O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Ćwiczenia Ignacjańskie 20-28 czerwca 2017 - homilie cz. 2 ...


Ćwiczenia Ignacjańskie
20-28 czerwca 2017

 

homilie – część pierwsza
20-22 czerwca 2017
>>>.

homilie – część trzecia
26-28 czerwca 2017
>>>.


zachęcamy do skorzystania - www.nowajakosczycia.pl

---------------------------------------------------------------------

 NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
wygłoszonych w czasie rekolekcji
- CZĘŚĆ DRUGA -
23-25 czerwca 2017

---------------------------------------------------------------------

………
homilia - uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa, 23 czerwca 2017 r.
Pwt 7, 6-11; Ps 103, 1b-4.6-8.10; 1 J 4, 7-16; Mt 11, 25-30

NAGRANIE HOMILII Z 23 CZERWCA 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Dzisiejsza liturgia słowa – w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa – rozpoczyna się od nowiny, za którą wszyscy tęsknimy. Urodziliśmy się z tą potrzebą; ona w nas jest najgłębsza. Bóg mówi mi, że jestem wybrany, że On mnie wybrał. Nie dlatego, że jestem największy, najlepszy czy bardziej na to zasługujący. Mówi mi, że wybrał mnie, ponieważ mnie umiłował. To jedyny powód, dla którego istnieję, dla którego jestem. Filozof powie: „Myślę, więc jestem”; chrześcijanin powie: „Jestem wybrany, umiłowany, więc jestem”. Miłość Boża stworzyła mnie! Bóg nosi mnie w swoim Sercu od założenia świata. W tym Sercu mam miejsce jedyne i niepowtarzalne. Jest to jakaś wielka tajemnica Boża, której nie jesteśmy w stanie zgłębić, ale nikt mnie w Bożym Sercu zastąpić nie może. Bo jeśli wybrała mnie Miłość, to wybór Miłości jest zawsze jedyny, niepowtarzalny. W Jego Sercu każdy z nas jest jedyny. Relacja moja z Bogiem jest jedyna, wyłączna, niepowtarzalna. To znaczy, że tylko ja z Nim mogę dzielić to doświadczenie miłości, które On chce dzielić ze mną. Każdy z nas nosi w sobie cząstkę Boskiej miłości, która ma się objawić w naszym sercu i w naszym życiu. Bóg chce, aby Jego piękno, piękno Jego miłości, rozlewało się w tym świecie przez moje życie. A więc, jestem sekretem Serca Boga! Jestem sekretem Jego miłości! My ten sekret nieustanie zgłębiamy, a nade wszystko próbujemy weń uwierzyć, uwierzyć, że jestem wybrany, że jestem umiłowany. My wiemy, jak przeszkadza nam w tym grzech, jak przeszkadza nam w tym poczucie odrzucenia, zranienia, krzywdy; jak trudno nam nieraz przez to się przebić i uwierzyć, że ze strony Boga nic się nie zmienia, że Jego miłość jest niezależna od mojego samopoczucia. Nie zależy ona od tego, co czuję, co myślę, jak przeżywam moje życie. Jego miłość jest niezależna. Ale to nie oznacza, że to Serce Boga, które bije dla mnie, nie raduje się i nie cierpi. Wystarczy popatrzeć na Krzyż i na przebite Serce Jezusa.

Idźmy do Ewangelii dzisiejszej, bo w niej Bóg jakby odsłania nam swoje Serce. W Jezusie Chrystusie możemy coś z tej tajemnicy Boskiego Serca poznać, usłyszeć od Niego samego. Dzisiejsza Ewangelia rozpoczyna się od słów: „W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami”. Za chwilę usłyszymy hymn. Bibliści mówią, że ten hymn ma trzy strofy. Za chwilę się nad nim krótko pochylimy. Ale to „w owym czasie” jest również bardzo ważne. Jezus tym hymnem, który jest hymnem uwielbienia, hymnem radości, hymnem pocieszenia, a także zaproszenia, modli się w momencie, w którym przeżył bardzo silne strapienie. Ponieważ dzisiejsza perykopa rozpoczyna się zaraz po tym, jak Jezus wyznaje, że poczuł się nieprzyjęty, odrzucony, można powiedzieć sponiewierany, w trzech miastach, bogatych miastach nad Jeziorem Tyberiadzkim (Korozain, Betsaida i Kafarnaum). Ile bólu musiało być w Sercu Jezusa z powodu odrzucenia przez te miasta, skoro wyznał nawet, że Tyr i Sydon, czyli miasta pogańskie, które nawet w Pana Boga nie wierzyły, potraktowałyby Go lepiej. Jezus powiedział, że nawet Sodoma, miasto grzechu, potraktowałaby Go lepiej. Bóg cierpi, kiedy w swojej miłości, w swoim Sercu, jest odrzucany. Jeśli my cierpimy z powodu odrzucenia, porzucenia, to jak bardzo musi cierpieć Ten, który miłuje miłością doskonałą, kiedy On jest tak traktowany. A jednak Jego miłość pozostaje niezmienna, o czym powiedzieliśmy przed chwilą. Wydaje się, że Jezus doświadcza głębokiego pocieszenia, które pochodzi od Ducha Ojca.

Tę pierwszą część, pierwsze dwie strofy tego hymnu, znajdujemy także u św. Łukasza. Łukasz rozpoczyna od tego, że „Jezus rozradował się w Duchu Świętym”. Duch Święty, Duch Ojca, nawiedza to obolałe, zdradzone, porzucone Serce Jezusa. I Jezus wtedy jakby eksploduje, wybucha modlitwą. To „wysławiam Cię” oznacza „wyznaję Cię”, „wyznaję Cię publicznie”. Jezus modli się publicznie. To nie jest hymn wypowiadany gdzieś w ciszy, w ukryciu. Jezus spędził wiele godzin na modlitwie w ciszy, na odludziu, w samotności, ale wydaje się, że ten hymn wybrzmiewa publicznie wobec tych, którzy Go teraz słyszą. Dowiadujemy się także, że wśród tych, którzy Go słuchają, są owi „maluczcy”. To jest pierwsza strofa, którą Jezus kieruje, jak się wydaje, do tych „najmniejszych”, którzy w Ewangelii wg św. Mateusza mają szczególne miejsce. Kim są ci „najmniejsi”? To „nepioi” (gr.), czyli malcy, małe dzieci, już nie niemowlaki. To maleństwa, które zostały już odłączone od piersi matki, ale maleństwa przywiązane chustą i noszone na plecach mamy. Niektórzy widzą w tym obrazie to, co jest naturą „maluczkiego”. To ten, który nie może żyć bez Boga. To ten, który jest przywiązany do Niego. A to dlatego, że Bóg został jego jedynym zabezpieczeniem. Bóg jest jedynym jego bezpieczeństwem. Bóg jest jedynym zapewnieniem, że jest kochany, że jest chciany, że jest miłowany. I to oni, mówi Jezus, rozumieją najbardziej Jego Serce, Serce Jezusa, a nie ci z bogatych miast, które przed chwilą wymieniłem; nie ci, którzy wydają się być mądrzy i roztropni, którzy potrafią tyle dywagować i mówić na temat Boga, ale ci, którzy wiedzą jedno (tego jednego dowiedzieli się z własnego życia), że bez Boga nawet chodzić nie mogą; że bez Boga nie istnieją, że wszystko mają z Niego, że to On dał im życie i że On ich w życiu nieustannie podtrzymuje.

Ojciec sobie w takich „upodobał”. Dzisiaj, - pomyślałem o tym -, w Dniu Ojca ten hymn wybrzmiewa w sposób szczególny. Pomyślmy o naszych ojcach, ziemskich ojcach: o tych, których bardzo kochamy i o tych, których być może trudno nam kochać. Pomyślmy przede wszystkim o tym Ojcu, którego Jezus wysławia, a który jest Ojcem nas wszystkich. Mówi, że właśnie we mnie, takim nieporadnym, który się czuję taki niezdolny nawet do chodzenia, że nic nie potrafię, że jestem bezradny, że nic nie rozumiem, że żyję, ponieważ ktoś nosi mnie na rękach, że Ojciec właśnie w takich ma upodobanie. I ma upodobanie we mnie nie ze względu na moje zasługi, ale ze względu na to, że paradoksalnie taka sytuacja bezradności i prowizoryczności w życiu prowadzi do bezpośredniego spotkania z Sercem Boga. Nigdy bardziej, myślę przyznamy to, lgniemy do Boga, jak wtedy, kiedy czujemy się bezradni, kiedy już nic nie potrafimy i kiedy zostaje nam już tylko On. Ojciec ma upodobanie w owych „maluczkich”!

A potem pojawia się strofa, która – prawdopodobnie ze względu na nią egzegeci mówią – jest Janową perłą w Ewangelii Mateusza. Bo to strofa, która bardziej przypomina wersety z Ewangelii Jana: „Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn…”. Tutaj pojawia się to ważne słowo: „znać”, które oznacza „być w pełnej relacji, w najbliższej więzi”. Otóż, Jezus odsłania nam swoją więź z Ojcem. Mało tego, nie tylko ją odsłania, ale zaprasza mnie do tej więzi. To On będzie mnie uczył miłości do Ojca, a Ojciec będzie mnie uczył miłości do Syna. Jak to możliwe? W Duchu Świętym! Ojciec posyła mi Ducha Świętego, jak posyłał Go swojemu Synowi, by mnie pocieszał w chwilach największego strapienia, zwłaszcza wtedy, kiedy w sercu czuję się odrzucony, porzucony, kiedy czuję się zignorowany. Właśnie wtedy posyła mi swojego Ducha, który jest ze mną, jak Paraklet; słyszeliśmy o tym kilka tygodni temu, niedawno temu. On jest zawsze przy mnie, przy moim sercu, by mnie pocieszać, bym nigdy nie zwątpił, że jak Ojciec zna Syna i Syn zna Ojca, tak Syn i Ojciec znają moje serce i wszystko, co się w nim dzieje. I posyłają nieustannie Ducha Świętego, aby to moje serce w miłości ożywiał.

I dlatego mówi do mnie i do nas, – i to jest trzecia strofa –: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy”. Tam, w tej składni, u Mateusza podkreślona jest bliskość, zażyłość: „Deute pros Me” (gr.). Kiedy w tekście pojawia się ta cząstka „pros” (gr. ) i jest związana z osobą, oznacza zawsze zażyłość, bliskość. To, co czytamy w języku polskim, nie do końca oddaje to, co Jezus mówi do nas, do każdego z nas; do czego nas zaprasza. To jakby chciał powiedzieć: „Przylgnijcie do Mnie! Przywiążcie się do Mnie!”. Jak dziecko, które potrafi się całe „przykleić” do swojej mamy, do swojego ojca. „Przywiążcie się do Mnie! Wiem, że jesteście utrudzeni, obciążeni; właśnie z tym was chcę. Przyjdź do Mnie z tym obciążeniem, z tym utrudzeniem! Z tym, z czym sobie sam nie radzisz! To Ja ponoszę ciężary także twojego życia! I tylko we Mnie jesteś zdolny unieść siebie, także wtedy, kiedy czujesz się utrudzony i obciążony!”.

Ale jednocześnie miłość jest także odpowiedzią. Miłość jest jak oddech. Miłość jest braniem i jest dawaniem. I dlatego Jezus mówi: „Weźcie na siebie Moje jarzmo”. Tylko wtedy możemy poczuć się dobrze, kiedy na miłość odpowiadamy miłością. Ale jednocześnie Jezus mówi, że to „jarzmo jest słodkie”. Co to za jarzmo? Trzeba pamiętać, że kiedy Żydzi słyszeli „jarzmo”, to bardzo szybko włączał im się temat Bożego Prawa: Prawo było porównywane do jarzma. Jezus mówi: „jarzmo pozostaje jarzmem, ale we Mnie może być słodkie”. Bo tym jarzmem jest przymierze miłości. Kiedy ktoś kocha, wszystko może stawać się słodkie, nawet to, co w życiu najbardziej gorzkie. Kiedy ktoś kocha, wszystko może stawać się lżejsze, wręcz „lekkie”, jak mówi Jezus, także to brzemię, którego jeszcze wczoraj unieść nie mogłem. Ta miłość, która nie jest jakąś ulotną emocją; ta miłość, która nie jest jakimś ckliwym sentymentalizmem, ale ta miłość, która płynie z Jego Serca; ta miłość, która mnie stworzyła; ta miłość, która mnie przy życiu podtrzymuje; to ona sprawia, że wszystko – wszystko, co w moim życiu najbardziej gorzkie – może stawać się słodkie. I wszystko, co najcięższe, może stawać się lekkie. Poczujmy się zaproszeni przy ołtarzu Jezusa Chrystusa, aby przyjść do Niego, aby nasze serca przed Nim otworzyć. I prośmy Go, aby przelewał tę swoją Boską miłość, nieskończoną miłość, do naszych serc. Prośmy, abyśmy potrafili, ufając, powierzając Mu się, brać na siebie to jarzmo, które On prosi, byśmy wzięli; to brzemię, które On prosi, byśmy podjęli. A zapewnia nas o jednym, także w tej Eucharystii, w uroczystość Jego Najświętszego Serca, że w Nim wszystko może stawać się słodkie i lekkie, także wtedy, kiedy jarzmo pozostaje jarzmem, a brzemię brzemieniem.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

Jak strzała dobrze dobrana i utajona w kołczanie Boga
homilia - uroczystość narodzenia św. Jana Chrzciciela, 24 czerwca 2017 r.
Iz 49, 1-6; Ps 139, 1-3.13-15; Dz 13, 22-26; Łk 1, 57-66.80

NAGRANIE HOMILII Z 24 CZERWCA 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

W uroczystość narodzenia św. Jana Chrzciciela Kościół proponuje nam czytanie z księgi proroka Izajasza. Zaprasza nas do medytacji fragmentu, który nazywany jest drugą pieśnią o słudze Pańskim. Zatrzymajmy się przy słowie, które usłyszeliśmy w pierwszym czytaniu, pamiętając o dwóch intuicjach z pozostałych czytań. Pierwszą jest znaczenie imienia dzisiejszego patrona. Imię „Jan” oznacza „Bóg jest łaskawy”. Rozważając słowo pamiętajmy, że Bóg jest łaskawy i hojny ponad miarę, że do Jego natury należy łaskawość, która nie ma miary. Druga intuicja pochodzi z Dziejów Apostolskich. Św. Paweł przypomina słuchaczom osobę Dawida, o którym Bóg powiedział: „Znalazłem Dawida, syna Jessego, człowieka po mojej myśli, który we wszystkim wypełni moją wolę”. A dosłownie Bóg mówi: „Znalazłem Dawida, (…) człowieka według mego serca”. To dobra nowina na dziś, że Bóg jest łaskawy i że chce nas kształtować jako sługi „według serca Bożego”.

Tekst pierwszego czytania, zwany drugą pieśnią o słudze Pańskim, być może „automatycznie” odnosimy do Jezusa i jedynie do Jezusa. Nie wiem, czy macie podobny odruch: odruch obawy w odniesieniu tego tekstu do siebie? Tymczasem to słowo jest również słowem o nas. Jest słowem o nas, których Bóg poprzez to słowo, mocą Ducha Świętego, chce kształtować na wzór swojego Syna, który doskonale wypełnił to słowo. Tradycja Kościoła, zarówno wschodniego, jak i zachodniego, widzi w Duchu Świętym „ikonografa”, to znaczy Kogoś, kto maluje święte obrazy, to znaczy nas maluje. Duch Święty patrząc na Chrystusa – Syna Bożego, który stał się człowiekiem – maluje nas na wzór Chrystusa. Duch Święty chce w nas, którzy jesteśmy przecież stworzeni na obraz Boży, odnowić podobieństwo do Boga. Chce nas uczynić podobnymi do Jezusa. I nie chodzi o zewnętrzne jedynie podobieństwo, ale chodzi Mu o to, byśmy mieli te same pragnienia, to znaczy żebyśmy byli mężczyznami i kobietami „według serca Bożego”, we wszystkim pełniącymi wolę Ojca Niebieskiego. Możemy więc odnieść do siebie tekst dzisiejszego czytania i ufać, że gdy my będziemy je czytali, wtedy Duch Święty będzie malował nas na wzór tego Sługi Pańskiego.

Sługa Pański wyznaje: „Pan (…) ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki mnie ukrył. Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swym kołczanie”. Miecz i strzała, a zwłaszcza miecz, są w Biblii symbolami skutecznego słowa i wymowy. W Apokalipsie np. z ust Tego, który mówi do Kościołów, wychodzi „miecz obosieczny, ostry” (Ap 1, 16; 2, 12; 19, 15). W liście do Efezjan, kiedy św. Paweł opisuje „zbroję Bożą”, w którą ma być wyposażony, którą ma na sobie nosić chrześcijanin, pisze o mieczu Ducha: „weźcie miecz Ducha, to jest słowo Boże” (Ef 6, 17). A być może najbliższym nam obrazem jest ten z listu do Hebrajczyków mówiący, że słowo Boże jest „skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny” (Hbr 4, 12). Duch Święty patrząc na Tego, który jest Słowem Boga, czyni nas jakby słowami Boga. Duch Święty sprawia, że nie tylko jesteśmy wymowni w znaczeniu „elokwentni” (ten dar nie wszyscy mają w takie samej skali), ale On sprawia, że nasze życie, czasem milczące, staje się wymowne. Przeszywające do szpiku kości mogą być słowa, ale jeszcze bardziej przeszywające jest życie zwyczajnych chrześcijan.

Tu chciałbym podzielić się z wami słowami, które powiedział Henri de Lubac: „Najlepsi i najbardziej aktywni chrześcijanie nie muszą wcale rekrutować się spośród uczonych lub ludzi szczególnie uzdolnionych; spośród intelektualistów, polityków czy ‘społecznych autorytetów’. W konsekwencji ich głos nie rozbrzmiewa w gazetach, a ich czyny nie zajmują opinii publicznej. Żyją ukryci przed oczami świata i jeśli osiągną pewną popularność, to tylko drogą wyjątku i na starość, zawsze pod groźbą dziwacznych zniekształceń. Nawet wewnątrz Kościoła wielu z nich uzyskuje bezsporne poważanie najczęściej dopiero po śmierci. To jednak właśnie oni, bardziej niż wszyscy inni, przyczyniają się do tego, że nasza ziemia nie staje się piekłem. Większość z nich nie zadaje sobie pytania czy ich wiara jest ‘przystosowana’, ani czy jest ‘skuteczna’. Wystarczy im, że nią żyją, (…), a rodzące się stąd i często ukryte owoce nie są przez to mniej cudowne” (Henri de Lubac, Medytacje o Kościele, Wydawnictwo WAM, Kraków 1997, s. 247). Piękny tekst!

Oto, co znaczy być strzałą „zaostrzoną”, którą Bóg „utaił w swym kołczanie”. Oto, co znaczy być strzałą „wybraną” albo „dobrze dobraną”, jak mówi tekst grecki czy łaciński. Oto, co znaczy być strzałą „wyborną”, jak to przetłumaczył Jakub Wujek SJ. Ten obraz konfrontuje mnie z moim życiem, ponieważ przyglądając się życiu widzę dużo „nie-ostrości”, dużo kompromisów. Czasem odnoszę wrażenie, że moje myśli, słowa i czyny, są niewyraziste, nieostre, takie zamglone. Nie wiem, czy kiedyś robiliście zdjęcia? Kiedy robi się zdjęcie i się poruszy, wychodzi takie zdjęcie „poruszone”, nieostre… Mam wrażenie, że jestem jak taka „tępa” strzała, która w nic się nie wbije. I wyrywa się z mojego serca ten okrzyk: „Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły”. Bywam umęczony codziennym zmaganiem. Wypowiedzenie jednak swojego utrudzenia przed Bogiem daje okazję, by usłyszeć od Boga: „Nie bój się, jesteś sługą moim, w tobie się rozsławię, w tobie zostanę otoczony chwałą”. Bóg ma nadzieję, że nie tylko kiedyś będę Jego sługą, ale On już dziś widzi mnie jako Jego sługę, pragnącego żyć na Jego chwałę. Po drugie, wyznanie mojego utrudzenia jest okazją, by odkryć, że Bóg jest moją siłą w mojej słabości.

I po trzecie, i na koniec, nie dają mi spokoju słowa: „To zbyt mało, iż jesteś mi sługą”. Dotąd i również dziś słyszałem w nich obietnicę: „chcę od ciebie więcej”, a może nawet lepiej powiedzieć „chcę dać ci więcej”. Tym razem jednak bardzo mocno wpisały się w moją pamięć te słowa w takim brzmieniu, jakie one mają w Septuagincie, czyli w greckim przekładzie Starego Testamentu, którym posługiwał się Kościół pierwotny. To tłumaczenie nie zawsze jest dosłowne, ale jest w nim coś pięknego. Te słowa tam brzmią tak: „To wielka dla ciebie rzecz być nazwanym moim sługą”. „To wielka dla ciebie rzecz być nazwanym moim sługą”. Bóg nadal chce mi dać więcej. Mówi: „To zbyt mało, chcę ci dać więcej!”. Ale Bóg mówi mi, że już samo bycie Jego sługą, że już samo bycie Jego niewolnikiem, czyli bycie do całkowitej Jego dyspozycji, jest wielką rzeczą; że już to, że jestem w cieniu Jego ręki i że On mnie utaił w swoim kołczanie jest wielką rzeczą! Już samo bycie jak strzała „zaostrzona” w kołczanie Boga jest czymś wielkim! A cóż dopiero pomyśleć, że kiedyś Bóg zechce tej strzały użyć: za mojego życia albo po mojej śmieci. Być ukrytym „w cieniu ręki” Boga, być utajonym „w kołczanie” Bożym, to znaczy być wybranym i „zaostrzonym” przez Boga, to znaczy być formowanym w ukryciu przez Ducha Świętego po to, by kiedyś, kiedy Pan Bóg tego zapragnie, zostać posłanym w świat jak strzała „zaostrzona”. Oczywiście, moc tej strzały jest z Pan Boga, a nie z nas! Proszę sobie wyobrazić posłanie strzały w świat przez Pana Boga…

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

………
homilia – XII Niedziela Zwykła (rok A), 25 czerwca 2017 r.
Jr 20, 10-13; Ps 69, 8-10.14.17.33-35; Rz 5, 12-15; Mt 10, 26-33

NAGRANIE HOMILII Z 25 CZERWCA 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Rafał Ziajka SDS

---------------------------------------------------------------------


homilie z ćwiczeń ignacjańskich (20-28 VI 2017) – część pierwsza

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl