O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Powrót do życia. Słowo Boże i uzdrowienie serca 6-8 X 2017 - ...


Powrót do życia.
Słowo Boże i uzdrowienie serca

SZKOŁA KIEROWNICTWA DUCHOWEGO
6-8 października 2017

 

INFO o sesji >>>.

 

NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
które w czasie sesji wygłosił Krzysztof Wons SDS

 

---------------------------------------------------------------------

Kiedy myślę o cudzie, myślę zawsze o życiu *
homilia – piątek 26. tygodnia okresu zwykłego (rok I), 6 października 2017 r.
[tekst Ewangelii wybrany z uwagi na tematykę sesji rekolekcyjnej]
Ba 1, 15-22; Ps 79, 1b-5.8-9; Łk 24, 1-12

 

 

„Całe życie jest początkiem. Potrzeba mi otwartej, spontanicznej, radosnej postawy, dzięki której człowiek wie, że nic nie wie. Potrzebuję pustki w sobie. Muszę w swej duszy znaleźć cząstkę jeszcze pustą, jeszcze zdolną przeżyć zaskoczenie, jeszcze otwartą na cud” (Kristin Weber). Nie wiem, o jakim cudzie myślała. Ja kiedy myślę o cudzie, myślę zawsze o życiu. Nie ma większego cudu niż życie. I ten cud będzie trwał wieczność. Ten cud rozpoczął się z naszym poczęciem i już nie ma końca. Przeczytałem przed chwilą Ewangelię, która nas upewnia o tym cudzie, że nasze życie w Nim ma początek i już nie ma końca. Czy istnieje większy cud? Jeśli pomyślimy jeszcze, że nie chodzi o jakiekolwiek życie i że nawet to nasze życie, którego tak kurczowo się trzymamy, pomimo wszystko, tu na ziemi, jest tylko marnym odbiciem tego życia, które będzie trwało wiecznie w Nim. A jego piękna nie może sobie wyobrazić nasz umysł, ani przeczuć nasze serce.

Wybrałem tę Ewangelię – przerywając lectio continua Kościoła, bo jako wspólnota rekolekcyjna mamy ku temu prawo; Kościół je daje –, ponieważ w tych dniach pójdziemy drogą, na której światła szukać będziemy na tej stronicy, którą przed chwilą zacząłem czytać. Pójdziemy drogą, na której będzie nas prowadziło światło z Ewangelii wg św. Łukasza od 13. wersetu 24. rozdziału. Tyle że ten werset stronicy, którą będziemy się modlili albo fragment tej stronicy rozpoczyna się od słów: „TEGO SAMEGO DNIA dwaj z nich byli w drodze do wsi…”. O jaki dzień chodzi? Nie możemy nie zapytać o ten dzień, zwłaszcza jeśli znamy historię tego ich odejścia. Co to był za dzień, który sprawił, że odeszli? Odeszli z Jerozolimy: z miasta, które jako pierwsze było świadkiem pustego grobu; z miasta, które jako pierwsze świętowało życie, które się nie kończy.

Odeszli… Dlatego zaproponowałem wam, byśmy najpierw przeżyli to, co stało się wcześniej, zanim odeszli, bo to bardzo przypomina nasze życie i to, co w nim dzieje się co dnia, łącznie z naszym odchodzeniem. Ten pierwszy dzień tygodnia to dzień, w którym Jezus wyszedł z grobu. I Jego grób już na zawsze pozostaje pusty i jest obietnicą, że wszystkie groby, w których zostaną pochowane nasze ciała, kiedyś będą puste. Ta tajemnica już w nas żyje. Obudziliśmy się do życia w dniu chrztu z obietnicą poranka wielkanocnego. Wszyscy w dniu chrztu obudziliśmy się do życia z dobrą nowiną, że Bóg zapragnął dla nas życia, abyśmy z Nim na zawsze byli. Tymczasem tym, co zadziwia w tym mieście, które nosi w sobie właśnie tę tajemnicę dobrej nowiny, jest zachowanie tych, którzy się tam znajdują, a o których pisze Łukasza. Bo ci wszyscy tam, w tym mieście, zachowują się tak, jakby Jezus nie zmartwychwstał. Tak, jakby grób nie był pusty i jakby życie zostało przywalone ciężkim kamieniem, i już nie może powstać: „wszystko skończone”.

Cztery razy w tej świętej perykopie, którą przeczytałem, pojawia się słowo „grób”. Można powiedzieć, że w tym mieście, w którym grób jest pusty, panuje nadal „grobowa atmosfera”. A jeśli przyglądniemy się tym, którzy tam są i przeżywają ten dzień, wszystko jest jakby bez życia. [One] są bezradne, z twarzami pochylonymi ku ziemi. [Oni] są przestraszeni, zdezorientowani – napisze Łukasz. Drodzy, co nam to przypomina? Masz takie dni w swoim życiu, kiedy masz twarz pochyloną ku ziemi tak, że już nieba nie widzisz? Masz takie dni w swoim życiu, w których czujesz się tak bezradny, tak przestraszony, tak zdezorientowany, że gubisz drogę, że gubisz kierunek i że nie wiesz, gdzie pójść? Że stoisz w miejscu, jakby wbity w ziemię? Wszyscy mamy takie dni. A przecież wszyscy nosimy w sercu tajemnicę poranka wielkanocnego! Wszyscy nosimy w sercu tajemnicę grobu, od którego kamień już został odwalony; grobu, który jest pusty. I tam pachnie życiem, tam jest wiosna. Dlaczego ciągle zachowujemy się tak, jak oni? Dlaczego ta dobra nowina o życiu, które się nie kończy, nie przebija się często przez nasz smutek, naszą bezradność?

Po raz pierwszy usłyszałem, chcę wam się przyznać, w Ewangelii wg św. Łukasza, w tym fragmencie, słowo, na które nigdy jeszcze nie zwróciłem uwagi: „skoro świt”. Łukasz właściwie użył określenia: „o głębokim brzasku”. To słowo „głębia” (gr. „bathos”) oznacza tę głębię, o której napisze Paweł w liście do Rzymian: „O głębokości bogactw, mądrości i wiedzy Boga!” (Rz 11, 33). Paweł napisał to, by powiedzieć: „Boże, jesteś nieprzewidywalny!”. Nie jestem w stanie Ciebie przeczytać. Nie jestem w stanie Ciebie zrozumieć. Nie jestem w stanie Ciebie przewidzieć, ale mogę być, jak te kobiety, które mimo wszystko wchodzą w tę głębię. Zaczynam dzień i wchodzę w tę Twoją nieprzewidywalność. Wchodzę w tę mądrość, której nie mogę pojąć, która jest dla mnie jak ocean i czuję, że zanurzam się w niej, jak kropla w oceanie. Mogę to uczynić każdego dnia, od brzasku, od jutrzenki. Także wtedy, kiedy widzę przed sobą ciężki kamień, który zagradza mi drogę do życia; cokolwiek tym kamieniem jest. Mogę być, jak te kobiety, jeśli pozwolę, aby łaska obudziła we mnie poranek wielkanocny; aby obudziła we mnie na nowo, jak w dniu chrztu, wiarę w życie, które trwa, że cokolwiek się dzieje, cokolwiek się dzieje,… Ty, Boże, jesteś! Jesteś Życiem! Ja w Tobie żyję i nic, co się tego dnia wydarzy, nie może zmienić tego faktu. Nic!

Pomyślałem o Łukaszu, dlaczego on pisał ten fragment. Pisał go, bo prawdopodobnie w jego wspólnocie tak było. Wspólnota wie, że Jezus zmartwychwstał, ale Łukasz patrzy po ich twarzach, w ich serca, natchniony Duchem Świętym, i widzi, że są tacy, którzy mają ochotę odejść. Są tacy, których Jezus rozczarował. Są tacy, którzy rozczarowali się Bogiem, rozczarowali się życiem. Ilu takich ludzi chodzi po ziemi? A może ja, będący tutaj, czuję w sobie cząstkę tego rozczarowania? Być może [Łukasz] widzi tych dwóch, którzy odchodzą ze wspólnoty. Wybrali wieś i zostawili wielkie miasto. Zostawili wielką obietnicę życia i postanowili sobie sami życie zorganizować. Św. Łukasz, tak czytam tę stronicę, chce z nami wrócić tam, gdzie wszystko się rozpoczyna albo wszystko się kończy. A wszystko się rozpoczyna albo kończy w naszym sercu! Bo to w sercu podejmujemy decyzje o życiu lub śmierci, o nadziei lub beznadziei, o ufności czy rozczarowaniu.

Dlatego prośmy, byśmy mogli prowadzeni przez światło słowa Bożego przeżyć na nowo spotkanie z brzaskiem poranka wielkanocnego, ale w naszym sercu, cokolwiek w nim się teraz dzieje; byśmy mogli w naszym sercu przeżyć spotkanie ze Zmartwychwstałym, który być może chce przyjść, by nam Pisma wyjaśniać, by jeszcze raz otworzyć nas na słowo, byśmy mogli znowu zakosztować życia i się nim cieszyć, i je świętować tak, jak ostatecznie świętowali ci, którzy na początku wybrali zły kierunek. Prośmy o taką łaskę spotkania ze Zmartwychwstałym w naszym sercu: łaskę, która pozwoli nam przeczuć zapach poranka wielkanocnego. To znaczy, byśmy całymi sobą przeczuli Jego łaskę, która nas nawiedza. Byśmy mogli jeszcze raz spotkać życie, jak spotkaliśmy je w dniu naszego chrztu. I byśmy od tego życia, życia z Nim, nigdy nie odstąpili.

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

Największa tragedia: kiedy relacje w Kościele są niszczone *
homilia – 27. niedziela zwykła (rok A), 8 października 2017 r.
Iz 5, 1-7; Ps 80, 9.12-16.19-20; Flp 4, 6-9; Mt 21, 33-43

 

 

Jest jesień: czas świętowania zbiorów owoców; czas winobrania i czas radowania się owocami winobrania. Jest Święto Namiotów – święto, które z jednej strony przypomina to, co działo się na pustyni, kiedy Bóg ich prowadził [mieszkając] pod jednym z namiotem z nimi, ale jest to także czas tego, co Bóg uczynił dla nich w Ziemi Obiecanej, kiedy pustynię zamienił na piękną winnicę. I teraz mogą świętować, smakując owoce tej winnicy. G. Ravasi komentuje, że pieśń o winnicy, którą znajdujemy w piątym rozdziale księgi Izajasza, to najpiękniejsze dzieło poezji hebrajskiej, napisane przez Izajasza. Izajasz to Dante literatury biblijnej. Ale Izajasz, [człowiek] o gorącym sercu, kochający Boga, pisze tę pieśń pod natchnieniem Ducha, by była wyśpiewana w to święto Namiotów, w dniach, w których naród nie miał czego świętować. Bo winnica już nie przypominała Bożego dzieła. Winnica wydawała drętwe owoce. Jest to pieśń przyjaciela, ale przyjaciela, który płacze nad winnicą, która zdradziła miłość swojego gospodarza. Co się stało? Co się tak naprawdę wydarzyło? Czym jest winnica? W Biblii i w ogóle na Wschodzie to symbol umiłowanej kobiety. W Pieśni nad pieśniami winnica to oblubienica, to kwitnąca winnica. Ale ta oblubienica zaczęła zdradzać miłość swojego oblubieńca. I można by pozostać przy tym pięknym wspomnieniu i przy tym żalu Boga, który płacze nad Izraelem, który już nie jest Jego winnicą, ale to słowo jest słowem do nas i o nas.

Bardzo szybko w tej winnicy zobaczyłem nasz Kościół, cały Kościół, nasze Kościoły diecezjalne, lokalne, nasze „kościoły”, to znaczy wspólnoty, domowe i zakonne, nasze „kościoły” kapłańskie. Jaką pieśń Pan Bóg by dziś zaśpiewał patrząc na moją wspólnotę? A najpierw… patrząc na moje serce? Winnica jest bogata w symbolikę. Winnica to uprawiona ziemia. Kamienie zostały wyrzucone, ziemia oczyszczona. Gospodarz wszystko przygotował, by była żyzna. Winnica ma także mury albo żywopłoty, aby była strzeżona. Winnica ma także wieżę: ona ma także strzec i winnicy, i strażnika w winnicy. I winnica ma wreszcie tłocznię, aby kiedy przychodzą zbiory, winogrona były tłoczone, by był wyciskany z nich sok winny. Winnica, kochani, to obraz miłości! Wino w Biblii jest zawsze symbolem miłości, bo miłość to obfitość życia. Kiedy jest miłość, przeżywa się życie w pełni. Kiedy nie ma miłości, życie staje się drętwe, suche, jak winorośl, która nie wydała owoców.

Pomyślcie: co jest najważniejsze w winnicy? Jezus powie w tej pięknej alegorii o winnym krzewie, że najważniejsze są relacje: relacja z Nim i relacje między sobą. Winnica to relacje, o których marzy Bóg: relacje w naszych wspólnotach, w naszym Kościele. Kościół to relacje. Po co wieża w winnicy, kiedy nie ma winnicy? Po co płot, mury, kiedy nie ma owoców winnego krzewu? I po co wreszcie tłocznia, która nie może wytłoczyć z grona wina, bo grona są suche. Taki jest Kościół bez relacji. Kościół bez relacji to szkielet instytucji; instytucji ważnej, ale ważnej tylko dlatego, żeby chronić relacje, by chronić w niej więzi, by chronić miłość – to najlepsze wino. Bogu nie jest potrzebna sama instytucja, którą przecież sam ustanowił. Bóg ustanowił instytucję, aby chroniła relacji, tej najważniejszej, z winnym krzewem, by latorośle wydały obfite owoce. Kiedy tak nie jest, Bóg płacze.

Ale ta przypowieść z Ewangelii, która jakby dalej tłumaczy, co Bóg uczynił w księdze proroka Izajasza, mówi nam o czymś, co najbardziej zraniło serce Boga. Kto zniszczył relacje? Kto tak naprawdę zniszczył winnicę? Nie ci, którzy byli poza płotem, poza murem. Winnica była dobrze zabezpieczona. Zniszczyli ją ci, którzy w niej pracowali. To jest największy dramat i największa tragedia, jaka może się przydarzyć Kościołowi: kiedy relacje w Kościele są ranione, niszczone, przez tych, którzy mieli wydawać plony i Panu je przedstawiać! A dzieje się tak wtedy, kiedy człowiek żyje tylko dla siebie, kiedy chce być dziedzicem własnego życia, kiedy jego potrzeby, często nieopanowane, są ważniejsze od miłości, którą Bóg chce pielęgnować w swojej winnicy.

Dzisiaj wspominaliśmy wszyscy naszego przyjaciela. Jakże nie wspomnieć o nim w tej Eucharystii także! Pewnie by się obruszał… Ale „kadzić” mu nie będziemy. Możemy natomiast z przekonaniem powiedzieć, że uczył nas Kościoła, w którym są relacje, w którym są więzi. Uczył nas Kościoła, w którym jest miłość. I módlmy się, kochani, - bardzo was dzisiaj proszę, także jako ksiądz, jako kapłan -, aby nigdy w Kościele nie zabrakło tych, którzy będą uczyli miłości, którzy nie będą niszczyć relacji i więzi, ale będą uczyli, jak je budować; aby jedynymi łzami, które będą płynąć z oczu Boga, były łzy szczęścia i radości, że Jego winnica wydaje piękne owoce, bo ma pięknych rolników w tej winnicy. „Powróć, Boże Zastępów, wejrzyj z nieba, spójrz i nawiedź tę winorośl. Chroń to, co zasadziła Twoja prawica, latorośl, którą umocniłeś dla siebie” (Ps 80, 15-16).

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

-------------------------------------------------
* tytuły pochodzą od redakcji

w tekstach spisanych z nagrania
zachowano styl języka mówionego
-------------------------------------------------

 


ZESZYTY
FORMACJI
DUCHOWEJ



KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl