O CFD AKTUALNOSCI PROGRAM KONTAKT DOM W TRZEBINI Do medytacji   









  Nieoczekiwane odwrócenie… naszego sposobu rozumowania < ...


Nieoczekiwane odwrócenie… naszego sposobu rozumowania *

homilia – XV niedziela okresu zwykłego (rok C), 14 lipca 2019
Pwt 30, 10-14; Ps 69, 14. 17 i 30. 31 i 33-34. 36-37; Kol 1, 15-20; Łk 10, 25-37

 

 

Dzisiejsza Ewangelia jest pełna pytań. W sumie jest ich pięć. Wydaje się, że wszystko w tekście krąży wokół nich. I wydaje się, że wszystkie pytania postawione w dialogu między uczonym w Prawie i Jezusem są ważniejsze od odpowiedzi, których także jest pięć. Nawet niektóre odpowiedzi w rzeczywistości stają się znów pytaniami. Tak oto, w dzisiejszej Ewangelii jesteśmy świadkami żywego dialogu, złożonego z pytań.

Natychmiast przyszła mi refleksja egzystencjalna. Czy nie jest tak w naszym życiu? Życie jest pełne pytań. Tak wiele z nich „atakuje” nas codziennie i jest coraz więcej takich, na które nie znajdują się odpowiedzi. Jednak paradoksalnie pytania bez odpowiedzi często sprawiają, że jesteśmy bardziej kreatywni, w przeciwieństwie do gotowych i natychmiastowych pięknych odpowiedzi. Mój przyjaciel, ksiądz, powtarzał, że w naszym świecie nie brakuje dobrych odpowiedzi, ale brakuje dobrych pytań. Dobre pytania mogą być bardzo pouczające, mogą wydobyć z naszego wnętrza myśli, osobiste doświadczenia, nigdy dotąd nie nazwane. Ignorowane przez nas samych, ponieważ uważane za zbyt banalne. Pytania przez nas formułowane pomagają nam nazywać po imieniu problemy naszego życia, nad którymi nigdy wcześniej poważnie nie reflektowaliśmy, być może dlatego, że zbyt często uważaliśmy je za nieznaczące.

 

 

Wśród różnych pytań, z którymi konfrontujemy się niemal codziennie, czasem nieświadomie, jest najbardziej centralne i najbardziej podstawowe pytanie życiowe. Żyje ono w nas wszystkich. Dzień i noc zajmuje nie tylko naszą głowę, ale przede wszystkim nasze serce. Jest to pytanie, które w naszym imieniu postawił Jezusowi uczony w Prawie: „Co mam czynić, aby odziedziczyć życie wieczne?”. W rzeczywistości, całe nasze życie krąży wokół niego. W tej czy innej formie zadajemy sobie pytanie: „Co zrobić, aby żyć pełnią życia, aby doświadczyć życia bez granic, które miałoby wartość wieczną? Wszyscy chcielibyśmy być wieczni i wiecznie szczęśliwi. W ten sposób jesteśmy stworzeni, w ten sposób stworzeni, w ten sposób pomyślani przez Stwórcę. Całym naszym organizmem, w wymiarze fizycznym, psychicznym i duchowym, każdą komórką naszej istoty pragniemy żyć wiecznie i być szczęśliwym bez końca.

Ważne jest, abyśmy zdecydowali się przyjść i zadać to pytanie właśnie Jezusowi, a nie jakimkolwiek, przypadkowym osobom. Poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie u osoby świadomie wybranej w pewnym sensie oznacza złożenie swojego życia w jej ręce. Nawet jeśli zdarzy się nam jako uczonemu Prawa, że nie zawsze pytamy Jezusa poważnie i mając dobre intencje, On zawsze traktuje nas poważnie, ponieważ poważnie traktuje nasze życie. Pan zaraz odpowiada uczonemu w Prawie. Robi to bardzo pedagogicznie: odpowiada dwoma pytaniami. Teraz uczony ze swej strony słyszy zadane sobie pytania: „Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?”.

Oto, co robi Jezus: stawia go bezpośrednio przed lustrem Świętych Pism. Jakby chciał nam powiedzieć, gdzie powinniśmy najpierw szukać odpowiedzi właściwych dla naszego życia. W lustrze Świętych Pism widzimy natychmiast najgłębsze prawdy o nas, ponieważ zawierają one słowa Tego, który zna nas dogłębnie. Jego słowa są bliższe naszego życia niż wszystkie inne słowa mistrzów tego świata.

Jak słyszeliśmy w pierwszym czytaniu: nie są dla nas zbyt odległe, nie fruwają nad naszymi głowami, ani nie są odległe od naszego codziennego życia. Nie są na niebie, gdzie musielibyśmy się wznieść, abyśmy je uchwycili i usłyszeli. Więcej, słowa Boga, które ukrywają najgłębsze prawdy o nas, są nam bardzo bliskie: są one zapisane przez Ducha Świętego w naszych sercach.

Uczony w Prawie, jak ktoś, kto patrzy w lustro i widzi swoją twarz, w jednej chwili, znajduje w Świętych Pismach odpowiedź odnośnie do tego, co gwarantuje mu szczęśliwe życie, które nigdy się nie skończy. Nie musiał nawet czytać Pisma Świętego. Wypowiada słowa wydobyte z serca, które w rzeczywistości streszczają się w jednym, w nakazie: „Będziesz miłował!”.

Miłość - tylko ona gwarantuje życie wieczne. Wszystko pozostałe, nawet cenione przez cały świat, prędzej czy później się skończy, wszystko ulegnie unicestwieniu, wszystko zniknie, z wyjątkiem miłości. Miłość nie jest ulotna, nie jest tylko „pustym słowem”, ale jest czynem. „Co powinienem czynić?” - słusznie zapytał rozmówca. Kochać! Ale natychmiast skryba wyskakuje z nowym pytaniem: „Kto jest moim bliźnim?” albo „Kogo konkretnie powinienem kochać?”. Dziwne. Nie pyta o Boga, ale o bliźniego. On wie, kim jest Bóg, ale nie wie, kim jest jego bliźni.

Jezus znów odpowiada natychmiast. Ale tym razem opowiada historię o kapłanie i lewicie, którzy podróżując i widząc człowieka poranionego, przeszli obok tego na wpół umarłego, i o dobrym Samarytaninie, który przechodząc obok niego, zobaczył go, poczuł dla niego współczucie, podszedł do niego, obandażował jego rany, zalał je olejem i winem, i zadbał o niego do końca. Jezus jednak opowiada całą tę historię, aby ponownie zadać pytanie… pytającemu: „Kto z tych trzech okazał się według ciebie bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?”.

Bądźmy uważni! Posłuchajmy dobrze tego, co mówi Jezus. Tym pytaniem zostawia nie tylko skrybę, ale każdego z nas, którzy po tej Eucharystii wrócimy do domu. W ten sposób, Jezus odpowiadając, nieoczekiwanie odwraca pytanie uczonego w Prawie, a może również wywraca nasz sposób rozumowania. Często próbując się usprawiedliwić, jesteśmy przyzwyczajeni do powtarzania pytania tego religijnego człowieka: „Kto jest moim bliźnim?”. Jezus natomiast zostawia nam pytanie, które powinno towarzyszyć nam każdego dnia naszego życia - od rana, kiedy wstajemy, aż do wieczora, kiedy kładziemy się do łóżka. Jezus daje nam do zrozumienia, że pytanie nie brzmi: „Kto jest moim bliźnim?”, ale: „Wobec kogo mogę okazać się bliźnim, tu i teraz?”. Jezus daje nam do zrozumienia, że powinniśmy zmodyfikować pytanie i zmienić nasze zwykłe pytanie. I już nie pytać: „Kto jest moim bliźnim?”, ale raczej: „A ja, kogo jestem bliźnim?”.

Na pytanie: „Kto jest moim bliźnim?” Jezus nie odpowiedział: „Twoim bliźnim członkowie twojej rodziny, twoi koledzy, twoi przyjaciele, twoi bracia, którzy mieszkają obok ciebie w domu, może chodzą z tobą do tego samego kościoła, do tego samego miejsca pracy. Jezus odmawia zdefiniowania kategorii bliźniego, włączenia w nią jednych, a wykluczenia innych. Nie odpowiada nam także, wskazując, że sąsiadem są wszystkie osoby tego świata, cała ludzkość, ponieważ byłaby to definicja bliźniego zbyt ogólna, a zatem ograniczająca.

Jego odpowiedzią jest ta, której udzieli wszystkim w dniu Sądu Ostatecznego: „Byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagim, przyodzialiście Mnie; byłem chorym, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”. Wtedy wszyscy dobrzy Samarytanie będą pytać: „Panie, kiedy Cię widzieliśmy…?”. A Jezus im odpowie: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”(Mt 25, 35-40).

Oto, kogo jestem bliźnim! Jestem bliźnim każdego człowieka, którego spotykam, ponieważ każdy ma twarz Pana. Każdy, by tak powiedzieć, jest moim bliźniakiem. Jednego możemy być pewni: gesty miłości wobec jakiejkolwiek osoby pozostaną „in eternum”, ponieważ miłość jest taka: jest wieczna. Czas poświęcony, by miłować, przedłuża się w wieczność. Prośmy dzisiaj o dar serca dobrego Samarytanina!

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------
* homilia wygłoszona w kościele kamedułów w Rocca di Garda
tłum. z jęz.wł. - PSz
---------------------------------------------------------------------

 

 

 


„Jezus ze współczuciem pochyla się nade mną!”
homilia - 16. niedziela zwykła (rok B), 19 lipca 2015

ZGŁOSZENIEPOLITYKA PRYWATNOSCI
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl