O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Ewangelia Dzieciństwa według św. św. Mateusza i Łukasza 25-27 ...


Ewangelia Dzieciństwa
według św. św. Mateusza i Łukasza

SZKOŁA BIBLIJNA
25-27 sierpnia 2017

 

NAGRANIA konferencji >>>
zapowiedź - info o sesji >>>

 

W dniach 25-27 sierpnia 2017 r. w ramach Szkoły Biblijnej odbyła się sesja „Ewangelia Dzieciństwa według św. św. Mateusza i Łukasza”, którą prowadził Innocenzo Gargano OSBCam. Uczestniczyło w niej 90 osób. Poniżej dzielimy się nagraniami i tekstami homilii, które w czasie spotkania wygłosił kameduła z rzymskiego klasztoru San Gregorio al Celio.

 

NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
które wygłosił Innocenzo Gargano OSBCam

---------------------------------------------------------------------

Pytanie o porządek: kogo kochać „najpierw”, a kogo „potem”?
homilia – piątek 20. tygodnia okresu zwykłego, 25 sierpnia 2017 r.
Rt 1,1.3-6.14b-16.22; Ps 146, 5-10; Mt 22, 34-40

Stoimy wobec klasycznego pytania, które stawiano sobie w narodzie izraelskim, kiedy chciano sprawdzić autentyczność wiary. Jest wiele tradycji tych pytań, ale wszystkie streszczały się w jednym pytaniu: „Jakie jest pierwsze i najważniejsze przykazanie?”. Jeśli ktoś poprawnie odpowiadał na to pytanie, był uważany za prawdziwego członka ludu Bożego. Także proroków poddawano tego rodzaju rozeznaniu. Jezus poddaje się temu kryterium w sposób bardzo prosty. Pozwalał się przepytywać swoim rozmówcom, którzy nie zawsze patrzyli na niego pozytywnym spojrzeniem, bo czuli się „powyżej” Niego. Niewiele wcześniej, niż ta stronica, to samo powiedziane jest o kapłanach, tak zwanych saduceuszach. Także oni czuli się, że są „powyżej” Jezusa. I rościli sobie pretensję do tego, co uważali za swój obowiązek, by wystawić Go na próbę. Wszyscy wiemy, jaka była odpowiedź Jezusa. Gdy saduceusze zostali „odstawieni” na bok, przychodzą uczeni w Prawie, teologowie par excellence. Także oni poczuwają się do obowiązku, by zweryfikować autentyczność proroctwa Jezusa. Zadają Mu pytanie, jakie stawiali wszystkim: „Jakie jest pierwsze i najważniejsze przykazanie Prawa?”. Odpowiedź Jezusa jest natychmiastowa. Oczywiście, pierwszym przykazaniem jest, by kochać Boga z całego serca, z całej duszy i ze wszystkich sił. Ale później Jezus dodaje drugie przykazanie, które określa jako podobne do pierwszego, zgodnie z którym, żeby być autentycznymi synami Izraela, nie wystarczy kochać Boga z całego serca, z całej duszy, ze wszystkich sił, ale trzeba kochać także bliźniego i to jak siebie samego. Pytanie, jakie stawiali sobie Ojcowie Kościoła, krążyło ciągle wokół „jak siebie samego”; krążyło wokół tego, co oznacza „jak siebie samego”. Wiemy, że Ewangelista Łukasz jest bardzo konkretny, żeby wyjaśnić znaczenie tego „jak siebie samego” i stawia nas wobec samej definicji bliźniego. Kto może być określony bliźnim przez jakąś osobę, jeśli nie ten, kto identyfikuje się, staje się jednym, z tą drugą osobą? W specyficznym wyjaśnieniu Łukasza tym bliźnim był właśnie Jezus, symbolizowany przez Samarytanina, który okazał się bliźnim dla tego biedaka pobitego przez zbójców.

Ale Ojcowie Kościoła nie zatrzymują się na tej prostej interpretacji Łukasza. Wychodząc od tej identyfikacji Samarytanina, symbolicznie przedstawiającego Jezusa, który się utożsamił z ubogim, poszerzają to pojęcie, by objąć nim całą ludzkość, dla której Syn Boży stał się Oblubieńcem. Bo nie ma większego zjednoczenia niż to, gdy ktoś jednoczy się ze swoją oblubienicą. Według wskazówki księgi Rodzaju, według której oblubienica opuści ojca i matkę, i złączy się ze swoim oblubieńcem tak, że dwoje staną się jednym ciałem (por. Rdz 2, 24). Stąd odpowiedź, jaką dają ojcowie Kościoła. Kto jest bliźnim? Odpowiedź brzmi: bliźni to małżonek! Bliźni to oblubienica dla oblubieńca i oblubieniec dla oblubienicy, bo dwoje stali się jednym ciałem. Tak więc, konkretnym sposobem przeżywania miłości, tak jak chce tego Bóg, co wyraża się w miłowaniu Boga z całego serca, z całej duszy i ze wszystkich sił, konkretyzuje się później w historii właśnie w odniesieniu do małżonków, którzy stają się jednym ciałem. W tej totalnej miłości jednego do drugiej czy jednej do drugiego, realizują pierwsze przykazanie, ale też drugie, które jest doskonale podobne do pierwszego. Dlatego Ojcowie Kościoła podkreślają z naciskiem, że tylko poprzez taki rodzaj miłości ma się miłość uporządkowaną; rozróżniając między miłością uporządkowaną i miłością nieuporządkowaną.

Na pierwszym miejscu stoi, oczywiście, miłość Boga, a na drugim miejscu – miłość współmałżonka. To oznacza, że wszystkie inne relacje miłości plasują się na dalszych miejscach. Na trzecim miejscu jest miłość do dzieci. Ponieważ dzieci pozwalają małżonkom przeżywać kontemplację Ojca, Stwórcy świata, który po tym, jak przed sześć dni stwarzał, siódmego dnia zatrzymał się, by kontemplować stworzenie, dzieło swoich Rąk. Tak więc, drugie przykazanie otwiera trzecie, bo małżonkowie doświadczają wspólnie daru Bożego. To oznacza, że dzieci są na trzecim miejscu, a nie na drugim. Tak uczyli Ojcowie Kościoła, że kiedy w ramach rodziny stawia się na drugim miejscu syna lub córkę, odsuwając współmałżonka na miejsce trzecie, jest to miłość nieuporządkowana, a więc nie jest to miłość zgodna z Prawem Mojżeszowym, ani z Prawem Jezusa, ale inna miłość; z wszystkimi konsekwencjami, które mogą później zaistnieć. Jeśli na drugim miejscu stawia się dzieci, a nie współmałżonka, same dzieci będą cierpieć z tego powodu, bo harmonia małżonków wiąże się z harmonią dzieci. I za każdym razem, gdy na bok odsuwa się współmałżonka, preferując dziecko, łamie się właśnie tę harmonię. Dzieci to dziękczynienie, jakie ci dwoje składają za to, że stali się jednym ciałem.

Później Ojcowie Kościoła, a w tym przypadku wyraźnie mówi to Orygenes, zadają sobie pytanie, kto ma być na czwartym miejscu. Biorą do rąk Dekalog i wyjaśniają, że na pierwszym miejscu jest miłość do Boga, na drugim miejscu – miłość do współmałżonka, na trzecim miejscu – miłość do dzieci, które są dziękczynieniem, czyli świętowaniem daru Bożego, a dopiero na czwartym miejscu stawiają ojca i matkę. Orygenes podkreśla, że w tekście nie jest powiedziane, że mamy kochać ojca i matkę, tak jak należy kochać dzieci, kochać bliźniego czy kochać Boga, ale mówi się po prostu, by czcić ojca i matkę. Stąd płyną konsekwencje. Kiedy włącza się, że kocha się ojca i matkę stawiając ich przed współmałżonkiem czy przed dziećmi, w gruncie rzeczy wprowadza się nieporządek zamiast tej harmonii, jakiej chciał Pan. Stąd pochodzą konsekwencje praktyczne, o których mówili Ojcowie Kościoła. Za każdym razem, kiedy nie respektuje się porządku, jakiego pragnął Pan, wtedy my wszyscy doświadczamy braku harmonii.

Jak ten typ rozumowania stosuje się do osób konsekrowanych albo do tych, którzy pełnią jakąś posługę w ramach Kościoła? Znowu powraca symbol zaślubin. Kto poświęca się Bogu w życiu konsekrowanym, w gruncie rzeczy przeżywa swoje życie oblubieńcze w ramach konsekracji. Kto otrzymuje od Pana jakąś posługę do wypełnienia, ma przeżywać tę posługę na sposób oblubieńczy. To oznacza, że ma stawiać najpierw współmałżonka, w tym przypadku wspólnotę czy Kościół, nawet przed tymi, których można by określać jako synów czy córki duchowe. Powraca pytanie Jezusa do Szymona Piotra po zmartwychwstaniu, kiedy Jezus go zapytał: „Ale Szymonie, czy kochasz Mnie bardziej niż te wszystkie rzeczy?”. I „te rzeczy”, do których odnosi się Ewangelista, to owoce jego apostolatu; owoce, które Piotr uzyskał, bo był posłuszny słowu Jezusa. „Zarzuć sieć po prawej stronie łodzi”. Piotr zarzucił sieć i złowił sto pięćdziesiąt trzy wielkie ryby. Do tych owoców jego apostolatu odnosi się Jezus, kiedy pyta Piotra: „Czy kochasz Mnie bardziej niż wszystkie owoce twojego apostolatu?”. Pytał więc Piotra o miłość uporządkowaną; miłość uporządkowaną, która respektuje te wszystkie stopnie miłości i która stawia na pierwszym miejscu – Boga, na drugim – współmałżonka, na trzecim – dzieci, a dopiero na czwartym – starszych, których nazywamy rodzicami, rodzicami rodziców, teściami… To jest przesłanie bardzo precyzyjne, bardzo syntetyczne, ale niezwykle ważne, byśmy się wszyscy zastanowili nad tą miłością uporządkowaną, o którą prosi nas słowo Ewangelii.

Innocenzo Gargano OSBCam

---------------------------------------------------------------------

„Ale co się dzieje między nami?”. Miłość zmienia wszystko!
homilia – uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej, 26 sierpnia 2017 r.
Prz 8, 22-35; Ps 48, 2-3.9-11.13-15; Ga 4, 4-7; J 2, 1-11

Przede wszystkim składam życzenia wszystkim Polakom, bo dzisiaj jest święto waszej Patronki. Poprosiłem o wyjaśnienia, dlaczego Matka Boża Częstochowska jest tak ważna dla was i zrozumiałem, że Matka Boża Częstochowska należy do waszej tożsamości narodowej, polskiej. Jest więc słuszne, by zastanowić się razem nad tajemnicą, która kryje się w tej Niewieście o imieniu Maryja, której najpiękniejszym tytułem jest „Matka Boga”. Zatrzymam się wyłącznie na fragmencie Ewangelii i z tego fragmentu ewangelicznego podkreślę zaledwie jedno zdanie, które niestety często nie jest tłumaczone tak, jak należy. To zdanie bardzo tajemnicze, w którym Jezus mówi do swojej Matki: „Co dzieje się między Mną a Tobą?” (gr. „ti emoi kai soi?”, a później dodaje: „Niewiasto”. Zwraca się więc do Matki i określa ją słowem „Niewiasta”. To jest przejście zamierzone. To wyrażenie znajduje swoje korzenie w Pieśni nad Pieśniami i odnosi się do oczarowania, jakie odczuwają wzajemnie oblubieniec i oblubienica, kiedy stoją jedno przed drugim i zauważają, że oboje „wybuchają” miłością. Jedynym odniesieniem, jakie można uczynić, jest to do dwojga młodych, którzy stoją wśród innych kolegów, chłopak i dziewczyna, i w pewnym momencie zauważają, że patrzą na siebie w inny sposób, tak iż jedno zadaje pytanie drugiemu: „ale co się dzieje między nami?”. To jest rozpalenie się miłości; to jest moment zakochania. To się dzieje, według pogłębionej egzegezy, na tej stronie opowiedzianej przez Ewangelistę Jana. Kontekstem jest kontekst małżeństwa, kontekst oblubieńczy.

Ale faktycznie nikt nie odwołuje się ani do pana młodego, ani do panny młodej. Mówi się po prostu o zaślubinach. Ale zaślubinach kogo? Na koniec opowiadania pojawia się pan młody. Ten oblubieniec zostaje wezwany przez starostę weselnego, który mówi mu zdumiony po skosztowaniu wina, które zostało mu przyniesione na końcu przez sługi: „dlaczego zachowałeś najlepsze wino aż do tej pory?”. Czy mówi to do oblubieńca czy też do ojca oblubieńca? Bo tym, który organizuje wesele i kto płaci za jego organizację, zazwyczaj jest nie pan młody, ale ojciec pana młodego. A więc ten starosta weselny, wydaje się, że zwraca się pana młodego, ale do pana młodego, który już „zmienił naturę” w sobie i stał się ojcem, który celebruje wesele swojego syna. Kim jest syn? To jest pytanie, jakie stawiają sobie Ojcowie Kościoła, ale to jest też pytanie, jakie dzisiaj stawiają sobie egzegeci. Odpowiedź nie jest łatwa, chyba że uświadomimy sobie to przejście, które dokonuje się w sposobie zwracania się do Maryi, o której mówi się najpierw ciągle „Matka”, „Matka”, „Matka Jezusa”, a później nagle zostaje Ona przez swojego Syna nazwana „Niewiastą”. To jest ta sama zmiana, która dokonuje się na końcu Ewangelii, gdzie po raz drugi Ewangelista przedstawia nam Maryję używając tytułu „Matka”, „Matka Jezusa”, a jednak potem, kiedy Jezus zwraca się do Matki, by powierzyć Jej umiłowanego ucznia, nie nazywa Jej już „Matką”, ale znów nazywa ją „Niewiastą”.

„Niewiasta” to oblubienica. „Niewiasta” to żona dla męża. O jakim weselu jest więc mowa? I w tym punkcie pojawia się interpretacja Ojców Kościoła. Wesele, o którym się mówi, to zaślubiny Syna Bożego z całą ludzkością, którą symbolizuje Maryja, która teraz jest postrzegana i kontemplowana jako Oblubienica. To wszystko dokonuje się w kontekście, w którym wydaje się, że ludzkość już wszystko zużyła i znalazła się w sytuacji smutku, bo święto nie może trwać dalej, bo brakuje wina. Jak można dalej świętować, jeśli brakuje wina? Ten brak wina zauważa Matka Jezusa, która teraz „przemienia się” – choć zwraca się bezpośrednio do Jezusa jako do Syna, ale – już jest traktowana przez Syna jako prawdziwa Oblubienica. To jest moment, w którym „wybucha” zakochanie pomiędzy Oblubieńcem, jakim jest Wcielony Syn Boży, i oblubienicą, którą jest całą ludzkość. Na to nowe wesele trzeba nowego wina. Już nie wystarczy sześć kamiennych stągwi z wodą przepisaną przez Prawo do żydowskich oczyszczeń. Trzeba, żeby ta woda przemieniła się w wino: wino, które jest symbolem wesołości, radości, wyzwolenia, miłości. Trzeba, żeby kamień, na którym jest wyryte Prawo Pańskie, objawił w sobie ducha, który jest wewnątrz Prawa. To jest moment, w którym nie można już przestrzegać Prawa w jego przepisach zewnętrznie i literalnie, ale to jest moment, w którym trzeba odczytać ducha Prawa, który identyfikuje się z miłością. I to wychodząc od samego doświadczenia: smakując wodę, która stała się winem; a starosta weselny rozumie, że w tej celebracji coś zmieniło się jakościowo. Ojciec pana młodego dał wszystko, co miał, ale teraz nadszedł moment, by zacząć coś nowego.

Ta nowa rzecz już trwa. Już został rozpalony ogień miłości. Oblubieniec i Oblubienica, oboje, nie pragną niczego innego, jak „wybuchu” tego ognia. To jest to, co rozumie Maryja, która zwraca się natychmiast do sług, mówiąc: „Uczyńcie wszystko, co wam powie”. Jak mogła powiedzieć: „Uczyńcie wszystko, co wam powie”, jeśli nie dlatego, że także Ona zrozumiała, że „wybuchło” coś nowego między Nią i Jej Synem? Teraz Król jest Oblubieńcem, a Oblubienica jest Królową i rozkazuje sługom wiedząc, jakie jest ostateczne pragnienie Jej Syna, który teraz stał się Jej Oblubieńcem. Jeśli odczytamy tekst uważnie w tej perspektywie, wtedy można zrozumieć, dlaczego na koniec tej strony Ewangelista podkreśla, że ten znak uczyniony przez Jezusa jest „arche” (gr.), początkiem, zasadą i fundamentem wszystkich innych znaków. A jeśli jest zasadą, początkiem i fundamentem wszystkich innych znaków, czymże może być, jeśli nie odkryciem miłości.

Jezus mówi u Synoptyków: „Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, aby już zapłonął”. To jest to, co nam potwierdza sam Ewangelista Jan, kiedy znowu przedstawi postać Maryi, a opisze Ją najpierw jako „Matkę”, „Matkę Jezusa”, a potem zachęci czytelnika, by odkrył, że właśnie tam, na wzgórzu Golgoty, została skonsumowana miłość między Oblubieńcem, symbolizowanym na weselu w Kanie oraz Oblubienicą, również symbolizowaną na weselu w Kanie. W ten sposób Jezus „przestaje” być Synem na Krzyżu i staje się Nowym Adamem, z którego boku ujawnia się Nowa Ewa tak, iż teraz Jezus Ukrzyżowany i Maryja z Nazaretu są początkiem nowej ludzkości; są pierwocinami tej skonsumowanej miłości między Oblubieńcem, utożsamianym z Jezusem Ukrzyżowanym i Oblubienicą, utożsamianą z Maryją - Matką, która stała się Oblubienicą, oraz uczniem umiłowanym, który słyszy od Jezusa Ukrzyżowanego: „Synu, oto Matka twoja!”. „To już nie jest moja Matka! Dla Mnie teraz jest już Ona Oblubienicą, ale dla ciebie teraz jest Matką”.

Ostatnie wyrażenie, które jest użyte w tej samej Ewangelii wg św. Jana, ta druga propozycja Maryi: to jest uwaga, którą czyni Ewangelista: „I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie”. Także tutaj po grecku jest pewne wyrażenie, którego nie można banalizować. Bo zazwyczaj się to tłumaczy, że uczeń wziął Ją do swojego domu jako wdowę bezdzietną, żeby Ją chronić, pielęgnować i o Nią się troszczyć. Nie! Wyrażenie greckie brzmi: „elaben autēn... eis ta idia”, co oznacza, że „przyjął Ją… do tego, co stanowiło jego najgłębszą tożsamość”. Czyli uczeń powołany i zachęcany przez Jezusa Ukrzyżowanego, by stanowić jedno z Oblubienicą, bo Oblubienica stanowi jedno z Oblubieńcem. To jest sedno Kościoła, bo uczniem umiłowanym jesteśmy my wszyscy! To jest zachęta, by poczuć się umiłowanym, jak Oblubieniec kocha Oblubienicę, staje się jednym z Oblubienicą i jest gotów oddać całego siebie dla szczęścia i płodności Oblubienicy. Oblubienica i umiłowany uczeń: w uczniu umiłowanym jest Kościół, a w Kościele jesteśmy my wszyscy, każdy z nas. To, co my możemy odnieść do Matki Bożej Częstochowskiej, jak inne narody mogą to odnieść do innych tytułów maryjnych, to są tylko częściowe realizacje, które stają się też misją ze strony tego, kto czuje się wezwany, by być tak blisko Maryi. Stają się misją, polegającą na głoszeniu powszechnej oblubieńczości: cały Kościół i cała ludzkość jest wezwana, by być oblubienicą. Co to pociąga za sobą? By dać się kochać! By dać się karmić upływem Krwi, wypływającym z przebitego prawego boku Chrystusa Ukrzyżowanego! By odkryć, że w tym „strumyku” Krwi jest skonsumowanie miłości; skonsumowanie, bo Miłość okazała się gotowa do oddania ostatniej kropli Krwi. Staje się wodą, która pozwala narodzić się Kościołowi w tym paschalnym „łonie”, z którego rodzi się Kościół. Ta karta Ewangelii mówi więc o nas; mówi o Kościele, mówi o każdym członku Kościoła. Mówi, jak powiedzieliśmy w naszej rozmowie, o całej ludzkości. My z naszą przynależnością partykularną, otrzymaliśmy tylko misję, nie przywilej posiadania wszystkiego dla siebie, jakby Maryja miała bronić tylko nas, ale proroctwo, prawdziwy znak, który ma ukazać światu głębokie pragnienie miłości, która nie może być sobą, jeśli nie przejdzie przez doświadczenie osobiste, a później się nie rozszerzy, żeby objąć to, co powszechne. To jest Kościół katolicki!

Innocenzo Gargano OSBCam

---------------------------------------------------------------------

Jesteś łatwo kruszącą się skałą, ale Ojciec cię wybrał!
homilia – 21. Niedziela Zwykła (rok A), 27 sierpnia 2017 r.
Iz 22, 19-23; Ps 138, 1b-3.6.8bc; Rz 11, 33-36; Mt 16, 13-20

Pytanie, jakie Jezus stawia swoim uczniom, dotyczy trzech różnych poziomów zrozumienia Jego tożsamości. Pierwszy poziom to: „Co ludzie mówią o Mnie?”. Drugi poziom to: „A wy, co o Mnie mówicie?”. Trzeci poziom jest bardziej tajemniczy, bo nie jest to odpowiedź na pytanie Jezusa, ale to jest „inicjatywa” Szymona Piotra, który nie może się powstrzymać przed złożeniem swojego wyznania wiary. Już to jest wskazówką dla nas. Jest pewna powszechna mentalność ludzi dotycząca tożsamości Jezusa. Jest głębsze zrozumienie, jakie Jezus „rezerwuje” dla swoich bliższych uczniów. A później jest pewna intuicja, która już nie należy do tego, co ludzkie, ale jest po prostu darem Boga. I właśnie nad tym trzecim poziomem Jezus się zatrzymuje, po tym, jak usłyszał wyznanie Szymona Piotra: „Ty jesteś Chrystus, Syn Boga żywego!”.

Jezus zatrzymuje się na moment i ogłasza błogosławieństwo: błogosławieństwo, które wstrząsa zupełnie kryteriami Piotra. „Ty myślałeś, że wiesz twoimi własnymi siłami, kim Ja jestem i jaka jest Moja ostateczna tożsamość, ale muszę ci powiedzieć, że to, co powiedziałeś o Mnie, nie pochodzi od ciała ani nie pochodzi od krwi, czyli nie pochodzi ani od twoich ludzkich sił, ani od twoich zmysłów fizycznych, ani od twoich serdecznych uczuć, ani od twojej inteligencji. To, co zrozumiałeś o Mnie, jest absolutnie darmowym darem Ojca. Jesteś błogosławiony, bo Ojciec wybrał to, że właśnie tobie objawi Moją tożsamość. A teraz zachęcam cię do refleksji: ‘Ty nazywasz się Piotr [wł. „Pietro”], ale jakiego rodzaju skałą [wł. „pietra”] ty jesteś? Zastanów się trochę nad twoim życiem! Pomyśl, ile razy miałeś wątpliwości, co do Mnie! Pomyśl, kiedy cię zachęciłem, byś chodził po wodzie, a ty ogarnięty wątpliwościami co do mojej tożsamości, zauważyłeś, że im bardziej wzrastały twoje wątpliwości, tym bardziej zanurzałeś się w otchłań wód! Pomyśl, jak się zgorszyłeś, kiedy dzieci przychodziły do Mnie, a tobie wydawało się, że brakuje im szacunku wobec Mistrza! A Ja tobie, tak jak i innym, powiedziałem: ‘Dozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, bo do tych, którzy są jak te dzieci, należy Królestwo niebieskie!’”. Można też kontynuując poszerzać lekturę Ewangelii wg św. Mateusza stając wobec pytania Piotra zadanego Jezusowi, kiedy Jezus nalegał na to, że trzeba zawsze przebaczać. A Piotr pytał: „Ale, ile razy, Panie? Czy aż trzy [siedem] razy?”. I usłyszał, że aż siedemdziesiąt [siedem] razy, czyli zawsze. Poszerzając naszą znajomość apostoła Piotra, spotykamy się z postacią, która gorszy się proroctwem wypowiedzianym przez Jezusem na temat upokorzenia, które miało Go spotkać w Jerozolimie, kiedy miano się go zaprzeć, kiedy miał być oczerniony, zaatakowany, upokorzony, zabity w sposób haniebny na krzyżu, a Piotr mówił: „Mistrzu, tobie nie powinno się zdarzyć nic takiego!”. I usłyszał odpowiedź od Jezusa: „Stań za Mną, a nie przede Mną! Bo jeśli stajesz przede Mną, jesteś dla Mnie zawadą. Co więcej, jesteś jak szatan, przeciwnik .To, co jest wolą Ojca, Ja pragnę spełnić w Moim życiu”.

Poszerzmy jeszcze spojrzenie. Spotykamy się z Piotrem, który wobec proroctwa Jezusa: „Jeden z was Mnie zdradzi…”, gdy Jezus dodaje jeszcze: „wszyscy zostawicie Mnie samego…”, i widzimy zarozumialstwo Piotra: „Nawet jeśli wszyscy Cię opuszczą, ja Cię nie opuszczę”, wobec stwierdzenia Piotra uczynionego tej samej nocy, Piotra, który tej samej nocy nie miał odwagi, aby dać się poznać jako przyjaciel Jezusa, przecząc nawet temu, że Go kiedykolwiek widział. To jest Piotr. To jest także Piotr, który według Łukasza, po trzech kolejnych zaparciach się tej nocy, wybuchnął płaczem, który trwałby bez końca. W każdym razie był to Piotr słaby, Piotr kruchy. Tu nie chodziło o „kamień” [„skałę”] twardy, stały, niewzruszony, który moglibyśmy kojarzyć imieniem „Piotr”. W rzeczywistości „Piotr” pochodzi od „Kefas”, a „kefas” w języku aramejskim oznacza kamień raczej miękki, kamień piaszczysty, kamień łatwo kruszący się, który nie ma żadnej spójności; albo według innych interpretacji „kefas” oznaczałoby kamień okrągły, owalny, który nie ma solidności, jedynie w swoim punkcie oparcia, dlatego ciągle się chwieje, chociaż środek ciężkości sprawia, że ciągle ten kamień jest zjednoczony w centrum. To jest „kefas”, to jest „skała”. To symbol […] na określenie osobowości Piotra: osobowości kruchej; osobowości ciągle przenikanej przez wątpliwości; osobowości impulsywnej; osobowości, która składa obietnice nie dotrzymując ich; osobowości kogoś, kto nawet jeśli uwierzył słowom Jezusa i zaczął chodzić po wodzie, jednak ulega strasznej wątpliwości w wierze pogrążając się wodzie, słysząc zarzut od Jezusa: „Człowieku małej wiary, dlaczego zwątpiłeś?”.

To jest ta „skała”. A jednak w błogosławieństwie Jezusa jest coś innego. Kontynuując Jezus mówi Piotrowi: „Ty jesteś Piotr! Ty jesteś Skałą, na której… – co my również zrozumieliśmy przemierzając całą drogę z Ewangelistą – … ale, właśnie na takiej ‘skale’, jak ta, Ja zbuduję mój Kościół! Żebyś mógł dobrze zrozumieć, że integralność twojej wiary nie wywodzi się z twojego ciała i z twojej krwi, ale wypływa z wyboru ciebie dokonanego przez Ojca. I pamiętaj dobrze, że wszystko, co zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie! Bo to nie ty będziesz budował solidność wokół siebie, ale obietnica Ojca. To Ojciec zaangażował się wobec twojej słabości! Zaangażował się wobec twojej słabości poprzez Mnie! Ja staję się pokornym Sługą, jak łagodny baranek prowadzony na rzeź. I jeśli jesteś dostatecznie szczery, by przyznać, że sam jesteś tylko ciałem i krwią, pamiętaj o tym, – co wiemy z Ewangelii Janowej –, że kiedy byłeś silny, mogłeś wybierać i chodzić tam, gdzie chciałeś, ale kiedy zauważysz, że już nie masz tych sił i tej mocy, która by pozwalała ci chodzić tam, gdzie chcesz, ktoś inny cię poprowadzi, przepasze cię i poprowadzi tam, gdzie ty sam nigdy nie byłbyś w stanie dojść”. Przypomnijmy ostatnią uwagę czwartego Ewangelisty, autora epilogu: „Powiedział to, aby wskazać, w jaki sposób zostanie męczennikiem Pańskim”.

To, co powiedziano o Piotrze, historia nauczyła nas rozpoznawać we wszystkich Następcach Piotra. I nad tym punktem musimy się długo zastanowić, aby móc pomagać naszą modlitwą każdemu Następcy Piotra, by uświadamiał sobie, że to nie ze względu na jego „ciało i krew”, ale z darmowego daru Boga, który wskazuje zawsze drogę Kościołowi, bo moce piekielne nie mogą go zwyciężyć.

Innocenzo Gargano OSBCam

---------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------
* tytuły homilii pochodzą od redakcji;

w tekstach spisanych z nagrania,
zachowano styl języka mówionego
korzystamy z tłumaczenia D.Piekarz
---------------------------------------------------------------------

 

Zachęcamy do skorzystania z nagrań i publikacji:

  
 

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl