O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  homilia - uroczystość Narodzenia Pańskiego (w nocy), 25 grudn ...


Po mroźnej zimowej porze
rozpoczęła się niebiańska wiosna

 

homilia – uroczystość Narodzenia Pańskiego, 25 grudnia 2017 r.
Iz 9, 1-3.5-6; Ps 96, 1-3.11-13; Tt 2, 11-14; Łk 2, 1-14 (Msza w nocy)

 

NAGRANIE HOMILII Z 25 GRUDNIA 2017
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

 

Przenieśmy się na chwilę w czasy pierwszych wieków, do nieznanej świątyni, i posłuchajmy fragmentu greckiej homilii: „Po mroźnej zimowej porze zajaśnieje światło łagodnej wiosny, rośliny wschodzą i ziemia pokrywa się zielenią, gałęzie drzew przystrajają się w nowe pędy, a powietrze zaczyna jaśnieć blaskiem słońca. Dla nas jednak istnieje niebiańska wiosna, jest nią Chrystus, który jak słońce wstaje z łona Dziewicy. Przepędził On zimne, burzowe chmury diabła i przebudził do życia senne serca ludzi…”.

Wróćmy więc do tamtych dni, w których po mroźnej zimowej porze rozpoczęła się na ziemi niebiańska wiosna; wróćmy do tamtej nocy, w której Chrystus „jak słońce wstał z łona Dziewicy” i przepędził zimne burzowe chmury diabła, przebudził do życia senne serca ludzi. Zdejmijmy jednak z naszego Bożego Narodzenia ciepłe, kolorowe okrycie i zaglądnijmy głębiej pod tę barwną świąteczną powierzchnię, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Nie chodzi o to, byśmy z niej rezygnowali, ale o to, by nie zasłoniła nam samej istoty Bożego Narodzenia.

Poszukajmy razem Niemowlęcia w pieluszkach, nie tyle po to, żeby kołysać Go naszymi uczuciami, lecz żeby poznać z bliska tajemnicę Jego przyjścia do nas. Jest Ktoś, kto może nam w tym pomóc. Ktoś, kto podobnie jak dwadzieścia wieków temu także dzisiaj pozostałby kompletnie niezauważony przez świat, Ktoś o lichym, biednym okryciu, ale sercu pełnym łaski. Miriam z Nazaretu. Przejdźmy z Nią drogę do Betlejem i do Bożego Narodzenia. Niech nam pomoże wejść w realia tamtych dni. Choć trochę...

Ojczyzna Miriam i Jej dom w Nazarecie były jak mikroskopijny punkt na mapie Imperium. Łukasz napisał, że władze Rzymu, do którego należała także okupowana Palestyna, zarządziły spis ludności, nakazując, aby każdy udał się do miejsca swego pochodzenia.

I co miała począć biedna Miriam. Była w błogosławionym stanie i musiała odbyć długą, męczącą podróż. 150 kilometrów drogi. Wprawionym zajmowało to ok. 4 dni. Podróż ciężarnej Maryi u boku troskliwego Józefa trwała prawdopodobnie dłużej.

Jedynie obecne wśród nas mamy, które nosiły w swoim łonie dzieciątko, mogły by nam powiedzieć jak delikatny i święty to moment, gdy jest się w dziewiątym miesiącu i zbliża się dzień porodu. Jak niewyobrażalny był to wysiłek wybierać się w takim stanie w daleką drogę. Trasa prowadziła wertepami przez tereny górzyste, drogą krętą i zawiłą.

W okresie spisu ludności wszędzie panował tłok i chaos. Nie wykluczone, że Miriam i Józef spędzali zimne noce pod gołym niebem, albo co najwyżej w zatłoczonych zajazdach, na podłodze, wraz z innymi towarzyszami podróży przy swoim osiołku i przy wielbłądach pozostałych podróżnych. O wymaganej higienie dla kobiety w ciąży, nie można było nawet pomarzyć.

Betlejem, w tamtych czasach małe i liche, znajduje się ok. 7 kilometrów na południe od Jerozolimy. Położone jest w paśmie górskim, wznoszącym się na wysokość 750 metrów powyżej poziomu morza. Przez tą lichą mieścinę przebiegał główny trakt handlowy do Egiptu. Karawany przetaczały się bez końca. Znaleźć tam miejsce w gospodzie graniczyło z cudem, zwłaszcza dla kobiety ciężarnej mogącej lada moment rodzić. Ciężarna Miriam i mogące się urodzić niemowlę były w miejscach noclegu intruzami - „personae non gratae”.

W kalendarzu ludzkości była to zima wszechczasów. Ludzkie serca zamarzły całkowicie. Bóg nie mógł wejść do środka. Postanowił stać się człowiekiem …a nie pozwolono Mu nawet urodzić się po ludzku. Tamtej nocy nawet lisy miały nory, ptaki gniazda, On nie miał gdzie głowy skłonić.

Noc narodzin Boga Zbawiciela to była najdłuższa noc w historii ziemi: zimowe przesilenie słońca. „Aż do tego dnia przybywało ciemności – mówił w kazaniu św. Hieronim – od tego zaś dnia ciemności zaczęły znikać”. Nie był to jedynie przełom w kalendarzu astronomicznym.

W Kościele koptyjskim do dziś przekazywana jest tradycja, według której Adam i Ewa właśnie pod koniec dnia zostali wypędzeni z raju i o północy dotarli na ziemię. Drugi Adam, Jezus Chrystus, przyszedł na świat w nocy i w godzinach wieczornych wydał swego ducha na krzyżu, by znów o północy zmartwychwstać.

Tamtej nocy nastąpił przełom jedyny w dziejach ludzkości. „Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło”. Ale tamtej nocy nikt tego światła nie zauważył. I pomyśleć, że czekano na nie całe wieki. W jakiej krainie mroków trzeba się znajdować, w jakich ciemnościach duszy, żeby nie zauważyć wschodzącego Słońca. Tak schorzały był stan duszy świata.

Była zima na ziemi, ostrzejsza niż ta astronomiczna, o wiele sroższa. I nie dlatego, że w kalendarzu był grudzień, ale dlatego, że nie było w nim miejsca dla Boga. Kalendarz ziemi był cały zajęty, jak wypełniona gospoda, w której nie znalazł się nawet ciasny kąt, aby mógł się w nim urodzić Bóg.

Czy dzisiaj Bóg ma się lepiej na ziemi? Czy dzisiaj ma więcej miejsca w naszych domach i w naszym kalendarzu? Czy aby nasz świat nie przypomina tamtej gospody, w której wszyscy zajęci sobą, nie rozpoznali przychodzącego Boga? Jezus pewnego dnia zmartwiony zapyta głośno: „Czy Syn człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”.

Tamtej nocy ziąb przeniknął ludzi nie tylko do szpiku kości, ale do samego serca. Była zima w ludzkich sercach, wyziębionych egoizmem. Nie czuły, że rodzi się Bóg. Nie słyszały Jego płaczu. Jedynie Miriam czuła i słyszała Go. Wiedziała, że jest już na ziemi, czuła fizycznie, namacalnie Jego obecność pod swoim sercem. Wiedziała, że Bóg już przyszedł dziewięć miesięcy temu, chociaż jeszcze się nie narodził. Serce Miriam tuliło się do Dzieciątka, które nosiła w swoim łonie. Łono ubogiej Miriam stało się epicentrum świata. Bóg ma swoje własne współrzędne, którymi kieruje się przy zbawianiu ludzkości.

Ludziom natomiast wydawało się, że centrum świata i jego zbawiciel jest gdzie indziej – w Rzymie. Siedzi na tronie w pałacu z marmurów i rządzi poddanymi imperium. Łukasz pisze, że Jezus rodzi się za cesarza rzymskiego. Nadane mu imię Augustus (po grecku Sebastos) znaczyło „Godny uwielbienia”. Sam kazał się nazywać Imperator Caesar Divi filius Augustus. Był też nazywany „zbawicielem” (soter). Postawił siebie na piedestale świata. Chciał być ubóstwiany.

Co za kontrast. Jezus rodzi się z ubogiej Miriam i nie potrzebuje piedestału. Wystarczy Mu żłób i stajnia, aby objawić światu jedynego Zbawiciela, za którym tęsknią wszystkie narody. Wielkość, która szuka dla siebie piedestału i rozgłosu często okazuje się pozorną wielkością. Cesarz August bardzo szybko podzieli świat na bogatych i biednych, na wolnych i niewolników, na popleczników i wrogów. Jezus natomiast będzie ogłaszał rok łaski od Pana dla wszystkich! Bez różnicy dla wszystkich. „Nie podzielił ludzi na tych, których odkupił i tych, o których zapomniał. Istnieją tylko jedne, niepodzielne dzieje, które jako całość naznaczone są słabością i nędzą człowieka i które jako całość potrzebują miłosiernej miłości Boga…” (J. Ratzinger).

Podział historii na czas „przed” i „po” Chrystusie, to jedynie ludzki podział. Z perspektywy Boga - zauważa J. Ratzinger - nie dzieli się na czas „przed’ i „po” Chrystusie, na czas nieodkupiony i czas odkupiony. „Granica pomiędzy czasem „przed Chrystusem” i czasem „po Chrystusie” nie przebiega na zewnątrz i nie można jej narysować na mapie; biegnie ona bowiem przez nasze serce.

Jeśli wypełnia nas egoizm, jeśli szukamy tylko siebie, to również dzisiaj żyjemy „przed Chrystusem”. Trzeba tej nocy poprosić Boga przez Maryję, „abyśmy coraz mniej żyli „przed Chrystusem”, a tym bardziej, abyśmy nie żyli „po Chrystusie”, lecz tak jak Ona z Chrystusem i w Chrystusie: z Nim, który jest Chrystusem wczoraj, dzisiaj i na wieki (por. Hbr 13, 8)” (J. Ratzinger).

Wróćmy jeszcze na chwilę do stajni, gdzie płacze Bóg w pieluszkach. Chociaż stajnia, w której urodził się Jezus pozostała stajnią, świat do dziś chętnie ją nawiedza i dobrze się w niej czuje. Śpiewa o Bogu Niemowlęciu. Nie powstały piękniejsze kołysanki, od tych, które opowiadają o tym, co działo się w stajni w Betlejem. …O cesarzu Auguście nie zachowała się żadna kolęda.

Do stajni, który zamienił się w ciepły dom Boga, świat będzie wracał, jak do własnego domu, by odprawiać w nim uroczystą liturgię, tak jak my tej nocy. Nasi bracia na Wschodzie do dzisiaj podczas liturgii tak śpiewają o narodzinach Boga-Człowieka: „Stwórca życia narodził się w naszym ciele z matki żyjących. Dziecko z niej się narodziło i jest Synem Ojca. Ze swoimi pieluszkami rozdziera więzy naszych grzechów i osusza na zawsze łzy naszych matek. Tańcz i skacz, stworzenie Pana, gdyż narodził się twój Zbawiciel…”.

Uderzający jest fakt, że pierwsze miejsce, które po swoim narodzeniu nawiedza Jezus to stajnia. W żadnej mierze nie przypomina ludzkiego mieszkania. Stajnia znajdowała się poza domostwem, albo była ostatnią wydzieloną częścią domostwa. To było ostatnie miejsce, w którym przechowywano bydło. Pierwsze miejsce do którego przychodzi Jezus to stajnia, a pierwsze ścieżki, które przemierza to ścieżki dla bydła. Przychodzi tam gdzie jest ciemno, nieludzko, gdzie jest brud i cuchnie od grzechu. Co więcej pozwala siebie położyć w żłobie.

Żłób dla zwierząt, w którym Maryja położyła Jezusa, najprawdopodobniej wykuty był w skale. Zimny i twardy jak ludzki grzech. Ojcowie starożytni w obrazie żłobu widzieli miejsce grzechu. Powtarzali, że podobnie jak zwierzęta wracają do żłobu, tak człowiek wraca do swojego grzechu. Dlatego chciał być położony w żłobie naszego grzechu, bo wiedział, że tam na pewno się z nami nie rozminie, że w żłobie naszego grzechu zawsze nas spotka. Stał się Niemowlęciem, abyśmy mogli wziąć Go w swoje ramiona i osobiście doświadczyli, że to nie my trzymamy Boga w ramionach, ale to On nas trzyma.

W jednym ze starożytnych tekstów czytamy wyznanie Małego Jezusa: „Stałem się mały, bo przez małość swoją mogę was podnieść tam, skąd spadliście…Wezmę was na ramiona”. Oto tajemnica nocy, która sprowadziła nas tutaj. To dla niej zerwaliśmy się w środku nocy razem z pasterzami i przyszli tutaj, gdzie spodziewaliśmy się zastać Boga.

>Każdy z nas przyszedł tutaj z tajemnicą swojej nocy, swojego mroku, swoich ciemności grzechu. To o nas i do nas powiedział Bóg ustami Izajasza: „Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło”. On przyszedł w nocy, aby nas wyrwać z naszej nocy cierpienia i grzechu. Przyszedł nas podnieść i wziąć na swoje ramiona. Każdy z nas może wziąć w ramiona Małego Jezusa, popatrzeć w Jego dobre, Boskie oczy i powiedzieć za Izajaszem i za św. Pawłem: „Pomnożyłeś moją radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowałem się przed Tobą, jak się radują we żniwa…”. „Ukazała mi się łaska Boga, która niesie zbawienie”.

Krzysztof Wons SDS

[homilia wygłoszona w kościele salwatorianów
pw. Boskiego Zbawiciela w Krakowie]

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl