O CFD AKTUALNOSCI PROGRAM KONTAKT DOM W TRZEBINI Słowo na jutro   Do medytacji   









  O. Franciszek Jordan: „Rozważaj łagodność św. Franciszk ...


O. Franciszek Jordan: „Rozważaj łagodność
św. Franciszka Salezego…” (DD I 157)

Kraków-Zakrzówek, 8 stycznia 2018

 

#ZJordanemKuBeatyfikacji

Konferencja wygłoszona przez ks. Piotra Szyrszenia SDS w kościele pw. Boskiego Zbawiciela w Krakowie, 8 stycznia 2018 r., w ramach Roku Ojca Jordana, przygotowującego do setnej rocznicy śmierci czcigodnego sługi Bożego Franciszka Marii od Krzyża (Jan Chrzciciela) Jordana, która przypada 8 września 2018 r.

 

Nasz założyciel, o. Franciszek Maria od Krzyża Jordan, uczył się od Mistrza, Jezusa. Ale uczył się również od uczniów Jezusa, którzy stali się jego mistrzami. Dlatego w Roku Jordana chcę zaproponować, byśmy przyjrzeli się świętym, szczególnie tym, których Kościół ogłosił „doktorami Kościoła”, którzy przez swoje słowo i życie byli dla o. Jordana jakąś inspiracją. Na dziś wybrałem św. Franciszka Salezego. Motywem takiego wyboru było po prostu przypadające pod koniec stycznia wspomnienie tego świętego, który – powiedzmy to od razu – nie jest wymieniany jako patron zgromadzenia salwatorianów, ale jest „skarbem” całego Kościoła, więc dziś salwatorianie i salwatorianki, jak kiedyś nasz założyciel, możemy czerpać z jego świętości.

 

„Rozważaj łagodność św. Franciszka Salezego i upokorz się!” – to jedno z wezwań, można tak powiedzieć, swoistej „litanii” do świętych, którą ks. Jordan zapisał w swoim dzienniku w pierwszym roku kapłaństwa (po 25 III; przed 27 XII 1879). Nie jest on ani pierwszym, ani najważniejszym świętym z tej litanii. Poprzedzają go św. Alojzy, św. Paweł, św. Franciszek Ksawery, św. Katarzyna ze Sieny, św. Teresa z Avila, Eliasz czy Jan Chrzciciel. W tej długiej litanii nawet imię Biedaczyny z Asyżu, które nasz założyciel przyjął jako swoje imię zakonne, pojawia się kilka „pozycji” później. Wydaje się jednak, że duchowość Doktora Miłości (tak określa się świętego biskupa Genewy, żyjącego w latach 1567-1622 ), naznaczyła czasy ks. Jordana. Jak? Nasz współbrat, ks. Tymoteusz R. Edwein SDS, napisał, że „powiała przez XIX wiek, jak wiatr wiosenny” i „przyniosła w krainę religijnie obumarłą wskutek nadmiernie surowego jansenizmu nowy zasiew i rozkwit”.

Wspomnijmy najpierw, że w drugiej połowie XIX w. (1859 r.) powstało Towarzystwo Świętego Franciszka Salezego, czyli salezjanie, z którymi czasem jesteśmy myleni ;-) (…). W tym czasie, tj. w drugiej połowie XIX wieku, powstało też wiele wspólnot inspirowanych duchowością Salezego, należących do rodziny salezjańskiej. Przypomnijmy również, że nasz założyciel spotkał się z ks. Janem Bosco (wówczas 65-letnim) 20 października 1880 r. Charyzmatyczny duszpasterz młodzieży udzielił 32-letniemu Jordanowi cennych wskazówek.

W 1877 r., na rok przed święceniami kapłańskimi naszego założyciela, bł. papież Pius IX (1846-1878) ogłosił św. Franciszka Salezego doktorem Kościoła. Czy dla Jordana miało to jakieś znaczenie? Nie wiem, ale trochę prowokacyjnie – konfrontując również siebie – chciałbym zapytać o to, jakie znaczenie miały dla mnie, dla nas nadania tytułu doktora Kościoła, które dokonały się za naszego życia. Wspomnijmy dla najstarszych tu zgromadzonych – św. Teresę z Ávili i św. Katarzynę ze Sieny (obie - 1970), i dla wszystkich - św. Teresę od Dzieciątka Jezus (1997), św. Jana z Ávili i św. Hildegardę z Bingen (oboje - 2012) czy św. Grzegorza z Nareku (2015). Co z życia i nauczania ogłoszonych za naszego życia doktorów Kościoła stało się dla nas inspiracją?

 

Poznawanie tego, co zaczerpnął nasz założyciel od św. Franciszka Salezego, z pewnością mogłoby być dużą przygodą. Dlaczego? W dzienniku duchowym cytuje go i czyni o nim wyraźną wzmiankę ośmiokrotnie, a w przemówieniach do wspólnoty domu macierzystego w Rzymie – czyni to pięć razy. Ile razy jest tak, że cytuje jego myśli, nie wskazując na niego? Wiemy, że w 1876 r. Jordan nabył dla siebie trzytomową książkę do rozmyślania autorstwa ks. Andre Jeana Marie Hamona („Rozmyślania na każdy dzień roku”), który był również autorem dzieła o św. Franciszku Salezym. Wystarczy przypomnieć tekst z „Filotei”, z którego korzystamy w Liturgii Godzin w dzień wspomnienia tego świętego, i zestawić go z myślą wynotowaną właśnie od Hamona: „Obejmij wielkodusznie wszystkie dobre dzieła, które są do pogodzenia z naszymi obowiązkami stanu!” (DD I 32), by poczuć również w tym zdaniu coś z ducha św. Franciszka Salezego.

 

Inny, może bardziej wyrazisty, przykład. Na s. 88 dziennika, Jordan zanotował myśl:

„Jedną kroplą miodu łapie się więcej much niż całą beczką octu” (DD I 88).

Tę notatkę sporządził w języku niemieckim: „Mit einem Tropfen Honig fängt man mehr Fliegen, als mit einem Fass Essig”. I jest to zdanie przepisane słowo w słowo z książki do medytacji ks. Bernarda H. Grundköttera (autor tejże wielokrotnie przywołuje Franciszka Salezego). Udało mi się znaleźć tę książkę do rozmyślania w języku niemieckim. Jest tam część zatytułowana: „O chrześcijańskiej łagodności” („Von der christlichen Sanftmuth”). Ta cnota, pisze ks. Grundkötter, charakteryzowała wszystkich świętych, szczególnie jednak św. Franciszka Salezego. I opowiada najpierw pewną historię z czasów, kiedy ten był biskupem Genewy, a potem dodaje: „Franciszek chciał niekiedy w swojej dobroci iść za daleko. Jednak z pewnością dzięki niej pozyskał wiele dusz. Przysłowie mówi: ‘Jedną kroplą miodu łapie się więcej much niż całą beczką octu’. Jakże łagodny był również Jezus wobec pokutujących grzeszników, np. w stosunku do jawnogrzesznicy, wobec Magdaleny, wobec Zacheusza, wobec Piotra!”. Zdanie, które w tej książce do rozmyślania przedstawiono jako przysłowie: „Jedną kroplą miodu łapie się więcej much niż całą beczką octu”, niektórzy przypisują właśnie Salezemu.

Trzeba jednak dodać, że łagodność Franciszka Salezego, co podkreśla kilku autorów, która wydawała się być postawą jego charakteru, dużo go kosztowała; kosztowała go wiele lat zmagań. Nie była cechą „naturalną”, ale wypracowaną. W cytowanej medytacji dwukrotnie wspomniano o wyznaniu samego Franciszka Salezego, że od dwudziestu dwóch lat zmaga się, by ją nabyć. Nie dziwi więc, że łagodność jest tam nazwana „córką pokory” i łączona z wyznaniem Jezusa: „uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem” (Mt 11, 29). Łagodność wymaga troski o zjednoczenie z Bogiem, którego przejawem jest również modlitwa i częste przyjmowanie Komunii świętej. Łagodność wymaga pokory, to znaczy także cierpliwości i wytrwałości!

Pozwólcie, że ten wątek zilustruję przykładem zaczerpniętym od śp. abpa Jerzego Ablewicza, który w 1981 r. prowadził rekolekcje dla papieża Jana Pawła II i jego współpracowników z Kurii rzymskiej. Przed laty włoski grafolog Girolamo Moretti poddał badaniu charakter pisma osób kanonizowanych. Wyniki badań ogłosił po wahaniach i konsultacjach, bo… niepokoiło go, że charakter pisma tychże wskazywał na ich naturalne złe skłonności. Na 58 przebadanych tylko trzy pisma wskazywały na „anielskie usposobienia naturalne”: pismo papieża św. Piusa X, św. Jana Berchmansa i św. Marii Małgorzaty Alacoque. Analiza grafologiczna pozostałych 55 pism osób kanonizowanych wskazywała na złe skłonności (nie grzechy) natury ludzkiej. Cztery przykłady. Pismo św. Franciszka z Asyżu miało wskazywać na skłonność do próżności, pismo św. Karola Boromeusza – na skłonność do nieposzanowania litery prawa; pismo św. Ignacego Loyoli – na skłonność do egoizmu; pismo św. Teresy z Avila – na skłonność do zmysłowości… A jednak Biedaczynę z Asyżu kojarzymy z naśladowaniem Chrystusa ubogiego; św. Karola Boromeusza – z umiłowaniem Prawa Bożego i kościelnego, z odnową Kościoła po Soborze Trydenckim; św. Ignacego Loyolę – z życiem na większą chwałę Boga i ku zbawieniu innych; a św. Teresę z Avila – z odnową życie zakonnego w Karmelu… Może to jest tak, że nasze trudne cechy charakteru, z którymi nam trudno, cierpimy my i cierpią inni wokół nas („nasz żłób”), jeśli pozwolimy Bogu w nie wejść, w nas zamieszkać („jeśli pozwolimy Jezusowi w żłobie się narodzić”), staną się może nie tyle jakąś górą Tabor, ile doliną przemienioną przez łaskę Bożą.

 

Człowiek łagodny jest cierpliwy i wytrwały. Cnoty chodzą „razem”, chodzą parami albo wręcz „stadami”. W ich nabywaniu, jak w życiu duchowym, trzeba uważać na największego wroga, jakim jest zniechęcenie. Zacytujmy teraz o. Franciszka Marię od Krzyża, który 15 stycznia 1897 r. (miał 49 lat, a salwatorianie istnieli od 16 lat) przestrzegał swoich synów duchowych przed zniechęceniem: „Nie wszystkie przedsięwzięcia, trudy pracy przyniosą zawsze oczekiwane owoce. Ale czasami ofiary i cierpienia zniesione w dobrym celu przynoszą owoce dopiero po kilku stuleciach. Myślałem nieraz, że święty Franciszek Salezy, który tak wiele wycierpiał dla pewnego celu i go nie osiągnął, ma wielki udział w zasługach instytutu, który powołał do życia don Bosco. Kiedyś, w niebie, zobaczycie, że głównym założycielem salezjanów jest Franciszek Salezy” .

* Skoro już przywołałem słowa z kapituły domowej, przytoczmy pozostałe momenty, w których nasz założyciel w przemówieniach do współbraci wyraźnie przywoływał św. Franciszka Salezego. W jednej z mów przypomniał miejsce jego posługi. 1 lipca 1898 r. przemawiając w czasie kapituły domowej relacjonował swoje podróże: „Z Drognens udałem się do Fryburga, potem do Francji, do Chablais – jest to miejscowość, w której proboszczem był swego czasu święty Franciszek Salezy. Jest szansa, że będziemy mogli założyć tam fundację”. Przywoływał też go jako wzór gorliwości o dusze, wzór modlitwy różańcowej czy generalnie jako wzór zaangażowania.

* Pod koniec stycznia 1899 r. (27 stycznia 1899) mówił synom duchowym o konieczności rozpalenia wielkiej gorliwości o dusze. Zachęcał do żywej wiary, do czystości serca, do rozmyślania nad wartością duszy nieśmiertelnej, do rozmyślania nad cierpieniami Chrystusa… W tym kontekście przywołał również przykład świętych: „Jeszcze inną zachętą powinien być przykład świętych. W tych dniach zatrzymajcie się zwłaszcza nad działalnością świętego Jana Chryzostoma i świętego Franciszka Salezego”.

* W lutym 1899 r. zachęcał do odmawiania różańca: „Różaniec jest bez wątpienia niezwykle ważną modlitwą – popatrzmy na przykłady świętych, na świętego Franciszka z Asyżu, na świętego Franciszka Salezego, który powracając późno do domu, nigdy nie opuszczał różańca”.

* 16 lutego 1900 r. w przemówieniu podczas kapituły domowej mówił o miłości wzajemnej. „Popatrzmy na świętego Pawła, który dla ratowania innych zgodziłby się być in anathema. Popatrzcie na świętego Franciszka z Asyżu, na świętego Bernarda, na świętego Franciszka Salezego – jaka miłość, jakie zaangażowanie! Jakie to napomnienie dla nas, którzy chcemy cierpieć i pracować jako apostołowie”.

 

 

Wróćmy do dziennika duchowego Jordana. Notatek, w których pojawia się imię Franciszka Salezego, jest tam osiem. Jedną już przytoczyłem. Przyjrzyjmy się bliżej jeszcze dwom z nich, a inne tylko wspomnimy.

„Nie ta dusza jest najświętsza, która popełnia najmniej błędów, lecz ta, która ma więcej odwagi, więcej wielkoduszności i więcej miłości; ta która najbardziej przezwycięża siebie samą i nie boi się w drodze zachwiać albo nawet upaść i nieco się pobrudzić, jak tylko postępuje naprzód... (św. Franciszek Salezy). Czytaj od czasu do czasu Lehena rozdział 8!” (DD I 46-47).

To notatka alumna seminarium prawdopodobnie ze stycznia 1878 r. (dwa miesiące przed diakonatem). Rodzi ona we mnie skojarzenia z aktualną sytuacją Kościoła i zachętami papieża Franciszka. Dla potwierdzenia dwa cytaty najpierw z pierwszej i programowej jego adhortacji „Evangelii gaudium”. „Misyjne serce jest świadome tych ograniczeń i staje się «słabe dla słabych, [...] wszystkim dla wszystkich» (por. 1 Kor 9, 22). Nigdy się nie zamyka, nigdy nie szuka poczucia własnego bezpieczeństwa, nigdy nie wybiera sztywnej samoobrony. Wie, że ono samo musi wzrastać w zrozumieniu Ewangelii i w rozeznawaniu dróg Ducha, i wtedy nie rezygnuje z możliwego dobra, lecz podejmuje ryzyko pobrudzenia się ulicznym błotem” (EG 45). Jeszcze mocniejszy jest tekst z nr 49 adhortacji: „Powtarzam tu całemu Kościołowi to, co wielokrotnie powiedziałem kapłanom i świeckim w Buenos Aires: wolę raczej Kościół poturbowany, poraniony i brudny, bo wyszedł na ulice, niż Kościół chory z powodu zamknięcia się i wygody z przywiązania do własnego bezpieczeństwa” (EG 49).

Do tej myśli papież Franciszek wrócił podczas jednej z wizyt niedzielnych: w salezjańskiej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Rzymie, w styczniu 2014. Pytano go m.in. o rozpoznanie woli Bożej, o rozpoznanie powołania. Odpowiedział: „Chcesz odnaleźć wolę Bożą, swoje miejsce w życiu? Rusz w drogę. Ktoś powie: ‘Ależ jest tyle niebezpieczeństw…’. Tak. W drodze można wiele razy zbłądzić. Wiele pomyłek czeka na tych, którzy w życiu idą. Ale gorsze są pomyłki pozostających w zamknięciu. Człowiek, który jest zamknięty, czy zamknięta wspólnota zaczyna chorować, choruje na zamknięcie. Wchodziliście kiedyś do pomieszczeń, co przez miesiące nie były otwierane? Kiedy je otwierasz czuć stęchlizną, zamknięciem… taka jest i dusza ludzi zamkniętych. Chorują. A ci, którzy ruszają w drogę? Cóż, im też może się przytrafić to, co się zdarza idącym: wypadek. Ale ja tysiąc razy wolę Kościół po wypadkach, po przejściach, niż Kościół chory z zamknięcia” .

 

I jeszcze jeden cytat z Jordanowego dziennika, gdzie przywołany jest św. Fr. Salezy:

„24.1.1895 Bóg nienawidzi pokoju u tych, których wzywa do walki (św. Franciszek Salezy)” (DD II 7).

47-letni o. Jordan tę notatkę zrobił po niemiecku: „Gott hasst den Frieden derer, die er zum Kampfe ruft. S. Fr.Sal”. Skąd ją zaczerpnął? Komentator dziennika duchowego, Tymoteusz Edwein SDS, w tym względzie nie pomaga. Udało mi się natrafić na to zdanie w zasobach internetowych w dwóch miejscach. Najpierw odkryłem to zdanie, tyle że w języku hiszpańskim, cytowane z „Dzieł zebranych” św. Franciszka Salezego. Ten miałby mówić: „Wiecie, że Bóg nienawidzi pokoju u tych, których przeznaczył do walki. On jest Bogiem zastępów [wojsk] i walk, tak samo jak Bogiem pokoju: i On porównuje Szulamitkę, duszę pokojową, do wojska dobrze uporządkowanego, a w ten sposób, przerażającego dla nieprzyjaciół” .

Tu pomocą była dla mnie znaleziona w naszej bibliotece zakonnej książka do rozmyślania: „Rozmyślania dla kapłanów” autorstwa ks. Chaignona, wydana w XIX wieku [z po rosyjsku cyrylicą wydrukowaną adnotacją: „dozwolieno cenzuruju”, Warszawa 1849]. Wśród propozycji medytacji są tam również punkta „o cichości św. Franciszka Salezego”. Posłuchajmy obszernych fragmentów rozważania: „Cichość rodzi się z męstwa, tak jak męstwo rodzi się z wiary i miłości”. […]. „‘Z mocnego wyszła słodkość’. Moc i dzielność tak jest przywiązana do samej natury tej cnoty, że św. Jan Złotousty śmie twierdzić, iż nic nie masz gwałtowniejszego nad tę cichość pasterską. Taka właśnie była cichość św. Franciszka, i dlatego, że taką była i z takiego poczęła się źródła, do bohaterskich pobudzała go czynów, i zdumiewające wydała owoce”. […]. „Ileż walk musiał stoczyć sam z sobą, ile przeszkód zwyciężyć, ni nabył tę cnotę cichości”. […]. „Potem, gdy już przyszła chwila oświadczenia się z zamiarem od dawna powziętym i poświęcenia się nieodwołalnie na służbę ołtarza, przejście to na nowe, a jeszcze trudniejsze wystawiło go walki […]”. „A jednak i te nawet walki były jeszcze niczym w porównaniu z temi przeszkodami, które musiał zwalczyć, gdy przyjął trudną i niebezpieczną misję do zarażonej błędami kalwińskimi części Sabaudii. Tak wielkie były trudności i niebezpieczeństwa tej misji, że gdy biskup na zebraniu duchowieństwa swego oświadczył się z zamiarem ustanowienia jej, wszyscy na samo wspomnienie struchleli i nikt nie śmiał odpowiedzieć ani słowa. Sam tylko św. Franciszek oświadczył się z gotowością na rozkazy Biskupa”. […]. „Z tego wszystkiego łatwo przekonać się możesz, że cichość św. Franciszka nie miała bynajmniej charakteru zdrożnej słabości: przeciwnie, sama niezłomna stałość jego pochodziła głównie z cichości jego. Bo skoro człowiek nauczy się doskonale panować nad sobą, może zatem użyć do walki, kiedy walczyć potrzeba, wszystkiej jaka się w duszy jego znajduje przyrodzonej i nadprzyrodzonej dzielności; wszystkie władze swoje trzyma skupione pod wodzą rozumu i woli, jako wojsko w szyku bojowym”. […]. „Czy nie rozłączasz tych dwu rzeczy, które powinny być nierozłączne, to jest cichości i mocy?”. […] „Co dzień pożywasz na ołtarzu Ciało Baranka Bożego; co dzień patrzysz na tę cichość z jaką przez ręce twoje ofiaruje, a jeszcze bardziej powinienbyś czuć tę moc i miłość, jaką ci w tej ofierze swojej okazuje! Ach, prośże Go dzisiaj, byś umiał lepiej korzystać z te j łaski i z tego przykładu Jego, a przez to dostąpił uczestnictwa w tym dwojakim duchu cichości i mocy, który św. Franciszka ożywiał”.

[Już po wygłoszeniu tej konferencji odnalazłem cytowane zdanie w publikacji „Geistliche Blumenlese aus den Werken des heiligen Franz von Sales” (2. Band, Ausburg 1846, S. 230). Tam święty biskup Genewy przestrzega przed pokusą porzucenia obowiązków stanu z zamiłowania do spokojnego i samotnego życia i kończy tymi właśnie słowami: „Bóg nienawidzi pokoju tych, których przeznaczył na wojnę” („Gott haßt den Frieden derjenigen, welche er zu dem Kriege bestimmt hat”). To nam uświadamia, że łagodność nie polega na byciu słabym czy wycofanym, ale na oddaniu wszystkich swoich sił do dyspozycji Pana Boga i zaangażowanie się całym sobą w Jego dzieło Jego metodami. Trzeba mieć przed oczami Jezusa łagodnego, który na osiołku zdobywa Święte Miasto nie podstępem, ani przemocą, ale pokorą, która świadczy o prawdzie (KKK 559). To Jezus łagodny i mocny równocześnie! Całkowicie angażujący się w dzieło Ojca aż po oddanie swojego życia, ale nie korzystający z metod wojennych tego świata. To charakterystyczne, że o. Jordan kilka razy przywołuje w swoim dzienniku duchowym obraz Jezusa łagodnego (por. DD I/71; DD I/159; DD II/66; DD II/110)]

 

Kończąc przytoczę inne intuicje św. Franciszka Salezego zanotowane przez Jordana w dzienniku:

* „Trzeba pozostawić prawie niezauważone poruszenia miłości własnej. Jeśli dwa lub trzy razy dziennie powie się, że nie chce się o tym nic wiedzieć, to pozbywamy się jej. Nie trzeba ich odpędzać z całą siłą, lecz tylko zupełnie spokojnie i cicho powiedzieć „nie” i pozostać w pokoju (św. Franciszek Salezy)” (DD I 123-124).

* „Odmierzaj swoją modlitwę według zakresu swoich prac i zaplanuj długość swoich normalnych ćwiczeń pobożnych tak, aby one nie znużyły twojej duszy (św. Franciszek Salezy)” (DD I 128).

* „Mów rzadko o sobie! Jeśli to jednak jest konieczne, to niech twoje słowa będą pełne umiaru i odliczone jak pieniądze, które skąpiec zmuszony jest trzymać w swojej sakiewce (św. Franciszek Salezy)” (DD I 210) - po 26 sierpnia 1894 - przed 20 października 1894.

* „Bóg będzie mówił za tych, którzy milczą. Będzie triumfował dla tych, którzy cierpią (św. Franciszek Salezy). Wynagrodzi cierpliwość przez szczęśliwe zakończenie. Bóg posługuje się czasem, aby zrealizować zamysły swojej Opatrzności. Módlcie się, milczcie, bądźcie cierpliwi, a wszystko obróci się na dobre, gdy nadejdzie chwila przewidziana w zamyśle Bożym” (DD II 22) - po 4 stycznia 1900 - przed 13 lutego 1900.

* „Pokora, która zniechęca, jest blisko spokrewniona z rozpaczą (św. Franciszek Salezy) 22.6.1914” (DD III 34).

 

A ostatnim akcentem tej konferencji pt. „Rozważaj łagodność św. Franciszka Salezego…” (DD I 157), niech będzie zachęta o. Jordana do swoich synów duchowych z 25 listopada 1898 r.: „Chciałbym was zachęcić, abyście byli łagodni, pokorni, skromni, abyście przyswajali sobie te cnoty i ich nie lekceważyli. Nie róbcie tego, by podobać się światu, lecz aby lepiej działać! Nabywajcie tych cnót; nie sądźcie jednak, że oczekuję od was świeckiej ogłady; chodzi mi o skromność, czystość, życzliwość, pokorę, łagodność, mansuetudo, humilitas, humanitas, benignitas. Jeśli się nie mylę, to istnieje takie przysłowie: życzliwość jest kompasem, który prowadzi przez cały świat, do wszystkich krajów! Widać tu, jak ważna jest życzliwość, skromność – otwierają one wszystkie drzwi. Również największy wróg i najbardziej nieokrzesany człowiek patrzą na to chętnie i nawet najdziksze zwierzęta można poskromić przez łagodność. Starajmy się przyswoić sobie to mansuetudo, humanitas. Jest różnie: niektórzy otrzymali jej od Stwórcy tak wiele, że muszą się raczej hamować niż wysilać; inni nie mają takiej skłonności i muszą wysilać się i walczyć, aby ją nabyć. (…) szorstkie zachowanie może zaszkodzić również w duszpasterstwie! Przez szorstkie zachowanie, przez nieprzystępność, kapłan może zniechęcić całą parafię! Bądźcie zatem mansueti, humiles, binigni, humani, miejscie świętą skromność i okazujecie pokorną życzliwość, również wówczas, gdy wam zagraża niebezpieczeństwo!”.

 

 

ZGŁOSZENIEPOLITYKA PRYWATNOSCI
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl