O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Obyśmy również my, jak Jezus, nie mówili „sami od siebi ...


Obyśmy również my, jak Jezus,
nie mówili „sami od siebie”!

 

homilia – środa 4. tygodnia okresu wielkanocnego, 10 maja 2017 r.
Dz 12, 24 - 13, 5a; Ps 67, 2-6.8; J 12, 44-50

Dobry wieczór, wszystkim wam, najdrożsi współbracia! Przykro mi, że nie mogę mówić w waszym pięknym języku. Po tylu latach, kiedy przybywam tutaj do Krakowa, nie potrafię nawet dobrze czytać. Proszę o cierpliwość!

A teraz dwie proste refleksje wychodząc od słowa, które dziś Pan przygotował dla nas. Wydaje mi się, że pierwsze czytanie mówi o wspólnocie, o pierwotnej wspólnocie wierzących. Fragment z Ewangelii wg św. Jana natomiast zaprasza nas i prowokuje, tak mi się wydaje, by podjąć refleksję odnośnie do jakości naszego świadectwa jako wierzących i jako kapłanów. Pięknie jest czytać ten fragment z Dziejów Apostolskich, w którym pierwszorzędnym bohaterem jest słowo Boże – słowo Boże, które się rozszerzało i rozprzestrzeniało. Ale pięknie jest nade wszystko myśleć o tej wspólnocie wierzących, których zostały wymienione nawet imiona, a również ich „kwalifikacje”: są tam prorocy i nauczyciele. Są oni przedstawieni jako żyjący w pełni poczuciem wspólnoty. Celebrują kult Pana i poszczą. I właśnie w tym kontekście „totalnego” i jednomyślnego uczestnictwa we wspólnocie, Duch Święty daje się usłyszeć [odczuć]. Duch Święty mówi, kiedy znajduje wspólnotę wierzących zjednoczonych razem na modlitwie. Duch Święty jest obecny, kiedy wszyscy razem trwamy na modlitwie i na przyzywaniu słowa Bożego. Jest pięknie myśleć o tym pierwotnym Kościele, w którym wszyscy poszczą, wszyscy razem modlą się, wszyscy razem słuchają tego samego Ducha, wszyscy razem rozeznają, wszyscy razem nakładają ręce, wszyscy razem odkrywają coraz lepiej i przyjmują projekt Boży. Jak byłoby pięknie powrócić do tego rodzaju Kościoła, w którym nie tylko niektórzy podejmują pewien rodzaj kultu, obrzędy czy odpowiedzialności, ale w którym wszyscy razem słuchamy tego samego Ducha i w którym w sposób szczególny wszyscy razem angażujemy się w rozeznawanie, wszyscy razem nakładamy ręce i dajemy się prowadzić temu samemu Duchowi.

Kiedy myślę w ten sposób o Kościele, przychodzi mi na myśl, że wczoraj czy przedwczoraj byłem w katakumbach św. Kaliksta w Rzymie, które są najbardziej przestrzennymi katakumbami w Rzymie chrześcijańskim. Pomyślcie, że długość tras w katakumbach, czyli długość wszystkich szlaków i dróżek, które są w różnych katakumbach rzymskich, dochodzi do pięćset dwudziestu czterech kilometrów. W jakiś sposób również Kościół gromadzący się w katakumbach jest świadkiem Kościoła pierwotnego, Kościoła apostolskiego; jest świadkiem czegoś pięknego, w czym wszyscy razem uczestniczyli i co dzielili. Kościół katakumb to Kościół, który wierzy w zmartwychwstanie umarłych. To Kościół, który podejmuje troskę o ciała zmarłych, które często pozostawały opuszczone na ulicach. W katakumbach nie znajdowały się jedynie ciała męczenników czy chrześcijan, ale chrześcijanie przynosili tam ciała wszystkich zmarłych, które znajdywali, żeby świadczyć o tej wierze, o wierze w zmartwychwstanie, o wierze w życie wieczne, o wierze w to życie wieczne, o którym właśnie mówi Jezus dzisiaj w Ewangelii.

Jest piękne zdanie w tym fragmencie Ewangelii wg św. Jana z rozdziału dwunastego. Jezus mówi: „Nie mówiłem bowiem sam od siebie”. Dla tego, kto głosi Ewangelię i dla każdego wierzącego, a więc tym bardziej dla każdego księdza, możemy powiedzieć, że to zdanie jest punktem odniesienia autentycznego świadectwa. My zostaliśmy wezwani, by przepowiadać Słowo, które nie pochodzi od nas samych, by przepowiadać słowo, które jest z wysoka, a które Ojciec złożył na naszych wargach. Jak bardzo musimy być uważni na wszystkie te formy klerykalnego narcyzmu, które objawiają się tak wiele razy w naszym sposobie głoszenia Słowa. Tak, jakby to było nasze słowo, które pochodzi od nas. Ile razy my sami mówimy i głosimy siebie samych! Ile razy mówimy z myślą o nas samych, z myślą o naszej chwale, o naszej figurze! Ile razy mówimy dla nas samych, być może po to, by siebie bronić albo by się pokazać. Albo, ile razy sądzimy, że mówimy do innych, a tymczasem mówimy „w odwrotnym kierunku” – myśląc o sobie samych, o swojej chwale, o swojej pięknej figurze. To tak, jakby dialog, głoszenie-przepowiadanie, stawały się przede wszystkim monologiem, a więc jakby przestawały się właściwie interesować innymi i mnożąc słowa, które ukierunkowane są jedynie na siebie samych.

Jezus wymaga się od siebie samego owej transparencji, przejrzystości swego przepowiadania: „Ja nie mówiłem bowiem sam od siebie, ale Ojciec, ale powiedziałem to, co Ojciec Mnie prosił, bym powiedział”. I obraz, którego używa kilka wersetów wcześniej, wydaje się, że idzie w tym samym kierunku, kiedy Jezus mówi: „Ja przyszedłem na świat jako światłość”. Światłość nie jest nigdy świadkiem w swojej sprawie. Światło czyni światło dla innych. Światło jest światłem dla innych. I to jest sens naszego życia! Pan nas wezwał i wybrał jako światło, abyśmy nieśli światło i dawali światło Jego słowu, żebyśmy głosili Jego i Jego miłość, byśmy obwieszczali Jego miłosierdzie, które nie potępia świata. Niech Pan naprawdę udzieli nam łaski, aby również o nas mógł powiedzieć, że nie mówimy „sami od siebie”. Niech Pan udzieli nam tej łaski, abyśmy również my nie mówili „sami od siebie”.

Amedeo Cencini FdCC

---------------------------------------------------------------------
* tytuł homilii pochodzi od redakcji;

w tekście spisanym z nagrania,
zachowano styl języka mówionego;
korzystamy z tłumacz. ks. P. Skiby
---------------------------------------------------------------------

POLECAMY

    .
    .
    .
KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl