O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Uwielbiajcie Boga i wyznawajcie Go wobec wszystkich żyjących& ...


„Uwielbiajcie Boga i wyznawajcie Go
wobec wszystkich żyjących”
(Tb 12, 6).
Księga Tobiasza

SZKOŁA BIBLIJNA
1-3 października 2010

TEKSTY HOMILII
wygłoszonych przez ks. Waldemara Chrostowskiego

---------------------------------------------------------------------

Sens cierpienia sprawiedliwych jest znany jedynie Bogu
homilia – piątek 26 tygodnia zwykłego, 1 października 2010 r.
Hi 38, 1.12-21;40,3-5; Ps 139, 1-3.7-8.9-10.13-14ab; Łk 10, 13-16


Dzisiaj rozpoczynamy naszą wspólną refleksję nad księgą Tobiasza. Wbrew pozorom to jedna z najtrudniejszych ksiąg Starego Testamentu. Nasza refleksja nad nią zostaje poprzedzona Eucharystią, nie jest więc sprawą przypadku, że pierwsze czytanie wyjęte z księgi Hioba stanowi doskonałe wprowadzenie do refleksji nad księgą Tobiasza. Dzisiejsze czytanie wyjęte z kontekstu mówi nam bardzo niewiele, może być nawet zupełnie niezrozumiałe. Stanowi ono część księgi, która liczy sobie 40 rozdziałów, a więc jest dostatecznie długa, a ponieważ porusza najtrudniejszy problem, z jakim może zmagać się człowiek, mianowicie problem cierpienia, to cała ta księga jest bodaj najtrudniejszą księgą Starego Testamentu. Żeby zrozumieć ten fragment, którego przed chwilą wysłuchaliśmy, trzeba zatem zacząć od początku tej księgi. Myślę, że pamiętamy jej treść, ale musimy tę treść sobie pogłębić.

Hiob był człowiekiem sprawiedliwym i to pod każdym względem, ale został dotknięty cierpieniem na dwa sposoby, w dwóch etapach. Stało się tak dlatego, że jego los został przesądzony – jeżeli można tak powiedzieć – w zaświatach. Mamy do czynienia z przypowieścią na początku księgi Hioba. Dwa pierwsze rozdziały to nic innego, jak właśnie przypowieść. Gdy przed Bogiem zbierał się Jego orszak, to do białego orszaku aniołów wkradł się również jeden czarny anioł, jedna czarna istota, szatan. Szatan jest przeciwnikiem Boga i przeciwnikiem człowieka. Bóg zwraca się do szatana: „Widzisz, jakiego mam czciciela na ziemi, Hioba”. Na co szatan: „Nie czciłby Ciebie, gdyby nie był bogaty. Błogosławisz mu we wszystkim, więc oddaje Ci cześć”. I tam gdzieś w zaświatach, o czym mówi ta przypowieść, pojawia się ustalenie: „Dobrze, dotknij go utratą jego majątku i zobaczymy, czy nadal będzie Cię wysławiał” – powiada szatan. I tak się stało. Hiob stracił majątek. Stracił niemal wszystko, co posiadał, ale nadal pozostał wierny Panu Bogu. I raz jeszcze akcja przenosi się w zaświaty. I raz jeszcze przed Bogiem staje orszak aniołów, a wśród nich ten jeden, który jest przeciwnikiem Boga i człowieka. Bóg nadal jest dumny ze swojego czciciela. Mówi do szatana: „Widzisz, pozwoliłem, żebyś zabrał mu wszystko, ale Hiob nadal jest człowiekiem sprawiedliwym”. Na co szatan odpowiada: „Skóra za skórę, życie za życie. Dotknij go chorobą, a zobaczysz czy będzie Ci błogosławił”. I tak szatan otrzymuje Boże przyzwolenie na dotknięcie Hioba chorobą, ale i w chorobie Hiob błogosławi Boga. Mimo, że cały ogarnięty był trądem, pozostał wierny Panu Bogu. Szatan przegrał, a Bóg miał powód, żeby się szczycić swoim sługą. O tym jednak, co się działo w zaświatach, nie wie Hiob. A kto wie? Wiedzą czytelnicy księgi Hioba, wiedzą jej odbiorcy. My dobrze wiemy, dlaczego na Hioba spadły nieszczęścia. My dobrze wiemy, że jest on człowiekiem sprawiedliwym i dobrym, a mimo to przeżywa to, co arcytrudne: utratę majątku i utratę zdrowia. I tutaj fragment księgi Hioba napisany prozą kończy się opisem przybycia trzech przyjaciół Hioba. Przyszli oni, aby go pocieszyć, ponieważ dowiedzieli się, że cierpi. Przyszli w dobrych intencjach, ale zamiast być pocieszycielami stali się oskarżycielami Hioba. Gdy patrzyli na Hioba przyszło im do głowy pytanie: „Dlaczego on tak cierpi? Co on takiego zrobił, że tak cierpi?”. Z podobną pociechą przybywają nieraz odwiedzający do szpitali. Nie spodziewają się zastać chorego aż w tak złej kondycji. Ale gdy go zobaczą, to nawet jeśli tego głośno nie powiedzą, po cichu myślą: „Czegóż takiego się dopuścił, że Pan Bóg go tak ukarał?”.

Rozpoczyna się poetycka część księgi Hioba. A w tej poetyckiej części przyjaciela Hioba próbują zgłębić tajemnicę cierpienia. Jeden z przyjaciół zwraca się do Hioba i powiada do niego: „Słuchaj, wygląda na to, że cierpisz, ponieważ zgrzeszyłeś. My nie wiemy, na czym polegał twój grzech, ale zgrzeszyłeś”. Na co Hiob odpowiada: „Nie. Starałem się być cały czas sprawiedliwy. Starałem się wypełniać wszystko, co dobre i wszystko, co Boże”. Więc pojawia się drugi przyjaciel, który mówi: „Może i tak. Może ty nie zgrzeszyłeś, ale zgrzeszyli twoi bliscy: twoi synowie lub twoje córki, twoja żona, twoja rodzina. Cierpisz za grzechy swoich najbliższych”. Hiob odpowiada: „Staraliśmy się być dobrą rodziną, a nawet jeśli synowie czy córki dopuścili się czegoś, to zawsze przepraszałem Pana Boga, każdego dnia modliłem się za nich i składałem ofiarę”. Wtedy pojawia się trzeci przyjaciel i sens jego mowy można streścić tak: „Może ty nie zgrzeszyłeś, może twoja rodzina nie zgrzeszyła, ale wszyscy ludzie są grzeszni. Każdy ma sobie coś do wyrzucenia. Każdy człowiek jest grzesznikiem. Jeżeli spadło na Ciebie to cierpienie, to nie dziw się. Być może sobie nie przypominasz, czego się dopuściłeś. Bo każdy ma sobie coś do wyrzucenia. Cierpienie jest zawsze karą za grzech, nawet jeśli o tym grzechu zapomnieliśmy”. I tak w kilku kolejnych przemówieniach przyjaciele nastają na Hioba mówiąc: „Zgrzeszyłeś albo inni zgrzeszyli, bo cierpienie jest karą za grzech”, a Hiob broni się: „Zawsze starałem się być dobrym człowiekiem”. Wtedy pojawia się tajemnicza postać imieniem Elihu. Ów młodzieniec próbuje uświadomić przyjaciołom i Hiobowi paradoksalność ich sytuacji. A wreszcie przemawia sam Bóg.

Bóg zwraca się do Hioba w dłuższej wypowiedzi, której fragment przeczytaliśmy przed chwilą w czasie Eucharystii. Bóg powiada tak: „Popatrz na świat. Popatrz dokoła. Chcesz zrozumieć tajemnicę cierpienia. Chcesz zrozumieć, dlaczego na świecie jest cierpienie. Chcesz zrozumieć, dlaczego ludzie cierpią. Słyszysz rozmaite odpowiedzi; słyszysz odpowiedzi, że cierpienie jest karą za grzech, ale popatrz na świat! „Czyś w życiu rozkazał rankowi, wyznaczył miejsce jutrzence, by objęła krańce ziemi, usuwając z niej grzeszników?”, a więc innymi słowy: „Czy od Ciebie zależy świtanie? Zobacz, każdego dnia jest świt, ale czy ty o tym decydujesz, czy masz na to jakikolwiek wpływ?”. Już w starożytności astronomowie potrafili bardzo dokładnie wyliczyć wschody i zachody Słońca i to z wyprzedzeniem na wiele lat; potrafili wyliczyć, ale… nie potrafili zmienić! „Czy dotarłeś do źródeł morza?”. Myślę, że każdy z nas był nad morzem. Czy zastanowiliśmy się, jaki jest bezmiar tej wody, która jest przed nami? „Czy doszedłeś do dna Otchłani? Czy wskazano ci bramy śmierci? Widziałeś drzwi do krainy umarłych? Czy zgłębiłeś przestrzeń ziemi? Powiedz, czy znasz to wszystko? Gdzie jest droga do spoczynku światła?”. Gdzie kończy się światło? „A gdzie mieszkają mroki? (…) Jeśli to wiesz, to (…) liczba twych dni jest ogromna”. Patrzymy na świat. W świecie nie rozumiemy tylu rzeczy. Nie mamy na nie wpływu. Nie mamy wpływu na świt i na noc, na morze i na ziemię, na ich kształt i wygląd. Możemy obserwować, ale nie możemy zmieniać.

Sens dzisiejszego fragmentu jest taki: Czy chcesz zrozumieć tajemnicę cierpienia? Sprawiedliwi cierpią, ale zauważ, że tylu rzeczy w życiu nie rozumiesz. Tylu spraw, które się wokół Ciebie dzieją nie pojmujesz. Hiob to uznaje. Hiob odpowiada Panu: „Jam mały, cóż Ci odpowiem? Rękę przyłożę do ust [czyli zamilknę]. Raz przemówiłem, nie więcej, drugi raz niczego nie dodam”. Wobec tych pytań Hiob jest bezsilny. Zauważmy, że mamy do czynienia z paradoksem. Hiob pyta Boga i jego przyjaciele pytają Boga o sens cierpienia sprawiedliwych. Bóg odpowiada im pytaniem: „Czy tę rzecz rozumiecie?”. „Nie” – słyszy odpowiedź. „A to zjawisko rozumiecie?!”. „Nie”. „A tamto rozumiecie?!!”. „Nie”. „A chcielibyście zrozumieć cierpienie sprawiedliwych, chcielibyście zrozumieć dlaczego sprawiedliwi cierpią?”. I tu pojawia się odpowiedź. To odpowiedź, która stanowi o sensie księgi Hioba: istnieje cierpienie sprawiedliwych! Hiob nie zgrzeszył. Nie zgrzeszyli też jego najbliżsi. Jego cierpienie nie jest karą za grzech. Istnieje cierpienie sprawiedliwych, ale sens tego cierpienia jest znany jedynie Bogu! Przeniknąć tajemnicę cierpienia sprawiedliwych znaczyłoby przeniknąć misterium samego Boga. Czy księga Hioba przynosi odpowiedź na pytanie o cierpienie? Oczywiście, że przynosi. Tylko ta odpowiedź wymaga od nas pokory i wymaga od nas głębokiej życiowej mądrości. Nie możemy powtarzać tak, jak czynili to przyjaciele Hioba, że cierpienie jest karą za grzech. Nie możemy pójść do szpitala i powiedzieć: „Coś ty takiego zrobił, że tak cierpisz?!”; nie wolno nam nawet tak pomyśleć. Zdarza się, że ludzie sprawiedliwi cierpią, ale sens tego cierpienia jest znany jedynie Bogu. W tym sensie, w tym znaczeniu, księga Hioba jest wielką zapowiedzią Kalwarii. Bo oto na Krzyżu zawisł Ten, który jest sprawiedliwy pod każdym względem, a jednak cierpi. Na Krzyżu zawisł Ten, który jest Sprawiedliwy, jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem, ale cierpienie i śmierć stanie się Jego udziałem. Już nie jest tak, jak w Starym Testamencie, że Bóg jest po stronie cierpiących. W Jezusie Chrystusie objawia się nowość, bo w Nim sam Bóg przechodzi przez cierpienie.

Tak objaśniana księga Hioba, stawiając nas wobec misterium cierpienia, stawia nas wobec tego, co w życiu jest „najgłówniejsze”, najważniejsze: przyjąć i uznać, że sprawiedliwi mogą cierpieć, ale także przyjąć i uznać, że może być i tak, że jeśli staram się być człowiekiem Bożym i dobrym pod każdym względem, to moim powołaniem może być cierpienie. Pytanie „dlaczego tak się dzieje?” to pytanie o tajemnicę samego Boga, bo to jest pytanie o misterium współcierpienia z Chrystusem. W księdze Tobiasza motyw cierpienia również się pojawia i to na dwóch poziomach. Ale o tym wtedy, kiedy przejdziemy do refleksji nad tą księgą. Jest to bowiem księga o niezasłużonym cierpieniu i księga o tym, co pozwala przez to cierpienie przejść, co pozwala je przyjąć i co pozwala je w pewnym sensie pokonać. Księga Tobiasza to księga o miłości, o miłości rodzinnej. Dzięki lekturze tej księgi, pojętej właściwie, okazuje się, że człowiek sprawiedliwy może być dotknięty cierpieniem, a wtedy wielką pomocą jest mu rodzina.

---------------------------------------------------------------------

Aniołowie są wśród nas
homilia – sobota 26 tygodnia zwykłego, 2 października 2010 r.
Wj 23, 20-23; Ps 91, 1-2.3-4.5-6.10-11; Mt 18, 1-5.10

Nasza refleksja przypada we wspomnienie świętych Aniołów Stróżów, a także w pierwszą sobotę miesiąca października, który jest miesiącem maryjnym, różańcowym. Możnaby powiedzieć, chyba bez cienia przesady, że w naszej ojczyźnie nie ma lepiej przygotowanej grupy czy wspólnoty do rozważania dzisiejszej tajemnicy aniżeli ta wspólnota, którą tu tworzymy. Dlatego, że podczas tych dni, w refleksji nad księgą Tobiasza, towarzyszy nam bez przerwy anioł Rafał, który dla Tobiasza stał się człowiekiem, Azariaszem, i który przeprowadził go przez trudną podróż, przyszedł z pomocą, pomagał, udzielał dobrych rad, strzegł, wiódł, i wreszcie – jak słyszeliśmy w czasie konferencji i lektury księgi Tobiasza – przyprowadził go do domu swego ojca. Owa niezwykła posługa anioła ukazuje nam coś z istoty anioła. Chcielibyśmy wiedzieć nie tylko kim aniołowie są, ale jak wyglądają. Wyobrażamy ich sobie na sposób ludzki, na sposób nas samych i tak ich przedstawiamy. Dodajemy im w naszych wyobrażeniach skrzydła, ale te skrzydła nie tyle odsłaniają, co raczej zasłaniają ich naturę pokazując, że nie przynależą do naszego świata. Anioł, który towarzyszył Tobiaszowi, towarzyszył mu w drodze i w wydarzeniach życia - to jest pierwszy wymiar, któremu przyglądaliśmy się, którego doświadczaliśmy.

Mamy jednak pierwszą sobotę miesiąca poświęconą Maryi. Również w Jej życiu, przede wszystkim w samych początkach życia, mamy anioła. Anioł ukazał się Jej i objawił wolę Bożą wobec Niej. Wspomnieliśmy już w czasie konferencji, że Maryja nie przyjęła tej woli bezrozumnie, że zadawała pytania, że tak właśnie trzeba w naszym spotkaniu z Bogiem: przyjmować, ale i pojmować, akceptować ze zrozumieniem. Tak właśnie uczyniła Najświętsza Maryja Panna. Przyjęła anioła jako Bożego posłańca. Takimi bowiem właśnie aniołowie są. Są wysłannikami Boga posłanymi po to, aby nam towarzyszyć, aby nas chronić, aby nas wspomagać.

W wierze Kościoła każdy człowiek, i to jest trzeci wątek naszej refleksji, ma takiego właśnie Anioła Stróża, poczynając od dziecka, od poczęcia. Pan Jezus powiedział o dzieciach: „Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie”. A więc, każde z nas, każdy i każda, ma swojego Anioła Stróża. Myślę, że znamy tę modlitwę, jakże pełną prostoty, dziecięcą, ale też pełną ufności: „Aniele Boży, Stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój. Rano, w wieczór, w dzień i w nocy bądź mi zawsze ku pomocy. Strzeż duszy i ciała mego i doprowadź mnie do żywota wiecznego”. Tej modlitwy nauczyła mnie moja mama. Od tego czasu nauczyłem się wielu różnych rzeczy, ale ta modlitwa pozostała mi w pamięci. Czasami szkoda, że w nowoczesnych współczesnych przeobrażeniach teologicznych, we współczesnych wspólnotach i we współczesnej pobożności, brakuje tej prostoty wyniesionej z dzieciństwa, która przez wieki tworzyła tradycję naszej wiary i tradycję naszej pobożności. Jestem jednak przekonany, że i tutaj, wśród Was, są osoby, które tę modlitwę znają.  Może jest i tak, że w chwilach trudności, kłopotów, problemów, modlimy się do swojego Anioła Stróża prosząc go o jego skuteczną przy nas obecność. Trzeba odnowić w  sobie świadomość owej anielskiej obecności, nie wyobrażając sobie aniołów na sposób naiwny, pospolity, który by ich ośmieszał, ale wyobrażając ich sobie i przyjmując ich jako Bożych posłańców, którzy mają nas prowadzić, wspomagać, chronić od zła i uzdalniać ku dobremu. „Aniele Boży, stróżu mój! Ty zawsze przy mnie stój…”. Ta modlitwa sprawia, że w życiu przypominamy sobie, iż nie jesteśmy w życiu nigdy sami. Samotność jest wrogiem człowieka, bo siostrą samotności jest rozpacz. Pamięć o Aniele Stróżu pozwala nam tę samotność przezwyciężyć i pokonać, i pozwala nam zawierzyć Panu Bogu korzystając z pomocy tych, których On posyła z myślą o nas i dla nas. Dobrze, warto i trzeba pamiętać o aniołach nie tylko w ich wspomnienie, drugiego października, ale pamiętać zawsze, a zwłaszcza wtedy, kiedy jest nam trudno, ciężko i źle. Dobrze, warto i trzeba pamiętać o aniołach także wtedy, kiedy wypada Bogu podziękować i zawsze wtedy, kiedy Boga trzeba uwielbić.

Jest jeszcze jeden wymiar owej anielskiej obecności, na który zwróciliśmy uwagę przelotnie w czasie konferencji. Nie musimy czekać, aż Bóg ześle nam anioła, który przyjdzie do nas z zaświatów z niebieskimi darami. Zdarza się bowiem i tak, że inni ludzie stają się dla nas aniołami, którzy pomagają nam przejść przez życie i przez jego burze. Każdy z nas doświadczył pomocy, rady, opieki, wsparcia, dobroci, życzliwości kogoś innego. Zbyt rzadko o tym pamiętamy. Bardzo często są to najpierw najbliżsi: rodzice, najbliższa rodzina, krewni, przyjaciele. Ale im dłużej żyjemy, tym bardziej doświadczamy tego, że tę anielską posługę mogą pełnić wobec nas nawet ludzie zupełnie przypadkowi i nieznani. Trzeba popatrzyć na swoje życie także i pod tym kątem. Trzeba podziękować Bogu za wszystkich, których postawił na drodze naszego życia, którzy okazali nam życzliwość, zaufanie i serdeczność. Trzeba pamiętać o tych aniołach, którzy nie są aniołami z natury, ale na skutek swojego wyboru: pozostają ludźmi, ale pełnią anielską posługę. Skoro Rafał stał się Azariaszem i towarzyszył Tobiaszowi, dlaczego nie mogłoby być tak, że w pomocy i posłudze zwyczajnych ludzi Bóg ukazuje nam coś z obecności aniołów; że właśni oni wobec nas tę posługę pełnią. Od czasu do czasu trzeba sobie zrobić rachunek sumienia oraz przejrzeć swoje życie pod tym właśnie kątem. A dzisiaj jest dobry czas, by podziękować Bogu za wszystkich dobrych ludzi, których postawił na drodze naszego życia, za tych „aniołów stróżów”, którzy przyszli nie z zaświatów, ale z tej ziemi pochodzą i nam pomagają.

Nasze rozważanie byłoby jednak niepełne, gdybyśmy nie uświadomili sobie jeszcze jednej strony tej samej rzeczywistości, tej mianowicie, że skoro inni ludzie mogą być aniołami, którzy są nam pomocni, niejako wyręczając Boga w Jego dobroci i błogosławieństwie, to również każdy i każda z nas może być takim aniołem względem innych. „Więcej radości jest w dawaniu aniżeli w braniu” – powiedział Pan Jezus, a św. Paweł przypomniał te słowa starszym Kościoła w Efezie, którzy przybyli do niego do Miletu. Skoro tak, to możemy dawać to, co dobre innym. Każdy i każda z nas może stać się aniołem dla kogoś innego przynosząc mu pociechę, przynosząc mu ulgę, przynosząc mu pomoc doraźną, materialną, ale częściej jeszcze duchową, bo ta bardziej jest potrzebna człowiekowi. Każdy z nas może być aniołem przywracając innemu człowiekowi jego godność, ufność, nadzieję. Każdy z nas może być aniołem starając się żyć po Bożemu i wyciągając pomocną dłoń do tych, którzy tego potrzebują. Kto wie, może w Bożym planie stworzenia i Bożym planie zbawienia, gdy dokonujemy takich właśnie uczynków dobroci i miłosierdzia, sprawiedliwości i wierności, o czym czytamy w księdze Tobiasza,… kto wie, może to właśnie wtedy Pan Bóg poprzez nas spełnia tę posługę aniołów stróżów, którzy chcą innych uchronić od zła, prowadzić ku dobremu i prowadzić ku Niemu. Trzeba nam starać się to, co dobre, poznawać, zgłębiać przyswajać i pełnić; pełnić wobec każdego człowieka którego Bóg stawia na naszej drodze.

Wspomnienie Aniołów Stróżów ma zatem wiele perspektyw: jest to perspektywa Tobiaszowa, perspektywa Najświętszej Maryi Panny, perspektywa Anioła Stróża, którego każdy z nas ma w niebie, perspektywa posługi aniołów, którą inni okazali wobec nas oraz perspektywa posługi, którą my możemy pełnić wobec innych. Aby te wszystkie wymiary mogły dojść do skutku, potrzebne jest głębokie, szczere, uczciwe otwarcie się na Boga, na Jego łaskę, miłosierdzie i przebaczenie. Kiedy otworzymy się naprawdę na Boga, On znajdzie wiele sposobów i wiele dróg, abyśmy sami doświadczyli anielskiej obecności i innym mogli ową posługę aniołów owocnie nieść.

---------------------------------------------------------------------

 Być wiernym Bogu w świecie pełnym zamętu
homilia – 27 niedziela zwykła, 3 października 2010 r.
Ha 1, 2-3; 2, 2-4; Ps 95, 1-2.6-7ab.7c-9; 2 Tm 1, 6-8.13-14; Łk 17, 5-10

Rozpocznijmy naszą refleksję od pierwszego dzisiejszego czytania wyjętego z księgi proroka Habakuka. To bardzo mało znana księga, po pierwsze dlatego, że krótka, a po drugie, dość trudna. Habakuk żył w bardzo trudnych czasach, pod koniec siódmego wieku przed Chrystusem, w okresie kiedy potęga asyryjska, mówiliśmy o tym w czasie naszego spotkania, chyliła się ku upadkowi. Czasy były bardzo niespokojne, bardzo mroczne i bardzo trudne. W tych trudnych czasach prorok Habakuk głosił swoje wyrocznie, swoje przepowiednie na terenie Mezopotamii. W tych trudnych czasach panowała ogólna dezorientacja. Może to coś takiego po trosze jak w naszych czasach, choć nasze czasy nie są przynajmniej tak nabrzmiałe wydarzeniami wojennymi, jak tamte. A tam Babilończycy coraz bardziej wypierali Asyryjczyków, położenie ludzi stawało się nieznośne i coraz częściej pojawiały się pytania takie, jakie stawiał Habakuk: „Dokądże, Panie, wzywać Cię będę, a Ty nie wysłuchujesz? Wołać będę ku Tobie: ‘Krzywda mi się dzieje’, a Ty nie pomagasz? Czemu każesz mi patrzeć na nieprawość i na zło spoglądasz bezczynnie? Oto ucisk i przemoc przede mną, powstają spory, wybuchają waśnie”. Czy nie możnaby przenieść tej charakterystyki do naszych czasów: waśnie, spory, konflikty, krzywdy, wyzysk, nieprawość. Wydaje się, że w tym wszystkim nie ma Boga. „Gdzie jesteś, Panie Boże, dokąd Cię będę wzywać, a Ty nie wysłuchujesz?”. Oto rozterki człowieka wierzącego, rozterki człowieka biblijnego, który chciałby, żeby w świecie zapanował należyty Boży porządek. Prosi więc Pana Boga, aby Bóg ten porządek zaprowadził, ale prosi bez skutku. Zapytajmy, czy nie jest tak, że i my chcielibyśmy wprowadzić w świecie porządek taki, jaki mamy w sobie czy staramy się budować wokół siebie. Czy i nam nie doskwiera swoiste milczenie Pana Boga?

„I odpowiedział Pan tymi słowami: ‘Zapisz widzenie, na tablicach wyryj, by można było łatwo je odczytać”. Bóg podkreśla, że odpowiedź przyjdzie, że odpowiedź będzie: „zapamiętaj tę odpowiedź”. Bo ludzie mają tendencję do tego, by zapominać; słyszą odpowiedzi, ale nazajutrz już ich nie pamiętają. „Jest to widzenie na czas oznaczony, lecz wypełnienie jego niechybnie nastąpi; a jeśli się opóźnia, ty go oczekuj, bo w krótkim czasie przyjdzie niezawodnie” – mówi Bóg. Jaka jest Boża odpowiedź? Czy ta odpowiedź tu wybrzmiewa? Oczywiście, choć być może nie zwróciliśmy na nią uwagi. W świecie jest zatem niesprawiedliwość, krzywda, nieprawości, ucisk, przemoc, spory, waśnie… A gdzie jest Bóg? Odpowiedź, którą prorok ma wyryć na tablicach, brzmi:  „Oto zginie [przepadnie] ten, co jest ducha nieprawego, a sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności”. Sens odpowiedzi jest następujący: nieprawi zostaną ukarani, bezbożność i niesprawiedliwość nie pozostaną bez odzewu, a sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności. Jesteśmy powołani do tego, by w tym świecie pełnym zamętu wykazywać wierność Bogu, by świadczyć niezłomnie o Bogu. Bóg weźmie sprawy w swoje ręce, ale nie tak, jak my to sobie wyobrażamy i nie tak, jak my byśmy tego chcieli. Gdyby Bóg myślał i działał ludzkimi kategoriami, to ci którzy dopuszczali się niesprawiedliwości, krzywdy i przemocy, od razu zostaliby wytraceni, ale w świecie byłoby wtedy znacznie mniej ludzi. Bóg myśli inaczej niż my, działa inaczej niż człowiek. A więc, zło doczeka się kary, a powołaniem sprawiedliwych jest wierność Bogu. Taką odpowiedź przynosi nam starotestamentalna księga proroka Habakuka, napisana około 2600 lat temu, czyli ponad 600 lat przed Chrystusem. To zachęta do wierności w czasach ucisku. Także i dziś słyszymy o najrozmaitszych trudnościach przeżywanych przez naród, przez Polskę, przez Polaków, przez Kościół, przez ludzi wierzących. „Sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności”. Powołaniem tych, którzy to słyszą i biorą to sobie do serca jest wierność Bogu wbrew wszystkiemu, bo Boga prawdziwie miłujemy nie za coś, ale właśnie wbrew wszystkiemu. Taka jest istota miłości.

Po tej linii idzie również nauczanie Pana Jezusa. Apostołowie mówią: „Przymnóż nam wiary. Chcielibyśmy mieć więcej wiary”. A Jezus odpowiada, że trzeba zwrócić uwagę na działanie. Trzeba żyć po Bożemu, trzeba pełnić przykazania. A gdy już wypełnimy, co winniśmy wykonać, gdy już jesteśmy dobrzy, to nie szukajmy doraźnej nagrody, ale powiedzmy: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać”. W świecie pełnym zamętu jesteśmy sługami, którzy wykonują to, co powinni wykonać. Są ludzie, którzy żyją zupełnie inaczej. Są ludzie, którzy żyją jakby Boga nie było. Są ludzie, którzy żyją wbrew Bogu i przeciwko Bogu. W czasie, kiedy my uczestniczyliśmy w naszej Szkole Biblijnej i zastanawialiśmy się nad sprawami Bożymi, w Warszawie zorganizowano konferencję o wydźwięku antykościelnym i antykatolickim, zapowiadając polemiczne działania stanowiące swoistą drwinę i kpinę z religii. Naszym zadaniem jest to powiedzieć głośno, napiętnować, a z drugiej strony żyć po Bożemu. Jaka jest nagroda za dobro? Nagrodą za dobro jest samo dobro, bo ono jest wartością. Człowiek dobry jest wartością samą w sobie. Jaka jest nagroda za miłość? Nagroda za miłość jest właśnie miłość, bo to jest wartość. Jaka jest nagroda za wierność Chrystusowi? Nagrodą za wierność jest właśnie ta wierność: „Wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać”. Umiejętność zachowania wierności Bogu w każdych okolicznościach, we wszystkich warunkach. Otóż, to nie warunki kształtują człowieka, ale to człowiek kształtuje okoliczności; i człowiek wiary też powinien to robić. Zatem umacnianie na drodze wiary przychodzi przede wszystkim poprzez jej praktykowanie, poprzez życie wiarą. Nie szukajmy teoretycznych uzasadnień, nie szukajmy rad, jak uniknąć trudności. One są i będą, a my mamy trwać przy Bogu. „Sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności” i właśnie ta wierność jest wartością, o którą warto i trzeba się starać.

Dlatego św. Paweł napisał do swojego umiłowanego ucznia, a ze słów tych czynimy także wskazówkę dla siebie: „Przypominam ci, abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie przez włożenie moich rąk”. Rozpalać na nowo charyzmat Boży, wciąż na nowo rozpalać w sobie zapał, to tak jak nowo rozpalać w sobie miłość do drugiego człowieka, wzmacniać ją i budować. Rozpalać w sobie gorliwość o sprawy Boże. Nie ustawać w tym, co dobre. Nie zniechęcać się, ale biec wytrwale ku wyznaczonej nagrodzie. Tą nagrodą jest świadomość dobrego życia i świadomość, że „sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności”. „Nie dał nam Bóg – napisał św. Paweł – ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia”. Nie boimy się świata, nawet jeśli się nam przeciwstawia, bo mamy w sobie ducha odwagi, ducha mocy, ducha miłości i trzeźwego myślenia. Potrafimy trzeźwo oceniać to, co się dzieje dookoła. „Nie wstydź się zatem świadectwa Pana naszego ani mnie…”. Nie wstydzić się świadectwa Pana naszego –oto jest wierność Bogu we wszystkich okolicznościach. Oby nasza refleksja, nasza modlitwa, nasz udział w Eucharystii umocniły nas na tej drodze! Obyśmy umieli być wierni Panu Bogu! Obyśmy umieli świadczyć o Nim wszędzie i wobec każdego! To jest najbardziej wzniosłe powołanie chrześcijanina. Ktoś, kto to osiągnął, osiągnął najgłębszą mądrość. Ktoś, kto to osiągnie, postąpi na drodze wiary i stanie się prawdziwie człowiekiem Bożym. Stanie się mieszkaniem Ducha Świętego, który w nas mieszka i który nas uzdalnia do tego, abyśmy świadczyli o Bogu jak najbardziej owocnie. W tej sytuacji owocnego świadczenia osiągniemy też poczucie, radość i satysfakcję z dobrze przeżywanego życia.

---------------------------------------------------------------------

Zachęcamy do skorzystania z nagrań bieżącej sesji:

oraz innych sesji, które w ostatnim czasie odbyły się w naszym domu. Prowadzili je: o. Józef Augustyn SJ; abp Bruno Forte;  o. Anselm Grün OSB; ks. Stanisław Haręzgaks. Bruno Maggioni, Danuta Piekarz, ks. Krzysztof Wons SDSo. Augustyn Pelanowski OSPPEo. Jacques Philippe; Marko Ivan Rupnik SJ, Nataša Govekar; Marko Ivan Rupnik SJ, Maria Campatelli, Nataša Govekar, Krzysztof Wons SDSks. Joachim Stencel SDS; ks. Bogusław Szpakowski SAC; ks. Piotr Szyrszeń SDS; ks. Krzysztof Wons SDS.

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl