O CFD AKTUALNOSCI PROGRAM KONTAKT DOM W TRZEBINI Do medytacji   









  Rekolekcje Lectio Divina 8-16 stycznia 2020 - homilie cz. 2


Rekolekcje Lectio Divina
dla Szkoły Wychowawców WSD
8-16 stycznia 2020

 

W dniach 8-16 stycznia 2018 r. odbyły się rekolekcje lectio divina dla uczestników Szkoły Wychowawców Seminariów Duchownych Diecezjalnych i Zakonnych (edycja 2019-2021). Rekolektanci modlili się słowem zaczerpniętym z Ewangelii według św. Marka korzystając z wprowadzeń Krzysztofa Wonsa SDS. Towarzyszyło im 8 kierowników duchowych; 5 duszpasterzy CFD wspomagało w tej posłudze 3 innych kapłanów: kapucyn, salwatorianin i zmartwychwstaniec.

Dziękujemy za modlitwę w intencji uczestników rekolekcji
prowadzącego i kierowników duchowych!

homilie – część pierwsza
8-12 stycznia 2020 >>>
.

---------------------------------------------------------------------

 NAGRANIA HOMILII
wygłoszonych w czasie rekolekcji
- CZĘŚĆ DRUGA -
13-16 stycznia 2020

---------------------------------------------------------------------

Wierzcie w Dobrą Nowinę! Pośród ucisku…
homilia – poniedziałek 1. tygodnia okresu zwykłego (rok II), 13 stycznia 2020
1 Sm 1, 1-8; Ps 116B, 12-13. 14-15. 16-17. 18-19; Mk 1, 14-20

NAGRANIE HOMILII Z 13 STYCZNIA 2020
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

„Wierzcie w Ewangelię!”. To jedne z pierwszych słów Jezusa w Ewangelii św. Marka. Oczywiście, wszyscy pamiętamy, że mają one swój kontekst: „Nawracajcie się…” (zmieniajcie myślenie, przekraczajcie swoje myślenie, wychodźcie poza swoje ludzkie myślenie), ale skupimy się teraz na zaproszeniu: „…wierzcie w Ewangelię!”. W czasie rekolekcji była już okazja, aby się przy nich zatrzymać. Dziś słyszymy je w liturgii w dniu, kiedy rozważamy modlitwę Jezusa w Getsemani. Kontekstem, w którym je słyszymy, jest również historia odczytana w pierwszym czytaniu: historia Anny, żony Elkany; historia Anny, która oprócz smutku i bólu bezpłodności dodatkowo doznaje ucisku (gr. „thlipsis”) ze strony Peninny (1 Sm 1, 6). Ten kontekst rekolekcyjny, czyli modlitwa Jezusa w Getsemani, i ten kontekst liturgiczny, czyli dramat Anny, może nam przypominać, że jesteśmy zaproszeni, aby przyjąć słowo Jezusa w takiej sytuacji życiowej, w jakiej się obecnie znajdujemy. Jesteśmy zaproszeni, by usłyszeć Jezusowe „wierzcie w Ewangelię” w takiej sytuacji życiowej, w jakiej się obecnie znajdujemy. Przypomnijmy, że w chronologicznie pierwszej księdze Nowego Testamentu, w liście do Tesaloniczan, św. Paweł zwraca się do adresatów listu: „A wy, przyjmując słowo pośród wielkiego ucisku, z radością Ducha Świętego, staliście się naśladowcami naszymi i Pana, tak że okazaliście się wzorem dla wszystkich wierzących w Macedonii i Achai” (1 Tes 1, 6-7). W chronologicznie pierwszej księdze Nowego Testamentu słyszymy, że jej adresaci, chrześcijanie z Tesalonik, przyjęli słowo Boga „pośród wielkiego ucisku”. Droga do nowego życia, którym Ojciec Niebieski chce nas obdarzyć przez Syna w Duchu Świętym, zaczyna się tu i teraz, zaczyna się w tym punkcie, w którym jesteśmy. I nie ma co czekać okoliczności bardziej sprzyjające ani na idealne warunki, ponieważ te mogą nie nadejść.

„Wierzcie w Ewangelię!”. Te słowa Jezusa mam przyjąć niezależnie od okoliczności, w których żyję. Mam je przyjąć mimo trudności, które przeżywam i pośród tych trudności, które przeżywam. Co to znaczy, pytam siebie. Co to znaczy: „wierzyć w Ewangelię”, „wierzyć w Dobrą Nowinę”? Ewangelia to nowina o Życiu. Bóg objawia się nam, jak kiedyś Abramowi, „jako źródło, od którego pochodzi wszelkie życie” (Franciszek, Lumen fidei, 11). Wierzyć w Ewangelię to wierzyć w Życie, którego źródłem jest Bóg. Ale… „jak wierzyć w Boga, który jest źródłem wszelkiego życia, wśród bólu bezpłodności?” – mogłaby pytać Anna, wystawiona nie raz, ale wystawiana wielokrotnie na kpiny Peninny, która jest nazwana jej „rywalką”. Tak, na marginesie, my, uczniowie Jezusa, raz po raz ulegający mentalności świata, możemy też się odnaleźć w określeniu: „rywal, rywalka”, chociaż ono brzmi dramatycznie, jeśli rywalizujemy (przepraszam za określenie) w takiej dziedzinie, jak przekazywanie życia. Bo czy dziecko jest „trofeum” sportowym, o które się rywalizuje. Nie, dziecko jest darem! Dramatycznie więc brzmi to „rywalka”. Autor natchniony zauważa, że Peninna dokuczała Annie „z roku na rok” (BP) czy „przez wiele lat” (BT), takie można znaleźć tłumaczenia, ilekroć Anna szła do świątyni w Szilo, ilekroć pielgrzymowała, aby oddać pokłon Bogu, aby adorować Boga. Peninna uderzała brutalnie i precyzyjnie, ponieważ w ten sposób jakby kwestionowała owocność adoracji Boga przez Annę; adoracji Boga, który jest Życiem. „No, i gdzie są owoce twojej adoracji Boga, który jest Życiem, który jest źródłem wszelkiego życia? Gdzie one są?” – mogłaby pytać Peninna.

„Wierzcie w Ewangelię!”. Kiedy zatrzymuję się przy tym wezwaniu Jezusa w moim dziś, - w takim, a nie innym kontekście życiowym -, przypominam sobie dwie intuicje z encykliki o wierze „Lumen fidei”. Pierwsza jest rozwinięciem myśli z listu do Rzymian, że wiara rodzi się ze słuchania słowa Chrystusa! Ta pierwsza intuicja brzmi: „Słowo Chrystusa, gdy zostaje wysłuchane, mocą swojego dynamizmu przekształca się w chrześcijaninie w odpowiedź, i staje się z kolei słowem wypowiadanym, wyznaniem wiary” (LF 22). Zaraz jeszcze do tego wrócimy. A druga to ta, że „wiara ze swej natury wymaga wyrzeczenia się chęci natychmiastowego posiadania, jakie zdaje się ofiarować widzenie” (LF 13). Wierząc trzeba szanować tajemnicę osoby, która „zamierza objawić się osobiście i w odpowiednim czasie” (LF 13).

Jeśli będę słuchał słowa Ewangelii, jeśli usłyszę to słowo Ewangelii, jeśli zachowam je w sobie i będę go strzec, wówczas ujawni się dynamizm i moc, która w tym słowie jest obecna. Łaska wiary jest zawarta „w pakiecie” w darze słowa Bożego. Słowo Boga wysłuchane i przyjęte, i strzeżone, i rozważane, może się przekształcić we mnie w odpowiedź wiary. A więc to słowo usłyszane, rozważane, strzeżone, może zrodzić owoc w postaci wyznania wiary. I to się może dokonać, paradoksalnie, pośród ucisku, pośród smutku, pośród brak dostrzegalnych owoców, pośród bezpłodności w posłudze, pośród niespełnionych oczekiwań… Słowo może we mnie zrodzić wyznanie wiary w Boga, który jest Życiem. Druga przytoczona myśl przypomina mi, żeby uszanować tajemnicą Boga w Trzech Osobach, który objawi się „w odpowiednim czasie”. Ten „odpowiedni czas” z naszej perspektywy jest trudny; dla Anny oznaczał wiele lat. Ona na pewno mogłaby nam dużo powiedzieć o wyzwaniu, jakim w wierze jest „wyrzeczenie się chęci natychmiastowego posiadania, jakie zdaje się ofiarować widzenie”. Anna mogłaby nam powiedzieć, na czym polega taka wiara.

„Wierzcie w Ewangelię!” – to jest dzisiaj dla mnie zaproszenie do modlitwy, której wzorem jest Maryja. Maryja, która słucha słowa, zachowuje słowo i rozważa je, a ono czyni ją wierzącą; tak, że kiedy przyjdzie do Elżbiety usłyszy: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła”. Słowo uczyniło Ją wierzącą. Chcę się z wami podzielić skojarzeniem, które mi przyszło. Jest ono związane z myślą naszego założyciela, którą zanotował w swoim dzienniku duchowym. To jest notatka, którą zrobił jeszcze przed święceniami kapłańskimi. Miał wówczas około trzydziestu lat, ale jeszcze nie przyjął święceń. Nie jest to jego oryginalna myśl, ale myśl przepisana z książki do rozmyślania. Brzmi ona: „modlitwa jest środkiem, którym posługuje się Bóg, aby wykonać plany swojej odwiecznej Opatrzności” (DD I 41). Ta myśl (nie będę przedstawiał całego kontekstu) odwołuje się do fragmentu z księgi Rodzaju. Odwołuje się do pewnej intuicji św. Grzegorza Wielkiego zapisanej w „Dialogach”. Otóż, papież Grzegorz przywołuje historię Izaaka. „Izaak miał czterdzieści lat, gdy wziął sobie za żonę Rebekę, (…)”. A potem słyszymy: „Izaak modlił się do Pana za swą żonę, gdyż była ona niepłodna. Pan wysłuchał go, i Rebeka, żona Izaaka, stała się brzemienna”. Po czym autor natchniony dodaje, że gdy urodzili się Ezaw i Jakub ich ojciec, Izaak, miał lat sześćdziesiąt (Rdz 25, 20-21.26). Czuli czas, który upłynął między początkiem tej modlitwy i jej końcem to było dwadzieścia lat. I Grzegorz Wielki pyta tak: „Jeśli więc przeznaczone było rozmnożenie plemienia Abrahama przez Izaaka, dlaczego otrzymał on żonę bezpłodną?”. Pan Bóg obiecał rozmnożyć potomstwo Abrahama przez Izaaka, ten zawiera małżeństwo i… żona jego jest bezpłodna. I tu Grzegorz Wielki mówi, że plany swojej Opatrzności Bóg realizuje przez modlitwę. To nie my zmieniamy Pana Boga i Jego nastawienie, ale w nas coś się zmienia. Czyli potrzeba było dwadzieścia lat, żeby coś się zmieniło w Izaaku, - może tak trzeba byłoby to nazwać -, żeby był gotowy na przyjęcie synów jako daru Pana Boga. Bo to, że Bóg złożył mu obietnicę, nie znaczy, że może ich traktować jako swoje prawo. Bóg złożył obietnicę! Ale dzieci nie są prawem, są darem! Te nadto dzieci, Ezaw i Jakub, będę trudnym darem, bo już od łona matki ze sobą walczyli. Grzegorz Wielki zadając to pytanie: „dlaczego, dlaczego?”, wskazuje na znaczenie modlitwy. Wiele lat modlitwy Anny, dwadzieścia lat modlitwy Izaaka… Dla dzisiejszego świata to są czasokresy zupełnie niepojmowalne, ale w tamtej historii… Zobaczycie, że pierwsze czytanie zaczyna się od krótkiej genealogii Elkany, która się „tylko” czwartego pokolenia. Nikt z nas, zaryzykuję to twierdzenie, nie zna swojego przodka w czwartym pokoleniu; a jeśli ktoś go zna, to jest rzadkim wyjątkiem. Ja się zatrzymuję na trzecim pokoleniu. O jednym z przodków z trzeciego pokolenia przed… jestem w stanie coś powiedzieć, ale dalej nie. Jezus zaprasza nas do czuwania i modlitwy, ale nie chodzi o jedną noc Getsemani. Zaprasza do czuwania i modlitwy może przez lata, pośród ucisku, pośród smutku, czasem pośród niespełnionych oczekiwań, czasem pośród kpin otoczenia („i gdzie są owoce twojej adoracji?”), czasem wśród pokusy zniechęcenia. „Wierzcie w Ewangelię!”. Prośmy dziś o wierność Ewangelii, to znaczy o wierność słowu Ewangelii, żebyśmy tego słowa słuchali, strzegli go w sobie, i żeby ono czyniło nas wierzącymi!

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

………
homilia – wtorek 1. tygodnia okresu zwykłego (rok II), 14 stycznia 2020
1 Sm 1, 9-20; 1 Sm 2, 1bcde. 4-5. 6-7. 8abcd; Mk 1, 21-28

NAGRANIE HOMILII Z 14 STYCZNIA 2020
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Michał Deja OFMCap

---------------------------------------------------------------------

………
homilia – środa 1. tygodnia okresu zwykłego (rok II), 15 stycznia 2020
1 Sm 3, 1-10. 19-20; Ps 40, 2ab. 5. 7-8a. 8b-10; Mk 1, 29-39

NAGRANIE HOMILII Z 15 STYCZNIA 2020
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Damian Stachowiak CR

---------------------------------------------------------------------

On mówi do mnie nieustannie: „Chcę, byś był oczyszczony”
homilia – czwartek 1. tygodnia okresu zwykłego (rok II), 16 stycznia 2020
1 Sm 4, 1b-11; Ps 44, 10-11. 14-15. 24-25; Mk 1, 40-45

NAGRANIE HOMILII Z 16 STYCZNIA 2020
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Drodzy bracia! Kiedy zacząłem czytać dzisiejszą Ewangelię, - przez ostatnie dni ciągle do niej wracałem -, najpierw pojawiło się we mnie pytanie, dlaczego to wydarzenie z uzdrowieniem trędowatego po raz trzeci wraca do nas w tych rekolekcjach. Pierwszy raz był w kontekście naszej lectio z drugiego dnia, w piątek. Potem, w sobotę czytaliśmy o tym wydarzeniu korzystając z Łukaszowej relacji. I dzisiaj znowu wraca ono w Ewangelii Marka. Skoro Bóg wraca do mnie z tym słowem po raz trzeci, to warto, a nawet należy zapytać, jakie to słowo dla mnie na dzisiaj. Nota bene, Marek w swojej narracji często używa czasu teraźniejszego i tak jest również dosłownie w dzisiejszej Ewangelii. Ewangelia w naszym dzisiejszym fragmencie rozpoczyna się od: „I przychodzi do Niego trędowaty…”. To jest czas teraźniejszy w moim życiu. Zawsze tak będzie. Zawsze przychodzę do Niego trędowaty, także w tej Eucharystii. Ale właśnie ta wiadomość nie musi być ponurą w moim życiu. Może ona być wiadomością pełną nadziei; wiadomością, która wprowadza pokój i wolność do mojego serca. Bo kiedy Marek będzie pisał, że Jezus „zlitował się” („zdjęty litością” – ten czasownik, który dobrze znamy i który wraca w szczególnych miejscach w czterech Ewangeliach: „splanchnizomai” - zdjęty litością), napisze to w czasie przeszłym dokonanym. On już dawno zlitował się nade mną. To już jest przesądzone. To już jest Jego decyzja serca. Po raz pierwszy zlitował się nade mną, gdy mnie stwarzał, bo akt stwórczy jest absolutnie aktem miłosierdzia. Z niczego mnie stworzył, bez jakiegokolwiek powodu, dla którego miałby mnie stwarzać, a który nakazywałby Mu stwarzać mnie. Bez żadnej zasługi z mojej strony istnieję, budzę się, codziennie otwieram oczy, myślę, czuję, pragnę, kocham, rozmawiam, pracuję… Wszystko jest miłosierdziem. Jestem trędowaty, to znaczy, że przed Nim nigdy nie jestem czysty. Tylko On jest czysty! Ale przecież już postanowił, - pamiętacie w Ef 1, 4 -, że w Nim wybrał nas, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Takimi nas stworzył. Czy może ktokolwiek z nas powiedzieć, że na to zasłużył? Albo, że jest to owoc pracy rąk ludzkich, mojego wysiłku, mojej ascezy,…? Wszystko jest łaską. Cały jestem utkany z łaski i dlatego ten czas teraźniejszy przypomina mi, że potrzebuję nieustannie przychodzić do Niego i słyszeć, jak On mówi do mnie nieustannie: „Chcę, chcę… Chcę, byś był czysty. Chcę, byś był oczyszczony”.

Jezusowe „thelo” (gr.): „Chcę, chcę…”, zamieni się na krzyżu w Ewangelii Jana w „dipso” (gr.): „Pragnę, pragnę…”. To będzie takie wołanie z głębokości serca, że aż będzie umierał z tego pragnienia. Pragnie mnie czystym. Pragnie mnie świętym. Pragnie mnie zbawionym. I taki Bóg, i taki Jezus do nas mówił w tych dniach. Myśmy przychodzili do Niego z naszym trądem, a On ciągle nam powtarzał: „Chcę, chcę… Pragnę, pragnę, byś był czysty, święty, nieskalany przed Moim obliczem”. To Bóg miłosierdzia! Bóg, który się wzrusza do głębi. Pięknie ktoś tłumaczy ten czasownik: „zlitował się”, że to jest takie wzruszenie, które aż fizycznie odczuwa. My mamy takie nasze określenie na to, że kiedy coś widzimy, to mówimy: „żal duszę ściska…” albo „serce mi ściska z bólu”. Tak On czuje, tak pragnie, tak chce. Zresztą, to wzruszenie niektórzy tłumaczą, że „rozgniewał się”, ale nie chodzi o ludzki gniew, ale chodzi o takie pragnienie serca, że Boga gniewa wszystko, co jest grzechem i co mnie bezcześci, co mnie zanieczyszcza, bo On pragnie mnie czystym i świętym przed Swoim obliczem. I wierzymy, że takimi będziemy przez całą wieczność kontemplując Jego samego.

Egzegeci zwracają uwagę, że ten człowiek woła: „Jeśli chcesz, może mnie oczyścić”. Dlaczego nie poprosił: „możesz mnie uzdrowić”? Dlaczego nie ten czasownik tutaj się pojawia? Bo „oczyścić” oznacza jeszcze coś więcej. Zwracają uwagę, że tu chodzi o taką prośbę, która dotyczy zdrowia duchowego, a można też powiedzieć: zdrowia religijnego. Bo kim był człowiek trędowaty? Mówiąc najprościej to był człowiek bez kontaktu, baz jakiegokolwiek kontaktu. Fizyczny, psychiczny, duchowy autyzm - choroba czyniła z niego takiego człowieka. Był bez kontaktu z Bogiem, bo skoro wszyscy mówili, że jest trędowaty, to znaczy, że Bóg go odrzucił; że tak nagrzeszył, że nie ma prawa do kontaktu z Bogiem. I dlatego woła: „Chcę, abyś mnie oczyścił!”, „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić!”. Nie ma nic ważniejszego dla mnie, jak odzyskać kontakt z Bogiem. Bo kiedy odzyskuję kontakt z Bogiem, odzyskuję kontakt ze sobą. Bo jeśli on miał wołać „nieczysty, nieczysty, …” z powodu tego, że takim widzieli go wszyscy wobec Boga, to spróbuj sobie cały czas powtarzać i mantrować, mówić do siebie: „nieczysty, nieczysty, …”. Wtedy nie masz już żadnego kontaktu ze sobą. Wtedy zaczynasz się brzydzić sobą, zaczynasz się nienawidzić, odrzucasz siebie. To była potworna choroba, choroba duszy przede wszystkim. A jeśli nie masz kontaktu z Bogiem i ze sobą, to nie masz go z innymi. Dlatego byli izolowani i ta zewnętrzna izolacja ciągle im przypominała, że nie mają prawa do kontaktu z innymi. Czyli to jest taka choroba i o taki prąd chodzi, który ci zabiera wszystko, co najważniejsze i co najświętsze w twoim życiu. Bo jeśli tak chorujesz, że jesteś już bez kontaktu z Bogiem, ze sobą i z drugim człowiekiem, to nie ma większego trądu w życiu. My przychodzimy do Niego, aby On nas nieustannie oczyszczał w kontakcie z Nim, ze sobą i z drugim człowiekiem. A Bóg patrzy inaczej niż patrzą ludzie. Ludzie przekreślali trędowatego, on siebie przekreślał… A przychodzi do Jezusa i od Jezusa słyszy: „Chcę, bądź oczyszczony!”. Takiego Jezusa zabierzmy z sobą w sercu do domu! Do takiego Jezusa się módlmy codziennie! Z takim Jezusem rozmawiajmy, który zawsze rozpoczyna spotkanie ze mną od „chcę…”. To jest Bóg, który chce mojego dobra.

I podzielę się jeszcze na koniec tym fragmentem gramatycznym czy tekstualnym z dzisiejszej Ewangelii, który jest bliźniaczo podobny do tego, który mieliśmy w pierwszej lectio. Bo kiedy Jezus go uzdrowił, kiedy go oczyścił, surowo mu przykazał i „zaraz go odprawił”. Ale w tekście znowu jest tak, jak przetłumaczył za pierwszym razem Jakub Wujek: „natychmiast wygnał go”; tam jest: „eutchys eksebalen auton” (gr.). „ekbalo” – wygnać. Co mi to mówi? Mówi mi to, że tak, jak prosiliśmy Jezusa, żeby Duch wygnał nas na pustynię, byśmy dali się prowadzić przez Ducha na pustynię, to niech codziennie wybrzmiewa w nas również ta modlitwa Jezusa, także u końca tych rekolekcji. Jezus codziennie mówi mi: „Idź! Hypage! Odejdź!”. Prośmy, aby Duch Jezusa wygnał nas w naszą codzienność! Prośmy, aby wygnał nas we wszystkie te miejsca, w które najtrudniej nam docierać, a może nawet, gdzie nie chcemy, bo On chce, żebyśmy tam byli świadkami, by tam ludzie zobaczyli, co czyni Bóg z człowiekiem, który zaczyna Go słuchać. I bądźmy bardzo pokorni i bardzo posłuszni! Bo w pewnym momencie ten uzdrowiony trędowaty przestał być posłuszny. Wpadł w taką euforię, w taką radość… Robił całkiem „porządne” rzeczy: opowiadał o tym, co Jezus dla niego uczynił. A Jezus przecież prosił, by milczał, żeby zachował tajemnicę i ponosił ją w sercu… I zadziało się tak, że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta. Istnieje taki paradoksalny rodzaj żarliwości czy gorliwości, który nie pozwala Jezusowi działać w naszym życiu; przeszkadza Mu. Chciejmy ten żar ponosić najpierw wewnątrz! Chciejmy zaopiekować się tym żarem, który odkrył w nas, a wtedy Duch Święty pięknie ten żar zamieni w żarliwość i będziemy Jego świadkami wszędzie tam, gdzie nas posyła. Tego życzmy sobie nawzajem i o to módlmy się dalej wspólnie w tej Eucharystii!

Krzysztof Wons SDS

---------------------------------------------------------------------

 

Polecamy! 

 

ZGŁOSZENIEPOLITYKA PRYWATNOSCI
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl