O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Ćwiczenia Ignacjańskie 28 grudnia 2010 - 5 stycznia 2011< ...


Ćwiczenia Ignacjańskie
28 grudnia 2010 - 5 stycznia 2011

Na przełomie roku kalendarzowego, w dniach od 28 grudnia 2010 r. do 5 stycznia 2011 r. przeżywaliśmy w naszym domu Ćwiczenia Duchowe św. Ignacego Loyoli.

W rekolekcjach uczestniczyło 75 osób, którym towarzyszyło dziewięcioro kierowników duchowych. Dającymi punkta byli trzej członkowie ekipy Centrum oraz ks. Tomasz Łosiewicz SDS. Ponadto, posługę towarzyszenia w rekolekcjach podejmowało dwóch kapłanów diecezjalnych (z archidiecezji krakowskiej oraz archidiecezji gnieźnieńskiej), kapłan ze Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego, siostra zakonna ze Zgromadzenia Urszulanek Unii Rzymskiej oraz osoba świecka.

Dziękujemy za modlitwę w intencji uczestników ćwiczeń rekolekcyjnych,
dających punkta oraz kierowników duchowych !

--------------------------------------------------------------------

Herod kazał pozabijać chłopców w wieku do lat dwóch
homilia – święto Młodzianków Męczenników, 28 grudnia 2010 r.
1 J 1,5-2,2; Ps 124, 2-3.4-5.7b-8; Mt 2, 13-18

Herod chciał zabić Boże Dziecię. My w czasie rekolekcji pragniemy Boże życie w nas ocalić, rozwinąć, uporządkować, nadać mu nowy dynamizm. Herod chciał zabić Jezusa, bo widział w Nim konkurenta do tronu. My pragniemy w czasie rekolekcji umocnić władzę Jezusa w nas, potwierdzić, że jest naszym jedynym Królem i Panem. Od Niego też chcemy się uczyć sprawowania naszej władzy czy to rodzicielskiej, czy to przełożeńskiej, czy to kierowniczej, czy to władzy wobec siebie samych i innej. Herod, który żył w atmosferze kłamstwa, ciemności w Nowo Narodzonym wyczuł Światło. On pragnął je niejako zagasić, zabijając Jezusa, aby jego promienie nie ujawniły przerażającej prawdy o jego życiu. My pragniemy w czasie rekolekcji zanurzyć się w tym świetle, aby ono rozproszyło nasze ciemności i odkłamało nasze życie.

Mędrcy ofiarowali Dziecinie dary, pasterze złożyli pokłon, aniołowie wyśpiewali chwałę, Herod w „prezencie” posłał oprawców, zawodowych zabójców. My w czasie rekolekcji chcemy ofiarować Panu samych siebie: czas, siły, serce, duszę i ciało.

Działania herodowych siepaczy wypełniły okolice Betlejem krzykiem i płaczem, matek, ojców, rodzeństwa, bliskich zamordowanych dzieci. My pragniemy przeżyć nasze rekolekcyjne męczeństwo w ciszy zewnętrznej i wewnętrznej. Cisza bowiem ma nam pomóc usłyszeć te miejsca w nas, gdzie płacze nasze życie nękane przez oprawców, którymi są nasze grzechy, zniewolenia, trudna historia życia i inne.

Często chętnie określamy siebie jako Dzieci Boże, bo rzeczywiście nimi jesteśmy. Jako te dzieci musimy być gotowymi dać życie dla i za naszego Bożego Brata, Jezusa, także na rekolekcjach, gdyż jak śpiewa jeden z artystów „najważniejsze wigilijne danie”, a my dodajmy i te codzienne, i te rekolekcyjne, to „danie siebie”.

Święty Józef, który na polecenie Pana Boga zabiera do Egiptu Dziecię Jezus i Maryję, uświadamia nam, że w naszym życiu są takie momenty kiedy i nam trzeba to co najcenniejsze, zabrać niejako spośród swoich i udać się do obcych, aby z tej perspektywy przyjrzeć się tym skarbom. Oto zostawiliśmy nasze małe ojczyzny, naszych bliskich, przybyliśmy tu do CFD, aby z rekolekcyjnej perspektywy w atmosferze ciszy i modlitwy przyjrzeć się naszemu życiu wiary, odnaleźć perspektywy jego rozwoju i to co jest dla niego herodowym zagrożeniem.

Dzisiejsze święto jest także naszym modlitewnym i moralnym protestem przeciw wszystkim współczesnym Herodom, którzy wykorzystują dzieci do niewolniczej pracy, wykorzystują je seksualnie, wykorzystują jako młodocianych żołnierzy, porywają je, aby uśmiercić i sprzedawać ich organy. Milionom dzieci współcześni Herodowie nie pozwalają ujrzeć światła dnia, zabijając je w łonie ich matek. Im wszystkim pragniemy wysłać wyraźne ostrzeżenie, że sam Bóg jest mścicielem ich krwi, łez, krzywd. Pragniemy się modlić, aby odwołali swoich oprawców i stanęli zdecydowanie po stronie bezbronnych, oferując im wszelką pomoc duchową i materialną. 

ks. Ryszard Stankiewicz SDS

--------------------------------------------------------------------

Rekolekcje w milczeniu w sylwestrowo-noworocznej atmosferze
homilia – piątek, 31 grudnia 2010 r.
1 J 2, 18-21; Ps 96, 1-2.11-12.13; J 1, 1-18

Kiedy wielu naszych przyjaciół snuło sylwestrowo-noworoczne plany, przeglądając oferty na ten czas, my z radością lub bólem, przekonaniem czy wątpliwościami, pewną lub drążącą ręką, pisemnie lub na komputerze, wypełnialiśmy ankietę uczestnika rekolekcji zamkniętych - ćwiczeń ignacjańskich w CFD w Krakowie. Im mocniej biło serce na myśl o czekających ich szaleństwach, nasze serce truchlało na myśl o czekających nas duchowych zmaganiach.

Być może wielu z naszych przyjaciół zapisało się na przyśpieszony kurs tańca, aby w tę noc jak najlepiej prezentować się na parkiecie w przeróżnych tańcach. My w tym samym czasie staraliśmy się udoskonalić naszą modlitwę przedłużoną, poprawiliśmy jakość rachunku sumienia z myślą o czekających nas rekolekcyjnych ćwiczeniach. Kiedy u naszych przyjaciół dokonywało się rozglądanie za sylwestrowymi kreacjami, my powoli zastanawialiśmy się nad tym, co ze sobą zabrać na rekolekcje. Kiedy nasi przyjaciele udawali się do fryzjera, aby uzyskać upragnioną, modną fryzurę, my już od kilkunastu godzin zmagaliśmy się, aby zdobyć upragniony stan serca.

Ten czas to dla nich ostanie chwile przygotowań do czekającej ich zabawy, ten czas dla nas to dopiero prawie półmetek naszych rekolekcji. Nie będziemy jednak wyrywać sobie włosów z głowy, walić nią o mur i wołać: co ja zrobiłem czy zrobiłam? My zachowamy spokój serca. To przecież dopiero początek karnawału i to najdłuższego, jaki może być. Jeszcze nie jeden bal, zabawa, prywatka przed nami, jeszcze nie jeden raz udowodnimy, co z nas za królowie parkietu, co za tancerze. I na nas zdążą zarobić kreatorzy karnawałowej mody czy też fryzjerzy.

My zaś nie możemy wyjść na frajerów, duchowych nieudaczników, to co rozpoczęliśmy 28 grudnia, trzeba nam doprowadzić z Bożą pomocą pomyślnie i owocnie do końca. Niech to będzie nasze pierwsze noworoczne postanowienie, które zrealizujemy, które wypełnimy w 100%. Niech to będzie zarazem ostatni dobry czyn dokonany w kończącym się roku 2010, by dobrze, owocnie przeżyć rekolekcje.

Nasi przyjaciele za kilka chwil poddadzą się władzy wodzirejów, didżejów, my bądźmy wsłuchani w naszych prowadzących poszczególne tygodnie, otwarci i szczerzy wobec naszych kierowników duchowych, a w szczególny sposób posłuszni natchnieniom Ducha Świętego. Oni, aby się dobrze bawić, my, aby czynić rekolekcyjne postępy, docierać do głębin naszej duszy i serca, odkrywać prawdę o naszym życiu.

Tę noc rozświetlą tysiące fajerwerków, sztucznych ogni, które zabłysną, aby po chwili zgasnąć. My w czasie rekolekcji dalej będziemy zanurzać się w światłości, która nigdy nie gaśnie. Tej nocy ludzie wypowiedzą wobec siebie nawzajem wiele słów życzeń. My w czasie rekolekcji dalej z zaangażowaniem wczytywać się będziemy w słowo Boże, aby odczytać, jakie są życzenia Pana Boga względem nas, jaka Jego wola, bo chcemy ją poznać i rzetelnie wypełnić. Tej nocy strumieniami poleje się szampan, a my w czasie rekolekcje być może uronimy jeszcze nie jedną łzę ku poprawie, ku nawróceniu, ku radości nowego człowieka w Chrystusie.

Nasi przyjaciele będą tańczyć w rytm różnorakiej muzyki. My dalej chcemy pozostać wierni ciszy i milczeniu. Oni w tym hałasie będą musieli często wręcz krzyczeć do siebie. My pragniemy, aby Pan mógł swobodnie mówić do nas, do naszego serca. Naszym przyjaciołom życzymy więc dobrej zabawy, a sobie wytrwałości. Nie sztuką jest bowiem, nawet dla mało wprawnego tancerza, przetańczyć całą noc gibając się w miejscu z boku na bok. Sztuką jest dobrze przeżyć rekolekcje, sztuką nad sztukami jest dobrze przeżyć życie, ze sceny zejść, nie pokonanym, Bożym człowiekiem.

ks. Ryszard Stankiewicz SDS

---------------------------------------------------------------------

U początku dnia niech będzie Słowo, które jest Światłością!
homilia – II Niedziela po Narodzeniu Pańskim, 2 stycznia 2011 r.
Syr 24, 1-2.8-12; Ps 147, 12-13.14-15.19-20; Ef 1, 3-6.15-18; J 1, 1-18

Po raz trzeci w okresie Bożego Narodzenia słyszymy te słowa Ewangelii. Słyszymy je po raz drugi w czasie naszych rekolekcji. Coś w tym musi być. To szczególne SŁOWO o SŁOWIE, które Kościół daje nam do przemedytowania. Chce nam zwrócić uwagę na głębię tych słów, które otwierają Ewangelię św. Jana. Słowo, które było na początku, które było Bogiem, stało się ciałem. Bóg stał się człowiekiem. Ciągle trwamy w zachwycie nad tą prawdą, nad prawdą Bożego Narodzenia. Krótki jest okres Bożego Narodzenia, trwać będzie jeszcze kilka dni, a tajemnica Wcielenia wciąż się przed nami odsłania. Wobec tego niezwykłego wydarzenia możemy pozostać w zachwycie i w dziękczynieniu. Trzeba nam ze zdziwieniem, z zachwytem i z wdzięcznością zawołać: „Bóg wcielił się naprawdę! Bóg jest bliski! Bóg jest z nami!”. Bóg na własnej skórze doświadczył, co to znaczy być człowiekiem. Bóg nie kazał nam uczyć się obcego języka, w którym moglibyśmy z nim porozmawiać, ale sam nauczył się naszego języka, aby każdy, kto tylko chce, mógł się poczuć przez Niego zrozumiany.

Pozwólcie, przytoczę słowa Ojca Świętego Benedykta XVI z adhortacji apostolskiej o Słowie Bożym, słowa szczególne. W kontekście Bożego Narodzenia warto je usłyszeć. Papież pisze: „Tradycja patrystyczna i średniowieczna ukuła sugestywne wyrażenie: Słowo stało się krótkie. Ojcowie Kościoła w ich greckim tłumaczeniu Starego Testamentu znajdowali słowa proroka Izajasza, które również św. Paweł przytacza, aby ukazać, w jaki sposób nowe drogi Boże były już zapowiadane w Starym Testamencie. Było tam napisane: ‘Bóg krótkim uczynił swe słowo, skrócił je’ (por. Iz 10, 23; Rz 9, 28). (...) Sam Syn jest Słowem, Logosem. Odwieczne Słowo stało się małe – tak małe, że zmieściło się w żłobie. Stało się dzieckiem, aby Słowo było dla nas uchwytne. Słowo jest teraz nie tylko słyszalne, nie tylko posiada głos, obecnie Słowo ma widzialne oblicze Jezusa z Nazaretu” (Verbum Domini, nr 12).

„Na początku było Słowo”. Te słowa nie są tylko dowodem na to, że już pod koniec pierwszego wieku istniało głębokie przekonanie o preegzystencji Drugiej Osoby Trójcy Świętej. To słowo jest słowem dla nas. To słowo jest także zaproszeniem dla nas, aby na początku każdego naszego dnia i każdego naszego działania było Słowo Boże. By Słowo Boże było fundamentem i początkiem każdego naszego działania, by od Niego wszystko się zaczynało. Najpierw niech będzie Słowo, które słucham z wiarą i przyjmuję z pokorą, nawet jeśli – tak jak Maryja – nie rozumiem wszystkiego, co to Słowo mi objawia i do czego zaprasza. Zamiast Słowa na początku, często są czy mogą być nasze myśli (często są czarne myśli), nasze oczekiwania i wyobrażenia, plany, przewidywania czy lęki. Wtedy wszystko zaczyna się od nas. Ale może być również u początku wszystkiego Słowo Boże. „Na początku było Słowo”.

Pragnę przywołać myśl o. Amedeo Cencini, który w ten sposób zaproszenie, by Słowo było na początku: „Co robi człowiek wierzący, kiedy budzi się rano? Kiedy tylko się zbudzi, kiedy wstanie, czyta słowo Pana. Nie może go nie czytać, bo bez tego Słowa nie mógłby wiedzieć, jaki sens ma ten dzień. Bez tego Słowa ja nie wiem, kim jestem dzisiaj, kim mam być, do czego jestem powołany. Co jest dzisiaj najważniejsze dla mnie? Co dzisiaj Pan mi daje? O co dzisiaj Pan mnie prosi? Bez lektury Słowa dzień staje się chaosem, zamętem, ciemnością”. I dodaje: „Słowo jest ziarnem zasianym przez Boga w glebę naszego dnia. Dopiero spotkanie Słowa z wydarzeniami codzienności, może pozwolić Mu się w pełni objawić”. A w innym miejscu dodaje: „W Słowie, które mówi o Bogu jestem wezwany, aby rozpoznać moje powołanie, mój sposób bycia podobnym do Niego, moje imię ukryte w Jego imieniu. Przyjmując Słowo, każdy dzień staje się dniem, który Pan uczynił, dniem przygotowanym przez Boga, aby dokonać zbawienia”. Na początku niech będzie Słowo! Może jest to pragnienie, które rodzi się w czasie tych rekolekcji, kiedy każdego dnia medytujemy Słowo Boże, kiedy słuchamy Słowa i dostrzegamy, że to Słowo pokazuje nam to, co jest  najważniejsze, że Ono porządkuje nasze życie.

”W Nim było życie, a życie było światłością ludzi. A światłość w ciemności świeci”. Temat Światłości będzie powracał w Liturgii Słowa najbliższych dni. W uroczystość Objawienia Pańskiego temat Światłości będzie miał szczególne znaczenie. Zapraszam Was, byśmy zwracali uwagę na tę Światłość, o której w tych dniach jest dość często mowa w Liturgii Godzin, w czytaniach mszalnych najbliższych dni. Boże Narodzenie to świętowanie tajemnicy Wcielenia, czyli objawienia miłości Boga, która rozświetla każdy mrok, która wszystko zmienia. Ta światłość daje nam nowe życie. To jest nasze zbawienie. Byliśmy i bywamy w ciemnościach, a Jezus jest naszą Światłością. Z doświadczenia wiemy jednak, że można żyć bez światła. Można żyć w ciemnościach i do takiego stanu, do takich okoliczności życia, się przyzwyczaić. Jakoś sobie radzić, minimalizować ewentualne straty i cierpienia spowodowane brakiem światła. Można sobie próbować radzić żyjąc w ciemnościach.

Wyobraźmy sobie, że tutaj panują ciemności i w tym momencie zostało wyłączone światło w tej kaplicy; jesteśmy w mroku. I nagle zapala się światło. Wszystko się zmieniło, wszystko wygląda inaczej. Ale tak naprawdę wokół nas nic się nie zmieniło: te same osoby, te same ławki, ten sam ołtarz. Tak jest z objawieniem się Boga – Miłości. Wszystko się zmieniło, choć życie pozostaje trudne, można się poobijać o różne ostre krawędzie, można doświadczać cierpienia. Nie jest lekko, ale wszystko wygląda inaczej właśnie dlatego, że objawiła się Światłość. Wszystko wygląda inaczej, bo my – naród, który żył w ciemności – ujrzeliśmy światłość, Światłość która rozświetla każdy mrok. Niestety, może być i tak, że pomimo tej Światłości my możemy zamknąć oczy i możemy nadal żyć w mroku. Możemy nie chcieć wiedzieć tej Światłości. Możemy udawać, że nic się nie zmieniło. Czas rekolekcji to czas, kiedy pojawia się Światło w naszym życiu. Rekolekcje są objawieniem się Światłości, zapaleniem Światła w mroku naszego życia. Jezus objawia nam swoją miłość, bo nie chce byśmy żyli w mroku, i zaprasza nas do przyjęcia te Miłości. Ważne, by dostrzec tę Światłość, nawet jeśli ona wydaje się dziś być małym światełkiem w tunelu. Tej Światłości bardzo potrzebujemy! Ta Światłość daje nam życie!

I jeszcze jedna myśl, którą się chciałem z Wami podzielić. Słyszymy w dzisiejszej Ewangelii: „Wszystkim tym, którzy Je [Słowo] przyjęli dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego, którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili”. Czas Bożego Narodzenia czy czas rekolekcji jest zaproszeniem do odnowienia w sobie niezwykłego daru dziecięctwa Bożego. Przez Wcielenie Jezus zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem i w ten sposób dał każdemu możliwość uczestniczenia w Jego osobistej synowskiej relacji do Ojca. Jesteśmy dziećmi Bożymi! Jesteśmy umiłowani i obdarowani tą wielką godnością! Jesteśmy kochani nie za względu na to co robimy, ale dlatego że jesteśmy! Jezus jest Tym, który począł się nie z krwi, nie z żądzy ciała, nie z woli męża, ale jedynie z Boga. Ojcowie Kościoła w tych słowach świętego Jana dopatrywali się przekonania o dziewiczym poczęciu Jezusa. Jezus jest pierwszym spośród tych, którzy z Boga się narodzili. Abyśmy my wszyscy, którzy przyjmujemy Jezusa, którzy dajemy się poprowadzić Jezusowi, również byli dziećmi Bożymi.

ks. Marek Chmielniak SAC

---------------------------------------------------------------------

Czego szukasz w tym momencie drogi swojego powołania?
homilia - wtorek, 4 stycznia 2011 r.
1 J 3, 7-10; Ps 98, 1.7-8.9; J 1, 35-42

Gdyby teraz ktoś zmierzył puls naszych serc, to jestem przekonany, że tętno byłoby mocno zawyżone. Wszyscy wiemy, że nie jest to wynikiem nadciśnienia czy innych powikłań sercowych. Jesteśmy, bowiem w szczególnym czasie tych rekolekcji. Poprzez Sakrament Pojednania doświadczamy powrotu do Domu Ojca. To głębokie doświadczenie, które nosimy w naszych sercach, stało się wynikiem drogi, na której każdy z nas spotkał Boga, może po raz pierwszy odkrywając Go jako kochającego Ojca, albo odkrywając w Jego Synu Jezusie łaskę synostwa, łaskę dziecięctwa Bożego, łaskę wybrania? Wydarzenie powołania uczniów z dzisiejszej Ewangelii wpisuje się w naszą drogę, powołanie bowiem jest ściśle związane z łaską nawrócenia. Każdy z nas może tę prawdę w sobie jeszcze bardziej pogłębić i umocnić. Ona potrzebuje codziennej aktualizacji.

W dzisiejszym fragmencie Ewangelii usłyszeliśmy, że Bóg w Jezusie objawia nam wartość i piękno naszego powołania. To w Jezusie, Synu Bożym, każdy może odkryć, przyjąć i przeżyć w sposób jedyny i niepowtarzalny dar własnego powołania. Patrząc na tę tajemnicę przez pryzmat Bożego Słowa widzimy, że u początku tego daru jest Bóg. Wielki teolog, Karl Barth, przekształcił znane powiedzenie Kartezjusza: "Cogito ergo sum" - "Myślę więc jestem" w odpowiadające mu w Biblii stwierdzenie: "Cogitor ergo sum" - "Ktoś myśli o mnie, więc jestem". Bóg myśli o mnie, więc istnieję, żyję, wierzę! To Boża Miłość nas ukształtowała, wybrała i tu przyprowadziła z różnych zakątków świata.

Odkrywanie tajemnicy powołania dokonuje się w codzienności życia, pośród codziennych prac i zajęć. Tak było w życiu wielu proroków, w życiu Maryi, w życiu uczniów Jezusa, ale tak również jest w życiu wielu z nas. Jezus objawia się nam powoli. Jezus jest Tym, który uzdalnia nas do odczytania tej prawdy. Tu niczego nie można przyśpieszyć. Dzięki tęsknocie, która pulsuje w naszych sercach, zaczynamy szukać Boga. On zaś wybiera czas i moment, w którym możemy Go spotkać, usłyszeć i dokonać wyboru. W rozważanym przez nas fragmencie spotkanie z Jezusem dokonuje się poprzez i jako owoc spotkania z drugą osobą. Inni ludzie często są ważnym drogowskazem w pójściu za Jezusem. Być może i w naszym życiu takich osób nie brakowało. Dlatego mamy dzisiaj okazję, aby za nich podziękować. To wielki dar. Dzięki dłoni przyjaciela, brata, ojca, siostry itp. nasze kroki na drodze powołania stają się pewniejsze. Nikt nie zbawia się sam, wszyscy zbawiają się we wspólnocie z Bogiem i z braćmi i siostrami, podtrzymywani przez łaskę Boga i ludzkie braterstwo.

Kolejnym krokiem na drodze powołania ucznia jest Jego osobista więź Jezusem. To dzięki niej każdy powołany odkrywa swoją tożsamość ucznia. W budowaniu więzi niezwykle ważnym czynnikiem jest osobiste zaangażowanie każdego powołanego. W Ewangelii widzimy jak uczniowie Jana Chrzciciela po odkryciu Jezusa, zaczynają za Nim podążać. Początkowo idą z dozą niepewności, choć z wielkim pragnieniem poznania i doświadczenia Tego, na którego każdy z nich czekał. Idą za Nim, ale potrzebują pogłębienia tej więzi, która jest jeszcze bardzo krucha. Jezus chce umocnić ich wybór, dlatego odwracając się w ich stronę przenika ich swoim spojrzeniem i kieruje do nich swoje Słowa.

Ewangelista Jan jest uczniem Jezusa, który widzi głęboko wewnętrznie, stąd jego Ewangelia jest nazwana Ewangelią mistyków. U Jana zdolność widzenia idzie w parze ze zdolnością szukania i znajdowania. Ten, który widzi, szuka i znajduje. Wiele dokonuje się przez spojrzenie. Znalezienie zawsze poprzedza spojrzenie. I choć na pierwszy rzut oka w spotkaniu z Jezusem pierwszoplanową rolę odgrywa druga osoba, którą Jezus się posługuje, to jednak w spotkaniu z uczniem Jezus zawsze jest pierwszy. Podkreśla to Jan Chrzciciel w słowach: "On był wcześniej ode mnie". Jak już wspomniałem wcześniej, Bóg jest zawsze pierwszy. Jego spojrzenie i Słowo są pierwsze. Bóg pierwszy mnie spotkał i umiłował. On zaprosił mnie do dania odpowiedzi. Zapytajmy, czego Jezus oczekuje od każdego i każdej z nas, czego oczekuje od nas Jezus zadając dziś uczniom i nam pytanie: "Czego szukacie?".

Uczniowie najpierw byli formowani przez Jana Chrzciciela, a potem za Jego wskazaniem zaczęli podążać na Jezusem i zostali u Niego. I my przez wiele godzin słuchania, trwania i mieszkania z Nim pozwalaliśmy Mu, aby swoim Słowem i spojrzeniem mógł przenikać nasze serca. Każdy z nas w wiadomy Bogu i nam samym sposób może teraz doświadczać na nowo Jego obecności w naszym życiu. Zamieszkanie z Jezusem i bycie z Nim prowadzi do nowych narodzin. Tego doświadcza Szymon. Jezus objawia Szymonowi nowe imię: "Ty będziesz nazywał się Kefas, czyli Skała". Piotr o tyle będzie Skałą, o ile będzie zanurzony w Jezusie. Ilekroć bardziej będzie ufał sobie, tylekroć będzie stawał się przestrzenią kuszenia i miejscem ulegania pokusom. O ile będzie szedł za Jezusem i będzie trzymał się Jego Słowa, o tyle będzie "Skałą" rodzącego się Kościoła.

Podczas tych dni wielu z nas doświadczyło nowych narodzin i nowego spojrzenia w wierze. To ON powoli przywracał nam skalistość naszej tożsamości i nowość spojrzenia wiary. Spojrzenie wiary, z którym przyjechaliśmy na te rekolekcje, było w wielu z nas osłabione i zanieczyszczone naszymi grzechami. Łaska Bożej miłości okazała się o wiele większa. To ona oczyszczała i oczyszcza nas z naszych chorych spojrzeń, potęgowała i potęguje tęsknotę oraz pragnienie szukania i znajdowania Go. Bóg swoim Słowem i spojrzeniem przenikał, leczył, uzdrawiał i przygotowywał do podjęcia wyboru.

Jego wezwanie do podjęcia drogi powołania jest całkowicie darmowe, niczym uwarunkowane. Jakże niepokojące byłoby powołanie uwarunkowane np. stwierdzeniem: "pokocham cię, jeśli …". Każdy z nas jest wybrany i kochany bezwarunkowo, kochany pomimo wszystko. Pójście za Jezusem może dokonać się w sercu wolnym. Wyborowi towarzyszy pokój i radość, ale nie brakuje zmagań i trudu. Na tej drodze nigdy nie zabraknie pokus i niebezpieczeństw. Zgłębiając dalsze stronice Ewangelii, będziemy odkrywali prawdę, że powołanie nie kończy się na jednorazowym zachwycie i jednorazowym wyborze Jezusa. W podejmowaniu codziennych wyborów zawsze będziemy stawać przed alternatywą życia z Nim albo życia bez Niego. Dlatego trzeba nam szczerze odpowiedzieć na pytanie Jezusa: "Czego szukasz w tym momencie drogi swojego powołania?".

ks. Joachim Stencel SDS

---------------------------------------------------------------------

Jak to możliwe? Przecież on nie był na rekolekcjach?
homilia na zakończenie rekolekcji – środa, 5 stycznia 2011 r.
1 J 3, 11-21; Ps 100, 1-5; J 1, 43-51

Także w Ewangelii św. Jana, wiemy to z kontekstu, używając języka tych dni, kończą się rekolekcje. „Jezus postanowił udać się do Galilei”. Wcześniej przebywał w Judei. Wcześniej przebywał tam, gdzie chrzcił św. Jan. Judea to miejsce szczególne dla wierzącego Żyda; Judejczycy zaś mieli szczególną świadomość szczególności tego miejsca. Judejczycy, wobec Galilejczyków, chodzili z podniesioną głową, ponieważ oni mieli centrum duchowości, mieli Jerozolimę, mieli świątynię Jahwe. Judejczycy byli przekonani, że są najbardziej wybranymi spośród wybranych, bo Bóg wszechmocny i niepojęty, którego gdy się zobaczy trzeba umrzeć, zechciał zamieszkać wśród nich. Jerozolima była wypełniona tymi, którzy odwiedzali świątynię, którzy przechodzili przez to centrum duchowości Izraela. Tam były tłumy, tam Jezus mógł spotkać tych, których chciał nauczać. A Jezus… idzie do Galilei, o której św. Mateusz Ewangelista napisze, że jest krainą śmierci i ciemności, że jest „cienistą krainą śmierci”. Lud Galilei to lud na wpół pogański. „To lud, który nie zachował wiary tak, jak myśmy ją zachowali” – myśleli Judejczycy. Jezus idzie do Galilei. Idzie na peryferia centrum życia duchowego i tam założy nowe centrum duchowości. Założy je w domu rybka, u Szymona Piotra, u człowieka prostego, u człowieka, o którym – o takich jak on – mówiono, że śmierdzi rybą, u człowieka o marnej reputacji moralnej i duchowej, jak twierdzą w pismach rabinicznych. Jezus idzie do Galilei. Jezus wraca z nami tam, gdzie jest nasze codzienne centrum duchowości, nasz dom, nasza rodzina, nasza wspólnota, miejsce pracy i codziennych spotkań. Jezus szczególnie ukochał to miejsce.

Jezus „spotkał Filipa”. Z kontekstu możemy przypuszczać, że również Filip był „na rekolekcjach” głoszonych przez Jana Chrzciciela, a teraz wraca „z rekolekcji”. Jezus osiądzie w Kafarnaum, bo w Nazarecie Go nie przyjmą. Filip mieszkał nieopodal, w Betsaidzie. Betsaida to wioska rybacka; tam niemal wszyscy trudnili się łowieniem ryb. Filip był, można powiedzieć, kolegą z podwórka Szymona oraz Andrzeja, brata Szymona. Filip wraca do siebie po przeżyciu „rekolekcyjnym”. Podobnie jak Andrzej, jak Szymon Piotr i drugi uczeń, którego imienia nie znamy, który był z Andrzejem, kiedy Jezus powiedział do nich: „Chodźcie, a zobaczycie”, gdy oni zapytali Go: „Rabbi, gdzie mieszkasz?”. Filip idzie rozentuzjazmowany. Pierwszym, którego napotyka, jest Natanael. A Natanael nie był na rekolekcjach; siedział w domu. Miał swoje życie codzienne, miał swoje drzewo figowe. Filip mówi mu: „Spotkaliśmy Mesjasza! Spotkaliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy…!”. A Natanael, jak gdyby gaśnicę wziął do ręki i mówi do Filipa: „A co dobrego może być z Nazaretu?”. Bo najpierw Filip powiedział: „Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy…”, ale skończył swoją wypowiedź tak, jak tego Natanael by nie chciał: „…Jezusa, syna Józefa, z Nazaretu”. Z Nazaretu, czyli z sąsiedztwa. O Nazarejczykach rzeczywiście mówiono marnie: „Czyż może być co dobrego z Nazaretu”. To tak jakby Natanael zapytał: „Co takiego może być w tym szarym Nazarecie?”. To tak jakby ktoś z nas zapytał: „Co takiego może być w szarym Nazarecie, w mojej wiosce czy w moim mieście, do którego wracam?”. A pomyślmy inaczej. Spotkaliśmy Jezusa! Spotkaliśmy Tego, o którym czytaliśmy w Pismach! Odkryliśmy Go na nowo! Odkryłem Go na nowo! Wreszcie zrozumiałam, kim jest dla mnie Jezus! Spotkałem Go w centrum duchowości! „Co dobrego może być w centrum duchowości?” – słyszymy z ust naszego rozmówcy. W naszym doświadczeniu może być tak, jak z Filipem. Dopóki będziemy mówili naszym rozmówcom, że spotkaliśmy…, że spotkaliśmy Jezusa… [będzie zachwyt], a kiedy powiemy, gdzieśmy byli… [zachwyt się kończy i pojawi się może niedowierzanie].

Filip jednak czegoś ważnego się nauczył na swoich rekolekcjach. Bardzo mi imponuje sposób, w jaki Filip rozmawia z Natanaelem. Entuzjazm, który Filip nosi w sobie, jest prawdziwy. On wiele przeżył. Skoro wiele przeżył, wiele w sobie nosi i wiele ma do przekazania. Ale ten entuzjazm nie zabrał mu wewnętrznej wolności. Filip wyobraża sobie, że Natanael może nie spotkać się z Jezusem. Filip wyobraża sobie, że Natanael powie: „To nie dla mnie, dziękuję”. Filip mówi więc: „Chodź i zobacz!”; to znaczy: Filip najpierw powiedział: „Jezus, którego spotkałem żyje w Twojej codzienności”. A kiedy Natanael pyta: „co dobrego może być w tej codzienności tak nieciekawe, szarej, zwyczajnej?”, Filip odpowiada: „Chodź i zobacz!”. Nie wiem, czy zwróciliście uwagę, że wczoraj słyszeliśmy bardzo podobne słowa. Powiedział je Jezus: „Chodźcie, a zobaczycie!”. Jezus nie przymuszał dwóch uczniów do pójścia za Nim; zachęcił ich. Filip nauczył się tej wewnętrznej wolności. Mówi: „Możesz, jeśli zechcesz, spotkać Jezusa!”. Zobaczmy, jak to działa na Natanaela. Na początku był zimny, wycofany, był na dystans. Potem, wydaje się, że postawa Filipa, postawa wewnętrznej wolności, przestrzeń którą pozostawia również Natanaelowi na wybór, sprawia, że Natanael niejako rozgrzewa się sercem Filipa. Natanael idzie, idzie w stronę Jezusa.

I wtedy, ku zaskoczeniu Filipa, Jezus głosi Filipowi, już w codzienności, jeszcze jedną naukę. Jezus widząc Natanaela mówi: „Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu”. „Jak to możliwe…?” – mógłby pytać Filip – „…przecież on nie był na rekolekcjach?”. Czasami po rekolekcjach wracamy do tych, którzy mogą nam głosić w codzienności jeszcze ważniejsze rekolekcje, którzy mogą nas w codzienności uczyć swojej uczciwości, prawości, swojej ludzkiej postawy, swojej wierności Bogu, chociaż niekoniecznie ich drogi duchowe prowadzą tymi samymi szlakami, co nasze. O niewielu osobach – o Janie Chrzcicielu, o Maryi – Jezus da tak piękne świadectwo, jak o Natanaelu. A przecież Jezus zna serce Nataela aż do głębi. Natanael jest tym zadziwiony: „Skąd mnie znasz?”. Jezus mówi słowa poruszające: „Widziałem cię, (…), gdy byłeś pod drzewem figowym”. W Biblii „siedzieć pod drzewem figowym” to obraz codzienności, zwyczajności, intymności własnej przeżywanej pośród szarzyzny dnia. Może on również oznaczać człowieka, który w szarej codzienności żyje Słowem Boga. Taki jest Natanael. Jezus pomaga Filipowi spotkać kogoś, kto pomoże mu w codzienności żyć uczciwie, religijnie, dobrze.

Filip i Natanael, zadziwieni słowami Jezusa, słyszą na koniec: „Zobaczysz jeszcze więcej niż to”. To ważna obietnica. Kiedy kończymy rekolekcje, zwłaszcza rekolekcje, podczas których tak wiele przeżyliśmy, trudno wyobrazić sobie, że mogę zobaczyć więcej niż to. A Jezus mówi do mnie: „Zobaczysz więcej niż to, jeśli w codzienności nie zagubisz tej więzi ze Mną, której uczyłeś/uczyłaś się w centrum duchowości”. Prośmy Jezusa, by kształtował w nas postawę Filipa i Natanaela. Prośmy, byśmy wracając do swoich zwyczajnych spraw, zwyczajnych relacji i obowiązków, nie zatracili nadzwyczajnej, szczególnej więzi z Jezusem. Ona będzie przeobrażała nas, a wraz z nami naszą codzienność. Prośmy również o łaskę dobrych spotkań z tymi, do których wracamy.

ks. Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

zdjęcia w galerii: JS i LK


galeria

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl