O CFD AKTUALNOSCI PROGRAM KONTAKT DOM W TRZEBINI Do medytacji   









  Wprowadzenie do lectio divina - Mt 2, 1-11 ...


Wprowadzenie do lectio divina - Mt 2, 1-11

(1) Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy (2) i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon . (3) Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. (4) Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. (5) Ci mu odpowiedzieli: W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok: (6) A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela. (7) Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. (8) A kierując ich do Betlejem, rzekł: Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon. (9) Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. (10) Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. (11) Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę.


www.centroaletti.com 

Pytanie przybyszów burzy święty spokój mieszkańców
„Kiedy zaś Jezus urodził się w Betlejem w Judei w dniach króla Heroda…”. Jezus już się urodził i wtedy magowie ze wschodu przyszli do Jerozolimy. Owi mędrcy zapytali, jak to mówimy, „prosto z mostu”: „Gdzie JEST narodzony król Judejczyków?”. W swej podróży dotarli do stolicy Judei i „bez owijania w bawełnę”, nie pomni na jakieś rzekome względy dyplomatyczne czy tzw. poprawność polityczną, nawet nie pytają: „Gdzie MA SIĘ narodzić król Judejczyków?”, ale „gdzie JEST narodzony król Judejczyków?”. Bo On już się urodził (my wiemy już o tym z pierwszego zdania lectio). Nie dziwi więc wcale fakt, że „Herod został poruszony i cała Jerozolima z nim” czy - wg innych tłumaczeń - „przeraził się, zatrwożył się, przestraszył się bardzo”. Wobec pytania postawionego przez przybyłych do Jerozolimy mędrców nie pozostał obojętny ani Herod, ani mieszkańcy stolicy Judei. Mędrcy, którzy podjęli spory trud wędrówki w związku z ukazaniem się gwiazdy nowego króla, a więc ludzie traktujący życie poważnie, nie przyszli do Jerozolimy na wycieczkę, ale po to, by oddać pokłon nowemu królowi. Oni traktują życie na serio i oczekują konkretnej odpowiedzi. Wobec faktu narodzin „króla Judejczyków”, a my wiemy już od św. Mateusza, że chodzi o Jezusa, który „zbawi lud swój od grzechów jego” (Mt 1, 21), nie można pozostać obojętnym. Albo jest się po stronie Heroda sięgającego po miecz (ewentualnie uczonych w Piśmie, którzy wiedzą, ale nie czynią), albo po stronie prawdziwie poszukujących i oddających pokłon nowonarodzonemu królowi. Podziękuję za ludzi, którzy traktują życie na serio i pytając wyrywają mnie z tzw. świętego spokoju!

Nie tylko pytanie, ale zachęta: „Chodźcie z nami…!”
Sytuacja opisana w drugim rozdziale Ewangelii wg św. Mateusza przypomina wydarzenie opisane w rozdziale szesnastym pierwszej księgi Samuela. Samuel zostaje wysłany przez Boga do Betlejem, by namaścił jednego z synów Jessego na króla. „Jakże pójdę? Saul dowie się i zabije mnie” - prorok obawia się agresji żyjącego wciąż przecież króla Saula. „Gdy przyszedł do Betlejem w drżeniem wyszli naprzeciw niemu starsi miasta i zapytali: «Czy twoje przyjście oznacza pokój?». Odpowiedział: «Pokój. Przyszedłem złożyć ofiarę Jahwe. Oczyśćcie się i chodźcie ze mną złożyć ofiarę»” (1 Sm 16, 2.4-5). Samuel sobie i mieszkańcom Betlejem stawia przed oczy Boga, któremu trzeba złożyć ofiarę, któremu siebie, jeśli potrzeba, i swoje myślenie trzeba złożyć w ofierze; Boga, wobec którego trzeba do dyspozycji. Czy nie taką rolę, rolę zachęty, ma pytanie mędrców zadane w Jerozolimie? Ich pytanie nie jest przecież jedynie poszukiwaniem wskazówek, gdzie narodził się król, ale jest zachętą: „Chodźcie z nami, by oddać pokłon i złożyć dary!”. Tabernakulum w kościele, w którym Jezus jest wciąż obecny, bożonarodzeniowa szopka to zaproszenie, by przyjść i oddać pokłon, adorować Jezusa Chrystusa.

Dać się prowadzić głosowi Bożemu jak Samuel, jak Mędrcy
Samuel miał namaścić tego, którego wcześniej nie znał, a którego Bóg sobie wybrał i miał mu wskazać. Mędrcy wyruszyli w drogę nie wiedząc, dokąd ich gwiazda zaprowadzi, i nie znając zapowiedzianego „króla Judejczyków”. Samuel został ostrzeżony: „Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi, jak widzi Bóg, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce” (1 Sm 16, 7). Również magowie są zaproszeni, by przebijać się przez zewnętrzną powłokę wydarzeń. Samuel, by rozpoznać Dawida, wybranego przez Boga, musiał być posłuszny głosowi Pana. Mędrcy ze Wschodu, by rozpoznać Syna Dawida, przepowiadane dziecko z królewskiego rodu Dawida, muszą dać się prowadzić najpierw gwieździe, a potem również słowu prorockiemu, że ów władca „będzie pasterzem ludu mego Izraela”, pasterzem zdolnym poświęcić swoje życie, zdolnym oddać swe życie na pokarm dla ludu. Dawid, którego Samuel namaścił na króla, był pasterzem, gotowym poświęcić życie w obronie trzódki swojego ojca. Syn Dawida, którego mają spotkać Mędrcy, zgodnie z zapowiedziami proroków, będzie Pasterzem, a równocześnie Pastwiskiem. Odda swoje życie za owce, da swoje Ciało i Krew, by owce mogły żyć. Mędrcy zasłuchani w słowo muszą się przebijać przez to, co widzą ich oczy, bo przecież postawa króla, którego szukają, tak bardzo będzie odbiegać od postawy Heroda Wielkiego, tyrana, który w obawie o siebie skłonny będzie zabijać dzieci własnego narodu. Papież Franciszek w encyklice Lumen fidei napisał: „Człowiek pobożny jest w drodze i musi być gotów pozwolić się prowadzić, wyjść poza siebie, by odnaleźć Boga, który zawsze zdumiewa” (LF 35).

Z dwiema księgami objawienia w ręku
Mędrcy, gdy niknie światło gwiazdy, która dotąd ich prowadziła, udają się do Żydów, by pytać o drogę. Dzięki temu otrzymują w darze nowe światło, światło proroctw. Bóg na początku dziejów objawił siebie w księdze stworzenia. Odczytanie jednak tej pierwszej księgi objawienia po grzechu stała się dla człowieka bardzo utrudnione. Objawienie naturalne uległo „zaciemnieniu” i dlatego potrzeba było drugiej księgi objawienia, księgi Pisma Świętego. Katechizm Kościoła Katolickiego uczy, że „naturalnym światłem rozumu ludzkiego można z rzeczy stworzonych w sposób pewny poznać Boga, początek i cel wszystkich rzeczy (…) W konkretnych warunkach historycznych, w jakich się znajduje, człowiek napotyka jednak wiele trudności w poznaniu Boga za pomocą samego światła rozumu. (…) Z tego powodu człowiek potrzebuje światła Objawienia Bożego nie tylko wtedy, gdy chodzi o to, co przekracza możliwości jego zrozumienia, lecz także, «by nawet prawdy religijne i moralne, które same przez się nie są niedostępne rozumowi, w obecnym stanie rodzaju ludzkiego mogły być poznane przez wszystkich w sposób łatwy, z zupełną pewnością i bez domieszki błędu»” (KKK 36-38). To, że w pewnym momencie Mędrcy przestali widzieć światło gwiazdy, mogło uświadomić im potrzebę tej drugiej księgi objawienia, którą otwierają przed nimi w Jerozolimie sprowokowani ich pytaniem arcykapłani i uczeni w Piśmie. Benedykt XVI w jednej z homilii w uroczystość Objawienia Pańskiego mówił: „Mędrcy szli za gwiazdą. Dzięki językowi stworzenia odnaleźli Boga historii. Oczywiście, sam język stworzenia nie wystarcza. Tylko Słowo Boże, które spotykamy w Piśmie Świętym, mogło im ostatecznie wskazać drogę. Stworzenie i Pismo Święte, rozum i wiara muszą być razem, aby nas doprowadzić do Boga żywego”. Mędrcy posłuszni natchnieniom czerpanym z obu ksiąg, ze stworzenia i z Biblii, odnajdują Mesjasza. „Temu, kto pozwala pouczać się Pismom, natura i Pismo dają świadectwo o Stwórcy” (M. Campatelli, Lektura Pisma z Ojcami Kościoła, s. 86).

Bóg-Miłość zstępuje w realny świat
Człowiek po grzechu albo wbija wzrok w ziemię (materializm), żyjąc jakby Boga nie było, albo sytuuje Boga gdzieś bardzo wysoko, w gwiazdach, w niebie, w każdym razie daleko ponad ziemią (idealizm). Bóg natomiast zniża się do poziomu człowieka. Bóg zniża się do poziomu mędrców, swoistych „idealistów”, szukających Go w gwiazdach. By formować ich serca „zabiera” im światło gwiazdy, by „spuścili wzrok na dół” i zobaczyli z całym realizmem rzeczywistość tej ziemi. To spowoduje, że zobaczą również najpierw opieszałość arcykapłanów i uczonych w Piśmie, którzy wiedzą, gdzie narodził się Mesjasz, a tam nie idą, a potem okrucieństwo Heroda, który w obawie o tron zdolny jest zabijać dzieci. Bóg zstępuje w realny świat, dotknięty destrukcją grzechu, grzechu zaniechania (uczeni w Piśmie) czy przemocy (Herod). Mędrcy już w Jerozolimie, a potem w Betlejem, są świadkami czegoś szczególnego. Choć może jeszcze tego nie pojmują, ale widzą, że niewierność narodu wybranego nie powoduje niewierności Boga. Bóg jest wierny niewiernemu ludowi, który przed wiekami wybrał. Bóg przychodzi do swoich, a ci Go nie przyjmują. Mędrcy otrzymują objawienie Boga, Boga kochającego pomimo odrzucenia ze strony ludu. Bóg przychodzi po swojemu pomimo tego, że jego naród żyje po swojemu. Bóg się ukrywa, ale to ukrycie się Boga jest konsekwencją ukrycia się człowieka po grzechu. Bóg się ukrywa, bo szuka człowieka, który się ukrył.

Światło z wysoka rozpoczyna swą drogę „na niskości”
Mędrcy wyznają: „Zobaczyliśmy bowiem Jego gwiazdę we wschodzie i przyszliśmy pokłonić się mu”. Gwiazda wskazująca nowonarodzonego króla żydowskiego jest dosł. „gwiazdą wschodzącą”. To wyrażenie przywołuje podobne sformułowanie, które pojawia się w kantyku Zachariasza: „nawiedzi nas z wysoka Wschodzące Słońce" (łac. „oriens ex alto"). W greckim oryginale Ewangelii owo „wschodzące słońce” to gr. „anatole”, co może oznaczać: „słoneczne światło świecące nad naszą planetą”, ale również: „różdżkę wyrastającą z pnia”. W tradycji biblijnej oba te obrazy mają zabarwienie mesjańskie. Izajasz, mówiąc o Emmanuelu, zapowiada, że wraz jego przyjściem „naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło” (Iz 9, 1). Emmanuel, Bóg z nami, jest również przedstawiany jako „różdżka wyrastająca z pnia Jessego”, czyli różdżka wyrastająca z rodu Dawidowego - „odrośl Dawida”. Z przyjściem Mesjasza, czyli Jezusa Chrystusa, pojawia się więc światło oświecające każde stworzenie, ale równocześnie z pnia obumarłego drzewa rozkwita nowe życie. W Jezusie „było życie, a życie było światłością ludzi” (J 1, 4). Wyrażenia „gwiazda wschodząca”, „wschód z wysoka” („z wysoka Wschodzące Słońce”) uświadamiają nam sposób przychodzenia Boga. Światło Miłości podnosi z ziemi to, co upadło! Bóg z miłością zstępuje w realny świat, schyla się i podnosi upadłego człowieka, by ten zaczął żyć pełnią życia. Światło pochodzące z wysoka rozpoczyna swą drogę „na niskości”, zstępuje w łono Maryi, przebywa dziewięć miesięcy w ukryciu dziewiczej i płodnej ziemi, by wzejść jak ziarno i stać się chlebem dla świata. Objawia się światu w Betlejem, to znaczy w „domu chleba”. Mędrcy są prowadzeni przez gwiazdę, a gwiazdy świecą w nocy. Nowy król żydowski rodzi się w nocy dziejów. Ewangelista Mateusz opisując początek działalności Jezusa napisze: „Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło” ( Mt 4, 16). Zachariasz w swoim kantyku wyśpiewa, że owo Słońce Wschodzące z wysoka: „nas nawiedzi, by zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają” (Łk 1, 78-79). A więc, powtórzmy, że król żydowski rodzi się w nocy dziejów, ale paradoks polega na tym, co zauważy św. Jan: „światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki” (J 3, 19). Herod, arcykapłani i uczeni w Piśmie, cała Jerozolima bardziej umiłowali ciemność! Pomyślę jednak o Nikodemie, z którym Jezus spotykał się w nocy. Światłość prawdziwa spotykała się z starcem pogrążonym w mroku wiedzy, był i on mógł stać się stać się dzieckiem Światłości. Oto pedagogia Boga: Światłość prawdziwa chce rozświetlać moje ciemności!

„Najmniejsze jesteś”, ale „zgoła nie jesteś najlichsze”!
Dokładnie w samym centrum naszego lectio przywołane jest słowo ze Starego Testamentu. Uczeni w Piśmie na pytanie Heroda, gdzie ma się narodzić Mesjasz, odpowiadają cytując, a właściwie interpretując albo na nowo odczytując słowa proroka Michesza. Porównanie tekstu Mi 5, 1 i 2 Sm 5, 2 oraz słów Mt 2, 6 może wskazać nam pewne intuicje do przemodlenia. Betlejem Efrata określone jest jako „Betlejem, ziemia Judy”, dla podkreślenia, Jezus pochodzi z tego właśnie pokolenia. Zaskakującym natomiast jest, że o ile Micheasz mówił o Betlejem: „najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich!”, o tyle w Ewangelii św. Mateusza czytamy: „nie jesteś zgoła [wcale nie jesteś] najlichsze spośród głównych miast Judy”. I może się rodzić pytanie, czy Betlejem jest najmniejsze, najlichsze czy też nie jest najmniejsze, najlichsze? Zestawienie tekstów starotestamentalnych proroctw z tekstem Ewangelii wydaje się rodzić sprzeczność. I choć wydaje się, że Ewangelista się pomylił, on się nie pomylił zmieniając tekst proroka. W świetle narodzenia Jezusa Chrystusa zmienia się perspektywa patrzenia na Betlejem (i na wszystkie inne miejsca i serca, w których Bóg się rodzi). Dotykamy tu też tematu interpretacji Starego Testamentu w świetle Nowego. Jako chrześcijanin odczytujemy Stary Testament na nowo w świetle Chrystusa. Ta ponowna lektura, to odczytanie na nowo, ta nowa interpretacja, nie usuwa sensu pierwotnego. Betlejem jest małym miastem i małym w oczach ludzi pozostanie. Natomiast w oczach Boga „nie jesteś zgoła najlichsze”. Wielkość Betlejem wypływa z faktu, że w nim narodził się Jezus. Anioł powiedział o Nim Maryi: „będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida” (Łk 1, 32). Betlejem w oczach ludzkich jest małe i pozostanie małe, ale w oczach Boga „wcale nie” jest małe, a w każdym razie nie za małe, by w nim Bóg się narodził. W oczach ludzi moje życie może być małe, najmniejsze, ale w oczach Boga, zgoła nie jest małe, najmniejsze czy najlichsze; nie jest za małe, by Bóg w nie wszedł. Tak jak kiedyś Bóg wejrzał na maleńkość Maryi i uczynił Jej wielkie rzeczy, tak później wejrzał na maleńkość Betlejem i sprawił w nim wielkie rzeczy. Rozważę, że Bóg spogląda na moją maleńkość i ona Mu wcale nie przeszkadza, by we mnie czynić rzeczy wielkie. „Bóg wybrał również to, co świat ma za nic i uważa za nieszlachetnie urodzone oraz godne pogardy, aby unicestwić to, co czymś jest, w tym celu, by nikt z ludzi się nie chlubił przed Bogiem. Ale by (…) w Panu chlubił się ten, kto się chlubi” (1 Kor 1, 28-29.31b)

Inny Władca - Pasterz bliski ludowi
I jeszcze jedna, wydawałoby się na pierwszy rzut oka, rozbieżność. Prorok Micheasz wołał: „Betlejem (…) Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał [rządził] w Izraelu”, w Ewangelii natomiast czytamy: „z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela”. Prorok Micheasz mówi o Tym, który „będzie władał [rządził]”, a ewangelista o Tym, który „będzie pasterzem”. Zapowiadany Mesjasz to władca, który jest pasterzem, Pasterzem dobrym. On nie przyjdzie, żeby Mu służono, lecz aby służyć. Nie przyjdzie, by Mu się kłaniano, choć godzien jest najwyższej czci i adoracji, ale przyjdzie, aby klęknąć u stóp uczniów, ludzi wszystkich pokoleń, i obmywać im nogi. „Król żydowski”, dosł. „król Judejczyków”, którego poszukują Mędrcy ze wschodu i którego obawia się Herod, będzie zdobywać serca Judejczyków i wszystkich narodów nie przemocą czy podstępem, ale pokorą, która świadczy o prawdzie (KKK 559). Jakże inny jest poszukiwany przez mędrców nowonarodzony król od króla Heroda Wielkiego! Herod, z pochodzenia Idumejczyk, został ustanowiony przez Rzymian „królem Judejczyków” w 40 r. przed Chr. i potrzebował trzech lat, by siłą złamać opór podwładnych i zacząć faktycznie panować w 37 r. przed Chr. Minęło prawdopodobnie około trzydziestu lat, gdy w Jerozolimie pojawili się magowie ze Wschodu. Heroda nazywano Wielkim, pewno dlatego, że m.in. miał talent do rządzenia, miłował sztukę, powiększył i upiększył świątynię jerozolimską, wzniósł wiele obiektów sportowych i kulturalnych, ekonomicznie i kulturowo wspierał diasporę. Ale ten sam Herod zabił swoją żonę Mariamme I, swoich synów i wielu innych ludzi, którzy wydawali mu się niebezpieczni. Około 12 km od Jerozolimy wybudował Herodium, kompleks pałacowo-obronny, a w tym celu kazał podwyższyć o około 1/3 istniejące już wzgórze (758 m.) Cierpiąc na manię prześladowczą tam mógł patrzeć na Jerozolimę i Betlejem z wysoka, miał kontakt wzrokowy i poczucie obecności w stolicy. Jakże inny jest „król Judejczyków”, który rodzi się w Betlejem. Wszak Jezus nie oddzielał się od ludzi, nie budował twierdz na podnoszonych sztucznie wzgórzach, ale schodził do ludzi, pochylał się nad znękanymi i porzuconymi „owcami bez pasterza”, był z celnikami i grzesznikami, i umarł wśród przestępców! Jakże inny jest Jezus, król Judejczyków, od Heroda Wielkiego! Jezus jest władcą, ale który jako Pasterz dobry jest bliski ludowi!

Wyznali Boga, który stał się człowiekiem, by służyć aż po krzyż
Mędrcy (magowie) odnajdują „Dziecko z Marią, matką Jego” - pisze Mateusz. Ewangelista nie wspomina tu o Józefie. Formuła „Dziecko i Jego matka” pojawia się w drugim rozdziale Ewangelii Mateusza pięć razy. Zawsze „Dziecko” wymienione jest na pierwszym miejscu. Brak wzmianki o Józefie podkreśla tu dziewicze poczęcie i narodzenie Jezusa, który jest Synem Bożym. Mateusz pisze, że mędrcy „oddali pokłon” Dziecku. Greckie określenie „proskynesan”, czyli „oddali pokłon”, odnosi się nie tylko do hołdu wobec nowonarodzonego króla, ale również wobec Syna Bożego. Greckie „proskyneo” w Septuagincie w 3/4 przypadków oznaczało hołd złożony prawdziwemu Bogu. Znak „gwiazdy wschodzącej” oraz prorockie słowo ukształtowały wzrok przybyszów ze Wschodu. Teraz widzą więcej i głębiej. Składają dary. Różnie odczytywano znaczenie owych darów. Tym razem zatrzymajmy się na tradycyjnym wyjaśnieniu, że złoto ofiarowali Jezusowi jako królowi, kadzidło jako Bogu, a mirrę jako człowiekowi, który ma umrzeć. Wyznali Boga, który stał się człowiekiem, by służyć swemu ludowi, a któremu za tytuł winy poczytano, że był „królem Judejczyków” i tabliczkę z takim właśnie napisem powieszono nad Jego głową na krzyżu.

Spalić myślenie cielesne, by wydawać słodką woń dla Boga
Kończąc rozważanie przywołajmy słowa św. Grzegorza Wielkiego, który interpretując drugi z darów mówił: „kadzidło ofiarujemy, jeśli przez święte oddanie modlitwom spalamy na ołtarzu serca myślenie cielesne, ażebyśmy dostąpili tego, że przez niebiańskie pragnienie wydawać będziemy jakąś słodką woń dla Boga”. Prośmy, by Słowo Boga na modlitwie kształtowało nasze myślenie, nasze spojrzenie i naszą mentalność. Prośmy, by jeśli potrzeba, na ołtarzu zostało spalone nasze „myślenie cielesne”, byśmy nie podążali za mentalnością świata, ale za mentalnością Boga, byśmy jak Mędrcy ze Wschodu dali się prowadzić Bogu, nie tylko od siebie do Betlejem, ale i z Betlejem w świat współczesny, byśmy jak Mędrcy w Betlejem spotkali „Dziecko z Marią, matką Jego” i oddali Mu pokłon, a wracając do domu nieśli Jezusa, „z wysoka wschodzące Słońce”, w swoim sercu. Mędrcy „inną drogą udali się do swojej ojczyzny”. Do Betlejem byli prowadzeni przez głos sumienia i zewnętrzne światło gwiazdy, potem otrzymali inne, wewnętrzne światło, światło słowa obwieszczonego przez proroków. W Betlejem spotkali Osobę - „Jaśniejące Życie”, które stało się odtąd ich Drogą (wszak „w Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła” - J 1, 4-5). Oby i tak stało się w nas!

Piotr Szyrszeń SDS

 

Wprowadzenie do modlitwy Słowem z Ewangelii wg św. Mateusza - Mt 2, 1-11 - zostało wygłoszone w trakcie Szkoły Wiary: „I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy” (8 VI 2012). Tekst udostępniony przepracowano i uzupełniono - PSz.

 

 
  
  

ZGŁOSZENIEPOLITYKA PRYWATNOSCI
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl