O CFD ARCHIWUM PROGRAM DOM W TRZEBINI Do medytacji   

NOWA JAKOŚĆ ŻYCIA







  Rekolekcje Lectio Divina 25 kwietnia - 3 maja 2018 - homilie ...


Rekolekcje Lectio Divina
25 kwietnia - 3 maja 2018

 

W dniach 25 kwietnia - 3 maja 2018 r. odbyły się rekolekcje lectio divina. W rekolekcjach wzięło udział 99 osób, którym towarzyszyło 10 kierowników duchowych. W posługę towarzyszenia byli zaangażowani: duszpasterze CFD, trzech innych kapłanów (z archidiecezji przemyskiej, z diecezji radomskiej i ze zgromadzenia Misjonarzy św. Wincentego a Paulo), siostra ze Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego i osoba świecka.

Uczestnicy modlili się słowem Bożym z Ewangelii wg św. Marka, św. Mateusza, św. Łukasza i św. Jana. Wprowadzenia do modlitwy dawali duszpasterze CFD. 

Dziękujemy za modlitwę w intencji
uczestników i prowadzących oraz kierowników duchowych !

 

W święto św. Marka przypominamy nagrania i publikacje, owoce sesji i rekolekcji w CFD w Krakowie i Trzebini, związane z tą Ewangelią (link poniżej).

 

homilie – część druga
28-30 kwietnia 2018 >>>
.

homilie - część trzecia
1-3 maja 2018
>>>.

---------------------------------------------------------------------

 NAGRANIA I TEKSTY HOMILII
wygłoszonych w czasie rekolekcji
- CZĘŚĆ PIERWSZA -
25-27 kwietnia 2018

---------------------------------------------------------------------

………
homilia – święto św. Marka Ewangelisty, 25 kwietnia 2018 r.
1 P 5, 5b-14; Ps 89, 2-3.6-7.16-17; Mk 16, 15-20

NAGRANIE HOMILII Z 25 KWIETNIA 2018
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

………

Ryszard Stankiewicz SDS

---------------------------------------------------------------------

Drabiną z ziemi do nieba nie jest metoda, ale Osoba
homilia – piątek IV tygodnia wielkanocnego, 27 kwietnia 2018 r.
Dz 13, 26-33; Ps 2, 6-12a; J 14, 1-6

NAGRANIE HOMILII Z 27 KWIETNIA 2018
[KLIKNIJ, BY ODSŁUCHAĆ]

Fragment Ewangelii, który przed chwilą usłyszeliśmy, a zwłaszcza jego pierwsze i ostatnie zdanie, wydobywa z mojej pamięci słowo z katechizmu: „Jezus jako wychowawca przyjmuje nas takimi, jacy jesteśmy, i stopniowo prowadzi nas do Ojca” (KKK 2607). Przyjmuje nas takimi, jacy jesteśmy. W punkcie wyjścia zauważa nas zatrwożonych, zalęknionych, pogrążonych w zamęcie. I mówi: „Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie”. Te słowa brzmią jak diagnoza i recepta. To diagnoza, bo Jezus widzi nasze serca zatrwożone, „poruszone” (od gr. „tarasso”; jak widzi przerażone serce Zachariasza - Łk 1, 12; jak widzi zalęknione bardzo serce uczniów na jeziorze w czasie nocnego zmagania z przeciwnym wiatrem - Mt 14, 26; jak wzruszone jest do głębi serce samego Jezusa zapowiadającego w czasie Ostatniej Wieczerzy: „jeden z was Mnie wyda” - J 13, 21). W dalszej części jest lekarstwo, recepta. Lekarstwem jest wiara, czyli podążanie za słowem „ku” Bogu, podążanie za słowem „ku” Jezusowi. Jezus widzi nasze serca poruszone, zatrwożone. Zresztą, jako prawdziwy człowiek, sam doświadczył takich mocnych poruszeń serca. Choćby wtedy w czasie Paschy, kiedy Filipowi i Andrzejowi opowiadał o ziarnie, które jeśli nie obumrze, zostanie samo, ale jeśli obumrze przynosi plon obfity. Mówił wtedy o swoim poruszeniu, używając tego samego słowa: „Teraz dusza moja doznała lęku [została poruszona, zatrwożyła się] i cóż mam powiedzieć?”, kontynuował: „Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Ależ właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, wsław imię Twoje!” (J 12, 27-28a). Zatrwożony Jezus szuka woli Ojca i daje się ku Ojcu prowadzić. Tęskni za wypełnieniem woli Ojca. Wierzy w Boga, który jest Ojcem. Wierzy „ku” Bogu, który jest Ojcem. Wierzy „ku” Ojcu. Podejmuje drogę wiary. W punkcie wyjścia tej drogi On również doświadczał lęku, trwogi, ale dał się prowadzić słowu Ojca, „ku” Ojcu.

Trudno jest czasem przyznać się przed samym sobą, że jestem dziś taki, jaki jestem. Zobaczyć i nazwać sobie ten punkt wyjścia, punkt wyjścia mojej drogi wiary. Nazwanie aktualnego „ja” to łaska. Uczestnicy trzeciego etapu mogą dziś być z mieszkańcami Nazaretu, którzy mają problem między innymi z tym, by rozpoznać siebie jako ubogich, więźniów czy uzależnionych, jako niewidomych, uciśnionych, przygniecionych jakimś, ciężarem własnych grzechów. Za to uczestnicy czwartego etapu, może z pewnym zadziwieniem, słuchają wyznania Samarytanki: „Nie mam męża” (J 4, 17a). Ona już, przynajmniej w relacji z tym tajemniczym mężczyzną przy studni, w relacji z Jezusem, potrafi nazwać swoją aktualną sytuację. A Jezus potwierdza: „Dobrze powiedziałaś: Nie mam męża”. Jezus nie tylko potwierdza, ale zna dokładnie szczegóły: Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą” (J 4, 17-18). Jezus również Samarytankę przyjmuje taką, jaką jest, i stopniowo będzie ją prowadził dalej, ku Ojcu. Nie powiedziałem tego wcześniej, przy mieszkańcach Nazaretu, ale ich to też dotyczy. Ich też Jezus przyjmuje takimi, jacy są dzisiaj, to znaczy zbuntowanymi, będzie do nich wracał i stopniowo prowadził ich do Ojca.

To dobra okazja, by powiedzieć sobie, że może być tak, że dopiero na czwartym etapie rekolekcji lectio divina, zaczynamy tak prostolinijnie, tak po imieniu, nazywać to, co nas motywuje; wcześniej czasem nazywaliśmy to „pobożnie”, ładnie, tak, że nic tego nie wynikało. Dorastamy do tego, jak Nikodem czy jak Józef z Arymatei, o którym dopiero od czwartego Ewangelisty dowiadujemy się, że „był uczniem Jezusa, lecz krył się z tym z obawy przed Żydami” (J 19, 38). (…) Święci mają coś takiego, że czasem po wielu latach życia duchowego zaczynają tak prostolinijnie ta, po prostu, nazywać po imieniu swoje niedojrzałe wcześniejsze zachowania. Przykładem może być św. Augustyn z Hippony, który po latach wyznaje: „Ja zaś, nieszczęsny młodzieniec, nieszczęsny u samego progu młodości, prosiłem Ciebie o czystość mówiąc: «Daj mi czystość i powściągliwość, lecz nie zaraz!». Bałem się bowiem, że mnie prędko wysłuchasz i uleczysz z choroby pożądliwości, którą wolałem raczej zaspokoić niż ugasić. (…) Zdawało mi się, że odkładam «z dnia na dzień» tę chwilę, kiedy, wzgardziwszy nadziejami świata, pójdę tylko za Tobą, dlatego że nie ukazywała mi się żadna pewność, ku której mógłbym skierować swe kroki (…)”.

Ostatnie zdanie odczytanej w liturgii Ewangelii wskazuje i na drogę, i punkt dojścia. Jezus mówi: „Ja jestem drogą (…). Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie”. To zdanie jakoś „zagrało” we mnie dziś szczególnie mocno w połączeniu ze słowami św. Pawła: „Nam został przekazana nauka o tym zbawieniu” (dosł. „nam słowo zbawienia”, mówi apostoł, „zostało wysłane”). Słowo zostało do nas wysłane! Hans Urs von Balthasar użył wymownego obrazu (często do tego obrazu wracam w kontekście modlitwy Słowem). Mówi, że słowo Boże „jest to drabina zrzucona z wysokiego pokładu, po której my, zagrożeni tylu niebezpieczeństwami, tonący, możemy dostać się do zbawczego statku”. Słowo Boże jest jak drabina, która została spuszczona z pokładu wielkiego statku, po której my, tonący na dole, możemy wspiąć się na ten statek. Nie ma żadnej innej drogi na ten statek. Samemu nie można tego zrobić, ponieważ kształt burty tego statku nie pozwala na to. Burta nadto jest oślizgła. W tym obrazie znowu jest mowa o punkcie dojścia i punkcie wyjścia, tylko w odwrotnej kolejności. Z nieba została spuszczona drabina do nas tonących. Drodzy uczestnicy rekolekcji lectio divina. Drabiną nie jest metoda, drabiną jest Osoba. Ojciec posłał swego Syna, Słowo Wcielone, ale mieszkańcy Jerozolimy i ich przywódcy nie rozpoznali w Nim tej „Drabiny”, nie uznali w Nim „Drabiny” do nieba, uznali Go za nic („wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic” – Iz 53, 3; „wzgardził Nim Herod wraz ze swoją strażą” – Łk 23, 11), połamali „Drabinę” i wrzucili ją do grobu.

Powtórzymy, że drabiną dla nas nie jest metoda, ale Osoba. Szczeble drabiny, nazwane przez mnicha kartuskiego, są tylko pomocą; są tylko pomocą pedagogiczną zostawioną nam przez dobrego wychowawcę. Nie wiem, czy macie takie doświadczenie, ale pewno bywało tak, że kiedy w dzieciństwie wchodziliśmy po drabinie, na początku zwracaliśmy bardzo dużą uwagę na szczeble, by postawić nogę w odpowiednim miejscu, ale z czasem nabieraliśmy pewności i nogi jakby same, na wyczucie, wyszukiwały sobie szczeble, a my szliśmy po drabinie z głową zadartą do góry. Byłoby swoistym dramatem, gdybyśmy przez całe życie byli jak te dzieci, które patrzą jedynie na szczeble i skupiają się na szczeblach. Byłoby dramatem, gdybyśmy po drabinie lecio divina chodzili myśląc tylko o szczeblach, a nie o Ojcu, do którego idziemy i nie o Synu, który jest Drogą, którą idziemy do Ojca.

Szczeble „Drabiny”, tak naprawdę, możnaby ponazywać inaczej. Jeden prosty przykład. Zwykle 29 kwietnia obchodzimy święto św. Katarzyny ze Sieny, w tym roku ono przepadnie ze względu na niedzielę. Św. Katarzynie ze Sieny Bóg oznajmił, że Jezus, Syn Boży, jest jakby mostem. Mówił do niej: „Z ciała swego, (…), uczynił drabinę, które stopnie ukazałem w Jego stopach przebitych, w Jego boku otwartym, w Jego ustach, gdzie dusza kosztuje pokoju i spoczynku, (…)” (Dialog o Bożej Opatrzności, czyli księga Boskiej nauki, Poznań 2012, s. 192). Tu nie czas, by tę myśl rozwijać, kto będzie chciał, po rekolekcjach, sięgnie sobie do „Dialogu o Bożej Opatrzności”. Tymczasem zapamiętajmy, że drabiną nie jest metoda, ale Osoba i że Jezus przyjmuje nas takimi, jacy jesteśmy, i stopniowo prowadzi nas do Ojca.

Piotr Szyrszeń SDS

---------------------------------------------------------------------

 

Polecamy rekolekcje na Ukrainie (w języku ukraińskim)!

KONTAKT ZGŁOSZENIE
Copyright - CFD.Salwatorianie.pl