O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Ćwiczenia Ignacjańskie 28 grudnia 2009 - 5 stycznia 2010< ...


Ćwiczenia Ignacjańskie
28 grudnia 2009 - 5 stycznia 2010

W dniach od 28 grudnia 2009 r. do 5 stycznia 2010 r. odbywały się Ćwiczenia Duchowe św. Ignacego Loyoli. W rekolekcjach uczestniczyło 70 osób, którym towarzyszyło dziewięcioro kierowników duchowych. Dającymi punkta byli członkowie ekipy Centrum, natomiast posługę towarzyszenia podejmowali ponadto: dwóch kapłanów zakonnych, kapłan archidiecezji gnieźnieńskiej, siostra zakonna i osoba świecka. Dziękujemy za dar modlitwy!

-----------------------------------------------------------------------------------

Zaufaj Słowu, które zawsze się spełnia. W Nim jest Życie.
Homilia na rozpoczęcie rekolekcji: poniedziałek - 28 grudnia 2009 r.
1 J 1,5 - 2,2; Ps 124, 2-5. 7-8; Mt 2, 13-18

Na początku chciałbym powrócić do myśli, jaką podzielił się z nami, z całą wspólnotą Kościoła, papież Benedykt XVI w czasie tegorocznej pasterki. Mówił: «Posłuchajmy raz jeszcze Ewangelii. Pasterze przekazują sobie nawzajem motyw wyruszenia w drogę: „Zobaczmy, co się tam zdarzyło”. Dosłownie tekst grecki powiada: „Zobaczmy to Słowo, które tam się zdarzyło”» (Benedykt XVI, Homilia w czasie Pasterki, 25 grudnia 2009). Ta zachęta papieża powróciła do mnie, gdy w krótkim fragmencie dzisiejszej Ewangelii przeczytałem dwukrotnie o spełnieniu się słów, które Pan wypowiedział poprzez proroka [zwrot charakterystyczny zresztą dla św. Mateusza Ewangelisty]: „Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: Z Egiptu wezwałem Syna mego” (Mt 2, 15) oraz „Wtedy spełniły się słowa proroka Jeremiasza: Krzyk usłyszano w Rama, płacz i jęk wielki. Rachel opłakuje swe dzieci i nie chce utulić się w żalu, bo ich już nie ma” (Mt 2, 17-18).

Chciejmy, zachęceni przez papieża, za przykładem pasterzy, pospieszyć do szopki, by zobaczyć Słowo, które stało się Ciałem; by zobaczyć, słowo, które się wypełniło. Bóg nie rzuca słów na wiatr. Słowo Boga zawsze staje się ciałem. Słowo Boga, gdy jest przez Niego wypowiadane, zawsze, utrwala się w stworzeniu. Za Słowem Boga zawsze stoi rzeczywistość. Kiedy staję w progu betlejemskiej groty odkrywam, że Bóg jest wierny swojemu Słowu, Bóg jest swym obietnicom przekazywanym przez proroków. Staję w progu betlejemskiej szopki i głośno śpiewam kolędę wyrażającą tęsknotę za wypełnieniem się słowa: „Ach, witaj Zbawco z dawna żądany, tyle tysięcy lat wyglądany. Na Ciebie króle, prorocy czekali, a Tyś tej nocy nam się objawił”. Bóg nie tylko wypowiada Słowo, ale Bóg je zawsze wypełnia. Mogą przeminąć i przeminą ziemia i niebo, ale Jego Słowo nie przeminie.

Wpatrując się w szopkę widzę Maryję. W Maryi widzę tę błogosławioną kobietę, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane jej od Pana. Ona teraz kontempluje to niemożliwe, które stało się możliwym. W Maryi widzę tę błogosławioną kobietę, która uwierzyła, że dla Boga żadne słowo nie jest niemożliwe do wypowiedzenia-wypełnienia. Uwierzyła, że Bóg może wypowiedzieć i wypowiadając uczynić każde słowo. Błogosławiona kobieta, która zaufała Słowu Boga i doświadcza niezwykłej płodności Słowa Bożego.

Wpatrując się w szopkę widzę Józefa. W Józefie widzę błogosławionego mężczyznę, który zaufał bezgranicznie Słowu Boga. Widzę Józefa milczącego. Józef nic nie mówi, nie dyskutuje. Józef wypełnia Słowo „dosłownie”, robi dokładnie tak, jak mu to zostanie przekazane przez anioła Pańskiego [Usłyszał „nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki” i „uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie” (Mt 1, 20.24). Usłyszał „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem” i „wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu”. Zauważmy uczynił to jeszcze w nocy, nie czekał do poranka; uczynił to natychmiast, zaraz. Kiedy po śmierci Heroda usłyszy: „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i idź do ziemi Izraela” Józef wstanie, weźmie Dziecię i Jego Matkę i wróci do ziemi Izraela” (Mt 2, 20-21)]. Józef patrząc na Dziecię Jezus kontempluje Słowo, które się zdarzyło. W Józefie i w Maryi, ufających bezgranicznie Słowu Pana, dostrzegam błogosławionych współpracowników Boga, poprzez których realizuje się Boży plan zbawienia.

Wpatrując się w szopce w Jezusa, w Maryję i w Józefa, dostrzegam Boga, który jest Miłośnikiem Życia. O Słowie Bożym słyszmy – „W Nim było życie”. Jezus powie o sobie: „Ja jestem Droga, Prawdą i Życiem”. Maryja ufając Słowu Boga rodzi nowe Życie. Józef ufając Słowu Boga strzeże nowego Życia, troszczy się o rozwój i wzrost nowego Życia. Bóg, który dał Życie, troszczy się o Życie. Czyni to również poprzez ludzi. Bóg powołał mnie do życia i chce bym żył pełnią życia. Właśnie dlatego posłał swojego Syna na świat.

Siostro i Bracie! Rozpoczynamy ćwiczenia duchowne. U ich początku chcę cię zaprosić do wpatrzenia razem z pasterzami w Słowo, które się zdarzyło; do zapatrzenia i zasłuchania  w Słowo, które się spełniło i zawsze się wypełnia. Bóg jest wierny swojemu Słowu. Zaufaj i ty Jego Słowu. Zaufaj Słowu Boga jak Maryja: Bóg bowiem pragnie, byś rodziła/rodził życie. Zaufaj Słowu Boga i pozwól się prowadzić w tych dniach Słowu Boga, jak Józef: Bóg bardzo pragnie strzec życia w Tobie i poprzez Ciebie strzec życia w innych.

U początku rekolekcji, w trakcie ćwiczeń i po nich, powtarzaj sobie często „w Słowie Boga jest życie”. Pozwól się Bogu przekonywać. Jeśli przyjmiesz Słowo Boga sercem szlachetnym i dobrym, jeśli zatrzymasz je i wytrwale będziesz je strzec, doświadczysz że Słowo Boga rozmnaża się stokrotnie, że jest niezwykle płodne. „Słowo Boże i wezwania przekazywane przez to Słowo mają moc rozbudzania w ludzkim sercu skarbów wielkoduszności, miłości, odwagi nieskończenie dalej sięgających niż to, co dana osoba jest w stanie zdziałać o własnych siłach. Słowo Boże, które dotyka ludzkiego serca, wydobywa z niego nowe zdroje życia i daru z siebie, mogących zadziwić nawet tego, kto sam je otrzymał” (Jacques Philippe, Powołani do życia, Kraków 2009, s. 45).

Można powiedzieć, że ludzkie serce jest stworzone po to, aby dać się obsiać Słowem Bożym, że powołaniem każdego mężczyzny i każdej kobiety jest w pewnym sensie ucieleśnianie tego czy innego słowa. Słowo Boże potrzebuje wcielenia, przyobleczenia w ciało, inaczej pozostaje abstrakcyjne i odległe. I odwrotnie, każde ciało, każde konkretne ludzkie istnienie potrzebuje zapłodnienia przez Słowo, inaczej jest tylko życiem zamkniętym na sobie i bez znaczenia dla wieczności. Na świecie nie ma nic piękniejszego niż ludzkie serce, które otwiera się na słowo, trwa w pragnieniu, by nim żyć aż do końca i samo zostaje dogłębnie przemienione i odnowione przez Słowo, w którym uczyniło sobie mieszkanie. Na tym polega cała tajemnica Najświętszej Maryi Panny i niewyobrażalnej płodności Jej życia” (Jacques Philippe, Powołani do życia, Kraków 2009, s. 44). Na tym polega tajemnica płodności życia św. Józefa.

To Słowo - Słowo Życia nie pozwoli Ci uciec ani przejść obojętnie obok znaków i przejawów śmierci, nie pozwoli nasm uciec ani przejść obojętnie obok sytuacji przemocy, które dostrzegamy w sobie i wokół siebie.  Bóg - Miłośnik Życia nie przechodzi obojętnie obok przemocy. Kiedy słyszę o siepaczach Heroda, który na rozkaz zawistnego władcy zabijają w Betlejem i okolicy wszystkich chłopców do lat dwóch, uświadamiam sobie, że grzech jest odrzuceniem życia. Każdy grzech, a nie tylko zbrodnia o takich rozmiarach, jak rzeź niewinnych dzieci w Betlejem jest odrzuceniem życia: „Grzech zawsze jest pewnego rodzaju odrzuceniem życia, przejawiającym się w rozmaitych formach, niekiedy subtelnych formach: jako brak nadziei, przywiązanie do zbyt ograniczonych planów czy satysfakcji, nieakceptacja cierpienia, zamknięcie na Boga i na innych, brak zaufania do łaski, jaka spoczywa na moim życiu…” (Jacques Philippe, Powołani do życia, Kraków 2009, s. 33).

Kiedy słyszę o siepaczach Heroda, który na rozkaz zawistnego władcy zabijają w Betlejem i okolicy wszystkich chłopców do lat dwóch, przychodzą mi na myśl słowa z Janowej Ewangelii: „Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości. Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem” (J 10, 10-14).

W Jezusie objawienie Boga, który jest Miłośnikiem Życia dochodzi do szczytu. Jezusowi nie jest obcy los dziecka ocalonego (można powiedzieć, że doświadcza na własnej skórze syndromu „ocaleńca”: tylu jego braciszków młodszych i starszych zginęło w Betlejem i okolicy). Ale przede wszystkim Jezus jest tym, który po trzydziestu trzech latach nie ucieknie stawi czoła przemocy, jak dobry pasterz odda życie za swoich braci i za swoje siostry, za mnie i za ciebie. Nikt mu tego życia nie zabierze, ale sam do dobrowolnie odda. I stanie się Jezus przed Ojcem Niebieskim rzecznikiem tych, którzy ulegli iluzji grzechu i nie wiedząc, co czynią, ściągnęli na siebie śmierć. Jako rzecznik nie będzie wobec Ojca uprawiał szermierki słownej. Jego Ciało i Krew oddane w przebłagalnej ofierze będą przemawiały głośniej niż jakiekolwiek Słowo.

Jezus - Słowo Wcielone u początku rekolekcji zwraca się do mnie i do Ciebie: „Zaufaj Temu, który kocha Życie. Zaufaj Słowu Boga. Zostaw swoje kalkulacje. Zaufaj Słowu, które tchnie życiem. Daj się przekonać Słowu niosącemu Życie. Zajmij się Słowem Boga. Aktywnie i hojnie słuchaj Słowa Bożego. Cierpliwie i wytrwałością strzeż Słowa Bożego”. Jezus mówi: „Zaufaj mojemu Słowu!”. I na zakończenie powtórzmy za św. Teresą od Jezusa: „Niech nic cię nie niepokoi, niech nic cię nie przeraża. Wszystko mija. Bóg się nie zmienia. Cierpliwość osiąga wszystko. Temu, kto ma Boga, nie brakuje niczego. Jedynie Bóg wystarcza”. Niech Ci Jego pewne Słowo wystarczy!

ks. Piotr Szyrszeń SDS

-----------------------------------------------------------------------------------

Odnowić pragnienie życia w rytmie Słowa
Homilia - czwartek: 31 grudnia 2009 r.
1 J 2, 18-21; Ps 96, 1-2.11-13, J 1, 1-18

Kiedy bierzemy do ręki w tym dniu kalendarz naszego roku życia, ten kalendarz mierzony po ludzku, naszym ludzkim rytmem życiowym, Kościół otwiera przed nami Biblię na pierwszym rozdziale księgi Ewangelii Janowej i czyta o Słowie, że „Na początku było Słowo”, że „Bogiem było Słowo”, że „wszystko przez nie się stało”, że „bez Niego nic się nie stało”, i że „w Nim było życie”. Brandstaetter swoją intuicją Hebrajczyka czytającego Biblię, czytał te słowa dobitniej, że „Na początku JEST Słowo”, że „u Boga JEST Słowo”, że „w Nim JEST życie”, że „przez Nie wszystko SIĘ STAJE”. I wyczuwamy dlaczego Kościół czyta nam właśnie te słowa. Ponieważ przypomina nam o podstawowej prawdzie, że nie Bóg żyje w naszym czasie, ale to my żyjemy w czasie Boga. Że tak naprawdę Bóg, który stworzył ten świat poprzez swoje Słowo, nieustannie ten świat swoim Słowem stwarza. I że wszystko, co dobre w tym świecie nadal się objawia, jest ukształtowane przez Jego Słowo. Wszystko, co rodzi się przez Jego Słowo, i staje się, jest dobre, bo Bóg widzi, że to co stwarza jest bardzo dobre. I dlatego Kościół zaprasza nas, abyśmy odnowili w sobie nade wszystko pragnienie życia w rytmie Słowa, w rytmie tego Słowa, które może nas codziennie nieustannie kształtować i sprawiać, że nasze życie będzie dobre.

Dlatego Kościół ma swój kalendarz, nie jako przeciwieństwo kalendarza naszego od stycznia do grudnia, ale jako święty krzyk, że nasza historia w oczach Boga jest historią zbawienia. To znaczy, że cokolwiek nawet złego w tej historii się pojawia, jakiekolwiek cierpienie, jakakolwiek arytmia związana z własną krzywdą, Bóg mocą swego Słowa może i potrafi zamienić tę historię w historię zbawienia. Jego Słowo potrafi schodzić do grobów, do ciemności, do tych ciemności, które rodzi grzech i wyprowadzać z nich światło. Pomyślmy więc o tym i uradujmy się, że wybraliśmy dobry czas i że dobrze wybraliśmy w tym czasie, że możemy w tych dniach uczyć się żyć rytmem Słowa, że możemy usłyszeć je na nowo, że możemy słuchać iż jest Słowem Miłości, Słowem Życia, że możemy poczuć jak Ono nas kształtuje i przemienia. Możemy uwierzyć na nowo, że Słowo Boga nie boi się w nas żadnych ciemności i że nie ucieka od nas przed każdym grzechem, który zobaczy, ale jeszcze bardziej się wtedy do nas zbliża. Zbliża się do nas w Dziecięciu, w Nowonarodzonym i czyni nas nowonarodzonymi.

Kiedy w tych dniach doświadczamy swojego utrudzenia, przechodząc również przez historię naszego życia, możemy doświadczać mocy Słowa, które jeszcze raz potrafi moją historię zamienić w historię świętą. I to Słowo uczy mnie również miłości do mojej historii życia, również do tych dni w których najbardziej cierpiałem, ponieważ w tych dniach On cierpiał razem ze mną. Kiedy mi było zimno, Jemu również było zimno. Kiedy ja płakałem, On także płakał. Kiedy ja cierpiałem z powodu krzywdy i odrzucenia, On także cierpiał. On to wszystko zna. Zna to nie z opowieści, ale dlatego że stał się ciałem. Wcielił się w moje życie. Mój Bóg jest Bogiem, który wciela się w każdą chwilę mojego życia, by z niej wyprowadzić mnie nowonarodzonego. Myślmy o tym, kiedy codziennie otwieramy Biblię.

Słowo Boga jest zawsze nowe, zawsze świeże, jest zawsze Słowem na dziś i na ten moment.  Słowem, które po raz kolejny przynosi nam życie. Niczym w swoim życiu nie jestem w stanie wystraszyć Boga. To Bóg będzie przychodził do mnie wszędzie tam, gdzie ja boję się i gdzie przenika mnie strach, aby uczynić mnie wolnym, zbawionym. I będzie również nawiedzał te wszystkie miejsca we mnie, które już są piękne albo zapowiadają piękno, abym uwierzył, abym sam je zobaczył i abym pozwolił Mu rozwijać we mnie dobro, w które On pierwszy wierzy, ponieważ to, co stworzył było bardzo dobre. Chciejmy więc na nowo zapragnąć wejść w rytm Słowa. Chciejmy słuchać jak ono opowiada nasze życie, tłumaczy je i wyjaśnia. Dajmy się przez to Słowo prowadzić także wtedy, gdy pojawia się w nas opór, kiedy pojawia się myśl, że Bóg nie potrafi, nie może przekroczyć, przebrnąć w moim życiu tego lub innego dnia. Chciejmy prosić o wiarę w moc Słowa, taką wiarę, jaką miał Jan, kiedy pod natchnieniem Ducha spisywał Prolog.

Abraham Heschel zadziwia tą niezwykłą Księgą, którą codziennie bierzemy do ręki: „Niezaprzeczalna, niezniszczalna, nie nagryziona zębem czasu Biblia wędruje przez wieki, dając siebie wszystkim ludziom, tak jakby była własnością każdego człowieka na ziemi. (…) Wszyscy z niej czerpiemy, a ona pozostaje wciąż czystym i niewyczerpanym źródłem. W przeciągu trzech tysięcy lat nie postarzała się ani o jotę. To księga, która nie może umrzeć” (zob. Abraham J. Heschel, Prosiłem o cud. Antologia duchowej mądrości, Poznań 2001, s. 94-95). Kiedy ja otwieram tę Księgę, nie mogę umrzeć, ponieważ w niej jest Słowo życie. Ilekroć się w niej zanurzam, będę doświadczał życia. Prośmy w tej Eucharystii, aby Jezus Chrystus – Słowo, które za chwilę stanie się Ciałem – tak nas przenikał w Komunii św., abyśmy doświadczyli na nowo mocy tego Słowa, które staje się Ciałem, abyśmy doświadczyli mocy Miłości, która potrafi przewartościować wszystko w naszym życiu. Bo „Bóg widział, że to co stworzył było bardzo dobre”.

ks. Krzysztof Wons SDS

-----------------------------------------------------------------------------------

Trzy drogowskazy na Nowy Rok: Słowo, Światło, Życie.
Homilia w II Niedzielę po Narodzeniu Pańskim - 3 stycznia 2010 r.
Syr 24,1-2.8-12;Ef 1,3-6.15-18;J 1,1-18

Chciałbym uświadomić wszystkim, że dzisiaj jest niedziela, pierwsza niedziela Nowego Roku. To bardzo istotne, bo chciałbym byśmy to Słowo, które Kościół nam dzisiaj daje, może szczególnie Ewangelię, odczytali w kontekście tego dnia, w kontekście tych rekolekcji, ale również w perspektywie tego roku. Na początku Nowego Roku możemy sobie ciągle składać sobie życzenia i chciałbym, żeby to Słowo, żeby ta moja refleksja była takim życzeniem pod adresem wszystkich tutaj zebranych. Kieruję to Słowo oczywiście również do siebie.

Po pierwsze dzisiejsze Słowo – pierwsze czytanie, drugie czytanie, Ewangelię – odbieram jako zaproszenie do kontemplacji Boga. Jak inaczej odczytać to piękne Słowo z Księgi Syracydesa o Bożej Mądrości? Jesteśmy w stanie tylko usiąść, zaczytać się, zasłuchać… Tyle tam treści, które przekraczają możliwości naszego zrozumienia. Chciałbym jednak, byśmy zatrzymali się na Ewangelii. Zauważmy, że Prolog z Ewangelii św. Jana bierzemy dziś po raz trzeci do ręki: czytaliśmy go w czasie Świąt Bożego Narodzenia, pochylaliśmy się nad nim w ostatnim dniu 2009 roku, a dziś sięgamy po niego po raz trzeci. Czy to przypadek? A może Kościół z jakąś wielką świadomością daje nam ten tekst, aby właśnie to Boże Słowo prowadziło nas przez cały najbliższy rok, aby właśnie to Boże Słowo, ta Ewangelia, ten Prolog Janowy był i stawał się treścią naszego życia.

Moi drodzy! Z tego pięknego Prologu wybrałem trzy światła, trzy drogowskazy, trzy prawdy. Możliwe, że wielu z nas zna ten tekst na pamięć, moglibyśmy go recytować. „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo…”.  Doświadczyłem wewnętrznego poruszenia, gdy kiedyś, piętnaście lat temu, otrzymałem to słowo, w czasie zakończenia rekolekcji charyzmatycznych. To właśnie słowo dane mi zostało na kolejny etap mojego życia. Od piętnastu lat noszę go w sercu, ciągle zgłębiam i myślę, że wciąż jeszcze go nie zgłębiłem. Zachwycam się nim, bo jest piękne. Staje się życiem. Co wydobywam z tego słowa w czasie dzisiejszego naszego spotkania?

Pierwszy drogowskaz, pierwsza prawda to SŁOWO. Zauważmy, że mimo lawiny, nawału, wielości różnorodnych słów, mimo że jesteśmy czasem wprost „terroryzowani” przez słowo, jednak pragniemy słowa. Pragniemy słowa, które jest ciepłe, które jest akceptujące. Szukamy słowa pociechy, słowa nadziei. I Kościół przypomina nam w tych dniach: „Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami”. Każdego roku to słyszymy. Jakby Kościół chciał nam powiedzieć: „Pragniesz słowa? Masz. Masz nie tylko słowo jako coś wypowiedzianego, kilka sylab, ale masz Słowo, które stało się Ciałem, czyli słowo bardzo konkretne, którego możesz dotknąć, na które możesz patrzeć, które możesz przyjąć, które możesz pokochać. Czas rekolekcji to czas bogactwa słowa, ale nie ludzkiego słowa. Ludzkiego słowa w tych dniach jest mało, ponieważ milczymy. Ale rekolekcje to czas, w którym mówi Bóg, sam Bóg. A Bóg, który jest Ojcem i Stwórcą, zawsze mówi o nas dobrze, z miłością, z akceptacją. Jego Słowo nadaje sens i budzi sens naszego życia. Moi drodzy! Duch Święty mówi nam dziś: „Popatrz! Na początku… Na początku Twojego życia było Słowo, Boże Słowo, to Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo; to znaczy: Ty byłeś w Bogu, byłeś w sercu Boga, byłaś w sercu Boga; od początku, od zawsze. To Boże Słowo powołało Cię do istnienia i to Boże Słowo przywołuje Cię do istnienia każdego poranka. To Słowo nadaje sens Twojemu istnieniu, nadaje sens Twojemu dziś. Czyż nie doświadczyliśmy tego w czasie tych dni? Rekolekcje się skończą… i co nam zostanie? Moi drodzy! I znów Duch Święty mówi nam: „U początku tego nowego etapu, który się rozpocznie, postaw Słowo, Boże Słowo, to znaczy samego Boga. U początku każdego dnia postaw Słowo. Ono niesie życie. U początku każdej decyzji postaw Słowo, Boże Słowo. Ono jest niezawodne, jest prawdą”. Życzę każdemu z nas, tu obecnych, by Słowo Boże stało się codziennym pokarmem dla każdego z nas, jak manna na pustyni była nim dla Hebrajczyków. Życzę, byśmy w Słowie znajdowali oparcie, pocieszenie i umocnienie. Życzę, byśmy każdego dnia mieli czas dla Słowa; czas, by słuchać; czas, by się nasycać; czas, aby się w Słowie rozmiłować. To pierwsza perła tej dzisiejszej pięknej Ewangelii.

Druga perła to ŚWIATŁO. W Prologu o świetle jest tak wiele powiedziane. Moi drodzy! To niesamowite i bardzo wymowne, że gdy objawia się Bóg znakiem Jego obecności jest światło, jasność. Narodzinom Jezusa towarzyszy światło. Łukasz pisze, że pasterzy oświeciła chwała Pańska i to zewsząd ich oświeciła. Dla mędrców znakiem będzie gwiazda. W kościele, w którym często się teraz modlę, w paradyskim pięknym kościele diecezji zielonogórsko-gorzowskiej – serdecznie zapraszam do odwiedzenia go – wśród wielu obrazów wiszących na ścianach jest bardzo wymowny obraz Narodzenia Jezusa: nad Dzieciątkiem pochyleni Maryja, Józef i pasterze. A wszyscy, którzy się nad Dzieciątkiem pochylają mają twarze rozświetlone jasnością bijącą od Dzieciątka. Bardzo lubię się modlić przed tym obrazem. Popatrzmy! Ile doświadczeń, które przeżyliśmy w swoim życiu, odżyło w czasie rekolekcji? Ile zobaczyliśmy nowych prawd? Ile spraw i wydarzeń się nam przypomniało z historii naszego życia. Boże światło tych dni rozświetliło naszą historię życia. Jak reagowaliśmy w tych dniach? Może kogoś ogarnęło  przerażenie, może chcieliśmy wyjeżdżać, może chcieliśmy nawet uciec od życia, od przeszłości. Prawdziwie doświadczyliśmy, że także w naszym życiu „była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka”, która oświeca wszystko, co jest w człowieku, to znaczy we mnie i w moim życiu. I o dziwo! W tym Bożym świetle odkrywamy, że już nie musimy bać się przeszłości, że nie musimy od niej uciekać. W Bożym świetle odkrywamy, że moja przeszłość to święta historia życia, w której był obecny Bóg. Odkrywamy, że przez tę przeszłość przeprowadził nas Ten, który nas prawdziwie kocha. Odkrywamy, że za tę przeszłość Jezus umarł na Krzyżu. Przed nami kolejny etap życia. Moi drodzy! Chciałbym życzyć, by udało nam się żyć w blasku Bożej obecności. Życzę, by rozjaśniło się pięknem Bożej jasności nasze oblicze. Życzę, by ci którzy będą na nas patrzeć po naszym powrocie do domów czy wspólnot byli zadziwieni pięknem naszej twarzy, czystością naszego spojrzenia. Do tej pory, być może ta twarz była ostra, zacięta, pełna uporu, bólu czy zawiści. Teraz, od tych rekolekcji… pełna pokoju, równowagi, piękna. Piękna twarz, piękne oblicze rozjaśnione jasnością Nowonarodzonego Dziecięcia.

Jeszcze trzecia perła, którą chciałbym wydobyć z Janowego Prologu, który Kościół nam dzisiaj daje, to ŻYCIE. „W Nim – w Słowie – było Życie”. Jakie to piękne, że każdego roku mamy okazję, by uświadomić sobie, że Bóg stał się człowiekiem, że Bóg stał się dzieckiem, niemowlęciem. Ale w tej prawdzie odkrywamy coś więcej. W dzieciństwie Jezusa odkrywamy nasze dzieciństwo. W Jego życiu odkrywamy nasze życie, nasze zmagania, nasze tęsknoty, nawet nasze porażki. Rekolekcje to czas, w którym odkrywamy nowy sens naszego życia. W codzienności doświadczyliśmy chwil, w których już nie chciało się żyć; czasem chcieliśmy umrzeć. Ale kontemplując życie Jezusa, Jego dzieciństwo, nauczanie, mękę, śmierć, zmartwychwstanie, odkrywamy że warto jest żyć. Odkrywamy, że chcemy żyć. On swoim człowieczeństwem uzdrawia moje człowieczeństwo. On swoją wiernością uzdrawia moją niewierność. On swoim zaufaniem Ojcu uzdrawia moje bunty. On swoją czystością uzdrawia moją nieczystość. On za mnie umarł. Jak wielkie jest moje życie, że ktoś, że Bóg, że Jezus za mnie umarł? Dlatego pragnę życzyć piękna nowego życia. Pragnę życzyć, by - gdy będziemy przekraczać próg tego domu wyjeżdżając do siebie - wyrwało się z naszego serca jedno pragnienie: „Ja chcę żyć! Ja chcę kochać! Bo spotkałem/spotkałam Tego, który jest źródłem życia i który jest źródłem miłości”. Chce się żyć i chce się kochać.

Dziękujmy dzisiaj tą Eucharystią Panu za to miejsce i za ten czas. Zobaczmy, że to miejsce i ten czas to miejsce i czas Słowa, i czas miejsce Światła oraz miejsce i czas Życia. Tu rodzimy się na nowo, po raz kolejny. Niech Pan będzie uwielbiony, że mając już … lat i swoją historię życia, duchowo rodzimy się na nowo, rozpoczynamy nowe życie. Jak piękny jest Bóg! Dziękujmy Mu za to i uwielbiajmy Go w tej Eucharystii!

ks. Piotr Kwiecień CM

 -----------------------------------------------------------------------------------

Oto Baranek Boży – Zbawiciel świata
Homilia w dzień spowiedzi rekolekcyjnej - poniedziałek: 4 stycznia 2010 r.
1 J 3, 7-10; Ps 98, 1.7-9; J 1, 35-42

U początku tego rozważania chciałbym przywołać historię Izaaka. Idzie z Abrahamem na górę Moria, by złożyć ofiarę. W drodze zauważa, że nie mają ze sobą zwierzęcia ofiarnego. Na jego pytanie ojciec odpowiada: „O to Bóg zadba…”. Sytuacja nabiera dramatyzmu, gdy ojciec wiąże syna, a następnie kieruje przeciw synowi nóż, który „zawisa” nad jego głową. Co wówczas Izaak czuł i widział? Ojcowie Kościoła odpowiadają tylko i po prostu, że zobaczył zwierzę, które go zastąpiło i wybawiło. Izaak to imię wywodzi się od hebr. „sachaq” – zaśmiał się. Tradycja wiązała śmiech Izaaka najpierw z jego rodzicami (Abraham i Sara śmiali nie chcąc uwierzyć, że w podeszłym wieku mogą otrzymać syna), a później z nim samym. Rzeczywiście, Izaak zobaczywszy baranka, miał powody do radości. Widok uwikłanego w zarośla baranka przywrócił mu uśmiech, który wcześniej utracił.

Ojcowie Kościoła, w swojej refleksji, postępują jednak jeszcze dalej. Według nich Izaak zobaczył znak Nadchodzącego, który stał się Barankiem. Zobaczył Tego, który dla nas pozwolił się uwikłać w gąszcz historii. Zobaczył Tego, który pozwolił się związać, stał się dla nas ofiarą zastępczą i w ten sposób nas odkupił. Ten Baranek został przewidziany przed stworzeniem świata. I tego Baranka oczekiwali z utęsknieniem Izraelici. A powołanie i misja Jana Chrzciciela polegały na tym, by Go wskazać. Jezus to oczekiwany Baranek Boży. Jezus to Baranek Paschalny Krwią swoją ratujący nas od śmierci. Również my, ponieważ widzimy Baranka, możemy śmiać się i dziękować. Iluż z nas po dzisiejszej rekolekcyjnej spowiedzi rozjaśniło się spojrzenie i uśmiech (kard. Joseph Ratzinger, „Baranek odkupił owce”. Refleksje nad  symbolika wielkanocną, w: Joseph kard. Ratzinger / Benedykt XVI, Patrzeć na Przebitego.Szkice o chrystologii duchowej, Kraków 2008, s. 102-112).

W dzisiejszym fragmencie Ewangelii kilkakrotnie słyszymy o spojrzeniu. Jan Chrzciciel patrzy na Jezusa. Jezus widzi idących za nim dwóch uczniów. Odpowiadając na ich pragnienie zaprasza ich Jezus, by poszli za Nim i zobaczyli, gdzie mieszka. A oni poszli i zobaczyli. Wreszcie Jezus patrzy na Szymona Piotra. Uderzający jest jednak sposób patrzenia Jana Chrzciciela: „PRZYPATRZYWSZY SIĘ przechodzącemu Jezusowi rzekł…” (podobnie zresztą czyni Jezus: „przypatrzywszy się Szymonowi Piotrowi rzekł…”). Drodzy, chciałbym zaprosić Was, byśmy zapatrzyli się dziś w Jezusa razem z Janem Chrzcicielem.

Jan Chrzciciel patrzy z uwagą, wpatruje się w Jezusa i kogo widzi? W przechodzącym Jezusie rozpoznaje Baranka Bożego. Rozważając to słowo poczułem się zaproszony, by naśladować Jana Chrzciciela i przypatrzyć się z uwagą Jezusowi. Przychodzę do kaplicy klękam i czuję się nieco zdezorientowany. Przede mną żłóbek, krzyż, tabernakulum i oświetlony obraz Rembrandta [przedstawiający spotkanie ojca z powracającym marnotrawnym synem – to informacja dla czytających homilię spoza grona uczestników rekolekcji]. Któremu Jezusowi mam się przypatrzyć? – myślę sobie nieco zaniepokojony. I wtedy przyszła pełna pokoju intuicja „wybierz sobie którąkolwiek z tych możliwości i wpatruj się”.

Wpatruję się w betlejemską grotę i widzę tam Dzieciątko, „któremu [nadasz] imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów” (Mt 1, 21). Do tej groty przybędą pasterze, którym aniołowie obwieścili „radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan” (Łk 2, 10-11). Wpatrując się w żłóbek widzę Zbawiciela całego narodu, całego świata!

Wpatrując się w Krzyż przypominam sobie słowa z wielkopiątkowej liturgii: „Oto drzewo Krzyża, na którym zawisło zbawienie świata”. I przychodzi mi na myśl tzw. Dobry Łotr - człowiek, który przegrał życie ziemskie, a umierał z nadzieją innego życia, życia w królestwie Jezusa. Łotr, który ma coś z syna marnotrawnego, który uznał że nie jest godzien być synem, że chciałby być choćby najemnikiem: ów łotr nie prosi „Jezu, weź mnie do Swego Królestwa”, ale „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego Królestwa” (Łk 23, 42). Zwraca się do Jezusa jak nikt inny. Zwraca się Jezusa po imieniu „Jezu”, wyznając w ten sposób że Jezus jest Tym, który „zbawi swój lud od jego grzechów” i w doświadczeniu grzechu nawiązując niezwykłą więź z Jezusem. Wpatrując się w trzy krzyże na Golgocie widzę Zbawiciela, który przyszedł zbawić grzeszników, spośród których jestem pierwszy. I nic mnie nie może oddzielić o Miłości Chrystusa, jak tylko ja sam. Miłość Pana niepojęta jest…

Wpatruj się w tabernakulum! Rzucam okiem i czytam napis na tabernakulum: „Jesus Christus Salvator mundi” = „Jezus Chrystus Zbawiciel świata”. Jak refren pojawia się po raz kolejny „Zbawiciel świata”. Myśl moja biegnie do Wieczernika i do Eucharystii. „To jest bowiem Ciało moje, które za was będzie wydane”. „To jest bowiem kielich Krwi mojej Nowego i Wiecznego Przymierza, która za was i za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów”. Wpatrując się w tabernakulum widzę Zbawiciela świata, którego Ciało i Krew wyzwalają mnie z grzechu.

Kiedy zatrzymuję wzrok na obrazie Rembrandta myśl moja biegnie do Łukaszowej Ewangelii, w której znajduję perły w postaci przypowieści o miłosiernym ojcu oraz jego synu, który był „umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się”, o zagubionej i znalezionej drachmie, o zaginionej i znalezionej owcy. Łukasz, piewca łaskawości Chrystusa i towarzysz podróży św. Pawła, w Ewangelii przedstawia uniwersalizm nauki o zbawieniu. Łukasz przedstawi Jezusa jako darzącego szczególną miłością biednych, upośledzonych, prostaczków, złamanych na duchu, powszechnie wzgardzonych. Pisząc genealogię Jezusa doprowadza ją aż do Adama, by pokazać, że jak przyczyną zatracenia wszystkich był Adam, tak Jezus będzie Zbawcą wszystkich ludzi.

W refrenie psalmu responsoryjnego powtarzaliśmy dziś: „Ziemia ujrzała swego Zbawiciela”. A w kolekcie modliliśmy się: „Wszechmogący Boże, nowe światło na niebie zwiastowało, że przybył Zbawiciel, aby świat odkupić, prosimy Cię, niech to światło zajaśnieje w naszych sercach i nieustannie odnawia nasze życie”. Ten, którego ukazuje Jan Chrzciel, to Baranek Boży, który gładzi grzechy świata – Zbawiciel.

I jeszcze herb zgromadzenia salwatorianek przywołuję oczami wyobraźni i słowa „Salus tua ego sum”, na nim wypisane. „Salus tua ego sum” – zwraca się do każdego i każdej z nas Jezus: „Zbawieniem Twoim jestem ja”. „I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4, 12). Oto dlaczego tak delikatna i tak ważna była misja Jana Chrzciciela.

Tę misję proroka znad Jordanu chcemy kontynuować we współczesnym świecie, kontemplując Jezusa i ukazując Go braciom i siostrom jako Zbawiciela świata. Możnaby powiedzieć, że tak jak tu jesteśmy zostaliśmy powołani, by przyjechać na rekolekcje. Ale każde powołanie jest misją. Jan Chrzciciel nie został powołany, by odbyć safari na pustyni, a później nad Jordanem nacieszyć swój wzrok widokiem ciągnących do niego tłumów; powołany i posłany został, by wskazać Baranka Bożego – jedynego Zbawiciela. Proponując Andrzejowi i innemu z uczniów Jana Chrzciciela zobaczenia miejsca swego pobytu Jezus ufał, że nie zatrzymają tylko dla siebie informacji o utęsknionym wyczekiwanym przez wielu Mesjaszu. Powołaniem porywczego i doświadczającego raz po raz słabości Szymona Piotra było zostać opoką-skałą, tzn. nawróciwszy się i uwierzywszy, umacniać swoich braci w wierze.

Ujrzałeś dziś Zbawiciela, jedynego Zbawiciela. Wskaż Go innym. I nie musisz od razu organizować wykładu na temat odprawiania ćwiczeń ignacjańskich ani wielkich zebrań. W dzisiejszej Ewangelii czytamy, że tamtego dnia Jan Chrzciciel stał z dwoma swoimi uczniami, a Andrzej powiedział o swoim odkryciu jednemu człowiekowi - swojemu bratu. Nie musisz być wielkim mówcą, ale zwyczajnie bądź bratem-siostrą, który staje u boku brata czy siostry, poświęcając mu czas i dając priorytetowe miejsce w swoim terminarzu, aby towarzyszyć mu w rozpoznaniu Zbawiciela i stworzeniu klimatu wolności, by ktoś mógł pójść za Nim zachęcając może do hojności (por. A. Cencini, Bóg powołuje, ja wybieram. Każde powołanie jest misją, s. 73).

Patrzę na Twoją, po spowiedzi rekolekcyjnej, rozpromienioną pokojem twarz i uśmiech pełen życia. Jeśli ktoś zapyta Cię co to znaczy „zbawić”, „zbawiciel”, „zbawienie”, przypomnij sobie historię Izaaka, przypomnij sobie swoje doświadczenie dnia dzisiejszego, gdy po uzyskaniu rozgrzeszenia zaczynałeś/aś żyć innym życiem. I przyznaj, że nie ma lepszego sposobu, by to zrozumieć, jak przyjść i zobaczyć. „Chodźcie, a zobaczycie. Poszli więc i zobaczyli...”.

ks. Piotr Szyrszeń SDS

-----------------------------------------------------------------------------------

"Pójdź za Mną… Zobaczysz jeszcze więcej niż to"
Homilia na zakończenie rekolekcji - wtorek: 5 stycznia 2010 r.
1 J 3, 11-21; Ps 100, 1-5; J 1, 43-51

Drodzy bracia i drogie siostry! Kiedy kończą się nasze rekolekcje Kościół czyta nam Ewangelię, której pierwsze zdanie brzmi: „Jezus postanowił udać się do Galilei”. Wiemy, czym była Galilea dla Jezusa. To miejsce Jego codzienności. Tam spędził najwięcej lat swego życia. Galilea to geografia codzienności, także nasza geografia codzienności. To pierwsze zdanie z Ewangelii zaprasza nas, abyśmy wracali do naszej codzienności. Tam jest nasze miejsce. Jezus wraca razem z nami. To pierwsze, co zabierzmy ze sobą w sercu jako przekonanie najświętsze, że On jest z nami, że On jest z nami w codzienności.

Znamienne jest, że zaraz potem po postanowieniu Jezusa, by udać się do Galilei, ma miejsce spotkanie z Filipem, spotkanie opisane bardzo krótko: „I spotkał Filipa”. I  powiedział mu tylko jedno: „Pójdź za mną”. My także wracamy do naszej Galilei po spotkaniu z Jezusem, po osobistym doświadczeniu tego spotkania, i właściwie Jezus mówi do nas tylko jedno: „Pójdź za mną. Chodź moimi drogami, tak jak będę cię prowadził”; to także oznacza: „Nie wyprzedzaj mnie, nie chodź przede mną, zaufaj mi, pomogę ci na nowo odkryć twoją codzienność”. Myślę, że w tym wezwaniu „Pójdź za mną” kryje się Dobra Nowina. Być może już uprzedzamy, wyprzedzamy wezwanie Jezusa, chociażby w tych naszych myślach o codzienności, którą dobrze znamy. Już uprzednio w niej, w codzienności, byliśmy. Wiemy jak wygląda geografia naszej codzienności. Nikt nie musi nawet nam jej pokazywać. Ale przyznacie, że często uprzedzeniom towarzyszą slogany, często uprzedzeniom towarzyszą schematy  i często to właśnie przeszkadza nam w sposób żywy, w sposób nowy przeżywać codzienność skądinąd taką samą, dobrze znaną. Jezus mówi „Jeśli pójdziesz za Mną, ja będę ci pokazywał tę codzienność w nowy  sposób. Będę ci pomagał spotykać się ze Mną i z innymi ludźmi w nowy sposób”.

I tak dzieje się z Filipem. Filip wracając do codzienności spotyka swojego starego przyjaciela, dobrego celnika, Natanaela. Dzieli się z nim tym, co przeżył. Dzieli się tak po prostu, spontanicznie: „Znaleźliśmy Mesjasza, o którym mówi Prawo i Prorocy…”. I dodaje – zawsze mnie to zastanawiało – „…Jezusa z Nazaretu”. Trudno było Natanaelowi te dwie rzeczywistości połączyć. Bo Ten, o którym mówią Prawo i Prorocy, bo Ten, o którym czytał w Biblii, to był Wszechmogący, to był Mesjasz, na którego czekali, który raz na zawsze przyniesie ziemi pokój, który uporządkowuje codzienność, który zaprowadzi niebo na ziemi. Tymczasem słyszy dodane przez Filipa: „…z Nazaretu”. W Starym Testamencie ani razu nie występuje Nazaret. A Natanael mówi: „Co dobrego może być z Nazaretu? Znam tę okolicę”. To slogan. „Znam tę codzienność”. Może i w nas pojawić się pytanie: „Co dobrego może mnie spotkać w Nazarecie?”.

W Filipie dokonało się coś niezwykle ważnego. Jezusa, którego spotkał w Biblii, rozpoznaje jako Jezusa swojej codzienności. My często mamy z tym trudności. Spotykamy Jezusa nieraz w sposób bardzo zażyły w Biblii, a potem w codzienności mijamy się z Nim tak, jak byśmy Go w ogóle nie znali. Rozmijamy się z Nim. Natanaelowi także to groziło. Gdyby trwał przy swoim sloganie, gdyby trwał przy swoim wyobrażeniu, jakie miał o swojej codzienności, o Nazarecie, o Nazarejczykach, mógłby przejść obok. Ile jest takich miejsc, takich ludzi, takich sytuacji, obok których przechodzimy, a to właśnie w nich Jezus chciał się z nami spotkać. I to spotkanie mogłoby być tak przemieniające w tym „nieciekawym Nazarecie”, jak stało się przemieniające dla Natanaela. To co zadziwia Natanaela i co wywołuje w nim okrzyk, to fakt, że w prostym Jezusie, w Jezusie tak zwyczajnym jak Nazaret i po ludzku tak mało ciekawym jak Nazaret, rozwiązuje problem swojego życia, rozpoznaje Boga, rozpoznaje Króla.

Kończy się nasze– słodkie, a może i trudne, gorzkie – czytanie Biblii na pustyni. Tej Księgi nie wolno nam zamykać. Ale teraz otwiera się przed nami druga księga, którą mamy czytać po powrocie do domów, w której mamy odnajdywać i czytać Boga, naszego Króla, tak jak czytamy Go w Biblii: to jest nasza codzienność. Tak przeczytał „biblię” – tę, która nazywa się Nazaret-codzienność – Natanael. Dlatego spotkał Jezusa. A Jezus Mu mówi: „Zobaczysz jeszcze więcej niż to, więcej niż te rzeczy”. Gdy wracamy po rekolekcjach do domu, nieraz już myślimy o następnych [rekolekcjach]: „kiedy znowu przeżyję taki czas?”. Przyznacie, że często ten wyjątkowy czas wiążemy z wyjątkowym miejscem i tak wyjątkowymi dniami jak ćwiczenia ignacjańskie albo podobne rekolekcje. A Jezus właśnie nam wracającym do codzienności – On, który najlepiej wie, co przeżyliśmy tutaj – mówi: „Zobaczysz jeszcze więcej niż to”. Bóg zna geografię pustyni, ale zna również geografię naszej codzienności. On się nigdy nie gubi, także wtedy gdy my się gubimy albo gdy Jego gubimy. Wyjeżdżamy z obietnicą, którą mamy zatrzymać w swoim sercu,. Wyjeżdżamy z obietnicą, że właśnie w tej szarej codzienności („a co dobrego może być z Nazaretu?”), właśnie w niej, zobaczymy więcej niż to, co tutaj przeżyliśmy, jeśli będziemy dalej patrzeć tym samym wzrokiem co Jezus, jeśli nasze oczy będą się zbiegały z jego oczami, jeśli będziemy za Nim, a nie przed Nim.

Pozwólcie, że zakończę legendą żydowską opowieścią, którą lubię cytować, bo lubię do niej często wracać. Jest to opowieść o Izraelitach, którzy przechodzili przez Morze Czerwone i byli świadkami tego, co, jak mówią niektórzy, stanowiło największy cud, jaki kiedykolwiek się wydarzył. Nasze ćwiczenia to takie „Morze Czerwone”, przez które Jezus cudownie nas przeprowadził.
„Widok budzący grozę. Ale nie dla wszystkich. Według statrej rabinicznej legendy dwóch ludzi, Reuwen i Szymon, spieszyło razem z całym tłumem przechodzącym przez morze. Ani razu jednak nie spojrzeli oni w górę. Widzieli tylko, że grunt pod ich stopami był wciąż nieco błotnisty – jak plaża w czasie odpływu.
– To okropne! – powiedział Reuwen. – Wszędzie błoto!
– Obrzydliwe! – stwierdził Szymon. – Jestem w mule po kostki!
– Wiesz co? – odparł Reuwen. – Kiedy byliśmy niewolnikami w Egipcie, musieliśmy robić cegły właśnie z takiego błota!
– Tak – powiedział Szymon. – Nie ma różnicy między niewolą w Egipcie a wolnością tutaj.
I tak Reuwen i Szymon jęczeli i narzekali przez całą drogę po dnie morza. Dla nich nie było cudu, tylko błoto. Ich oczy były zamknięte. Mimo że szli przez sam środek cudu, równie dobrze mogli byli spać (Midrasz Szemot [Księga Wyjścia] Raba 12, 1).
Ludzie widzą jedynie to, czego szukają, i to, co są w stanie zrozumieć, niekoniecznie to, co leży przed nimi”
(zob. L. Kushner, "Duchowość żydowska. Krótkie wprowadzenie dla chrześcijan", Poznań 2002, s. 19-20).

Można swoją codzienność przeżywać jak „błoto” i codziennie narzekać  „Jestem w mule po kostki!” i że lepiej było w Egipcie. Ale mogę także przeżywać codzienność w ten sposób, że codziennie będę przechodził przez sam środek cudu, także jeśli błota nie będzie brakowało i będę w nim po kostki. Prośmy dobrego Boga o takie oczy, które obmywał przez te dni, Swoim Słowem podczas ćwiczeń, oczy które będą widziały tak jak widzi Bóg. I będą widziały również Boga cudownie działającego w naszej codzienności. Zabierzmy te oczy, które obmywał przez te dni, do naszych domów.

ks. Krzysztof Wons SDS

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl