle tylko, że to światło sztuczne, zewnętrzne, wskazuje na ciemności wewnętrzne. Jerozolima jest rozświetlona na zewnątrz, ale wewnątrz przeżywa ciemności. Wydaje się, że tak jest i dzisiaj. Im więcej tego światła na zewnątrz, kiedy zapalamy je, gdy święta się pojawiają, tym bardziej mówimy sobie o tych ciemnościach, które są wewnątrz. Symbolem tych ciemności jest ten niewidomy. To w nim Jezus zapali światło wewnętrzne i Jerozolima się rozświetli, jak w pierwszym dniu stworzenia, kiedy Bóg powiedział: „Niech stanie się światło!” (Rdz 1, 3). Jeszcze nie było świateł zewnętrznych. Stworzył je w trzecim dniu, a już było światło najważniejsze, które pochodzi od Boga i które On przelewa w ludzkie serce. Co to za ciemności, które Bóg uzdrawia światłem? Św. Jan używa słowa gr. „skotos”. To są ciemności w pierwszym znaczeniu fizyczne. Ten biedny człowiek jest fizycznie ślepy. Ale jego fizyczna ślepota opowiada o ciemnościach o wiele głębszych i boleśniejszych. Dlatego w Biblii gr. „skotos” oznacza niemożliwość poznania, nieznajomość prawdy, nieznajomość zbawienia. To są prawdziwe ciemności: nie widzieć Tego, który jest źródłem światła, który daje życie, który prowadzi do życia. Dlatego św. Paweł mówi dzisiaj do nas: „Niegdyś byliście ciemnością [gr. „skotos”], a teraz jesteście jak dzieci światłości [gr. „hōs tekna fōtos”]” (Ef 5, 8). Czym jest to światło, które Jezus w nas zapala? Co ono sprawia? Wraca nam wzrok: widzimy.

Wydaje się, że św. Jan zwraca uwagę na podwójne widzenie. Zaczynamy widzieć oczami Jezusa. Najpierw zaczynamy widzieć siebie. To, co mnie poruszyło, - przyznam, że chyba po raz pierwszy -, że Jezus przechodząc, pisze św. Jan, „ujrzał pewnego człowieka” (J 9, 1). Zanim cokolwiek powie dalej, mówi: „człowieka zobaczył”. Zobaczyć najpierw w sobie człowieka: tego, którego Bóg stworzył na swój obraz i podobieństwo. Dlatego Jezus powie, że objawią się na nim sprawy Boże, że objawi się na nim pierwotne piękno, które Bóg w nim złożył, kiedy go stworzył, ale teraz on tego jeszcze nie widzi. Nie widzi w sobie człowieka, być może dlatego, że inni patrzyli na niego z pogardą. Słyszymy w tekście, że widzieli w nim jedynie żebraka, siedzącego prawdopodobnie przy jednej z bram świątyni. Jezus sprawia, że zobaczy w sobie człowieka, dobrego człowieka. „A Bóg widział, że to, co stworzył, było bardzo dobre” (por. Rdz 1, 31). Widzieć siebie dobrymi oczami, pomimo ciemności. Jezusowi ciemności grzechu nie zasłaniają naszego pierwotnego piękna. On nas widzi zawsze oczami Ojca takimi, jakimi Ojciec nas zamierzył i jakimi nas stworzył. Ale oczywiście widzi w nim także ciemności, lecz… widzi ciemności inaczej: widzi człowieka, który potrzebuje światła! Bóg zawsze patrzy na nas dobrze. Także kiedy widzi nasz grzech, mówi do ciebie i do mnie: „Potrzebujesz światła! Bo grzech ci zasłania i nie widzisz siebie! Nie widzisz siebie tak, jak widzi ciebie Bóg!”. Jak widzi człowiek, przekonaliśmy się z ust apostołów: „kto zgrzeszył, … on czy jego rodzice?” (J 9, 2). Ale pierwsze czytanie przypomniało nam, że Bóg inaczej patrzy niż patrzy człowiek: Bóg „patrzy na serce” (1 Sm 16, 7). Bóg widzi „do końca”, bo nas miłuje „do końca”. Tylko On nas widzi „do końca”.

I to drugie uzdrowienie. Zauważmy, jak odzyskuje wzrok ten człowiek widząc Jezusa. Powoli poznaje Jezusa. Najpierw poznaje w Nim człowieka, Boga-człowieka. Potem poznaje w Nim proroka, pełnego mocy słowa. „On jest od Boga”, powie do faryzeuszów, „to Boży człowiek!”. Aż wreszcie powie do Niego: „Wierzę, Panie!”. Tutaj „Pan” trzeba rozumieć tak, jak zapisywane jest to słowo w Starym Testamencie, gdzie słowo „Pan” zastępuje słowo „Jahwe”, słowo „Bóg”. Wyznaje w Nim Boga tak, jak wyznał w Nim Boga Tomasz. Kiedy Bóg przynosi nam światło, przez słowo w tych dniach, lepiej widzimy siebie i coraz lepiej widzimy Boga. Jego światło pomoże nam przekroczyć ciemności grzechu. Pomoże nam zobaczyć siebie w prawdzie: takimi, jakimi jesteśmy. Pomoże nam zobaczyć siebie w prawdzie oczami Boga, który nie przemilcza naszego grzechu i słabości, ale któremu nasz grzech i nasza słabość nigdy nie zasłania tego pierwotnego piękna, które On, Ojciec, w nas złożył.

Bóg jest pierwszym wierzącym w człowieka. Bóg jest pierwszym, który ma nadzieję i który kocha. Ma nadzieję, że to pierwotne piękno w nas zwycięży, że ciemności raz na zawsze będą pokonane. I dlatego mówi do nas dzisiaj: „Zbudź się, o śpiący!” (Ef 5, 14). W tekście jest właściwie: „budź się!” (gr. „egeirai”), a potem „powstań!”. Śpiący, czyli leżący nieruchomo, apatyczny, bierny, nieczuły, obojętny. To nas najbardziej uśmierca! To najbardziej wprowadza nas w ciemności! Zbudź się! Powstań! Niech zajaśnieje ci światło życia! Ono już jest przed nami. Brzask poranka wielkanocnego powoli się odsłania i przypomina nam, że jesteśmy stworzeni do życia. Tak stało się w dniu chrztu: wszyscy zmartwychwstaliśmy w Nim. Wszyscy jesteśmy stworzeni, by żyć na zawsze z Nim. Prośmy, byśmy potrafili wyznać dzisiaj wiarę w naszego Pana tak, jak wyznał ją ten nasz brat, niewidomy, tak jak my, od urodzenia niewidomy, który spotkał Jezusa, ujrzał światło, zobaczył siebie i Jego nowymi oczami.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

………
homilia – poniedziałek 4. tygodnia Wielkiego Postu, 27 marca 2017 r.
Iz 65, 17-21; Ps 30, 2.4-6.11-12a.13b; J 4, 43-54

NAGRANIE HOMILII Z 27 MARCA 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

ks. Grzegorz Tęcza

---------------------------------------------------------------------

W ostatnim czasie...

 

W niedalekiej przyszłości...

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl