O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Rok Ojca Jordana w Krakowie - homilia, 8 listopada 2017


„Bądźcie… naśladowcami i uczniami Ukrzyżowanego!”

 

Homilia wygłoszona przez ks. Piotra Szyrszenia SDS w kościele pw. Boskiego Zbawiciela w Krakowie, 8 listopada 2017 r., w ramach Roku Ojca Jordana, przygotowującego do setnej rocznicy śmierci czcigodnego sługi Bożego Franciszka Marii od Krzyża (Jan Chrzciciela) Jordana, która przypadnie 8 września 2018 r.

 

NAGRANIE HOMILII Z 8 LISTOPADA 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

 

homilia – środa 31. tygodnia okresu zwykłego (rok I), 8 listopada 2017
Rz 13, 8-10; Ps 112, 1b-2.4-5.9; Łk 14, 25-33

 

Spotykamy się w trwającym Roku Ojca Jordana ogłoszonym przez przełożonych Rodziny Salwatoriańskiej w związku z przypadającą w przyszłym roku setną rocznicą śmierci naszego założyciela. Dla nas, salwatorianów i salwatorianek, to niewątpliwie okazja, żeby wracać do źródeł, żeby przypominać sobie słowa i wydarzenia z życia założyciela, ale również jest to okazja, aby dać innym poznać bliżej naszego ojca. Jednak, wracać do źródeł to przede wszystkim wracać do Jezusa, Zbawiciela świata, by rozwijać i pogłębiać z Nim relację. Kilka dni temu trafiłem na film dokumentalny pt. „Nie o Mary Wagner”. Oczywiście, film mówi o Mary Wagner, o tej niezłomnej kobiecie z Kanady, ale sam tytuł sugeruje, że w centrum przesłania tego dokumentu jest troska o życie każdego poczętego człowieka. Ten tytuł filmu bardzo mi pomógł. Bo w Roku Ojca Jordana nie może chodzić o ojca Jordana albo nie może chodzić jedynie o niego, ale o Jezusa i o tych, którzy Jezusa nie znają albo o tych, którzy Jezusa jeszcze za mało kochają. Mierzymy się więc z jednej strony z pytaniem, co zrobimy w tym roku, jako salwatorianie, aby dać poznać ojca Jordana. A może potrzeba, byśmy też stawili czoła takiemu pytaniu, co zrobimy w tym roku, żeby poznać Jezusa i żeby dać też Go poznać innym.

W naszym kościele, po mojej lewej, a po waszej prawej ręce, jest witraż przedstawiający Ojca Jordana. Teraz słabo widoczny albo prawie niewidoczny, ponieważ na zewnątrz jest ciemno. Jeśli będzie okazja, przyjrzycie mu się …Witraż przedstawia o. Franciszka Marię od Krzyża Jordana, który w lewej ręce trzyma Pismo Święte, a ręką prawą wzniesioną ku górze wskazuje na krzyż. On, który będąc w zakonie, przybrał sobie imię „od Krzyża” wskazuje na krzyż i zachęca nas do wpatrzenia się w Ukrzyżowanego. Zachęca, byśmy patrzyli na Jezusa, na Mistrza, który umierając dał nam życie (por. J 12, 24). I to dla nas zaproszenie, żebyśmy wchodzili w logikę paschalną. I rozmyślali nie tyle o śmierci założyciela, a nawet nie tylko o śmierci Jezusa, ale o życiu, które rodzi się w nas w różnych, kiedy zgadzamy się na to, by tracić. W tych kontekście wróciła do mnie myśl Henriego Nouwena z niewielkiej jego książki pt. „Po drugiej stronie lustra. Refleksje o życiu i śmierci”: Nouwen pisał tę książeczkę na łóżku szpitalnym i pisał tak: „życie jest długą drogą przygotowania się na umieranie naprawdę dobre dla innych. Jest to szereg małych śmierci, w których mamy się uwolnić od wielu form przywiązania i zależności od innych i coraz bardziej przechodzić od potrzebowania bliźnich do życia dla nich” (Kraków 2004, s. 40). Życie to jest „szereg małych śmierci”, w których uwalniamy się od przywiązań, w których coraz bardziej w nas i w innych dzięki temu może triumfować życie Boże. Jeśli chcemy dawać życie, trzeba nam obumierać sobie. Z naszego obumierania sobie, swoim wizjom i planom, może wytrysnąć życie Boże w nas i w innych.

Dzisiejsza Ewangelia rozpoczyna się od zdania, - wydaje się, że niepozornego -: „Wielkie tłumy szły z Jezusem. On odwrócił się i rzekł do nich”. „Wielkie tłumy szły z Jezusem”. W Ewangelii wg św. Łukasza, można powiedzieć, że wszystko dzieje się w drodze; również formacja uczniów i tłumów dokonuje się w drodze. Łukasz pisze, że tłumy „szły z Jezusem”, a bardzo dosłownie: „wspólnie-szły z Nim”. Ewangelista korzysta z czasownika greckiego z przedrostkiem „syn”, czyli „razem, wespół, wspólnie”. Nie potrafię przejść obok tego obojętnie, zwłaszcza czytając trzecią Ewangelię, ponieważ św. Łukasz, wiemy o tym, był towarzyszem podróży misyjnych św. Pawła. A apostoł narodów kochał słowa z przedrostkiem greckim „syn”, czyli „razem”. Kochał je i tworzył je, ponieważ ich potrzebował. Tworzył takie słowa, ponieważ potrzebował ich, aby oddać istotę życia chrześcijanina. Pisał, na przykład, do Tymoteusza: „Jeżeliśmy bowiem z Nim WSPÓŁ-umarli, WESPÓŁ z Nim i żyć będziemy. Jeśli trwamy w cierpliwości, WESPÓŁ z Nim też królować będziemy” (2 Tm 2, 11-12). Można by zapytać, gdzie św. Łukasz nauczył się takiego sposobu mówienia? Nauczył się takiego tego towarzysząc św. Pawłowi, a ja dzisiaj nazwałbym to: terminując u św. Pawła. Nauczył się tego towarzysząc św. Pawłowi i ucząc się w życiu, w dodrze, przy św. Pawle.

Tu chcę przypomnieć pewien wątek z życiorysu Jana Chrzciciela Jordana jako nastolatka. Kiedy miał 15 lat, zmarł jego ojciec. A w związku z chorobą ojca, już kilka lat trwającą, a potem śmiercią jego ojca, nastoletni „Janek od Jordanów” (używam tego sformułowania „Janek od Jordanów”, które bardzo mi się spodobało jako tytuł zapowiedzianego na listopad br. ogólnopolskiego spotkania Wolontariatu Misyjnego Salvator). Otóż, ten nastoletni Janek od Jordanów w związku z taką, a nie inną sytuacją życiową, musiał podjąć pracę: najpierw przy budowie linii kolejowej, a później jako czeladnik malarski. Uczył się malarstwa u mistrza, u Jakuba Hildenbranda. Jako uczeń i pomocnik, jako czeladnik, zamieszkał u mistrza w Waldshut, a okazjonalnie wracał do swojej wioski, Gurtweil. I ta właśnie relacja, relacja „mistrz – czeladnik”, według mnie pięknie oddaje doświadczenie formacji w Ewangelii wg św. Łukasza. Ponieważ w tej i tylko w tej Ewangelii uczniowie przywołują Jezusa imieniem „Mistrz”. Używają takiego rzeczownika greckiego, który nie występuje w żadnej Ewangelii (gr. „Epistates”). Charakterystyczne jest również to, że to słowo występuje tylko sześć razy, i mało tego, we wszystkich przypadkach występuje w wołaczu. Nigdy nie występuje w opowiadaniu o Mistrzu, ale występuje jedynie w tej formie, gdy uczniowie (a raz trędowaci) przywołują Jezusa mówiąc: „Mistrzu!”. To słowo zawsze występuje w relacji, w bezpośredniej relacji „uczeń – Jezus”, nigdy w opowiadaniu. Mistrz to ktoś więcej niż nauczyciel. W życiu mamy wielu nauczycieli, natomiast słowem „mistrz” określamy niewielu z nich. Czasem też słowo „mistrz” odnosimy też do ludzi, którzy niekoniecznie zdobyli, niekoniecznie mają tytuły akademickie. [Nie wiem, czy też tak macie, ale w tym kontekście staje mi przed oczami taka osoba, którą spotkałem kilka razy w swoim życiu, a z perspektywy czasu myślę sobie, że czegoś ważnego mnie nauczyła. Pewno nikt na świecie nie pomyślałby, że ona może być „mistrzem”. Nawet nie wiem, czy ukończyła szkołę zawodową…]. Przypominam sobie też dzisiaj, że w szkole średniej, kiedy szliśmy na warsztaty, wiedzieliśmy, że spotkamy tam majstrów, tj. mistrzów, którzy wiedzieli, jak wykonać to, co było w projekcie. Nauczyciele uczyli nas „o” czymś, a mistrzowie, majstrowie, uczą nas również tego „jak”, jak przejść od tego, co jest projektem do tego, co jest rzeczywistością. Nadto, uczeń spotyka się z nauczycielem w szkole, a czeladnik spotyka się z mistrzem nie tylko w godzinach pracy, ale spotyka się z nim również dlatego, że mieszka z nim pod tym samym dachem. Takie było właśnie doświadczenie Jordana; nawet jeśli okazjonalnie wracał do domu, to dużo czasu spędzał ze swoim mistrzem. Od mistrza uczymy się mądrości życia, a nie tylko teorii o życiu. Takiej prostej mądrości mogę się nauczyć od mistrza, - nie chcę szukać nadzwyczajnych rzeczy -, że mistrz, żeby rano wcześnie wstać, musi się wieczorem wcześniej położyć. Jeśli mieszkam z nim pod jednym dachem, uczę się takie prostej mądrości, która może być bardzo potrzebna.

Jordan jako nastolatek nabywał doświadczenia, uczył się fachu i życia u mistrza Hildenbranda. Po latach swoich synów duchowych, a teraz i nas, wprowadzał i wprowadza w relację z innym Mistrzem, z Jezusem. Chcę przywołać myśl, którą wypowiedział 25 grudnia 1891 r. Tak, bo właśnie w Boże Narodzenie 1891 r. wspólnota naszego domu macierzystego w Rzymie położonego, - może niektórzy wiedzą, a inni nie -, przy via della Conciliazione, bardzo blisko Watykanu, żegnała trzecią grupę misjonarzy wyjeżdżających do Assam w Indiach. 43-letni Jordan, wręczając wyjeżdżającym współbraciom krzyże, mówił tak: „Wyruszacie by głosić Chrystusa ukrzyżowanego! Ale, aby czynić to z powodzeniem, musicie pozostawać z Nim w głębokiej łączności, w pewnym sensie stając się drugim Chrystusem, również tym ukrzyżowanym. (…) Dlatego daję wam dzisiaj krzyż jako znak nieustannej łączności z Chrystusem; macie głosić Chrystusa ukrzyżowanego, bądźcie – sami ukrzyżowani – obrazami, naśladowcami i uczniami Ukrzyżowanego i nie dajcie się zwieść pozorom świata. (…) A gdy tylko popatrzycie na krzyż, przypomnijcie sobie, że głosicie Ukrzyżowanego i że musicie przeciwstawiać się zasadom tego świata. Jeśli tego nie zrobicie, to sami zostaniecie wchłonięci przez ten świat. Bądźcie zatem przeniknięci duchem Ukrzyżowanego”.

Nie wybieraliśmy czytań. Są takie, jakie wypadają w liturgii. Jezus mówi do tłumów, które „szły z Nim”. Formuje tych, którzy idą z Nim w drodze i określa warunki bycia Jego uczniem, warunki bycia Jego „czeladnikiem”. Powtarza trzy razy: „nie może być moim uczniem”. Kto nie może być uczniem Jezusa? „Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. (…) nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”. Punktem wyjścia jest uznanie, że nikt i nic nie jest „konkurencją” dla Pana Boga. Bóg jest jedyny! W piramidzie wartości na poziomie, na którym jest Bóg, jest tylko Bóg i nie może tam być nikogo i nic innego. Gdyby tam był jeszcze ktoś albo coś, oznaczałoby to, że uprawiamy bałwochwalstwo. Tam może być tylko Bóg! Bóg jest jedyny! Wszelkie relacje są na innym poziomie. Myślę, że tego doświadczył i tego uczy nas dwunastoletni Jezus: „powinienem być w sprawach mego Ojca”.

Przyznam się, że w tym przemówieniu Jordana do misjonarzy z Bożego Narodzenia 1891 r. początkowo widziałem zachętę, „bądźcie… uczniami Ukrzyżowanego”. Dopiero później odkryłem, że ojciec Jordan powiedział coś więcej: „bądźcie – sami ukrzyżowani – obrazami, naśladowcami i uczniami Ukrzyżowanego”. A więc pośród ucisku, będąc uciskanym, mam być uczniem Uciskanego! Będąc oszczerczo oskarżanym, mam być uczniem Jezusa, który również był oszczerczo oskarżany, choćby o to, że mocą złego ducha wyrzuca złe duchy. Będąc ukrzyżowanym, mam być uczniem Jezusa Ukrzyżowanego! I właśnie wtedy, również pośród ucisku, oszczerstw, poniewierania, trudności czy cierpienia, właśnie wtedy w cenie jest relacja z Mistrzem, który był uciskany, który był oszczerczo oskarżany, był opluwany, był bity, był ukrzyżowany. Ponieważ jeśli wspólnie z Jezusem będziemy przeżywać wszystko, wspólnie z Nim będziemy na wieki żyć i królować. Jeśli jak On potrafimy oddawać życie, będziemy jak On przekazującymi innym życie Boże.

Trochę się wystraszyłem czytając w dzisiejszej Ewangelii te słowa: „nie zdołał ukończyć”. Bo słowa odniosłem jakoś do tego, co jest przed nami w Roku Ojca Jordana. Ale Jezus mówi o tym, co trzeba zrobić, żeby stać się Jego uczniem. My wszyscy, zgromadzeni wokół ołtarza tu, w prezbiterium, być może pamiętamy z naszych święceń zdanie: „Niech Bóg, który rozpoczął w tobie dobre dzieło, sam go dokona”. Po pierwsze, mam postawić wszystko na Jezusa! Nie budować na innych ludziach, lecz na Bogu! Po drugie, mam się zaangażować; nie zostawiać wszystkiego Jezusowi, ale mam się zaangażować niosąc swój krzyż albo nosząc krzyże innych („jedni drugich brzemiona noście”). I po trzecie, mam zaufać Bogu, ale nie dobrom materialnym, nawet nie zdolnościom, które posiadam, nie żadnej elokwencji, ale Bogu! Jeśli uznam Boga za jedynego Pana, jeśli całym sobą się zaangażuję, jeśli zaufam Bogu, On dokona swojego dzieła. Być może ja nie skończę, ale On dokona swojego dzieła.

Piotr Szyrszeń SDS

 

=== === === === ===

 

ROK  OJCA  JORDANA
u salwatorianów na Zakrzówku
- każdego ósmego dnia miesiąca -

 

W „Roku Ojca Jordana” (8 IX 2017 - 8 IX 2018) każdego ósmego dnia miesiąca, zapraszamy na wieczorną Eucharystię z homilią i konferencją do kościoła salwatorianów pw. Boskiego Zbawiciela przy ul. św. Jacka 16 w Krakowie na Zakrzówku.

 

Najbliższe spotkanie: piątek, 8 grudnia 2017
– godz. 18.30 – Msza św. z homilią;
– godz. 19.30 – konferencja.

 

Przygotowując się do setnej rocznicy śmierci o. Jordana, będziemy kontemplować Jezusa, Jego Mistrza, który umierając dał życie (por. J 12, 24). Rok Ojca Jordana może być dla nas okazją do wchodzenia w logikę paschalną, i nie tyle rozmyślania o śmierci założyciela, ale o życiu, które zyskujemy, gdy zgadzamy się tracić.

O. Franciszek Maria od Krzyża uczył się od Mistrza, ale również od „mistrzów”, od innych uczniów Jezusa, od świętych. W dzienniku duchowym zapisał: „Żyj tylko w serdecznym zjednoczeniu z Bogiem i rozmyślaj często o przykładzie świętych!” (DD I, 151*) oraz „O, gdyby jednak poznano, jak wielka siła leży w czytaniu duchowym, szczególnie w lekturze żywotów świętych!” (8 III 1903 – DD II, 49). Stąd w czasie comiesięcznych spotkań na Zakrzówku spróbujemy dać się poprowadzić intuicjom, które o. Jordan i my zawdzięczamy świętym… Którym? Będziemy to sygnalizować z wyprzedzeniem zapowiadając czy przypominając o kolejnych spotkaniach.

Zapraszamy na Zakrzówek każdego ósmego dnia miesiąca!

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl