O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Od uczty do uczty - karmiąc się przyjaźnią z Bogiem i ludźmi< ...


Od uczty do uczty - karmiąc się przyjaźnią z Bogiem i ludźmi *
Homilia ks. Krzysztofa Grzywocza na 28. niedzielę zwykłą (rok A)

 

14 października 2017 r., w wigilię 28. niedzieli zwykłej (rok A), dzielimy się tekstem homilii wygłoszonej przez ks. Krzysztofa Grzywocza dokładnie przed trzema laty na zakończenie sesji formacyjnej „W duchu i przyjaźni” w Centrum Formacji Duchowej Salwatorianów w Krakowie (12-14 października 2014). To ostatnia homilia, jaką ks. Grzywocz wygłosił w naszym domu, w którym od 2000 r. wielokrotnie posługiwał. W tekście spisanym z nagrania zachowano styl języka mówionego; tytuł - od redakcji.

 

 

28. niedziela zwykła (rok A), 14 października 2014 r.
Iz 25, 6-10a; Ps 23, 1b-6; Flp 4, 12-14.19-20; Mt 22, 1-14

 

Obraz uczty, który widzimy w księdze proroka Izajasza, jest wyrazem całego procesu pedagogii Boga w Starym Testamencie: trud towarzyszenia człowiekowi, aby uniżając się do jego poziomu, do jego sposobu rozumienia świata, dojść wreszcie do bycia razem. Taki jest cel Boga: zaprosić człowieka na ucztę, która jest wyrazem przyjaźni – więzi Boga z człowiekiem i człowieka z Bogiem. Uczta jest wyrazem więzi. Podobnie, jak matka karmi małe dziecko, niemowlę, to karmienie dziecka przez matkę jest znakiem więzi, jest więzią. Dziecko nie odróżnia więzi od karmienia, ani karmienia od więzi. Karmienie to jest więź. Karmienie jest więzią. Jeżeli zaburza się relacja między matką a dzieckiem, zaburza się też jedzenie. Nieraz na całe życie rodzą się problemy z jedzeniem, ponieważ zaburzyła się gdzieś ta pierwotna relacja między jedzeniem a więzią, przyjaźnią. W przyjaźni jest obecne wzajemne „ucztowanie”, karmienie swoich potrzeb: wspólne ucztowanie, wspólne spożywanie, wzajemne karmienie swoich potrzeb. Obraz z księgi Izajasza, ten dojrzały obraz ze Starego Testamentu, jest również zapowiedzią tego, co będzie na końcu: uczty mesjańskiej. Wszystko zmierza do uczty. Cała nasza wieczność – to, co się wydarzy po naszej śmierci – to będzie uczta mesjańska, uczta Baranka, przebywanie we wspólnocie świętych, którzy ucztują, głęboko karmiąc się swoją przyjaźnią z Bogiem i z ludźmi.

Tu jest tak wiele wybornych, najlepszych potraw, najlepszego wina, najlepszego mięsa – tego, co najbardziej karmi człowieka i potrafi go nasycić. Wtedy nie potrzeba wiele zjeść, ale dobrze smakować, dobrze strawić, bo to jest najwyborniejsze jedzenie, najwyborniejsze wino. To, co powiedziałem na wczorajszej konferencji: tam, gdzie jest wyborne jedzenie, wyborne wino, wyborne zioła, im mniej, tym bardziej nakarmi człowieka, ponieważ w tym niewiele jest cała miłość. Miłość i mądrość lubią małe fragmenty, małe hostie. W tych małych fragmentach ukryte jest całe bogactwo, które nakarmi człowieka. Często w restauracjach, gdzie jest naprawdę dobre jedzenie, podaje się małe porcje. […] Na co niektórzy reagują: „Tak mało dali…! Tyle zapłaciłem.…”. Tymczasem to trzeba smakować, nie połykać! Żeby dużo zjeść, są inne miejsca; tam zapłacisz pięć dolarów i jesz, ile chcesz. A tu się smakuje. Tu jest najlepszy sos! Tu jest najlepsze mięso! Trzeba je wziąć do ust, przeżuwać długo i powoli. Wtedy czujesz smak, wtedy czujesz smak! Jeżeli ktoś pije wino jak wodę mineralną albo nie odróżnia wina od coca-coli, to się mu nie stawia dobrego wina, bo szkoda… Powie: „Dobre, bo słodkie” i wypije go „jednym ciurkiem”,… więc szkoda. Gdy wino jest dobre, im go mniej, tym lepiej działa. To tak, jak ludzie, którzy nie znają kultury włoskiej, jadą do Włoch: „Kawę, proszę!”. Dostają taką małą filiżaneczkę, w której jest odrobina kawy i pytają: „Jezu…, gdzie jest ta kawa?”. Chcieli całą szklankę albo kubek, a tu nagle dostali małą porcelanową filiżaneczkę, w której na dodatek nie ma kawy, tylko na dnie coś tam błyszczy, jakaś taka „plama kawopodobna”. „Halo, co pan mi tu dał? Chciałem kawę, a nie jakieś resztki”. Tam się smakuje dobrze przygotowaną kawę, z dobrego automatu, dobrze zaparzoną i pije się ją w małych porcelanowych filiżaneczkach. I tak jest na tej uczcie: jest tam dużo tłustego mięsa i dużo wybornych win, ale smakujemy odrobinę i cieszymy się tą odrobiną, którą wzięliśmy do ust. To jest całość we fragmencie! W małej Hostii, którą dzisiaj przyjmujemy do ust, jest całość, wszystko! Całość we fragmencie!

Bardzo pięknie o tej uczcie opowiada psalm 23. Bóg zaprasza nas na ucztę, na której troszczy się o nas. „Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach”. Chce, żeby mi było przyjemnie. Kto nie ma doświadczenia przyjemności bycia z Bogiem, nie powinien dla Niego pracować! Bo rodzą się wówczas bardzo niebezpieczne dynamizmy. „Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie. Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach”. Niedziela to jest początek nowego tygodnia. Początkiem nowego tygodnia jest niedziela, a nie poniedziałek. Niedziela nie jest na końcu tygodnia, ale na początku. Najpierw muszę się zgodzić, że mogę sobie poleżeć przy Bogu. Mogę sobie poleżeć i jest mi przyjemnie. „Robota czeka, a ty sobie leżysz przy Bogu! Tyle do roboty, a ty sobie leżysz, synek, jak ‘na zielonych pastwiskach’. Zrób coś! Przynajmniej pomyj naczynia!”. Ile można naczynia myć? „Tyle roboty!”. Mogę poleżeć, bo On się o mnie troszczy. „Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć, orzeźwia moją duszę”. Kto nie przyjmuje troski Boga o siebie, nie powinien się troszczyć o innych! Dajemy to, co otrzymaliśmy! Ile wody wpływa, tyle musi wypłynąć. „Stół dla mnie zastawiasz na oczach mych wrogów. Namaszczasz mi głowę olejkiem”. To jest początek nowego tygodnia. To jest źródło naszej więzi z Bogiem, żeby przyjąć Jego troskę […]. Poczuj się błogo przy Nim! Czy ja się czuję błogo przy Bogu? Czy czuję się błogo, beztrosko przy Bogu? Czy mogę sobie poleżeć przy Bogu, „na zielonych pastwiskach”? Piękny psalm 23 – podstawa całej troski i wejścia w posłannictwo chrześcijaństwa.

Pięknie pokazuje też to św. Paweł. Gdy mamy taką więź, kiedy możemy przeżyć taką ucztę z ludźmi i z Bogiem, wtedy wszystko inne – czy jestem bogaty, czy biedny, czy mały – schodzi na dalszy plan, jak mówił Marcin Buber. Jeśli ktoś naprawdę tych […] doświadcza, wtedy wszystko inne staje się mniej ważne. „Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym…” i być głodnym. Mam bogactwa – dobrze, nie mam – też dobrze. Nie jestem uzależniony od ubóstwa. Nie muszę być ubogi i nie mówię, że jak coś mam, to trzeba to wyrzucić, bo… Mam, to mam! Pan Bóg mi dał…! Przez ręce ludzi świętych przechodziły „straszne” pieniądze. Przykładem jest św. Maksymilian Maria Kolbe. Jest, to jest. Nie ma, to nie ma. „…i być sytym, i głód cierpieć, cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. Wszystko mogę w Tym, do którego mówię: „Przyjacielu!”, który jest moim Przyjacielem.

„Bóg mój według swego bogactwa zaspokoi wspaniale w Chrystusie Jezusie każdą waszą potrzebę” – mówi św. Paweł. Bóg zaspokoi czy to potrzebę duchową, czy potrzebę więzi, czy przyjaźni. Uczyni to „Bóg mój według swego bogactwa”. To jest to, o czym mówimy, że Chrystus nas swoim ubóstwem ubogacił. Ubogacił nas, ponieważ dał nam swoją przyjaźń, zaspokajając nasze największe pragnienie. Kiedy człowiek ma zaspokojone to największe swoje pragnienie, pragnienie przyjaźni, bardzo spokojnie podchodzi do wielu innych rzeczy: czy je ma, czy też ich nie ma. Potrafi to unieść, potrafi z tego korzystać. Nie jest uzależniony, nie przebóstwia rzeczy drugorzędnych. Nie czyni „obiektów zastępczych”, jak się mówi, z „obiektów przejściowych”. „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia w przyjaźni, z którym ucztuję, z którym wędruję, mimo że całe życie na ziemi nie jest ucztą. Chrystus na ziemi wędruje: jakby od uczty do uczty. Ledwo rozpoczął publiczną działalność, a już widzimy Go na weselu. Najpierw chrzest w Jordanie, a potem gdzie Go widzimy? Na weselu! Chętnie pozwalał się zapraszać na ucztę. Mówili o Nim, przynajmniej niektórzy z faryzeuszów: „Żarłok i pijak!”. Oni… uchodzili za dobrych, za ascetów. To jest też taka zapowiedź tej uczty. Tu na ziemi rzeczywiście widzimy Go jakby idącego od uczty do uczty. Oczywiście, jest pewien dramat życia, ale cała nasza wieczność będzie ucztą Baranka, ucztą mesjańską.

Ewangelia opowiada o uczcie, którą król przygotował swojemu synowi. Jesteśmy przyjaciółmi Oblubieńca. Tak charakteryzuje się św. Jana Chrzciciela: „Przyjaciel Oblubieńca”; „Ten, który jest przyjacielem Oblubieńca”. Uczta jest centrum tej Ewangelii. Z różnych powodów niektórzy ludzie mogą zaproszenia na tę ucztę nie przyjąć: bardziej kochają swoje kupiectwo, swoje pole, swoje „obiekty zastępcze”. Uzależnili się od swoich „obiektów zastępczych”, które już nie prowadzą do spotkania, tylko zatrzymują na sobie, utrudniając spotkanie. Pole, które jest „obiektem przejściowym”, żeby zrobić chleb i potem zaprosić ludzi na posiłek, mając produkty, które wyrosły na polu lub pieniądze, które zdobyłem dzięki kupiectwu, żeby przygotować ucztę, zatrzymują na sobie. Zaproszeni nie są w stanie dojść do uczty, ponieważ „obiekty przejściowe”, od których mieli przejść do osoby, przejęły rolę osoby. Otrzymałem je od Boga, ale przejęły one rolę osoby. Trzymam się ich jak osoby; jak je stracę, to umrę. Nie przychodzą na ucztę, ponieważ jeden idzie na swoje pole, drugi idzie do kupiectwa… To się kończy tragicznie, kończy się ruiną. Kończy się, jak Ewangelia pokazuje, płaczem i zgrzytaniem zębów. Taka decyzja, że dla mnie „obiekty przejściowe” stają się „zastępczymi”, prowadzi do płaczu, do doświadczenia ciemności, do płaczu i zgrzytania zębów.

Oczywiście, ten bardzo piękny fragment pokazuje też, że ta uczta ma w sobie pewną dramaturgię. Pokazuje, że nie każdy może robić, co chce. Musi dać z siebie te podstawowe umiejętności bycia w relacji, którą jak mówiłem, symbolizuje szata jednego z uczestników: „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?”. Tyle muszę dać. To nie jest tak, że ja nie mogę nic dać. Muszę dać. Są pewne reguły tej więzi. Tych reguł muszę przestrzegać. Nie ma bez prawnej więzi przyjaźni. To jest tak niewiele w porównaniu z zaproszeniem na ucztę. W porównaniu z zaproszeniem na ucztę królewską, ucztę z Bogiem i z ludźmi, przygotowanie sobie stroju weselnego jest tak naprawdę drobiazgiem. To jest to, co mogę dać. Jeśli tego nie dam z siebie, nie wejdę, bo przecież jest ta wzajemność. Muszę dać coś z siebie na początek, żeby wejść. Nie każdy może być na tej uczcie, jeśli nie przestrzega tych podstawowych reguł, jeśli nie ma tego symbolicznego stroju weselnego. W każdej przyjaźni jest ten „strój”, który jest moim wkładem, żeby ta relacja była możliwa. Nic się nie dokona automatycznie. Chrześcijaństwo nie jest duchowością „automatyczną”. Jest wzajemnością. Strój weselny, ten wkład…, w porównaniu z całym tym potężnym zaproszeniem niewielki wkład człowieka jest konieczny. Jeśli jest ta relacja, jeśli jest ta przyjaźń, ten wkład jest konieczny. Co jest moim wkładem w tę wzajemność? Jeśli nie ma wzajemności, nie ma uczty, nie ma przyjaźni, dlatego kończy się to płaczem i zgrzytaniem zębów, i ciemnością.

Mamy piękny, porywający obraz uczty, uczty z tłustego mięsa i z wybornych win, uczty, która jest wyrazem przyjaźni z Bogiem i z ludźmi, a także całą wizję naszej pięknej przyszłości, która się dokona po śmierci. Ten obraz, który ma swoją przestrzeń, przenika i przemienia nasze życie.

ks. Krzysztof Grzywocz

---------------------------------------
* tytuł pochodzi od redakcji

w tekście spisanym z nagrania
zachowano styl języka mówionego
red.
---------------------------------------


konferencje z sesji „W duchu i przyjaźni” są dostępne w formie nagrań i ksiązkowej

 


„Uczył nas Kościoła, w którym są relacje”
- relacja z sesji „Powrót do życia...” (6-8 X 2017) dedykowanej ks. Krzysztofowi Grzywoczowi

 

 
publikacje zawierające dotychczas wydane/nagrane konferencji ks. K. Grzywocza

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl