O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  homilia – uroczystość Wszystkich Świętych, 1 listopada ...


Przyjmij słowo Boga pośród ucisku! Niech ono cię niesie!

 

homilia – uroczystość Wszystkich Świętych, 1 listopada 2017
Ap 7, 2-4.9-14; Ps 24, 1-6; 1 J 3, 1-3; Mt 5, 1-12a

 

W uroczystość Wszystkich Świętych, - nie jednego, i nawet nie wielu, ale wszystkich świętych -, wsłuchując się w czytania mszalne, patrzymy na tłum. W Ewangelii są to „wielkie tłumy” towarzyszące Jezusowi, tłumy zewsząd: z Galilei i z Judei, z północy i południa, z jednego i drugiego brzegu Jordanu (Mt 4, 25). W Apokalipsie to „wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków”; ten tłum tworzą „ludzie odziani w białe szaty”. I tu odnajdujemy pierwsze proste i dobitnie przesłanie dnia dzisiejszego: Bóg chce zbawienia wszystkich! Bóg chce świętości nas wszystkich!

Ale jest coś, co w charakterystyce tego tłumu, dziś mnie zatrzymuje. Jest to informacja: „To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku”. Być może nie zwróciłbym na nią uwagi, gdyby nie słowo z drugiego czytania, tyle że nie dzisiejszego, ale tego, którego słuchaliśmy podczas Mszy świętej w ubiegłą niedzielę. [Nie wiem, czy ktoś jeszcze pamięta, o czym było drugie czytanie; może i Ewangelię byłoby sobie trudno przypomnieć]. Mi natomiast zostało w pamięci słowo św. Pawła, który zwraca się do Tesaloniczan: „A wy, przyjmując słowo pośród wielkiego ucisku, z radością Ducha Świętego, staliście się naśladowcami naszymi i Pana” (1 Tes 1, 6). Chrześcijanie z Tesaloniki przyjęli słowo Boże i stało się to „pośród wielkiego ucisku”. A dziś słyszymy, że stojący przed tronem Boga i Baranka, ludzie odziani w białe szaty, „przychodzą z wielkiego ucisku”. Nie wiemy, co św. Paweł miał dokładnie na myśli, pisząc do Tesaloniczan o „ucisku”, jakiego doznawali. W Apokalipsie natomiast słowo „wielki ucisk” wskazuje raczej na pewno na prześladowania. W nas słowo „ucisk” prowokuje myśl o tym, że jest nam w życiu ciasno, bo inni napierają, bo inni usiłują ograniczyć naszą przestrzeń życiową, bo czujemy się ograniczani albo nawet jakoś eliminowani z życia, „z towarzystwa”. Gdy chcemy towarzyszyć Jezusowi, gdy chcemy być Jego „na-ślad-owcami”, pojawiają się też „prze-ślad-owcy”, którzy chcą jakoś ograniczyć naszą wolność. I pośród takiej właśnie sytuacji, „pośród ucisku”, a nie później, jesteśmy zaproszeni, by przyjąć, jak Tesaloniczanie, słowo Boga i słowu Boga dać się poprowadzić.

Przenieśmy się na górę, gdzie Jezus głosi dziś słowo. Sytuacja ludzi, do których mówi, obiektywnie jest trudna. Pewno można i o nich powiedzieć, że doświadczają „ucisku”. Jezus mówi do nich, do nas, do „uciskanych” wszystkich czasów. Mówi do tych, którym ubóstwo nie pozwala rozwinąć skrzydeł; tak byśmy to dzisiaj może oddali. Mówi do smutnych, do płaczących z jakiegoś powodu. Wśród Jego słuchaczy są doznający krzywdy, a ponieważ doznający krzywdy, to także wyczekujący sprawiedliwości. Zwraca się Jezus do prześladowanych, do tych, którzy spotykają się z urąganiem czy z oszczerstwami tylko dlatego, że są Jego uczniami. Jezus mówi do nas, doświadczających jakiegoś „ucisku”, jakichś trudności zewnętrznych czy wewnętrznych. I chce byśmy przyjęli Jego słowo; byśmy przyjęli Jego słowo, jak Tesaloniczanie, właśnie „pośród ucisku”. Nie czekaj więc, aż się „ucisk” skończy, ale przyjmij słowo Boga już teraz i daj mu się poprowadzić, a nawet ponieść; ponieść nie ponad „uciskiem” albo obok „ucisku”, ale przeprowadzić i przenieść poprzez doświadczenie „ucisku”. „Ucisk” chce ograniczyć ci przestrzeń, a słowo Boga chce poszerzyć twoje serce i horyzont patrzenia. Być może „ucisk” nadal pozostanie twoim trudnym towarzyszem, ale ty skup się na słowie Boga, choć twój trudny towarzysz pewno nie pozwoli ci zapomnieć, że jest wciąż z tobą. Dlaczego? Bo to, co adorujemy, to zdaje się rosnąć! Jeśli adorujesz Boga, zdaje się „rosnąć” Bóg! Jeśli skupiasz się na lęku, „rośnie” lęk. Jeśli trudna sytuacja, którą przeżywasz, będzie dla ciebie jedynym punktem odniesienia, twoje poczucie „ucisku” będzie „rosło”.

Niezależnie od tego, na czym dziś polega trud twojej i mojej sytuacji, Jezus chce, byśmy przyjęli Jego słowo. Tym słowem jest powtórzone dziś tyle razy przez Niego słowo: „błogosławieni”. Przyjmij je, weź je z sobą! Jesteś błogosławiony! Jesteś błogosławiona! Ubóstwo samo z siebie nie jest błogosławieństwem, ani smutek! Nie są błogosławieństwem cierpienia, krzywdy, ani niesprawiedliwość, ani oszczerstwa czy urągania. Ale ty jesteś błogosławiony! To „błogosławieni” nie zależy od zewnętrznej sytuacji, w której się znajdujemy. „Błogosławiony” czy „błogosławiona” to słowo, które jakby wytryska z wewnętrznego źródła, którym jest Bóg. To „błogosławieni” brzmi jak delikatny i bardzo wytrwały głos w nas, głos od wewnątrz, odbierany w sumieniu (wytrwały, bo dziś słowo „błogosławieni” słyszymy dziewięć razy). Słowo „błogosławiony” Bóg wypowiada do ciebie i do mnie ciągle, w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej doli… Równocześnie jednak z zewnątrz, sytuacje „ucisku” możemy odbierać jako krzykliwy komunikat: „nie jesteś błogosławiony”. Stajemy wobec zmagania charakterystycznego dla życia duchowego: „za którym słowem pójdę?”. Myślę, że słowa „błogosławiony” moglibyśmy dziś użyć zamiennie ze słowem „dziecko Boże”. Św. Jan przypomina nam: „zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy”. Dzieckiem Bożym, błogosławionym dzieckiem Ojca, jestem zawsze: w sukcesach i porażkach, w dobrej i złej doli. Mogę być dzieckiem Ojca przebywającym w domu, dzieckiem Ojca przebywającym poza domem, dzieckiem Ojca, które wróciło do domu… Okoliczności, w których żyję i moja kondycja mogą się zmieniać, ale „więzy krwi” pozostają.

Wraca mi w pamięci sytuacja, którą opowiedział Ewangelista Mateusz. Jezus w nocy przychodzi do uczniów zmagających się na jeziorze z wiatrem i falami. Na Jego widok wystraszyli się. Szymon Piotr zawołał: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!”. Usłyszał: „Przyjdź!”. Pośród „ucisku”, pośród burzy, uchwycił się słowa Jezusa i poszedł po wodzie. Co niemożliwe po ludzku, stało się możliwe mocą Słowa. I dopóki Szymon Piotr patrzył na Jezusa, szedł po wodzie. Ale gdy tylko stracił z oczu Jezusa, gdy zaczął „adorować” wiatr i fale, zaraz zaczął tonąć (Mt 14, 22-33). Jeżeli swoje szczęście uzależnimy od tego, co nas otacza, będziemy szczęśliwi bądź nieszczęśliwi w zależności od szczęścia bądź nieszczęścia wokół nas. Jeśli swoje szczęście uzależnimy od Boga i Jego słowa („błogosławiony”, „dziecko Boże”), zawsze będziemy błogosławieni, bo zawsze jesteśmy błogosławionymi dziećmi Boga. W Ewangelii Mateusza, tak ją odkrywam, położony jest mocny akcent na relację: Ojciec Niebieski – dziecko. Jezus prowadzi swoich uczniów do odkrycia błogosławieństwa, którego źródłem jest relacja z Ojcem Niebieskim („Ojciec wasz…”).

Zakończę wspomnieniem innego apostoła, Filipa. On po dłuższym czasie towarzyszenia Jezusowi, może trochę przypadkowo, ale i opatrznościowo, „wygadał się”, przyznał się do swojego największego pragnienia. Poprosił Jezusa: „Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy” (J 14, 8). Tylko tyle i aż tyle! Pokaż mi Ojca! Jeśli odkryję w Bogu Ojca, będę zaspokojony! Wtedy zewnętrzne okoliczności życia, jakiekolwiek by były, nie będą determinowały mojego szczęścia czy nieszczęścia! Bo przecież mam Ojca. A jakiego mamy Ojca? To Ojciec, który nigdy nas nie opuścił, nawet gdy my opuściliśmy Jego; Ojciec posłał Syna, aby nas szukał. Ojciec posłał Syna, aby Ten z Krzyża dał nam swoją Krew, która nas oczyszcza z wszelkiego grzechu, w której możemy opłukać swe szaty, możemy je wybielić. Szaty dla starożytnych to symbol tożsamości. Opłukana w Krwi Baranka, wybielona szata, to znak odnowionej tożsamości dziecka Bożego. „Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec… Każdy zaś, kto pokłada w Nim nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty”. Nie czekaj więc, na to że „ucisk”, jakiego doświadczasz, minie, ale jak Tesaloniczanie, przyjmij słowo Boga dziś. Nieś w sobie i niech cię niesie przez życie, takie jakie to życie jest, słowo: „błogosławiony”, „dziecko Boże”.

Piotr Szyrszeń SDS

 

PS.

 

Założyciel salwatorianów i salwatorianek, czcigodny sługa Boży o. Franciszek Maria od Krzyża Jordan, rozpoczynając seminarium duchowne (na tamte czasy był tzw. „spóźnionym powołaniem”, bo wstępował do seminarium mając 27 lat) w lipcu 1875 r. zapisał w dzienniku duchowym: „Nie płaczcie, gdy dzieci tego świata was prześladują, lecz płaczcie dlatego, że one nie znają Pana!” (DD I, 3). Jego rodzinna Badenia przeżywała wówczas czas Kulturkampfu, czas walki z Kościołem, czas marginalizowania Kościoła, a więc czas „ucisku”. Johann Baptist Jordan, alumn seminarium, w tej notatce (być może myśli zasłyszanej od kogoś) odsłania albo kształtuje swoją pogłębioną wrażliwość. Prześladowania są bolesne, rodzą krzywdę i gorzkie łzy. Ale on nie chce koncentrować się jedynie na prześladowaniach, na doznawanym zewnętrznym ucisku, choć ich nie bagatelizuje. Zarysowuje przed sobą sedno problemu: „Dzieci tego świata… nie znają Pana!”, a więc: „Dzieci tego świata… nie znają Boga, który jest Ojcem”. Dzieci tego świata myślą, że Bóg, Kościół, przykazania Boże są źródłem „ucisku”. A myślą tak, bo nie poznały Boga, który im błogosławi, który „dobrze o nich mówi”; nie odkryły Boga, który jest Ojcem i siebie jako dzieci tego Ojca. Salwatorianie i salwatorianki „zrodzą się” później ze słowa, które poruszy o. Jordana: „A to jest życie wieczne: ABY ZNALI CIEBIE, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa” (J 17, 3). Módlcie się za nas, prosimy, abyśmy nie spoczęli w zadowoleniu aż wszyscy ludzie poznają i pokochają Jezus i będą Mu służyć jako swemu Zbawicielowi!

PSz

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl